czwartek, 28 listopada 2013

humanitaryzm i zwierzęta

Wegetarianie są jak zaraza: po kontakcie z nimi ma się ochotę zabić gołymi rękami zwierzę (ewentualnie z użyciem noża), wypatroszyć, poczuć zapach krwi zwierzęcej i - po natarciu czosnkiem oraz przyprawami  -usmażyć. Ostatnio coś dużo wegetarianów mnie zaczepie  próbuje na siłę nakłonić do zmiany nawyków żywieniowych (upodobań kulinarnych). Do przekonującej korespondencji dołączają żenujące zdjęcia, na których zwierzęta niby są męczone (normalna hodowla, czasami bardziej męczą zwierzęta ich miłośnicy) i traktowane „niehumanitarnie” (jak można mówić o humanitarności w kontekście zwierząt tego pojąć nie mogę). Takie osoby uważają zwykle, że Polskie prawo musi być zmienione, że zwierzęta muszą być ujęte w konstytucji! Muszą mieć swoje prawa!
Wracając do humanitarności to ludzie w naszym kraju nie są tak traktowani i w wielu przypadkach nie mają żadnych praw, więc nie należy być idiotą i domagać się praw dla zwierząt, kiedy wielu ludzi ich nie ma. Wśród zwierząt panuje instynkt przetrwanie i on każe im nie krzywdzić osobników swego gatunku, a tu ludzie mają głęboko ludzi i walczą o zwierzęta. Brawo!
Moja kochana znajoma wegetarianka, ma znajomego wegetarianina, który ma znajomych wegetarianów oni są wzorami dla społeczeństwa. Każdy z nich broni zwierząt i nie je mięsa oraz namawia znajomych wszystkożerców do tego samego. Każdy z nich –jako miłośnik innych gatunków niż człowiek- ma co najmniej po kilka zwierząt. Zachwyciłam się tą szlachetnością i zrobiłam wywiad, bo myślałam (och ma głupia naiwność), że dokarmiają gołębie, kury (chociaż i one potrafią zjeść mysz czy małego kotka), sikorki (jedzą owady), wróble, czyli zwierzątka, które są bezbronne. Myliłam się. Oni szczycą się trzymaniem w domu kotów i z duma opowiadają, że nie wypuszczają kotów z domu bez smyczy, bo jest to zwierzę niebezpieczne. Zgodziłam się. Kot to najgorszy drapieżnik, bo polujący dla przyjemności znęcania się nad ofiarą.
Troszkę jednak przejęłam się tymi kotami, bo mojej teściowej biega, gdzie mu się podoba (chadza własnymi ścieżkami i podobno przez to przyczyniamy się do zabijania zwierząt). Biedne kociaczki zamknięte w ciasnych mieszkaniach, wyprowadzane na smyczy, karmione trawą, sałatą, pyrami. Żal mi się zrobiło tych zwierząt. Są drapieżnikami i co one za to mogą. Kochają mięso tak jak i ja. Ja nie przeżyłabym bez mięsa paru dni, więc zaczęłam się z nimi utożsamiać i im bardzo współczuć, aż do magicznego dnia oświecenia.
Podczas spaceru wstąpiłam do mięsnego, a tam kto? O, znajoma wegetarianka! Nie była po to by ludzi nawracać. Była kupić mięso! Ona nie zabije biednego zwierzęcia, ona zapłaci innym, by zrobili to za nią i jeszcze powie, że ci zabijający są źli.
-A mięsko dla kogo?- spytałam.
-Dla kotków
-No co ty? Przecież w ten sposób przyczyniasz się do zwiększenia popytu, a przez to większego znęcania się nad zwierzętami. A może trzymasz te koty (koło jedenastu), ponieważ masz ukryty instynkt zabijania i w ten sposób go usprawiedliwiasz?
Przed chwilą od każdego ze znajomych wegetarianów dostałam kolejną porcję masakrycznej korespondencji, na którą odpowiedziałam: „Wiecie, że Jadzia była w mięsnym?”. Zero odzewu.
Mam nadzieję, że skończą tę swoją głupią kampanię w stosunku do mnie. Ja jestem mięsożerna i nie chcę tego zmieniać. Kocham mięso i nie ruszają mnie zdjęcia kurczaków z poucinanymi głowami, nie rusza mnie bryzgająca krew z szyi wszelkich zwierząt. Rusza mnie jak kot przynosi ofiarę i pastwi się nad nią ponad dwie godziny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz