czwartek, 15 listopada 2018

"Laboratorium kobiet"

Drogie uniwersyteckie koleżanki i koledzy! Promocja wydarzenia niebawem się zacznie, ale już można rezerwować termin.
W imieniu zespołu projektu "Gdy nauka jest kobietą" UAM serdecznie zapraszam do udziału w pierwszym ogólnouniwersyteckim Laboratorium Kobiet. Chcemy wspólnie zastanowić się nad najważniejszymi wyzwaniami związanymi z pracą na uczelni w obszarze równego traktowania kobiet i mężczyzn.
Uprzejmie prosimy o rejestrację na wydarzenie pod linkiem:
https://docs.google.com/forms/d/1W0JJoxAzY7Bhk4J5LffqA87IbZ5pBN2sv-gCvduwAtQ/viewform?edit_requested=true

"Rani z Sigiriji" Dorotaa Sumińska

Wyspa skrywa tajemnicę z V wieku, kiedy na otoczonej niezwykłymi historiami skale Sigiriji zbudowano olśniewający pałac sięgający chmur. Miejsce to stało się zarzewiem walki ludzi z małpimi bogami. Wszystko zaczęło się od pewnej małpy w ludzkim wcieleniu…
To Rani, nałożnica króla wyspy, Dhatusena, wychowywana w miejscu naznaczonym magią, które uzdrawia, daje moc i obdarza nieśmiertelnością. Rani ma do wypełnienia bardzo ważną wizję – urodzić nowe wcielenie króla, który sprawi, że Skała nie zostanie zawłaszczona przez ludzi.
Czy jej syn, przystojny książę Kassapa, spełni wolę małpich bogów? Ludzkie pokusy, żądze i intrygi sprowadziły niejednego na manowce... Kassapa ma w dodatku konkurenta: starszego brata, Mogallana.

Wykład dr. Zbigniewa Pietrzaka 20.11.18

Pragniemy zaprosić wszystkich zainteresowanych na wykład dr Zbigniewa Pietrzaka (Instytut Filozofii UWr) mający odbyć się 20 listopada br. o godzinie 10:30 w sali 145 Wydziału Chemii UWr (ul. F. Joliot-Curie 14,  na Kampusie Grunwaldzkim). W czasie tego wykładu, odbywającego się
w ramach Seminarium Wydziałowego Wydziału Chemii, dr Pietrzak przedstawi słuchaczom założenia filozoficzne stojące za dziełem Roberta Boyle'a "Sceptyczny chemik".

Robert Boyle uważany jest za fundatora współczesnego myślenia chemicznego szczególnie w zakresie metodologii tej dyscypliny. Zadziwiające jest, jak wiele idei ze wspomnianego dzieła przetrwało próbę czasu i po ponad 350 latach stanowi podstawę myślenia naukowego.  Dr Pietrzak redagując tłumaczenie "Sceptycznego chemika" nie tylko
podjął trud przybliżenia współczesnemu odbiorcy tych właśnie myśli i będzie mógł pokazać słuchaczom wykładu nowatorskość myślenia Boyle'a na tle przeważającego w XVIII w. podejścia "alchemicznego". Wykład będzie
poprowadzony w taki sposób, by i młodzi adepci nauki, i doświadczeni uczeni mieli okazję zastanowić się nad związkami między eksperymentatorską praktyką, przyrodniczą rzeczywistością i opisującymi tę rzeczywistość teoriami.

VIII Salon Ciekawej Książki


Od piątku do niedzieli 16-18 listopada 2018

zapraszamy do Łodzi na Salon Ciekawej Książki.

Przywieziemy DUŻO DOBRYCH KSIĄŻEK
w targowych cenach - rabaty 20-35%.
Zapraszamy na stoisko 42.

Godziny otwarcia:
piątek 10:00-18:00
sobota 10:00-18:00
niedziela 10:00-17:00

Wstęp: 3 zł
Dzieci do lat 10 bezpłatnie.

Więcej informacji TUTAJ

Hala Expo - Łódź
al. Politechniki 4
Łódź

środa, 14 listopada 2018

Wystawa prac Aleksandry Anny Sikorskiej w Krotoszyńskiej Bibliotece Publicznej im. Arkadego Fiedlera w Krotoszynie

Do 31.12 - Wystawa prac Oli Sikorskiej

Zapraszamy do oglądania wystawy twórczości Oli Sikorskiej. Wystawa znajduje się w bibliotece, na pierwszym piętrze.

Więcej informacji o małej autorce:

Historia każdego z nas zaczyna się tak samo: od narodzin. Urodziłam się ponad ponad 6 lat temu, ważyłam ponad 4 kilogramy, miałam ponad 60 centymetrów długości i byłam okazem zdrowia. W sumie nadal jestem, ale… mój świat jest nieco inni. Wielu ludzi nazywa go “zaburzonym”, ale ja wolę mówić o nim “intensywniejszy”. Mam  autyzm utrudniający mi funkcjonowanie: nie potrafię mówić, uczę się wyrażać swoje potrzeby, wchodzić w relacje z dziećmi i dorosłymi, często boli mnie ciało, inaczej odbieram różne bodźce. Mam wrażenie, że świat znajduje się gdzieś za grubą szybą, przez którą trudno mi do niego dotrzeć, ale czasami ta szyba ma kolce wdzierające się w każdy zakamarek mojego ciała. Na szczęście mam upartych i pracowitych rodziców, którzy każdego dnia uczą mnie otoczenia i pomagają w zbiciu szklanej ściany oddzielającej mnie od świata.


Może i stawiam małe kroczki, ale dzielnie walczę o samodzielność. Chodzę do przedszkola, gdzie mam swoją ukochaną panią i dzieci, które mnie akceptują, mam panie od terapii, własnego psa i dużo optymizmu. Kocham spacery do lasu, czytanie książek, mam świetną pamięć. Codziennie robię coś nowego, co przybliża mnie do poziomu funkcjonowania rówieśników. Kto mnie zna ten wie, że w tym roku osiągnęłam bardzo wiele. Wierzę, że razem z innymi dziećmi pójdę do szkoły, że będę samodzielną dorosłą kobietą, którą rodzice nie będą musieli opiekować się całą dobę, że będę mogła spełniać swoje marzenia. Nim to osiągnę czeka mnie dużo pracy. Jednak jestem tylko dzieckiem mającym swoje małe i duże marzenia, ulubione zajęcia, sposoby wyrażania. Kocham śpiewać i malować. Najlepiej, kiedy robię te dwie czynności na raz. Jestem wtedy bardzo szczęśliwa.

Zapraszamy do zapoznania się z blogiem Mamy Oli: annasikorska.blogspot.com
oraz profilem na Facebooku: facebook.com/AleksandraAnnaSikorska

Wystawa będzie dostępna do 31.12.2018 r. 

Marek Frenger "Wszystkie moje wątpliwości. Tryptyk szczeciński: opowieść druga"

Marek Frenger, Wszystkie moje wątpliwości. Tryptyk szczeciński: opowieść druga, Szczecin, Bezrzecze „Forma” i „Stowarzyszenie OFFicyna” 2009
„(…) prawdziwa miłość to nie jest coś, czego szuka się wiecznie. Miłość zaczyna się w chwili, gdy przestajesz szukać”.
Czy ślub może zakończyć już nasze poszukiwania? Czy pozwoli nam wytchnąć u boku drugiej osoby, da pewność, że tak już będzie zawsze? Konrad, główny bohater powieści Marka Frengera „Wszystkie moje wątpliwości” przekonuje się, że nie, że miłość może zniknąć i pozostawić po sobie pustkę. Możemy wtedy wybrać jedną z dwóch dróg: dale tkwić w związku albo zakończyć związek, dać sobie szansę na zmianę życia albo wzajemnie unieszczęśliwiać.
„Jak z wielu rzeczy w życiu rezygnujemy tylko dlatego, że obawiamy się konsekwencji. Że nie wierzymy w to, że może nas spotkać nieco dobra. Że nie tylko my chcemy, by pewne historie zakończyły się szczęśliwie. Jak bardzo podejmowane przez nas decyzje są sumą naszych złych doświadczeń, a jak bardzo tych dobrych? I kto może nam podpowiedzieć, którą drogę wybrać?”.
Rozwód to koniec i początek pewnej drogi w życiu. Po zakończonej rozprawie rozwodowej Konrad staje na rozdrożu swojego życia. Stopniowo dowiadujemy się jak zaczęła się jego znajomość z byłą żoną, a następnie odkrywamy przyczyny rozstania i uświadamiamy sobie, że koniec związku wcale nie musi wiązać się z pretensjami, płaczem, trzaskaniem drzwiami, krzykami czy zdradą. Jego małżeństwo już od dłuższego czasu nie funkcjonowało. Zżarła je monotonia i nadmiar pracy. Oboje zajęci sobą i zarabianiem pieniędzy, dzieleniem obowiązków zauważają, że tak naprawdę nic już ich ze sobą nie łączy. Brak poświęconego sobie czasu sprawił, że pewnego letniego dnia Ania i Konrad doszli do wniosku, że już się nie kochają. Oddzielne mieszkanie i sprawa rozwodowa miały zakończyć w jego życiu pewien etap, w którym czuł, że ma u swego boku kogoś na kogo może liczyć, z kim może dzielić czas, troski i radości. Rozstanie z żoną to początek nowego i wydawałoby się, że wolnego od zobowiązań życia. Życie jednak lubi płatać figle i  bardzo szybko okazuje się, że będzie trudniej niż myślał. I to nie dlatego, że trudno znaleźć dziewczynę na jedną noc, bo tych jest naprawdę sporo, a do tego mają bogatsze życie erotyczne niż rozwiedziony trzydziestoparolatek. Będzie trudno, ponieważ Konrad będzie musiał zmierzyć się ze wszystkimi swoimi słabościami, lękami, porażkami, wszystkim tym, co sprawiło, że był takim, a nie innym człowiekiem i podjąć ważne decyzje dotyczące miejsca w życiu byłej żony.
„Dziś z pewnością odarty byłem z pewnych złudzeń. Mając osiemnaście lat, wierzyłem w ludzi. Teraz wiem, że przede wszystkim muszę liczyć na siebie. Że tak naprawdę pomoc innych to tylko przypadkowy bonus”.
Rozwód jest tu pretekstem do opowiedzenia o wszystkich „romansach” przed i po małżeństwie. Poznajemy Konrada z nieco innej perspektywy. Nie jest już porządnym, wiernym mężem, ale zagubionym chłopakiem, którego relacje seksualne z kobietami nie zawsze były takie jak by tego chciał i kończyły się też nie tak jak tego chciał. Z wiekiem i doświadczeniem odkrywa, że próby budowania kolejnych relacji emocjonalnych mogą przynieść wiele radości, ale też mogą zadać dotkliwe rany.
„Budowa szczęśliwego związku to nieustanna, ciężka walka. Każdego dnia, każdej minuty. I na dodatek przeważnie przegrana. Ktoś kiedyś powiedział, że nie wystarczy tylko próbować. By osiągnąć cel, choć jeden raz, aż jeden raz, musi się udać”.
Szczęśliwy związek to jednak stan tymczasowy. Później przychodzi codzienność, monotonia, obowiązki, znużenie i w końcu rozstanie. Porozwodowe romanse i wspomnienia przedślubnych przygód miłosnych sprawiają, że Konrad stopniowo zaczyna z nieco innej perspektywy poznawać zarówno siebie jak i swoją byłą partnerkę.
„Jak się okazuje nie wystarczy ożenić się z kimś, by go dobrze poznać”.
Kolejne gonitwy za miłościom sprawiają, że wykreowany przez Marka Frengera bohater popełnia kolejne błędy, wikła się w niezobowiązujące relacje seksualne, które przyniosą w jego życiu wiele zamieszania i wywrócą jego życie do góry nogami, przez co poczuje, że rozwód to tylko początek wielu emocjonalnych kataklizmów.
„Nie ma takich ludzi, którym wychodzi wszystko. Wspólne życie to sztuka osiągania kompromisów”.
Tych kompromisów powoli uczy się Konrad, który odkrywa, że w życiu nigdy nie jest tak jakbyśmy tego oczekiwali, że bywa ono bardzo zaskakujące. Bohater traktujący kobiety jak piękne zabawki na początku drogi wydaje się dużym dzieckiem, którego wiadomość o ojcostwie zaskakuje tak bardzo, że chce są w łatwy sposób pozbyć problemu. Bujanie w chmurach, uciekanie przed konsekwencjami swoich czynów, imprezowanie, wchodzenie w relacje seksualne z kolejnymi kobietami sprawia, że widzimy w naszym bohaterze duże dziecko, mężczyznę z syndromem Piotrusia Pana: pozornie samodzielny, ale jeszcze niepotrafiący ponosić konsekwencji swoich czynów. Mały-dorosły Konrad szuka prawdziwej miłości, ale nie będzie to możliwe dopóki sam nie stanie się dorosłym i gotowym na tę miłość. Nim do niej dorośnie (a stanie się to na końcu książki) staniemy się towarzyszami jego doświadczeń seksualnych, których jest tu (mimo niewielu opisów scen erotycznych) naprawdę sporo. Marek Frenger mimo tego erotycznego zagęszczenia, dużej ilości rozmów bohatera i jego przyjaciół o seksie pozostawia wiele miejsc pustych, sugerujących intensywnie spędzone noce we dwoje pozwalając naszej wyobraźni na wypełnienie ich.
Na pierwszy rzut oka „Wszystkie moje wątpliwości” to książka o przygodach łóżkowych głównego bohatera. To one znajdują się tu na pierwszym planie, przesłaniają całe jego życie, skłaniają do kupowania najdroższych alkoholi, ciągłego imponowania kobietom, popisów niemal jak w przedszkolu, nieustannego porównywania się z innymi samcami. Dopiero po wejściu w akcję, zgłębieniu jej sensu możemy dostrzec stopniowe przemiany Konrada, powolny proces jego dojrzewania emocjonalnego.
„Wszystkie moje wątpliwości” Marka Frengera podobnie jak „Tym razem naprawdę” to opowieść o spotykających się dłoniach, rozgrzanych ciałach poruszających się w rytm muzyki lub przyspieszonego oddechu i porywów serca, czy potrzeby bliskości. Dostajemy w nich historie pokazujące, że poszukiwanie drugiej osoby, tej z którą spędzi się resztę życia bywa trudne, czasochłonne i bolesne, a czasami wymagające gruntownego przemeblowania własnych wartości, spojrzenia na podjęte decyzje z innej perspektywy. Kobiety i przyjaciele zaskakują głównego bohatera swoją otwartością, czasami brakiem zahamowań, fantazją i doświadczeniem.
Marek Frenger w swojej powieści zabiera nas w wędrówkę po Szczecinie: mieście tętniącym erotyzmem, pełnym pięknych kobiet szukających albo miłości albo przygody na jedną noc, wsparcia lub sposobu zemsty na partnerze, stałych relacji lub chwilowej odskoczni od dłuższego związku. Mężczyźni są tu elementem biernym, poddającym się temu, co przygotowały im kobiety: matki, żony, kochanki, siostry i córki będące przyczyną lęków na tle seksualnym. Dzięki temu autor porusza kwestie darwinizmu, lęków przed homoseksualizmem i jednoczesnej fascynacji nim, strachu przed tym, czy będą świetnymi kochankami, ciągłej potrzeby rywalizacji o uwagę płci pięknej, konieczności porównywania wielkości członków, sprawności w łóżku. „Wszystkie moje wątpliwości” to opowieść o mężczyźnie, który w wieku dwudziestuparu lat się ożenił, a mając trzydzieści trzy rozwiódł. Pod pozorem prostej opowieści dorosłego, ale emocjonalnie dziecinnego rozwodnika Marek Frenger przybliża nam teorie biologiczne i społeczne ze spojrzeniem Jareda Diamonda i Ervinga Goffmana na czele.
Powieść Marka Frengera – mimo ciągłych niepowodzeń bohaterów w dążeniu do tego pozornie banalnego celu – ma pozytywny wydźwięk. Autor przekonuje, że szczęśliwe zakończenie może nas bardzo zaskoczyć i może być zupełnie inne niż to, na które czekamy. Trzeba mieć tylko cierpliwość, zrobić porządny rachunek sumienia i otworzyć się na to, co przynosi los.
Mimo, że „Wszystkie moje wątpliwości” to druga opowieść szczecińskiego tryptyku Marka Frengera to są one autonomiczne i bardzo luźno powiązane. Czytanie kolejnych części nie wymaga znajomości wcześniejszych, ale znajdowanie motywów akcji z poprzedniej opowieści na pewno przyniesie czytelnikowi satysfakcję i pozwoli spojrzeć na niektóre wydarzenia z poprzedniego tomu z nieco innej perspektywy. Powieści Marka Frengera to twórczość znajdująca się pomiędzy tym, co znany z Katarzyny Grocholi, Jamesa Joyce'a, Nicka Hornby’ego i Alberta Camusa: jest w nich wędrówka po mieście, zaskakujące znajomości i rozmowy prowadzące bohaterów w najskrytsze zaułki ich duszy, a to wszystko wymieszane z dużą dawką seksu z męskiego punktu widzenia.





wtorek, 13 listopada 2018

Dariusz Muszer "Baśnie norweskie"


Dariusz Muszer, Baśnie norweskie, przedmowa Dariusz Muszer, Szczecin, Bezrzecze „Forma” i „Fundacja Literatury imienia Henryka Berezy” 2018
„Był sobie pewien król, który (…)”, „Gdy Pan Jezus i święty Piotr chodzili jeszcze po ziemi, przybyli pewnego dnia do (…)”, „Żył sobie ongiś pewien biedny człowiek, który (…)”, „Był sobie pewien chłop, który (…)”, „Żyła sobie kiedyś pewna stara kobieta, która (…)”, „Daleko, daleko stąd (…)” – takimi słowami Dariusz Muszer wprowadza nas w świat baśni norweskich. Pierwsze, co nas zaskakuje to objętość książki. Ponad czterysta stron kryje w sobie dziewięćdziesiąt baśni o różnej długości: jedne zajmują niecałe pół strony, inne kilka, jedne są jednowątkowe, a inne przypominają streszczenia wielowątkowych, rozbudowanych powieści fantastycznych. Tematyka także jest bardzo różnorodna: jedne przypominają bajki z motywami zwierzęcymi pokazującymi przebiegłość niektórych zwierząt, inne objaśniają świat, wygląd zwierząt, tłumaczą zjawiska przyrodnicze, a jeszcze inne pozwalają nam wejść w relacje międzyludzkie, przyjrzeć się zawiści, uprzedzeniom, dyskryminacji (od wiekowej przez majątkową po płciową) i niesprawiedliwości. Nie zabraknie w nich również nawiązania do apokryfów. Motyw Jezusa, świętego Piotra czy Marii ubrany jest w baśniową otoczkę, w której czary i cuda są sobie równe. Wydźwięk wszystkich jest jeden: spryt, pracowitość, umiejętność myślenia, upór, bezwzględność i dobre serce, bezwzględne posłuszeństwo oraz pobożność pomagają osiągnąć cel. Natomiast próba przeciwdziałania przeznaczeniu, plotkarstwo, zawiść, uprzedzenia, przechwalanie się, pomówienia, podporządkowanie regułom (innym razem łamanie ich) nie może skończyć się dobrze. W będących wynikiem wielopokoleniowej pracy anonimowych twórców utworach znajdziemy motywy znane nam z baśni braci Grimm i Charles'a Perraulta. Odkryjemy w nich bardzo dobrze znany nam z „Pani Zamieci” motyw „sióstr”: faworyzowanej córki macochy i poniewieranej córki ojca, który z różnych powodów nie jest w stanie stanąć w obronie własnego dziecka. Przetwarzany na wiele sposobów: od znanego nam motywu wpadnięcia do studni i służby zakończonej nagrodą w przypadku pracowitej dziewczyny i kary dla leniwej. Tyle, że w norweskich baśniach zamiast wróżki częściej pojawiają się trollice czujące obowiązek zapłaty, ale niechętne do jej dokonania, dlatego stosujące różne chwyty mające nagrodzonego bohatera pozbawić nagrody, a później starać się go okraść. Tak jak u Grimmów i Charles'a Perraulta dobrym i pracowitym ludziom sprzyja przyroda, pomagają siły nadprzyrodzone oraz postacie biblijne. Często pojawia się również motyw trzech braci. Najmłodszy jako najmniej doświadczony i najsłabszy traktowany jest tu z pogardą. Szybko okazuje się, że sama siła to mało. Do osiągnięcia celu często potrzebny jest spryt i pomoc magicznych zwierząt, zaklętych w nie przez trolli ludzi. Pracowici ludzie bywają też wynagradzani przez siły przyrody. I tak opowieść o wietrze Północnym pozwala wejść w motywy samo nakrywającego się stolika (tu obrusa), kijów samobijów, złotodajnych osłów. Będą też złote kaczki, magiczne lipy. W książce nie zabraknie też motywów spółek niedźwiedzia z lisem. Znane nam z bajek przygody tu podano w formie nieco dłuższej, napisanej prozą. Nie może też zabraknąć diabła: pokonanego przez spryt ludzi, którzy zawierzyli mu swoją duszę.
To, co może zaskoczyć polskiego czytelnika to odmienny układ sił społecznych, mniejszy rozłam między władcami, ich służbą i chłopstwem, dlatego przejście z jednej klasy do drugiej nie jest takie zaskakujące. Władcy nie mają tu majestatycznych zamków tylko bardziej coś w rodzaju dużych zagród, o które trzeba dbać. Kolejne zaskoczenie przychodzi, kiedy uzmysławiamy sobie, że biedni bohaterzy nie zachowują się uniżenia wobec bogatych. Chociaż pogardę dla biedniejszych u tych drugich można spotkać. Zwykle wówczas majętny bohater uzmysławia sobie, że popełnił błąd. Bardziej też ceniona jest tu pracowitość niż pozycja społeczna. Zaradny chłop ma większe szanse na zdobycie ręki księżniczki niż leniwy książę. To troszkę przypomina idealne społeczeństwa kreślone przez José Ortegę y Gasseta marzącego o społeczeństwie, w którym przynależność do elity nie jest dziedziczona tylko trzeba sobie ją wypracować. Praca w baśniach norweskich jednak nie wygląda tak jak my byśmy sobie to wyobrażali. Co prawda jest trud, ale jest to trud innego rodzaju: bardziej intelektualny niż fizyczny. Awansujący bohaterzy zwykle udają się na długie wyprawy, okradają i zabijają trolle przypominające wielogłowe monstra lub smoki albo znanych nam olbrzymich, żarłocznych wielkoludów i wilkołaków podkarmiających ludzi, aby móc ich zjeść. Motyw znany z „Jasia i Małgosi” tu dostaje kostium młodzieńca pragnącego uchronić się przed karą dla ofiary pomówień. Młody mężczyzna woli udowodnić królowi, że potrafi to, o czym mówią jego wrogowie niż tłumaczyć się i stracić życie. Zamknięty w trollowej komórce i bardzo dobrze karmiony podsuwa swoim nadzorcom gwóźdź, patyk, aby uniknąć szybkiego zjedzenia, a następnie podstępnie zabija trollicę i daje jej ojcu (zamiast siebie) do zjedzenia. Zło zostaje tu surowo ukarane, a dobry chłopak zyskuje duże bogactwo pozwalające mu na poślubienie księżniczki i tym samym awans społeczny.
„Baśnie norweskie” zachwycają, pozwalają nam przenieść się do świata baśni, motywów przetwarzanych w książkach norweskich pisarzy, poznać odmienne zależności społeczne, nieco inne wykorzystanie znanych motywów. Ponad to Dariusz Muszer w przedmowie uświadamia czytelników, że baśnie – wbrew naszym przekonaniom – to nie utwory dla dzieci tylko dla dorosłych: tworzone przez nich i dla nich. Wyłaniająca się z opowieści brutalność bliska jest tej znanej z oryginalnych baśni braci Grimm i Charles'a Perraulta. Mają też podobne początki istnienia w formie piśmiennej: zebrane i spisane przez duet badaczy w XIX wieku, dzięki którym nie tylko poznaliśmy te opowieści, ale i mogliśmy wejść w okoliczności ich powstania. Nurt narodowo-romantyczny skłonił wówczas pisarzy i badaczy do poszukiwań w ludowych motywach, sięgania do twórczości średniowiecznej przetwarzanej przez kolejne pokolenia. Zawarte w „Baśniach norweskich” utwory to wynik prekursorskiej pracy Petera Christena Asbjørsena i Jørge’a Moe’a. Przetłumaczone przez Dariusza Muszera baśnie językowo nawiązują do znanej nam baśniowej stylistyki, ale pozwalają poznać świat nieco innych wartości i zależności. Autor przybliża nam również początki języka norweskiego będącego zaskakującym zlepkiem kilku. Z przedmowy dowiemy się również, w jaki sposób baśnie zawędrowały do miejskich domostw. Czytając kolejne utwory uświadomimy sobie, że pojawiają się w nich elementy znane z książek wybitnych pisarzy wychowanych w kulturze nordyckiej.
„Baśnie norweskie” to prawdziwa uczta dla każdego, kto lubi wchodzić w świat odmiennej kultury, poznawać inne spojrzenie i skróty językowe. Na pewno będzie to książka przydatna również dla ludzi uczących się norweskiego. Baśnie pomogą w zrozumieniu wielu frazeologizmów, skojarzeń językowych. Zdecydowanie polecam.