sobota, 9 listopada 2013

Marek Krajewski, Mariusz Czubaj, Aleja samobójców

Marek Krajewski, Mariusz Czubaj, Aleja samobójców, Warszawa 2008.

Powieść Krajewskiego i Czubaja miała swoją premierę kilka lat temu, ale dopiero niedawno ktoś podrzucił na moje biurko. Było to po firmowej imprezie, na której przyznałam, że podobały mi się kryminały związane z Wrocławiem. Jedna z osób zaproponowała, że podzieli się ze mną książką Krajewskiego, ponieważ te kilka lat temu ktoś przez pomyłkę przesłał tej osobie dwa egzemplarze. Czekałam kilka tygodni i już myślałam, że o mnie zapomniano i nie przeczytam nieznanego mi kryminału pisanego w duecie, aż pewnego ranka na biurku znalazłam wyczekiwaną książką na stosie innych. Oczywiście w pierwszej kolejności zamierzałam przeczytać te, które musiałam, a tę zostawić sobie na deser. I tak miało być. Wychodząc z pracy spakowałam ją do torebki z myślą, że poczytam do poduszki czy w tramwaju (od czasu jak pewien ksiądz skasował mi samochód jestem zmuszona jeździć tramwajem).
Kryminały mają to do siebie, że czyta się je przyjemnie, starają się robić wrażenie książek z wyższej półki przez dzielenie się z czytelnikiem teoriami i wiedzą, mają zwykle przystępny język, czasami ich fabuła ociera się o fakty. Jeśli tego oczekujemy to na pewno się nie zawiedziemy. Do tego książka Krajewskiego i Czubaja posiada najważniejszą zaletę tego typu czytadeł: krótkie rozdziały. To one motywowały do dalszego czytania. Należę do ludzi, którzy lubią kończyć czytanie na skończonym rozdziale i ta powieść mi to ułatwiała. Zawsze jeszcze sobie powtarzałam, że doczytam ten dany rozdział do końca i odkładam książkę, ale później zerkałam na kolejny – równie krótki – i czytałam dalej. Kolejnym plusem jest w miarę szybko tocząca się akcja. Mimo lubowania się w wyszukanych opisach (jak ten z pierwszego rozdziału o wózku inwalidzkim) nie przeszkadzały one, ale pobudzały naszą wyobraźnię.
Akcja toczy się nad Bałtykiem :dom starców „Eden”, Gdańsk i okolice. Na początku autorzy wprowadzają nad w informacje o Jarosławie Paterze (z wykształcenia polonista, który pracuje jako policjant oraz jest uzależniony od gier losowych) oraz popełnionej zbrodni. Nasz główny bohater szybko zostaje wycofany ze śledztwa przez nieznane siły (czyt. władze). Nielubiany policjant bierze urlop, by wyjaśnić sprawę, która go nęka. Należy on do grona tych ludzi, którzy bez odkrycia prawdy nie potrafią spać.
Po drodze – jak to w kryminałach – przytrafia mu się wiele dziwnych rzeczy, ale ostatecznie po wielu dniach ciężkiej pracy, licznych ranach i momentach otarcia się o śmierć – udaje mu się odkryć winnego morderstwa oraz wyjaśnić wcześniejszą sprawę, która ze względu na lenistwo prowadzącego została umorzona. Powieść ta nieco ujawnia nieczyste zagrania wśród osób, którym powierzamy swoje bezpieczeństwo i dwulicowość urzędników, którym czasami bardziej zależy na awansie niż odkryciu prawdy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz