wtorek, 12 listopada 2013

Herman Hesse, Gra szklanych paciorków

Herman Hesse, Gra szklanych paciorków: próba opisu życia magistra ludi Józefa Knechta wraz z jego spuścizną pisarską, tł. M. Kurecka, Warszawa 1999.

Są książki, które czyta się dla zabicia czasu, inne ponieważ trzeba je znać, niektóre są lekturami, a niektóre przewrotami Kopernikańskimi w naszym życiu. Te wszystkie sytuacje doskonale pasują do miejsca „Gier szklanych paciorków” w moim życiu. Czytałam je bardzo dawno temu, ponieważ były lekturą na studiach. Jednak była to lektura nadobowiązkowa, a ja sięgnęłam po nią ze względu na nadwyżkę czasu (coś trzeba było czytać w pociągach jeżdżąc z Wrocławia do stolicy). Na początku nie przypadła mi do gustu. Monotonna, wydumana i strasznie monotematyczna. Książka potwór o Arkadii, którym jest zakon. Po skończeniu lektury rzuciłam ją w kąt i dalej pędziłam między jednymi, a drugimi studiami. Nadszedł jednak taki dzień, w którym zaczęłam się zastanawiać, dlaczego ciągle brakuje mi na wszystko czasu. Znowu sięgnęłam po Hessego. Nastała chwila refleksji. Odkrywałam siebie poprzez czytanie. Zobaczyłam swoje błędy i systematycznie zaczęłam je naprawiać, ponieważ w końcu zadałam sobie pytanie: „Co chcesz osiągnąć?”
„Gra szklanych paciorków” Hermana Hessego po latach jest moją ukochaną książką, do której wracam jak do „Biblii” (i to nie ze względu na wiarę), aby odkrywać siebie i sprawdzać swoje siły. Czytając tę książkę mogę sobie doskonale przypominać te chwile, kiedy po raz pierwszy czytałam ją w pociągu. W moim – skupionym na macierzyństwie – życiu jest ona czymś w rodzaju heroiny dodającej mi skrzydeł i dyscyplinującej mnie.
Herman Hesse w książce skupia się na jednym, nieco Platonowskim i (jak to historia pokazała) nierealnym zagadnieniu, czyli stworzenia elitarnej klasy myślicieli, którzy są wolni od realnych problemów. W wersji Platona owi miłośnicy mądrości mają sterować państwem; u Hessego – sobą. Mają jedynie uprawiać naukę dla nauki (co nie jest takie oderwane od rzeczywistości jeśli weźmie się pod uwagę koncepcje Kuhna). Umieszczona w nieokreślonej przyszłości „prowincja pedagogiczna” zwana Kastalią podczas czytania nasuwała mi skojarzenia z Frankistowską Hiszpanią, w której zakony żyły własnymi sprawami. U Hessego świecki zakon wyłania spośród zdolnych dzieci kandydatów na mistrzów, którzy wyrzekną się rodziny i dóbr. Świeccy zakonnicy ćwiczą swoje mistrzostwo w grze szklanych paciorków, o której autor pisze „Nie należy tedy oczekiwać od nas pełnej historii i teorii gry szklanych paciorków, godniejsi bowiem i zręczniejsi od nas autorzy nie sprostaliby takiemu zadaniu”. Jednak przez całą książkę nie dowiadujemy się niczego o niej. Nie wiemy czym ona jest, przez co sama powieść robi wrażenie rozprawy filozoficznej: niby rozumiemy słowa, ale sens za pierwszym razem nam ucieka i musimy je studiować, cedzić, przeżywać, a później czerpać pełnymi garściami, by nasycić nimi własne życie.
Jak na rozprawę filozoficzną przystało książka ta opiewa jedynie ideał, tworzy świat, a nie zawiera celnego czy choćby intrygującego spojrzenia na temat życia, czemu winna jest trudność opisania: „Choć bowiem dla ludzi lekkomyślnych mniejszą poniekąd odpowiedzialność i trudność oznacza przedstawienie słowami rzeczy nieistniejących niż istniejących, jednak dla pobożnego a sumiennego dziejopisa rzecz ma się zgoła przeciwnie: nic trudniejszego nad ukazanie w słowach, jednocześnie przecie nic konieczniejszego nad ukazanie ludziom pewnych rzeczy, których istnienie ani daje się udowodnić, ani jest możliwe, które wszelako właśnie wskutek tego, iż ludzie pobożni a sumienni jako istniejące je traktują, przybliżone zostają o krok do bytu i możliwości swych narodzin”. W takim Heideggerowsko-Levinasowskim stylu napisana jest cała książka, której narratorem jest „sumienny a pobożny dziejopis”.
Jak na wielkiego myśliciela przystało Hesse posiada znakomitą umiejętność komplikowania prawd banalnych, udziwnienia prostych spostrzeżeń do wieloznacznych prawd filozoficznych, które można interpretować i hermeneutycznie i dekonstrukcjonistycznie i jak tylko sobie jeszcze zapragniemy.
Idylliczna kraina Hessego tworzona była przez autora na wygnaniu w Szwajcarii w 1943 roku. W tym czasie w jego ojczyźnie naukowcy oderwani od życia tworzyli idealnych ludzi, przerabiali „podludzi” na wszystko, co się dało (od mydła po dywaniki). Mimo całego zła Hesse wierzy w ludzkie oderwanie od życia społecznego i poświęcenia się postępowi. Do tego jest to świat wyłącznie męskich myśli. Kobiety w powieści nie istnieją. Płeć brzydka jest jedyną, która potrafi prowadzić rozważania, ponieważ nie rozpraszają jej żadne „histerie” we Freudowskim stylu.
Całość można podsumować, że powieść Hessego jest wytworem jego czasów: zbytniego zaufania nauce i całkowitego zepchnięcia kobiet z pola dyskusji intelektualnej. Mimo jałowego kiszenia się bohaterów-mężczyzn we własnym świecie jest to powieść nakłaniająca do wewnętrznej dyscypliny, wyznaczania sobie celów, odcinania się od nieważnych spraw codziennych nieporozumień.

3 komentarze:

  1. Jestem na 150 stronie, ale strasznie mnie ta powieść męczy. Podoba mi się koncepcja, jest w tym jakiś czar, ale lektura jednak mnie irytuje, cały czas doczytuję i odkładam, choć przyznam, że wolę czytać z większą intensywnością, nie tak po kilkanaście stron. I zazwyczaj uwielbiam własnie takie dzieła pełne, absolutnie, lubię długie powieści, ale ta mnie już sobą zmęczyła niemożliwie i skończę ją chyba tylko z powodu własnej upartości.

    OdpowiedzUsuń
  2. W sumie nie wiem, dlaczego tak jest. Lubię powolny tok zdań, lekko eseistyczną formę itd., ale tutaj jakoś mi to nie podchodzi (ależ to brzydko brzmi), a tak bardzo liczyłam na tę powieść, mam wrażenie, przynajmniej na razie, bo to w końcu początek, że to jest jedno długie zdanie, które cały czas mówi o tym samym, ale trochę inaczej.

    OdpowiedzUsuń