poniedziałek, 25 listopada 2013

zabójcza retoryka


Można być niezwykle mądrym, pomysłowym i pełnym zapału człowiekiem orientującym się w polityce, ekonomi i warunkach społecznych kraju, jednak to nie koniecznie oznacza, że zostaniemy wybrani na prezydenta (oczywiście mam tu na myśli osoby startujące w wyborach). Przyczyn braku społecznego poparcie może być wiele. Jedną z najważniejszych jest niedbałość. I tu nie chodzi o brak kompetencji kandydata tylko niedbałość jego prezentacji.
Doskonale wiedzą, o czym mówię mieszkańcy Stanów, którzy przed każdymi wyborami są atakowani bardzo pokazowymi wystąpieniami politycznymi, których „gwiazdy" eksplodują wiedzą, humorem, energia, błyskotliwością. Politycy amerykańscy to przede wszystkim dobrzy retorzy.
U nas niestety (podobnie, jak w innych krajach Europy) wycofano ze szkół (dzięki niewątpliwie wspaniałemu myślicielowi, jakim był Kant) retorykę, jako naukę niebezpieczną ze względu na odwoływanie się do naszego etosu z zastosowaniem patosu.
Badania społeczne i psychologiczne potwierdziły „niebezpieczeństwo" tych technik, w których logika odgrywa tylko niewielką, marginalna rolę. Dowody tego niebezpieczeństwa mamy w historii: Hitler, Mussolini, Lenin, Stalin, Franco. Ci wielcy dyktatorzy porywali tłumy swoimi niejednokrotnie wielogodzinnymi przemówieniami.
We współczesnej polityce takie przemówienia spotykamy już tylko z Stanach.
A jak to wygląda w Polskim wydaniu? Zazwyczaj jest to kolejny wywiad zmęczonej życiem dziennikarki z mało energicznym politykiem, który niejako dostosowuje się do braku energii rozmówcy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz