czwartek, 21 listopada 2013

"Układ zamknięty" reż. Ryszarda Bugajskiego

Polacy bardzo lubią być "zachodni". Zachód to przecież luksus, kariera, bogactwo i elitarne kręgi. Jednak ciągle ciągnie się za nimi piętno zbyt ścisłych kontaktów ze Wschodem, a konkretniej z Moskwą. "Układ zamknięty" doskonale pokazuje zarówno jedno, jak i drugie. Teraźniejszość ma na sobie brudy przeszłości. Przez bezmyślne błędy przeszłości niszczona jest teraźniejszość pracowitych, inteligentnych młodych ludzi wierzących w sukces w ojczyźnie. I nawet im się to udaje, ale... przeszłość zmusza innych do zniszczenia teraźniejszych sukcesów.
Ta teraźniejszość w filmie może i jest zachodnia, ale jest to Zachód gangsterski: wykształconych ludzi bez skrupułów i pomysłami na niszczenie otoczenia oraz wzrost własnego bogactwa. Może i początkowo można udawać w domu dobrego człowieka, ale z czasem zły charakter przeważa. Odwracają się dzieci, wnuki się boją, najbliżsi są sterroryzowani. Nawet przyjaciele uczestniczący w rosnącym bogactwie mają w pewnym momencie dość agresywnych relacji. Zachodni gangsterzy to wykształceni i wpływowi pracownicy struktur państwowych.
W "Układzie zamkniętym" przerażające jest to, że są nimi osoby pracujące dla niezawisłych sądów, szukające winnych, likwidujących przestępstwa. Starzy prokuratorzy doskonale czują się w państwowym oceanie i bardzo dobrze wiedzą, które ryby są słabsze, a które doskonałe do zjedzenia. Stare rekiny nie mogą same ciągle prowadzić podejrzanych spraw lub kończących się zbyt kontrowersyjnie, ponieważ cała sprawa od razu stałaby się oczywista. Do wykonania zadania trzeba znaleźć mięczaka i nieudacznika, który jest bardzo ambitny. Jego chęć odniesienie sukcesu trzeba doprawić wizją przyszłych bogactw, wygód, tajności przekazywanych danych i ważności misji. Do tego najlepiej nada się letniskowy domek na odludziu. Nie jest to jednak zwykły "domek". To myśliwska willa, w której właściciel może pochwalić się swoją bezwzględnością, i w której może złamać młodego, ambitnego mięczaka, a później mimo wszystko wpuścić go do "przedsionka" wielkiego światka. tak urobiony podwładny jest w stanie zrobić wszystko.
Wydaje się, że całej akcji mogłoby nie być, gdyby  nie ciągnąca się przeszłość "Wschodu", czyli przynależność wyrzuconego studenta do partii i jego donos na dziekana , jako sympatyka syjonizmu. Jednak ci młodzi ambitni i rujnowani ludzie nie są pierwszymi, ani ostatnimi. Fotrunki pracowników sprawiedliwości rosły nie z państwowych pieniędzy, ale dzięki wykorzystywaniu stanowisk i rujnowaniu, próbujących zmienić polskie realia, które okazały się przezroczystą ścianą nie do przebicia, a za to miażdżącą psychikę. Żaden z bohaterów po "przygodzie" z prokuratorem nie jest taki sam. Nawet ich rodziny do końca życia odczują cień, jaki rzucił na ich domu stary skąpiec, wykorzystujący młodego prokuratora.
Film zaczyna się bardzo sielankowo. Piękny śpiew. Przyjęcie z okazji otwarcie nowoczesnych fabryk, które już od pół roku działają i rozwijają się. Zwrot następuje już w tej miłej atmosferze. Dwóch starych znajomych z prokuratury zaczyna szperać, na siłę szukać dowodów, usiłują wręczyć łapówkę. Z każdą minutą te działania są mniej subtelne i mniej delikatne. Wmieszane zostają media, urzędy, policja.
Film jest taki jak wszystkie inne gangstersko-policyjne: cel to zarobienie dużej ilości pieniędzy, jednak chciwi starcy nie przewidzieli jednej rzeczy. Jakiej? Trzeba zobaczyć.
Mimo, że jest to film podobny do innych to oszczędzono nam przelewu hektolitrów krwi, egzekucji, ale pokazana przemoc wzbudza większe emocje, bo uświadamia nam, że przecież to może spotkać i nas, że czytamy o tym w codziennej prasie i traktujemy jak element nudnej codzienności. A przecież za tymi historiami z prasy kryją się ludzie tacy jak my.


Układ zamknięty
reżyseria: Ryszard Bugajski
scenariusz: Mirosław Piepka, Michał S. Pruski
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz