Etykiety

niedziela, 16 lutego 2014

„Ewa” reż. Sikora i Villqist

Los kobiet zawsze był przesycony mniej lub bardziej drastycznymi wyborami. Królowe musiały tolerować kaprysy mężów, rzesze kochanek, szlachcianki całkowicie podlegały władzy męża, chłopki harowały w polu i świadczyły usługi seksualne panu i mężowi. Kobiety zawsze były tylko towarem. Przez wiele wieków walczyły o zmianę swego losu, ale ich pozycja, ich życie nieoderwanie było związane z dziećmi. Dobra matka dla dziecka zrobi wszystko.
Film „Ewa” pokazuje, jakie granice może przekroczyć kobieta, która chce utrzymać rodzinę. Niezaradny mąż, wielkie bezrobocie, brak szans na inne zatrudnienie, życie w szarości upadającego Śląska. W takich realiach bohaterowie rozpaczliwie walczą o każdy dzień. Mijający czas jest wyzwaniem. Brak środków do życia sprawia, że imają się wszelkich zajęć.
Zaskakujące w tej całej historii jest to, że Ewa nie ma pretensji do nikogo. Walczy z miłości dla dzieci i męża, który z żadnych realiach nie potrafił się odnaleźć. Nawet komunistyczna Polska była dla niego zbyt skomplikowana. Mimo to go kochała i akceptowała jego nieudolność.
Film znakomity. Powala swoim przekazem i konsekwencją ujęć, naświetleń, sposobu patrzenia na bohaterów. Aktorzy też doskonale odgrywają role zwykłych ludzi, jakich pełno w naszym społeczeństwie. Ludzi, którzy nawet w szarości szukają małych radości. Spotkania ze znajomymi, czczenie urodzin, wspólne śpiewy.  Pokazuje on też bardzo ważną rzecz: mimo przegranej pozycji kobiety starają się, dokształcają się, wybierają bardzo niewygodne propozycje, by życie mogło się toczyć. Są w stanie poświęcić swoją godność dla najbliższych. Mężczyźni w tym filmie się cenią. Jeden z bohaterów, który akurat szczęśliwym trafem dostał pracę mówi o siedzeniu na kasie: „A co ja dziod jestym”. Dla kobiet nie ma zajęcia poniżej kwalifikacji i godności. Każde przynoszące dochód jest dobre.
Nie jest to film dla wszystkich. Zdecydowanie nie dla dzieci i młodzieży. Za dużo drastycznych wiadomości mamy we wszelkiego rodzaju wiadomościach, żeby częstować swoje dzieci kolejnymi porcjami szarości. Poza tym do tego filmu trzeba dorosnąć, to i owo doświadczyć, popracować, powalczyć o byt, a później oceniać zachowania bohaterów. Wcześniej nie ma sensu, bo i po co. Za smętny na wieczór we dwoje, dołujący na wieczór w pojedynkę. Problemów społecznych mamy dość dużo na co dzień, chyba że ktoś lubi zobaczyć, że inni jednak mają gorzej.
Dlaczego warto obejrzeć nawet bez doświadczenia, ale po uzyskaniu określonego wieku. Może po to, by zobaczyć, że są takie osoby, które walczą o każdy dzień. Uświadamianie sobie losu tysięcy czy miliomów osób przez obejrzenie filmu też może być swoistą lekcją.
„Ewa” reż. Adam Sikora, Ingmar Villqist, Polska 2010.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza