poniedziałek, 2 lipca 2018

Grzegorz Gortat "Mur"

Grzegorz Gortat, Mur, Pruszków „Mur” 2017
Wizje lepszego świata po rewolucji to temat ciągle powracający w literaturze. „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya nie był ani pierwszą ani też ostatnią wizją obnażającą mankamenty całkowitej kontroli człowieka przez społeczeństwo/ rządzących. Ta sięgająca antyku tradycja przyglądania się systemom, wartościom oraz rozwiązaniom ludzkich bolączek przyjmowała różne formy: od dramatów, traktatów filozoficznych, przez poematy, opowiadania, po powieści. W ubiegłym roku miałam okazję patronować czterem świetnym książkom poruszającym ten bardzo ważny temat. „Szalona Monika” Jana Drzeżdżona, „Piętno Pielgrzyma” Janusza Lasgórskiego, „Pole czaszek” Dariusza Muszera i „Mur” Grzegorza Gortata to pozornie odmienne powieści. Wszystkie jednak łączy wizja bliżej nieokreślonej przyszłości, całkowita kontrola jednostki, która próbuje wyjść poza system, niezwykła symbolika zachowań, starcie z przeszłością i niezwykła aktualność poruszanych problemów. Wszystkie czyta się bardzo szybko i przyjemnie, ale bardzo trudno o nich opowiadać, ponieważ wchodzenie w to, co pisarze chcieli przekazać za pomocą swojej twórczości wymaga dłuższego namysłu i być może ponownej lektury, przemyślenia i przeżycia książki, a do tego sporej wiedzy o mechanizmach manipulacji, uzależniania, zastraszania. O wszystkich poza jedną już dawno pisałam. Pozostała mi na stosie książek do opowiedzenia powieść najtrudniejsza do zaprezentowania bez nadmiernego zdradzania akcji: „Mur” Grzegorza Gortata.
Legenda
Pisarz zabiera nas do świata, w którym tworzenie i utrwalanie legendy jest ważnym mechanizmem podtrzymującym świat w obrębach Muru. Życie tam toczy się według zasad wymyślonych przez Jakuba Martensa po rewolucji: jedno to wszyscy, wszyscy to jedno. I właśnie takie podejście staje się pretekstem do całkowitej kontroli każdego aspektu życia ludzi skazanych na egzystencję za Murem. Ludzie nie mają tu imion i nazwisk. Są tylko numerami biorącymi udział w wielkiej machinie totalitaryzmu, który z jednej strony kładzie nacisk na równość, a z drugiej promuje kult obrosłych legendą rewolucjonistów. O ludziach nie mówi się tu „człowiek” tylko „numer”, czyli mamy do czynienia z całkowitym uprzedmiotowieniem, jakie znamy z opowieści o obozach śmierci.
Piekło na ziemi
Codzienna bezsensowna praca prowadzi do poczucia bezsensu potęgowanego świadomością ciągłej kontroli. Po całym dniu pracy w bezkształtnych kombinezonach niepozwalających rozpoznać płci innych numerów (ludzi) przychodzi czas na odpoczynek w mieszkaniu, w którym zarządcy kontrolują każdy gest mieszkańca, dostarczają mu jedzenie, czyste ubranie, mają przygotowane do niego rozrywki. Któż z nas nie chciał by po pracy być wolnym od domowych obowiązków? To jednak ma swoją cenę: całkowite posłuszeństwo, niemożność wyjścia poza Mur. Ucieczka zawsze kończy się śmiercią. Jednak zgodnie z rewolucyjnymi regułami w nowym, lepszym świecie nie ma już przelewu krwi. Już na pierwszych stronach odkrywamy, że to wcale nie oznacza, że przestano zabijać, ale sprytnie wdrożono inne metody uśmiercania oraz wykorzystywano możliwości zrobienia z egzekucji spektaklu majaczącego podtrzymać strach. Zastraszenie i utwierdzenie, że każdy jest tylko słabym numerem zależnym od Sędziego sprawia, że nikt nie śmie się butować. Życie ludzi toczy się wokół monotonnej, ciężkiej pracy. Każdy dzień to te same posiłki, ten sam strój, te same czynności i trudy. Obowiązki można sobie jedynie urozmaicić odliczaniem kroków. Rozmyślanie jest niebezpieczne i lepiej go unikać, ponieważ nie wiadomo jak daleko sięgają możliwości kontroli nadzorców. Gdzieś tam na horyzoncie majaczy widmo możliwości odkupienia win wobec Republiki, ale nie ma nikogo komu udałoby się odzyskać wolność i wrócić do Miasta. Nudne i trudne życie urozmaicane jest organizowanymi w Rocznicę  krwawymi igrzyskami, których uczestnicy zdani są na łaskę i kaprys Sędziego będącego uosobieniem Republiki zapewniającej ład i spokój oraz przewidywalność w świecie. Powstały dzięki staraniom Jakuba Martensa, idealnego ojca i męża, system ma prowadzić do dobrobytu kraju. Co z tego wyniknie? Czytelnik znając wizję życia w obrębie Muru może się tylko domyślić, że nie będzie to nic dobrego.
Rewolucja
Wszystko zaczęło się w bliżej nieokreślonej przeszłości dzięki ojcu założycielu prezydentowi Jakubowi Martensowi jawiącego się jako dobroduszny wizjoner pragnący stworzyć idealny system społeczny. Szybko odkryjemy, że jego chęć całkowitego kontrolowania wszystkiego oraz wypaczenie stworzonego przez niego systemu wartości prowadzą do zniewolenia ludzi. Jednak on jest tylko pionkiem w grze o władzę i kontrolę, dlatego można z wydarzeń związanych z nim stworzyć legendę obrośniętą wymyślonym męczeństwem.
Katalog praw
Pod płaszczykiem trudem zdobytych przez Republikę praw dla obywateli kryje się morderczy mechanizm. Pozornie niewinnie wyglądające prawo do życia, szczęścia i śmierci, a także promowana na wszelkie sposoby jedność i jednomyślność stają się przyczyną powstawania dobrze zmanipulowanego i niezdolnego do działania społeczeństwa, które może i widzi, że głoszone zasady nie przystają do rzeczywistości, ale nie są w stanie przeciwstawić się im. Jeśli nawet przejdzie im przez myśl, że mogliby coś zmienić to obrośnięty legendom Katalog Trzech Praw i prawdy przypisywane Jakubowi Martensowi sprawiają, że każdy przejaw swobodnego myślenia jest postrzegany jako bunt przeciwko Republice i osiągnięciom Rewolucji. Brzmi znajomo? I powinno, bo to totalitaryzm ukrywający to, że nim jest. Całkowita władza nad każdą jednostką w imię lepszego życia jest skutkiem ubocznym uszczęśliwiania ludzi na siłę.
Syntetyczny świat
Ludzie i ich organy hodowane na części wymienne, kapsułki mające zastąpić jedzenie, a ubrania są tak stworzone, aby wszyscy wyglądali w nich tak samo z tymi samymi fryzurami (a raczej ich brakiem). Wszczepione w kciuki mikroskopijne płytki zawierają wszystkie dane pracownika Muru i pozwalają na całkowitą kontrolę jego życia: od codziennych badań do codziennych tras spacerowych, nawyków w swoich mieszkankach, w których czują się jak ciągle obserwowane zwierzęta w klatce.
Tylko numer
W obrębie Muru nie istnieją imiona, nazwiska. Wszyscy mają tu przypisany numer. Bohater-narrator przypisano bardzo wymowny numer: jest Nulem (Zerem). Można śmiało stwierdzić, że każdy pracownik bez względu na usytuowanie na drobinie społecznej jest tu właśnie zerem, które można wyeliminować, kiedy będzie odstawał od normy.
Dwa wątki
Fabuła w powieści prowadzona jest dwutorowo. W każdej odsłonie poznajemy inną odsłonę totalitaryzmu. Jedna jest wizją z przeszłości (w stosunku do tego, czego doświadcza Nul),a druga to zaskakująca teraźniejszość zacierająca przeszłość i ubierająca ją w kostium legendy, jaką obrósł Jakub Martens będący kimś na kogo zawsze można się powołać. Przeszłość i teraźniejszość przeplatają się tu, odsłaniają kolejne fragmenty, dają czytelnikom kolejne elementy zadziwiającej i przerażającej układanki, której ostateczny obraz prowadzi do wniosku, że Mur wchodzi ludziom w krew, że lata indoktrynacji sprawiają, że nie są w stanie żyć inaczej. Początkowo może się wydawać, że odległość między czasami akcji jest duża, może kilkupokoleniowa i zaskakuje nas to, że oba wątki łączy jedna osoba: niepozorny robotnik- numer miewający dziwne sny sugerujące mu, że nie jest wytworem laboratorium.
Wciąganie w grę
Relacja Nula i Sędziego to zabawa w kotka i myszkę: to drapieżnik narzuca tu zasady zabawy i ocenia, kiedy powinna się skończyć. Gra ta zaczyna się, kiedy Sędzia, jako uosobienie strażnika Republiki i Muru pozwala wygrać. Ten kaprys bezwzględnego zarządcy organizującego pokazowe procesy zakończone szybkimi egzekucjami zaskakuje i wydaje się być przejawem ludzkich uczuć. Z drugiej strony mamy wrażenie, że to gra, która ma z góry założone zakończenie, a nam pozostaje czekać jakie ono będzie.
Zagadka
Łączenie wątków z teraźniejszości i przeszłości bohaterów pozwala odkryć bezwzględność polityki, tworzenie złudnych obrazów, manipulacji zmuszających do zadawania sobie pytania: co tu faktycznie jest prawdą? Odróżnienie prawdziwych wydarzeń od podsuwanych przez władzę fake newsów wydaje się niemożliwe. Jednak ta świadomość niezgodności rzeczywistości z głoszonymi prawdami sprawia, że pojawia się pytanie o manipulację. Kolejna zagadka to pytania do czytelnika: czym jest Mur? Jak go rozpoznać? Grzegorz Gortat zachęca do refleksji nad totalitaryzmami, oddawaniem kontroli rządzącym, powstawaniu kolejnych utopii realnie będącymi antyutopiami prowadzącymi do wyłaniania się z niej kolejnych negatywnych bohaterów dbających o ciągłość Republiki zagrożonej przez wymyślonych wrogów znajdujących się w systemie i poza nim. Niewydolność idealnego społeczeństwa usprawiedliwiana jest walką z sabotażem. Można się domyślić, że taka propaganda pochłonie wiele istnień. Nie bez znaczenia jest tu też tytuł nawiązujący do Sartrowskiego zbioru opowiadań „Mur”, w którym filozof próbował uchwycić ludzkie słabości. U Grzegorza Gortata mamy świat nieco inny, ale jakże wiele w nim bohaterów z całym zestawem wad.
Bezsens pracy
Początek książki wywołuje w czytelniku przeświadczenie o bezsensie pracy: oto numery wspinają się po drabinie i noszą cegły do powiększania Muru. Parę stron dalej widzimy bogactwo technologii, która mogłaby te czynności wykonać dużo sprawniej i szybciej niż człowiek. Jednak postęp nie jest tu wykorzystywany do ułatwiania życia ludziom tylko do ich kontroli, a łatwiej nadzorować tych, którzy przez cały dzień są zajęci i nie mają czasu na rozmyślania, rozmowy, knucia. Prostsze jest zarządzanie jednostkami, których jedynym wysiłkiem intelektualnym jest odliczanie do dwóch i czytanie propagandowych haseł.
Ofiara = kat
„Mur” to doskonale znany obraz totalitaryzmów, w których więzień stawał się bezwzględnym zarządcą systemu, kiedy tylko dostał możliwość wydostania się z roli ofiary. Prześladowany jest tak bardzo przyzwyczajony do mechanizmów przemocy i kontroli, że nie wyobraża sobie bez nich życia. Jego umysł pozostaje zamknięty w zakodowanym mu mentalnym Murze, który jest dużo bardziej niebezpieczny od tego fizycznego, ponieważ nie widzimy możliwości wyjścia poza niego nawet w chwili zagrożenia.
Wielki eksperyment medyczny
Ludzie hodowani w laboratoriach na potrzeby Republiki stają się automatycznie mniej wartościowi, bezosobowi. Sędzia jest ich hodowcą, a oni tylko numerami, które można w każdej chwili zlikwidować lub pozwolić na lekki awans w postaci nadania roli zarządcy innych numerów. Wszyscy (poza uprzywilejowanym Sędzią) wiodą tu podobne życie: wstają o określonej porze, jedzą syntetyczne, nafaszerowane lekami jedzenie, pracują, odpoczywają. Ich wytrzymałość fizyczna na wysiłek i podawane substancje każdego dnia jest dokładnie kontrolowana przez Laboratorium, któremu nie ujdą uwadze nawet najmniejsze oznaki choroby.
Dwie stylistyki
Dwa równoległe wątki osadzone w różnych czasach napisano w odmienny sposób. Przypominanie przeszłości zawarto w numerowanych rozdziałach, w których akcję opisuje trzecioosobowy narrator dbający o interpunkcję, logiczność, odpowiednią składnię. Nienumerowane części będące chwytaniem teraźniejszości to spojrzenie Nula. Pierwszoosobowej narracji towarzyszy wiele dygresji oraz brak interpunkcyjnego oznaczania dialogów. Wszystko jest jakby ciągiem myśli bohatera-narratora -awansującego robotnika, który z różnej perspektywy może przyjrzeć się machinie zniewolenia.
Płeć piękna
Jak w każdym systemie totalitarnym kobiety mają tu służyć uszczęśliwianiu mężczyzn. Patriarchalne upodlenie to nie tylko uprzedmiotowienie, ale pokazanie, że ów przedmiot nic nie znaczy i można go bardzo łatwo zastąpić innym.
Republika z globalnej perspektywy
Idealny twór szczęśliwego społeczeństwa to tylko pozory możliwe do głoszenia tylko dzięki zastraszeniu i tworzeniu legendy. Jednak, kiedy spojrzymy na nią z boku okazuje się, że wszelkie zasoby są na wyczerpaniu, a cały mechanizm ledwo zipie pochłaniając kolejne istnienia. Idealna machina do zabijania i terroryzowania to sprawa lokalna, obojętna innym społeczeństwom, od których Republika jest odcięta i przez to spoza niej nie docierają do ludzi żadne wieści.
„Wolność! Zaśmiał się. To mało stabilna moneta, skoro każdy reżim wybija ją według własnych standardów i oszukuje na składnikach”.


1 komentarz:

  1. Bardzo analityczna recenzja, widać, że Panią interesuje socjologia, polityka i psychologia nieco głębiej niż przeciętnego blogera/blogerkę...

    OdpowiedzUsuń