czwartek, 14 listopada 2013

Idźcie i rozmnażajcie się?

Mesjaszów w historii ludzkości były tysiące. Czasami zastanawiam się, dlaczego niektórzy ulegają tym bajkom o niezwykłej misji. Pewnie od razu oburzą się Katolicy o atak w ich stronę, ale tu mam na myśli nie tylko Jezusa i jego doktrynę. W jego czasach przecież wielkim powodzeniem cieszył się Apoloniusz, a po nim było ich tylu, że trudno zliczyć i spamiętać. Wygrali najsprytniejsi, czyli ci, którzy podrzucali wiarę biednym (bo tym jest ona najpotrzebniejsza) i czekali, aż dotrze do bogatszych, ponieważ ci mieli sporo do stracenia wchodząc w nowe struktury na początku istnienia religii.
Niektóre sekty (chrześcijanie byli bardzo długo uznawani za sektę judaizmu) przetrwały bardzo długo, ale to nie dzięki stałości poglądów, lecz jej modyfikacji. Specjalistami w tym byli katolicy, którzy po licznych przełomach (wytknięciu czy buncie kapłanów błędów popełnianych przez zwierzchników) dotrwali do dziś.
To zwycięstwo sprawiła, że czują się oni bezkarni (w szczególności u nas księża pedofile i oszuści mile widziani) i przekonani o swojej władzy. Przecież katolików jest ponoć ponad 80%! To bardzo dużo. Tylko ilu praktykuje, ilu chodzi do kościoła? Są oczywiście rzesze naiwniaków, ale i ci powoli zaczynają się oburzać tak jak moi znajomi – super-wierzący. Małżeństwo z kilkudziesięcioletnim stażem, ale bez dzieci. Ludzie sukcesu, którzy postanowili spełniać się we własnych dziedzinach. Łączą ich zainteresowania, seks i majątek, więc z punktu widzenia Kościoła są bezużyteczni.
Oboje byli płodni i mogli mieć dzieci. Jednak zawsze było za wcześnie. Warunki nieodpowiednie na dodatek oboje mieli rodzeństwo z Downem. Prawdopodobieństwo spłodzenia takiego potomstwa bardzo duże, a lekarze w przekazywaniu diagnozy kierują się swoją religią… Oboje są ludźmi bardzo wierzącymi, więc to również przyczyniło się do niepodejmowania prób urodzenia normalnego dziecka.
Ostatnio jednak zewsząd słyszą: dla kościoła cenne są jedynie rodziny z dziećmi. Owszem. Sporo w tym prawdy. Przecież taki wierzący będzie hodował bezmyślnie w wierze, więc ksiądz się nie nagimnastykuje, żeby przekonać. To sprawa rodziców. Ksiądz pojawi się w odpowiednich momentach po kasę, a okazji jest sporo, bo to chrzciny, to komunia, to bierzmowanie, to nauki przedmałżeńskie, to ślub, to pogrzeb i tak w kółko. Tacy bezdzietni to oni wiele dać nie mogą. Wyciągnąć od nich też trudno, bo i pretekstu brak.
Jednak najgorsze dla Kościoła powinny być osoby żyjące w celibacie. Czyż Bóg nie powiedział: Idźcie i rozmnażajcie się? Dlaczego w tej kwestii Kościół nie jest wierny "Biblii"?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz