wtorek, 25 lutego 2014

książka w parku

Parki są wspaniałymi miejscami do czytania książek, dlatego zawsze z utęsknieniem wyczekuje lata i ciepłych wiosennych dni, kiedy mogę wyjść z książką w plener. Mam nawet swoje ulubione miejsca, ale staram się zmieniać otoczenie (podobno to rozwija), przez co poznaję nie tylko nowe miejsca, ale i osoby, ponieważ siedząc w parku trzeba liczyć się z towarzystwem innych ludzi.
Kilka lat temu akurat podczas sprzyjającej pogody czytałam „Dialogi” Malebrancha (czyt. Malebransza). Niewielka książeczka była bardzo miła lekturą podczas upalnych dni (w sam raz na mózg o obrotach spowolnionych wysoką temperaturą otoczenia), kiedy parki pełne są ludzi.
Czytanie w parku wiąże się również z otwartością na towarzystwo. Zazwyczaj, kiedy siedzę na swojej wypatrzonej ławeczce (moje zazwyczaj znajdują się w słońcu, ponieważ jestem bardzo ciepłolubna i szybko marznę) po niezbyt długim czasie przysiada się do mnie obca osoba. Zazwyczaj są to osoby starsze i tak było również podczas lektury dzieł francuskiego filozofa.
Pięknym zjawiskiem są prawdziwe, pełne ukrytych znaków skradania się staruszków do młodych osób czytających. Niby niewinnie pytają się o możliwość zajęcia miejsca obok, a za chwilę zagadują pytając się o lekturę, by później całkowicie swobodnie móc przejść do swoich wywodów o życiowych doświadczeniach. Zwykle mam wystarczającą ilość czasu, by wysłuchać mądrości życiowych, które nie koniecznie są zgodne z moim światopoglądem i percepcjami, ale jestem ciekawa tego innego punktu widzenia na różne sprawy. Czasami jednak bywa i tak, że czasu miewam mniej. Tak było również podczas lektury Malebranche’a.
Dosiadła się do mnie staruszka, która chwilę wierciła się na ławce, rozglądała, a później uporczywie zaczęła wpatrywać w czytaną przeze mnie lekturę. Ja jednak udawałam, że jej nie widzę i skupiałam się na tekście, co nie było trudne, ponieważ Francuz pisał bardzo prostym, obrazowym językiem. Po jakimś czasie staruszka nie wytrzymała i zapytała:
-Co pani czyta?
-Malebrancha – odpowiedziałam.
-A o czym to? – staruszka.
-O poznaniu, Bogu, człowieku, który dąży do lepszego poznania przez duchowość – tłumaczyłam jak najkrócej.
-O to pani religijna. Tak mało się spotyka osób młodych, które byłyby religijne i wierzyły w Boga – staruszka.
-Nie. Ja tylko poznaję wroga – odpowiedziałam tak jakoś przez brak cierpliwości wywołany wiedzą dokąd może zmierzać ta starsza pani.
-O rzesz k***a. Kolejna (kilka epitetów) ateistka – powiedziała staruszka i odeszła.
Siedziałam na ławce jeszcze chwilę zszokowana jej reakcją.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz