środa, 13 listopada 2013

Umberto Eco "Imię Róży"

Średniowiecze to epoka pełna mroków i zacofania. Po rzymskiej „świetności”, polegającej na biernym wykorzystywaniu dorobku intelektualnego Greków i intelektualnego stetryczenia elit (możni dla rozrywki i z próżności trzymali w domach filozofów, a sami często nic nie umieli ani nie mieli poglądów) nastały czasy całkowitego zacofania powstałego przez najazd na Cesarstwo Rzymskie plemion barbarzyńskich (szczególnie chodzi tu o nieokrzesanych Gotów i okrutnych Wizygotów). Plagi, wyprawy krzyżowe, bród miast, wojny, terroryzm kościoła – takie skojarzenia miałam na temat średniowiecza po ukończeniu liceum. Czasami się dziwię jak w XXI wieku można tak psuć obraz epoki, która była bardzo płodna (na pewno bardziej niż renesans). Epoka pełna zabobonów i stosów. Jakim cudem „polonistę” ominęła lektura prac Étienna Gilsona? Jakim cudem ponad dwadzieścia lat po wydaniu „Imienia Róży” Umerto Eco młodego nauczyciela ominęła i ta pozycja, potwierdzająca opisy francuskiego badacza? Nie wiem.
Stał się jednak cud. Studiując filologię polską, na której za bardzo nie omawiano osiągnięć technicznych średniowiecza zaczęłam kolejny kierunek: filozofię. To tam zmuszono mnie do sięgnięcia do dzieł filozofów, którzy niejednokrotnie byli wielkimi wynalazcami. Zaskoczyły mnie wizje Williama Ockhama, Jana Dunsa Szkota i innych myślicieli zajmujących się problemami technicznymi, politycznymi, ontologicznymi czy epistemologicznymi. Wtedy przypomniałam sobie swoją dawną lekturę. Za pierwszym razem przeczytałam ją dość obojętnie (w sensie, że nie powaliła mnie na kolana i nie szukałam innych dzieł pisarza-naukowca). Byłam za młoda (okolice pierwszej klasy liceum), by docenić wartość książki.
Eco ukazuje nam świat pełen sprzecznych prądów: przyszłościowego, dążącego do rozwoju nauki oraz skrajnego konserwatyzmu negującego nawet autorytety patrystyki. Rok 1327 jest już schyłkiem średniowiecza, kiedy wiele wcześniejszych dogmatów zostaje zaprzeczona. XIV wiek w dziejach historii kościoła, edukacji, filozofii i teologii to czas odchodzenia od scholastycznych wzorców. Uczeni znają już wszystkie dzieła Platona i Arystotelesa, które komentowano i w renesansie. W IV wieku Platon znany był Augustynowi, a po wielu wiekach (dzięki Arabom: Awicena i Awerroes) dotarły do nas pisma Arystotelesa, który był wyrazem postępu w średniowieczu. Ów postęp widoczny był w pismach Tomasza z Akwinu w XIII wieku wielkiego arystoteleika chrześcijańskiego, za sprawa którego pisma Filozofa (w średniowieczu pisząc Filozof myślano o Arystotelesie) zostały uznane za zgodne z nauką kościoła (wcześniej były zakazane i tylko wyznaczeni duchowni po zgodzie papieża mogli je studiować). W tym spojrzeniu renesans może okazać się cofnięciem: zaprzeczenie dokonań średniowiecza i powoływanie się na myślicieli, którzy byli i tak znani wcześniej.
To w renesansie powstała Inkwizycja i inne służby czy zakony pilnujące prawidłowości nauki, poza którą w dziedzinie humanistyki nie należało wychodzić.
Dzisiejsi kulturowo zacofani Muzułmanie przywieźli ze sobą szkła optyczne. Zajęcie Półwyspu Iberyjskiego przyczyniło się do przenikania się myśli oraz odkrywania osiągnięć technicznych Wschodu. To Zachód był wówczas nieco zacofany, ale też i bardzo chłonny wiedzy. Taki otwarty na nowości wizerunek epoki pozostawia nam Eco po lekturze powieści, której akcja toczy się w zakonie benedyktynów.
Lektura godna uwagi i dodatkowych studiów. Na pewno przydatna będzie tu „Europa” Daviesa i „Historia filozofii” Tatarkiewicza. Oczywiście można obyć się bez tych lektur, ale znajomość realiów pozwoli nam docenić piękno ukazanej epoki i poczuć dreszcz podczas czytania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz