poniedziałek, 25 listopada 2013

niewolnictwo


Im dłużej żyję tym bardziej świat mnie przeraża. Dzieciństwo to zawsze okres nieświadomości nawet, jeśli żyło się w dyktaturze. W moim przypadku była to pozorna dyktatura klasy robotniczej, a tak naprawdę dyktatura Moskwy. Mówiono mi, że żyjemy w niewoli, ale nie specjalnie to odczułam. Jedyne, co mogło świadczyć o terrorze rządzących było wojsko stacjonujące w pobliskiej miejscowości, kontrole przeprowadzane przez milicję i produkty na kartki (mi głównie brakowało słodyczy i przyznawane normy były wielkim nieszczęściem). Mimo tych ograniczeń byłam wolna jak ptak.
Pierwszy raz zniewolona poczułam się w szkole i to wcale nie wtedy, kiedy uświadomiono mnie, że musze tam chodzić, ale wówczas, kiedy dowiedziałam się, że muszę uczyć tego, co inni, a nie to, co mnie interesuje i w czym jestem dobra. Z czasem przywykłam, przestałam się buntować i zadawać dodatkowe pytania nauczycielom. Coraz bardziej dążyłam do przeciętności, która miała mnie wyzwolić.
Kolejnym przełomem były studia, podczas których pracowałam. Byłam młoda, pełna pomysłów, naiwnie wierząca, że mogę zbawić świat i że pracodawcy potrzebują osób pałających energią. Okazało się, że mimo podsuwanych pomysłów i realizacji ich przez firmę ja mogłam tam być jedynie sprzątaczką i portierką. Na początku szef przymykał oko na to, że jestem studentką studiów dziennych. Później zaczęło mu to przeszkadzać i kazał mi studiować zaocznie. Miałam wybierać: studia albo firma. Wybrałam mądrze: studia i stwierdziłam, że jak nie ten pracodawca to inny.
Kolejny raz poczułam się ograniczona, kiedy związałam się z mężczyzną, który był sporo ode mnie starszy. On chciał ślubu, dzieci, mieszkania ze mną. Próbował skusić mnie swoim majątkiem. Czułam się, jak mucha w sieci: już tylko śmierć. Ostatkami sił wyrwałam się z tego kokona inwigilacji, pilnowania, zakazów, nakazów.
Wolna poczułam się przez chwilę, kiedy znajoma z pracy zaproponowała mi pracę, jako niania jej dziecka. Ona była szefową działu i często wyjeżdżała i nie miała z kim zostawić dziecka, bo były mąż miał gdzieś ich pociechę. Ja wydałam się jej idealna: odpowiedzialna, pomysłowa, pełna energii i potrafiąca rozmawiać z dziećmi. Przyjęłam propozycję. pracowałam po zajęciach i ten układ mi się podobał.
W tym czasie startowałam do czasopism ze swoimi tekstami. Nie dostawałam żadnej odpowiedzi. Później przychodziły negatywne. Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności odmieniło się to, kiedy poznałam w piaskownicy mężczyznę, który pracował w redakcji. Był z dzieckiem siostry i próbował umówić się ze mną na randkę. Wymusiłam na nim przeczytanie tego, co napisałam i podanie, komu trzeba. Nagle okazało się, że jestem genialna i moje teksty są bardzo ciekawe! Nie rezygnowałam z pracy niani nawet podczas pracy w redakcji.
Na czwartym roku dostałam poważną pracę, bo w marketingu. Szybko jednak zmieniałam firmy, bo irytowało mnie to, że mam ludziom wciskać buble. Czułam się jak marionetka.
Łyk wolności nastąpił po pierwszych studiach. Wakacje na wsi w dodatku świeżo po rozstaniu się z kolejnym dyktatorem, który uważał, że kobieta ma się słuchać.
Teraz po latach widzę jak bardzo jesteśmy zniewoleni. W kochanej demokracji jesteśmy niewolnikami szkół, studiów, pracodawców i w szczególności banków, które dbają byśmy siedzieli cicho i płacili haracz za luksus. Jesteśmy w gorszej sytuacji niż niewolnicy w starożytności. Oni dostawali jedzenie i mieszkanie od swego pana, a my sami musimy zadbać o posiadanie pracy, by to wszystko mieć i jeszcze musimy odprowadzać mniej lub bardziej uciążliwe kwoty do naszych panów: banków i państwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz