wtorek, 31 grudnia 2013

złe czasy


W naszej prasie istnieje wspaniała tendencja (i nie ma w tym stwierdzeniu nic z cynizmu) do krytykowania. Negatywnie ocenia się funkcjonowanie gospodarki, poczynania polityków, system oświaty, postępy Polaków w dziedzinie nauki. Już nawet nie pamiętam, kiedy czytałam pozytywną opinię na którąkolwiek z dziedzin. Gospodarka funkcjonuje źle, ponieważ zamykane są zakłady, upadają firmy, zwalnia się ludzi, zagraniczni inwestorzy nie pompują tu swoich pieniędzy, a jedynie wykorzystują niemal darmową siłę roboczą, która bez tego byłaby bezpłatna dla krajowego biznesu. Politycy posyłający dzieci wcześniej do szkół, wydłużający wiek emerytalny są źli, a zapomina się, że połowa młodych Polaków (do 30 roku życia) nie ma pracy, a jedna czwarta pracuje na umowy śmieciowe, z których emerytur nie będzie, więc tragedia przedłużenia wieku emerytalnego ich nie dosięgnie. Do tego wszystkiego mamy kiepski system oświaty kształcący masy tumanów, przez co istnienie prawdziwych intelektualnych elit staje się niemożliwe. Naukowcy też się nie popisuję. Wynajdują od czasu do czasu urządzenia o takim zaawansowaniu technicznym, że Japończycy bez wahania kupują patenty, ponieważ nas – Polaków na wdrażanie innowacji nie stać, ponieważ mamy odpływ gotówki do suwerena (Watykanu).

Te narzekania bardzo mnie cieszą. Świadczą one o żywotności intelektualnej społeczeństwa. My ciągle myślimy, chcemy się uczyć i widzimy swoje słabości. Wiemy, że zmiany i prestiż wymaga ciężkiej pracy. Nasze elity wiedzą, że jeszcze muszą sporo się nauczyć od innych. I co z tego, że nie starcza im życia. Kolejny mały kroczek przekazują potomności, której również wpajają niezadowolenie i krytycyzm. Szukanie ideału jest czynne i męczące. To zbytnie zadowolenie z siebie, zbyt dobre statystyki, wiara w moc narodu sprawiała, że one upadały. Nam to nie grozi. Jesteśmy nienasyceni ekonomicznie i intelektualnie. Narzekamy na wszystko, co mamy i czego nie mamy. Tego narzekactwa brakuje mi w wizji poprzedniej Polski –Polski Ludowej. Wszyscy byli zadowoleni, wykonywali po 200% normy, a życie toczyło się wokół braków, bo to nie w sobie widzieliśmy błędy, ale w otoczeniu, konkurencji z Zachodu.
Chwała nam niezadowolonym, bo jak mówi Ortega: „Owe czasy pełni to czasy sytości i samozadowolenia; a nawet, jak to było w wieku XIX, arcysamozadowolenia. Ale teraz wiemy już, że owe wieki, tak z siebie zadowolone, tak udane, są w gruncie rzeczy martwe. Autentyczna pełnia życia to nie pełne sytości zadowolenie, sukces, poczucie osiągnięcia szczytu. Już Cervantes powiedział, że «droga zawsze jest lepsza od zajazdu». Czasy, w których spełniły się ludzkie dążenia, w których ideały przybrały realny kształt, to czasy, w których się do niczego nie dąży, w których wyschły źródła pożądań. Innymi słowy, cała ta pełnia to w rzeczywistości koniec. Bywają epoki, które nie umiejąc odrodzić czy ożywić swych dążeń umierają z sytości i zadowoleni, tak jak umiera szczęśliwy truteń po weselnym locie”[1]. Nam owa sytość nie grozi. My w nowych podręcznikach z wkładaną w nie wiedzą specjalistyczną widzimy zło i cofanie intelektualne, przez które dzieci i młodzież nie jest w stanie sprostać wymaganiom egzaminów. Nieodpowiednie kształcenie i sprawdzanie wiedzy przez testy również kształceni w poprzednim systemie wypadają mizernie. Do tego jesteśmy coraz bardziej leniwymi i mniej wymagającymi czytelnikami zabawiającymi się „tańcami z gwiazdami”. Co nas bawiło dawniej? Czy była to sztuka wysokich lotów, intelektualistyczne książki wymagające pracy intelektualnej czytelnika? Nie sądzę. Nasz problem polega nie na braku własnej ciekawości i uczenia się, ale na zalewie informacji. Nauki tak szybko ewoluują, wiedza poszerza się tak szybko, że przeciętny człowiek może tylko poczytać o osiągnięciach. To, co dawniej umiały i wymyślały elity (np. różniczki, całki itp.) dziś uczą się licealiści, którzy bez dostępu do technologii byliby inwalidami społecznymi.


[1] José Ortega y Gasset, Bunt mas, tł. Piotr Niklewicz, Warszawa 1997, s. 29.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz