poniedziałek, 17 lutego 2014

dyskryminacja

Zawsze byłam zadowolona z bycia człowiekiem i wszelkich przywilejów oraz obowiązków związanych z człowieczeństwem. Dumnie spełniałam swoje obowiązki dbania o otoczenie, rozwijania się w imię postępu ludzkości. Było nawet w moim życiu wiele chwil, kiedy bez wahania powierzałam swoje ciało specjalistom i pozwalałam eksperymentować i imię ratowania życia innym z podobnymi mankamentami. Kiedy inni narzekali na bycie ludźmi i lepszy los zwierząt ja nie żałowałam ani na chwilę, że jestem tym kim jestem i nie wyobrażam sobie innej siebie. Gdybym miała życie innego człowieka może mój los byłby łatwiejszy, ale na pewno nie byłabym już sobą. Nasze doświadczenia, emocje są tym, co nas kształtuje. Żałowanie ich jest żałowaniem własnego istnienia, pragnieniem unicestwienia.
Myślałam, że tak będzie zawsze. Poniekąd się myliłam. Kryzys przyszedł, kiedy podczas wyjazdu do małego miasta, w którym nie ma szaletów, ani innych publicznych miejsc do załatwienia pilnych niespodziewanych potrzeb poczułam się dyskryminowana.
Każde zwierzę załatwia swoją potrzebę na ulicy, jeśli musi i zazwyczaj są to psy, po których właściciele nie sprzątają. Ja musiałam przez swoje człowieczeństwo ścisnąć zwieracze i walczyć z naturą. Miałam nieodpartą chęć pójścia w ślady Adasia Miałczyńskiego. Nawet już układał mi się piękny filmowy dialog podczas mojej „wizyty na trawniku”. Niestety nadmiar człowieczeństwa nie pozwalał mi zostawić takich śmieci na ulicy. Ciekawe czy właściciele psów nie czują się źle, kiedy załatwiają psami swoje potrzeby.
Jak ludzie mogą zmuszać zwierzęta do załatwiania potrzeb fizjologicznych w miejscach publicznych? Przecież je tak kochają...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz