poniedziałek, 17 lutego 2014

protestujący na wymarciu

Piękne zimowe popołudnie z wszelkimi atrybutami wiosenności: ciepło, słonecznie, pachnąco budzącą się przyrodą. Przed Dolnośląskim Urzędem Wojewódzkim po schodkach maszeruje spokojnie około pięćdziesięcioletni mężczyzna z transparentem: „żądam pracy, godnych warunków życia”. W zjawisku nie byłoby nic dziwnego, bo protestować może sobie każdy jednak ja ostatnio protestujących nie widziałam „na żywo” i zainteresowałam się rozwojem akcji.
Z czystej wiejskiej ciekawości podeszłam do mężczyzny i spytałam się o przyczynę protestu. On opowiedział o swojej sytuacji życiowej: ma dzieci i razem z żoną ciągle mają prace na umowę zlecenie, a później wysyłani są na bezrobocie. W ten sposób nie są w stanie zagwarantować lepszej przyszłości własnym dzieciom, a on tak bardzo chciałby pracować, aby dzieci mogły się uczyć i miały dobrą pracę itd. itp. Cel szczytny. Po raz pierwszy usłyszałam od osoby słabiej wykształconej, że chce, aby jej dzieci się uczyły. Zazwyczaj takie osoby czekały, aż dzieci wreszcie pójdą do pracy i przestaną być obciążeniem, a tu taka świadoma postawa.
Stanęłam sobie w pewnej odległości, by popatrzeć jak ludzie będą reagować na jego protest. Przechodzili policjanci: pouczyli, żeby nie zakłócał spokoju, on zapewnił o niezakłócaniu; poszli. Młodzi mijali go z „uprzejmą nieuwagą”[1]: zerknięcie, uśmieszek, spuszczenie wzroku, spojrzenie w inną stronę. Jakie to normalne w naszych czasach. Zaskoczyło mnie zachowanie osób starszych. Posypało się parę komentarzy o lenistwie protestującego osobnika, o wstydzie jaki przynosi Polsce, rady, żeby poszedł do domu, bo przecież cudzoziemcy tu spacerują i co oni powiedzą o naszym kraju.
Kiedyś potrafiliśmy protestować. Wychodziło parę osób na ulicę i przyłączały się do niej tłumy. Dziś trzeba mieć: znajomości, pieniądze, prosić o zgodę na protest władz i mieć cierpliwość wobec przechodniów, którym wstyd, że ktoś w ich kraju mówi publicznie o kłopotliwych sprawach. Inna sprawa, kiedy brudy pierze się w Internecie, ale tak osobowo, publicznie to nie wypada.


[1] Goffmanowskie pojęcie opisujące nasze zachowanie udawanej nieuwagi wobec spotykanych osób w miejscach publicznych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz