niedziela, 31 stycznia 2016

między życzliwością a zazdrością

​W 2014 roku tylko 52% podatników PIT przekazało swój 1% podatku; 48% tego nie zrobiło i pieniądze zostały w budżecie państwa.

Pytam się jednej znajomej, z którą czasami zamieniam parę zdań, z której wnuczką Ola czasami bawi się na placu zabaw:
-Czy pani daje komuś swój 1% z podatku?
-Nie.
-A dałaby pani dla Oli?
-W tamtym roku też zbieraliście.
-Tak.
-Ile uzbieraliście?
-Ponad 4 tys. zł.
-I w tym roku też zbieracie? To pazerna pani jest.
-Rodzice niepełnosprawnych dzieci są niesamowicie pazerni, bo miesięcznie terapia kosztuje od kilu tysięcy, więc w przypływie pazerności chodzę i żebrzą o 1% - podsumowałam i poszłam dalej.

Powinnam bać się pytać ludzi o ten 1%, ale dla Oli jestem gotowa nawet na nazywanie mnie pazerną.

Na szczęście wspaniałych, dobrych i życzliwych ludzi jest baaardzo dużo i teraz będzie o tych, którzy może nie wiedzą czym jest niepełnosprawność i jak to jest być rodzicem niepełnosprawnego dziecka, ale potrafią okazać wiele serca, zrozumienia. Wiele osób samo prosi mnie o karteczki z informacją, o możliwości przekazania 1%, sami proszą znajomych, informują w pracy i swoje rodziny za co jesteśmy bardzo wdzięczni.
Wszystkim Wam dziękujemy.
Ola robi naprawdę duże postępy i każde wsparcie jest dla nas bardzo ważne. Cieszymy się z 1%, z podarowanych zabawek, książek, różnorodnych pomocy, podsyłanych pomysłów na zabawę, życzliwych słów, tego, że chcecie, aby Ola bawiła się z Waszymi dziećmi, że akceptujecie ją. To sprawia, że codzienność jest pełna słońca i nadziei

Aby przekazać Oli 1% należy w formularzu PIT wpisać numer:
KRS 0000037904

W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%” podać:
25068 Sikorska Aleksandra

Wszystkim, którzy pomagają nam w zbieraniu 1% baaaardzo dziękujemy. To dla nas niesamowita pomoc.

"Jednodniowy spacer po dwudziestu kilku głowach" Andrzej Wasilewski

http://www.wforma.eu/jednodniowy-spacer-po-dwudziestu-kilku-glowach.html
Jednodniowy spacer po dwudziestu kilku głowach
Andrzej Wasilewski
Jeden dzień, jedno miasto i dwadzieścia kilka osób, które zderzają się ze sobą niczym kule bilardowe. Rozmawiają przez chwilę, poświęcają kilka sekund uwagi, po czym zaraz wracają do własnych myśli, prywatnych światów. Bardzo różnych – tak jak oni. Jest pośród nich dziecko i umierający starzec. Jest profesor filozofii i bezdomny żebrak. Andrzej Wasilewski w krótkich zbliżeniach przedstawia ich historie, raz zwyczajne, raz nietypowe, jednak pisarzowi nie chodzi tylko i wyłącznie o stworzenie galerii współczesnych ludzkich przypadków. Książka Wasilewskiego jest nie tylko „spacerem” po ludzkich głowach, ale również przechadzką na skróty po współczesnych teoriach filozoficznych, społecznych, psychologicznych, politycznych... Bohaterowie przedstawiają prywatne małe prawdy, które zestawione obok siebie tworzą kakofonię idei. Ale czy w ponowoczesnym świecie da się w jakikolwiek sposób uzgodnić je ze sobą?
Robert Ostaszewski

"Igły i szpilki" Marek Czuku

http://www.wforma.eu/igly-i-szpilki.html
Igły i szpilki
Marek Czuku
Tropami autobiografii duchowej Marka Czuku, podobnie jak we wcześniejszej jego książce poetyckiej Facet z szybą (FORMA 2012), są odwołania intertekstualne, ale tym razem ich lista jest znacznie krótsza. Pojawiają się już tylko w formie napomknień wytyczających krąg lektur poety: cytatów, parafraz i aluzji. Stanowią niejako tło autoportretu, dostarczając podręcznego budulca w opisie aktualnej lub dawnej sytuacji życiowej. Cel poszukiwań przemieścił się z panoramy epoki na autoportret i parafrazując tytuł wcześniejszej książki można skonstatować, że „facet z szybą” ustąpił miejsca „facetowi z lustrem”. Teraz bowiem zamiast prześwietlania palimpsestu zapamiętanych wrażeń z lektur, drąży on pokłady nawarstwionych wspomnień prywatnych, poszukując tożsamości w zarastających źródłach swego czasu.
Wyznania sięgają przede wszystkim w przeszłość osobistą i jej ciasne zaułki, które próbuje teraz poeta rozświetlić iskrą wiersza. Czasem ta iskra rodzi ciepły blask, czasem niespokojny płomień, a niekiedy rozrasta się w pożar. Jak się wydaje, podejmowana uporczywie „walka o ogień” ma jeden cel: ożywienie dzieciństwa i chwil pierwszych miłości. Na pozór chodzi zatem po prostu o sentymentalny powrót do epizodów szczęśliwych uniesień, emocjonalnych złudzeń i niespełnionych inicjacji. Archeologiczna rekonstrukcja dawnych wyobrażeń i nadziei przebiega między biegunami skrajnych nastawień: krytyczną rewizją autobiografii a rewaloryzacją, ocalającą jej wybrane fragmenty.
z posłowia Piotra Michałowskiego

"Jonestown" Karol Samsel

http://www.wforma.eu/jonestown.html
Jonestown
Karol Samsel
trzecia część tryptyku "trzy pogrzeby"

Tytuł książki poetyckiej Karola Samsela, echo utopijnego projektu Jima Jonesa, sugeruje rewizję jednego z wielkich marzeń nowoczesności. Marzenia o świecie koniecznym – świecie oczyszczonym z przypadku. W tym sensie poetycki idiom autora nie uległ zmianie. Za maskami, które podmiot nakładał w przeszłości, kryli się przecież kolaboranci i mordercy, zdrajcy i gorliwi słudzy ideologii: nowoczesne wcielenia biblijnego łotra. Punkty orientacyjne tej poezji uległy jednak przemieszczeniu. Na tle wcześniejszych zbiorów, a można tu mówić o kontynuacji linii wytyczonej w Więdnicach i w Prawdziwie noc, tworzących razem z najnowszą częścią specyficzny literacki tryptyk Samsela (Trzy pogrzeby), wyróżnia tę książkę specyficzny, silniejszy niż kiedykolwiek autotematyzm. Jeśli Więdnice to szukanie pośrednictwa łotra, Prawdziwie noc z kolei – droga na Karmel przez dolinę ciała, Jonestown jest, w głównej mierze, poezją o literaturze i sacrum, również – o sacrum literatury. Punktem wyjścia kolejnych tekstów, a zarazem ich centralnym problemem, jest akt stwarzania wiersza, spełniany na oczach czytelnika „poetycki performance”, który – poeta ma świadomość kłopotliwości tych gestów – zakorzenia pisanie w tradycji. Wiersz, banknot wyciągnięty z „brudnego, pokrwawionego portfela polskiego języka”, wychodzi od wiersza i do wiersza powraca, usamodzielnia się w wierszu, a także żyje w ciągłym dialogu z wierszami. Trwa w nieustannym namyśle nad własnym przedmiotem oraz kształtem. Literatura, ta wielka i ta źle urodzona (a nie brak tutaj wypraw w stronę form estetycznie podejrzanych) nie służy bowiem sacrum, lecz je współstwarza. Staje się momentem przejścia, ogniową próbą wiary.
Konrad Zych

"Małostki" Halszka Olsińska


http://www.wforma.eu/malostki-%282006-2015%29.html
Małostki
Halszka Olsińska
Małostki czytam ze szczególnymi emocjami, bo one – przez formalne podobieństwo do moich Miar i Względów – pokazują nieautentyczność artystyczną mojego wierszowania. Ja okazjonalnie ujawniam swoje marzenie o gnomicznych formach poetyckiego słowa, Ty całe swoje doświadczenie poetyckie demonstrujesz właśnie w gnomicznych formach poetyckiej organizacji słowa. Inaczej mówiąc, czytam Małostki z podziwem i niemal z zazdrością, gdybym do czegoś takiego był zdolny.
Henryk Bereza – Listy do poetów: do Halszki Olsińskiej, „eleWator” 3/2013


sobota, 30 stycznia 2016

"Hiszpania w filmach Pedra Almodóvara" Anna Sikorska - opinia z blogu "Książka z nadzieją"

Choć jest to praca niewątpliwie naukowa, to czyta się lekko i przyjemnie. Może dlatego, że wszystko było dla mnie nowością, gdyż przyznaję, ani jednego filmu tegoż reżysera nie widziałam. Teraz jednak mogę już ze swobodą porozmawiać zarówno na temat początków jego kariery jak i całej niemal twórczości.
Sposób ukazania kobiet, kreacja roli mężczyzny, czy bezpruderyjna prezentacja najbardziej intymnych szczegółów z życia swoich bohaterów – to wszystko autorka poddała drobiazgowej analizie. Dodatkowo w pracy mamy obszerny rys historyczny Hiszpanii, opis genezy corridy czy wyjaśnienia dotyczące stosunku mieszkańców tego kraju do religii, również do innych narodowości.
Oczywiście najwięcej jest informacji o kobietach, o ich pozycji społecznej i ograniczeniach kulturowo-prawnych. Tłem dla historii bohaterek jego filmów są przemiany społeczno-obyczajowe, jakie zaszły w Hiszpanii po zakończeniu rządów generała Franco.
Generalnie cała praca analizuje nie tylko filmy Almodovara, ale też ukazuje jego początki za kamerą, kiedy to pracował w firmie telefonicznej a filmy kręcił w wolnych chwilach amatorską kamerą, obsadzając przyjaciół w roli bohaterów swoich obrazów. Autorka poświęciła też cały rozdział ruchowi odnowy kultura, jakim była movida.
Podsumowując: dla osób, którym nie jest obca twórczość tego reżysera, będzie to po prostu zbiorczy przegląd jego dorobku wraz z autorską interpretacją zawartego w nim przekazu. Dla tych, którzy Almodovara nie znają (jak ja) – to ciekawa lektura na kilka wieczorów, dzięki której można poznać większość jego filmów. A może nawet skusić się na obejrzenie niektórych tytułów.
Wydanie I Warszawa 2015
Oprawa miękka
Format 160×210
Strony 190
ISBN 978-83-89487-51-3
top
Za recenzję dziękujemy Yenni :) A za udostępnienie egzemplarza książki autorce.

piątek, 29 stycznia 2016

​Agata Pruchniewska "Suka w szołbiznesie"

http://wydawnictwosol.pl/ksiazki/suka-w-szolbiznesie
​Agata Pruchniewska, Suka w szołbiznesie, Warszawa "SOL" 2015
"I dobry Bóg stworzył aktorkę" to pierwsza książka, w której poznajemy Dorotkę. Niezwykła umiejętność pakowania się w tarapaty, wiara w dobre intencje ludzi, miłość i próba wejścia do szołbiznesu sprawiają, że bohaterka płynie z nurtem życie piszącym nieoczekiwane scenariusze, co czytelnikowi zapewnia dużo śmiechu. Optymistyczna i lekko naiwna oraz marząca o karierze Dorotka powraca w kolejnej książce, "Suka w szołbiznesie". Tytuł bardzo wieloznaczny i sugerujący przedmiotowe podejście do osób pracujących w tej brutalnej branży. Cała historia pozornie wydaje się niszczyć ten pazur, bo Suką okazuje się tak wabiąca się psinka. Gra słów, zabawne historie, pokazanie świata szołbiznesu w  krzywym zwierciadle dostarczają czytelnikowi lekkiej rozrywki.
Cała historia zaczyna się bardzo banalnie. Dorotka nie może znaleźć poważnych ról dla siebie, ale otrzymuje propozycję, aby jej Suka grała bardzo ważną rolę w filmie młodego reżysera. Dorotka - jako osoba marząca o karierze - waha się. Propozycja młodego reżysera bardzo ją cieszy, ale z drugiej strony zdaje sobie sprawę, że pies to nie zabawka, a do tego jej niewytresowana psinka. Z tego powodu naciska na casting, bo przecież wygląd psa to ne wszystko. Musi się sprawdzić, ale kiedy reżyser zaczyna mieć wątpliwości to Dorotka i tak przekonuje go, że jej psinka jest stworzona do tej roli i Suka zaczyna karierę filmową.  Reżyser kompletnie nie zna się na zwierzętach, kocha krzyczeć na współpracowników a do tego nie potrafi artykułować swoich oczekiwań, przez co aktorzy czują się kompletnie zagubieni,a później mamy już tylko szybki pęd przez dziwne zachowania bohaterów, Dorotki i jej Suki, która pokazuje nam świat z nieco innej, nieco naiwnej perspektywy. Kiedy psinka robi karierę Dorotka oczywiście musi dalej szukać roli i miłości dla siebie, co wiąże się z wieloma śmiesznymi sytuacjami, pokazywaniem bohaterki z dystansu okraszonego sympatią.
Narratorem ponownie jest Bóg będący doskonałym opowiadaczem: zabawny, ironiczny i próbujący kierować ludźmi, patrzący na świat, ludzi i ich słabości z dystansu. Czasami w rolę narratora wciela się Suka, która ne do końca rozumie to, co się wokół niej dzieje, ale jest zabawna, bywa złośliwa, mądra i czarująca. Suka w tej części jest tylko pretekstem do opowiedzenia dalszych losów nieporadnej i upartej Dorotki, która mimo wielu przeciwności losu stara się zdobyć pracę w zawodzie.
Kolejna książka Agaty Pruchniewskiej pełna jest humoru, szybkiej akcji. Całość napisana w stronie czynnej dzięki czemu teks nie nuży czytelnika tylko pochłania. Polecam wszystkim poszukującym lekkiej, zabawnej historii.



Anna Sakowicz "Szepty dzieciństwa"

Anna Sakowicz, Szepty dzieciństwa, Katowice "Szara Godzina" 2015
A może inni mają lepiej? - takie pytanie pojawia się choć raz w życiu w głowie każdego z nas. Znajomy ma lepszy samochód, znajoma jest lepiej wykształcona, inni podróżują, odnoszą sukcesy, chwalą się swoimi przygodami, a my siedzimy ciągle w tym samym miejscu, ciągle chodzimy do tej samej nudnej pracy bez perspektyw i z małymi zarobkami i ciągle nam na nic nie starcza, a do tego dzieciaki dorastają i mają coraz większe potrzeby. Troszkę organizacji, zaradności, łatania dziur budżetowych sprawia, że jakoś tam żyjemy na poziomie pozwalającym nie brać kredytów. Jednak pojawia się taka chwila, że chcemy więcej i więcej i nawet zaczynamy w to więcej wierzyć. Tak właśnie wygląda życie Basi i Mietka, którzy zarabiają niewiele, a desery robią z ukradzionych jabłek i śliwek. Jakby tego było mało mieszka z nimi jej ojciec  zatapiający swoje smutki w butelce. Słowo "normalność" w zderzeniu z codziennymi obrazami i problemami bohaterów staje się śmieszne. Na szczęście na horyzoncie pojawia się nadzieja: możliwość znalezienia pracy pozwalającej na dorobienie. Trzeba tylko troszkę się douczyć, zainwestować w szkolenia, oddać ojca na leczenie, kupić kilka sprzętów i spokojnie je spłacać z dodatkowej pensji. Do tego na horyzoncie pojawia się odnosząca wielkie sukcesy koleżanka z liceum. Bohaterka zaczyna wierzyć, że sukces w życiu można odnieść dzięki ciężkiej pracy i wielkiej wierze w siebie, dlatego z zapałem zabiera się za realizację kolejnych swoich planów, ulega szałowi zdobywania świata, życia w "luksusie".  Piękne plany jednak nie zawsze idą w parze z życiem.
Basia musi uporać się z niedostatkiem, chorobą ojca, zdradą, oszustwem, wyzyskiem, kłamstwami, złośliwościami, swoją niechęcią do sąsiadów. Jej proste życie komplikują próby spełnienia marzeń. Dlaczego kobieta, która rozpoczęła studia , marzyła o podróżach ląduje na kasie w markecie? Jak bardzo nieżyjąca matka kieruje jej życiem? Czy przeszłość naprawdę może mieć na nas bardzo duży wpływ? Przekonajcie się sami.
Książka Anny Sakowicz jest bardzo prosta, troszkę przewidywalna, ale i tak od pierwszej do ostatniej strony wciąga, a wszystko dzięki stylowi. Autorka buduje świat za pomocą zdań w stronie czynnej, co sprawia, że mamy wrażenie pędzącej akcji, aktywnego uczestniczenia w życiu bohaterów, którzy mogą być nam bardzo bliscy. Do tego nie brakuje w książce sporej dawki humoru. Anna Sakowicz z mistrzowską precyzją odmalowuje zwyczajność i codzienność wielu Polaków. "Szepty dzieciństwa" to powieść bardzo autentyczna. Realistyczne pokazanie zwykłych przemijających dni, problemów z jakimi boryka się przeciętna rodzina, dorastające w biedzie dzieci, które nie będą miały szansy na dalszą edukację, bo zabraknie im wiary w siebie. Opisy scen z życia z alkoholikiem w jednym domu, prosta fizjologia, nieudane pożycie małżeńskie, zwyczajne marzenia dzieci zaskakują prostotą. Nie znajdziemy tu wylewania żali, wielogodzinnych rozmyślań nad złym losem i obwiniania innych. Autorka ogranicza się do spisywania rzeczy ważnych, wnoszących coś nowego do akcji, zmieniających życie i osobowość bohaterów, którzy chcieliby nie oszczędzać na wszystkim.
W "Szeptach dzieciństwa" znajdziemy bardzo ważny motyw wpływu na dorosłe życie dzieciństwa. Anna Sakowicz w bardzo przystępny i prosty sposób uświadamia czytelników, że przemoc z jaką mają kontakt dzieci wywiera wpływ na dalsze życie, przez co nie widzimy swoich zalet tylko patrzymy na siebie przez pryzmat oprawcy, który powinien być dla nas największą podporą, a staje się najgorszym katem zabijającym nawet po swojej śmierci.
Mimo poruszania trudnych tematów, ciężkiego życia bohaterów, wielu tragedii spotykających bohaterów nie jest to książka dołująca, co bardzo rzadko zdarza się w tego typu literaturze. Z całej opowieści bije wielka energia bohaterki, która mimo wszystko kocha męża, ojca, dzieci i nawet po chwilowym załamaniu chce walczyć o przeżycie. Ku memu zaskoczeniu w książce znalazłam opisy wielu zabawnych sytuacji, przez co czytając o niełatwym losie bohaterów nie sposób było się nie uśmiechnąć czy nie zaśmiać. Autorka bardzo umiejętnie dawkuje nam emocje i opisy, co przekłada się na wywołaniu w czytelniku chęci działania, odmiany zamiast załamywania się i rozczulania nad własnym losem.
Książkę polecam osobom lubiącym literaturę pokazującą problemy społeczne.
blogi autorki:
Anna-Sakowicz
Kura pazurem
kup książkę

Wywiad z Anną Sikorską - blog "Subiektywnie o książkach

źródło: Subiektywnie o książkach

"Jestem miłośniczką kultury hiszpańskiej przepełnionej paradoksami, żywotnością, nasączoną barwami i to wszystko jest obecne w filmach Almodóvara" - Wywiad z Anną Sikorską, autorką książki "Hiszpania w filmach Pedra Almodóvara"





Kiedy otrzymałam propozycję patronatu medialnego książki dotykającej w swojej istocie filmów hiszpańskiego reżysera Pedra Almodóvara, nie zastanawiałam się ani chwili. Miesiące wyczekiwania na ową publikację opłaciły się, bowiem otrzymałam obszerną monografię naukową przeznaczoną dla każdego odbiorcy. Dzisiaj chciałabym Was zaprosić na rozmowę z autorką tej książki, Anną Sikorską.



Link do recenzji - KLIK






Anna Sikorska to badaczka kultury hiszpańskiej, filmów, etyki i rynku wydawniczego. Autorka jest absolwentką filologii polskiej oraz filozofii, pisze felietony, a także prowadzi poczytnego bloga "Górowianka".







Wioleta Sadowska (awiola): Aniu, czy pamiętasz swoje pierwsze spotkanie z filmem Pedra Almodóvara?

Anna Sikorska: Pierwszym filmem, jaki zobaczyłam było "Złe wychowanie", w którym Almodóvar osiągnął mistrzostwo subtelności. Zwykle porównuje się ten film z bardzo brutalnymi obrazami  powstałej rok wcześniej "Szkoły do łobuzów". Przemoc ukazana przez Almodóvara to sielanka, w porównaniu z tym, co serwuje nam Aisling Walsh. Film o zakładzie poprawczym oglądałam kilka miesięcy przed szkołą pokazaną przez hiszpańskiego reżysera i do dziś nie byłam w stanie do niego wrócić ze względu na zbyt realnie pokazaną brutalność. Z powodu braku realistycznego pokazania drastycznej przemocy "Złe wychowanie" zyskało moją dużą sympatię, przez co w ciągu kilku dni obejrzałam wszystkie filmy Almodóvara nakręcone do 2004 roku, kolejne oglądałam już na bieżąco i zawsze kiedy pojawiała się okazja uczestniczenia w nocnych maratonach filmowych to uczestniczyłam w nich, aby na nowo odkrywać niedostrzeżonych wcześniej elementów.

Wioleta Sadowska (awiola): Nocne maratony filmowe to rewelacyjna możliwość poznania klasyki światowej kinematografii. Kiedy pojawił się w Twojej głowie pomysł na napisanie monografii naukowej pt. "Hiszpania w filmach Pedra Almodóvara"?

Anna Sikorska: Szczerze mówiąc nie planowałam napisania monografii naukowej. Ot, tak po prostu skończyłam licencjat, robiłam studia magisterskie i wypadało w końcu o czymś pisać. Almodóvar był reżyserem, którego znałam najlepiej, ponieważ w ciągu ponad trzech lat ciągle wracałam do jego twórczości, co mnie utwierdziło w tym, że zadanie będzie łatwe. Ponieważ nie byłam jedyną osobą na seminarium magisterskim u profesora Sławomira Bobowskiego chcącą pisać o Almodóvarze musiałam doprecyzować temat. Regionalny, kulturowy temat zawsze mnie pociągał i stwierdziłam, że pisanie o nim będzie bardzo przyjemne. Później odkryłam, że brak źródeł (wówczas jedyną monografią na polskim rynku była praca profesor Ewy Mazierskiej) w przypadku pisania o filmach jest bardzo trudne. Okazało się, że ja tak naprawdę niewiele wiem o Hiszpanii, a wiedza, którą zdobyłam w szkole była nasączona ideologicznym spojrzeniem na przemiany, które w tym kraju dokonały się w XX wieku. Z dzisiejszej perspektywy moja ówczesna wiedza o tym, że w Hiszpanii w czasie wojny domowej walczyły tylko dwa fronty i Ernest Hemingway wspierał tę właściwą stronę wydaje się śmieszne. Na szczęście zdawałam sobie sprawę z niewiedzy i po szybkim napisaniu pierwszej wersji, która bardzo szybko trafiła do kosza stwierdziłam, że trzeba postudiować filozofię (najlepiej hiszpańską) i filologię hiszpańską (której nie skończyłam). Napisałam pracę od nowa i ją obroniłam, ale pozostał niedosyt, poczucie, że trzeba jeszcze dopracować. Całość ciągle poprawiałam, ciągle widziałam jak wiele jeszcze jest do zrobienia, aż przyszedł moment, kiedy stwierdziłam, że czas podzielić się swoją pracą. Bardzo długo szukałam wydawcy, ale ze względu na to, że jest to praca naukowa o filmach konkretnego reżysera nikt nie odważył się zainwestować w nią pieniędzy. Na szczęście udało mi się pozyskać środki z Uniwersytetu Wrocławskiego na ten cel i wydać to, nad czym pracowałam i jeszcze jakiś czas będę pracowała.

Wioleta Sadowska (awiola): Dobrze, że się udało. Ile zajęło Ci napisanie i doszlifowanie tej publikacji?

Anna Sikorska: "Hiszpanię w filmach Pedra Almodóvara" zaczęłam pisać w 2008 roku. Wtedy już na polskim rynku pojawiła się bardzo dobra praca profesor Katarzyny Citko. Materiały zbierałam dość długo. Almodóvar pokazywał kolejne filmy, a ja dopisywałam swoje spostrzeżenia na ich temat, wyrabiałam sobie warsztat, poszerzałam wiedzę. Skończyłam w 2014 i stwierdziłam, że chcę przejść do kolejnych tematów: dokładnie opisać rodzinę, przemiany struktur miejskich, manipulację obecną w filmach i postawy etyczne bohaterów.

Wioleta Sadowska (awiola): Cieszę się, że masz dalsze plany związane z tym obszarem. Który film z bogatego dorobku Pedra Almodóvara poleciłabyś osobie, która nie zna jeszcze jego obrazów?

Anna Sikorska: Wielkim plusem filmów Almodóvara jest ich różnorodność, przeplatanie się wątków, dlatego musiałabym najpierw poznać gusty czytelnicze i filmowe drugiej osoby bym mogła coś polecić. Jako osobie mającej duży kontakt z niepełnosprawnością, bardzo  podoba mi się "Porozmawiaj z nią". Przekonywanie widza o tym, że warto mówić, czytać, rozmawiać, traktować niepełnosprawnego jak aktywnego uczestnika życia jest piękne. Poza tym pod obrazami niepełnosprawnych, nieprzytomnych kobiet kryje się piękna metafora relacji damsko-męskich. Od tego jakiego typu mężczyznę spotkamy możemy być zanikającą Lydią lub wracającą do życia Alicją. Dla mnie ważnym filmem jest też "Drżące ciało" i to nie przez ukazany wątek miłosny. Almodóvar w tym filmie przemycił sporo historii bez manipulowania realiami. Kocham "Kikę" za jej żywiołowość, roztargnienie, pogodę i naiwność. W każdym filmie jest coś innego do odkrycia.

Wioleta Sadowska (awiola): Tak, każdy film to coś zupełnie innego. Czy masz wobec któregoś z filmów hiszpańskiego reżysera szczególny sentyment?

Anna Sikorska: Dla mnie ważna jest cała twórczość Almodóvara. W każdym z nich są elementy przyciągające moją uwagę. W jednych jest to pokazanie kultury, która już minęła, w innych zabawa z widzem, manipulowanie nim, jeszcze innym podważanie sensu istnienia uniwersalnego prawa, podważanie autorytetów, przerysowywanie zastosowania teorii psychologicznych w praktyce, pokazywanie przemian społecznych, jakie dokonały się w Hiszpanii. 

Wioleta Sadowska (awiola): Pełna paleta barw. Co powiedziałabyś Pedrowi Almodóvarowi, gdybyś miała szansę spotkać go na  żywo?

Anna Sikorska: "Chcę z tobą nakręcić film" (śmiech). Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się spotkać z Almodóvarem i myślę, że jest to dość realne ze względu na jego popieranie różnorodnych działań naukowych, wymiany studenckiej między uczelniami. Mimo, że sam nigdy nie studiował, był samoukiem, tkwi w nim spory szacunek do ludzi nauki, czego czasami brakuje mi u osób uważających się za specjalistów, autorytety bez posiadania wiedzy i formalnego wykształcenia. U niego nie dostrzega się tego zadufania w sobie. Może to wynika z otoczenia, w jakim rozwijał się jego talent. Były to czasy movidy, które troszkę przypominały działalność naszego Skamandra, ale była bardziej żywotna, kolorowa, homoseksualna i uzależniona od używek. Traktowanie każdego napotkanego człowieka, jak potencjalnego wielkiego artystę pozwala na otwarcie się na świat i innych ludzi oraz docenienie otoczenia. Taki właśnie był stosunek movidowców do napotkanych ludzi.

Wioleta Sadowska (awiola): Życzę Ci, abyś miała taką właśnie możliwość. Co najbardziej fascynuje Cię w filmach tego reżysera?

Anna Sikorska: Jestem miłośniczką kultury hiszpańskiej przepełnionej paradoksami, żywotnością, nasączoną barwami i to wszystko jest obecne w filmach Almodóvara. Reżyser w całej swojej twórczości (również tej książkowej) przemyca informacje, a czasami stara się kreować historię. To sprawia, że zaczynam poszukiwać, czy określony temat traktuje on poważnie czy może po raz kolejny bawi się w manipulowanie bohaterami i widzem. 

Wioleta Sadowska (awiola): Która rola aktorska Twoim zdaniem może wywrzeć największe wrażenie na odbiorcy filmów reżysera?

Anna Sikorska: Na mnie największe wrażenie zawsze robi Cecila Roth we "Wszystkim o mojej matce". Jej sposób pokazania uczuć, matczynych dylematów z powodu utraty ukochanego syna jest świetna. Drugą aktorkę, którą darzę wielką sympatią jest Penelope Cruz, która potrafi zagrać zarówno lekkie role, jak i bardzo dobrze wciela się w niewinną, naiwną misjonarkę poświęcającą się dla innych. Ta sama aktorka potrafi wcielić się w przebojową matkę we "Volverze". Raimunda  - mimo, że jest kobietą taką jak wiecznie załamana Gloria z "Czym sobie na to wszystko zasłużyłam" - ciągle tryska optymizmem, planuje przetrwanie, śmiało walczy o córkę i siebie

Wioleta Sadowska (awiola): Czy pomysł na okładkę Twojej publikacji to Twoja autorska koncepcja?

Anna Sikorska: Okładka i zdjęcie  to pomysł Michała Bernaciaka, który doskonale wczuł się w moje i wydawcy potrzeby.

Wioleta Sadowska (awiola): Muszę to powiedzieć - jest idealna. Czy widziałaś na żywo krwawą i erotyczną corridę?

Anna Sikorska: Jestem osobą bardzo wrażliwą na krzywdę innych ludzi i stworzeń, dlatego unikam takich widoków. Wiem, że corrida jest bardzo przemyślanym spektaklem w czasie którego uczestnicy wykonują ściśle określone zabiegi osłabiające mięśnie zwierzęcia, ale jednocześnie niewywołujące w nim takiego podrażnienia jak w czasie wydającego nam się bardziej humanitarnym rodeo, kiedy to oszalały byk szamocze się bez ładu. W corridzie jest inaczej. Byk stoi naprzeciw toreadora jak zahipnotyzowany i pozwala się prowadzić. Urywki takich scen możemy zobaczyć w filmach Almodóvara, gdzie przeplatanie scen erotycznych z zabijaniem sprawia, że zaczynają one nam się wydawać atrakcyjnymi. Całość uzupełnia odpowiednia muzyka, w której rytm wydają się poruszać ciała człowieka i byka. Ja szczególnie lubię sceny corridy z "Porozmawiaj z nią", kiedy Lydia całkowicie panuje nad zwierzęciem, a w tle słyszymy muzykę podkreślającą akcję.
Jedyną corridę jaką widziałam bardzo dawno temu były nudne programy relacjonujące walki z bykami pokazywane w latach 80 i 90.

Wioleta Sadowska (awiola): Ja też nie mogę oglądać takich przedstawień. Jakie są Twoje dalsze plany literackie?

Anna Sikorska: Jeśli będzie mi się nadal tak dobrze pracować jak do tej pory to w tym roku na rynku wydawniczym pojawi się "Rodzina w filmach Pedra Almodóvara" i "Miasta Almodóvara", które piszę z mężem. Będą to kolejne monografie naukowe, które w przyszłości pozwolą mi przejść do pokazania bogactwa postaw etycznych w filmach hiszpańskiego twórcy. Mam też w szufladzie trzy powieści, ale uważam, że one mogą poczekać, dojrzeć lub po prostu zostać usunięte, jeśli uznam, że tylko zaśmiecałyby regały księgarń.

Wioleta Sadowska (awiola): Czeka nas więc ciekawy rok. Jesteś blogerką książkową, prowadzisz poczytnego bloga „Górowianka”. Jak więc z własnej perspektywy oceniasz blogosferę książkową?

Anna Sikorska: To jest bardzo trudne pytanie, ponieważ jestem blogerką, ale ja się nią nie czuję, dlatego nie mam niesamowitej potrzeby promowania, rywalizowania, kłócenia się o racje, bywania na imprezach dla blogerów. Bardzo dziwnie czuję się, kiedy ktoś o mnie mówi "blogerka", ale wiem, że ze względu na moja aktywność jest to uzasadnione. Najbardziej czuję się matką - żoną, ponieważ to absorbuje najwięcej mojego czasu. Gdybym jednak nie blogowała to troszkę bym traciła, ponieważ miałabym mniejszą mobilizację do ciągłego czytania córce, sobie, ciągłej pracy, rozwijania umiejętności, poszerzania wiedzy.

Dla mnie istnienie blogosfery jest bardzo interesującym zjawiskiem. Lubię obserwować, jak ludzie zmieniają swoje blogi, jak wiele się uczą. Wspaniałym zjawiskiem są blogi książkowe prowadzone przez młodzież, o której mówi się, że nie czyta. To nieprawda. Młodzież czyta więcej niż dorośli. Sięgają po prostu po inne książki, inne opisują. Czy to źle? Uważam, że wręcz przeciwnie, ponieważ każdy pozytywny kontakt z lekturą zachęca po sięganie kolejnych, rozwijanie swoich gustów czytelniczych, umiejętności intelektualnych.

Blogosfera książkowa jest tak różnorodna jak ludzie, których napotykamy. Znajdziemy wśród nich profesjonalistów z pięknymi stronami, ale też i całkowitych początkujących hobbystów z trudem sklejających kilka zdań. Trzeba jednak pamiętać, że praktyka czyni mistrza i sam fakt regularnego pisania, i czytania powinien być chwalony.

Wioleta Sadowska (awiola): Popieram Twoje zdanie. Co najchętniej czyta Anna Sikorska?

Anna Sikorska: Zawsze miałam złą potrzebę uczenia się wszystkiego, dlatego zawsze studiowałam minimum dwa różne kierunki jednocześnie. To poszukiwanie wiedzy i rozrywki z wiekiem jest u mnie coraz intensywniejsze. Coraz bardziej doceniam to, czego nauczyłam się w szkole, czego mogę nauczyć się z książek. Mam swoich ulubionych autorów i książki, ale lista jest niesamowicie długa. Wśród moich ulubionych lektur można znaleźć zarówno te szkolne/akademickie, jak i niedawno wydane książki. Wielkim sentymentem darzę powieści Jolanty Kwiatkowskiej, Marcina Doleckiego, którego powieść "Jeden z możliwych światów" w tym roku trafi również na zagraniczny rynek, opowiadania Zenona Rogali, Łukasza Suskiewicza, Ewy Sonnenberg, Krzysztofa Maciejewskiego i wielu, wielu innych. Z filozoficznych i socjologicznych lubię wracać do Jose Ortegi y Gasseta, Anthonego Giddensa, Alasdaira MacIntyre'a, Fernanda Savatera, Izabeli Desperak. Lubię też takie lekkie lektury antropologów jak Bronisława Malinowskiego, Edwarda Sapira. To po jaką książkę sięgam zależy od mojego nastroju, kondycji umysłowej. Kiedy jestem zmęczona, ale nie na tyle, aby iść spać lub mam kilkanaście minut na lekturę lubię czytać lekkie komedie polskich pisarek, które świetnie przerysowują relacje damsko męskie, przekrzywiają spojrzenie na kulturę. Ostatnio skończyłam czytać pełną humoru nową książkę Agaty Pruchniewskiej.

Wioleta Sadowska (awiola): Książkę Marcina Doleckiego będę właśnie czytać. Czego nie może zabraknąć w twoim ulubionym antykwariacie?

Anna Sikorska: To bardzo trudne pytanie, a lista byłaby niesamowicie długa. Boję się nawet, że cały antykwariat mógłby być wypełniony książkami dla mnie (śmiech). 

Wioleta Sadowska (awiola): I taka odpowiedź mnie zadowala. Co na koniec chciałabyś przekazać czytelnikom mojej strony?

Anna Sikorska: Będzie jak z poradnika, którego tytuł mógłby brzmieć "Żyj szczęśliwiej": Uwierzcie w siebie i swoich bliskich, unikajcie ludzi toksycznych ludzi wysysających z innych pozytywną energię i cieszcie się chwilą, nie przejmujcie opiniami innych, ponieważ życie jest niesamowicie ulotne.



Nie mogę się już doczekać kolejnych książek Ani, bowiem rozwijanie przez autorkę tematu filmów Pedra Almodóvara jest niezwykle fascynujące. Zachęcam Was oczywiście do zajrzenia do tej publikacji, a także do odwiedzenia bloga autorki - KLIK.

czwartek, 28 stycznia 2016

Monika Hałucha "Cyrk na kółkach, czyli język polski na wesoło" il. Anita Graboś

http://nk.com.pl/cyrk-na-kolkach-czyli-jezyk-polski-na-wesolo/2252/ksiazka.html#.Vqnr2lLsvIU

​Monika Hałucha, Cyrk na kółkach, czyli język polski na wesoło, il. Anita Graboś, Warszawa "Nasza Księgarnia" 2016
Rozwijanie koncentracji jest bardzo ważnym elementem edukacji. Im dłużej i efektywniej dzieci skupiają się na przygotowanym przez rodziców i nauczycieli materiale tym łatwiej będzie im opanować materiał pozwalający na zdobywanie kolejnych umiejętności. Można tę umiejętność ćwiczyć na wiele sposobów: od skupiania uwagi na płomieniu świeczki, czytaniu coraz dłuższych utworów, rozwiązywania rebusów po wędrowanie wzrokiem po labiryntach i uczenie się nowych związków frazeologicznych. "Cyrk na kółkach, czyli język polski na wesoło" Moniki Hałuchy i Anity Graboś to interesujący zestaw ćwiczeń pozwalający na rozwijanie spostrzegawczości, utrzymywanie koncentracji, wzbogacający słownictwo oraz pozwalający na ćwiczenie motoryki małej. Całość wydano w formie blogu z grubymi kartkami do wyrywana dzięki czemu dzieci mogą wyrywać strony i w celu utrwalenia wiedzy, pochwalenia się nowymi umiejętnościami wywieszać swoje prace.
Co znajdziemy w tym niezwykłym bloku? Ćwiczenia z tropienia różnic, różnorodne krzyżówki (od ćwiczących spostrzegawczość, rozwijających słownictwo po tradycyjne z pytaniami), nietypowe kolorowanki i rebusy oraz ilustracje ćwiczące spostrzegawczość i wzbogacające słownictwo, labirynty, zadania ćwiczące umiejętność liczenia i motorykę, odwzorowywanie rysunków, segregowanie podobnych przedmiotów i wiele, wiele innych. Wielkim plusem zadań jest łączenie ćwiczenia różnych umiejętności w czasie wykonywania jednego ćwiczenia. Z każdą stroną trudność zadań wzrasta, dlatego możemy kontrolować jak wiele nasze dziecko się nauczyło.
"Cyrk na kółkach, czyli język polski na wesoło" to interesujący zestaw ćwiczeń, który może wzbogacić edukację szkolną lub zapewnić zabawę połączoną z nauka w domu. Interesujące zadania będą świetnym materiałem do wspólnych rodzinnych zabaw. Blok rysunkowy polecam uczniom szkoły podstawowej.
Ćwiczenia zaproponowane przez Monikę Hałuchę i Anitę Graboś są również świetnym materiałem terapeutycznym. Pozwalają dzieciom z różnymi dysfunkcjami na przyjemne ćwiczenia rozwijające umiejętności niezbędne w szkole i pracy.




 

​Joanna Wachowiak "Bartek, Lenka i sny" il. Jola Richter-Magnuszewska

http://www.wydawnictwobis.com.pl/product.php?id=1114

​Joanna Wachowiak, Bartek, Lenka i sny, il. Jola Richter-Magnuszewska, Warszawa "BIS" 2015
Posiadanie młodszego rodzeństwa jest nie​zwykle męczące i denerwujące. Zawsze trzeba być cicho, słuchać się rodziców i im pomagać, a oni i tak zawsze nie mają dla starszych dzieci czasu. Za to młodsze dzieci mogą hałasować do woli, robić, co im się tylko podoba i jeszcze wszyscy je uwielbiają, poświęcają im swój czas i kochają. Joanna Wachowiak pozwala dzieciom odkryć, że bycie starszym wcale nie jest takie złe. Można wtedy dowiedzieć się, jaki jest najgłośniejszy dźwięk na świecie, co nocą robią buty, o czym marzą kalosze, zobaczyć świat z innej perspektywy, podróżować w czasie i odkryć, co siostra czuje, nauczyć się, że warto próbować nowych rzeczy.
Bartosz jest przedszkolakiem i bohaterem kolejnej książki Joanny Wachowiak. W pierwszej, "Ja chyba śnię" i "O czym nie śniło się dorosłym: , autorka zabierała małych czytelników w świat snów, które pozwalają dzieciom lepiej zrozumieć świat i zaakceptować siebie. Brak konieczności prawdziwej przemiany, możliwość przebudzenia się i naprawy własnych relacji oraz lepszego spojrzenia na siebie sprawiają, że Bartek staje się mądrym przedszkolakiem.
Z podobną konwencją mamy do czynienia w książce "Bartek, Lenka i sny". Dzięki wykorzystaniu motywu snu, śnienia, przenoszenia się w inny wymiar Bartek może podróżować w czasie i odkryć jak to jest być małym, niemówiącym dzieckiem, które chce komunikować swoje potrzeby. Z naukowcem odkryje najgłośniejsze dźwięki i dowie się dlaczego siostra jest tak strasznie głośna. Motyw zaczerpnięty z bajki "Orzeł i kury" pozwoli przedszkolakowi zrozumieć, że wiara we własne możliwości, ciągłe ćwiczenia pozwalają na nauczenie się nowych umiejętności. Mały bohater odkryje również jak wielkim problemem jest rozrabiający przedszkolak i jak wiele radości może przynieść pomaganie przy siostrze.
Joanna Wachowiak pokazuje swoim małym czytelnikom, że budowanie relacji, dostrzeganie uczuć innych, empatia pomogą nam w pozbyciu się wielu problemów i negatywnych emocji. W opowiadaniach, jak w snach, wszystko może się zdarzyć, więc małych czytelników nie powinny dziwić magiczne podróże w czasie, gadające buty, maszyny produkujące dźwięki, nadgorliwi słudzy niepozwalający małemu królewiczowi na jakikolwiek wysiłek fizyczny, a nawet przemienienie się w kurę. Autorka w książce wykorzystała dziecięcą potrzebę na zaczarowywanie otoczenia i wykraczania poza granice rozsądku.
Oprawiona w twardą, śliska okładkę książka posiada śliskie, bardzo dobrze zszyte strony, duże litery i interesujące ilustracje autorstwa Joli Richter-Magnuszewskiej. Książkę polecam przedszkolakom i uczniom pierwszych klas szkoły podstawowej. "Bartek, Lenka i sny" będzie szczególnie pomocną lekturą dla dzieci mających młodsze rodzeństwo. Dzięki niedługim opowiadaniom mali czytelnicy mogą zrozumieć nowe relacje w domu.





Alina i Czesław Centkiewiczowie "Zaczarowana zagroda" il. Agnieszka Żelewska

http://nk.com.pl/zaczarowana-zagroda/2257/ksiazka.html#.VqnMelLsvIU

Alina i Czesław Centkiewiczowie, Zaczarowana zagroda, il. Agnieszka Żelewska, Warszawa "Nasza Księgarnia" 2016
"Zaczarowana zagroda" Aliny i Czesława Centkiewiczów dzieciństwie była pierwszą moją pierwszą książką w dzieciństwie książką bez ilustracji. Czarna okładka z niewielkim obrazkiem pingwina w ramce, była jedyną ozdobą tej książki, która na pewno nie przyciągała dziecięcego wzroku. Mimo tego opowieść zapamiętałam jako interesującą: stacja badawcza i sprytne uciekające pingwiny. Niby prosta i nieucząca wiele opowieść, ale kryjąca w sobie drugie dno, które można znaleźć z mądrym nauczycielem.
Po latach wracam do książki z córką. Pingwiny to u nas jeszcze nieodkryte zwierzaki. Na razie jesteśmy na etapie miłości do lwów, antylop, kotów, psów, żyraf, a pingwiny zostały gdzieś z boku. Zdarzyło nam się oglądać te zwierzaki w filmach przyrodniczych, ale na tym zakończył się nasz kontakt. Teraz dzięki książce "Zaczarowana zagroda" wchodzimy w świat tych niezwykłych ptaków.
Opowieść jest bardzo prosta: badacze chcą zobaczyć gdzie wędrują ich podopieczni. Jedynym rozwiązaniem jest założenie im odpowiednich obrączek na łapki (tak jak gołębiom biorącym udział w lotach i innym wędrownym zwierzętom) i zbieranie informacji o miejscach, w których się pojawiły. Zadanie bardzo proste, bo przecież nie trudno złapać takie nielatające ptaki. Niestety to tylko pozór. Nie dość, że trudno je zagonić do wybudowanej z lodu zagrody to jeszcze w nocy znikają z niej. Zostaje tylko jeden, mający charakterystyczną plamkę na brzuchu, pingwin, a po powiększeniu ogrodzenia tylko dwa. Profesor z pomocnikami długo głowią się w jaki sposób tym zwierzakom udało się uciec z zagrody niemającej wejścia. Czyżby potrafiły latać? Bohaterowie przypadkowo odkrywają, że to nie dzięki umiejętności latania, ale wielkiemu sprytowi opartemu na współpracy małe, bezsilne, niefruwające ptaki mogą uwolnić się z zagrody.
Książka staje doskonałym pretekstem nie tylko do rozmów o nauce, pracy naukowców, badaniu, obserwowaniu zwierząt, ale i o ludziach. Co mogą osiągnąć dzięki współpracy? Czy pozorna bezbronność, brak umiejętności posiadanych przez innych jest wielką przeszkodą do dążenia do celu? A może wystarczy ściślejsza współpraca z koleżankami i kolegami. "Zaczarowana zagroda" pokazuje małym czytelnikom sens współpracy.
Niegrubą książkę w formie zeszytowej wzbogacono prostymi ilustracjami Agnieszki Żelewskiej. Autorka ilustracji zabiera nas w świat prostych, dziecięcych ilustracji wykonanych mieszaną techniką, co może zachęcić uczniów do samodzielnych prób przedstawienia przygód pingwinów i naukowców.
Opowieść polecam dzieciom w pierwszych klasach szkoły podstawowej.




Czesław Janczarski "Jak Wojtek został strażakiem" il. Marianna Sztyma

http://nk.com.pl/jak-wojtek-zostal-strazakiem/2260/ksiazka.html#.Vqm-kVLsvIU

Czesław Janczarski, Jak Wojtek został strażakiem, il. Marianna Sztyma, Warszawa "Nasza Księgarnia" 2016
Budowanie poczucia własnej wartości, stawianie pozytywnych przykładów oraz zabieranie dzieci w świat bohaterów w ich wieku jest bardzo ważnym elementem wychowania uczącego odpowiedzialności, konsekwencji, starania się i zauważania, że nawet pozorne granice dzielące nas od marzeń można przekroczyć. Przekonywanie małych czytelników do ponoszenia odpowiedzialności za otoczenie i słabszych pozwala na pokazywanie dziecku, że odpowiedzialność w dążeniu do dobra społecznego jest bardzo ważnym elementem pozwalającym znaleźć swoje miejsce w społeczności.  Dołączanie do dziecięcych obowiązków takich, których celem spontaniczne niesienie pomocy i motywowanie przez odpowiednie lektury pozwala przygotować dziecko do dorosłego życia. Jedną z idealnych lektur dla przedszkolaków i uczniów pierwszych klas szkoły podstawowej jest znana wszystkim ze szkoły książeczka "Jak Wojtek został strażakiem" Czesława Janczarskiego.
Ta, należąca już do klasyki, opowieść o małym Wojtku chcącym być strażakiem, ale ze względu na wiek pomijanym w naborze pozwala pokazać dzieciom, że jeśli tylko wystarczająco mocno się postaramy to możemy spełnić swoje marzenia. Bohater, śniący nocami o złotym, błyszczącym hełmie strażackim, zostaje w domu sam. Mieszkańcy okolicznych domów pracują w polu, a tu nagle wybucha pożar. Chłopiec, niewiele myśląc, ratuje syna sąsiadów, dzwoni na alarm i pomaga w gaszeniu pożaru. Tymi czynami zasłużył na wymarzona nagrodę: dołączenie do straży ochotniczej, której komendant odkrywa, że nie wiek się liczy, ale czyny.
"Jak Wojtek został strażakiem" to doskonała lektura o spełnianiu marzeń. Jest to idealna książka do wspólnego czytania z dzieckiem, przypominania sobie, że nasze pociechy mają marzenia, które chcą spełnić, a my musimy w tym dążeniu wspierać je. Wierszowane przygody małego bohatera doskonale spełniają się jako pierwsza lektura do samodzielnego czytania przez dzieci.
Niewielkich rozmiarów książkę wzbogacono ilustracjami przypominającymi dziecięce rysunki. Proste kształty wykonane akwarelami pozwalają przenieść małych czytelników w świat ich dziecięcej wyobraźni. Półtwarda oprawa, grube strony, niewielka ilość tekstu, duże litery i interesujące ilustracje sprawiają, że lektura przyciąga uwagę dzieci.
Książkę polecam przedszkolakom oraz uczniom pierwszych klas szkoły podstawowej. Warto tę lekturę potraktować jako pouczającą przygodę i możliwość pokazania dziecku, że w spełnianiu marzeń nie ma przeszkód, że dzięki odpowiedniemu zaangażowaniu możemy osiągnąć cel. Dzięki temu nasze pociechy będą wierzyły w swoje możliwości o realizowały cele zamiast skupiać się na niespełnionych przez nie warunkach.
"Jak Wojtek został strażakiem" to idealna lektura na lekcje etyki. Stanie się ona pretekstem do rozmów na temat tego, dlaczego warto pomagać i podejmować ryzyko.




wtorek, 26 stycznia 2016

...fobie...


zderzyłam się z kanonem problematycznych słów
nakreślających różnice
podkreślających granice
izolujących ludzi od siebie i uczuć

niedziela, 24 stycznia 2016

pocałunek

gdyby gwiazdy mogły mówić
opowiedziałyby ci moje sny
o przestrzeni bez czasu i miary
o bliskości na wyciągnięcie ust nieznających granic
nosa chłonącego zapach twego ciała
gdyby twoje gwiazdy oczu odbijały się w moich oczach
granice słów straciłyby znaczenie


sobota, 23 stycznia 2016

Samuel P. Huntington "Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego"

Samuel P. Huntington, Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego, tł. Hanna Jankowska, Warszawa "MUZA" 2005
Po zakończeniu zimnej wojny nastał czas wzmożonej identyfikacji przy użyciu symboli narodowych. Samuel Hunntington uważa, że od tego czasu tożsamość kulturowa zaczęła kształtować konflikty na świecie. "Zderzenie cywilizacji" to praca, w której autor rozwija wnioski wynikające z tej tezy. Zauważa, że polityka globalna jest zarówno wielobiegunowa i wielocywilizacyjna. Modernizacja społeczeństw nie zawsze łączy się z ich westernizacją, ponieważ kultura zachodnia posiada wiele wad. Krytyczne podejście do osiągnięć kultury zachodniej sprawia, że niemożliwe jest dążenie do kultury uniwersalnej. Wpływy zachodniej kultury są zdecydowanie mniejsze niż nam się to wydaje. Nawet jeśli niektóre kraje ulegały zachodnim wzorcom problemy gospodarcze przyczyniły się do weryfikacji wartości oraz skierowaniu się ku regionalnej kulturze. Coraz częściej kraje nawiązują współpracę z krajami, których kultura jest zbliżona do ich kultury. Próby nawiązania współpracy z krajami o odmiennych wartościach prowadzą do zanikania więzi, nieporozumień.
Autor zauważa, że przekonanie ludzi zachodu o uniwersalistycznej wartości ich kultury, niepodważalności norm prowadzi do zatargów na gruncie cywilizacji. Najpoważniejszymi są konflikty z islamem i Chinami. Technologia otwarła przed nami możliwość łamania granic kulturowych, pokonanie przeszkód w postaci zbyt dużych odległości, rozprzestrzenianie się informacji. To może sprawiać wrażenie możliwości powstania uniwersalnej kultury, w której ludzie nie będą ze sobą walczyć tylko dążyć do wzajemnego zrozumienia i wypracowania pokoju. Okazało się jednak, że tendencje są odmienne. Możliwość porozumiewania z ludźmi mieszkającymi na drugim krańcu świata wręcz zaznaczyła różnice, pozwoliła nam nawiązać ściślejszą identyfikację z mieszkańcami krajów o zbliżonej do naszej kultury.
W poszczególnych rozdziałach autor dokładnie opisuje tezy wzbogacając je opowieściami znanymi z życia. Przytacza przykłady różnic i patrzenia z dystansem na osiągnięcia cywilizacji zachodniej. Nie jest ona postrzegana przez niego i jego "bohaterów" jako jedyna, najlepsza, niepodważalna. Zauważa, że cywilizacje Wschodu potrafią wypracować narzędzia współpracy między osobami w ich kulturze pozwalające na osiągnięcie postępu technologicznego. Inwestowanie krajów zachodnich staje się w oczach tych narodów zagrożeniem. Po upadku Tygrysów gospodarczych, których rozwój całkowicie zależał od finansów Stanów Zjednoczonych cywilizacje wschodnie bardzo nieufnie podchodzą do pomocy Zachodu. Kolejne kryzysy utwierdzają ich w tym , że własne wartości i czerpanie tylko tych najlepszych osiągnięć z innych kultur pozwala na modernizację.
Książka jest bardzo przystępna. Autor posługuje się rozbudowanymi obrazami, aby przybliżyć omawiany problem. Na pewno jest to pozycja, która pozwala popatrzeć z  nieco innej perspektywy na naszą kulturę, zobaczyć jej błędy, luki.