środa, 20 listopada 2013

Loïc Wacquant "Więzienia nędzy"

Stany Zjednoczone kojarzą nam się z imperium tolerancji, niezawodnych uregulowań prawnych i doskonałego systemu społecznego. Wszystkie te pozytywy na pierwszy rzut oka są wynikiem doskonałego Pi-aRu, którego Polsce niewątpliwie brak, ponieważ my lubimy prać swoje brudy na forum światowym.

Mimo bajkowej scenerii malowanej przez osoby odpowiedzialne za wizerunek światowego mocarstwa wcale nie jest takie różowe. Polityka zmniejszania ingerencji państwa w życie obywateli przyczyniła się w monstrualną machinę spychającą biedniejszych, nieporadnych i mniej inteligentnych na margines społeczny, z którego nie mają szans wyjścia. Do takiej sytuacji doskonale pasuje powiedzenie mojej babci: „Czemuś głupi? Bom biedny. Czemuś biedny? Bom głupi”. Koło się zamyka. Brak inwestycji w edukację klas spychanych, dyskryminowanych utwierdza ich nie tylko w niższości, ale także sprawia, że stają ofiarami więziennictwa, bo przecież któż inny jak nie biedni popełniają przestępstwa? Pewnie jest w tym sporo prawdy, ale oczywistością jest również, że państwo (USA) z czystego wygodnictwa umyło ręce od odpowiedzialności za tych ludzi.
Brak zasiłków społecznych, przymusowe prace za bardzo niskie wynagrodzenie, które głównie odbija się na tych w najgorszej sytuacji (a są to głównie kobiety i dzieci czyli matki samotnie wychowujące dzieci) sprawia, że bardzo wiele ludzi żyje poniżej granicy określanej mianem ubóstwa. Brak środków na jedzenie przekłada się również na ograniczone możliwości edukacji (edukacja w historii ludzkości miała zawsze sens jak brzuszek był pełny, ponieważ była potrzebą dodatkową), bez której niemożliwe jest znalezienie lepszej pracy, a przez to zmuszenie (nawet tych chcących wydostać się ze swoich dzielnic) do tkwienia w sytuacji tragicznej.
Nad biednymi trudniej panować, są mniej ulegli wobec aparatów władzy, nie przestrzegają zasad życia społecznego, zażywają środki odurzające- tak twierdzą Amerykańskie władze. W celu regulacji i zwalczania „zachowań nieodpowiednich” wprowadzono wiele unowocześnień aparatu ścigania wykroczeń i więziennictwa, co wymagało zwiększenia środków na te cele (a można było na edukację i resocjalizację i mieć więcej porządniejszych obywateli).
Ofiarami nowego systemu „mniej państwa” i „zero tolerancji” padli biedni i kolorowi, co przyczynia się do dyskryminacji rasowej i społecznej. Doskonały system rejestracji wykroczeń powoduje eliminowanie przez pracodawców osób, które zostały odnotowane przez służby porządkowe i koło znowu się zamyka: biedny zostaje głupim bez pracy i możliwości polepszenia swojej sytuacji.
Rozrastający się system więziennictwa wymagał wielu reform: większych nakładów na zakłady karne, zmian rodzajów więzienia (np. wprowadzenie aresztu domowego, kontrola za pomocą bransolet) oraz przemianę więziennictwa w dział gospodarki (prywatyzacja więzień).
Ten idealny republikański model społeczny, który niby przyczynił się do zmniejszenia przestępczości wzbudził zainteresowanie rządów europejskich. Wielu socjologów, psychologów i innych uczonych od relacji społecznych, edukacji wyraziło wątpliwości dotyczące skuteczności takiego systemu.
Książka Loïca Wacquanta „Więzienia nędzy” próbuje pokazać słabe strony genialnego sposobu na radzenie sobie z patologią społeczną. Dzięki niej odkrywamy, że karanie więzieniem wcale nie jest najlepszym rozwiązaniem w walce z przestępstwami i wykroczeniami. Jednak czy pomoc społeczna też jest dobrym wyjściem? Może rozleniwia masy pobierające zasiłki, nie motywuje ich do działania?

Loïc Wacquant, Więzienia nędzy, wstęp i tł. Michał Kozłowski, Warszawa 2009.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz