Etykiety

wtorek, 26 stycznia 2016

...fobie...


zderzyłam się z kanonem problematycznych słów
nakreślających różnice
podkreślających granice
izolujących ludzi od siebie i uczuć

niedziela, 24 stycznia 2016

pocałunek

gdyby gwiazdy mogły mówić
opowiedziałyby ci moje sny
o przestrzeni bez czasu i miary
o bliskości na wyciągnięcie ust nieznających granic
nosa chłonącego zapach twego ciała
gdyby twoje gwiazdy oczu odbijały się w moich oczach
granice słów straciłyby znaczenie


sobota, 23 stycznia 2016

Samuel P. Huntington "Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego"

Samuel P. Huntington, Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego, tł. Hanna Jankowska, Warszawa "MUZA" 2005
Po zakończeniu zimnej wojny nastał czas wzmożonej identyfikacji przy użyciu symboli narodowych. Samuel Hunntington uważa, że od tego czasu tożsamość kulturowa zaczęła kształtować konflikty na świecie. "Zderzenie cywilizacji" to praca, w której autor rozwija wnioski wynikające z tej tezy. Zauważa, że polityka globalna jest zarówno wielobiegunowa i wielocywilizacyjna. Modernizacja społeczeństw nie zawsze łączy się z ich westernizacją, ponieważ kultura zachodnia posiada wiele wad. Krytyczne podejście do osiągnięć kultury zachodniej sprawia, że niemożliwe jest dążenie do kultury uniwersalnej. Wpływy zachodniej kultury są zdecydowanie mniejsze niż nam się to wydaje. Nawet jeśli niektóre kraje ulegały zachodnim wzorcom problemy gospodarcze przyczyniły się do weryfikacji wartości oraz skierowaniu się ku regionalnej kulturze. Coraz częściej kraje nawiązują współpracę z krajami, których kultura jest zbliżona do ich kultury. Próby nawiązania współpracy z krajami o odmiennych wartościach prowadzą do zanikania więzi, nieporozumień.
Autor zauważa, że przekonanie ludzi zachodu o uniwersalistycznej wartości ich kultury, niepodważalności norm prowadzi do zatargów na gruncie cywilizacji. Najpoważniejszymi są konflikty z islamem i Chinami. Technologia otwarła przed nami możliwość łamania granic kulturowych, pokonanie przeszkód w postaci zbyt dużych odległości, rozprzestrzenianie się informacji. To może sprawiać wrażenie możliwości powstania uniwersalnej kultury, w której ludzie nie będą ze sobą walczyć tylko dążyć do wzajemnego zrozumienia i wypracowania pokoju. Okazało się jednak, że tendencje są odmienne. Możliwość porozumiewania z ludźmi mieszkającymi na drugim krańcu świata wręcz zaznaczyła różnice, pozwoliła nam nawiązać ściślejszą identyfikację z mieszkańcami krajów o zbliżonej do naszej kultury.
W poszczególnych rozdziałach autor dokładnie opisuje tezy wzbogacając je opowieściami znanymi z życia. Przytacza przykłady różnic i patrzenia z dystansem na osiągnięcia cywilizacji zachodniej. Nie jest ona postrzegana przez niego i jego "bohaterów" jako jedyna, najlepsza, niepodważalna. Zauważa, że cywilizacje Wschodu potrafią wypracować narzędzia współpracy między osobami w ich kulturze pozwalające na osiągnięcie postępu technologicznego. Inwestowanie krajów zachodnich staje się w oczach tych narodów zagrożeniem. Po upadku Tygrysów gospodarczych, których rozwój całkowicie zależał od finansów Stanów Zjednoczonych cywilizacje wschodnie bardzo nieufnie podchodzą do pomocy Zachodu. Kolejne kryzysy utwierdzają ich w tym , że własne wartości i czerpanie tylko tych najlepszych osiągnięć z innych kultur pozwala na modernizację.
Książka jest bardzo przystępna. Autor posługuje się rozbudowanymi obrazami, aby przybliżyć omawiany problem. Na pewno jest to pozycja, która pozwala popatrzeć z  nieco innej perspektywy na naszą kulturę, zobaczyć jej błędy, luki.

Patrick J. Buchman "Śmierć Zachodu"



Patrick J. Buchman, Śmierć Zachodu, tł. Danuta Konik, Jerzy Morka, Jan Przybył, Kobierzyce "Wektory" 2006
Buchman przedstawia nam wizję zanikania, umierania kultury zachodniej, która w jego odczuciu jest najlepszą z istniejących. Praca prezentuje prawicowe spojrzenie na świat, dlatego jego diagnoza zachodzących przemian jest wizją katastrofy, apokalipsy. Jego zdaniem jeśli nie przeciwdziałamy obecnym trendom wielokulturowym zostaniemy skazani na opanowanie naszej cywilizacji przez wschodnią. Istnieją jednak metody, narzędzia pozwalające USA przed upadkiem i takie same metody powinny być zastosowane przez wszystkie kraje, które chcą przetrwać. Autor przedstawia nam wizję koniecznych zmian pozwalających uratować nasz świat. Kładzie nacisk na naukę odpowiednich zachowań, przyswojenia przez wszystkich mieszkańców USA angielskiego jako jedynego języka urzędowego, wydalenie z kraju nielegalnych imigrantów, którzy przez przynależność do innej kultury prowadzą do rozkładu społeczeństwa. W jego tradycyjnym spojrzeniu na świat rola kobiet ogranicza się do rodzenia kolejnych obywateli. Ze względu na obecne złe (lewicowe) trendy proponuje narzędzia zachęcające kobiety do pozostania w domu i niepodejmowania działalności zarobkowej, pensje i zasiłki umożliwiające na utrzymanie rodziny przez jedną pracującą osobę.
W jego książce znajdziemy wiele trafnych spostrzeżeń, ale proponowane rozwiązania (zwłaszcza te dotyczące członków grupy dyskryminowanej przez tysiące lat) nie przekonują. O ile jestem w stanie zrozumieć ideę ujednolicenia szkolnictwa, wprowadzenie określonych wymogów wobec imigrantów to już stosowanie narzędzi sprawiających, że kobieta ma mniejsze szanse na rynku pracy i musi zostać w domu jest dla mnie cofaniem się do lat 50- 60, kiedy jedynie biały mężczyzna cieszył się przywilejami.
Zaproponowane przez Buchamana zmiany w pewien sposób mogą uchronić przed multikulturowością, ale na pewno nie ochronią przed przestępstwami, których przecież nie brakowało w czasach rządów mężczyzn. Autor bardzo idealizuje przeszłość oraz prawicowe spojrzenie. Wydaje się nie pamiętać, że ortodoksja, zamykanie się na świat prowadziła do wojen kulturowych.
W "Śmierci Zachodu" czytelnicy znajdą wiele argumentów pozwalających bronić im swoje prawicowe spojrzenie.

Edwart W. Said "Orientalizm"

Edwart W. Said, Orientalizm, tł. Monika Wyrwas-Wiśniewska, Poznań "Zysk i S-ka" 2005
Said w przedmowie uświadamia nas, że Orientalizm jest wytworem Zachodu. Wyjaśnia również przyczyny napisania książki oraz wskazuje w jakich warunkach pracował. Autor zauważa, że gdyby nie bogactwa w Iraku to USA nie interesowałaby się tym malutkim państwem. Wskazuje również CNN, Fox oraz telewizje, radia i czasopisma religijne jako media ideologiczne tworzące obraz zagrożenia ze strony islamu. Tworzone poczucie inności ludzi Wschodu przyczynia się do tworzenia się fobii, która przeradza się w prześladowania. Podboje mające na celu wprowadzenie demokracji, wolnego rynku, równości Said porównuje do dawniejszych dążeń imperialnych kolonizatorów. Działania USA podsumowuje:
„Każde imperium w swym oficjalnym dyskursie głosi, że w niczym nie przypomina innych imperiów, że to okoliczności są wyjątkowe, a ono samo prowadzi jedynie misję oświecenie, cywilizowania, zaprowadzania porządku i demokratyzacji, a do siły ucieka się wyłącznie w ostateczności. I, niestety, zawsze znajdzie się chór gorliwych intelektualistów głoszących chwałę takich zbawiennych czy altruistycznych imperiów, jakbyśmy nie oglądali na własne oczy zniszczeń, nieszczęść i śmierci przyniesionych przez tę najnowszą mission civilizatrice”.
Nie zapomina jednak, że Wschód również nie jest bez winy. Konflikty podsyca wzajemna niechęć, brak podstawowej wiedzy o kulturach. Nienawiść pogłębia oddalanie i zamykanie się. Otwarcie było powodem wielu odkryć, postępu. Przeciwne postępowanie będzie przyczyna wojen.
Said przypomina ważne dzieła etnologów, które przybliżały Zachodowi islam. Wśród badaczy jest Herder, Wolf, Goethe, Humboldt, Dilthey, Nietsche, Gadamer, Auerbach, Spitzer, Curtius. Autor uświadamia nas, że wiedzy i edukacji zagraża szczątkowa wiedza dostępna w internecie, a do tego nacjonalizmy oraz ortodoksje religijne prowadzące do wojen. Sztuczne nadawanie nazwy „terrorysta” ma na celu utrzymanie w społeczeństwie określonego poziomu napięcia. Odpowiednie tworzenie informacji sprawiają, że humanizm zmienia się w szowinizm i fałszywy patriotyzm.
Podobnie jest w krajach islamskich, w których publikuje się antyamerykańskie informacje wypływające z rozżalenia, wściekłości i bezsilności, co prowadzi do zamknięcia się na świat, co prowadzi do ortodoksji. Dzięki książce Saida możemy spojrzeć na problem relacji Wschód - Zachód z perspektywy wzajemnego szkodzenia sobie. Autor uświadamia nas, że kultura Zachodu wcale nie jest idealnym tworem. Zachodni sposób patrzenia na Orient oparty jest na wykreowanej hegemoni, przez co nie jest to właściwe spojrzenie. W "Orientalizmie" znajdziemy przegląd najważniejszych badań nad Orientem, który często niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. W pracach uczonych i pisarzy znajdziemy obraz powstały w wyniku wpływów środowiskowych osób opisujących zjawiska, o czym pisze:
"Większość z nas przyjmuje, że nauka czyni postępy; wierzymy, że w miarę upływu czasu naukowcy stają się coraz lepsi i gromadzą coraz więcej informacji, że ulepszają metody swoich badań i że kolejne ich pokolenia przewyższają poprzedników. Ponadto tkwi w nas pewne mitologia tworzenia, zgodnie z którą genialny artysta, prawdziwy talent czy ogromny intelekt mogą się wyzwolić z ograniczeń narzucanych przez współczesne im czasy i miejsce, w którym żyją, aby przedstawić światu całkiem oryginalne dzieło. Bezcelowe byłoby odmawianie takim ideom pewnej prawdy. Jednakże możliwości stworzenia przez wielki i oryginalny umysł czegoś zupełnie nowego nigdy nie są w kulturze nieograniczone; prawdziwe jest zatem również twierdzenie, że każdy wielki talent wykazuje zdrowy szacunek dla pracy swych poprzedników i tego, co wcześniej zostało dokonane na polu jego badań. Wcześniejsze badania, zinstytucjonalizowane życie naukowego pola, zbiorowa natura wszelkich naukowych przedsięwzięć - wszystko to wraz z czynnikami ekonomicznymi i społecznymi prowadzi do minimalizacji efektów jednostkowego odkrycia naukowego". W tym spojrzeniu orientalizm jest uregulowanym spojrzeniem opartym na przyjmowaniu wielu założeń poprzedników.
"Orientalizm" to praca dość chaotyczna, bez wskazania metodologi. Gdybym miała podsumować ja jednym zdaniem to było by nim:  "jest to zbiór przekonań o zbiorze przekonań". Nie znaczy to oczywiście, że książka nie jest wartościowa. Pozwala nieco inaczej spojrzeć na orient i  zdystansować wobec pokazywanych przez media obrazów złych i zacofanych ludzi Wschodu.

piątek, 22 stycznia 2016

Joanna Puchalska "Kresowi Sarmaci"

http://www.wydawnictwofronda.pl/ksiazki/kresowi-sarmaci
Joanna Puchalska, Kresowi Sarmaci, Warszawa "Fronda" 2015
Joanna Puchalska zabiera swoich czytelników w niezwykłą podróż. "Kresowi Sarmaci" to publikacja zawierająca wiele historii z życia w dworkach takich, jaki znajdujemy w "Panu Tadeuszu" Adama Mickiewicza i "Pamiętnikach Soplicy" Henryka Rzewuskiego. Autorka przekonuje nas, że sztuka oratorska była wśród szlachty bardzo pielęgnowana. Mówili wiele, uczyli się przemawiać od najmłodszych lat po ostatnie dni nigdy tej nauki nie było dość. We wstępie dowiadujemy się, że w Polsce powstał niepowtarzalny gatunek, jakim jest gawęda szlachecka. Te długie, kwieciste opowiadania na różne tematy z czasem przerodziły się w spisywane sagi. W świecie Sarmatów słowo pisane jednak nie było tak ważne jak mowa. Opowieści musiały być ciekawe, zabawne, pouczające, zabawiające, wywołujące emocje. Przekazywane z ust do ust, powtarzane, lekko przerabiane wspomnienia przetrwały do naszych czasów w wersji spisanej.
W książce znajdziemy opowieści o postaciach wykonujących różne zawody: ziemianie, księża, żołnierze, działacze, poeci, politycy, artyści. Sarmatyzm autorka postrzega jako zespół cech, system wartości, a nie pijaństwa i rozróby. Jako cechę Sarmacka wymienia wolność i przekonanie o konieczności kontrolowania władzy.
Obraz zawarty w opowieściach jest tak różnorodny, jak było wówczas życie w dworkach. Wielu Sarmatów borykała się z uciążliwy, najeżdżającymi sąsiadami, oszustwami, hazardem, próbą zaistnienia w świecie. Znajdziemy w niej opisy pięknych czynów, dziwactw, upodobań. Dzięki prostym opowieścią dowiemy się o mieszkających w Polsce Tatarach, którzy bardzo chętnie przyjęli kulturę kraju, w którym osiedli.
Książka zawiera czternaście autonomicznych opowieści pięknie odkrywających nam życie szlachty. Odkrywamy z jak wieloma dziwnymi zjawiskami w opowieściach miała kontakt szlachta, jak wiele konfliktów rodziła przynależność do biednej lub średniozamożnej szlachty. Znajdziemy tu żywo nakreślone obrazy ludzi. Jedni bohaterowie są awanturniczy, żywotni, innych nieco flegmatyczni, spokojni, borykający się z przeciwnościami losu. Obok ciekawych i wciągających historyjek, takich jak awanturniczo – szulerskie przygody Michała Walickiego i jego cudownego szafiru lub opowieści o Nadniemeńskim słowiku trafiamy na rozdziały nudne, w których akcja wydaje się być zawieszona, co utrudnia czytanie, ale pokazuje odmienna retorykę. W książce znajdziemy wiele informacji o wydarzeniach, które znamy ze szkolnych podręczników, przez co może pomóc w uzupełnieniu wiedzy.
"Kresowi Sarmaci" to interesująca lektura dla osób zainteresowanych codziennym życiem w dworkach przed rozbiorami Polski.



czwartek, 21 stycznia 2016

Wywiad z Anną Sikorską - blog "Recenzje Agi"


Jest skromna, ale świadoma swoich walorów. Blogerka, która publikuje na swoim blogu wiele wysublimowanych treści, nierzadko na wyciągnięcie ręki. Współpracuje z mnóstwem wydawnictw. Jest matką, całkowicie oddaną swojej autystycznej córeczce, ale przede wszystkim to kobieta – pasjonatka, której udało się pogodzić (chociaż w jakimś stopniu) pracę naukową z masą innych obowiązków.
Dla mnie Ania jest bardzo ciepłą i życzliwą osobą, która nigdy nie odmawia pomocy i nie ujawnia się tak obcesowo ze swoimi osiągnięciami. Cenię ją nie tylko, jako znakomitą pasjonatkę, doświadczoną koneserkę dobrego słowa, ale przede wszystkim jako wspaniałą matkę tak dzielnie zajmującą się swoją córeczką. Wiem, że nie jest Jej (i Jej mężowi) łatwo, ale Ania nigdy nie użala się, ani nad sobą, ani nad Olą, a już na pewno nie nad tym, co ją - ich spotkało. Owszem, padają nie raz pytania i wątpliwości, ale Jej uosobienie nie pozwala na coś takiego, jak wylewanie żalu i goryczy publicznie.
Anna Sikorska. Dla mnie po prostu Ania. Podziwiam Ją za siłę, sposób bycia, bycie asertywną, a nawet otwartość i nie oglądanie się za siebie. Ania bardzo donośnie wypowiada swoje zdanie i w ogóle nie przejmuje się tym, co inni o niej myślą.
Całkiem niedawno ukazała się na rynku wydawniczym Jej publikacja „Hiszpania w filmach Pedra Almodóvara”. Monografia naukowa, która ukazuje zwykłość i niezwykłość fenomenu hiszpańskiego reżysera. I przy tej okazji, spotkałam się z Anią – wirtualnie oczywiście – na rozmowie, nie tylko o Jej książce, ale o zwykłych codziennościach, przyziemnościach.
Może mnie za to nie lubić, ale ja właśnie uwielbiam takie zwykłe rozmowy, które ukazują autorów z tej zupełnie innej – codziennej, szarej, zwykłej strony.
Delektujcie się, jak ja się delektuję.
Anno, niedawno ukazała się Twoja monografia naukowa „Hiszpania w filmach Pedra Almodóvara”. Co ją różni od pozostałych?
Zawsze, kiedy słyszę poważne sformułowanie „monografia naukowa” czyli książka spełniająca wiele kryteriów (począwszy od ilości arkuszy, przez odpowiedni styl, wskazanie metodologii badań po posiadanie pozytywnych recenzji naukowców z wieloletnim doświadczeniem) czuję lekkie zaniepokojenie. Wynika ono z dwóch powodów. Pierwszym jest znakomita publikacja profesor Katarzyny Citko „Filmowy świat Pedra Almodóvara. Uniwersum emocji”. Pragnę osiągnąć poziom, jaki udało się tej polskiej badaczce filmów hiszpańskiego reżysera. Jestem świadoma tego, że jestem jeszcze bardzo młoda, bardzo niedoświadczona i posiadam jedną wielką wadę: zajmuje się wieloma rzeczami na raz, co czasami utrudnia w skupieniu się na analizie wymagającej dużego zaangażowania. Drugim powodem mojego zaniepokojenia w obliczu „monografii naukowej” jest kryterium stylu. Mnie przede wszystkim zależy na podzieleniu się swoją pasją, miłością do Hiszpanii, jej bogatej historii i kultury. To sprawia, że powaga mojej pracy traci na znaczeniu, ponieważ uwalniam się od wielu trudnych i nieznanych przeciętnemu czytelnikowi pojęć, które uważam za zbędne. Zawsze uważałam, że o poważnych sprawach można pisać łatwo tak jak Almodóvar łatwo porusza bardzo trudne kwestie etyczne, które dla mnie są obecnie najważniejsze.
Dlaczego akurat Almodóvar? Skąd pomysł na książkę?
Dawno, dawno temu prowadziłam bogate życie studenckie, w którym nie brakowało spotkań na seansach filmowych. Miałam swoją wspaniałą zgrana paczkę, która traktowała się jak rodzina: za każdym razem ktoś inny gotował obiad dla wszystkich. Wspólnie konsumując posiłki oglądaliśmy filmy, dyskutowaliśmy. To właśnie dzięki tym wspólnym popołudniom i wieczorom poznałam Almodóvara. Inni przeszli do kolejnych twórców, a ja ugrzęzłam w twórcy „Złego wychowania” (był to wówczas jego ostatni film). Moja przygoda z tym reżyserem na początku była bardzo lekka: ot, takie lekkie oglądanie filmów. Później troszkę go porzuciłam (co nie znaczy, że nie śledziłam kolejnych filmów i nie wracałam do starych),a wszystko ze względu na konieczność wyboru pracy licencjackie z zakresu romantyzmu, epoki przez wielu znienawidzonej, bo kojarzącej się z biednym Werterem, Konradem Wallenrodem i innymi tragicznymi postaciami. Miałam bardzo duże szczęście, że tę niezwykłą epokę poznawałam pod opieką profesor Małgorzaty Łoboz oraz profesora Mariana Ursela, dzięki którym mogłam napisać pracę odpowiadającą mojemu przekonaniu o konieczności studiowania „niepoważnej” literatury. Wybrałam Aleksandra Fredrę, którego dramaty swą lekkością są bliskie filmowej twórczości Almodóvara. Pisałam jednak o twórczości poetyckiej, o której niewiele napisano. To pozwoliło mi na wielką samodzielność.
Kiedy dwa lata później ceniony przeze mnie profesor Sławomir Bobowski Spytał o czym chcę pisać bez zastanowienia powiedziałam o Almodóvarze. Nie byłam jedyna, więc temat należało doprecyzować. Tak powstała pierwsza wersja „Hiszpanii w filmach Pedra Almodóvara”. Niewielka ilość źródeł, mój brak doświadczenia i wiele innych czynników sprawiło, że odkryłam, jak bardzo niewiele umiem, jak bardzo temat mnie przerasta. Zaczęłam studiować filozofię i filologię hiszpańską. Te kierunki (mino rezygnacji z drugiego) pozwoliły mi na wypracowanie własnego warsztatu, pogłębienie wiedzy o kulturze, człowieku, problemach, historii Hiszpanii. Dzięki wskazówkom, literaturze i wielu rozmowom z doktorem Mariuszem Turowskim, profesorem Adamem Chmielewskim (promotorem mojej kolejnej pracy również związanej z Hiszpanią) i panią profesor Marią Kostyszak, a także wieloma innymi naukowcami (m.in. profesorem Jackiem Bartyzelem i nieżyjącym już profesorem Eugeniuszem Górskim) zajmującymi się problemami poruszanymi przeze mnie w pracy miałam wiele czasu na przemyślenia, przebudowania, całkowite wyrzucenie tego, co wypociłam i napisanie wszystkiego od nowa (wersji drugiej). Z tej drugiej wersji po kilku latach ciągłego przyglądania się, przepisywania, uzupełniania, dopisywania, kreślenia powstała ostateczna wersja, która trafiła do wydawcy i po solidnej korekcie do czytelników.
Mnie od samego początku nurtuje jedno pytanie. Wiadomo, że polski rynek wydawniczy nie proponuje czytelnikom zbyt dużo pozycji o tym reżyserze. Twoja jest jedną z niewielu. Dlaczego właśnie Almodóvar, a nie np. Wajda? Co takiego urzekło Cię w reżyserze, który pokazuje swoim odbiorcom prawdziwą sztukę samą w sobie?
W obcej kulturze zawsze jest coś takiego, co nas czaruje i pociąga. Ja tak właśnie mam z Hiszpanią, której historii, filozofii, literatury i wielu dziedzin sztuki ciągle się uczę. Polacy często są przekonani, że hiszpańskie kobiety są bardziej żywiołowe i ja właśnie z tą żywiołowością się identyfikuję. Filmy innych hiszpańskich twórców nie są tak niesamowicie lekkie, kiczowate, a jednocześnie poważne ze względu na poruszane kwestie etyczne. Almodóvar jest dla mnie mistrzem podważania sensowności istnienia uniwersalnego prawa. U niego gwałciciel może być ożywicielem, a każący lekarz pomaga w dążeniu do zdobycia serca ukochanej, która jest homoseksualna. Do tego Almodóvar nie boi się mówić, że to nie biologia wpływa na nasze zachowania, ale wychowanie. Mężczyźni w jego filmach często są karykaturą tych mijanych na ulicy. Jedyną ostoją dla nich są kobiety, z którymi mogą stworzyć rodzinę.
Poprzednie pytanie dotyczyło Almodóvara, jako reżysera. A, tak zupełnie abstrahując od sztuki, którą tworzy, od sposobu przekazywania przez niego obrazu swojego kraju. Kim tak naprawdę jest dla Ciebie Almodóvar, chociażby jako człowiek?
Szczerze mówiąc nigdy nie zastanawiałam się nad tym. Nie znam go osobiście, więc trudno mi mieć do niego jakikolwiek stosunek. Dla mnie ważna jest przede wszystkim jego działalność artystyczna. Być może moje podejście wynika z tego, że ja od zawsze miałam wielki problem ze znalezieniem sobie autorytetów. Każdy miał za mało określonych cech, każdemu czegoś brakowało do ideału. Na pewno podziwiam go za upór, umiejętność łączenia różnych obowiązków.
Almodóvar, to zdobywca wielu prestiżowych nagród, w tym kilku Oskarów, to doskonały obserwator, ceniony na całym świecie reżyser, którego kino bardzo mocno opiera się na kobiecych postaciach. Dlaczego kobiety są tą przekładnią Jego sposobu widzenia świata, dlaczego to właśnie one stają się kronikarzami losów innych?
Myślę, że najlepszą odpowiedzią na pani pytanie będzie stworzona przeze mnie w liceum bajka o postępie cywilizacyjnym. Później odkryłam, że podobnie do mnie myśli Jared Diamond. Tysiące lat temu ludzie żyli na drzewach. Było im tam dobrze, ale baby były bardzo uciążliwe i ciągle narzekały swoim partnerom: „No zrób coś! Przecież deszcz nam na głowę pada”. Mężczyźnie jednak się nie chciało, ponieważ wszystko miał w zasięgu: kobietę i jedzenie. Kobiety jednak były bardzo złośliwe, zrzędliwe, głośne i zawsze musiały zrobić po swojemu, więc uciekły do jaskiń. O ile kobieta bez mężczyzny jest w stanie przeżyć dość długo to mężczyzna bez kobiety już nie bardzo, a wszystko przez popęd płciowy. Przyczłapał, więc do jaskini, w której kobieta pozwoliła mu uwierzyć, że to on tę wspaniałą kryjówkę znalazł. Kolejne pokolenia zrzędziły, wymuszały, robiły i utwierdzały mężczyzn w tym, że znowu im się udało i tym sposobem kobiety straciły jakąkolwiek władzę w imię postępu. Myślę, że Almodóvar doskonale wyczuwa kobiecą przebojowość, niezwykłą siłę, a do tego wykorzystał wiele stereotypów: kobiety się jednoczą. Mężczyźni są u niego jak samotne samce z różnych gatunków: strzegą terytorium i starają się nie wchodzić w zbyt bliskie relacje z innymi. Jeśli wchodzą to wynika to z ich kobiecych cech, czyli transseksualizmu, transwestytyzmu, homoseksualizmu.
Czy jest jakiś inny reżyser, niekoniecznie polski, którego mogłabyś postawić na równi z Almodóvarem?
Jest wielu reżyserów, którzy na pewno realizują lepsze filmy, podchodzą co całości bardziej profesjonalnie, posiadają większą wiedzę, co przekłada się na lepszy warsztat. Urok filmów Almodóvara polega na jego regionalności, kolorowości, żywotności. Gdybym nie zajmowała się Almodóvarem to na warsztat nie wzięłabym innego reżysera, ale filozofa, który w Polsce jest ciągle nieznany i niedoceniany mimo bardzo dobrej i niesamowicie przystępnie napisanej książce „Etyka dla syna”, która w pewien sposób mnie zainspirowała i wskazała drogę, w jaki sposób pisać, aby przekazać to, co udało nam się zrobić. Nie jest trudno przekazać swoje wnioski specjalistom za pomocą zawiłego języka. Najtrudniej mówić o rzeczach skomplikowanych w prosty sposób i mam nadzieję, że mnie się to udało.
Oglądasz Jego filmy w oryginalnym hiszpańskim języku? Ułatwia to zrozumieć przekaz, jaki chciał przekazać autor?
Nie wyobrażam sobie innego oglądania filmów Almodóvara niż w oryginale. Język hiszpański jest bardzo subtelny i wiele rzeczy bardzo trudno przetłumaczyć (co starałam się robić), ponieważ to wymaga również omówienie wątku historycznego, a w czasie zwykłego oglądania filmu dla zobaczenia prostej historii nie ma czasu ani miejsca. Uważam, że oglądanie Almodóvara w innym języku to jak czytanie „Pana Tadeusza” po niemiecku: niby to samo, ale wywołuje inne wrażenie.
Czy myślisz, że Twoja praca w dostateczny sposób wyczerpuje temat, jakiego się podjęłaś? Myślisz, że ta luka wydawnicza jest już jakoś wypełniona? 
Gdyby moja praca wyczerpywała temat to na pewno nie miałabym, co robić. Przez najbliższe lata mam nadzieję jeszcze pomęczyć czytelników Almodóvarem i swoimi przemyśleniami na jego temat.
A teraz przejdźmy na grunt prywatny. Jesteś blogerką, mamą. Masz wspaniałą córeczkę, Olę, która jest dzieckiem autystycznym. Ujęłaś mnie stwierdzeniem, że w minionym roku nauczyłaś się wreszcie mówić, iż Olka jest dzieckiem autystycznym. Trudne to przyznać się przed ludźmi, ale chyba jeszcze trudniej przed samym sobą?
Każdy rodzic marzy o idealnym dziecku, które spełni za niego jego marzenia, będzie odważniejsze, lepiej zarabiało itd. Ja też miałam taką wizję małego geniusza, który osiągnie więcej ode mnie i bardzo długo nie mogłam uwierzyć, że może być coś nie tak. Robiłam wszystko, co można było i powtarzałam sobie, że uda mi się samodzielnie wyeliminować jej „braki”. Później przyszedł żal z powracającym pytaniem: „Dlaczego akurat ja?”. Będąc w szpitalu od jednej mamy usłyszałam, że ona uważa, że dzieci z różnymi dysfunkcjami trafią do kobiet, które są tak radosne i pełne życia, że nawet niepełnosprawność dziecka nie jest w stanie ich przytłoczyć. To pomogło mi inaczej spojrzeć na siebie i moje relacje z córkę. Przecież ja ją kocham najbardziej na świecie i jestem gotowa dla niej zrobić wszystko, więc po co ją porównuję z rówieśnikami? Akceptacja i zrozumienia własnych emocji. W tym pomogła mi książka "Rozwój i jego wspieranie w perspektywie rehabilitacji i resocjalizacji" pod red. Diany Müller i Anny Sobczak.
Które zajęcie pochłania Ci najwięcej czasu?
Na swoje przyjemności (blogowanie, praca naukowa) mam tylko cztery godziny dziennie, czyli wtedy kiedy Ola jest w przedszkolu. Staram się jednak bardzo dużo czytać córce. Można powiedzieć, że wykorzystujemy każdą chwilę: godzina czytania w kąpieli, godzina do dwóch w czasie usypiania, pół godziny w czasie malowania farbkami. Moja codzienność to zabawy i spacery przeplatane książkami, które czytamy razem. Latem często zabieram różne książki do piaskownicy. Sadzam córkę i czytam na głos. Często podchodzą do nas dzieci, aby posłuchać. Kiedy zdarza mi się spacerować bez córki osoby poznane na spacerach zadają pytanie: a córka gdzie? Z tego powodu śmieję się, że córka i pies to mój podstawowy zestaw spacerowy.
Jesteś otwartą osobą, łatwo nawiązujesz kontakt z obcymi ludźmi. Mało tego, zawsze piszesz na swoim Facebookowym profilu, że owszem bycie blogerem, czytanie książek, to jedno, ale bardzo chętnie pomożesz innym blogerom w stawianiu trudnych, nie tylko pierwszych, kroków w tej sferze. Służysz i radą, i pomocą, a nawet adresami wydawnictw, z którymi Ty współpracujesz. Nie zamykasz się na innych. Dlaczego?
Babcia i mama, jako rodowite Wielkopolanki mają w swojej mentalności dużo niemieckich zapożyczeń. Jednym z nich jest nieświadome stosowanie imperatywu kategorycznego Kanta: „Czyń innemu to, co sam chciałbyś, aby on tobie czynił”. Do tego doszło wieloletnie studiowanie pism Jose Ortegi y Gasseta (kolejny Hiszpan, który mnie fascynuje, ale uważam, że w badaniach nie byłabym lepsza od pani doktor Doroty Leszczyny) i twórczości wielu myślicieli, którzy pozwolili mi się zdystansować, dojrzeć i osiągnąć wewnętrzną radość. Człowiek tak naprawdę niewiele potrzebuje w życiu. Jeśli spojrzymy na innego człowieka jak na niezbędny element społeczeństwa, w którym żyjemy to uświadomimy sobie, że czynienie mu źle jest niszczeniem tej skomplikowanej maszyny.
Powiedz jeszcze od czego zaczynałaś w ogóle jako blogerka. Czy z założenia był już to blog typowo książkowy?
„Górowianka” miał być typowym blogiem regionalnym, ale odkryłam, że byłoby w nim wiele krytyki, a ciągłe krytykowanie niszczy i krytykującego, więc na jakiś czas go porzuciłam. Impulsem do pisania o książkach była terapia. Po prostu musiałam dostarczyć córce niesamowitych ilości książek. Początkowo opisywałam to, co udało nam się kupić lub zdobyć z różnych źródeł. Obecnie powoli udaje mi się rozszerzać współprace i dzięki temu mam dla Oli wiele interesujących materiałów, z którymi może wędrować między domem i przedszkolem i jako osoba, która ma coś „za darmo” nie patrzę na owe wędrówki z przerażeniem. Wręcz przeciwnie: bardzo mnie cieszy, kiedy Ola czyta razem z dziećmi, ponieważ dzięki temu uczy się zachowań społecznych, komunikacji, a to dla nas jest najważniejsze.
Dziękuję za rozmowę.
I życzę Ci Aniu, żebyś w następnej publikacji o tym niezwykłym twórcy umieściła więcej siebie! Bo tego mi zabrakło, ale wiem, że to monografia naukowa, która rządzi się swoimi prawami.

"Przedszkolak. Ksiązka dla nauczycieli i rodziców" pod red. Wandy Papugowej

http://blizejprzedszkola.pl/wydawnictwo/?159,przedszkolak-ksiazka-dla-nauczycieli-i-rodzicow

Przedszkolak. Ksiązka dla nauczycieli i rodziców, pod red. Wandy Papugowej, Kraków "CEBP" 2015
"Przedszkolak. Książka dla nauczycieli i rodziców" to publikacja pomagająca zrozumieć dorosłym, w jaki sposób dziecko postrzega świat, uczy się zachowań, reaguje na naszą komunikację. Autorzy stopniowo wprowadzają nas w zawiłości psychiki przedszkolaka, uświadamiają jak bardzo ważny jest odpowiedni wzorzec dostarczany dziecku (nasze własne zachowanie), sposób przekazywania próśb, zakazów.
Większość tekstów ukazuje nam świat dziecko-dorosły z tradycyjnego punktu widzenia jednostki młodszej, która musi bezwzględnie podporządkować się opiekunom, musi być zależne od ich umiejętności (rodzic słabo zna technologię to dziecko też nie może lepiej). Z drugiej strony autorzy trafnie wskazują błędy zachowań między dorosłymi i nie boją się postawić pytania: "Czy dzwoniący telefon jest uzasadnieniem dla przerwania rozmowy z osobą, która stoi obok?". Odkryjemy, że okazywana przez nas ignorancja przez dziecięce obserwacje rozszerza się i na młodsze pokolenie. Nasza obojętność na to co i w jaki sposób robią dzieci sprawi, że całkowicie stracimy z nimi kontakt.
W publikacji poruszono również takie ważne tematy jak mediacja, stosunek dziecka do szkoły, wspieranie prawidłowego rozwoju mowy, wyrabianie nawyków żywieniowych, niwelowanie agresywnych zachowań i onanizmu, przygotowanie dziecka do samodzielnej nauki.  Autorzy kładą nacisk na to, że czasami potrzebujemy wsparcia trzeciej osoby w uporaniu się z rodzinnymi problemami wynikającymi z tego, że każdy z nas jest inny, chce czegoś innego, dąży do zaspokojenia własnych potrzeb i nie potrafi uporać się z emocjami. W książce znajdziemy wskazówki, w jaki sposób rozmawiać ze współmałżonkiem, jak dzielić obowiązki rodzinne, aby oboje rodzice byli równie zaangażowani w wychowanie dziecka, które dzięki ciepłu, zrozumieniu, wsparciu i braku rodzinnych konfliktów będzie wychowywało się w przyjaznej atmosferze.
Myślę, że świetnym i bardzo pomocnym dla wszystkich rozdziałem jest: "Dziecko wobec szkoły, szkoła wobec dziecka". Pozwoli on wielu opiekunom zrozumieć ich emocje, przybrać odpowiednią postawę i wprowadzić dziecko w szkolny świat przez codzienne wsparcie.
Publikacja skierowana jest do rodziców przedszkolaków, ale uważam, że powinni po nią sięgnąć rodzice oczekujący dziecka. Dzięki wskazówkom zawartym w książce będą mogli wyeliminować ze swojego zachowania nieodpowiednie wzorce, nauczyć się komunikacji z dzieckiem, aby mogło ono lepiej się rozwijać. Na pewno już w pierwszych dniach ważne jest kształtowanie nawyków żywieniowych, pokazywanie dziecku interesującego świata, budowanie pewności siebie, rozwijanie mowy.

Jan Grabowski "Czarna owieczka" il. Anna Wielbut


Jan Grabowski, Czarna owieczka, il. Anna Wielbut, Warszawa "Nasza Księgarnia" 2016
W przeciętnym, lekko opustoszałym (ale czy można tak mówić, kiedy mieszka tam ojciec z dwoma córkami?) domku mieszkały bliźniaczki, Popiołki, córki listonosza. Ich znakiem rozpoznawalnym była czarna owca, z którą wszędzie chodziły. Pewnego dnia ich ukochane zwierzątko urodziło jagnię (Metkę) i umarło. Dziewczynki bardzo martwiły się o młode, nieporadne zwierzę, którego życie wisiało na włosku. Nie miały jej jak karmić, nie znalazły matki zastępczej, a same niewiele mogły zdziałać, ponieważ nie miały odpowiedniego mleka i nie potrafiły odpowiednio ogrzać dygocącego zwierzaka. Przyszły z tym problemem do narratora, który zaoferował pomoc swojej psiny Wiernej, mającej szczeniaka.
Metka długo siedziała w budzie z przybranym bratem i matką. Nie było powodu do wychodzenia. Dookoła ciągle padało, było chłodno, aż pewnego dnia nadeszła wiosna, słońce lepiej przygrzało i zwierzęta wyszły na podwórze. Okazało się, że Metka całkowicie spsiała: gania kury, kaczki, a nawet szczeka po swojemu. Taką odrośniętą, zachowującą się inaczej owieczkę Popiołki zabierają do domu.
"Czarna owieczka" porusza kilka ważnych tematów. Jednym z nich jest akceptacja. Zachowującą się inaczej owieczkę dziewczynki kochają pomimo jej odmiennych nawyków. Kolejną kwestią jest wielki wpływ wychowania na zachowanie. Przyglądające i naśladujące psy jagnię wyrasta na owcę o psich zachowaniach. Jan Grabowski uświadamia nas, że jednak nie do końca możemy zapanować nad naszą biologią. Jej "brat", Miś, je kaszę, kości, a Metka uwielbia trawę, gustuje w soli, sianie, beczy.
Książkę -  ze względu na to, że powstała w latach pięćdziesiątych, a obecna jest wznowieniem - napisano specyficznym językiem, który może utrudniać dzieciom czytanie, dlatego do pierwszych prób warto podejść razem.
Wielkim plusem opowieści jest rozmiar. Zaledwie kilka ilustrowanych stron, duże litery, prosta opowieść o bezbronnym zwierzątku, przez co całość przyciąga uwagę małych czytelników i na pewno chętnie sięgną po nią już przedszkolaki. Uczniowie pierwszych klas szkoły podstawowej będą mieli doskonały materiał do ćwiczenia swoich umiejętności czytelniczych.




Barbara Stanisławczyk "Kto się boi prawdy? Walka z cywilizacją chrześcijańską w Polsce"



Barbara Stanisławczyk, Kto się boi prawdy? Walka z cywilizacją chrześcijańską w Polsce, Warszawa „Fronda” 2015
Doskonałym nośnikiem kultury jest religia, która nie wymaga racjonalnych wyjaśnień. Wystarczy, że jest, że się jej poddajemy i pozwalamy prowadzić objawionym prawom i wskazówkom. Zeświecczenie społeczeństwa stanowi swoiste zagrożenie dla jego jedności, ponieważ już nie liczy się dobro wspólne w imię wyższej idei, realizacji celu. Na pierwszy plan wysuwają się interesu jednostek. Zjawiska te wydają się nam nowe. Barbara Stanisławczyk w swojej bardzo obszernej (ponad 700 stron) książce pokazuje nam Polskę od początków zjednoczenia ziem polskich i przyjęcia chrztu. Uświadamia nas, że w naszej historii nie brakowało społecznego poświęcenia, dążenia do wolności nawet kosztem niewinnych dzieci, aby inne dzieci uchronić przed podobnym losem. W naszych dziejach nie brakuje wojen i przemian ideologicznych: postępowych i ortodoksyjnych. Wszystkie te wątki są poruszane, ale w czasie lektury należy pamiętać, że jest to książka ideologicznie prawicowa, czyli materiały są dobrane w taki sposób, aby pokazać złych Niemców, Rosjan, żydów, muzułmanów i wielu innych szkodzących prawdziwej Polsce. A jaka ona jest? Z tej perspektywy to kraj katolicki, oddany wierze w Chrystusa, pełniący swą misję.
Barbara Stanisławczyk uświadamia nas, ze pluralizm kulturowy niejednokrotnie stawał się przyczyną klęski. Śmiało stawia tezy, wyszykuje przykładów potwierdzających jej spojrzenia na upadek naszego kraju i rozbiory, które na nowo pozwoliły na kulturowe zjednoczenie jednostek. Ponadto w książce znajdziemy opisy różnego postrzegania patriotyzmu, jedności społecznej, dążenia do wspólnych interesów, budowania wspólnej tożsamości.
Autorka czerpie inspiracje zarówno z wyników polskich badaczy, jak i zagranicznych. Odwołuje się do tekstów poruszających problemy przemijania naszej kultury, zagrożenia, upadku cywilizacji.  W odpowiednim zestawieniu lektur nie boi się stawiać tez, których poparcie znajduje w dziełach wielkich filozofów, których teksty są pretekstem do refleksji nad sytuacją człowieka, jego miejscem w świecie, rolą Polaka i jego zadaniami. W książce nie zabraknie krytyki tworzenia rządów z ludzi przeciętnych oraz szukania autorytetów wśród idoli. Autorka zaznacza, że współczesne elity odziedziczyliśmy po komunizmie.
W publikacji znajdziemy wiele interesujących informacji, odesłań do źródeł, przywołania spojrzeń, które w codziennym dyskursie w mediach giną. Myślę, że publikacja jest bardzo dobrym uzupełnieniem, a nawet podsumowaniem obecnej dyskusji nad rolą Polski i Polaków, ich podziałami, i siłami, które jednak ich jednoczą. Na ile silne są te prądy? Czy uda przetrwać się czas kolejnych prób? Te pytania pozostaną bez odpowiedzi.
„Kto się boi prawdy? Walka z cywilizacją chrześcijańską w Polsce” Barbary Stanisławczyk polecam osobom zainteresowanym historią i polityką naszego kraju. Szerokie korzystanie ze źródeł, prowadzenie własnych analiz i podsumowań pozwalają spojrzeć czytelnikom na problemy, które obecne są we wielu kulturach: dążenie do ortodoksji jako przepis na przetrwanie cywilizacji.


środa, 20 stycznia 2016

„Hiszpania w filmach Pedra Almodóvara” na blogu "Recenzje Agi"

źródło: Recenzje Agi


Wydawnictwo: Attyka.
Ilość stron: 190
Rok wydania: 2015.

Almodóvar jest sztuką samą w sobie. Skromny, nadzwyczaj stroniący od ludzi, tłumu. Ma obsesję na punkcie autoportretu cienia padającego na dno szafy. Jego kino cechuje przede wszystkim obraz kobiet. Jest poniekąd ich kronikarzem. U niego kobiety potrafią przełamać wszelkie bariery konwenansów, są silne, potrafią mordować z zimną krwią, walczyć o siebie i to co dla nich ważne.

Nie będę za dużo dyskutowała i rozprawiała o sile przekazu Jego filmów. Bo z prawdziwą sztuką się nie dyskutuje, szczególnie jeśli jest się w tym zupełnym laikiem. Osobiście miałam okazję obejrzeć kilka filmów tego słynnego na całym świecie reżysera. Uderzający minimalizm w doborze środków, pozwala mu na koncentrację na tym, co chce oddać widzom. Już któryś raz z kolei utwierdzam się w przekonaniu, że nie potrzeba naprawdę wiele, by ukazać meritum.

Źródło: Internet.


Anna Sikorska w swej dosyć osobliwej publikacji dokonała swoistej analizy kina Almodóvara. Wyłuskuje z sieci informacji, to co najistotniejsze. Z niej dowiemy się o sugestywnym oddziaływaniu na widza przez pryzmat działań reżysera. Autorka skupiła się na tym, jak reżyser – w początkach kariery buntownik, umiejętnie, bez narzucania jakichkolwiek przesłanek, potrafi pokazać wpływ reżimu generała Franco na życie Hiszpanów. Książka dostarczy też wiedzy na tematy czysto wizualne – wręcz fotograficzne opisy otoczenia, szarych blokowisk, czy wiosek i miast. Almodóvar obrazowo, plastycznie odsłania komunistyczną rzeczywistość, przemiany społeczno – gospodarcze, wpływ nowych światopoglądów na społeczeństwo i w końcu rolę kobiecego ciała, czy wszelkich orientacji seksualnych.


Autorka publikacji bardzo szczegółowo potraktowała działalność reżysera, który jest twórcą specyficznym, mającym swój styl, niepowtarzalność i wyjątkowość. Reżyser, który odzierał w swych filmach wszelkie konwenanse, nadawał kształt i charakter kobiecemu wizerunkowi, w końcu tworzył dzieła wybitne i jedyne w swoim rodzaju. Używał do tego bardzo niewielu środków, ujawniając to co najważniejsze. W publikacji znajdziemy fragmenty dialogów filmowych, będące dowodem na założone wcześniej tezy.

Do kogo trafiają Jego dzieła?
Trochę do ludzi ekscentrycznych, trochę do ludzi szalonych, ale przede wszystkim do ludzi otwartych na inności, dziwności, niekonwencjonalne rozwiązania, do ludzi szukających własnych punktów odniesień, własnej tożsamości, czy świata podobnych do ich – samotników, buntowników, szaleńców zatraconych we własnych stereotypach.

Źródło: Internet.


Gratuluję autorce podejścia do tematu z taką zaciętością i z takim zaabsorbowaniem. Nie często się to zdarza. Ale wiem, ile dla Anny znaczy Almodówar i ile znaczą dla niej Jego filmy.
Dzisiaj krótka recenzja, a jutro zapraszam na wywiad z Anią. Opowie nie tylko o swojej publikacji, ale przede wszystkim o sobie. Bardzo ciekawie. Zapraszam!
źródło: Recenzje Agi