piątek, 15 listopada 2013

humanista

Humanista to taki człowiek, który – ze względu na swoje nierozgarnięcie w dziedzinach technicznych – czyta dużo, obserwuje ludzi i robi z tego naukę. W najgorszym przypadku pisze książki, które później muszą czytać dzieci ze względu na stosowanie przymusu edukacyjnego zwanego edukacją powszechną, która ma być osiągnięciem ludzkości i wielkim przywilejem współczesnych społeczeństw. Dzieci często tak nie uważają, przez co rośnie poparcie elektoratu popierającego JKM i jego niestandardowego podejścia do szkolnictwa.
W najlepszym przypadku: humanista pisze książki dla innych humanistów. Doskonały humanista nie pisze nic. On tylko mówi. W owych przemowach jest na tyle przekonujący, że (tu powołam się na przykład współczesnych wielkich mówców) rzesze ścisłowców-bydlątek pędzą za nim nawet w przepaść zwaną wojną. Oczywiście nie jest to żadną tragedią, ponieważ statystyki pokazują, że to właśnie w czasie wojen mamy największy rozwój techniki. Zwłaszcza tej dotyczącej transportu. Obecnie postęp jest bardzo zaawansowany, ponieważ ciągle mamy wojny, a świat przez okrutne media i nowe technologie skurczył się i musimy być gotowi na niespodzianki przeciwników, będących przyjaciółmi.
Ideałem jest humanista, który nie pisze i jest na tyle elitarny, że nikt za nim nie chce iść. Posiada kilku wielbicieli, którzy zrobią to za niego. Jeśli jego nauki w tej formie zawierają błędy (bo raz powiedział to raz tamto i tak to spisano) to już wina osób spisujących, ponieważ on był doskonały w swym działaniu i poglądach. Czasy nie te i jest niezrozumiany.
Humaniści do tego są osobami bardzo cynicznymi i doskonale wiedzą, jak przejść do historii, jak wyeliminować innych z tego uwiecznienia. Szczególnie łatwo było o to w starożytności i średniowieczu. Nielubianego myśliciela przemilczano. W ten sposób Arystoteles doskonale przyczynił się do pomniejszenia wartości i zagubienia pism Demokryta, który był na równi płodnym filozofem. Można obrać też inną drogę: negatywnej krytyki. Jeśli humanista zdaje sobie sprawę ze swojej małości intelektualnej i niemożności stworzenia systemów wyszukuje najbardziej znanego myśliciela i próbuje podważyć jego poglądy, przez co trafia do historii humanistyki chociaż jako nieudolny negator wizji wielkiego humanisty.
Zastanawia mnie, gdzie podpiąć ścisłowców piszących książki. Przecież oni też przekonują do swoich odkryć, ale uważają się za lepszych, ponieważ ich dziedzina „poważniejsza”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz