wtorek, 29 grudnia 2015

ciastolinowe kucyki



Naprawdę świetna, zapachowa ciastolina z foremkami i narzędziami do robienia kucyków. Kilka razy przyglądałyśmy się wszelkim ciastolinom z kucykami i niestety były to zwykłe wyciskarki za prawie 100 zł. Tu mamy formy do zrobienia kucyków całych z ciastoliny, a do tego w różnych kolorach, które pachną nieco inaczej (zapachy zbliżone do waniliowych) i ponoć świecą (nasze nie świecą). Do tego konsystencja tej masy jest nieco inna niż w znanych ciastolinach (coś pomiędzy polecaną przeze mnie masą z mąki ziemniaczanej a ciastoliną). Do tego córka wybrała sobie zestaw do robienia lodów z ciastoliną, dzięki czemu kucyki mogą opychać się deserami. Oczywiście w drugim opakowaniu mamy znaną nam ciastolinę i lepiej nie mieszać tych dwóch rodzajów, dlatego wykorzystujemy wszystkie narzędzia do masy z opakowania z kucykami.
Zestaw z kucykami jest bardzo funkcjonalny, łatwy do czyszczenia. Niestety z czyszczeniem tego od lodów jest problem i gdyby nie nożyki z pudełka z kucykami byłby wielki problem z doczyszczeniem wyciskarki.
Oba zestawy kosztowały mniej niż wyciskarki w kształcie kucyków i każdy z nich posiada więcej i bardziej interesujących narzędzi, dzięki czemu zapewniają bardziej aktywną i kreatywną zabawę.




 

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Miłosz Waligórski "32 ślady ku"



http://www.wforma.eu/32-slady-ku.html
Miłosz Waligórski, 32 ślady ku, Szczecin, Bezrzecza „Forma. Fundacja imienia Henryka Berezy” 2015
„ojciec stoi na progu
pokoju/ i mówi
tyle mamy sobie do powiedzenia

czy wejdzie do środka
czy wyjdzie trzaskając drzwiami

od tego wszystko zależy
życie zawiera się w tej skali”
Wszystko w naszym życiu zależy od relacji i sposobu przekazywania myśli. Na ile sposobów możemy powiedzieć proste zdanie „tyle mamy sobie do powiedzenia”. Zapisane zdanie nie niesie z sobą ogromu emocji towarzyszącego codziennemu życiu. A przecież może to być komunikat pełen miłości lub złości, znudzenia i tęsknoty. Każde ubranie w emocje mówi nam o relacjach, kontekście i osobowości nadawcy. Każdy z utworów posiada taką niejednoznaczność znaczenia, a każdym znajdziemy możliwość innego wypowiedzenia, oddania emocji wiążących bohaterów lirycznych. Odczytanie go zależy od samego czytającego, jego nastroju, doświadczeń. To on nadaje podmiotowi cechy, kreśli jego świat, wypełnia miejsca puste, których w poezji jest wiele. W tomie „32 ślady ku” jest ich tak wiele, że możemy wszystkie historie wpisać w swoje życie, umieszczać w różnych kontekstach, zobaczyć w nich osobiste relacje z ludźmi i swoje dążenie do własnych ideałów. "32 ślady ku" to dla mnie utwory wiodące ku samopoznaniu. Brak dopowiedzenia w tytule ku czemu jest to wędrówka sprawia, że każdy z nas może podejść do zbioru bardzo osobiście, przez co całość staje się niezwykle uniwersalna.
Zbiór stanowi piękną wielowątkową opowieść, w której każdy utwór daje wiele możliwości odczytania i osadzenia w życiu każdego człowieka, dlatego zachęcam do tej niezwykłej wędrówki przez labirynty swojej świadomości i podświadomości.




Gdańsk - Gdynia -Sopot






 



niedziela, 27 grudnia 2015

Hiszpania Pedro Almodóvara - opinia z blogu "Modowe-urodowe"

Hiszpania Pedro Almodovara
Pedro Almodovar jest jednym z moich ulubionych reżyserów.Wielbiciel kina, który w wieku 16 lat udał się do Madrytu, a swój pierwszy film „Pepi, Luci, Bom i inne dziewczyny z dzielnicy” nakręcił w wieku 23 lat, początkowo pracował w firmie telekomunikacyjnej. Już we wczesnej młodości związał się z hiszpańskim ruchem la movida madrilenia (ruch madrycki, powstały po śmierci generała Franco, nazwa była aluzją do nazwy jego partii).
Almodovar najbardziej znany jest jako twórca ekscentrycznych filmów, których akcja toczy się w półświatku, a bohaterami są szaleńcy, wykolejeńcy, narkomani, prostytutki, kryminaliści, gwałciciele, samotnicy, zakonnice, staruszki, policjanci, żołnierze i…. długo można byłoby wymieniać.
Było tak już od wczesnych filmów, w których punkową energią i przekraczaniem granic dobrego smaku i dobrego wychowania wsączał w skostniałe hiszpańskie społeczeństwo truciznę rozpusty, niesubordynacji, i dobrej zabawy.
Almodovar jest dla mnie reżyserem, który nie tylko kocha kino, kocha bawić się w robienie filmów (jest to często zabawa czysto rodzinna, bo zaangażowani w produkcję bywają członkowie jego własnej rodziny i bliscy przyjaciele, a także ukochani aktorzy jak Antonio Banderas czy Penelope Cruz, którzy mimo statusu gwiazd hollywoodzkich uwielbiają pracować z Almodovarem). Tworzy niezapomniane sceny dekonstruując najróżniejsze gatunki od musicalu, po kryminał, a nawet medical thriller i melodramat. Sceny z filmu „Tacones Lejanos” („Wysokie obcasy”) gdy transwestyta Lethal jak wielka dragquinowa diva  śpiewa przebój Luz Casales („Un Año de Amor”) w podejrzanym klubie nocnym albo jak Marisa Paredes nuci „Piensa en mi”  działają jak klasyczne wyciskacze łez, które z takim upodobaniem oglądają hiszpańskie gospodynie domowe, a przecież filmy Almodovara trudno nazwać melodramatami.
Hiszpański reżyser, twórca takich filmów jak „Kika”, „Kwiat mojego sekretu” , „Wysokie obcasy” czy oskarowy „Porozmawiaj z nią”, zanurzony jest w hiszpańskim sosie jak mało kto. Pozornie wyzwolony od nakazów i zakazów związanych z reżimem generała Franco, nie mający tak strasznych kłopotów jak Berlanga (którego film „Krówka” spędził na liście filmów zakazanych wiele lat) i nie tak rozwścieczony dyktaturą jak walczący z reżimową cenzurą Carlos Saura (choć związki tematyczne i wizualne Saury i Almodovara są dość jednoznaczne, zwłaszcza jeśli się ogląda filmy twórcy „Ana y los lobos” a zaraz potem dzieła filmowe reżysera „Kiki”), Almodovar jest Hiszpanem do szpiku kości.
Mimo buntu przeciwko temu co stanowi o kwintesencji hiszpańskij duszy (Bóg, honor, machismo), mimo zaludniania filmów postaciami jakie nie są powszechnie kojarzone z Hiszpanią (prostytutki, wykolejeńcy, narkomani, transwestyci), nie potrafi tworzyć poza granicami swego kraju, pozbawiając swoje filmy owego specyficznego kolorytu, który przez cały czas go otacza i inspiruje.
Hiszpania w czasach postfrankistowskich nie jest pozbawiona głęboko zakorzenionych przesądów i zwyczajów. Hiszpanie wciąż pasjonują się corridą, nieustannie walczą o byt migrując ze wsi do miast, starając się przeżyć, podejmując najbardziej upadlające prace, a aby o tym nie myśleć bawią się i ta frenetyczna zabawa jest obecna w każdym z filmów Almodovara, który uwiecznia ją z humorem, pobłażliwością, odrobią ironii i melancholii.
Almodovar pochodzi z kraju, gdzie urodzili się hiszpańscy grandowie, ale i najbardziej ekscentryczny artysta świata, czyli Salvador Dali. Ma więc w sobie  pewną dozę szaleństwa, drwiny, ale i niezwykle wnikliwej uwagi, dzięki której udaje mu się odnotować proces przemian w społeczeństwie hiszpańskim. Bolesny, nie do końca udany, i ożywczy, chociaż niosący ze sobą wiele niebezpieczeństw.
Książek na temat Almodovara w języku polskim nie ma zbyt wiele i jest to dla mnie coś kompletnie niezrozumiałego, zwłaszcza że w naszym kraju filmy tego twórcy jak i wszystko co hiszpańskie cieszą się ogromnym zainteresowaniem, a nawet młodzi ludzie snobują się na chodzenie na filmy Hiszpana, czytają hiszpańskie książki (warto przypomnieć prawdziwy polski szał na twórczość Carla Ruiza Zafona, który ma status twórcy bestsellerów) i z upodobaniem jeżdżą do Hiszpanii.
Fani filmów Almodovara niestety nie mają zbyt wielkiego wyboru – wyszło, i to dość dawno, niewiele książek na temat twórczości hiszpańskiego twórcy.  Anna Sikorska i jej  „Hiszpania w filmach Pedra Almodovara” wypełnia tę lukę i godna jest polecenia wszystkim tym, którzy chcą się dowiedzieć, jaki obraz  Hiszpanii uwiecznił Almodovar w swoich filmach. Autorka przekopała się przez dostępne źródła i bardzo wnikliwie obejrzała filmy Almodovara, z których w książce szczegółowo omówiła kilka, a nawet przytoczyła przetłumaczone dialogi, które ubarwiają tekst.
Książka powstała jako owoc pracy naukowej, ale  dla zwykłego fana filmów zakochanego w specyficznym stylu Almodovara jest skarbnicą niezmiernie interesujących informacji. Jest tu bardzo precyzyjnie opisanych szereg tematów związanych z kulturą hiszpańską sportretowaną przez twórcę „Kiki”. Od specyficznej religijności bliskiej dewocji i nierzadko zahaczającej o pogańskie przesądy, po sytuację społeczną i polityczną w czasach generała Franco i tuż po jego śmierci, od migracji ludności „za chlebem” z hiszpańskiej wsi do wielkich blokowisk Madrytu i wielkich miast niemieckich (niezmiercie ciekawy jest wątek niemieckich kobiet, które masowo poślubiały Hiszpanów) do nierozerwalnie związanej z kulturą hiszpańską corridy, której historię w kontekście filmów Almodovara autorka szczegółowo omawia. Anna Sikorska skupiła się na samych filmach Almodovara bez osadzenia ich w historii kina hiszpańskiego i omówiła te wątki, które pozwoliły jej na wyodrębnienie tego  jak prezentuje się Hiszpania w utworach filmowych twórcy, który mawiał, że nie bierze pod uwagę dyktatury Franco, bo dla niego Franco nie istniał. Jest to oczywiście dość przewrotne stwierdzenie, bo, jak autorka książki wykazała, frankizm bardzo powoli i opornie wychodzi z ludzi, którzy żyli w epoce frankizmu i niezwykle trudno im się z tego otrząsnąć.
„Hiszpania w filmach Pedra Almodovara” to publikacja dla takiego miłośnika Almodovara jak ja tak interesująca, że pochłonęłam ją w jeden dzień.  Marzyło by mi się jednak, aby wydana została w formie wielkiego albumu z kolorowymi zdjęciami z filmów, które choć opowiadają o szarych czasach i smutnych, a nawet tragicznych wydarzeniach to w większości są popartowsko kolorowe, pełne kiczowatych strojów i ekstrawaganckich postaci. Bo Almodovar ma w sobie coś z Salvadora Dali. Nawet fascynację Marilyn Monroe.

sobota, 26 grudnia 2015

Krzysztof Lisowski "Czarne notesy (o niekonieczności)"



http://www.wforma.eu/252,czarne-notesy-%28o-niekoniecznosci%29.html
Krzysztof Lisowski, Czarne notesy (o niekonieczności), Szczecin, Bezrzecze „Forma. Książnica Pomorska” 2012
Czarne skrzynki są znanymi wszystkim rejestratorami katastroficznymi, na których możemy znaleźć zapis ostatnich chwil lotu samolotu. Mają one pomóc w dalszej eliminacji nieodpowiednich czynników, a przez to zapobiec kolejnym katastrofom. Tytuł „Czarne notesy” może nam się skojarzyć z takimi skrzynkami tym bardziej, że podtytuł zbioru „(o niekonieczności)” wprowadza nas w świat wydarzeń, które nie są nieuniknione. Wszystko – przy lekkiej zmianie okoliczności – mogło potoczyć się inaczej, o czym doskonale wiedzą bohaterki „Historii z Thassos”: „W bramach siedzą stare kobiety, tkają nić wieczoru. One wiedzą, że nie ma gotowych rozwiązań, a życie pod koniec każdego dnia domaga się dramatu. Ta historia musi rozwinąć się w jakiś znany sobie sposób”.
Krzysztof Lisowski zabiera nas w świat doznań i rozważań nad elementami dnia codziennego, kultury, bogactwa zapożyczeń, otoczenia. Każde doznanie, obserwacja, wydarzenie z pozornym zakończeniem są pretekstem do snucia niedługiej (często kilkudaniowej) obserwacji i refleksji. Konteksty z „Biblii” mogą stać się źródłem refleksji na zwykłej wycieczce rowerowej, tak samo jak zwykły napis mijany w drodze do stolicy oraz przeżycia ludzi kultury i nauki. Obrazy Lisowskiego pozwalają uchwycić nieznane nam, osobiste relacje z podróży przez życie. Nie zabraknie tam spojrzenia na śmierć, podróże, odpoczynek, pracę, proces tworzenia, przemiany polityczne, gospodarcze, społeczne. Można stwierdzić, że książka stanowi swoisty diariusz z migawkami życia  narratora-podróżnika dystansującego się do siebie i otoczenia oraz jednocześnie wnikliwie obserwującego te przestrzenie, co doskonale ujawnia się w utworze „Skład wyrazów”, w którym podmiot mówi o bohaterze- poecie (autor jest również poetą) i jego – poważnym spojrzeniu zmieszanym z lekkim przymrużeniem oka na proces tworzenia i rolę poety, który bez natchnienia zsyłanego przez siły wyższe jest nieważna marionetką borykającą się z barakiem metafor.
Zbiór polecam osobom lubiącym niedługie refleksyjne utwory, pozwalające na spojrzenie na wiele spraw z nieco innej perspektywy. „Czarne notesy (o niekonieczności)” zabierają nas w światy prostych i subtelnych opisów otoczenia. Często wystarczy kilka zdań, aby powstał kolejny świat, w który przenosi nas autor.