wtorek, 3 grudnia 2013

"Podejrzani zakochani" reż. Sławomir Kryński

Komedia – niby każdy wie, czym jest, a gdy przychodzi do jej oceniania jest z nią wielki problem. Dlaczego? Nie przekazuje ważnych spraw życiowych, nie szuka nowych rozwiązań. Schematy są tu doskonałe. Ma bawić głupotą bohaterów, ich niecodziennymi i codziennymi perypetiami, akcja ma biec jak biegacz na sto metrów, czyli pędzić na złamanie karku, by pobić rekord, a zakończenie ma być takie różowe, słodkie, landrynkowe, że spowoduje mdłości. Coraz częściej od tego typu gatunku widzowie oczekują doznań znanych z tragedii, ale nie bez powodu nazwę ma ona inną niż gatunek uderzający w poważne tematy i oczyszczający duszę.

Takie spojrzenie na gatunek pozwoli docenić wiele wyszydzonych filmów. Do nich najczęściej należą krajowe produkcje. Gdy debilnej akcji towarzyszy flaga USA to zostaje ona uznana za dzieło i trzeba gnać do kin na złamanie karku, bo Amerykańce na pewno chcą nam powiedzieć mądrze rzeczy, pokazać niezwykle istotne sprawy. Polaków –reżyserów i scenarzystów, a przy okazji i całe grono artystów – wyśmiewa się, wylewa wszelkie pomyje rosnącej w człowieku zgorzkniałości.
W naszym codziennym życiu brakuje dystansu i takie zaserwowanie go przez półtorej godziny daje efekt odwrotny od zamierzonego: frustracja, której trzeba pozbyć się anonimowo. Jeśli pozbywaniu się takiej frustracji towarzyszy obrona dzieła przez „ludzi myślących inaczej” dochodzi do jeszcze większej frustracji.
Społeczeństwa masowe jednak nie popełniają tych błędów. Jak stado baranów lubią krytykować. Bezmyślnie krytykują, że akcja za szybka, a przecież to cecha komedii, w której widz ma uważnie śledzić, by móc się śmieć, gdy nadejdą chwile rozluźnienia. W starożytnej komedii ważnym elementem były gry słów, zakładanie masek (przebieranki), gapiostwo i tak dalej (można tych chwytów jeszcze troszkę powymieniać).
Wszystko to można znaleźć w niezwykle nisko ocenianej komedii „Podejrzani zakochani”. Akcja dzieje się we współczesnej Warszawie, w której zaprezentowano nam kilka światków: show biznesu, prawniczy, gangsterski, mecenasów sztuki. Dzieli je wszystko, a łączy jedna kobieta, która za sprawą nieznanego mężczyzny wprowadza światek w ciąg dziwacznych zbiegów, których jednym z elementów jest chowanie zwłok w szafie i ucieczki trupa, nad którym trzeba zapanować, by udowodnić swoją niewinność.
Obejrzałam sporą ilość filmów. Były wśród nich takie super poważne, druzgoczące duchowo, zmieniające perspektywę patrzenia na świat. Wszystkie zaliczały się do innych gatunków i takie miały poważne „obowiązki”. Film Sławomira Kryńskiego doskonale mieści się w ramach własnego gatunku, przez co krytyka dzieła wydaje mi się dość dziwna i niezrozumiała. Niskie oceny na portalach filmowych mogą odzwierciedlać: widzowie nie nadążali za tempem akcji, nie wiedzą, czym jest komedia, są nieprzygotowani do relaksu, nie potrafią mówić pozytywnie o rodzimej sztuce.
Podczas wybierania filmów do obejrzenia w wolnym czasie stosuje kryteria zupełnie odmienne niż podczas tworzenia filmoteki do „pracy naukowej”: ma być lekko. Tragedii w życiu mamy dość, codzienność czasami bywa i smętna i bolesna. Śmieci czy rozstania możemy przeżywać w kontekście naszych bliskich. Po wielogodzinnej ciężkiej pracy intelektualnej nie pragnie się wzniosłych scen, ale spaceru ,a później odpoczynku przy kawie i zabawnym filmie, by następnego dnia ostro ruszyć z kopyta z „poważną pracą” i mieć nowe, pozytywniejsze spojrzenie.
Film Kryńskiego powinien zadowolić zarówno wymagającego widza, jak i tego mniej pod warunkiem, że pozwolą czasowi płynąć i odpocząć sobie przy piwie czy winie oraz dobrej komedii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz