wtorek, 28 lutego 2023

Nick Eliopulos „Kroniki ze Stonesword. Tom 3: Akcja zwierzaki"


Minecraftowe opowieści równie szybko podbiły serca młodych czytelników jak i gra. Wśród wielu popularnych propozycji znalazły się „Minecraft Kroniki Woodsword”, „Tryb czytania”, „Frigiel i Fluffy”, a teraz dołączyła do nich „Saga Stonesword”. Można by powiedzieć, że wszystkie leżą gdzieś na pograniczu science fiction i fantastyki. Wykreowany świat gry staje się uniwersum uzupełniającym realny świat i wymagającym ratowania go. Misje, tajemnicze wydarzenia i zaskakujące miejsca oraz moby, a także czarna charaktery to elementy łączące te opowieści.
Nick Eliopulos przy współpracy ze studiem Mojang stworzył kolejną sagę „Kroniki ze Stonesword” zabierającą czytelników w świat znanych im bohaterów. Spotykamy tu Morgana, Harper, Po, Jodi oraz Theo, czyli bohaterów znanych z „Kronik z Woodswod”. Każda opowieść jest w pewnym sensie kontynuacją wcześniejszą, ale z drugiej strony poszczególne tomy można czytać bez znajomości wcześniejszych.
W pierwszym tomie „Kronik ze Stonesword” dowiadujemy się, że ktoś, albo coś, zmieniło w kamień Króla Przywoływaczy. Gracze postanawiają rozwiązać tę zagadkę. Do grupy dołącza Theo posiadający sporą wiedzę o Minecrafcie oraz potrafi świetnie kodować. Jego umiejętności mają pomóc w rozwiązaniu zagadki, pokonaniu przeciwieństw.
W drugim tomie zatytułowanym „Moby rządzą” grupka minecraftowych eksploratorów dociera do małej osady u podnóża góry, na której dostrzegają lamę. Postanawiają dotrzeć do zwierzaka. Kiedy są już blisko odkrywają, że nie jest to przyjazny zwierzak. Mob atakuje ich. Jedynym schronieniem jest jaskinia, w której napotykają na kolejne ciekawe rzeczy i zadziwiające zjawiska. Będą musieli zmierzyć się ze zmianami cech zwierząt pod wpływem dziennej mgły.
Równolegle do przygody w grze toczy się zwyczajna codzienność. Gracze są uczniami stawiającymi czoło szkolnej codzienności. Poza zwykłymi zajęciami na grupkę przyjaciół czeka kilka niespodzianek, wśród których nie zabraknie szkolnych wyborów, a wszystko przez to, że Po postanowił startować na przewodniczącego szkoły. Jest pewien swojego zwycięstwa do czasu, kiedy odkrywa, że jego przeciwniczką będzie dobrze zorganizowana harcerka mająca nie tylko sporo pomysłów na zmiany w szkole, ale też potrafiąc prowadzić kampanię wyborczą. Po w wielu kwestiach postanawia ją naśladować. Niestety jego dobre zamiary nie przynoszą dobrych skutków. A to nie wszystkie przeszkody. Odkryje, że startowanie w wyborach wymaga wypełnienia sporej ilości dokumentów. Jak sobie z tym poradzi? Jakie wsparcie otrzyma od bliskich i przyjaciół? Czy bycie przewodniczącym jest warte tego poświęcenia?
„Akcja zwierzaki” to trzecie spotkanie z bohaterami. Tym razem przygody toczą się wokół Jodi i jej marzenia o posiadaniu własnego pupila. Dziewczyna przygotowuje prezentację, aby przekonać rodziców, że już jest wystarczająco odpowiedzialna. Przyjaciele i brat wspierają ją w dążeniu do tego celu. Jednym z etapów przekonywania, że jest bardzo odpowiedzialna oraz zaangażowania jest wyprowadzanie zwierząt ludzi mieszkających w okolicy. Jodi będzie musiała stawić czoło wielu niespodziankom oraz odkryje, że będąc opiekunką trzeba być bardzo uważną, przewidującą i ostrożną, a kiedy stanie się nieszczęście to wykorzystać zwyczaje podopiecznych.
Równolegle akcja rozgrywa się w Minecrafcie. Przyjaciele zauważą coś dziwnego na niebie. Odkryją też, że w okolicy pojawiły się doły na zwierzęta. Chcą dowiedzieć się, kto i dlaczego więzi je. Obserwując otoczenie zauważają niebieskie motyle, które zaprowadzają ich na bagna, gdzie znajdą pełno uwięzionych zwierząt oraz chatkę czarownicy. Nowa mieszkanka okolicy odbiera im siły i zmusza do przyprowadzenia grzybowej krowy. Z jakimi wyzwaniami muszą się zmierzyć tym razem? Jakie wnioski wysuną z doświadczeń w świecie realnym i wirtualnym?
„Kroniki ze Stonesword” z jednej strony są opowieścią o przygodach w grze. Z drugiej opisują zwyczajną codzienność dzieciaków, które lubią pakować się w kłopoty. Każde doświadczenie jednak uczy ich czegoś nowego i pozwala nieco inaczej spojrzeć na wyznaczane przez siebie cele. Ważny jest tu motyw odpowiedzialności, konkurencji, rywalizacji, pracowitości oraz dbania o słabszych, wrażliwości. Autor snuje prostą opowieść dziejącą się na dwóch poziomach: wirtualnym i realnym. Oba mają tu duże znaczenie i są pouczające dla bohaterów.









"Moja pierwsza biblioteczka. Poznaję z Bingiem"


Przygodę z pierwszymi książkami można zaczynać wcześnie, bo już wtedy, kiedy dziecko siedzi. Wspólne przewracanie stron pomaga w ćwiczeniu motoryki małej. Dla niewprawionych dłoni ważne jest, aby strony były grube, książki dobrze sklejone, małe i lekkie. Dobrze jest też, żeby pierwsze lektury rosły razem z dzieckiem, pozwalały na modyfikację zabawy. Bardzo wiele tu zależy od pomysłowości rodziców, ich cierpliwości i chęci eksperymentowania. Proste książeczki z ilustracjami mogą stać się bazą wyjściową do zagadek, rebusów, wyzwań. Ważne jest też, aby podsuwać dziecku materiał z postaciami prezentującymi pozytywne wzorce.
Dla mnie takimi przygodami są opowieści o Bingu, w których mały bohater doświadcza różnych rzeczy, ma okazję sam ocenić różne wydarzenia i wyciągnąć z nich wnioski. Jego opiekun tylko czuwa nad nim i nakierowuje go na możliwość uporania się z trudnymi emocjami. Nie ma tu kar, uciszania dziecka. Za to jest cenna lekcja jak wyciągać wnioski z doświadczeń, które są dla dzieci trudne. Właśnie z tego powodu ucieszyło mnie, że Bing jest też w wersji dla najmłodszych. I to nie w czytankach, które do tej pory znaliśmy tylko książkach bardzo minimalistycznych, czyli z niewielką ilością elementów na stronie. Do takich należy „Moja pierwsza biblioteczka. Poznaję z Bingiem”.
W zestawie znajdziemy cztery książeczki, których tylne okładki można wykorzystać jako puzzle, czyli będzie troszkę zabawy z nimi. Do tego każda zawiera ilustrację z Bingiem w różnych kontekstach. Mały króliczek zabiera dzieci w świat kolorów, kształtów, cyfr i czynności.
„Poznaję kolory” to lektura pięcioma kolorami. Po lewej stronie na rozkładówce mamy określony kolor, jego nazwę i przedmiot, który Bing ma w danym kolorze. Na sąsiadującej stronie zobaczymy, co jeszcze mały bohater ma w tym kolorze. „Poznaję kształty” pozwala na poznanie ośmiu kształtów. Ostatnia rozkładówka jest do sprawdzenia czy dziecko potrafi prawidłowo wskazać, a później nazwać określony kształt. Z kolei „Poznaję czynności” pozwala na zobaczenie dziesięciu czynności. „Poznaję cyfry” to publikacja z największą ilością tekstu oraz zachęcająca do większej aktywności, bo dziecko będzie tu wskazywało kolejne przedmioty i liczyło je.
Pracę z tymi lekturami zaczynamy od opowiadania, co znajduje się na ilustracji. Rodzic wskazuje palcem i nazywa przedmioty. Kolejny poziom trudności to wskazywanie przez dziecko tego, o czym mówi rodzic. Następnie wprowadzamy próbę powtarzania wyrazów. Na tym etapie można już wykorzystać książki jako małe puzzle. Do tego warto wykorzystywać je do wyszukiwania podobnych rzeczy, np. skupiać się na określonym kolorze lub bohaterze i pokazywać, gdzie w innych książeczkach on się znajduje. Dziecko potrafi powiedzieć, co jest na ilustracji, znaleźć podobne rzeczy w innych książeczkach? To przyszedł czas na naukę pisania. Tu warto swoje pociechy zabrać do sklepu papierniczego i kupić coś, co zdecydowanie urozmaici pracę nie tylko z tymi książkami: pisaki suchościeralne. Strony w tych książeczkach są śliskie i zdecydowanie nadają się do pisania po nich takimi specjalnymi pisakami. Do tego kształty i cyfry są wykropkowane, więc dziecko będzie miało, co robić. Oczywiście na początku warto zacząć zabawę w zarysowywanie postaci, kształtów, bazgraniu, aby oswoić pociechę z narzędziem, z którym będzie miało do czynienia.
Wielkim plusem tego zestawu jest jego wielkość. Zdecydowanie zmieści się do torebki i pomogą w wielu awaryjnych sytuacjach jak czekanie w kolejkach czy zakupach. Pamiętajcie też o tym, aby dziecku będącemu na etapie ząbkowania nie dawać żadnych książek bez nadzoru.
Codzienny kontakt z lekturami pozwoli wyrobić w pociesze odruch sięgania po lektury, wskaże, że jest to źródło wiedzy oraz pozwoli na poszerzanie słownictwa. Wspólne czytanie, rozmowy wzmocnią pewność siebie oraz pomogą w nauce.















niedziela, 26 lutego 2023

Sylwia Trojanowska "Żona nazisty"


„Żona nazisty” jest kontynuacją książki „Łabędź”, ale Sylwia Trojanowska opowiedziała tę historię w taki sposób, że można po nią sięgnąć nie znając wcześniejszego tomu. Nie trzeba, ale można i będę Was do tego zachęcać, ponieważ pisarka porusza w obu częściach wiele ważnych tematów etycznych, świetnie zarysowuje tragiczne wydarzenia, które doprowadziły do ostatniej najbardziej wyniszczającej wojny w naszej części świata. Miliony ludzi wciągnęła machina sprowadzająca zabijanie do biurokracji. Jak straszne były to czasy uświadomimy sobie czytając zeznania nazistów przekonujących, że oni tylko wypełniali rozkazy. Właśnie dlatego warto sięgnąć po oba tomy i poznać lepiej ten punkt widzenia. Sylwia Trojanowska w klimat tych wydarzeń wplata dzieje Anny i Gustawa. Ich światy są całkowicie inne. Ona – Polka, on -Niemiec.
W „Łabędziu” mamy piękną historię osadzoną w realiach zmian, jakie przynosi polityka hitlerowców. Mamy tu opowieść, w której jest miejsce na radość i smutek, miłość i nienawiść. Niby prosta opowieść o spotkaniu dwóch młodych ludzi i rozwijaniu uczucia, ale świetnie wprowadzająca nas w świat emocji bohaterów oraz klimat miejsc do których pisarka nas przenosi.
Opowieść zaczyna się od starszej damy, która w czasie oglądania telewizji natrafia na reportaż o Gustawie Guderianie - „nieznanym kacie Polaków”, co wywołuje w niej silne emocje i sprawia, że wracają wspomnienia. Nawiązuje kontakt z dziennikarzem prowadzącym program i rusza do Szczecina, aby opowiedzieć swoją historię.
Przenosimy się do 1938 do Fordonu leżącego blisko Bydgoszczy. Wchodzimy do świata Anny Łabędź mającej szczęśliwą rodzinę i planującej uczyć się w Warszawie. Nim będzie mogła to zrealizować musi zarobić na wyjazd. Praca w restauracji ma dać jej szansę na lepsze jutro. Niestety, kiedy wszystko idzie dobrze umiera matka dziewczyny. Z tego powodu Anna zostaje w domu i pomaga bliskim. Nie stroni od zdobywania wiedzy z dziedziny, która ją interesuje. Młoda kobieta w swoich życiowych planach nie uwzględnia wizji zbliżającej się wojny. Jakby niespodzianek w jej życiu było mało do restauracji trafia przystojny mężczyzna, w którym się zakochuje. Niestety jej wybranek jest Niemcem. Jakby przeszkód było mało wybucha II wojna światowa.
W „Żonie nazisty” dostajemy dalszą część wyprawy starszej kobiety do Szczecina. Ma podzielić się z dziennikarzem wspomnieniami sprzed lat. Na miejscu okazuje się, że mężczyzna nie jest obiektywny i nie chce znać prawdy tylko zrobić szokujący reportaż, zmusić ją do wyznania, że związała się z bandytą. Wspomnienia kobiety przenoszą nas do końca 1939 roku.
Tym razem wspomnienia zabierają nas do Szczecina, którego niemieccy mieszkańcy wiodą spokojne i wygodne życie, ułatwiane przez polskich darmowych robotników. Rozgrywki między rodzinami toczą się o uzyskanie kolejnej taniej lub darmowej siły roboczej, bo od tego zależy jak wiele dóbr będą mogli wyprodukować i przez to wzbogacić się. Wojna staje się dla wielu bankrutów szansą na odzyskanie straconych majątków. Do tego miasta Anna Łabędź trafia, jako żona Gustawa Guderiana, co zapewnia jej wysoką pozycję społeczną oraz wstęp na salony. Mimo tego, że uratował ją przed egzekucją i kocha go to i tak nie potrafi mu do końca zaufać. Anna pilnie obserwuje małżonka. Jednocześnie uczy się bycia Niemką. W realizacji tego planu pomoże jej też babcia Gustawa. Niestety nie wszyscy jego wysoko usytuowani krewni mają tak otwarte podejście do Polaków. Z tego powodu Anna będzie musiała bardzo się kryć i pilnować. Każdy jej gest może ją zdemaskować i sprowadzić śmierć także na Gustawa. Jednocześnie kobieta widzi ogrom zła, jakie wyrządzają Niemcy jej rodakom. Szczególnie pokrzywdzone są tu kobiety, które nie tylko muszą ciężko pracować w fabrykach i domach, ale są też wykorzystywane seksualnie przez nazistowskich urzędników. Do tego nie zabraknie kulisów życia elit oraz gwiazdy przyciągającej uwagę wszystkich, Michelle LaCour, inteligentna i spostrzegawcza kobieta, która potrafi wykorzystać zdobyte informacje, aby polepszyć swoją sytuację życiową. Co się stanie, kiedy przyłapie Annę Guderian przytulającą Polkę?
Sylwia Trojanowska zabiera nas w świat pełen silnych emocji, niepewności, wątpliwości. Widzimy wydarzenia oczami Anny, która szamocze się między odgrywaniem roli idealnej Niemki i chęcią pomagania rodakom. Dylogia „Anna i Gustaw” to poruszająca opowieść pokazująca trudy wojny, szukanie sposobu na przetrwanie, walkę, ale też wykorzystanie nowej sytuacji politycznej do odegrania się na dawnych sąsiadach. Nie znajdziemy tu dobrych Polaków i złych Niemców. W każdej grupie są jedni i drudzy. Zobaczymy jak przestępcy wykorzystywali możliwość zmiany obywatelstwa do krzywdzenia innych. Wejdziemy w świat niedomówień, tajemnic, niepewności, podejrzliwości oraz likwidowania tych, którzy mogą im zagrozić. Sylwia Trojanowska z wprawą prowadzi nas przez losy Anny i Gustawa. W jej opowieści nie ma rzeczy oczywistych. W obu częściach zakończenie bardzo zaskakuje.







sobota, 25 lutego 2023

Cezanove i Fenech "Kumpelki. Tom 4: Selfie z kumpelkami"


Jedne relacje między ludźmi powstają, inne zanikają. W każda grupka ewoluuje, zmienia się. Szczególnie plastyczne jest to w przypadku młodzieży, która z jednej strony dostosowuje się do szkolnego otoczenia, zmiany miejsc edukacji, a z drugiej musi podporządkować się pomysłom dorosłych. I tym sposobem jedni rówieśnicy w ich gronie się pojawiają, a inni znikają. Do tego dojdą jeszcze nieporozumienia, przypadkowe znajomości. I tak jest właśnie w najnowszym tomie „Kumpelek” zatytułowanym „Selfie z kumpelkami”.
Do tomu wprowadza nas opowieść o pragnieniach i przeciwnościach losu oraz poszukiwaniu rozwiązań, czyli zawieranie nowych znajomości ze względu na chęć zrealizowania planów. Zobaczymy też jak paczka wypada razem na parkiecie, jak potrafią się wygłupiać, jakie mają słabości oraz w jaki sposób zareagują na pojawienie się nowej dziewczyny w okolicy. Oczywiście nastolatki chcą zwerbować nową do swojej paczki, ale robią całą masę podchodów, prób, aby stworzyć pozór elitarności swojej paczki. Nie zabraknie też rywalizacji między dziewczynami o status w grupie, uwagę innych. Zobaczymy, że dla dziewczyn niesamowicie ważne są relacje międzyludzkie, obserwowanie zadziwiających zachowań innych. Pojawi się także zazdrość, kłótnie i problemy w szkole. Czasami zdarzy się ima zaspać i w odmienny sposób reagują na przekazywaną im w szkole wiedzę. Patrząc na Kumpelki możemy stwierdzić, że są to interesowne dziewczyny, które czasami nie rozumieją się nawzajem, ale są też w stanie wiele zrobić dla swoich przyjaciółek. Nawet, gdy bawi je ich głupota i są zazdrosne o urodę. Ciekawie wypada tu też zderzenie świata dorosłych z tym młodzieżowym. Szczególnie w kontekście nauczycieli chcących coś narzucić uczniom.
Christphe Cazenove i Filippe Fenech to twórcy już znani polskim czytelnikom. Szczególnie dużo znamy komiksów pierwszego artysty. Młodzi czytelnicy zaczytują się w seriach „Sisters”, „Mali bogowie”, „Owady”, „Kasia i kot”, „Ptyś i Bill”. Fenech w naszym kraju znany jest na razie z „Idefiksa i nieugiętych”. Ma też na swoim koncie takie seria jak: „Les Profs”, „Tuff and Koala”, „Anatole et compagnie”, „L'Empire des Mecchas”, „Leo”, „Passion rugby”, „Un héros presque parfait” i „Ulysse”. Obaj twórcy kojarzeni są z gagami, etiudami, minimalistycznym pokazywaniem codzienności bohaterów. Tym razem zabierają nas w świat „Kumpelek”. Tytuł pewnie może skojarzyć Wam się z „Przyjaciółkami” Angeli Brazil, ale to zupełnie inny klimat. Tam było na poważnie i z pokazaniem, co dzieje się, kiedy grupa rówieśnicza wyklucza, z jakimi traumami oraz problemami muszą sobie radzić młodzi ludzie. Tu bohaterka jest częścią zadziwiającej paczki, w której nie ma przywódczyni „stada” i nie trzeba rywalizować o jej względy, czyli pozbywamy się toksycznej rywalizacji. Do tego często i bez żalu odkrywa, że może i kiedyś z niektórymi ludźmi coś ją łączyło, ale jest to nieaktualne i trzeba iść dalej, spędzać czas z tymi, z którymi mamy wspólny język oraz dobre relacje.
„Kumpelki” to opowieść o spędzaniu czasu z przyjaciółkami. Główną bohaterką jest Jessica niewyobrażająca sobie, że w jej życiu mogłoby zabraknąć niektórych osób. Poznajemy tu wszystkie te, z którymi się przyjaźni, ale też i takie, które przez moment pojawiły się w jej życiu i w pewien sposób na nią wpłynęły. Poznajemy wszystkie dziewczyny, z którymi często się spotyka, rozmawia, lubi spędzać czas, ale są i takie, które ją irytują, unika ich i z którymi zakończyła znajomości. Samo kumplowanie potraktowane jest tu lekko i z perspektywy asertywnej bohaterki, która nie musi zabiegać o uwagę oraz pozycję w grupie, bo w jej otoczeniu nie ma przywódczyń oraz hierarchii. Każda dziewczyna jest inna, każda lubi coś innego, ma odmienne talenty i może dać jej coś innego, wzbogacić o nowe doświadczenia. Nastoletnia Jessica powoli wchodząca w dorosłe życie spotyka się z koleżankami należącymi do różnorodnych grup kulturowych, mających różne upodobania, doświadczenia i status społeczny. Są tu dziewczyny biedniejsze i bogatsze, przedsiębiorcze, pracowite, przeliczające wszystko na pieniądze oraz bezinteresowne, wrażliwe, artystyczne dusze, sportsmenki, gwiazdy, kujonki i olewaczki. Różnią się też kolorem skóry i seksualnością. Jedne prowadzą dość bogate życie erotyczne, a inne czekają na swoje pierwsze doświadczenia. Do tego są zarówno te, które nie rozumieją rodziców i wszystkich uważają za tyranów, jak i nastoletnie matki, które same wcielają się w rolę rodziców. Te wszystkie światy często się zderzają ze sobą i na gruncie starć z odmiennością powstają zabawne, ale jednocześnie pouczające historie. Wszystko tu niby ładnie, pięknie, ale. I to „ale” jest tu naprawdę bardzo znaczące, bo feminizm w pierwszym tomie „Dzwonią koleżanki” pokazany jest tu z mizoginistycznej, patriarchalnej, szowinistycznej perspektywy, jako zaniedbywanie siebie i upodobnianie się do mężczyzn, a przecież nie na tym on polega, ale zupełnie na czymś innym: na pokazaniu, że kobiece może być różnorodne i cała ta różnorodność ma takie same prawa jak biali heteroseksualni mężczyźni z klasy średniej. Autorzy jednak tego nie rozumieją. I to jest przykre. Feministka w ich ujęciu to dziewczyna, która nie dba o higienę i wygląd. Kumpelki (te same, które chodzą do szkoły i mogą pokazywać się publicznie bez przyzwoitek, bo wywalczyły to dla nich aktywistki) chcą z tej pokazanej z szowinistycznego ujęcia młodej feministki zrobić kobiecą i owa kobiecość (tu mocno) polega na ubieraniu się w modne ciuchy i depilowaniu. Można powiedzieć, że mamy na paru stronach konsumpcjonistycznego babola, przez którego całość wypada kiepsko, chociaż zapowiadało się lepiej niż w „Przyjaciółkach”, bo miało być bardziej pozytywnie, z większym nastawieniem na autonomię, niezależność oraz asertywność i otwarcie oraz pogodzenie się z tym, że niektóre znajomości po prostu przemijają. I okazało się, że to wszystko jest dopóki nie pojawia się ktoś, kto chce mieć takie same szanse jak chłopcy i podejmować decyzje zgodnie ze sobą oraz uważa, że jego ciało to jego wybór i ma prawo zrobić z nim, co chce. Patrząc z boku: można robić czasami szpecące tatuaże, można malować się bardzo wyraziście, farbować włosy, chodzić na siłownię i być kulturystką, robić z ciałem cokolwiek i wszystko jest ok, dopóki nie jest się feministką, która jest tu większym babo-chłopem niż kulturystka. Takie pejoratywne pokazywanie ważnego ruchu jest szkodliwe. Wyrwać trzy strony i będzie rewelacja, bez schizofrenicznego przesłania, że inność jest fajna dopóki nie jest kojarzona z feminizmem.
Drugi tom moim zdaniem jest już dużo lepszy. Tym razem autorzy zabierają nas w czas wakacji, wypoczynku, przeżywania niezwykłych przygód, wyjazdów na kursy językowe. Pojawia się też problem niezależności, zakupów, relacji damsko-męskich, czy przelotnych znajomości. Widzimy powolną ewolucję naszej bohaterki, która z osoby łaknącej kontaktu z wszystkimi powoli zmienia się w osobę dobierającą sobie ścisły krąg przyjaciółek wśród osób, z którymi ma wspólne zainteresowania, tematy do rozmów czy możliwość swobodnego spędzania czasu. Kumplowanie się jest tu ważnym elementem życia. Jessica należy do osób, które powoli i systematycznie odkrywa, że kumpelek można mieć wiele, nie wszystkie trzeba lubić, nie ze wszystkimi trzeba spędzać czas i warto dbać o osoby, które są jej bliskie. Nie zabraknie tu też stereotypów: ładna blondynka to głupia dziewczyna, a brzydka koleżanka zna się na wielu rzeczach, więc i tu nie zabrakło tych minusów.
Trzeci tom zatytułowany „Kumpelki na zabój” wprowadza nas w świat kolejnych problemów dotykających nastolatki. Mamy tu problem rywalizacji, dopasowywania się do grupy rówieśniczej, ale jest też piękna tolerancja. Szczególnie ujmujące jest tu zderzenie świata damskiego i męskiego, spojrzenie na pierwsze randki, przeżywanie dylematów i rozterek miłosnych. Nie zabraknie tu także problemu dzielenia się prywatnością w mediach społecznościowych, opowiadaniu o swoim życiu szerszemu gronu. Chodząca do szkoły średniej Jessica przekona się, że czasami to, co postrzegamy jako cudze słabości może być ich siłą. Dziewczyny oceniają otoczenie przez pryzmat własnych relacji z innymi. Nie zabraknie tu też pokazywania problemów z relacjami z rodzicami, konfliktów interesów, młodzieżowego dążenia do posiadania najnowszych gadżetów. Trzeci tom pozwala nam się przyjrzeć wszystkim porom roku, zobaczyć różnorodne uroki, zalety i wady każdej z nich. Do tego autorzy postawią przed czytelniczkami ważne pytanie: czy w imię pokazania się w miniówie warto marznąć? Mamy tu lekki dydaktyzm, ale nie jest on nachalny.
Nie ma tu wyrazistej, długiej akcji. Twórcy bazują na scenkach, skojarzeniach, łączeniu w całość odrębnych przygód. Cała historia toczy się wokół Jessiki i jej relacji z innymi. Akcja to zbiór różnorodnych gagów.
Pod względem graficznym komiks wypada bardzo dobrze: każda postać jest inna. Bywają podobne postacie (bliźniaki), ale to tylko ze względów przez geny. Jeśli nie ma wspólnych to nie ma też podobieństw. Widzimy tu postacie należące do różnych subkultur, pochodzące z różnych regionów świata. Wygląd i zachowanie bohaterek często odzwierciedla cechy ich charakteru. Do tego mamy pojawiające i znikające tło. Wszystko zależy od tego, co autorzy chcą podkreślić, pokazać. Jeśli kontekst to owo tło widzimy, jeśli w grę wchodzą emocje i relacje między dziewczynami to ono znika. Kadry są wyraziste, proste, kolorowe. Cartoonowe rysunki świetnie się tu spełniają.






piątek, 24 lutego 2023

Opowiem Wam bajkę o prześladowaniu


Od czasu do czasu wyskakują mi artykuły o grubasach i tym jakie to straszne egoistyczne stworzenia są, bo zabierają chudym przestrzeń, wykupują leki dla cukrzyków, niszczą sprzęt na siłowni, pocą się i przez to śmierdzą, zmuszają do patrzenia na swoje obleśne cielska, żrą za dużo i dzieci w Afryce głodują, że są grubi, bo nie uprawiają sportów (no, ale sprzęt na siłowni niszczą). Pod takimi artykułami zawsze pojawia się tłum przyklaskujący autorom. Raz mnie podkusiło, żeby napisać, że dużo się ruszam (zdecydowanie dużo więcej niż inni domownicy), nie jem dużo (troszkę mniej niż pozostali domownicy i wszyscy są szczuplejsi ode mnie), a i tak tyję. Teraz tyję kilogram dziennie, bo mam nowe leki. Oczywiście pojawił się młody mężczyzna, aby objaśnić mi świat, że jestem gruba, bo żrę dużo i się nie ruszam. On to wie, bo się rusza i nie żre i nadwagi nie ma.
No to wchodzę na profil. Widzę korwinistyczne (szok, ale nie zdziwiło mnie to) dziecię w pryszczach…
„Nie myjesz się to masz pryszcze. Wiem, bo się myję i nie mam pryszczy”.
A później powtarzałam to jak mantrę, bo on stosował ten zabieg u innych osób, które opowiadały swoje trudne historie chorób, które sprawiły, że są grubi.
Staram się nie odpisywać złośliwie, ale jest jeden przypadek, kiedy to robię: kiedy taka osoba każdej grubej osobie wchodzi i pisze to samo, bo wydaje jej się, że ma prawo do oceniania i wie lepiej. Nikt z nas nie zagląda w karty pacjenta innych, więc nikt nie powinien oceniać ani wyglądu ani zachowania. Nigdy nie wiemy, kiedy nas to dopadnie.
Mając tyle lat, co on nie jadłam mniej, nie ruszałam się więcej, ważyłam na granicy dolnej prawidłowej wagi. Kilogram mniej i zaczynałabym mieć niedowagę. Gdyby medycyna była gorzej rozwinięta to dawno bym nie żyła. A tak żyję. Tyle, że gruba. Świadomość tego zmienia perspektywę patrzenia na własne ciało i przejmowania się ocenami takich osób. Jednak są tacy, dla których otyłość jest wielkim emocjonalnym problemem, którzy bardzo przeżywają ataki. A tych jest naprawdę wiele. Niedawno jedna z tiktokerek dzieliła się swoimi doświadczeniami ze sklepu: obcy facet prześladował ją w sklepie mówiąc, że jest gruba, brzydka i nienażarta. Nie ona jedna wysłuchiwała chamskich pouczeń. Ja się na chamstwo nauczyłam odpowiadać dosadnie punktując wygląd tego, kto „wie lepiej”.
Pamiętajcie, że nim komuś złośliwie skomentujecie to zastanówcie się, czy jesteście tacy idealni jak Wam się wydaje. Może macie inne cechy, które sprawiają, że otoczenie czuje obrzydzenie i może się wyśmiewać.
Nie wszyscy pryszczaci są wredni, nie wszyscy grubi żrą, nie wszyscy rudzi są wredni, nie wszystkie blondynki głupie. Nawet nie większość. Stereotypy są szkodliwe. Wykorzystywanie ich do strofowania innych jest przemocą.


Jean Roba "Ptyś i Bill. Tom 11: Pies idealny"


Mamy genetycznie zakodowaną piękną cechę uczenia się od innych oraz modyfikowania kolejnych kroków postępowania. To właśnie zapewniło nam postęp. Małym dodatkiem do tej zdolności jest porównywanie się z innymi. Cel był szczytny: mieliśmy wiedzieć, czego jeszcze nie potrafimy i zdobywać tę zdolność przez zapożyczanie jej od tych, których podejrzeliśmy. Jednak jak wszystko, co piękne w naturze zostało wypaczone przez kulturę i tworzone w niej wzorce ciągłej rywalizacji, dowartościowania się przez stawianie obok innych. I właśnie wokół tego tematu krąży najnowszy tom „Ptysia i Billa” zatytułowany „Pies idealny”. W tomie tradycyjnie znajdziemy trzy oryginalne albumy: „Pamiątki rodzinne”, „Pies tropiciel” i „Pies idealny”. W każdym
 z nich powraca motyw porównywania się z innymi, pragnienie bycia w centrum uwagi.
Do albumu wprowadza nas motyw naśladowania i dotwarzania ról. Mamy tu Ptysia wcielającego się w rolę słynnego kowboja, czyli pojawia się motyw Lucky Luke. To nie jest jedyne nawiązanie do klasyki komiksów. Mniej oczywistych motywów będzie sporo. Dużo będzie też zastanawianie się, w jaki sposób inni mówią o bohaterach. Pojawi się też walka o pierwszeństwo, dziecięce gry, przechytrzanie przeciwnika, a nawet kontrola urzędnika podatkowego szukającego u rodziny oznak życia w luksusie. Jest też niezawodny motyw kąpieli, pomagania innym, lęków, traum oraz mierzenia się z innymi. Przy okazji odkryjemy, że nie każdy musi nas lubić i wierzyć w niezwykłe zdolności. Nawet jeśli doświadczy ich na sobie. Oczywiście mamy też szkolne wyzwania, a także rozwijanie nowych umiejętności u Billa, wczuwanie się w postacie oglądane na ekranach kin, a nawet jedzenia kociej karmy.
Pies i dziecko to niezawodny duet pozwalający stworzyć interesującą, wciągającą i pełną humoru fabułę. Wystarczy tylko być dobrym obserwatorem i pełnymi garściami czerpać z tego, co niesie nam codzienność. I tak właśnie uczynił Jean Roby znany z takich kultowych postaci komiksowych jak duet Ptysia i Billa. Powstająca od 1959 roku seria początkowo oparta była na opowiadaniach Maurice’a Rosy, ale Jean Roby z czasem nabrał samodzielności i dzięki temu stał się zarówno rysownikiem jak i autorem większości tekstów zawartych w komiksie o dość specyficznym klimacie. Dlaczego nietypowym? Ze względu na to, jak dziś widzi się dzieciństwo, a jak ono wyglądało ponad 60 lat temu. Nie znaczy oczywiście, że będzie tu bicie dzieci. Co to to nie! Raczej w pierwszych tomach brak telefonów komórkowych, tabletów, komputerów, a życie rodzinne będzie pokazanie przez pryzmat przygód dziecka i jego relacji ze zwierzętami oraz rodzicami. Kolejność wymienionych relacji oczywiście zamierzona, bo Ptyś to kilkuletni uczeń, który nie potrzebuje już ciągłego pilnowania przez rodziców i dzięki temu może przeżywać naprawdę niezwykłe i fascynujące przygody. Zwłaszcza, że ma takich pomocników jak Bill i Caroline, ale o tym później. Przygody i więzi we wszystkich tomach się nie zmienią, ale wkroczy tu już technologia. W każdym zeszycie znajdziemy trzy komiksy z tematami przewodnimi.
„Ptyś i Bill” („Boule et Bill”) na początku ukazywał się w belgijskim magazynie „Spirou”. Debiut rysownika, który do tej pory wyłącznie tworzył ilustracje do magazynu i pomagał innym autorom był mini-opowieściami zawierającymi 32 strony w czasopiśmie. Ta niewielka rzecz miała wielkie znaczenie w życiu Roba, który już niedługo stał się autorem własnej, powoli rozrastającej się serii, której kontynuację przekazał Laurentowi Verronowi, swojemu uczniowi i współpracownikowi, z którym złączyło go wysłane przez młodego artystę portfolio z karykaturami i kilkoma komiksami. Opowiadam Wam o tym wszystkim, ponieważ jest to ważne ze względu na to, że pierwszy tom „Ptysia i Billa” zawiera gagi Roba i jego współpracownika, a drugi to wynik samodzielnej pracy artysty. Kolejne tomy ukazujące się w Wydawnictwie Egmont to zarówno samodzielne prace Jeana Roby, jak i wynik współprac, dzięki czemu są nieco odświeżone, zawierają znane dzieciom elementy jak ajfony, tablety, laptopy, elektryczne zabawki.
Wszystkie odcinki w niewielkich (jednostronowych) wycinkach pokazują domowe przygody siedmioletniego Ptysia i jego psa Billa, dość wiekowego cocker spaniela, rodziców i żółwia Caroline. Delikatnie antropomorfizowane zwierzęta w zasadzie zachowujące się jak normalne domowe pupile z przebłyskami niezwykłych talentów i nietypowych dla swoich gatunków zachowań często stają się motorem napędowym kolejnych gagów: czasami są to zaloty, czasami zabiegi związane z kąpielą czy tresurą, ale też sporo tu momentów zapędzania zwierząt do wcielania się w role, jakie Ptyś i jego przyjaciele nadają im w zabawie.
Od pierwszego tomu poszczególni członkowie rodziny pokazani są tu z ich słabościami, niedociągnięciami, chęcią popisania się kończącą się wielką katastrofą. Rodzina Ptysia wydaje się być szczególnie narażona na różnego rodzaju nieszczęścia, zbiegi okoliczności czy naciąganie na niezwykłe atrakcje, które okazują się przereklamowane. Nie zabraknie też humorystycznego spojrzenia na rodzicielstwo, kiedy to małżeństwo może w końcu cieszyć się czasem wolnym dla siebie, ponieważ dziecko już śpi, pies i żółw także i można w końcu wspólnie spokojnie zjeść kolację przy świecach. Czar oczywiście bardzo szybko i dość brutalnie pryska, bo Ptyś koniecznie musi dołączyć do rodziców (nie wiem jak w Waszych domach, ale u nas to także norma). W całym komiksie moim zdaniem najwyrazistsza jest postać psa. Bill, co prawda nie umie mówić i jest tylko zwierzęciem, ale za to ucieka się do wielu sztuczek, aby zyskać to, czego chce. W myślach komunikuje się z domownikami i potrafi rozmawiać z innymi zwierzętami, do których należy jego najlepsza przyjaciółka, Caroline będąca żółwiem, z którym łączy go niezwykła więź. Bill to bardzo zaradny i bystry bohater, który robi wszystko, aby mieć więcej jedzenia, mniej ruchu, więcej leżenia na fotelach i jak najmniej kąpieli. Aby jej uniknąć gotowy jest nawet zjeść mydło. Mimo wielu wad pies w domu to wielka pomoc. Zwłaszcza taki z dużymi uszami może pomóc posprzątać liście, a w czasie wakacji nad morzem wygrać konkurs na najwspanialszy zamek z piasku. Do tego może pomóc posprzątać zabawki, a w czasie upałów zastąpi wentylator. Innym razem sprawdzi się jako stacja meteorologiczna. W kolejnych tomach znajdziemy opowiadanie bajek kolegom, obłaskawianie rodziców, przechytrzanie ich, poprawianie ocen, korzystanie ze świetnej pogody, sprzątanie, wyjazdy na wieś, przygody z technologiami, odmienne zdania dorosłych, przesuwanie granicy, łamanie zasad, odpoczynek na łonie natury, wykradanie chwil dla siebie, rodzicielskie zmęczenie, dziecięca nadpobudliwość. Komiksy o Billu i Ptysiu to spora dawka humoru i codziennych sytuacji w rodzinie, w której chłopiec, pies i żółwica mają bardzo bliską więź i pomagają sobie w trudach życia zderzania się ze światem dorosłych czy – w przypadku zwierząt – ludzi, od których przejmują zachowania, patrzą na ich świat z innej perspektywy i co innego ich bawi oraz mają odmienną wstydliwość i wrażliwość. Do tego zobaczymy, jakim wyzwaniem może być godzenie pracy z rodzicielstwem. Wyprawy poza miasto będzie pretekstem do poznania przyrody i czasami bardzo cynicznego podejścia dzikich zwierząt do miastowych. Jest tu też motyw paniki dziecka odciętego od dostępu do Internetu, ale ciekawe otoczenie sprawi, że ten mankament prowincjonalnego otoczenia nie będzie aż tak ważny. Możemy być pewni, że przebywający w górach bohaterzy będą uparci i zastosują wszelkie sztuczki, aby móc podejrzeć faunę. Odkryją też, że pogoda w górach może być bardzo zmienna, a ganianie zwierząt wcale nie jest takie zabawne. Będą mieli też okazję przegonić myśliwych, nocować pod gołym niebem i przeżyją spotkanie z borsukami, a także napoją „poszkodowanego” sokiem z chili. Nim się obejrzą i wakacje miną, a wyjazd na wczasy jak zawsze będzie za krótki. Po powrocie przekonają się, że na takie wyprawy warto zabierać wszystkich domowników, bo to, co mogą zastać w domu po powrocie może przyprawić o zawrót głowy i zapewni wielogodzinne sprzątanie. Będą też nocne wyprawy po ciasto czekoladowe, czyli rodzinne podjadanie. Ponad to koncertowanie, bezgraniczna miłość, zmiany priorytetów, nietypowe współprace, ciągłe doskonalenie umiejętności, kultywowanie zwyczajów, a także przeżywanie pierwszych miłości.
Ze względu na czas, kiedy komiksy powstawały mamy tu dość Genderowy model rodziny: mama Ptysia wykonuje wszystkie domowe obowiązki i zapobiega wielu katastrofom wynikającym z pomysłów syna i jego zwierząt. Rola ojca skupia się na zarabianiu pieniędzy. Jako wychowawca i opiekun syna zdecydowanie się nie sprawdza, bo jego pomysły kończą się porażkami. Życie rodzinne nie pozostaje bez wpływu na jego pracę. W otoczeniu Ptysia nie zabraknie też antypatycznej starszej sąsiadki będącej wdową po pułkowniku i mieszkającą z nieznośnym kotem. Od czasu do czasu w opowieściach pojawia się też szef taty, najlepszy przyjaciel, z którym nasz młody bohater czasami się droczy i ukochana.
Wielkim plusem tych tomów jest to, że zawierają one niedługie humorystyczne historyjki, od których trudno się oderwać. Myślę, że spodoba się Wam i Waszym dzieciom. U nas w domu komiksy te cieszą się sporym powodzeniem. Zdecydowanie polecam.








czwartek, 23 lutego 2023

Alexandra Bracken "Mroczne umysły"


„Kiedy stracisz wszystko, nikt się już z tobą nie liczy”.
Alexandra Bracken należy do tych pisarek, które pod kostiumem niezwykłych wydarzeń poruszają wiele ważnych społecznie problemów. I tak jest też w cyklu „Mroczne umysły”, których bohaterzy mają niezwykłe umiejętności, zapadają na zadziwiające choroby. Wszystko, co się dzieje dookoła związane jest z innym funkcjonowaniem mózgu. Mamy tu widoczną fascynację neurologią i kruchością tego kim jesteśmy. Historie są wciągające i zawierają sporą dawkę prawdopodobieństwa wymieszanego z fantastyką. Nadludzkie umiejętności bohaterów mają swoje źródła w filozofii początków XX wieku. Wówczas stworzono też wielu niezwykłych bohaterów, którzy początkowo byli złoczyńcami. Jednak dojście do władzy faszystów i nazistów oraz ich narracje o nadludziach sprawiły, że obrano inną drogę. Widać, że pisarka świetnie wykorzystuje wszystkie te motywy. Do tego pojawia się coś, w czym Amerykanie byli prekursorami: samowystarczalne obozy dla odizolowanych, na których stosowano różne formy przemocy. O ile pierwotnie takie miejsca tworzyły „rasy panów” dla „podludzi” to w książkach Alexandry Bracken jest inaczej.
„Najmroczniejsze umysły skrywają się za fasadą najzwyklejszych twarzy”.
Pierwszy tom cyklu zatytułowany „Mroczne umysły” to historia Ruby, której rodzice prowadzą zdrowy tryb życia, izolują córkę od mediów. O dziwnej chorobie zabijającej dzieci i nastolatki dowiaduje się dość późno, czyli wtedy, gdy ma z nią po raz pierwszy kontakt. Dziewczyna staje się świadkiem nagłego zgonu koleżanki, która w czasie posiłku w stołówce opowiadając coś umiera. Choroba szybko roznosi się na innych uczniów. Jednak to nie jest największym problemem rządzących. Szybko okazuje się, że osoby, które przeżyły za sprawą działania wirusa posiadły niezwykłe umiejętności. Inne funkcjonowanie mózgu daje im niezwykłe moce i niespotykaną władzę nad umysłami innych. Młodzi jednak często nie mają zdolności panowania nad swoimi nowymi umiejętnościami. Z tego powodu stają się jednocześnie niebezpieczni i cenni.
„Nie, oni nie lękali się o dzieci, które mogły umrzeć. Nie martwili się pustką, którą miały po sobie pozostawić. Oni bali się nas – tych, którzy przeżyli”.
Działania amerykańskiego rządu są tu pięknie pokazane. Mamy odbieranie praw ludziom, zamykanie ich w obozach, czyli wszystko to, z czego słynie USA. Prewencja staje się pretekstem do odbierania dzieci rodzicom. Wszystko w imię zachowania kontroli nad osobami, które przeżyły i może mają niezwykłe zdolności. Pod naciskiem propagandy rodzice Ruby także oddają córkę pod opiekę państwa. Dziewczyna trafia do Thurmond (stanowego obozu rehabilitacyjnego), gdzie ma się nauczyć panować nad swoimi mocami. Niestety za ogrodzeniem obozu dzieją się straszne rzeczy. Widzimy segregację ludzi, zniewalanie ich, zabijanie pod pretekstem ochrony innych. Żyjące w kiepskich warunkach dzieciaki każdego dnia wykonują mnóstwo bezsensownej pracy i poddawane są wielu torturom. Wszystko w imię całkowitej kontroli i pod pretekstem ratowania ludzkości przed niewielką ilością młodych, którzy przeżyli. Na miejscu okazuje się, że są ich tysiące. Kolejne transporty przyjeżdżają regularnie. Selekcja posiadanych umiejętności działa jak w fabryce.
„To prawda, że często nie można odzyskać tego, co się kiedyś miało, ale można zamknąć ten rozdział i zacząć od nowa”.
W nowym miejscu Ruby musi zmierzyć się z emocjami związanymi z poczuciem porzucenia przez rodziców oraz strachem przed nieznanym. Wykorzystuje swoje moce do zmanipulowania osoby przeprowadzającej testy, aby nie zostać zaklasyfikowaną do zbyt niebezpiecznych. Młodzi ludzie każdego dnia walczą o przetrwanie. Zarządcy obozu robią wszystko, aby zniszczyć jakiekolwiek relacje między więźniami. Kontrolowani w każdej minucie muszą się pilnować, aby nie zostać zakwalifikowanym do odstrzału lub tortur.
„Jeżeli potrafiłam krzywdzić ludzi, czy nie oznaczało to także, że potrafię im pomagać?”.
Alexandra Bracken barwnie opisuje świat pełen okrucieństwa. Akcja wydaje się nieprawdopodobna, ale kiedy przypomnimy sobie wydarzenia z historii i badania nad więziennictwem niestety okazuje się bardzo realna. Mamy tu poruszającą opowieść o nadużyciach władzy, manipulacji oraz dążenia do wolności. Wielkim plusem jest tu szybka akcja oraz poruszanie wielu ważnych problemów społecznych. Mimo, że temat potencjalnej zagłady, działania władz są nieco oklepane to tu mamy historię opowiedzianą z punktu widzenia zagubionej i przerażonej chorej próbującej odnaleźć się w brutalnym świecie, jaki zaserwowali dzieciom dorośli. Zobaczymy, że im dłużej skrywają oni sekret swoich niezwykłych mocy tym dłużej udaje im się przeżyć. Kilka razy ociera się o śmierć. Na szczęście na jej drodze staje ktoś, kto pomoże jej w ucieczce i w dołączeniu do innych ukrywających się dzieciaków z niezwykłymi mocami.
„Jesteśmy wyjątkowi nie ze względu na to, kim jesteśmy, ale ze względu na to, kogo mogą z nas zrobić”.
W książce obok przyziemnych problemów nastolatków pojawia się wiele trudnych tematów. Pisarka uwrażliwia na propagandę rządzących, wykorzystanie pretekstu pandemii do sterowania ludźmi i znęcania się nad nimi, wykorzystywania strachu do zabijania. A wszystko obok pierwszych przyjaźni i uczuć.
„To, ze chcesz żyć własnym życiem, wcale nie oznacza, iż jesteś złym człowiekiem”.
Szybka i wciągająca akcja, w której nie do końca wiadomo, kto jest dobry, a kto zły. Każdy z bohaterów ma tu swoje tajemnice. Do tego ich reakcje na skrajne sytuacje są bardzo różnorodne. Każda z postaci ma swoją niepowtarzalną osobowość oraz zdolność. Każdy musi sam odkryć, na czym polega jego niezwykłość, jaki dar jest mu dany. Poza tym bohaterzy nie są herosami tylko zagubionymi w nowej sytuacji nastolatkami.
„Byłam rozdarta pomiędzy tym, czego zawsze chciałam, a tym, kim miałam się odtąd stać”.







Michel Rodrigue, Benouit du Peloux "Turbogalop. Tom 3"


Konie potrafią mieć swoje charakterki. W przesłodzonych opowieściach o stadninach i jeźdźcach tego nie dostrzeżemy. Kiedy dostajemy opowieści o tych zwierzętach i pracujących z nimi ludziach wchodzimy w świat pokazany przez różowe okulary: wszystko jest piękne, idealne i delikatne. A przecież życie w stadninach pełne jest wyzwań, starć temperamentów oraz zbiegów okoliczności, a także zabawnych sytuacji. Jeśli wyidealizowane historie to nie Wasza bajka to mam coś dla Was! Sporą dawkę brutalnych realiów doprawionych humorem, bo nawet najbardziej zaskakujące i niemiłe dla bohaterów wydarzania potrafią rozśmieszyć. A może nawet pozwolą spojrzeć na swoje otoczenie z innej perspektywy, zastanowić się nad pracą i panującymi w niej zasadami. I wcale nie musi być ona związana z końmi. Ważne są pewne typy zachowań jak gwiazdorzenie, zapominalstwo, zrzucanie na innych swoich obowiązków, naiwność, uzależnienie od określonych rzeczy i wiele innych są uniwersalne i mogą być pokazane przez pryzmat pracy w stadninie, czyli dość specyficznym środowisku.
„Turbogalop” to komiks o Monice prowadzącej hodowlę koni. Jej praca wymaga elastyczności, wytrwałości, zarządzania ludźmi, rozwiązywania konfliktów oraz umiejętności podziału zadań i czasami zaufaniu innym. Jej prawą ręką jest stajenny Albert. Końmi zajmują się też dwie dziewczyny, Madzia i Celina, które kochają się w synu właścicielki stajni i z tego powodu ciągle pakują się w kłopoty. Romeo, do którego wzdychają to zapatrzony w siebie narcyz uwielbiający wyręczać się innymi i wykorzystujący swoje powodzenie. Do tego kilka koni stanowi stałą ekipę opowieści. W tym dziwnym otoczeniu czasami pojawiają się ludzie spoza stajni, przez co czasami oni, a czasami pracownicy przeżywają szok kulturowy w czasie kontaktu. Mamy tu całe mnóstwo zabawnych opowieści o zachowaniach koni, ludzi i innych zwierząt. Pojawiają się problemy z gryzącymi owadami, uczniami szkoły jeździeckiej, dżokerami, właścicielami koni chcącymi wygrać zawody, weterynarzami, osobami dbającymi o pielęgnację zwierząt. Każda interakcja to całe mnóstwo śmiesznych konsekwencji i zadziwiających odkryć.
Du PeLoux i Rodrigue zabierają nas do świata stadniny, w którym codzienność toczy się wokół sprzątania w boksach, karmienia, ujeżdżania koni, szczotkowania ich, zabierania na spacery, przygotowywania na sprzedaż i wyścigi. Widzimy jak zwierzęta potrafią żywo reagować na ludzkie zachowania, a nawet nastawienie. Do tego wśród tych czworonogów mamy zadziwiające zachowania, ciekawe osobowości. Ludzie stanowią tu jakby tło pozwalające pokazać jak wygląda życie w stajniach z całym bagażem najbardziej zaskakujących wydarzeń oraz postaw. I to zarówno wśród zwierząt, jak i ludzi.
Pierwszy album „Turbogalopu” to doskonałe wprowadzenie do humorystycznej serii, w której zobaczymy życie w stadninie bez lukrowania, przesładzania i wymuskania. Mamy tu po prostu brutalne życie z całym mnóstwem wyzwań, zderzeń interesów. Troszkę to przypomina serię „Kamila i konie” autorstwa Mesange Lili, Turconi Stefano, ale mamy nieco bardziej dojrzałych bohaterów i przez to pojawiają się też wątki miłosne.
Drugi tom to świetna kontynuacja przygód. Bohaterzy zabierają nas w świat swojej codzienności pełnej paradoksów i niespodzianek. Zobaczymy kolejne przygody ze szkoły jazdy konnej, zawodów, a nawet pojawią się wątki świąteczne. Obserwujemy starcia charakterów  zarówno między ludźmi jak i zwierzętami oraz podglądamy sny pracowników stajni. Humorystyczne zwroty akcji sprawiają, że każdą scenkę pochłania się w zawrotnym tempie.
Trzeci tom trzyma taki sam wysoki poziom humoru. Widzimy ewoluujące relacje między ludźmi i zwierzętami. Oczywiście głównymi bohaterami są tu konie. Ludzie stanowią zaledwie uzupełnienie, ale to często oni inicjują różne sytuacje. Tym razem zobaczymy reakcje widzów na osiągnięcia koni, wizytę urzędnika podatkowego i dentysty dla koni, efekty montowania nowoczesnych urządzeń, inwestowania w nowe pojazdy, eksperymentów i inspirowania się filmikami z internetu. Do tego odkryjemy, że natknięcie się na zgubioną podkowę nie zawsze musi przynosić szczęście, a dobrze wytresowany koń niekoniecznie musi wszystkich cieszyć. Nie zabraknie też tematu lęków, starć interesów i pamiętliwości zwierząt.
Albumy nie zawierają jednej opowieści z określonym początkiem i końcem. Mamy tu jednostronicowe scenki, które czasami bazują na zmianie perspektywy w danym momencie, a czasami są kilkoma minutami podglądania życia bohaterów. Tematem przewodnim jest tu pokazanie trudów i wyzwań związanych z pracą z końmi. Widzimy, że te szlachetne zwierzęta to nie tylko świetni kompani przejażdżek, ale też wymagający podopieczni, których trzeba czyścić, karmić, leczyć, mieć cierpliwość do ich humorów i pomysłów oraz psot. Każda scenka jest prosta i bazuje na humorystycznej poincie. To wcale nie odpiera owym opowieściom powagi, bo po śmiechu przyjdzie i czas na refleksję jak to wygląda w naszym życiu. Czy my jak bohaterzy przekarmiamy nasze pupile? A może czujemy, że oni nami rządzą i czasami mamy ich po dziurki w nosie? A może uważamy, że robią nam obciach swoim zachowaniem? A może nasze relacje w szkole lub pracy wyglądają jak osób pracujących w stadninie? Może dajemy wykorzystać się przystojniakowi lub szkolnej piękności? Może skupiany swoją uwagę na osobach, które nas nie szanują? Świetny komiks do poruszenia z młodymi czytelnikami ważnych tematów. Prawdziwa kopalnia postaw etycznych.
Świetne rysunki przypominające karykatury doskonale uwypuklają wady i zalety bohaterów. Mamy tu pojawiające się i znikające tło, w którym raz lepiej raz gorzej dopracowano szczegóły (zależy czy są one istotne). Żywe kolory, prosta kreska, podkreślenie ruchu czarnymi kreskami nadaje większości scen dynamizm. Do tego pokazywanie bohaterów z różnych perspektyw pozwala na piękne wyciągnięcie paradoksalnych zachowań. Typowa cartoonowa grafika świetnie się tu sprawdza.