poniedziałek, 25 listopada 2013

równouprawnienie?


Miłe spotkanie towarzyskie zamieniło się, jak zwykle, w zaciętą dyskusję. Zazwyczaj bywają to dyskusje polityczne. Tym razem też była to dyskusja tego typu - jeśli spór o równouprawnienie można tak nazwać.
Wbrew oczekiwaniom nie wszystkie kobiety były zdania, że dyskryminacja w Polsce jest czymś powszechnym. Wiele z nich (większość) była skłonna twierdzić, że równouprawnienie jest czymś realnym i one nie czują się dyskryminowane. Na takie słowa - mimo mojego codziennego opanowania - krew się we mnie gotowała.
Równouprawnienie? Gdzie?
Pytałam się o ich pensje i pensje kolegów z pracy na tym samym stanowisku (niby nikt takich rzeczy nie powinien wiedzieć, ale zawsze wszyscy wiedzą...). Musiały przyznać, że mają niższe.
Pytałam się o obowiązki w pracy. Fakt, pracują więcej i solidniej...
No to może w domu mają to równouprawnienie? Raz one gotują, raz mężczyzna, raz ona zajmują się dziećmi raz mężczyzna? Nie. Wyszło, że więcej czasu one poświęcają obowiązkom domowym...
-No, ale pracujecie na pełny etat? Mąż też... Dlaczego nie dzielicie obowiązków po równo? - pytałam.
-Bo teściowa...- zaczęła jedna.
Okazało się, że same sobie jesteśmy winne. Dla nas równouprawnienie to nie dzielenie się obowiązkami tylko wyręczanie mężczyzn...
Kolega przeciwstawiał się, że równouprawnienie kończy się wtedy, kiedy trzeba wnieść coś ciężkiego na któreś piętro.
-Meble wnosiłeś do mieszkania?- spytałam zdziwiona, bo wiedziałam, że najął do tego firmę...
-Nie- odpowiedział szczerze.
-No to, co takiego wnosisz?- spytałam z nieukrywanym cynizmem, aby dalej ruszyć do boju- Przecież te ciężkie zakupy twoja żona taszczy do mieszkania... Na jednej ręce dziecko a w drugiej zazwyczaj kilka siatek: ziemniaki, makaron, mięso, woda, mleko...
Zrobił się bordowy.
Drugi kolega mój atak skwitował:
-Same chciałyście równouprawnienia to teraz się męczcie.
-Wychowywałeś się w pełnej rodzinie?- spytałam- Z mamusią i tatusiem?
-Tak.
-A szkoda. Takich facetów jak ty powinny wychowywać samotne matki, które nie mają praw i możliwości zarobku. Powinieneś w dzieciństwie być na skraju ubóstwa, nie mieć  co jeść.  Powinieneś przeszukiwać kosze, przeżuwać trawę. Może wtedy zrozumiałbyś, że równouprawnienie, równie wysokie płace potrzebne są kobietom, aby również zapewnić dzieciom takie same szanse, jak w pełnej rodzinie... Ale wy mężczyźni często o tym nie myślicie.

Następnego dnia rano spotkałam na klatce schodowej pierwszego znajomego. Jego żona niosła dziecko, a on siaty z zakupami. Ciekawe na jak długo się nawrócił?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz