Etykiety

piątek, 20 maja 2022

Beata Zdziarska "Dolina tajemnic"


Czasami wydaje nam się, że po pokonaniu wielu przeszkód udało nam się wyjść na prostą, ułożyć życie, znaleźć dobrą pracę. W takim złudzeniu żyje Hania. Pewnego dnia jej życie sypie się jak domek z kart. Z powodu redukcji etatów traci źródło utrzymania. Bez pracy i perspektyw na przyszłość zostaje zaskoczona telefonem od ojca, który wiele lat temu zniknął z dnia na dzień. Postanawia skorzystać z jego zaproszenia do Świątkowej Małej w Beskidzie Niskim i poznać prawdę o zniknięciu, uzyskać wyjaśnienia od ojca. Szybko okazuje się, że ojciec nie tak szybko będzie skory do zwierzeń. Krótki pobyt w malowniczym miejscu przedłuża się, a Hania ma okazję poznać okolicę i kilka dziwnych osób oraz nawiązać nowe znajomości. Razem z bohaterką wchodzimy w świat cerkwi i prowincjalnego życia w osadzie turystycznej, zaprzyjaźniamy się z ekscentrycznym Jonem i Joanną, która znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Po kilku dniach miejscowe dzieciaki znajdują plecaczek turystki, a później trafiają na jej ciało. Jest ono w dziwnym stanie. Miejscowa policja ma kilka tropów. Do tego kolejne wydarzenia sprawiają, że „życzliwość” sąsiadów wybija niczym szambo pozostawiające odór. Hania postanawia rozwikłać zagadkę.

„Dolinę tajemnic” Beaty Zdziarskiej czyta się z zapartym tchem. Wchodzimy w życie bohaterki, kiedy w czasie przeprowadzki trafia na stary album ze zdjęciami. To on staje się pretekstem do opowiedzenia mrożącej krew w żyłach historii. Do tego w tekście znajdziemy sporo zdań oraz wydarzeń skłaniających do refleksji. Dużo tu ważnych tematów, wśród których załatwianie pracy przez znajomych i malwersacje finansowe są jednymi z ważnych problemów. Pojawia się też problem granicy zaufania, tolerancji, wykluczenie, niepełnosprawność, strach przed innością. Bohaterka łapie się na uleganiu stereotypom, wyprowadzaniu na manowce. Do tego widzimy tu poszukiwanie spokoju i ucieczkę na prowincję, aby móc zacząć wszystko od nowa. Mimo trudnego tematu jest to opowieść niesamowicie optymistyczna, sprawiająca, że mamy poczucie sporej energii. Zbrodni towarzyszy sielskość. Stajemy się świadkami dużej różnorodności, gry pozorów, ukrywania prawdy, zakładania masek. A później przychodzi czas zatrzymania i refleksji, zastanowienia się nad własnym życiem, zadania sobie pytań, czy dokonujemy właściwych wyborów. Jest to piękna, poruszająca opowieść o granicy dążenia do perfekcji i szukaniu własnego miejsca. Pisarka pokazuje nam, że czasami spotykające nas zło jest szansą na dobrą zmianę w życiu. Zwolnienie z pracy pozwoliło Hani uwolnić się od wielu rzeczy, przemeblować życie i odnaleźć owe powołanie.
Pisarka umiejętnie wprowadza czytelników w świat swoich bohaterów, buduje napięcie i już po pierwszych stronach wiemy, że staniemy się uczestnikami wędrowania do czasów, kiedy rozegrał się dramat, którego była uczestniczką. Pokazuje nam sielskie początki wyprawy do ojca, którego chce lepiej poznać. Tam szybko odkrywa, że na zwierzenia nie ma, co liczyć. Za to będzie miała szansę na nowo go poznać, wejść w krąg jego przyjaciół. Prowincja okazuje się miejscem, w którym mieszka ekscentryczny rzeźbiarz Henryk. Poznajemy też Petera posiadającego stadninę udostępnianą miejscowym dzieciakom oraz wścibską Katarzynę skrywającą sekrety. Poznamy leśniczego, tajemniczego Przewodnika i upośledzonego Jaśka, którego nikt z bliskich nie ma sił pilnować. Hania uświadamia sobie jakim trudem jest praca z pełnoletnim chłopakiem funkcjonującym na etapie kilkulatka. Widzimy zderzenia światów bohaterów. Pojawia się też zazdrość oraz porównywanie z innymi kobietami. Można powiedzieć, że bohaterka jest ładna, ale nie rzuca się w oczy. Zdecydowanie inne kobiety przyciągają uwagę mężczyzn.

„Dolina tajemnic” to powieść, która z jednej strony zabiera nas w świat zbrodni, a z drugiej pozwala na poznanie sekretów jej mieszkańców. Szybko okazuje się, że tu każdy na coś do ukrycia. Niektóre błędy ciągną się za bohaterami latami, a prowincja daje im możliwość skrycia się przed światem i bliskimi. Czy Hania będzie miała szansę poznać tajemnicę ojca? Czy wybaczy mu kilkuletnie milczenia? Jakie sekrety skrywają sąsiedzi? Przekonajcie się sami sięgając po książkę. Zapewniam Was, że to świetna, lekka lektura pozwalająca na wiele spraw spojrzeć z nieco innej perspektywy.



czwartek, 19 maja 2022

Katarzyna Dembska "Babcia w koronie" Monika Sommer-Lapajew


Pandemiczne obostrzenia i rozporządzenia dały się dzieciom we znaki. Zamykanie szkół, otwieranie, zamykanie lasów, zdalne nauczanie, zakaz wyjścia bez rodziców, mandaty, maseczki, dezynfekcje i kiedy już nadeszły wakacje, czas wytchnienia i odpoczynku od szeregu nowości nie każdy mógł się tym cieszyć. Niektórzy właśnie wtedy wylądowali na kwarantannie. Wirus roznosił się jak poczta pantoflowa przekazywana sobie przez ludzi. I tym sposobem trafiło też na bliskich Jakuba. Na początku z dziwnymi objawami „przeziębienia” zmagali się opiekunowie. Potężny i silny wujek chodzący na czworakach i całymi dniami zalegający w łóżku był zadziwiającym widokiem. Kiedy dołączyła do niego mama zaczynało być dziwnie. Na koniec i Jakub zapał wirusa, który go rozłożył. Nastolatek w czasie izolacji miał okazję sprawdzić się w nowej funkcji, a dom był bardziej pod jego kontrolą i właśnie z tego powodu stał się powiernikiem tajemnicy swojego kota Mietka: potrafi skoczyć wyżej niż podejrzewają go o to dorośli. To właśnie jego akrobacje przyczyniły się do wywrócenia życia całej rodziny do góry nogami. A wszystko przez stłuczenie niepozornego wazonika (czyli urny) z prochami babci. Może by w tym nie było nic dziwnego, gdyby nie to, że kobieta ta nigdy nie należała do osób spokojnych i zawsze ją nosiło. Po tak długim pobycie w wazonie musi oczywiście nadrobić i włącza w swoje przygody wnuka, który w sumie nie bardzo ma wybór. Do tego plany babci w czasie kwarantanny to coś, na co czekał, bo ile można siedzieć w domu i się nudzić?
Babcia uwolniona z urny jest jak nieposkromiony żywioł pełen zaskakujących pomysłów. A to marzy jej się bujanie we własnym fotelu, a to odwiedziłaby wnuki nad morzem, zwiedziła różne czasy i przestrzenie. Sama oczywiście nie będzie podróżować i pozwala wnukowi cieszyć się ze swoich umiejętności. Nie jest jednak w stanie przewidzieć konsekwencji wszystkich wypraw i czynów. Zwłaszcza, że ma bardziej beztroskie podejście do życia niż nastolatek. Na szczęście wiele jej wybryków da się ukryć dzięki stworzenia złudzenia, że dorośli widzą dziwne rzeczy przez zbyt długi pobyt w domu i izolacja rzuciła im się na głowy.
Babcia w koronie” to nietypowa powieść przygodowa dla młodych czytelników. Jej głównymi bohaterami są dwunastoletni Kuba oraz jego zmarła babcia, czyli duch potrafiący tworzyć portale do przemieszczania się w czasie i przestrzeni oraz obrazowo wyjaśnić wnukowi teorię względności, uświadamia go, że czasami życie jest pełne ograniczeń, bo my nie potrafimy otworzyć się na inne spojrzenia. Większość przygód opowiedzianych jest właśnie z perspektywy nastolatka mającego okazję doświadczyć niezwykłych rzeczy i odkryć jak niesamowicie ważne są drobiazgi. Każda rzecz z przeszłości ma wpływ na całe życie. Czasami lekka zmiana może wprowadzić chaos.
Katarzyna Dembska z jednej strony zabiera nas w polskie realia, a z drugiej tak nie do końca, bo kto w naszym kraju trzyma babcię w salonie na półce? Zresztą i babcia jest nietypowa: nie dość, że chciała być spalona to jeszcze rozsypana na łonie natury, aby mogła cieszyć się wolnością. A co ze stereotypowym nakazem dbania o nagrobki? Na szczęście tego tu nie ma. Do tego mamy bardzo żywotnego dziadka biorącego udział w maratonach, pobijającego rekordy i przy okazji będącego mistrzem haftu krzyżykowego. Przy nich opiekunowie Kuby wypadają naprawdę blado i nijako. Są skupieni na pracy, utrzymaniu domu i zdobywaniu pieniędzy na dziecko. Są tak bardzo tym wszystkim zajęci, że brakuje im sił na wysprzątanie piwnicy. I może dobrze, bo kryje ona troszkę ważnych skarbów, wśród których ulubiony fotel babci jest szczególnie ważny.
Pisarka pozwala nam przyjrzeć się teraźniejszości, ale też zabiera w przeszłość i uświadamia dzieci jak wiele zmieniło się przez dwa pokolenia. I tu nie tylko chodzi o dostęp do technologii, rozrywki dla dzieci, ale i ich traktowanie oraz stosunek do zwierząt. Dzięki babci Jakub może zobaczyć dzieciństwo dziadka, poznać okolicę, odkryć jak bardzo się zmieniła oraz doświadczyć szeregu uprzedzeń, które wówczas towarzyszyły ludziom, poznać inne podziały na role społeczne, a także przyjrzeć się ówczesnym strojom. Będzie niebezpiecznie, fantastycznie i zabawnie. Jak to się wszystko skończy? Tego musicie dowiedzieć się sami.
„Babcia w koronie” to troszkę zwodzący tytuł, bo babcia tu chorować nie zamierza i ma dość luźny stosunek do zagrożeń, bo jej już nic złego nie może się przytrafić. Katarzyna Dembska pięknie pobudza młodzieńczą wyobraźnię, porusza różne motywy religijne, ale traktuje je z lekkim przymrużeniem oka, pokazuje które aspekty to tylko wymysł kultury, a które mogą być prawdziwe, ale nie mamy tu traktowania ich na poważnie tylko z przymrużeniem oka jako coś potencjalnego.








środa, 18 maja 2022

Fabryka czekoladek - z ciastoliną zawsze świetna zabawa!


Ciastolina w swojej historii przeszła zadziwiającą drogę nim trafiła do dziecięcych pokojów jako masa do zabawy. Ta przypominająca plastelinę masa składająca się z mąki, wody i soli początkowo była wykorzystywana jako materiał do czyszczenia tapet. Kiedy stopniowo tego rodzaju ogrzewanie odchodziło do lamusa, bo ściany już tak szybko się nie brudziło szukano nowego zastosowania, które mogło uratować rodzinną firmę. Reklamowano ją jako materiał do wykonywania ozdób choinkowych, a jedna z krewnych producenta pracująca w przedszkolu dała ją dzieciom do zabawy. I tym sposobem w połowie lat 50 XX wieku odkryto nowe zastosowanie. Z czasem dodano do nich barwniki i substancje zapachowe. I tak właśnie powstały pierwsze produkty "Play-Doh": ciastolina niebrudząca rąk i rozpuszczająca się w wodzie z mydłem. Wielkim plusem było to, że w przeciwieństwie od plasteliny jej miękkość nie zależała od temperatury i ugniatania. Była gotowa do klejenie już po wyjęciu z opakowania. Zamknięta szczelnie w oryginalnym opakowaniu długo pozostaje miękka i plastyczna, a po pozostawieniu na powietrzu twardnieje i staje się krucha, co ułatwia czyszczenie dywanów. Po częściowym wyschnięciu można dodać parę kropel wody, aby była tak samo miękka jak wcześniej. Ale czy warto skoro nowa może cieszyć kolorami i zachęcać do tworzenia, bo minus jest taki, że po zmieszaniu wielu kolorów dzieje się z nią to, co z plasteliną: ma bury kolor.
Mas plastycznych dla dzieci na rynku jest dużo. Uważam, że ciastolina na ich tle pięknie się wyróżnia. Zwłaszcza ta oryginalna z dodatkami zapobiegającymi pleśnieniu, mająca idealną konsystencję i piękne, niebrudzące rąk oraz blatów kolory. Dokładny skład jest oczywiście tajemnicą handlową, ale wszelkie atesty dają nam poczucie, że dajemy dzieciom naprawdę bezpieczny materiał do zabawy. I tak cieszy się ona wielkim powodzeniem już od 60 lat.

Nie wszędzie oczywiście była ona znana. W moim dzieciństwie takiej magii nie było. A szkoda, bo zabawa z nią to wspaniała przygoda. Każdy kto ma dzieci przechodził przez okres fascynacji masą. U nas trwa on od drugiego roku życia córki, czyli już 8 lat. Mamy przerobione wszystkie zestawy. Czasami żegnałyśmy się z nimi lub córka zabierała je do przedszkola lub szkoły, aby tam także móc się nimi bawić i kiedy znalazła nowy zestaw, którego jeszcze nie miała na nowo wracał etap zauroczenia. A wszystko przez to, że różnego rodzaju wyciskarki zachęcają do tworzenia, zabawy z całym mnóstwem ulubionych zabawek i przygotowywaniem dla nich przyjęć, tworzeniem różnorodnych dań, wcielania ich w role fryzjerów, piekarzy, cukierników, drukarzy, dentystów, ekspedientów, poszukiwaczy skarbów i wiele innych.

Ciastolinę produkuje wiele firm, ale najpopularniejsza jest produkowana przez Harsbro jako Play-Doh i Play-Doh plus (jest bardziej miękka). Przerobiliśmy całe mnóstwo różnorodnych ciastolin i niektóre z nich albo były zbyt twarde albo za miękkie i w większości przypadków szybko wysychały w czasie zabawy, obklejały foremki i zostawiały kolorowe ślady na palcach, ubraniach i blatach. Play-Doh jest jedną z tych, które córka uwielbia, a ja nie mam później dużo sprzątania, bo nawet jeśli nie mam sił od razu dokładnie wyczyścić to po wyschnięciu można łatwo usunąć.

Kiedy decydujecie się na tę masę plastyczną warto nabyć ją z różnego rodzaju zestawami do tworzenia bajecznych rzeczy. Wszystkie bazują na podstawowych elementach: pojemniczkach na zrobione rzeczy, wyciskarkach, bezpiecznych nożykach i wyciskarkach. Każda oczywiście inne i przez to zabawy jest dużo i jest ona bardzo różnorodna. Są cukiernie, lodziarnie, pojazdy, kucyki z rosnącymi grzywami, księżniczki, kasy fiskalne z całym mnóstwem produktów i wzorami pieniędzy do stworzenia, ulubionymi postaciami z filmów animowanych, a nawet edukacyjne z literami i cyframi, które wspomogą naukę czytania i liczenia. Można powiedzieć, że jedna masa, a możliwości wiele. Wszystko zależy od zainteresowań dzieci.

Na własnych doświadczeniach mogę śmiało stwierdzić, że zestawy Play-Doh to zabawka, która zawsze będzie strzałem w dziesiątkę. Nawet, kiedy dziecko dostanie taki sam zestaw, jaki już ma. Zabawa w większym gronie pozwoli wykorzystać wszystkie elementy. Jeśli pociecha ma problem z naśladowaniem, odwzorowywaniem różnorodnych czynności raz samodzielną zabawą to zakup par zestawów staje się podstawą terapii. Dziecku łatwiej jest rozwinąć umiejętność bawienia się, kiedy widzi, w jaki sposób to robić. Z czasem samo nabierze wprawy.
Masa oczywiście z czasem wysycha. Do tego kolory mieszają się. I tu warto zaopatrzyć się w tuby z nowymi masami. Są one naprawdę tanie. Zwłaszcza w większych zestawach pojemniczków. A co z wyciskarkami? Je zdecydowanie można wyczyścić i używać dalej, bo nie niszczą się tak szybko. Wielkim plusem jest też to, że producent wyciąga wnioski i ciągle dopracowuje swoje projekty foremek i dzięki temu są bardziej atrakcyjne do zabawy oraz łatwiejsze do czyszczenia. Ponad to można spokojnie wykorzystać je do zabaw z innymi zabawkami. Przyjęcie w pałacu z klocków? Wszystko zależy od pomysłowości Waszych dzieci.

Co daje zabawa? Przede wszystkim rozbudza kreatywność, wyobraźnię, pozwala na ćwiczenie dłoni i przygotowywanie ich do pisania, ale też staje się rewelacyjnym materiałem terapeutycznym, który można wykorzystać w terapii sensorycznej, nauce naśladowania, zapoznawania się z literami, oswajania z nożyczkami i nożykami, umiejętności wałkowania, odtwarzania wzorów. W każdym zestawie znajdziemy cenne wskazówki, w jaki sposób się nim bawić.
Wielkim plusem jest to, że przed pierwszą zabawą nie da się źle złożyć elementów zestawów. Do tego są one bezpieczne dla dziecięcych paluszków” elementy działające na zasadzie dawnych wyżymaczek przy pralkach po otwarciu blokują się i nie da się w ten sposób rozwałkować palców, a nożyki nie są ostre. To jest szczególnie ważne w przypadku młodszych dzieci.

Plusem jest też to, że większość elementów w każdym zestawie ma więcej funkcji. To zachęca dzieci do poszukiwania nowych zastosowań, łączenia zestawów, wymieniania ich części. U nas jest to jeden wielki pojemnik w którym gromadzimy wszystko, co związane z ciastoliną. Córka może sobie swobodnie sięgać po wszelkie narzędzia zgromadzone przez kilka lat. Muszę przyznać, że czasami zaskakuje mnie pomysłowością. Zawsze rozglądamy się za nowymi zestawami. Po tylu latach kolekcjonowania naprawdę trudno wyszukać coś, co dziecko zaskoczy. I mamy! Dzięki "The Insiders" trafiła do nas „Fabryka czekoladek”, która okazała się strzałem w dziesiątkę. Na nowo wróciła chęć tworzenia, klejenia, organizowania ulubionym pluszakom degustacji. Sam zestaw jest tak zbudowany, że dziecko chętnie go ogląda ze wszystkich stron i bada funkcje różnych ruchomych elementów. Do tego mnie bardzo miło zaskoczył nowy zestaw tym jak łatwo go można czyścić. Po prostu rozkładamy wszystkie elementy. Także wyciskarkę można łatwo rozmontować, wyjąć masę z zakamarków. Muszę przyznać, że pod tym kątem producent bardzo miło mnie zaskoczył, bo jeszcze kilka lat temu tego typu urządzenia wymagały długiego dłubania nożykami lub pozostawienia do wyschnięcia, żeby masa się wykruszyła. A to sprawiało, że w pojemniku z zestawami szybko robił się bałagan i ciągle trzeba było go opróżniać z okruchów. Jest mniej bałaganu, większy komfort pracy. Jest to jedna z fajniejszych kreatywnych rzeczy, które są tanie i nie ma po nich dużo sprzątania.
A Wasze dzieci bawią się ciastoliną?
Który zestaw lubicie najbardziej?



Iwona Banach "Do zakopania jeden trup"


Płaskoziemcy, apokaliptycy, miłośnicy teorii spiskowych, karawan, oszuści, nieżyjący kandydaci na mężów, duch, „wyższe” sfery, trup, gwiazda youtube’a, ekskluzywny ośrodek i spadek to przepis na zadziwiająco realistyczną historię.
Opowieść zaczyna się dość banalnie: ot gdzieś na uboczu w okolicach zaparkowanego pod drzewem karawanu. Później poznajemy dość (delikatnie mówiąc) ekscentrycznego płaskoziemca, Artura Cieciorka, który robi wszystko, aby ze swoimi nowinkami na temat oszustw naukowców i ich celowości dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Widzimy z jakim zaangażowaniem głosi swoje przekonanie o płaskiej ziemi. I w sumie byłoby to śmieszne, gdyby nie fakt, że takie osoby naprawdę działają w sieci i domagają się wejścia na uniwersytety i równouprawnienia w głoszeniu swoich „odkryć”.
Następnie przechodzimy do Emilii Gałązki, kolejnej zadziwiającej postaci przeżywającej wielkie rozczarowanie po wielkim oczekiwaniu na kataklizm. Bohaterka od lat z zaangażowaniem przygotowuje się na kolejne końce świata. Wyznaczone daty mijają, a życie trwa dalej. Końca świata jak nie było tak nie ma, a posiadane na ten czas zapasy i schron tylko się kurzą i już nawet bohaterka nie ma takiego zapału jak kiedyś, żeby utrzymać wszystko w gotowości. Oczekująca na rozlew krwi, dantejskie sceny, atak zombie jest rozczarowana. Jej przybicie potęguje wiadomość o spadku po krewnej z Ameryki, która zapisała jej ekskluzywny ośrodek wypoczynkowy dla zamożnych, znudzonych starszych pań, "Jesienny płomień" w Duchołazach, gdzie ponoć straszy Malwina, regionalny duch. Wiadomo, że taki spadek to same problemy, ale czasami dla bliskich trzeba się poświęcić i spełnić postawione przez testatorkę warunki. Zwłaszcza, że jej ukochana siostrzenica jest w ciąży i przyda jej się wsparcie na start nowego życia. Aby przejąć zapisany majątek koniecznie musi spędzić w ośrodku trzy tygodnie. Inaczej będzie musiała podzielić się nim z którymś z towarzystw płaskoziemców, a tych nieco zwariowana Emilia nie cierpi, bo może i ma bzika na punkcie końca świata, ale rozsądnie, z zachowaniem wiedzy o zagrożeniach z kosmosu oraz świadomością, że Ziemia jest kulą wystawioną na zderzenia z meteorytami, a nie płaskim dyskiem, który pod wpływem wierceń może się rozpaść.
Na miejscu okazuje się, że towarzystwo jest sztywne, zapatrzone w siebie i adorowane przez najemnych podrywaczy panie, dla których ważna jest romantyczna otoczka ośrodka. Emilia niestety już pierwszego dnia robi na nich złe wrażenie. Zamiast strojenie się w drogie stroje z falbankami, złocenia, błyszczenia i wzdychania oraz upodobania do romansideł woli opowiadać o zmutowanych roślinach lub ludziach oraz końcu świata. Wydawałoby się, że gorzej już być nie może. A jednak w towarzystwie nowej lokatorki dzieją się dziwne rzeczy: duchy hałasują nocą pod oknem (o ile potrafią), a w czasie porannego spaceru znajduje trupa. Najdziwniejsze jest to, że osoba zarządzająca ośrodkiem jest przekonana, że ofiarę jest Emilia Gałązka, dziedziczka, bo za taką osobę się podała.
Kolejne dni przynoszą cały szereg zaskakujących wydarzeń. Zwłaszcza, że do podejrzanej o morderstwo bohaterki zjeżdżają bliscy, aby dać jej wsparcie. Wtedy zaczynają wychodzić dziwne powiązania oraz na nowo do akcji wkracza miejscowy płaskoziemiec. Policja ma nie lada wyzwanie, któremu z powodu braku doświadczenia trudno podołać, bo przecież Duchołazy to bardzo spokojna miejscowość, bo nikt tu jeszcze nikogo nie mordował. Na szczęście do akcji wkracza jamniczka. Trupy pościelą się gęsto, zagadki się spiętrzą, prób napadów przybędzie. Przez pryzmat tych wydarzeń lepiej poznamy dziwny ośrodek.
Iwona Banach jest sarkastyczna i bardzo krytyczna dla przerysowanych postaci, których wady i uprzedzenia pięknie podkreśliła. Pozwala też na tę samą rzecz spojrzeć z różnych stron, uwypuklić inne cechy. Pisarka piętrzy zadziwiające wydarzenia podkreślające cechy bohaterów, których zestawienie i przerysowanie rozśmiesza. Wykreowane przez Iwonę Banach postacie niestety są bardzo prawdziwe, zaangażowane w to, co robią i w jaki sposób oceniają innych, zarabiają i tworzą relacje z bliskimi. Pojawia się tu też temat kreacji w mediach, udawanie kogoś, kim się nie jest, tworzenia złudzeń i łatwowierności, poszukiwania kandydata na męża w internecie, biurokracji, a także szeregu zabobonów.
„Do zakopania jeden trup” to czwarty tom cyklu, w którym pojawiają się stali bohaterzy, ale z powodzeniem można czytać go bez znajomości wcześniejszych tomów.



Opowiem Wam bajkę o przeszkadzaniu

Włączyłam zmywarkę i słyszę dziwne odgłosy. Sprawdzam, nasłuchuję. To nie ona. Przypomniałam sobie, że pranie nastawione. Nasłuchuję. Też nie. Ogrzewanie też nie. Zerkam przez okno i z ulgą przyjmuję do wiadomości, że tacy troszkę dalsi sąsiedzi czyszczą dach pod malowanie. Czyszczenie ciśnieniowe jednak troszkę słychać. Drugiego dnia już przywykłam do tych odgłosów.
Idę na spacer.
-Pani, ale oni hałasują.
-Czyszczą dach to troszkę słychać. Wyczyszczą, pomalują i będzie ładnie.
-A co mi po ładnym jak hałas przeszkadza.
-Mnie tam hałas nie przeszkadza. Bardziej przeszkadzają ujadające w nocy psy.
-Pies to zwierzę, więc szczeka.
-Mój nie szczeka.
-Jakiś nienormalny. Z tym remontem to by tak nie hałasowali.
-Pohałasują kilka dni i będzie spokój. Gorzej z psami wychowanymi na szczekających debili. One nadal będą ujadać. I to w nocy.
-Pani to jakaś dziwna jest. Przeszkadzają pani rzeczy, które innym nie przeszkadzają.
-Za o nie przeszkadza mi jak ktoś wydaje pieniądze na upiększenie otoczenia. Może przez to, że lubię, kiedy jest piękniej. A co do psów to innym też przeszkadzają. Nie przeszkadzają tylko tym, którzy psów nie potrafią wychować.
A jak u Was z tolerancją do ujadających psów i remontów?

Marta Guzowska "Detektywi z Tajemniczej 5 kontra duchy. Tom 1: Zagadka czarnego psa"


Współczesne dzieciaki kojarzą nam się z telefonami, uzależnieniem od telefonów i uwielbieniem do youtuberów. Często wydaje się nam, że młode pokolenie żyje tylko i wyłącznie w świecie technologii i ostatnią rzeczą, która mogłaby je zainteresować to historia, muzea, wykopaliska, ruiny, nawiedzone budynki i inne tego typu miejsca. Marta Guzowska udowadnia nam, że dzieci da się zainteresować naszym dziedzictwem kulturowym, zachęcić do poznawania przeszłości, a do tego do wchodzenia w obszar metod badania naukowego. Wystarczy po prostu zabierać swoje pociechy w miejsca, w których mogą poznać wycinek naszej historii i samemu wykazywać zainteresowanie związanymi z nimi ciekawostkami oraz wspólnie czytać książki przemycające wiedzę na ten temat. Właśnie takie podejście króluje wśród rodziców z „Detektywów z Tajemniczej 5”. Jej młodzi bohaterzy są ciekawi świata i rządni rozwiązania kolejnych zagadek. Akcja całej serii książek „Detektywi z Tajemniczej 5” toczy się wokół kradzieży ważnych, zabytkowych przedmiotów oraz dziwnych zjawisk.
W pierwszym tomie mogliśmy prześledzić, w jaki sposób młodzi detektywi poradzą sobie ze sprawą zaginięcia broszki. Przy okazji dzieci dowiedziały się wielu ciekawostek. Drugi tom natomiast zabrał nas w mroczne klimaty, a wszystko dzięki wakacjom u wujka Janka prowadzącego z kolegą z pracy i dwiema studentkami wykopaliska archeologiczne. Nie są to jednak zwykłe badania terenowe, dzięki którym wyłania się z ziemi skorupki naczyń, ale prace tuż przy cmentarzu, a do tego dotyczą niezwykłego grobu, ponieważ badaczom udało się odkryć pochówek wampiryczny. Wokół niego oczywiście dzieje się wiele pozornie niezwykłych rzeczy, ale dzieci potrafią wyjaśnić wszystko logicznie. Tak jest też w trzecim tomie pt. „Zagadka królowej myszy”, w którym dowiemy się wiele ciekawostek na temat malarstwa Olgi Boznańskiej oraz poznamy realia, w których żyła. W „Zagadce zbuntowanego robota” odwiedzamy Centrum Nauki Kopernik, gdzie mają zobaczyć adaptację „Bajek robotów”, ale okazuje się, że jeden z aktorów znika. W piątym tomie odwiedzamy dom Chopina, czyli weźmiemy udział w wycieczce do Żelaznej Woli, gdzie urodził się kompozytor i ruszymy na poszukiwanie zaginionych nut. Szósty tom pozwoli nam na rozwiązanie zagadki związanej z mazurską mumią i jej skarbem, a siódmy na zwiedzenie zakamarków „Pekinu”, czyli Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.
Zwykłe wycieczki, zwiedzanie w przypadku stałego tria składającego się z Jagi, Anki i Piotrka zawsze kończą się śledztwem. Zwykle też bohaterom towarzyszą inne osoby. Tym razem wujek i jego córka z klasy dziennikarskiej zabierają nas na wakacyjną wyprawę po nawiedzonych miejscach. Pierwszym obiektem jest powstały w XIV wieku i rozbudowywany przez kolejne stulecia zamek Ogrodzieniec, który niejednokrotnie był miejscem kręcenia filmów. Legenda o skarbie dawnego kasztelana sprawia, że do tego miejsca przyjeżdżają tłumy pragnące znaleźć bogactwa. Ludzi przyciąga też tajemnicze zjawisko: pojawiający się duch czarnego psa. Jaga oczywiście jest przekonana, że duchów nie ma. Coś jednak musi dziać się dziwnego, bo psy nie chcą wejść na teren zamku. Czy i tym razem dzieciakom uda się rozwiązać zagadkę?
Po raz kolejny nie zawiodłam się na książce Marty Guzowskiej, która bardzo umiejętnie stworzyła ciekawą intrygę z interesującymi, sympatycznymi i wyrazistymi bohaterami. Szczególnie udały jej się portrety dzieci, pokazanie konfliktu wynikającego z różnicy wieku. Mamy tu starszego brata, który niechętnie włącza siostrę do śledztwa, ale wie, że jeśli nie przekona mamy, aby puściła Jagę na wycieczkę to będzie to niesprawiedliwe. Odkryje też, że w ciągu roku nauczyła się ona bardzo wielu rzeczy. Towarzyszy im inteligentna, opanowana i rozwiązująca konflikty rodzeństwa Ania oraz nieco starsza Lidka, uczennica liceum. Do tego pisarka w interesujący sposób pokazuje kolejne kroki prowadzenia śledztwa z pokazaniem drogi, jaką bohaterzy odkryli prawdę, zachęca do samodzielnego myślenia i znalezienia odpowiedzi. W tym celu poszczególne etapy śledztwa podsumowano pytaniami, na które młodzi czytelnicy muszą spróbować znaleźć odpowiedzi, a przy okazji uczą się metody dedukcyjnej. Sporo tu fachowego słownictwa wyjaśnionego w prosty sposób. Wszystko brzmi bardzo poważnie, ale mogę Was śmiało zapewnić, że książkę czyta się bardzo szybko, a przemycane w niej wiadomości pochłania jak bajkę o żelaznym smoku czy opowieści o najnowszych technologiach i ich możliwościach. Do tego nie zabraknie tu oczywiście technologii, przez którą dorośli czasami tracą głowę.
Dla dorosłego czytelnika akcja jest przewidywalna (no, ale nie dla dorosłych jest ona adresowana) i już w połowie lektury można się domyślić, kto jest sprawcą, ale dla dzieci rozwiązywanie zagadki będzie prawdziwą frajdą, a do tego nabędą ważnej umiejętności: zwracania uwagi na szczegóły, porównywania, wykluczania określonych rozwiązań. Stawiane przez pisarkę pytania są dla czytelników sygnałem, że w tym miejscu powinni się zatrzymać o spróbować wyjaśnić zagadki. Dzięki kolejnym krokom dzieci będą miały okazję poćwiczyć logiczne myślenie.
Książki z serii „Detektywi z Tajemniczej 5” to świetne lektury ćwiczące wiele umiejętności oraz przemycające sporą dawkę wiedzy i wzbogacające słownictwo. Każdy tom skupia się wokół innych ciekawostek historycznych. W pierwszym mogliśmy dowiedzieć się wielu informacji o kamei, w drugim sporo wiadomości o wampirach, w trzecim o malarstwie. W czwartym było sporo ciekawostek o robotach, a w piątym o dbaniu o eksponaty, szósty przenosi nas w świat mumii, siódmy to spora dawka wiedzy o najwyższym budynku w Warszawie, a ósmy pozwala odkryć tajemnice nawiedzonego zamku. Ostatni z tomów należy też do nowej „podserii”, czyli Detektywi z tajemniczej 5 kontra duchy. Autorka też sprytnie podsuwa młodym czytelnikom inną lekturę. Mamy tu motyw z powieścią detektywistyczną sir Arthura Conana Doyle’a „Pies Baskerville’ów”.
Książki napisane bardzo przystępnie. Spora dawka humoru, dobrego nastawienia do życia, dziecięcego spojrzenia na świat, naiwnego relacjonowania wydarzeń sprawiają, że kolejne przygody mają też spory urok dla dorosłych i świetnie zastąpią lekką prozę dla dorosłych, a do tego pozwolą zmienić nastawienie do świata, rozbudzą empatię, poprawią nastrój. W książce poznamy różne typy osobowości i nie tylko dorośli bywają tu specyficzni. Także dzieci mają swoje zainteresowania, sposób zdobywania i dzielenia się wiedzą, a także spojrzenia na własną samodzielność i manipulowanie poczuciem odpowiedzialności, a do tego uwielbiających jagodzianki łasuchów. Całość wzbogacona licznymi interesującymi i estetycznymi ilustracjami Agaty Raczyńskiej znaną nam ze strony graficznej serii „Zosia z ulicy Kociej”. Niedługie rozdziały z szybką akcją sprawiły, że każdą z książek pochłaniamy w jedno popołudnie. Zdecydowanie polecam.










poniedziałek, 16 maja 2022

Agnieszka Gadzińska "Tu cień pada inaczej"



Każdy marzy, aby jego życie było idealniejsze. Niepełnosprawna Magda ma proste pragnienia: chciałaby być taka jak inne dziewczynki, czyli mieć proste plecy, ciało, które pozwoli jej cieszyć się z pływania i noszenia sukienek. Niestety kręgosłup płata jej figle i mimo wielu kosztownych zabiegów nadal jest powyginana. Z tego powodu większość czasu spędza w domu, gdzie czyta książki, uprawia warzywa i obserwuje okolicę, swoje rośliny i nudzi się.
Jej codzienność zmienia się, kiedy do kamienicy, w której mieszka wprowadza się chłopak z ojcem. Michał jest chłopakiem z tajemniczą przeszłością. Wokół przeprowadzki do Polski jest aura niezwykłości oraz wrażenie, że mamy do czynienia z łobuzem, którego będzie musiał utemperować ojciec policjant. Ku zaskoczeniu chłopak jest miły, grzeczny i nie przeszkadza mu odmienność sąsiadki. Szybko nawiązuje z nią kontakt. Pretekstem do zawarcia znajomości jest zapominalstwo i brak klucza. Dzięki temu może dowiedzieć się, kto mieszkał tam wcześniej, kim jest tajemniczy malarz mieszkający na poddaszu oraz podzielić się spostrzeżeniami na temat dziwnych zjawisk dziejących się w mieszkaniu.
Nowa znajomość sprawia, że Magda nawiązuje też bliższe relacje z Klaudią, której rodzice borykają się z nałogami. To zadziwiające trio ma do rozwiązania zadziwiającą zagadkę. A wszystko przez wnikliwość Michała, który dziwi się wszystkiemu, co dzieje się w okolicy i dokładnie ją obserwuje. Mieszkającym tu od lat dziewczynom wiele rzeczy umyka, traktują je jako oczywistość. Zresztą nie tylko one. To, co dla innych jest normalne nastolatka zadziwia. Dzieli się swoimi spostrzeżeniami ze swoimi nowymi koleżankami i w ten sposób rozpoczyna się śledztwo uświadamiające młodym bohaterom jak wiele tajemnic i dziwnych zjawisk dzieje się wokół nich. Kamienica przy ul. Kaszarskiej w Gnieźnie okazuje się kryć wiele tajemnic. Upalne, nudne lato zmienia się w zaskakującą przygodę, której celem jest wyjaśnienie, dlaczego cień kamienicy pada inaczej niż sąsiednich, z jakiego powodu z murów bije chłód i chodniki w mieście pofalowały. Które z mieszkań kryje zadziwiającą tajemnicę i co łączy ją z freskami na komisariacie policji?
Książka adresowana jest dla nastolatków i zabiera młodych czytelników w świat znanych im dylematów oraz pozwala na spojrzenie na świat z ich perspektywy. Narratorem jest tu młoda bohaterka przeżywająca przygody, wystawiona na próbę. Będzie musiała wybrać czy ważniejsza jest dla niej uroda czy przyjaźń.
Pomysł na książkę o współczesnej czarownicy ciekawy, ale to nie on jest tu najważniejszy. Motywem głównym jest próba. Do tego nie zabraknie trudnych tematów jak starość, samotność, upływ czasu, patologia i szukanie odskoczni. Bohaterzy nie dość, że w różnym wieku to jeszcze z całkowicie innych środowisk i żadnemu z nich nie przeszkadza to, aby razem spędzać świat. Docenią też pomoc osób starszych, ich oprowadzanie po przeszłości. Agnieszka Gadzińska zabiera swoich czytelników do świata równości, otwartości.








Frédéric Maupomé, Aude Soleilhac "Sixtine. Tom 1: Złoto Azteków "


Są takie komiksy, które od pierwszych stron urzekają. I tak właśnie miałam w przypadku „Sixtine. 1: Złoto Azteków”, kiedy poznajemy kilkulatkę w czasie wysypywania prochów jej ojca do oceanu. Jej mama z przyjaciółką przywiozły tu Six, aby na zawsze pożegnać bliską osobę. O ojcu nie wiemy nic poza tym, że przez związek z nieodpowiednią kobietą został wykluczony z rodziny. Dziadkowie nie chcą poznać wnuczki, ani nie interesował ich los ciała syna. W czasie zabawy na plaży dziewczynka poznaje piratów, którzy przypływają na brzeg. Stanowczo włącza ich do zabawy, a później zabiera do domu, gdzie będą towarzyszyć jej dorastaniu i rozwijaniu umiejętności. Także walce z wykorzystaniem broni białej.
„Może i nie ma łodzi, ale ma klasę, ta mała”.
 Sixtine niewiele wie o swoim ojcu, który zmarł, gdy była jeszcze bardzo mała. Niewiele dowiaduje się od zapracowanej i ciągle przeżywającej śmierć ukochanego mamy. Dziewczynka musi pogodzić się z tą nieobecnością, poczuciem straty. Pustkę wypełnia jej pirackie trio czuwające nad jej bezpieczeństwem i towarzyszące, aby nie czuła się samotna. Six jest jedną osobą, która ich widzi i może dotknąć, dzięki czemu łatwiej jej przetrwać. Jednak od czasu do czasu przychodzi czas, kiedy pragnie dowiedzieć się więcej. Z tego powodu prowadzi śledztwo, aby poznać własne korzenie. Dowiaduje się jak jej babcia się nazywała. Do tego na horyzoncie pojawiają się problemy finansowe (utrata domu), a także rozwija piracka mania na punkcie skarbu Azteków. Wszystkie te czynniki sprawiają, że udaje im się namówić Six na włamanie do muzeum. To, co dziewczyna zastanie w czasie akcji zaskoczy ją. Do tego dowiemy się, że jej ojciec regularnie sprawdza, co dzieje się z córką i ma tajemnice, które córka będzie musiała poznać.
Pierwszy tom zabiera nas do świata w którym realizm przeplata się z fantazją. Świat namacalnych rzeczy i nadprzyrodzonych przeplatają się, uzupełniają, a łączniczką między nimi jest Sixtine, która rozmawia z duchami, spotyka dziwne istoty. Bohaterka wolna jest od genderu: skacze po dachach, klnie jak pirat, nie dba o ubrania i fryzurę. Frédéric Maupomé pokazuje nam bohaterkę w różnych odsonach: w szkole, w domu, w czasie zabaw z przyjaciółmi, prowadzenia śledztwa, rozmowy z komornikiem. Jest sprytną, przebiegłą dziewczynką, która wielu rzeczy jeszcze w życiu nie rozumie.
Aude Soleilhac znakomicie uchwyciła uniwersum Sixtine, swoją żywą i wyrazistą linią. Rysunki są bardzo rozbudowane, widać na nich dbałość o szczegóły. Także w tych nocnych scenach, które wydają się być skąpane w magicznym świetle. Piraci są więksi niż realne postacie, ale dzięki temu, że nikt ich nie widzi są doskonale zakamuflowani w codziennym życiu Sixtine i nawet chodzą z nią na lekcje oraz chętnie się uczą. Można powiedzieć, że mają pod tym względem lepsze rezultaty niż nasza bohaterka, która musi dzielić uwagę między to, co oni mówią, a to, co przekazują nauczyciele.
W tle przygód dziewczyny od czasu do czasu powraca do nas temat żałoby. Widzimy, że nie jest to szybki i zakończony proces. Nieobecność ojca i męża ciągną się latami. Poczucie straty nie jest mniejsze. Bohaterki po prostu uczą się z nim żyć.
„Sixtine” to cudowny komiks o przygodach psotnej nastolatki przeżywającej różnorodne rozterki życiowe i borykającej się z tęsknotą. Jest to świetna lektura dla wszystkich tych, którzy tęsknią za bliskimi, odczuwają ich stratę. Mamy tu piękne sceny pokazujące jak ważne są dobre relacje między rodzicami a dziećmi. Dostajemy też przesłanie, że miłość pokona wszelkie przeszkody. Także niechęć bliskich do ukochanej.
Książka pełna zwrotów akcji i tajemnic, które sprawiają, że ma się ochotę poznać dalsze losy bohaterki. Całość kusi też pięknymi ilustracjami. Bardzo dobrze zszyte kartki oprawiono w solidną, kartonową okładkę, dzięki czemu tom jest piękny i trwały.








Xavier Vives Mateu, Bobbi Weiss "Aladyn"


„Aladyn” to film animowany mojego dzieciństwa, bo od momentu premiery pełnometrażowego filmu animowanego, minęło już trzydzieści lat. Byłam jednym z tych dzieciaków, które marzyły o pójściu do kina i wyczekiwały na wersję na kasecie, przy czym mogłam film oglądać u kuzyna. Wszystkie dzieciaki już znały te historie, a ja z utęsknieniem czekałam. Pamiętam te emocje i zachwyt, śledzenie losów bohaterów wielkim podekscytowaniem . Właśnie ta otoczka sprawiła, że mam do tego filmu (podobnie jak do „Króla Lwa”) wielki sentyment. Zwłaszcza, że w tamtych czasach był to powiew wymarzonego „zachodu” z nutką orientu i elementów baśni. Po latach do oglądania filmu wróciłam z córką. Komiks okazał się tu świetnym wstępem wzbudzającym zainteresowanie.
Publikacji na podstawie „Aladyna” było już sporo. Każda czymś nęciła. Szczególnie miłe były książki z serii Disney’a. Jednak w pewnym wieku wyrasta się z nich i chętniej sięga po komiksy. Znana wszystkim fabuła o losach złodziejaszka posiadającego czarodziejską lampę i dzięki temu zostaje księciem i przygody pięknej księżniczki została wiernie oddana w komiksie i to jest wielki plus tej publikacji. Album zawiera piękne kadry z filmu, świetnie rozrysowaną akcje, dobrze dobrane dialogi, co jest bardzo ważne w przypadku nieco skróconych, dostosowanych do młodych czytelników historiach. Mniej ważne wątki pominięto, a bardziej rozbudowane uproszczono i dobrze napisano dialogi, dzięki czemu zmiany te są bez szkody dla głównej akcji. W komiksie znajdziemy żywą, wciągającą, pełną humoru opowieść o przygodach filmowych bohaterów. Świetnie utrzymano równowagę między gagami i wyzwaniami, dzięki czemu mojej córce łatwiej było później oglądać film.
Do tego (jak większość z Was wie) jestem miłośniczką komiksów, wykorzystania ich jako materiału zachęcającego do czytania, śledzenia tekstu i musze przyznać, że „Aladyn” zdał egzamin: niedługie dialogi, odpowiednia ilość klatek na stronie sprawiły, że córka chętnie śledziła to, co się dzieje. Poza tym nie mamy tu niesamowicie wielu stron, co skutecznie zachęci uczniów nauczania początkowego do czytania. Na początku lektury poznamy bohaterów, poznamy ich imiona i sekrety, a na końcu lektury znajdziecie piękną galerię postaci i wspaniałe kadry z filmu animowanego. Zdecydowanie polecam wszystkim rodzicom i dzieciakom, które nie są przekonane, że czytanie może być świetną zabawą.