poniedziałek, 17 lutego 2014

rynek dotowanych kierunków

Fizyka należała (i chyba należy) do kierunków dotowanych przez państwo pod warunkiem, że był to nasz pierwszy kierunek studiów. W moim (podobnie, jak wielu osób na tym kierunku) przypadku nie był on jednak pierwszym. Ze względu na te dotacje mające na celu przyciągnąć młodych ludzi do nauki wielu niepotrzebnych rzeczy zaczęłam interesować się jak faktycznie wygląda rynek pracy dla absolwentów tego wspaniałego kierunku zapewniającego doskonałe perspektywy na wymarzoną pracę (czyli pracę w zawodzie a nie na kasie w hipermarkecie). Niejednokrotnie natykałam się w Internecie na informacje o bezsensowności studiów humanistycznych i jednomyślnie chwalono tych, którzy wybrali uczelnie techniczne i kierunki matematyczno-przyrodnicze. Podobno to wielka przyszłość i można po nich zarobić niesamowicie dużą ilość pieniędzy. W Polsce zarobki przeciętnego człowieka kształtują się między 1-2 tys. złotych miesięcznie. Studiowanie fizyki miało zapewnić absolwentom pensję dziesięć razy większą od tej jałmużny, którą są wynagrodzenia dla humanistów.
Podczas studiów poznałam sporo osób ze starszych lat, ale wiekowo młodszych ode mnie. Znajomi ze starszych roczników skończyli studia i zaczęli intensywnie rozglądać się za pracą w zawodzie. Niestety nie było tak różowo, jak przedstawiały to media. Tak naprawdę bez przygotowania pedagogicznego i odbytych praktyk to byli zbędni. Wielu z nich uzupełniało, więc studia, aby dostać pracę w szkole (skoro innej nie ma) za marne 900 zł miesięcznie na rękę przez pierwsze dwa lata (staż nauczycielski tyle trwa). Ta grupa miała w wieki 25-26 lat zapewnione roczne dochody koło 12 tys. rocznie, kiedy podczas wyboru studiów obiecano im tyle miesięcznie. Różnica jest i to spora.
Wielu jednak już nie uzupełniało swojego wykształcenia i wylądowali, albo jako robotnicy na budowie, do czego studia nie były potrzebne, albo na kasach w hipermarketach, do czego wystarczyło ukończyć szkołę zawodową. Ich zarobki często przewyższały wspaniałe dochody pierwszej grupy. No, ale brak satysfakcji był wielki. Tyle lat nauki, by robić coś, do czego niepotrzebne są studia specjalistyczne…
Znalazła się też grupa osób ambitniejszych i elastyczniejszych. Pracowali oni często w bankach, biurach prawniczych, windykacji na niezwykle dochodowych stanowisku, jakim jest specjalista ds. telemarketingu. Bardziej doświadczeni w sprzedaży stawali się ekspertami od sprzedaży bezpośredniej np. w agencjach pośredniczących w sprzedaży nieruchomości. Tu można było nawet zarobić przyzwoite pieniądze, pozwalające na godny byt, ale wszystko do czasu, ponieważ była to zwykle paca na 1/8 etatu z umową o pracę, gdzie stałe wynagrodzenie wynosiło 100 zł miesięcznie, a reszta to prowizje. Jeśli miało się sporo znajomych, którzy potrzebowali kupić mieszkanie, to można było mieć wyższe zarobki i wyrabiać normę. Jednak jak już wszyscy, których znamy bezpośrednio lub pośrednio nabyli wymarzone mieszkania pojawiał się problem braku klientów, co prowadziło do poszukiwań kolejnej pracy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz