sobota, 23 listopada 2013

sponsoring

Mój bardzo religijny znajomy (wyznawca w 100% danej religii jego zdaniem) wielokrotnie pytany przeze mnie o poglądy religijne odpowiadał, że wierzy, że religia (i tylko ta) na sens (inne są dziecinne, naiwne, dla mas) i zapewniający o przestrzeganiu nakazów oraz zakazów (do kościoła chodzi, pości ,kiedy trzeba itd.). W przepisach religijnych był zabroniony seks przedmałżeński. 
Zapytany przeze mnie, co sądzi o pewnym zjawisku społecznym (nie takim młodym, jak nam media próbują wmówić, czyli sponsoringu i innych formach płatnego seksu) przez chwilę milczał. To skłoniło mnie do głębszych wywodów na temat pewnej znanej mi osoby, która z tej formy usług korzysta.
Dla mnie ów osobnik ma „samcze zapędy” pozbywania się kompleksów dzięki „zapewnianiu sobie wrażeń za pieniądze” (i w tym tonie była moja wypowiedź dotycząca znajomego mi osobnika). Próbowałam się dowiedzieć (z czystej naukowej ciekawości), jak to jest, że mężczyzna chce płacić za bliskość. Czy w ten sposób próbuje pozbyć się kompleksów, że nikt go nie chce? Czy samotność tak bardzo zmusza go do szukania kobiet za pieniądze? Dlaczego jak jest samotny nie poszuka kobiet w swojej grupie wiekowej tylko szuka utrzymanki czterdzieści- pięćdziesiąt lat młodszej, bo dziewczyna musi mieć gładkie ciało i pachnieć młodością (on może cuchnąć zbliżającą się śmiercią, bo w końcu za to płaci).
Dopytywałam się, w jaki sposób postrzega takie kobiety, które w ten sposób zarabiają na życie. Ja w swoim słowniku na męskich i damskich utrzymanków mam jedno określenie, a ich zajęcie jednoznacznie określam prostytucją, bo czymże innym jest?
Moje sformułowania nieco zmieszały wierzącego, więc zadałam mu pytanie czy też ma utrzymankę, czy też płaci za kobietę, z którą sypia. Nie odpowiedział na pytanie. Wyrzucił z siebie wielki żal, że właśnie przez takie jak ja świat jest gorszy, że sama jestem utrzymanką, która za darmo nic nie zrobi, która będzie z facetem dla pieniędzy.
Zaskoczyło mnie oburzenie owego znajomego. Zaserwował mi dość długi wykład, który można streścić do poziomu: "to co dobre nie koniecznie dobre, a to co złe może być dobre i zła nie można nazywać złem, a dobra dobrem, bo jak się okaże, że dobro jest dobrem i tak je nazwaliśmy to może to być złe". Jak widać zrozumiałe to nie jest, ale ja się odwdzięczyłam innym mini wykładem o nazwach.
Kota nazywamy kotem, ponieważ ma pewne cechy, które określamy kocimi i każde zwierzę, które posiada wszystkie te cechy jest kotem, a nie psem czy krową.
Prostytucja (bo tym jest sponsoring) to sex za kasę bez relacji prawnych, dlatego nie widzę podstawy do nazywania małżeństwa prostytucją (w przypadku, kiedy mąż utrzymuje żonę lub żona męża). Małżeństwo jest ekonomiczno-prawną umową społeczną dwójki ludzi (bez względu na konkretne przypadki). Kiedy dziewczyna mieszka z chłopakiem żaden sąd nie nazwie jej ani jej partnera "chłopakiem mieszkającym z dziewczyną" czy " dziewczyną mieszkającą z chłopakiem" tylko nazwie wprost konkubinatem.
Po co się oburzać na definicje, które są w naszej kulturze od wieków i doskonale obrazują stosunki międzyludzkie? To że prostytucja ma akurat pejoratywne zabarwienie to zupełnie inna sprawa, bo to zostało wypracowane przez pewną grupę społeczną, której prostytucja przeszkadzała. Równie dobrze można zrobić pejoratywny PiaR małżeństwom (widzianym np. przez pseudofeministki jako najstarsza forma wyzysku kobiet).
Sponsoring to po prostu odmiana prostytucji. Od zwykłej prostytucji powinna różnić się elitarnością: kobieta lub mężczyzna do towarzystwa musi prezentować odpowiedni poziom kultury oraz dostawać odpowiednio wysokie wynagrodzenie oraz być w takiej zależności z jednym partnerem... I w prostytucji każdy z partnerów jest dziwką, co mieści się w definicji seksu za pieniądze.
Jeśli ktoś sprzedaje w sklepie towar to nie nazwiemy go sprzątaczem/sprzątaczką tylko sprzedawcą/sprzedawczynią.
Płytkość myślenia zaczyna się wtedy, gdy chcąc mówić o cechach kota definiujemy go w kategoriach ssaka i dajemy wszystkie cechy im przynależne, a nie wskazujemy tych konkretnych "kocich". W takim niedokładnym definiowaniu możemy z biednego kota zrobić świnię, a to już zupełnie inne zwierzę (w naszej kulturze nadające się do jedzenia, a w innych zwierzę brudne...)

Dlaczego Waszym zdaniem ludzie decydują się na odpłatną bliskość? Czy próbują w ten sposób podbudować swoje ego? Czy po prostu zaspokoić swoje popędy? Może w ten sposób chcą poczuć władzę nad drugą osobą?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz