piątek, 22 września 2017

Co z tą karą?

Dawno już nie pisałam o przemocy wobec dzieci. Dziś piękny fragment o tym, dlaczego karanie nie sprawia, że nasze dzieci są lepiej wychowane. Bywają lepiej wytresowane, ale nie wychowane. Wychowanie to stałe wpojenie pewnych wartości, a tresura działa wtedy, kiedy inne osoby czują nad sobą siłę. Gdy przestają ją czuć zaczynają czynić źle. Philip Zimbardo w "Efekcie Lucyfera" wspomina:
„Na przykład ojciec Donny’ego karał go za każde dostrzeżone przewinienie, rozbierając go do naga i każąc klęczeć n ziarnkach ryżu w wannie. Przy innych okazjach ten „torturujący ojciec” był czarującą osobą, zwłaszcza w stosunku do pań, które mieszkały w kamienicy. Jako młody nastolatek Donny, złamany przez te doświadczenia, skończył w więzieniu. Inny dzieciak wyładowywał swoje frustracje obdzierając koty ze skóry”.
Karząc nie uczymy dobrego zachowania tylko pokazujemy, że silny ma prawo do przemocy. Tyle i tylko tyle.

czwartek, 21 września 2017

Kalendarz przedszkolny



Początki przedszkola bywają trudne, ale można nasze pociechy oswoić z tym obowiązkiem dzięki odpowiednim materiałom: książkom pokazującym interesującą zabawę przedszkolaków, naklejkom, filmom animowanym i kalendarzom, do których warto dokupić naklejki z kwiatkami, serduszkami lub czymkolwiek, co naszym pociechom się podoba. Każdego dnia przed wyjściem do przedszkola dziecko powinno nakleić naklejkę w odpowiednim miejscu (czyli w prostokącie wskazującym określoną datę. Dzięki temu nasz maluch będzie uczył się nazw miesięcy, dni tygodnia oraz cyfr, a także zyska sporą motywację do wyjścia do przedszkola.
Ważne jest także, aby taki kalendarz był atrakcyjny wizualnie: posiadał piękne, wprowadzające w tematykę każdego miesiąca ilustracje oraz oferował atrakcje z kilkoma zaznaczonymi w miesiącu dniami. Mogą być to różnego rodzaju święta.
Kalendarz przedszkolny proponowany przez Wydawnictwo Bliżej Przedszkola na pewno spodoba się każdemu dziecku. Jest w nim dość dużo miejsca na pisanie, naklejanie, a do tego wiele proponowanych świąt: od zwykłego dnia nauczyciela, przez Boże Narodzenie po dni postaci baśniowych. Całość dla dzieci jest atrakcyjna wizualnie i na pewno będzie miłą ozdobą pokoju dziecięcego lub sali przedszkolnej. Ponad to taka ozdoba pozwoli także wprowadzić w życie dzieci organizację czasu, zachęci do obserwowania zachodzących zmian. Moja córka jest zachwycona kalendarzem.





Eliza Piotrowska "Święty brat Albert. Audiobook"



Eliza Piotrowska, Święci uśmiechnięci. Święty brat Albert. Audiobook, czyta Eliza Piotrowska, Poznań „Święty Wojciech” 2017
Książki Elizy Piotrowskiej cieszą się w naszym domu dużym powodzeniem. Moja córka chętnie sięga zarówno po lektury z serii „Święci uśmiechnięci”, „Ciocia Jadzia”, jak i tłumaczenie „Tupcia Chrupcia”, którego chyba zna każdy przedszkolak. Ostatnio na rynku wydawniczym pojawiła się książka „Ortografia – twardy orzech, ale każdy zgryźć go może” pomagająca dzieciom zapamiętać trudne reguły ortografii. Pisarka ma wielki dar tworzenia pięknych obrazów słowem. Z niezwykłą wprawą pobudza dziecięcą wyobraźnie. Tak jest też i w serii „Święci uśmiechnięci”.
Proste opowieści dostosowane do potrzeb małych czytelników sprawiają, że książki czyta się bardzo przyjemnie. Do tego większość lektur dla dzieci autorstwa Elizy Piotrowskiej wzbogacona jest jej ilustracjami. Tak jest również w przypadku serii książek „Święci uśmiechnięci” wydajnej przez Wydawnictwo Świętego Wojciecha. Wśród opowieści nie zabraknie życiorysu świętego Mikołaja z Miry, świętej Faustyny Kowalskiej, świętego Jana Pawła II, świętego Filipa Neri, świętej Urszuli Ledóchowskiej, świętego Jana Bosko oraz świętego brata Alberta. Książki te cechuje solidna kwadratowa oprawa, śliskie strony i charakterystyczne ilustracje przenoszące dzieci w świat ludzi uznanych przez Kościół katolicki za niezwykłych i mających duże znaczenie na zachodzące w nim zmiany. Każdy z nich robił coś, co wpłynęło na ludzi żyjących w pobliżu, a czasem nawet i w odległych częściach świata (tak jest ze świętym Mikołajem z Miry czy świętym Janem Pawłem II). Pozornie zwykli ludzie ze swoimi pasjami, słabostkami oraz wielką miłością do Boga i ludzi okazują się tymi, którzy oddziałują na tłumy. Płynie z nich przesłanie, że tylko kochając możemy zmieniać świat na lepsze.
Tak było i w przypadku świętego Brata Alberta, założyciela zgromadzenia albertynów i albertynek niosących pomoc ludziom potrzebującym. Eliza Piotrowska zabiera nas do XIX wieku, snuje piękną opowieść zaczynającą się opisem uroków świata, nadchodzącej jesieni („puchną gruszki”, „ochładzają się jeziora”). Przyroda w jej opisach jest żywa, reaguje na zmiany. Elementem tego pełnego boskiego tchnienia świata jest Adam, który po narodzinach uczy się patrzeć. Szybko okazuje się, że poza zwykłym widzeniem ma dar dostrzegania rzeczy niewidocznych dla rówieśników. Jego artystyczna dusza sprawia, że obserwowany świat pełen jest boskich cudów, które pragnie utrwalić na płótnie. Rodzice to zamiłowanie starają się mu wyperswadować, ponieważ artyści bywają biedni, a oni pragną bezpiecznej przyszłości dla swojego syna. Z tego powodu trafia do szkoły wojskowej w Petersburgu, później w szkole rolniczej, gdzie poznał Maksymiliana Gierymskiego (malarza). W opowieści nie zabraknie też wątku powstańczego, informacji o prześladowaniach, kalectwie Adama Chmielowskiego i wyjeździe do Paryża. Po powrocie do Warszawy zostaje odesłany do Gandawy na studia politechniczne, ale te nie wywołują w nim entuzjazmu i bez zgody opiekuńczej rady nadzorującej jego edukację po śmierci rodziców udaje się do Monachium, gdzie zaprzyjaźnia się z takimi artystami jak: Stanisław Witkiewicz, Józef Chełmoński, Aleksander Gierymski, Leon Wyczółkowski i wielu innymi twórcami Młodej Polski.
Eliza Piotrowska opowiada młodym czytelniom o malarskiej pasji i przekonaniach, a także najważniejszych pracach Adama Chmielowskiego, który wraca do Warszawy, gdzie postanawia wstąpić do zakonu jezuitów. Szybko odkrywa, że zajmują się oni czczym myślicielstwem trudzącym umysł i nieprzekładającym się na życie zwykłych ludzi. Wstąpienie do zakonu franciszkanów wyznacza jego nową drogę życiową. W ramach tego misyjnego zakonu powołał Zgromadzenie Braci Albertynów niosącym pomoc ubogim.
Opowieść snuta przez pisarkę bogata jest w piękne i jednocześnie proste opisy. Bardzo ważne jest wiele informacji z historii, przez co po książkę mogą sięgnąć również dzieci nie tylko z rodzin katolickich. Mali czytelnicy dowiedzą się kiedy było powstanie, jacy twórcy żyli pod koniec XIX wieku, z jakimi problemami borykali się ludzie i skąd wzięły się w naszym kraju domy, przytułki i jadłodajnie Brata Alberta.
Polecam zarówno książkę, ja i audiobook, a najlepiej i jedno i drugie. Takie wykorzystanie lektury i jej nagrania jest dobrym wstępem w nauce czytania. Dziecko ma okazję śledzić test i jednocześnie słuchać, dzięki czemu rozwija swoją koncentrację, umiejętność czytania oraz słuchania ze zrozumieniem.
Czytana przez Elizę Piotrowską książka jest interesująca i bardzo miła w odbiorze. Pisarka nie tylko dobrze włada słowem, ale i umie zaczarować młodych słuchaczy swoim głosem, dzięki czemu z oczarowaniem słuchają snutej przez nią opowieści. Myślę, że audiobook doskonale sprawdzi się jako prezent, ale i z powodzeniem można go wykorzystać w szkole na lekcjach religii.





środa, 20 września 2017

poszedł piesek do pani doktor

Pamiętajcie, że pies nigdy nie drapie się bez przyczyny.
Drapałem się i drapałem i Pani myślała, że może uczulenie na szampon mam. Obejrzała mnie i nic. A ja nadal się drapałem. Myślała, że zostało mi tak po pchłach, które złapałem od kolegi przez płot. W nocy spać nie mogłem, wszystkich lekko budziłem, a dziś jeszcze i Olka nie mogła spać, więc w dwójkę rozrabialiśmy. Nie obyło się bez pieczenie kotletów o 3:00 oraz wyczesywania mnie i dopiero w czasie solidnego wyczesywania, czyszczenia, głaskania Pani zauważyła, że mam nieładne ucho. Powiem krótko: swędzące.
Od razu zapowiedziała mi wizytę u pani doktor. Wiecie, że grzecznie i cierpliwie czekałem do rana. No, prawie grzecznie i cierpliwie, ale jak ma się wspaniałą panią doktor to nie można się doczekać wizyty. Przed wizytą musiałem się dwie godziny wyspacerować i kierować Panią w stronę gabinetu pani doktor, bo miałem wrażenie, że zapomniała.
-Tutek, my jeszcze idziemy do bankomatu. - Wyjaśniła Pani zmianę trasy.
Lubię chodzić do bankomatu, ponieważ pachnie różnymi psami. Czasami mnie to zastanawia ja te psy to robią, że ta na murkach zostawiają swoje zapachy. Wróćmy jednak do gabinetu i wspaniałych odwiedzin. Ucho zbadane. Okazuje się, że zaprzyjaźniłem się z niedobrymi bakteriami i grzybami. Tylko jak? Przecież Pani to nawet przesadnie dba o moją higienę.
Po wyjściu z gabinetu olśniło ją, że jeszcze miała mnie odrobaczać, bo to też ważne, aby regularnie robić i taki przystojniak jak ja mógł się prezentować w całej swojej urodzie i zdrowiu.
Pamiętajcie: jeśli zwierzak za często się drapie to warto bardzo dokładnie przejrzeć i przejść się do weterynarza. Im później tym dłuższe leczenie.

sława

Nawet nie wiecie jak dobrze jest być psem sławny, uwielbianym, podziwianym. Ja taki jestem. Normalnie lokalny celebryta ze mnie. Kiedy spotykam znajomych i nieznajomych ludzi mówią, że jestem śliczny, a wiecie w czym tkwi sekret? Naśladuję Panią. Ona ciągle się uśmiecha, śpiewa sobie coś pod nosem to ja też tak robię. Oczywiście bez śpiewu, bo mój śpiew byłby szczekaniem, a każdy w miarę rozgarnięty pies wie, że ludzie nie lubią odgłosu szczekania. Nie znaczy, że wcale nie szczekam. Zdarza mi się. Ostatnio to nawet dość często, a wszystko przez niekompatybilność moich planów z planami ludzi. Pewnie się dziwicie sąd u mnie takie piękne i bogate słownictwo. Powiem Wam w sekrecie, że Pani mi czyta. Leżymy sobie na łóżku z Olką i czyta mi na głos. Czasami czyta, kiedy leżę na podłodze. Dzięki temu nie tylko mam bogate słownictwo, ale i wiele więcej spostrzeżeń na temat świata oraz wiem jak zjednać sobie ludzi. Jak już wspomniałem bardzo duże znaczenie ma uśmiech. Bez uśmiechu ani rusz. Dzięki temu dostaję smakołyki. Czasami plasterek wędliny od nieznajomej pani, która na mój widok też się rozpromieniła, a jak już się rozpromieniła to postanowiła mnie nagrodzić "niebem w pyszczku", czyli dobrą szyneczką. Czasami dostają psie ciasteczka czy pałeczki do czyszczenia zębów, ale myślę, że taka szynka jest dużo lepsza i zdrowsza dla psa niż pałeczki, które też lubię.
Wiecie, co jeszcze działa na ludzi? Kiedy daję im cześć lub cieszę się na ich widok. Wtedy już nie mogą nie podejść, bo to byłaby zwykła nieuprzejmość z ich strony. Do tego wiedzą, że jak są tacy mili to mogą się pojawić w moich opowieściach jako pozytywne postacie, a gdyby byli niemili to musiałbym ich w tych swoich historiach uśmiercać (Pani mi kiedyś czytała o przemycaniu codzienności do kryminałów) i zamiast miłej książki dla dzieci powstałby horror lub inny kryminał, a przecież tego nie chcę i bardzo się cieszę, że ludzie szanują moją sławę.
Bycie lokalnym celebrytą sprawiło, że troszkę do tej sławy przywykłem. W większości wypadków nie siedzę pod sklepem sam. Zawsze zatrzyma się ktoś, kto chce mnie pogłaskać, przytulić, powiedzieć komplement, dać smakołyk. Jeśli nikt nie zwraca na mnie uwagi do po prostu szczekam, żeby Pani się pospieszyła w sklepie, bo wiadomo, że za długo murków nie ma co wąchać, bo wszystkie zapachy znane i już troszkę nudne. Na szczęście ta nuda rzadko mi się zdarza.

tęsknota

Wakacje u babci i pradziadka były cudowne. Pradziadek podkarmiał, babcia głaskała i rozmawiała ze mną, a Perełka się ze mną bawiła. Szkoda tylko, że to wszystko skończyło się kąpielą.
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Nawet nie wiecie jak bardzo tęskniłem za Olą, a Ola za mną.



zdziecinnienie

Pani mnie przytuliła, popatrzyła w oczy i powiedziała:
-Chłopie, jedziesz na wczasy do babci. Baw się dobrze.
U babci jest fajnie, bo dziadek karmi smakołykami prosto ze stołu. Babcia mówi, że to 90 letnie zdziecinnienie, a później sama też mi podsuwa przysmaki, mimo, że jeszcze 60 lat nie skończyła. Myślę, że oni się tym zdziecinnieniem ode mnie zarażają, bo pani często mówi:
-Oj Tutuś, znowu cię zdziecinnienie dopadło