czwartek, 24 października 2013

rynek pracy demotywuje?

Jakiś czas temu przeczytałam o wspaniałym (w tym określeniu nie ma z mojej strony nic z cynizmu) programie propagowania edukacji. Szkoły w Toronto wspierają kieszonkowym uczniów chodzących do szkoły oraz zapewniają licealistom podczas wakacji płatne praktyki. To jest projekt, który ma nie tylko podnieść poziom edukacji, ale jednocześnie resocjalizujący, ponieważ zmusza młode osoby do nauki, a przez to zabiera nadwyżkę wolnego czasu, które ze względu na wiek są źle wykorzystywane, jeśli nie ma motywacji (chyba, że jest się taką buntującą mną i edukacja stanowi formę buntu). Pilniejsza nauka ma nie tylko gwarantować staże, ale później przyczyniać się do zatrudnienia takich osób w firmach. Wśród osób z marginesu zazwyczaj są osoby, które przeprowadziły się z Ameryki Południowej. Kończą one edukację bardzo wcześnie i zasilają szeregi bezrobotnych, którzy z nadmiaru czasu, energii i złości popełniają liczne wykroczenia. Przygarnięcie takich osób przez szkoły powoduje zmniejszenie problemów społecznych z mieszkańcami słabo znającymi miejscowy język.
Edukacja w Polsce wydaje się iść w tym samym kierunku. Coraz więcej funduszy ma być przekierowywane na stypendia socjalne. Powstają liczne zajęcia dodatkowe w młodszych klasach. Wszystko było by pięknie i bajkowo, gdyby ta nauka przynosiła wymierne korzyści. Często (coraz częściej) niestety i studia wyższe nie zapewniają zatrudnienia, przez co spore grono absolwentów startuje na studia doktoranckie, ponieważ dostać się na nie o wiele łatwiej niż znaleźć pracę.
Problem ze studiami trzeciego stopnia polega na tym, że niby zapewniają dochód, ale nie starcza on na pewno na założenie rodziny, a przecież tacy studenci to już osoby dorosłe, które chciałyby pracować, ustabilizować się. Po ich skończeniu jeszcze młody człowiek znowu staje w obliczu rynku pracy, który nie poszukuje osób z tytułami naukowymi powyżej magistra, a uczelnie nie mogą go przygarnąć ze względu na starą kadrę pracującą na dwa a nawet trzy etaty, ponieważ ma kredyty do spłacania. Ciekawe, kiedy u nas edukacja będzie sensowniejsza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz