poniedziałek, 10 lutego 2014

Miguel de Unamuno "Agonia chrystianizmu"

Miguel de Unamuno, Agonia chrystianizmu, tł. Piotr Rak, Kęty 2002.

Życie Miguela de Unamuno obfitowało w radykalne zwroty. Z początkowego komunisty krytykującego instytucje kościelne i państwowe przemienił się w chrześcijańskiego socjalistę, który w instytucji Kościoła widzi sporo zła, ale dostrzega też dobro. Religia jest taka jacy są jej wyznawcy, a oni są tylko ludźmi z zaletami i wadami.
W Agonii chrystianizmu  tłumaczy nam, dlaczego wiele wartości chrześcijańskich minęło, dlaczego nastąpił rozłam na wschód i zachód, a później nastąpił czas reformacji. Unamuno wyjaśnia nam sprzeczność chrześcijaństwa z uczestnictwem w życiu publicznym i zabieganiem o dobra tego świata. Z tej perspektywy krytykuje struktury kościelne, które mimo wszystko usiłują wpływać na politykę państw. Unamuno obnaża paradoksy idei powstałej w obliczu kryzysu poglądowego i politycznego w I w. n.e.
Poniżej kilka fragmentów doskonale oddających klimat i główne myśli przemyśleń z książki, która dość długo w ojczyźnie filozofa znajdowała się na liście ksiąg zakazanych:
„W tej tak głęboko antychrześcijańskiej książce [Enquête sur la monarchie Charlesa Maurras ] przeczytałem (z programu L’Action Française, z 1903 roku), że «prawdziwy nacjonalista stawia ojczyznę ponad wszystko, a zatem pojmuje, rozważa i rozstrzyga wszelkie kwestie polityczne w ich odniesieniu do interesu narodowego». Czytając to, przypomniałem sobie inne zdanie: «królestwo moje nie jest z tego świata», i pomyślałem, że dla prawdziwego chrześcijanina – jeśli w ogóle można być prawdziwym chrześcijaninem w życiu publicznym – każda kwestia, czy to polityczna, czy inna, powinna być pojmowana, rozważana i rozstrzygana w odniesieniu do indywidualnej korzyści wiecznego zbawienia, wieczności. A jeśli przepadnie ojczyzna? Ojczyzna chrześcijańska nie jest z tego świata. Chrześcijanin winien poświęcić ojczyznę dla prawdy”.
„I tu właśnie tkwi źródło tragedii. Bo prawda jest czymś wspólnym, społecznym, nawet publicznym; prawdziwym jest to, w czym się zgadzamy, co pozwala nam się porozumieć. A chrystianizm jest czymś indywidualnym i niemożliwym do przekazania. Oto dlaczego agonizuje w każdym z nas”.
„Życie jest walką i solidarność na rzecz życia jest walką, i tworzy się w walce. Nie zmęczę się powtarzaniem, iż tym, co najbardziej łączy nas, ludzi, między sobą, są istniejące wśród nas rozdźwięki. Również tym, co spaja wewnętrznie każdego, co tworzy głęboką jedność naszego życia, są nasze osobiste rozdźwięki, wewnętrzne sprzeczności naszych rozdźwięków. Pokój można zawrzeć z samym sobą – jak Don Kichote – tylko po to, by umrzeć”.
„Agonia jest więc walką. Chrystus przyszedł, aby przynieść nam agonię, walkę, a nie pokój. Sam nam to powiedziała: «Nie sądźcie, że przyszedłem pokój nieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy» (MT 10, 34-36). Pamiętał, że jego bliscy, domownicy, jego matka i bracia wzięli go za szalonego, który nie panuje nad sobą, obłąkanego, i przyszli po niego (Mk 3, 21)”.
„Chodzi jednak o to, że ów pokój wydarza się wśród wojny, a wojna wśród pokoju. I to właśnie jest agonia”.
 „Istnieje w mojej hiszpańskiej ojczyźnie, w moim narodzie hiszpańskim, narodzie agonijnym i polemicznym, kult Chrystusa agonizującego; ale istnieje też kult Dziewicy Boleściwej, Matki Bolesnej, z sercem przeszytym siedmioma mieczami. I właściwie nie jest to Pietà italiana. Otacza się czcią nie tyle Syna, który martwy spoczywa na łonie swojej matki, ile ją, Dziewicę Matkę, która agonizuje z bólu, z Synem w ramionach. Jest to kult agonii Matczynej”.
 „A jeśli chodzi o to, by dać się zabić za Boga jezuitów, to może być to sprawa polityczna. Ludzie pozwalają się zabić za idola. Lecz niewielu ma na tyle ducha, by ogrzać swego Boga w agonii, by obdarzyć go w ten sposób życiem, by uczynić z agonii życie”.
„Krucjata też jest sprawą męskości. Wywodzi się z wolnej woli, a nie z łaski. A każda krucjata jest jednym z najbardziej agonijnych aktów chrystianizmu. Ten, kto idzie narzucać jakąś wiarę innemu za pomocą miecza, usiłuje przekonać samego siebie. Prosi o znaki, prosi o moc dokonania cudu, by podtrzymać swą wiarę. A każda krucjata dokonana mieczem, kończy się podbojem podbijającego przez podbijanego, i podbijający staje się nadystą”.
„Wiara jest pasywna, kobieca, jest córka łaski, a nie aktywna, męska, wytworzona przez wolną wolę”.
„Nie wierzy ten, kto ma ochotę wierzyć. Męskość sama jest bezpłodna. Tymczasem religia chrześcijańska wymyśliła czyste macierzyństwo, bez współudziału mężczyzny, wiarę z czystej łaski, łaski skutecznej”.
„Ci, którzy chodzili za nim, chcąc go zgubić, postanowili zapytać go, czy jest dopuszczalne płacenie podatku Cezarowi, najeźdźcy, wrogowi żydowskiej ojczyzny, który był organem władzy. Jeśli odpowie, że tak, przedstawią go ludowi jako złego Żyda, złego patriotę, a jeżeli powie, że nie oskarżą go przed władzami cesarskimi jako buntownika. Gdy zadano mu pytanie, Jezus prosi o monetę i pokazując odciśniętą na niej podobiznę, zapytał: «Czyj nosi obraz i napis?», «Cezara», odpowiedzieli. A on: «Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga». Co można zrozumieć tak: najpierw oddajcie Cezarowi, światu, społeczeństwu pieniądz, który należy do Cezara, do świata, do społeczeństwa, a Bogu – duszę, która ma zmartwychwstać w ciele. Uwolnił się w ten sposób od całego problemu ekonomiczno-społecznego, On, który powiedział, iż trudniej jest bogatemu wejść do królestwa niebieskiego, niż wielbłądowi przejść przez ucho igielne, i pokazał, że jego Dobra Nowina nie ma nic wspólnego z kwestiami ekonomiczno-społecznymi lub narodowymi, nic z demokracją czy międzynarodową demagogią, nic z nacjonalizmem”.
„Jednak po Konstantynie, kiedy zaczęła się romanizacja chrześcijaństwa, gdy litera – nie słowo – Ewangelii zaczęła przemieniać się w coś w rodzaju prawa Dwunastu Tablic, cesarze zapragnęli ochraniać Ojca, Boga Chrystusa i chrześcijaństwa. I powstała ta przerażająca rzecz zwana prawem kanonicznym. I umocniła się koncepcja prawna, światowa, społeczna domniemanego chrystianizmu. Św. Augustyn, człowiek litery, już był prawnikiem, kauzyperdą. Był nim i św. Paweł. Będąc równocześnie mistykiem. Walczył w nim mistyk z prawnikiem. Z jednej strony prawo, z drugiej łaska”.
„Jednakże skoro chrześcijanin jest człowiekiem w społeczeństwie, dotyka spraw publicznych, jest obywatelem, czyż może nie interesować się życiem społecznym i publicznym? Ach!, przecież chrześcijaństwo domaga się doskonałej samotności; przecież ideałem chrześcijaństwa jest kartuz, który pozostawia ojca i matkę, i braci dla Chrystusa, i rezygnuje z założenia rodziny, z bycia mężem i ojcem. Co – jeśli ma przetrwać rodzaj ludzki, jeśli ma przetrwać chrześcijaństwo pojęte jako wspólnota społeczna i obywatelska chrześcijan, jeśli ma przetrwać Kościół – jest niemożliwe. I to właśnie jest najstraszniejsze w agonii chrystianizmu”.
„Nie jest misją chrześcijaństwa rozwiązywanie problemu ekonomiczno-społecznego, problemu biedy i zamożności, problemu podziału dóbr ziemskich; tak właśnie, gdyż to, co odkupi biedaka z jego biedy, odkupi bogatego z jego bogactwa, tak i to, co odkupi niewolnika, odkupi też tyrana, i należy skończyć z karą śmierci, by oswobodzić nie przestępcę, lecz kata. Jednakże nie to jest misją chrześcijaństwa. Chrystus wzywa jednakowo biednych i bogatych, niewolników i tyranów, przestępców i katów. Wobec bliskiego końca świata, wobec śmierci, cóż znaczą bieda i bogactwo, niewola i tyrania, bycie skazanym lub wykonywanie wyroku śmierci?”
„A ponieważ bez cywilizacji i bez kultury chrześcijaństwo nie może żyć, stąd agonia chrystianizmu. A także agonia cywilizacji chrześcijańskiej, która nosi w sobie wewnętrzną sprzeczność. I z tej agonii żyją obydwoje: chrystianizm i cywilizacja, którą nazywamy grecko-rzymską lub zachodnią. Śmierć jednego z nich byłaby śmiercią drugiego. Jeśli umrze wiara chrześcijańska, wiara rozpaczliwa i agonijna, umrze nasza cywilizacja; jeżeli umrze nasa cywilizacja, umrze wiara chrześcijańska. Musimy żyć w agonii”.
„Religie pogańskie, religie związane z Państwem, były polityczne; chrystianizm jest apolityczny. Jednak odkąd stał się katolicki, co więcej – rzymski, spoganizował się, przemieniając w religię związaną z Państwem – było nawet Państwo Kościelne! – stał się polityczny. I powiększyła się jego agonia”.
„Czy chrystianizm jest pacyfistyczny? Oto pytanie, które wydaje nam się pozbawione sensu. Chrystianizm jest ponad , albo –jeśli ktoś woli – poniżej tych światowych i czysto moralnych lub może jedynie politycznych rozróżnień na pacyfizm i wojowniczość, na umiłowanie tego, co cywilne, i militaryzm; si vis pacem, para bellum: jeśli chcesz pokoju, szykuj wojnę; które zamienia się w si vis bellum para pacem: jeśli chcesz wojny, przygotuj pokój; przygotuj się do niej w pokoju”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz