czwartek, 7 listopada 2013

straszne mięso

Brałam niedawno udział w bardzo dziwnej dyskusji, w której byłam jedyną mięsożerną osobą. Dwie pozostałe to zagorzali wegetarianie z ukrytym instynktem zabijania, który realizowali przez posiadanie zwierząt. Wszystko przez to, że wegetarianin udostępnił zdjęcie kawałka mięsa i podpisał: Straszne.
Ja jestem ZA (czyli za jedzeniem mięsa). 
Pisownię zachowałam oryginalną (taka jaka pojawiła się w dyskusji). Po tej wymianie poglądów zostałam oczywiście usunięta ze znajomych, co bardzo dobrze zrobiło mojej mięsożernej psychice.
 
ZA: Czemu straszne?
MS: Wyobraź sobie że w KFC zamiast dostać kubełek skrzydełek dostajesz zakrwawionego, obdartego ze skóry kurczaczka. Będzie smakować??
ZA: Wyobraź sobie, że to w KFC niemożliwe.
MS: No właśnie, bo to straszne.
ZA: Ale dlaczego straszne. W mięsnym kupuję kawałek mięsa (właśnie taki jak na zdjęciu) i go gotuję, smażę. Chyba większość ludzi żywi się w domach i jakoś nie jest przerażona mięsem.
MS: Nie rozumiesz.
ZA: Wybacz, jestem ze wsi i tu takie rzeczy to naprawdę normalka. Idzie się do mięsnego i nie dostaje się usmażonych kotletów. W mieście z tego, co wiem jest podobnie.
MS: No to ciesz się że nie przeszkadza ci cierpienie innych istot. A tak na wsi trzymanie psa na łańcuchu to norma
ZA: Wybacz, ale moja mama psa puszczonego w kojcu o powierzchni powyżej dziesięciu metrów kwadratowych, a ja u siebie nie mam zwierząt, ponieważ uważam, że trzymanie zwierząt w domu jest znęcaniem się nad nimi. Mama latem puszcza psa na cały ogród (ponad 200 m2), a zimą śpi z nim i wpuszcza do obory. Ja mam kota, ale jest dziki i nie mieszka w domu (nawet zimą nie chce do domu). Jak widzę te biedne ptaszki, co je zagryza i znęca się nad nimi to mam ochotę zrobić mu krzywdę, bo zachowuje się jakby go nikt nie karmił, a jedzenie się psuje.
EKS: Koty nie powinny być trzymane na zewnątrz, proste. Mam ich 7, mam duży ogrod, ale wychodzą tylko na smyczy. Nigdy nie wypuściłabym ich samopas, zbyt niebezpieczne i dla nich i dla innych. A co do mięsa Anno. Przykro, ze nie potrafisz wspolodczuwac. Czy na ludzkie dziecko na talerzu tez spojrzałabyś obojętnie? A przecież to to samo
ZA: Biedne kotki. Czym karmisz kota? Sałatą czy trawą? Mój dostaje mięso, bo jest drapieżnikiem
EKS: I znowu bronisz sie agresywnie...nie wchodzę w dyskusje z agresywnymi, wybacz...pamiętaj tylko, ze wierzysz , czy nie, co siejemy to dostajemy... (proste tłumaczenie karmy). pa.
ZA: Rozumiem, że te biedne świnie trafiły do miski Twoich kotków. Freud powiedziałby, że zaspokajasz ukrytą potrzebę zabijania. Ja swojej przynajmniej nie ukrywam. Lubię zwierzęta, przez całe dzieciństwo mi towarzyszyły, ale dziś miałam wielką ochotę strzelić do psa i jego właściciela, który puścił psa bez smyczy. Zwierzak podbiegł do mojej 17 miesięcznej córeczki (proporcje jakby do mnie podbiegła krowa) i przewrócił ją w błotnistą kałużę. Buzia i nos pełne błota, a dziecko przez chwile się dusiło. Łapki opadają na takie zachowanie. A gdybym ja wyjęła kij bejsbolowy i zaczęła walić właściciela i jego psa to byłoby przestępstwo, a jak pies prawie zabija człowieka (mogła się udusić) to normalne.
AR: a bym się nie wahała użyć kija w obronie dziecka i miałabym resztę w nosie. I właściciela przede wszystkim bym zdzieliła, zero wyobraźni!!!! Ile jest przypadków zagryzień? I dlaczego? Bo durny właściciel nie trzyma psa w kagańcu i na smyczy, bo pewnie "nie gryzie".
CB: Ja na "nie gryzie" mówię, że "od pana/pani strony może nie, bo trudno, żeby dupą gryzł". Ale wtedy to już jestem ekstra wkurzona, żebym rzuciła takim tekstem.
MS: Wina jest ewidentnie po stronie właściciela psa. To on za niego odpowiada. Więc bejsbolem nawalac bo główce człowieka.....Druga strona medalu jak to sie stało że nie zapobiegłaś temu?
ZA: Chyba normalne, że z małym dzieckiem spaceruje się. Niestety nie mam oczu dookoła głowy i pies wyskoczył zza krzaków. Jego właściciel jakieś 20 m od psa... i po tym wypadku szybko się zmył z psem. Dziecko przemoczone, wybłocone i duszące się. Powinnam zadzwonić po policję, ale do domu miałyśmy 20 min szybkim marszem i musiałam najpierw oczyścić buzię i nos, a póxniej biec z wózkiem, żeby dziecko nie przemarzło. Jak wróciliśmy miała dreszcze z zimna. Kurtka, spodnie i rajstopki przemoczone.
MS: No to jedź do Egiptu. Tam z 50 m można strzelać do psów :P
ZA: Płacę podatki w Polsce, więc mam prawo wymagać bezpieczeństwa dla siebie i swoich bliskich
MS: Z punktu widzenia niezaangażowanego obserwatora wina jest po Twojej stronie.
EKS: 17 miesieczne dziecko...nie mam oczu dookola glowy...a powinnas miec z takim dzieckiem. Wina i wlasciciel psa i Twoja, Anno
ZA: Oczywiście, spuściłam dziecko ze smyczy, podbiegło do psa i dziecko prawie zabiło psa. Właściciel ledwo go odratował :D.
EKS: zastanawia mnie, skad w TObie tyle agresji...ja nie mam ochoty nigdy nikogo uderzyc, zabic, nawet muchy mi szkoda... widze, ze sobie nie radzisz ze swiatem i jestes porzadnie sfrustrowana, bo tylko tacy ludzie chca bic i zabijavc i patrza obojetnie...jaka matka jestes/bedziesz? i jesli nie potrafisz poradzic sobie z opieka nad malym dzieckiem, tak, powinnas miec je na smyczy. sa takie. pozdrawiam serdecznie.
ZA: Matka, która w obronie dziecka jest w stanie zabić ponoć jest ideałem. Może Twoja nigdy taka nie była. Słyszałam opinię psychologów, że osoby mające zwierzęta i się z nimi utożsamiające mają problemy z dogadaniem się z ludźmi i w ten sposób realizują swoje potrzeby społeczne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz