wtorek, 10 grudnia 2013

równość

Ostatnio często czytuję i słucham w dyskusji dotyczących obecności lub braku różnic między kobietami i mężczyznami (walka kościoła z Gender i wytykanie nieodpowiednich zachowań seksualnych mężczyznom lubiącym chadzać w sukienkach). Obecnie panuje powszechna moda na głoszenie prawd dotyczących braku jakichkolwiek różnic. To ma niby pomóc w równouprawnieniu, którego nie było i nie ma.
Dowiedziałam się, że podobno uchodzę za taką, która głosi iż wszyscy są równi. Otóż, aby sytuacja była jasna muszę sprostować wszelkie pogłoski i legendy narosłe wokół moich opinii.
Uważam, że nie ma ludzi równych. Wszyscy jesteśmy różni. Różnimy się choćby naszym doświadczeniem. Podobne nieporozumienie jest związane również z równością płci. Nie zgadzam się z tym, że płcie są sobie równe (potencjalnie takie same). Mimo mojego feminizmu (a może właśnie dzięki niemu) zauważyłam wielką znaczącą przepaść między kobietami i mężczyznami. Nie dotyczą one tylko aspektów i możliwości fizycznych. Dla mnie fundamentalne są kwestie inteligencji. Oczywiście wszyscy mężczyźni uważają się za mądrzejszych od kobiet, a kobiety udając głupiutkie zawsze osiągają założony cel. Mało tego one przy wyborze życiowego partnera kierują się kwestiami genetycznymi, finansowymi i uczuciowymi. Nie znam kobiety, która wyszła by za mąż ze względu na zgrabny tyłek przyszłego życiowego partnera. Mężczyzn kierujących się takimi kryteriami znam kilku.
Kolejnym argumentem za większą inteligencją kobiet jest to, że żadna z nich nie jest na tyle głupia, aby płacić za seks. Natomiast wielu mężczyzn w przypływie frustracji korzysta z domów publicznych.
I gdzie tu w takim razie owa niby  głoszona przeze mnie równość?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz