poniedziałek, 1 kwietnia 2024

Pascal Prévot "Mały Sherlock" il. Art Grootfont


Sięgając po książki zawsze zwracam uwagę na to, jakie wartości one podsuwają swoim czytelnikom. Ta uważność jest szczególnie ważna w przypadku lektur dla najmłodszych. Dla mnie duże znaczenie ma pokazywanie ciepłych relacji z rodzicami, opiekunów wspierających dzieci, zachęcanie do aktywności, podsycanie ciekawości, podążanie za zainteresowaniami, inspirowanie, wzorce współpracy oraz piętnowanie przemocy. I takie cechy znajdziemy w cyklu „Mały Sherlock” należącym do serii "Klub detektywów". Bardzo dużym plusem tych lektur jest to, że mamy tu sporą dawkę zagadek, pytań sprawdzających uważność czytania oraz aktywizujących.


Po te książki można sięgnąć już z przedszkolakami i ćwiczyć ich uważne słuchanie wprowadzając do świata wyzwań, zagadek i tajemnic. Później dziecko z tymi czytankami może razem z rodzicem śledzić tekst i następnie stawiać pierwsze kroki w samodzielnym czytaniu. Rozdziały są tu niedługie, czcionka duża i bez szeryfów, co ułatwia pracę z lekturą. Do tego tekst wzbogacają cartoonowe ilustracje świetnie przyciągające uwagę. Sami bohaterzy są dziećmi mierzącymi się ze zwykłymi problemami. Każde wyzwanie jest tu cudowną przygodą, dziwne zjawiska, tajemnicze znaleziska oraz nietypowe zachowania nauczycieli mogą stać się początkiem kolejnego śledztwa. Poza zagadką w każdym tomie nie zabraknie też tematu relacji międzyludzkich, przemocy oraz pokazania jak ważna jest przyjaźń i współpraca. Do tego dzieci uczone są logicznego myślenia, poszukiwania prostych wyjaśnień. Kolejne zagadki odnoszą się do treści i pozwalają na sprawdzenie jak uważnie nasze dzieci słuchają bądź czytają oraz będą pomocne w ćwiczeniu uważnego czytania, a także pozwolą na trenowanie mowy.


Na razie w serii znajdziemy cztery tomy, ale już niedługo do polskich czytelników trafią kolejne. Każdy tom otwiera prezentacja bohaterów. Taki stały element w każdej lekturze pozwala młodym czytelnikom lepiej odnaleźć się w akcji, zaprzyjaźnić się z postaciami. Powtarzany w każdej części wstęp ma w sobie coś rytualnego. Każda przygoda przenosi nas w inne miejsce: trafiamy do blokowiska, w którym odkrywamy, że też jest sporo miejsca na przygodę, szkoły, która okaże się nie tylko miejscem nauki, pełnego niespodzianek lunaparku. Otoczenie i codzienność, a jaką mają do czynienia bohaterzy bliska jest młodym czytelnikom, dzięki czemu mogą się utożsamić z bohaterami książek.

„Poszukiwanie zaginionych ziemniaków” to opowieść o pozorach, niedomówieniach i pomówieniach. Cała historia zaczyna się od niesienia zakupów. Z torby Sherlocka znika kilka ziemniaków. Musi je znaleźć. W czasie poszukiwań trafia na dziwne zachowanie dwóch mężczyzn. Postanawia wyjaśnić sprawę i do śledztwa wciąga przyjaciół. Tropienie przyniesie sporo niespodzianek, sprawi, że młodzi bohaterzy poczują dreszczyk emocji. Nie zabraknie tu sytuacji zabawnych i trzymających w napięciu. „Zniknięcie złotej rybki” otwiera pełna napięcia, ale jednocześnie urocza scenka: oto ktoś w środku nocy skrada się w domu i mały Sherlock postanawia sprawdzić, kto to. Okazuje się, że to tata właśnie wrócił z pracy. Chłopiec czuwa, bo chce być tak świetnym detektywem jak jego rodzic. Chłopiec zaczyna śledzić krajobraz za oknem i dostrzega, że w jednym z budynków pali się światło. Wszystko wskazuje na to, że w jednej ze szkolnych sal ktoś jest. Następnego dnia Sherlock odkrywa, że w szkolnym akwarium przybyła jedna rybka. Dziwne zjawiska ze świeceniem światła nocą w szkole nie znikają. To sprawia, że chłopiec z przyjaciółmi rusza tropem podejrzanych wydarzeń. Ofiarą może tu być nauczycielka, którą być może ktoś porwał. A jeśli nie?

„Tajemnica skrzyni skarbów” zabiera nas na poszukiwanie skarbów, czyli czegoś, co każdy z nas lubi i czym może się fascynować, bo któż nie chciałby znaleźć skarbu. Dostajemy tu historię o różnorodnych zachowaniach uczniów. Nie zabraknie też tych, którzy są złośliwi, ale jednocześnie zobaczymy, że nie każde nieszczęście to wynik ich działań. Czasami potykamy się o tajemnicze rzeczy wystające z ziemi. I właśnie tak jest w przypadku jednego z bohaterów, którzy w ten sposób trafiają na tajemniczą skrzynię. Muszą ją otworzyć, dowiedzieć się, kto i dlaczego ją zakopał, wyjaśnić skąd wzięły się tam tajemnicze rzeczy i w jaki sposób pomogą im w uporaniu się ze szkolnymi dręczycielkami.

„Duch w wesołym miasteczku” to chyba najbardziej mroczny tom. Młody Sherlock z grupką przyjaciół wybiera się do lunaparku, kiedy jego tata jest proszony o wyjaśnienie zagadki ducha pojawiającego się w wesołym miasteczku. Doświadczony detektyw nie chce podjąć się zadania, ale jego syn pochwycił bakcyla i razem z grupką przyjaciół ruszą tropem dziwnych zjawisk. Każde odwiedzane w lunaparku miejsce będzie okazją do ćwiczenia spostrzegawczości, poszukiwania nietypowych rzeczy i zjawisk oraz zaskakujących zdarzeń, wśród których będą pościgi, skradanie, odwiedzanie niebezpiecznych miejsc i otwieranie tajemniczych ksiąg.

Każdy z tomów pozwala na pokazanie fantastycznej relacji ojca i syna, jego udział w procesie uczenia się i rozwijania pewności siebie oraz pielęgnowania bliskości. W tym szczególnie jest to widoczne. Mamy tu ojca bardzo zaangażowanego w dostarczanie synowi rozrywek. Do tego widzimy świetną współpracę między dorosłymi, pozytywne relacje w grupie przyjaciół. Jak w każdym tomie z serii „Klub detektywów” znajdziemy tu sporą dawkę zagadek, poszukiwań, rozszyfrowywanie wiadomości. Każdy tom obfituje w zadania rozwijające spostrzegawczość, logiczne myślenie oraz liczenie i rozszyfrowywanie wiadomości. Lektura bogata jest w proste cartoonowe ilustracje, które zdecydowanie przyciągają dziecięcą uwagę. Uważam, że tę książkę można czytać zarówno z przedszkolakami, jak i podsuwać do samodzielnej lektury uczniom nauczania początkowego.
„Mały Sherlock” to fantastyczny cykl. Córka jest nim zachwycona.























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz