poniedziałek, 4 listopada 2013

Marek Żak, Szczęśliwy w III Rzesz

Marek Żak, Szczęśliwy w III Rzeszy, Szczecin 2010.

Wokół II wojny światowej napączkowało wiele książek, których tematyką są złe losy Polaków krzywdzonych przez Niemców i Rosjan. Okupanci byli okrutni, a najechani prześladowani i pokrzywdzeni za wszelką cenę walczyli o kraj. Gdzieś jednak umyka aspekt „zaradnych” czyli konformistów, którzy – mniej lub bardziej dobrowolnie - wyjechali do Niemiec „na roboty”.
Wielkopolska przez długi czas znajdowała się pod rządami Niemców i ich porządku. Dla tych ludzi papierów mówiących o narodowości nie utożsamiono z poczuciem bycia obywatelem danego kraju. W takich realiach wychował się główny bohater. Wolsztyn, z którego pochodzi Marek Gar, jest typowym miastem przygranicznym, na którym piętno odcisnęły zabory. Polacy walczyli tu dzielnie z zaborcą, ale kiedy już walki nie miały sensu starali się zorganizować życie pod skrzydłem okupanta.
Jako osoba pochodząca z takiej przygranicznej wsi, będącej obecnie niemal w centrum Polski, jestem w stanie wyobrazić sobie owe realia. Polacy wyjeżdżali lub byli wywożeni do Niemiec do pracy, a ci którzy zostali na miejscu musieli pracować dla najeźdźcy. Była to praca trudna, ale często nie bezsensowna, czego dowodem może być istniejąca do dziś główna droga w mojej rodzinnej wsi. Zaborca traktował Polskę jak własne tereny, o które należy dbać, w które należy inwestować. Budowano linie kolejowe, autostrady, drogi, fabryki. Nie obyło się bez ofiar, ale przecież każda wojna niesie za sobą tysiące a nawet miliony niewinnych istnień.
Znaczna część ludzi była w podobnej sytuacji  jak główny bohater książki Marka Żaka. Wyjazd był dla nich szansą i jednocześnie zagrożeniem. Jeden nieprzemyślany gest czy słowo mógł przekreślić ich wolność. Jedyne, co mogło ich uratować to pracowitość i systematyczność a to Wielkopolanie mają wyssane z mlekiem matki.
Marek Gar jest polskim farmaceutą, który po zajęciu Polski przez Niemców wyjeżdża do III Rzeszy, by pracować w Leverkusen w największej firmie farmaceutycznej. Jego codzienność tylko pozornie wydaje się być sielska: praca, kobiety, dobre jedzenie, awanse. To jednak tylko pozory, ponieważ bohater nie może pozwolić sobie na myślenie i dyskutowanie o polityce. Musi być znakomitym aktorem we własnym życiu i doceniać każdą jego chwilę.
Stylistyka powieści pozostawia wiele do życzenia. Błędy językowe sprawiają, że momentami czyta się opornie, ale dzięki temu robi wrażenie opowiadania mówionego, czyli takiego, w którym przecież nie brak niedociągnięć.  Mimo tego jest to książka godna przeczytania, przemyślenia i przedyskutowania ze starszymi pokoleniami, które okupację pamiętają.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz