
Jest
skromna, ale świadoma swoich walorów. Blogerka, która publikuje na
swoim blogu wiele wysublimowanych treści, nierzadko na wyciągnięcie
ręki. Współpracuje z mnóstwem wydawnictw. Jest matką, całkowicie oddaną
swojej autystycznej córeczce, ale przede wszystkim to kobieta –
pasjonatka, której udało się pogodzić (chociaż w jakimś stopniu) pracę
naukową z masą innych obowiązków.
Dla mnie Ania jest bardzo
ciepłą i życzliwą osobą, która nigdy nie odmawia pomocy i nie ujawnia
się tak obcesowo ze swoimi osiągnięciami. Cenię ją nie tylko, jako
znakomitą pasjonatkę, doświadczoną koneserkę dobrego słowa, ale przede
wszystkim jako wspaniałą matkę tak dzielnie zajmującą się swoją
córeczką. Wiem, że nie jest Jej (i Jej mężowi) łatwo, ale Ania nigdy nie
użala się, ani nad sobą, ani nad Olą, a już na pewno nie nad tym, co ją
- ich spotkało. Owszem, padają nie raz pytania i wątpliwości, ale Jej
uosobienie nie pozwala na coś takiego, jak wylewanie żalu i goryczy
publicznie.
Anna Sikorska. Dla mnie po prostu Ania. Podziwiam Ją
za siłę, sposób bycia, bycie asertywną, a nawet otwartość i nie
oglądanie się za siebie. Ania bardzo donośnie wypowiada swoje zdanie i w
ogóle nie przejmuje się tym, co inni o niej myślą.
Całkiem
niedawno ukazała się na rynku wydawniczym Jej publikacja „Hiszpania w
filmach Pedra Almodóvara”. Monografia naukowa, która ukazuje zwykłość i
niezwykłość fenomenu hiszpańskiego reżysera. I przy tej okazji,
spotkałam się z Anią – wirtualnie oczywiście – na rozmowie, nie tylko o
Jej książce, ale o zwykłych codziennościach, przyziemnościach.
Może
mnie za to nie lubić, ale ja właśnie uwielbiam takie zwykłe rozmowy,
które ukazują autorów z tej zupełnie innej – codziennej, szarej, zwykłej
strony.
Delektujcie się, jak ja się delektuję.
Anno, niedawno ukazała się Twoja monografia naukowa „Hiszpania w filmach Pedra Almodóvara”. Co ją różni od pozostałych?
Zawsze,
kiedy słyszę poważne sformułowanie „monografia naukowa” czyli książka
spełniająca wiele kryteriów (począwszy od ilości arkuszy, przez
odpowiedni styl, wskazanie metodologii badań po posiadanie pozytywnych
recenzji naukowców z wieloletnim doświadczeniem) czuję lekkie
zaniepokojenie. Wynika ono z dwóch powodów. Pierwszym jest znakomita
publikacja profesor Katarzyny Citko „Filmowy świat Pedra Almodóvara.
Uniwersum emocji”. Pragnę osiągnąć poziom, jaki udało się tej polskiej
badaczce filmów hiszpańskiego reżysera. Jestem świadoma tego, że jestem
jeszcze bardzo młoda, bardzo niedoświadczona i posiadam jedną wielką
wadę: zajmuje się wieloma rzeczami na raz, co czasami utrudnia w
skupieniu się na analizie wymagającej dużego zaangażowania. Drugim
powodem mojego zaniepokojenia w obliczu „monografii naukowej” jest
kryterium stylu. Mnie przede wszystkim zależy na podzieleniu się swoją
pasją, miłością do Hiszpanii, jej bogatej historii i kultury. To
sprawia, że powaga mojej pracy traci na znaczeniu, ponieważ uwalniam się
od wielu trudnych i nieznanych przeciętnemu czytelnikowi pojęć, które
uważam za zbędne. Zawsze uważałam, że o poważnych sprawach można pisać
łatwo tak jak Almodóvar łatwo porusza bardzo trudne kwestie etyczne,
które dla mnie są obecnie najważniejsze.
Dlaczego akurat Almodóvar? Skąd pomysł na książkę?
Dawno,
dawno temu prowadziłam bogate życie studenckie, w którym nie brakowało
spotkań na seansach filmowych. Miałam swoją wspaniałą zgrana paczkę,
która traktowała się jak rodzina: za każdym razem ktoś inny gotował
obiad dla wszystkich. Wspólnie konsumując posiłki oglądaliśmy filmy,
dyskutowaliśmy. To właśnie dzięki tym wspólnym popołudniom i wieczorom
poznałam Almodóvara. Inni przeszli do kolejnych twórców, a ja ugrzęzłam w
twórcy „Złego wychowania” (był to wówczas jego ostatni film). Moja
przygoda z tym reżyserem na początku była bardzo lekka: ot, takie lekkie
oglądanie filmów. Później troszkę go porzuciłam (co nie znaczy, że nie
śledziłam kolejnych filmów i nie wracałam do starych),a wszystko ze
względu na konieczność wyboru pracy licencjackie z zakresu romantyzmu,
epoki przez wielu znienawidzonej, bo kojarzącej się z biednym Werterem,
Konradem Wallenrodem i innymi tragicznymi postaciami. Miałam bardzo duże
szczęście, że tę niezwykłą epokę poznawałam pod opieką profesor
Małgorzaty Łoboz oraz profesora Mariana Ursela, dzięki którym mogłam
napisać pracę odpowiadającą mojemu przekonaniu o konieczności
studiowania „niepoważnej” literatury. Wybrałam Aleksandra Fredrę,
którego dramaty swą lekkością są bliskie filmowej twórczości Almodóvara.
Pisałam jednak o twórczości poetyckiej, o której niewiele napisano. To
pozwoliło mi na wielką samodzielność.
Kiedy dwa
lata później ceniony przeze mnie profesor Sławomir Bobowski Spytał o
czym chcę pisać bez zastanowienia powiedziałam o Almodóvarze. Nie byłam
jedyna, więc temat należało doprecyzować. Tak powstała pierwsza wersja
„Hiszpanii w filmach Pedra Almodóvara”. Niewielka ilość źródeł, mój brak
doświadczenia i wiele innych czynników sprawiło, że odkryłam, jak
bardzo niewiele umiem, jak bardzo temat mnie przerasta. Zaczęłam
studiować filozofię i filologię hiszpańską. Te kierunki (mino rezygnacji
z drugiego) pozwoliły mi na wypracowanie własnego warsztatu,
pogłębienie wiedzy o kulturze, człowieku, problemach, historii
Hiszpanii. Dzięki wskazówkom, literaturze i wielu rozmowom z doktorem
Mariuszem Turowskim, profesorem Adamem Chmielewskim (promotorem mojej
kolejnej pracy również związanej z Hiszpanią) i panią profesor Marią
Kostyszak, a także wieloma innymi naukowcami (m.in. profesorem Jackiem
Bartyzelem i nieżyjącym już profesorem Eugeniuszem Górskim) zajmującymi
się problemami poruszanymi przeze mnie w pracy miałam wiele czasu na
przemyślenia, przebudowania, całkowite wyrzucenie tego, co wypociłam i
napisanie wszystkiego od nowa (wersji drugiej). Z tej drugiej wersji po
kilku latach ciągłego przyglądania się, przepisywania, uzupełniania,
dopisywania, kreślenia powstała ostateczna wersja, która trafiła do
wydawcy i po solidnej korekcie do czytelników.
Mnie od
samego początku nurtuje jedno pytanie. Wiadomo, że polski rynek
wydawniczy nie proponuje czytelnikom zbyt dużo pozycji o tym reżyserze.
Twoja jest jedną z niewielu. Dlaczego właśnie Almodóvar, a nie np.
Wajda? Co takiego urzekło Cię w reżyserze, który pokazuje swoim
odbiorcom prawdziwą sztukę samą w sobie?
W obcej kulturze zawsze
jest coś takiego, co nas czaruje i pociąga. Ja tak właśnie mam z
Hiszpanią, której historii, filozofii, literatury i wielu dziedzin
sztuki ciągle się uczę. Polacy często są przekonani, że hiszpańskie
kobiety są bardziej żywiołowe i ja właśnie z tą żywiołowością się
identyfikuję. Filmy innych hiszpańskich twórców nie są tak niesamowicie
lekkie, kiczowate, a jednocześnie poważne ze względu na poruszane
kwestie etyczne. Almodóvar jest dla mnie mistrzem podważania sensowności
istnienia uniwersalnego prawa. U niego gwałciciel może być ożywicielem,
a każący lekarz pomaga w dążeniu do zdobycia serca ukochanej, która
jest homoseksualna. Do tego Almodóvar nie boi się mówić, że to nie
biologia wpływa na nasze zachowania, ale wychowanie. Mężczyźni w jego
filmach często są karykaturą tych mijanych na ulicy. Jedyną ostoją dla
nich są kobiety, z którymi mogą stworzyć rodzinę.
Poprzednie
pytanie dotyczyło Almodóvara, jako reżysera. A, tak zupełnie
abstrahując od sztuki, którą tworzy, od sposobu przekazywania przez
niego obrazu swojego kraju. Kim tak naprawdę jest dla Ciebie Almodóvar,
chociażby jako człowiek?
Szczerze mówiąc nigdy nie zastanawiałam
się nad tym. Nie znam go osobiście, więc trudno mi mieć do niego
jakikolwiek stosunek. Dla mnie ważna jest przede wszystkim jego
działalność artystyczna. Być może moje podejście wynika z tego, że ja od
zawsze miałam wielki problem ze znalezieniem sobie autorytetów. Każdy
miał za mało określonych cech, każdemu czegoś brakowało do ideału. Na
pewno podziwiam go za upór, umiejętność łączenia różnych obowiązków.
Almodóvar,
to zdobywca wielu prestiżowych nagród, w tym kilku Oskarów, to
doskonały obserwator, ceniony na całym świecie reżyser, którego kino
bardzo mocno opiera się na kobiecych postaciach. Dlaczego kobiety są tą
przekładnią Jego sposobu widzenia świata, dlaczego to właśnie one stają
się kronikarzami losów innych?
Myślę, że najlepszą odpowiedzią na
pani pytanie będzie stworzona przeze mnie w liceum bajka o postępie
cywilizacyjnym. Później odkryłam, że podobnie do mnie myśli Jared
Diamond. Tysiące lat temu ludzie żyli na drzewach. Było im tam dobrze,
ale baby były bardzo uciążliwe i ciągle narzekały swoim partnerom: „No
zrób coś! Przecież deszcz nam na głowę pada”. Mężczyźnie jednak się nie
chciało, ponieważ wszystko miał w zasięgu: kobietę i jedzenie. Kobiety
jednak były bardzo złośliwe, zrzędliwe, głośne i zawsze musiały zrobić
po swojemu, więc uciekły do jaskiń. O ile kobieta bez mężczyzny jest w
stanie przeżyć dość długo to mężczyzna bez kobiety już nie bardzo, a
wszystko przez popęd płciowy. Przyczłapał, więc do jaskini, w której
kobieta pozwoliła mu uwierzyć, że to on tę wspaniałą kryjówkę znalazł.
Kolejne pokolenia zrzędziły, wymuszały, robiły i utwierdzały mężczyzn w
tym, że znowu im się udało i tym sposobem kobiety straciły jakąkolwiek
władzę w imię postępu. Myślę, że Almodóvar doskonale wyczuwa kobiecą
przebojowość, niezwykłą siłę, a do tego wykorzystał wiele stereotypów:
kobiety się jednoczą. Mężczyźni są u niego jak samotne samce z różnych
gatunków: strzegą terytorium i starają się nie wchodzić w zbyt bliskie
relacje z innymi. Jeśli wchodzą to wynika to z ich kobiecych cech, czyli
transseksualizmu, transwestytyzmu, homoseksualizmu.
Czy jest jakiś inny reżyser, niekoniecznie polski, którego mogłabyś postawić na równi z Almodóvarem?
Jest wielu reżyserów, którzy na pewno realizują lepsze filmy, podchodzą co całości bardziej profesjonalnie, posiadają większą wiedzę, co przekłada się na lepszy warsztat. Urok filmów Almodóvara polega na jego regionalności, kolorowości, żywotności. Gdybym nie zajmowała się Almodóvarem to na warsztat nie wzięłabym innego reżysera, ale filozofa, który w Polsce jest ciągle nieznany i niedoceniany mimo bardzo dobrej i niesamowicie przystępnie napisanej książce „Etyka dla syna”, która w pewien sposób mnie zainspirowała i wskazała drogę, w jaki sposób pisać, aby przekazać to, co udało nam się zrobić. Nie jest trudno przekazać swoje wnioski specjalistom za pomocą zawiłego języka. Najtrudniej mówić o rzeczach skomplikowanych w prosty sposób i mam nadzieję, że mnie się to udało.
Oglądasz Jego filmy w oryginalnym hiszpańskim języku? Ułatwia to zrozumieć przekaz, jaki chciał przekazać autor?
Nie
wyobrażam sobie innego oglądania filmów Almodóvara niż w oryginale.
Język hiszpański jest bardzo subtelny i wiele rzeczy bardzo trudno
przetłumaczyć (co starałam się robić), ponieważ to wymaga również
omówienie wątku historycznego, a w czasie zwykłego oglądania filmu dla
zobaczenia prostej historii nie ma czasu ani miejsca. Uważam, że
oglądanie Almodóvara w innym języku to jak czytanie „Pana Tadeusza” po
niemiecku: niby to samo, ale wywołuje inne wrażenie.
Czy
myślisz, że Twoja praca w dostateczny sposób wyczerpuje temat, jakiego
się podjęłaś? Myślisz, że ta luka wydawnicza jest już jakoś wypełniona?
Gdyby
moja praca wyczerpywała temat to na pewno nie miałabym, co robić. Przez
najbliższe lata mam nadzieję jeszcze pomęczyć czytelników Almodóvarem i
swoimi przemyśleniami na jego temat.
A teraz przejdźmy
na grunt prywatny. Jesteś blogerką, mamą. Masz wspaniałą córeczkę, Olę,
która jest dzieckiem autystycznym. Ujęłaś mnie stwierdzeniem, że w
minionym roku nauczyłaś się wreszcie mówić, iż Olka jest dzieckiem
autystycznym. Trudne to przyznać się przed ludźmi, ale chyba jeszcze
trudniej przed samym sobą?
Każdy rodzic marzy o idealnym dziecku,
które spełni za niego jego marzenia, będzie odważniejsze, lepiej
zarabiało itd. Ja też miałam taką wizję małego geniusza, który osiągnie
więcej ode mnie i bardzo długo nie mogłam uwierzyć, że może być coś nie
tak. Robiłam wszystko, co można było i powtarzałam sobie, że uda mi się
samodzielnie wyeliminować jej „braki”. Później przyszedł żal z
powracającym pytaniem: „Dlaczego akurat ja?”. Będąc w szpitalu od jednej
mamy usłyszałam, że ona uważa, że dzieci z różnymi dysfunkcjami trafią
do kobiet, które są tak radosne i pełne życia, że nawet
niepełnosprawność dziecka nie jest w stanie ich przytłoczyć. To pomogło
mi inaczej spojrzeć na siebie i moje relacje z córkę. Przecież ja ją
kocham najbardziej na świecie i jestem gotowa dla niej zrobić wszystko,
więc po co ją porównuję z rówieśnikami? Akceptacja i zrozumienia
własnych emocji. W tym pomogła mi książka "Rozwój i jego wspieranie w
perspektywie rehabilitacji i resocjalizacji" pod red. Diany Müller i
Anny Sobczak.
Które zajęcie pochłania Ci najwięcej czasu?
Na
swoje przyjemności (blogowanie, praca naukowa) mam tylko cztery godziny
dziennie, czyli wtedy kiedy Ola jest w przedszkolu. Staram się jednak
bardzo dużo czytać córce. Można powiedzieć, że wykorzystujemy każdą
chwilę: godzina czytania w kąpieli, godzina do dwóch w czasie usypiania,
pół godziny w czasie malowania farbkami. Moja codzienność to zabawy i
spacery przeplatane książkami, które czytamy razem. Latem często
zabieram różne książki do piaskownicy. Sadzam córkę i czytam na głos.
Często podchodzą do nas dzieci, aby posłuchać. Kiedy zdarza mi się
spacerować bez córki osoby poznane na spacerach zadają pytanie: a córka
gdzie? Z tego powodu śmieję się, że córka i pies to mój podstawowy
zestaw spacerowy.
Jesteś otwartą osobą, łatwo nawiązujesz kontakt
z obcymi ludźmi. Mało tego, zawsze piszesz na swoim Facebookowym
profilu, że owszem bycie blogerem, czytanie książek, to jedno, ale
bardzo chętnie pomożesz innym blogerom w stawianiu trudnych, nie tylko
pierwszych, kroków w tej sferze. Służysz i radą, i pomocą, a nawet
adresami wydawnictw, z którymi Ty współpracujesz. Nie zamykasz się na
innych. Dlaczego?
Babcia i mama, jako rodowite Wielkopolanki mają
w swojej mentalności dużo niemieckich zapożyczeń. Jednym z nich jest
nieświadome stosowanie imperatywu kategorycznego Kanta: „Czyń innemu to,
co sam chciałbyś, aby on tobie czynił”. Do tego doszło wieloletnie
studiowanie pism Jose Ortegi y Gasseta (kolejny Hiszpan, który mnie
fascynuje, ale uważam, że w badaniach nie byłabym lepsza od pani doktor
Doroty Leszczyny) i twórczości wielu myślicieli, którzy pozwolili mi się
zdystansować, dojrzeć i osiągnąć wewnętrzną radość. Człowiek tak
naprawdę niewiele potrzebuje w życiu. Jeśli spojrzymy na innego
człowieka jak na niezbędny element społeczeństwa, w którym żyjemy to
uświadomimy sobie, że czynienie mu źle jest niszczeniem tej
skomplikowanej maszyny.
Powiedz jeszcze od czego zaczynałaś w ogóle jako blogerka. Czy z założenia był już to blog typowo książkowy?
„Górowianka”
miał być typowym blogiem regionalnym, ale odkryłam, że byłoby w nim
wiele krytyki, a ciągłe krytykowanie niszczy i krytykującego, więc na
jakiś czas go porzuciłam. Impulsem do pisania o książkach była terapia.
Po prostu musiałam dostarczyć córce niesamowitych ilości książek.
Początkowo opisywałam to, co udało nam się kupić lub zdobyć z różnych
źródeł. Obecnie powoli udaje mi się rozszerzać współprace i dzięki temu
mam dla Oli wiele interesujących materiałów, z którymi może wędrować
między domem i przedszkolem i jako osoba, która ma coś „za darmo” nie
patrzę na owe wędrówki z przerażeniem. Wręcz przeciwnie: bardzo mnie
cieszy, kiedy Ola czyta razem z dziećmi, ponieważ dzięki temu uczy się
zachowań społecznych, komunikacji, a to dla nas jest najważniejsze.
Dziękuję za rozmowę.
I
życzę Ci Aniu, żebyś w następnej publikacji o tym niezwykłym twórcy
umieściła więcej siebie! Bo tego mi zabrakło, ale wiem, że to monografia
naukowa, która rządzi się swoimi prawami.