środa, 25 grudnia 2013

wiara

Muszę przyznać, że na swoim koncie mam parę istotnych ataków na religię, a raczej pewną formę religii odznaczającą się skrajnościami i zakłamaniem. Nie jest jednak to jedyny sposób na formułowanie poglądów i życiowych zasad. W dogmatach, jak we wszystkim w życiu, potrzebny jest umiar. Fanatyzm w każdej dziedzinie coraz częściej jest postrzegany, jako szkodliwy. Wiedzą to zarówno politycy, psycholodzy, naukowcy, jak i przewodnicy mas (często przewodnicy religijni).
Skrajności często wykorzystywane są do burzenia starego porządku i stwarzają w ludziach uczucie strachu, niepewności jutra, agresji (również wobec siebie). Często jest to wykorzystywane przez różne sekty, przez to przez wszystkich przeciętnych ludzi postrzegani są jako zagrożenie dla społeczeństwa oraz zdrowia jednostki.
Wiara ma jednak i swoje dobre strony. Umiarkowane przestrzeganie norm, poczucie wspólnoty wyznaniowej i nadzieja, jaką daje „przyszłe" życie powoduje, że osoby religijne mają mniejsze problemy psychiczne i są w stanie dłużej pracować w zawodach obciążonych wypaleniem zawodowym (począwszy od nauczyciela przez pielęgniarki po wolontariuszy).
Kolejnym plusem jest to, że religia potrafi motywować masy do działania, tworzenia, zmieniania poglądów, pracy nad sobą. Człowiek z natury jest, jak każde zwierzę, leniwy. Jednak doktryny jego wiary zmuszają go choćby do coniedzielnej wizyty w kościele (jak to jest w przypadku Katolików) i datków na świątynię, a przez to powstawanie wspaniałych dzieł architektury i sztuki. Stają się prawdziwymi mecenasami sztuki. Jednak owe spostrzeżenia ograniczają się do ludzi przeciętnych. Istnieli i istnieją też tacy, którzy nie potrzebują motywacji w postaci "nieba". Ich dojrzałość emocjonalna (duchowa?) pozwala im iść przez życie spokojnie pomagając innym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz