piątek, 29 listopada 2013

"Szesnastoletnia mama" reż. Peter Werner

Kiedy dwoje ludzi spotyka się, zakochuje się i cały świat wydaje im się kolorowy i stworzony do wspólnego istnienie oraz bliskości. Jest to dla nich niezwykłe przeżycie. Poznają się. Zapewniają o swych uczuciach i ciągle chcą być bliżej i bliżej. Jest tak cudownie, że decydują się na zbliżenie cielesne. Jest to najwspanialszy moment pełen nowego, niezwykłego podniecenia i niezapomnianych przeżyć.

Co jeśli na owo współżycie decydują się jeszcze dzieci? Dzieci rodzące dzieci w naszej kulturze są postrzegane, jako porażki wychowawcze rodziców i jako patologia.
Dziennikarze, socjolodzy, pedagodzy i wielu innych szalenie mądrych i uczonych ludzi w Stanach bije na alarm z powodu wzrastającej liczby ciąż u nieletnich. Nastolatki w ciąży są dla nich zjawiskiem niezwykłym. Może, dlatego że sami starali się o potomstwo dopiero po studiach? Albo też wywodzą się z klas, w których kobiety rodziły dzieci mając „grubo po dwudziestce”. Ja sama zresztą do nich się zaliczam. Kiedy byłam w ciąży stan ten przerażał mnie, mimo że wolnym krokiem zbliżałam się do trzech dziesiątek. Później – kiedy uświadamiałam sobie, że dziewczyny naście lat młodsze mają dzieci – wyciszałam się i godziłam się z „naturą”.
Moje rówieśniczki z podstawówki miały już wówczas potomstwo, które albo chodziło do przedszkola albo do szkoły. W ich oczach byłam już stara. Ich matki rodziły jeszcze wcześniej. Ciąże u młodych kobiet nigdy nie były niczym niezwykłym. Przywykliśmy patrzeć na świat ze swojego punktu widzenia. Dla mnie osobiście urodzenie dziecka przed skończeniem studiów nie byłoby sprawą łatwą. Dla innych jest to naturalne, ponieważ w ich kręgach w tym wieku się rodzi.
Do dziś pamiętam dzień, kiedy byłam w pierwszej klasie liceum (15 lat) i przyszła do mojej mamy bardzo ucieszona koleżanka, która chwaliła się, że jej siostry córka (wówczas trzynastoletnia dziewczynka!) będzie miała dzidziusia. Dla rodziny tego dziecka, które spodziewało się dziecka nie było to niczym niezwykłym. Dla mnie to był szok! Być może, dlatego że kobiety z mojej rodziny rodziły dzieci powyżej dwudziestego drugiego roku życia, kiedy miały już skończoną edukację i jakąś tam pracę.
"Szesnastoletnia mama" jest filmem poruszającym tę bardzo ważną sprawę, z której powinni zdawać sobie rodzice nastolatków i same nastolatki. Seks jest super, ale niesie za sobą bardzo poważne konsekwencje.
Jesteśmy dorośli i wiemy, że wszystkie zabezpieczenia mogą zawieść. Liczymy jednak, że i nam się uda. Jak na ową sprawę patrzą uczniowie gimnazjum czy szkół średnich? „Na pewno się uda”.
Moim zdaniem podejmując decyzję o współżyciu, podejmujemy decyzję o spłodzeniu dziecka. Nie oszukujmy się tu "niechcianymi" czy "nieplanowanymi" ciążami, ponieważ każdy z nas posiada inteligencję, każdy z nas powinien potrafić panować nad popędami i każdy katolik powinien czekać z tym do ślubu.
Często w przypadku takiej „nieplanowanej ciąży" przed ślubem ludzie mówią: „To jej wina. Wszystko przez to, że mu dała". Czyżby w ten sposób uważali, że mężczyzna jest jak zwierzę? Mniej inteligentni? To skąd mają tyle przywilejów i uważają się za mądrzejszych, silniejszych i posiadających wiele wyimaginowanych zalet?
Daleka jestem od zrzucania odpowiedzialności tylko na kobietę. Oboje dorosłych ludzi chodziło do szkoły i wiedzą, w jaki sposób dochodzi do zapłodnienia. W XVII wieku chłopi mogli nie wiedzieć... Młodzi ludzie mogli wtedy jedynie kierować się swoimi potrzebami. Teraz jesteśmy świadomi tego, że jak współżyjemy to zawsze musimy liczyć się z możliwością pojawienia się dziecka... Aby ono mogło być potrzebna jest zarówno kobieta, jak i mężczyzna.
Ponieważ uważam, że i mężczyzna posiada rozum, więc zakładam, że decydując się na współżycie jest gotowy  ponieść odpowiedzialność, jaka wiąże się z pojawieniem nowego życia.
Dla mnie infantylne jest tłumaczenie: „Zabezpieczaliśmy się, ale tak się trafiło, więc jest nieplanowana". Nieplanowana to dla mnie coś w rodzaju gwałtu, albo kiedy bez stosunku dziecko pojawia się nagle (co jest niemożliwe i każdy dorosły to wie, więc nie oszukujmy się „bocianami" i „kapustami").
Jedynym wyjątkiem, kiedy ciąża jest nieplanowana jest gwałt.
Innym wypadkiem jest ten z filmu: za mało rozmów z rodzicami, którzy mają własny świat, własne problemy (rozwód), pracę i wiele potrzeb, a nie koniecznie szczere rozmowy z dzieckiem, które przecież kłopotliwym nie jest, bo uczy się znakomicie. Film „Szesnastoletnia mama” pokazuje nam przez jak wiele trudów musi przejść taka młoda osoba, że nie jest to wyjątek w całym idealnym społeczeństwie i że wszystkie dziewczyny z problem ciąży zostały ostatecznie same. Chłopcy-ojcowie w najlepszym wypadku wysilili się do jednorazowych odwiedzin, propozycji zrobienia testów na ojcostwo, a w przypadku odmowy - zakończenia tematu posiadania potomstwa.
Historia jest niezwykle prosta, ale pokazująca wiele prawdy. Film ten powinien być „lekturą” obowiązkową w pierwszych klasach gimnazjum i szkół pogimnazjalnych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz