środa, 20 czerwca 2018

świat pełen dźwięków

Jedną z najczęstszych nadwrażliwości, z jaką mamy do czynienia w autyzmie jest związana ze słuchem. Można ją krótko opisać jako niezwykła wrażliwość na dźwięki, co przekłada się na nieumiejętność wychwycenia głosu rozmówcy czy osoby mówiącej. Taka nadwrażliwość sprawia, że osoba z autyzmem szepty, szurania, bulgotania, odgłosy jadących samochodów poza budynkiem słyszy tak samo jak głos nauczyciela i przez to zaburzają one możliwość słyszenia tego, co mówi nauczyciel. Dziecko z autyzmem mowę może odbierać tak jak dziecko niedosłyszące: czyli bardzo wybiórczo. Słowa mogą wydawać się przepływać obok. W odbiorze mowy może pomóc siedzenie blisko osoby mówiącej, możliwość śledzenia ruchu jej ust, cisza w czasie nauki (zapanowanie nad hałasem generowanym przez różne czynniki), a także odpowiednie oświetlenie. Migocząca lampa, przestymulowanie któregokolwiek zmysłu może prowadzić do wyłączenia zmysłu słuchu. Wtedy osoba, do której mówimy wydaje się nieobecna, odpływająca, patrząca na nas jakbyśmy byli przezroczyści. Może temu towarzyszyć zatykanie sobie uszu, krzyk, zamykanie oczu, próba izolowania się od otoczenia. W radzeniu sobie z nadmiarem bodźców pomaga samotne przebywanie w ulubionym, spokojnym miejscu.
Dla osób z autyzmem podróż autobusem do szkoły może wiązać się z dużą ilością bodźców sprawiających, że po przyjeździe do placówki oświatowej czują się one wyczerpane, a czeka je jeszcze kilkugodzinny maraton przez lekcje i przerwy. O ile w czasie tych pierwszych wie, w jaki sposób się zachować to drugie mogą wywoływać poczucie zagubienia wynikające chęcią wejścia w grupę i jednocześnie niemożliwością zrobienia tego przez wewnętrzny opór do nawiązywania kontaktów z większą ilością osób na raz wynikających z tego, że nadmiar bodźców sprawia poczucie przytłoczenia nadmiarem wrażeń. Taka wrażliwość wpływa także na sen: pozornie niewinne dźwięki mogą osobę z autyzmem budzić i wywoływać jej krzyk.
Nadwrażliwość słuchowa wpływa na rozwój języka: jeśli bzyczenie muchy odbieramy tak samo intensywnie jak mowę, a dookoła mamy całe mnóstwo innych dźwięków musimy zacząć pracę nad podstawami komunikacji, czyli nawiązaniem kontaktu wzrokowego, przekazywaniu tego, co chcemy gestami oraz mimiką, a dopiero później włączyć w to naukę naśladowania dźwięków, które będzie dużo łatwiej naśladować, kiedy mamy opanowaną umiejętność nawiązania kontaktu wzrokowego. Kolejnym etapem będzie nauka wyselekcjonowania mowy z napływających do nas dźwięków. To w jakim stopniu dziecko radzi sobie z tym wpływa na socjalizację oraz wyniki w nauce. Konieczność ciągłego selekcjonowania mowy wymaga dużego skupienia. Często zdarza się, że mowa połączona z innymi odgłosami (np. muzyka w tle) sprawiają, że fragmenty wypowiedzi nie docierają do osoby słuchającej, która może wydawać się rozkojarzona lub leniwa, ale tak będzie to wynik zaburzenia sensorycznego utrudniającego filtrowanie docierających do takiej osoby bodźców.
Pracę z dzieckiem z nadwrażliwością lub podwrażliwością słuchową pomagają polecenia pisemne. Dużo lepiej taka osoba czuje się pisząc kartkówkę niż odpowiadając przy tablicy, kiedy musi poradzić sobie ze światłem, szeptami szuraniami, odgłosami bazgrania i wielu innymi oraz wyłonić z nich głos nauczyciela. Aby pomóc takiemu uczniowi warto przygotować pytania na kartce i pozwolić mu na odpowiedź pisemną.

Obraz 130 (40x40) f. plakatowe


Joanna Kończak, Katarzyna Piętka "Jak to działa? Ciało człowieka" il. Nikola Kucharska

Joanna Kończak, Katarzyna Piętka, Jak to działa? Ciało człowieka, il. Nikola Kucharska, Warszawa „Nasza Księgarnia” 2018
Pamiętacie rewelacyjną książkę Nikoli Kucharskiej „Jak to działa? Zwierzęta”?. Autorka zabrała nas wówczas w podróż po świecie zwierząt. Tom ten jest ilustrowaną opowieścią o Klarze i Karolku, którym dziadek Ignacy objaśnia funkcjonowanie poszczególnych zwierząt. Książkę podzielono na cztery rozdziały: zwierzęta domowe, w parku, gospodarstwie i lesie, dzięki czemu młodzi czytelnicy mogli lepiej poznać różne środowiska oraz wybranych przedstawicieli zwierzęcego świata kojarzącego nam się z określonym środowiskiem. Całość jest przemyślana, estetyczna, dobrze zaplanowana. Na początku każdego rozdziału mamy ilustrację przedstawiającą otoczenie, w jakim żyją zwierzęta, a dwie kolejne podwójne strony to ilustracje z budową wewnętrzną.
Na stronie tytułowej poznajemy głównych bohaterów, a na kolejnej trafiamy do pokoju Klary, w którym siedząca na łóżku dziewczynka i na podłodze chłopiec zadają wiele pytań dziadkowi. Wypełnione różnymi klatkami, akwariami i terrariami ze zwierzętami pomieszczenie sprawia, że wzrok sam wędruje po kartce. Każde zwierzę oczywiście ma coś do powiedzenia. Na kolejnych stronach widzimy „wnętrze” widzianych wcześniej zwierząt, czyli znajdziemy budowę szczura, żółwia ozdobnego, chomika, papugi ary arararuny, psa, kota. Następnie trafimy do parku pełnego zwierząt. Karolek gania za wronami, a Klara z dziadkiem siedzi na ławce i zadaje wiele pytań. Dziadek odpowiadając na nie rysuje w zeszycie. Efekt zobaczymy na kolejnych stronach, czyli poznamy budowę jeża, kreta, żaby, wiewiórki, wrony, kaczki krzyżówki, gołębia, łabędzia niemego.
Nie zabraknie też wyprawy na wieś. Klara oczywiście musi wszystko dokładnie obejrzeć, zadać wiele pytań, stanąć oko w oko ze zwierzętami. Tym razem i młodszy Karolek ma wiele pytań. Dziadek ma niełatwe zadanie: musi opowiedzieć o skomplikowanej budowie krowy, świni, kozy, kury, bociana, konia, których rysunki znajdziemy na dwóch podwójnych stronach.
Moją córkę jednak najbardziej ucieszyła książkowa wyprawa do lasu, gdzie mogła zobaczyć w kolejnej odsłonie leśne zwierzęta. „Rok w lesie” znamy znakomicie i miał wielkie powodzenie, a nową lekturę zaczęła czytać właśnie od rozdziału pozwalającego poznać wewnętrzną budowę znanych jej zwierząt. Znajdziemy tam lisa, wilka, niedźwiedzia, dzika, zająca, sarnę.
Na końcu strony poznamy zawody związane ze zwierzętami oraz inspirujące osoby, po których książki warto sięgnąć, przez co przypomina coś w rodzaju bibliografii z książek dla dorosłych. Tu jednak nie mamy podanych książek tylko wymienione ważne nazwiska i opisane sylwetki ludzi działających na rzecz zwierząt. Poznamy Karola Linneusza, Jane Goodall, Kevina Richardsona, Petera Scota, Davida Attenborougha i Adama Wajraka.
Całość bardzo przystępna, interesująca i przyciągająca dziecięcy wzrok uwagę. Zaletą publikacji jest to, że chętnie sięgną po nią zarówno przedszkolaki, jak i uczniowie szkoły podstawowej, którym pomoże przyswoić cenne informacje z bliologii. Piękne ilustracje autorstwa Nikoli Kucharskiej sprawiają, że książka jest estetyczna i jednocześnie zabawna, opierająca się na prostych skojarzeniach, dzięki czemu młodym czytelnikom będzie łatwiej poznać świat zwierząt.
„Jak to działa? Zwierzęta” Nikoli Kucharskiej to znakomita lektura dla dzieci mających wiele pytań. Wielkim plusem jest tez bogactwo głównych ilustracji w czterech rozdziałach. Pozwala nie tylko na poznawanie nazw zwierząt, rozwijanie globalnego myślenia, ale staje się doskonałym pretekstem do doskonalenia spostrzegawczości. Można je wykorzystać do zawodów, w których zadaniem będzie szybkie znalezienie określonych zwierząt na ilustracji. W zabawie warto też wykorzystać plastikowe figurki zwierząt, własne wydrukowane zdjęcia, odgłosy zwierząt dostępne na płytach. Dzięki temu zabawa będzie wszechstronną nauką.
Bardzo duże powodzenie tej książki w naszym domu sprawiło, że wyczekiwałyśmy kolejnej publikacji Nikoli Kucharskiej i w końcu się doczekałyśmy. Tym razem ilustratorka razem z Joanną Kończak i Katarzyną Piętką zabiera nas w świat ludzkiego ciała, które poznajemy razem z Klarą i Karolkiem, którym dziadek Ignacy objaśnia wiele spraw. Większość członków rodziny siedzi przy stole i za chwilę będą oglądać rodzinne zdjęcia. Klara ma bardzo poważny problem: przy koledze z innej klasy czuje, że boli ją brzuch, a do tego jej koleżanka twierdzi, że ma serce z kamienia, ponieważ nie zachwyca się bobasami. W głowie dziewczynki rodzi się pytanie czy można mieć serce z kamienia skoro jest mięsem.
Na kolejnych stronach młodzi czytelnicy dowiedzą się, w jaki sposób powstaje łysina, co znaczy sokole oko czy gumowe ucho oraz wiele innych związków frazeologicznych związanych z poszczególnymi częściami ciała, odruchów bezwarunkowych, wpływu różnych czynności na funkcjonowanie ciała i umysłu, higieny, diety i wielu ważnych rzeczy. Do tego nie zabraknie budowy różnorodnych komórek występujących w ludzkim organizmie, etapów życia (od poczęcia do starości). Sporo miejsca poświęcono również zmysłom, dzięki czemu dzieci dokładnie poznają wszystkie miejsca odpowiedzialne za możliwość odczuwania zapachów, widzenia obiektów, odróżniania smaków, słyszenia dźwięków. Dowiedzą się również, że każdy nieco inaczej odczuwa różne bodźce przez to każdy lubi coś innego. Na kolejnych stronach zostajemy wprowadzeni w świat układu nerwowego, przez co dzieci dowiedzą się w jaki sposób odczuwamy różne bodźce, jak funkcjonuje nasz mózg. W książce poświęcono też sporo miejsca zdrowemu trybowi życia: kiedy i co jeść, jaka aktywność dobrze na nas wpływa, co robić, aby nasz organizm dobrze funkcjonował, dlaczego potrzebujemy bakterii. Ponad to dowiemy się, w jaki sposób oddychamy i co jest do tego potrzebne. Dzieci poznają również najważniejsze mięśnie, układ krwionośny, dowiedzą się, kiedy trzeba odwiedzić lekarza, jakie objawy są niepokojące, nauczą się obserwować swoje ciało i nazywać objawy. Sporo miejsca poświęcono również układowi kostnemu. Na końcu książki czytelnicy dowiedzą się czym różni się lekarz od naukowca, fizjoterapeuty, dietetyka, ratownika i pielęgniarza. Do tego nie zabraknie wybitnych postaci z historii medycyny: od Hipokratesa po Zbigniewa Religę.
Matowa kartonowa okładka i bardzo dobrze zszyte strony sprawiają, że książka jest solidna. Do tego duże strony, sporo szczegółów i przemawiające do dziecięcej wyobraźni zabawne ilustracje wprowadzające w świat ludzkiego ciała skutecznie przyciągają uwagę młodych czytelników. W naszym domu „Jak to działa? Ciało człowieka” jest kolejną publikacją cieszącą się wielkim powodzeniem. Córka chętnie przegląda strony, pokazuje poszczególne części ciała i chce się dowiedzieć o nich więcej. Próbuje też pokazać, gdzie u niej można znaleźć różne elementy. W czasie pracy z książką warto wyposażyć się w modele anatomiczne pozwalające na rozwijanie umiejętności odszukiwania poznanych elementów. Lekturę polecam wszystkim dzieciom oraz młodzieży.












II Konkurs im Prof. Eweliny Nurczyńskiej-Fidelskiej na pracę magisterską

Szanowni Państwo,
Stowarzyszenie Edukacyjno-Kulturalne „Venae Artis” we współpracy z Katedrą Mediów i Kultury Audiowizualnej UŁ oraz Muzeum Kinematografii w Łodzi ogłasza II edycję ogólnopolskiego konkursu im. Prof. Eweliny Nurczyńskiej-Fidelskiej na najlepszą pracę magisterską z zakresu kina polskiego lub edukacji audiowizualnej. Konkurs ma na celu promowanie wartościowych badań naukowych, wspieranie początkujących badaczy oraz – last but not least – upamiętnienie zmarłej w roku 2016 profesor Eweliny Nurczyńskiej-Fidelskiej, która długie lata kierowała Katedrą Mediów i Kultury Audiowizualnej UŁ, była też współzałożycielką i wieloletnim prezesem Stowarzyszenia „Venae Artis" oraz osobą szczególnie zasłużoną dla rozwoju edukacji filmowej w Polsce.

Nagroda w II edycji konkursu ma charakter finansowy i podobnie jak w roku ubiegłym jej wartość to 1000,00 zł.

Do udziału w konkursie zapraszamy oprócz filmoznawców także polonistów, historyków, pedagogów, socjologów oraz absolwentów innych kierunków, którzy ukończyli studia magisterskie pomiędzy 1 maja 2017 roku a 30 kwietnia 2018 roku.  Zachęcam Państwa do rozpropagowania konkursu, szczególnie wśród promotorów prac magisterskich oraz absolwentów, którzy mogliby być zainteresowani udziałem.

Więcej informacji oraz regulamin konkursu można znaleźć tutaj:
http://filmoznawstwo.uni.lodz.pl/aktualnosci/item/249-ii-konkurs
Tutaj zaś, dla przypomnienia, informacja o rozstrzygnięciu konkursu ubiegłorocznego:
http://filmoznawstwo.uni.lodz.pl/aktualnosci/item/213-konkurs-na-najlepsz%C4%85-prac%C4%99

Mahatma Ghandi "Autobiografia. Dzieje moich poszukiwań prawdy"

Mahatma Ghandi, Autobiografia. Dzieje moich poszukiwań prawdy, tł. Josef Brodzki, wstęp Jawaharlel Nehru, Warszawa 2013.


Książka mimo nowiutkiego wydania i papieru pachnącego świeżym tuszem jest już wiekowa. Po raz pierwszy wydano ją w Polsce przed 1960 rokiem. Autor to postać bardzo interesująca i inspirująca. Wielki polityk (a może bardziej pasuje działacz społeczny), który zmienił swój rodzinny kraj, rodaków i wielu ludzi na świecie. Stał się wielką siłą napędową ruchów pacyfistycznych, wegańskich.

Wydawałoby się, że człowiek sprzed ponad stu lat nie ma nam nic do przekazania (ur. 1869). Jego książka przesiąknięta jest największą prawdą, którą każdy powinien mieć jako najważniejszą normę: „kochaj”. Owa miłość ma dotyczyć wszystkiego z wyjątkiem pieniędzy, ponieważ one szczęścia nie dają, a zakłócają spokój duszy.

Stary Ghandi opowiada szczerze o całym swoim życiu, o popełnionych błędach, młodzieńczych buntach, fascynacji żoną,  studiach, praktyce prawniczej, pracy społecznej, wyciszaniu swoich egoistycznych popędów. Jego życie jest walką i godzeniem się. W walce kieruje się miłością do rodaków, którzy są dyskryminowani przez białych (najczęściej Anglików, bo dotyczy Indii). Jednak w tej walce nie jest ślepy na ich mankamenty. Kiedy zachodzi potrzeba wprowadzenia radykalnych zmian nie wacha się stanąć po stronie zaborczego rządu, który pragnie zapobiec epidemiom.

Przez całą lekturę byłam pod wrażeniem skromności wielkiego, wykształconego hindusa, który mimo wysokiej pozycji społecznej potrafił traktować innych jak równych sobie, niejednokrotnie potrafił zniżyć się do poziomu służby najniższych szczebli i wykonywać ich pracę. Owe doświadczenia nie traktował, jako upokorzeń, ale doświadczenie, pozwalające ćwiczyć duszę i ciało.

Nasz współczesny świat jest całkowitym zaprzeczeniem jego zasad. Nie znaczy to, że mamy nagle porzucić swoje codzienne przyzwyczajenie, ale postarajmy się każdego dnia znaleźć więcej słońca w naszym życiu, więcej miłości do mijanych ludzi. Szczęście każdego człowieka zaczyna się tam, gdzie kończą się jego wymagania i pretensje wobec niesprawiedliwości otoczenia, niewdzięczności najbliższych.

Obraz 131 (40x40) f. plakatowe


"Szesnastoletnia mama" reż. Peter Werner

Kiedy dwoje ludzi spotyka się, zakochuje się i cały świat wydaje im się kolorowy i stworzony do wspólnego istnienie oraz bliskości. Jest to dla nich niezwykłe przeżycie. Poznają się. Zapewniają o swych uczuciach i ciągle chcą być bliżej i bliżej. Jest tak cudownie, że decydują się na zbliżenie cielesne. Jest to najwspanialszy moment pełen nowego, niezwykłego podniecenia i niezapomnianych przeżyć.

Co jeśli na owo współżycie decydują się jeszcze dzieci? Dzieci rodzące dzieci w naszej kulturze są postrzegane, jako porażki wychowawcze rodziców i jako patologia.
Dziennikarze, socjolodzy, pedagodzy i wielu innych szalenie mądrych i uczonych ludzi w Stanach bije na alarm z powodu wzrastającej liczby ciąż u nieletnich. Nastolatki w ciąży są dla nich zjawiskiem niezwykłym. Może, dlatego że sami starali się o potomstwo dopiero po studiach? Albo też wywodzą się z klas, w których kobiety rodziły dzieci mając „grubo po dwudziestce”. Ja sama zresztą do nich się zaliczam. Kiedy byłam w ciąży stan ten przerażał mnie, mimo że wolnym krokiem zbliżałam się do trzech dziesiątek. Później – kiedy uświadamiałam sobie, że dziewczyny naście lat młodsze mają dzieci – wyciszałam się i godziłam się z „naturą”.
Moje rówieśniczki z podstawówki miały już wówczas potomstwo, które albo chodziło do przedszkola albo do szkoły. W ich oczach byłam już stara. Ich matki rodziły jeszcze wcześniej. Ciąże u młodych kobiet nigdy nie były niczym niezwykłym. Przywykliśmy patrzeć na świat ze swojego punktu widzenia. Dla mnie osobiście urodzenie dziecka przed skończeniem studiów nie byłoby sprawą łatwą. Dla innych jest to naturalne, ponieważ w ich kręgach w tym wieku się rodzi.
Do dziś pamiętam dzień, kiedy byłam w pierwszej klasie liceum (15 lat) i przyszła do mojej mamy bardzo ucieszona koleżanka, która chwaliła się, że jej siostry córka (wówczas trzynastoletnia dziewczynka!) będzie miała dzidziusia. Dla rodziny tego dziecka, które spodziewało się dziecka nie było to niczym niezwykłym. Dla mnie to był szok! Być może, dlatego że kobiety z mojej rodziny rodziły dzieci powyżej dwudziestego drugiego roku życia, kiedy miały już skończoną edukację i jakąś tam pracę.
"Szesnastoletnia mama" jest filmem poruszającym tę bardzo ważną sprawę, z której powinni zdawać sobie rodzice nastolatków i same nastolatki. Seks jest super, ale niesie za sobą bardzo poważne konsekwencje.
Jesteśmy dorośli i wiemy, że wszystkie zabezpieczenia mogą zawieść. Liczymy jednak, że i nam się uda. Jak na ową sprawę patrzą uczniowie gimnazjum czy szkół średnich? „Na pewno się uda”.
Moim zdaniem podejmując decyzję o współżyciu, podejmujemy decyzję o spłodzeniu dziecka. Nie oszukujmy się tu "niechcianymi" czy "nieplanowanymi" ciążami, ponieważ każdy z nas posiada inteligencję, każdy z nas powinien potrafić panować nad popędami i każdy katolik powinien czekać z tym do ślubu.
Często w przypadku takiej „nieplanowanej ciąży" przed ślubem ludzie mówią: „To jej wina. Wszystko przez to, że mu dała". Czyżby w ten sposób uważali, że mężczyzna jest jak zwierzę? Mniej inteligentni? To skąd mają tyle przywilejów i uważają się za mądrzejszych, silniejszych i posiadających wiele wyimaginowanych zalet?
Daleka jestem od zrzucania odpowiedzialności tylko na kobietę. Oboje dorosłych ludzi chodziło do szkoły i wiedzą, w jaki sposób dochodzi do zapłodnienia. W XVII wieku chłopi mogli nie wiedzieć... Młodzi ludzie mogli wtedy jedynie kierować się swoimi potrzebami. Teraz jesteśmy świadomi tego, że jak współżyjemy to zawsze musimy liczyć się z możliwością pojawienia się dziecka... Aby ono mogło być potrzebna jest zarówno kobieta, jak i mężczyzna.
Ponieważ uważam, że i mężczyzna posiada rozum, więc zakładam, że decydując się na współżycie jest gotowy  ponieść odpowiedzialność, jaka wiąże się z pojawieniem nowego życia.
Dla mnie infantylne jest tłumaczenie: „Zabezpieczaliśmy się, ale tak się trafiło, więc jest nieplanowana". Nieplanowana to dla mnie coś w rodzaju gwałtu, albo kiedy bez stosunku dziecko pojawia się nagle (co jest niemożliwe i każdy dorosły to wie, więc nie oszukujmy się „bocianami" i „kapustami").
Jedynym wyjątkiem, kiedy ciąża jest nieplanowana jest gwałt.
Innym wypadkiem jest ten z filmu: za mało rozmów z rodzicami, którzy mają własny świat, własne problemy (rozwód), pracę i wiele potrzeb, a nie koniecznie szczere rozmowy z dzieckiem, które przecież kłopotliwym nie jest, bo uczy się znakomicie. Film „Szesnastoletnia mama” pokazuje nam przez jak wiele trudów musi przejść taka młoda osoba, że nie jest to wyjątek w całym idealnym społeczeństwie i że wszystkie dziewczyny z problem ciąży zostały ostatecznie same. Chłopcy-ojcowie w najlepszym wypadku wysilili się do jednorazowych odwiedzin, propozycji zrobienia testów na ojcostwo, a w przypadku odmowy - zakończenia tematu posiadania potomstwa.
Historia jest niezwykle prosta, ale pokazująca wiele prawdy. Film ten powinien być „lekturą” obowiązkową w starszych klasach szkoły podstawowej i w szkole średniej.

Obraz 134 (40x40) f. plakatowe


wtorek, 19 czerwca 2018

"Cyfrak" Krzysztofa Haladyna

22 czerwca do księgarń trafi CYFRAK Krzysztofa Haladyna.
Pod poniższym linkiem znajdziecie pierwszy rozdział powieści
Przypominam również o piątkowym spotkaniu w Warszawie

Obraz 156 (24x30) f. akrylowe


ĆWIEK VS. JĘDRUSIAK, czyli CO WY WIECIE O ZAWISZY?

18 maja 2018 doszło do spotkania Jakuba Ćwieka i Szymona Jędrusiaka. Obaj autorzy, reprezentujący odmienne rejony literatury, wydali  ostatnio powieści o Zawiszy Czarnym, które   tak bardzo różnią się ujęciem postaci tytułowego bohatera, że zapowiadało się na bitwę
na Koszykach.  Temat rozmowy też brzmiał prowokująco „Co wy wiecie o Zawiszy?”. Obyło się jednak bez przepychanek i szybko wywiązała się merytoryczna dyskusja na ważne tematy.


Zawisza Czarny: Polski patriota? Europejczyk? Superbohater?

Choć wiele jest szkół nazwanych imieniem Zawiszy Czarnego, a jeszcze więcej drużyn harcerskich, jednostek militarnych i klubów sportowych, Zawisza rycerzem bez skazy nie był. Jego życie spowija mrok tajemnicy, jednak co jakiś czas pojawia się w mgnieniu światła jakiś detal. Na tej podstawie Szymon Jędrusiak, posługując się źródłami historycznymi, ale też wyobraźnią i intuicją, wykreował w cyklu powieściowym „Zawisza Czarny” postać najsłynniejszego polskiego rycerza., Z jego książek dowiadujemy się, że w młodości Zawiszy groziła ekskomunika za występki przeciwko biskupowi,
że pił piwo ponad miarę, nie spłacał długów w terminie, procesował się
o pieniądze, nie respektował wyroków sądów i stawał z orężem przeciwko wymiarowi sprawiedliwości. A jednak stał się już dla współczesnych symbolem wszelkich cnót i bohaterem narodowym. Niewątpliwie pomogły mu w zdobyciu tej pozycji zalety bitewne, talenty  dyplomatyczne i uznanie go  za wielkiego rycerza przez władców średniowiecznej Europy. Dziś można by tę popularność porównać jedynie ze sławą Roberta Lewandowskiego.


Zawisza Jędrusiaka, pomimo europejskiego stylu życia, jest też do szpiku kości polskim patriotą,
tak jak  William Wallace, znany szerszej publiczności z  filmu „Braveheart”, jest patriotą szkockim.

„A jeśli chcemy rozmawiać o polskim patriotyzmie, trzeba sięgnąć do jego istoty i tego, czym naprawdę mógłby być i czym mógłby się stać, gdybyśmy chcieli być patriotami. Jeśli szukamy symbolu, który miałby reprezentować najlepsze cechy patrioty polskiego, jest nim właśnie Zawisza Czarny” – przekonywał podczas spotkania Jakub Ćwiek, którego Zawisza, jakże prowokacyjnie, jest współczesnym popkulturowym superbohaterem, czarnoskórym olbrzymem pochodzącym
z Wybrzeża Kości Słoniowej. Posiadającym supermoc dzielenia oraz jednoczenia Polaków...

Jeśli więc szukamy w naszej historii symboli, które wręcz domagają się obecności w popkulturze, „Zawisza Czarny jest absolutely number one!” – podsumował Ćwiek.


Zarówno Ćwiek, jak i Jędrusiak nie mają więc wątpliwości, że w literaturze warto walczyć
ze „stróżami pomników”, a najlepiej wypierać je z naszej przestrzeni,  bo naprawdę wielki może być tylko człowiek, nigdy pomnik. Temu także służą ich powieści, odbrązawianiu postaci Zawiszy Czarnego, który, jak się okazuje,  świetnie nadaje się na bohatera naszych czasów.

Trzeba tylko zainteresować nim Hollywood :)

Książki, które były pretekstem do spotkania:

Autor: Jędrusiak Szymon
Tytuł: Zawisza Czarny. Wielka wojna
Wydawnictwo: Bukowy Las

Autor: Ćwiek Jakub
Tytuł: Zawisza Czarny
Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN