Etykiety

wtorek, 24 listopada 2020

Jean Roba "Ptyś i Bill. Pamiętnik Billa"


Pies i dziecko to niezawodny duet pozwalający stworzyć interesującą, wciągającą i pełną humoru fabułę. Wystarczy tylko być dobrym obserwatorem i pełnymi garściami czerpać z tego, co niesie nam codzienność. I tak właśnie uczynił Jean Roby znany z takich kultowych postaci komiksowych jak duet Ptysia i Billa. Powstająca od 1959 roku seria początkowo oparta była na opowiadaniach Maurice’a Rosy, ale Jean Roby z czasem nabrał samodzielności i dzięki temu stał się zarówno rysownikiem jak i autorem większości tekstów zawartych w komiksie o dość specyficznym klimacie. Dlaczego nietypowym? Ze względu na to, jak dziś widzi się dzieciństwo, a jak ono wyglądało ponad 60 lat temu. Nie znaczy oczywiście, że będzie tu bicie dzieci. Co to to nie! Raczej w pierwszych tomach brak telefonów komurkowych, tabletów, komputerów, a życie rodzinne będzie pokazanie przez pryzmat przygód dziecka i jego relacji ze zwierzętami oraz rodzicami. Kolejność wymienionych relacji oczywiście zamierzona, bo Ptyś to kilkuletni uczeń, który nie potrzebuje już ciągłego pilnowania przez rodziców i dzięki temu może przeżywać naprawdę niezwykłe i fascynujące przygody. Zwłaszcza, że ma takich pomocników jak Bill i Caroline, ale o tym później. Przygody i więzi we wszystkich tomach się nie zmienią, ale wkroczy tu już technologia. W każdym zeszycie znajdziemy trzy komiksy z tematami przewodnimi.
„Ptyś i Bill” („Boule et Bill”) na początku ukazywał się w belgijskim magazynie „Spirou”. Debiut rysownika, który do tej pory wyłącznie tworzył ilustracje do magazynu i pomagał innym autorom był mini-opowieściami zawierającymi 32 strony w czasopiśmie. Ta niewielka rzecz miała wielkie znaczenie w życiu Roba, który już niedługo stał się autorem własnej, powoli rozrastającej się serii, której kontynuację przekazał Laurentowi Verronowi, swojemu uczniowi i współpracownikowi, z którym złączyło go wysłane przez młodego artystę portfolio z karykaturami i kilkoma komiksami. Opowiadam Wam o tym wszystkim, ponieważ jest to ważne ze względu na to, że pierwszy tom „Ptysia i Billa” zawiera gagi Roba i jego współpracownika, a drugi to wynik samodzielnej pracy artysty. Kolejne tomy ukazujące się w Wydawnictwie Egmont to zarówno samodzielne prace Jeana Roby, jak i wynik współprac, dzięki czemu są nieco odświeżone, zawierają znane dzieciom elementy jak ajfony, tablety, laptopy, elektryczne zabawki.
Wszystkie odcinki w niewielkich (jednostronowych) wycinkach pokazują domowe przygody siedmioletniego Ptysia i jego psa Billa, dość wiekowego cocker spaniela, rodziców i żółwia Caroline. Delikatnie antropomorfizowane zwierzęta w zasadzie zachowujące się jak normalne domowe pupile z przebłyskami niezwykłych talentów i nietypowych dla swoich gatunków zachowań często stają się motorem napędowym kolejnych gagów: czasami są to zaloty, czasami zabiegi związane z kąpielą czy tresurą, ale też sporo tu momentów zapędzania zwierząt do wcielania się w role, jakie Ptyś i jego przyjaciele nadają im w zabawie.
Od pierwszego tomu  poszczególni członkowie rodziny pokazani są tu z ich słabościami, niedociągnięciami, chęcią popisania się kończącą się wielką katastrofą. Rodzina Ptysia wydaje się być szczególnie narażona na różnego rodzaju nieszczęścia, zbiegi okoliczności czy naciąganie na niezwykłe atrakcje, które okazują się przereklamowane. Nie zabraknie też humorystycznego spojrzenia na rodzicielstwo, kiedy to małżeństwo może w końcu cieszyć się czasem wolnym dla siebie, ponieważ dziecko już śpi, pies i żółw także i można w końcu wspólnie spokojnie zjeść kolację przy świecach. Czar oczywiście bardzo szybko i dość brutalnie pryska, bo Ptyś koniecznie musi dołączyć do rodziców (nie wiem jak w Waszych domach, ale u nas to także norma). W całym komiksie moim zdaniem najwyrazistsza jest postać psa.  Bill, co prawda nie umie mówić i jest tylko zwierzęciem, ale za to ucieka się do wielu sztuczek, aby zyskać to, czego chce. W myślach komunikuje się z domownikami i potrafi rozmawiać z innymi zwierzętami, do których należy jego najlepsza przyjaciółka, Caroline będąca żółwiem, z którym łączy go niezwykła więź. Bill to bardzo zaradny i bystry bohater, który robi wszystko, aby mieć więcej jedzenia, mniej ruchu, więcej leżenia na fotelach i jak najmniej kąpieli. Aby jej uniknąć gotowy jest nawet zjeść mydło.  Mimo wielu wad pies w domu to wielka pomoc. Zwłaszcza taki z dużymi uszami może pomóc posprzątać liście, a w czasie wakacji nad morzem wygrać konkurs na najwspanialszy zamek z piasku. Do tego może pomóc posprzątać zabawki, a w czasie upałów zastąpi wentylator. Innym razem sprawdzi się jako stacja meteorologiczna. W kolejnych tomach znajdziemy opowiadanie bajek kolegom, obłaskawianie rodziców, przechytrzanie ich, poprawianie ocen, korzystanie ze świetnej pogody, sprzątanie, wyjazdy na wieś, przygody z technologiami, odmienne zdania dorosłych, przesuwanie granicy, łamanie zasad, odpoczynek na łonie natury, wykradanie chwil dla siebie, rodzicielskie zmęczenie, dziecięca nadpobudliwość. Komiksy o Billu i Ptysiu to spora dawka humoru i codziennych sytuacji w rodzinie, w której chłopiec, pies i żółwica mają bardzo bliską więź i pomagają sobie w trudach życia zderzania się ze światem dorosłych czy – w przypadku zwierząt – ludzi, od których przejmują zachowania, patrzą na ich świat z innej perspektywy i co innego ich bawi oraz mają odmienną wstydliwość i wrażliwość. Do tego zobaczymy, jakim wyzwaniem może być godzenie pracy z rodzicielstwem. Wyprawy poza miasto będzie pretekstem do poznania przyrody i czasami bardzo cynicznego podejścia dzikich zwierząt do miastowych. Jest tu też motyw paniki dziecka odciętego od dostępu do Internetu, ale ciekawe otoczenie sprawi, że ten mankament prowincjonalnego otoczenia nie będzie aż tak ważny. Możemy być pewni, że przebywający w górach bohaterzy będą uparci i zastosują wszelkie sztuczki, aby móc podejrzeć faunę. Odkryją też, że pogoda w górach może być bardzo zmienna, a ganianie zwierząt wcale nie jest takie zabawne. Będą mieli też okazję przegonić myśliwych, nocować pod gołym niebem i przeżyją spotkanie z borsukami, a także napoją „poszkodowanego” sokiem z chili. Nim się obejrzą i wakacje miną, a wyjazd na wczasy jak zawsze będzie za krótki. Po powrocie przekonają się, że na takie wyprawy warto zabierać wszystkich domowników, bo to, co mogą zastać w domu po powrocie może przyprawić o zawrót głowy i zapewni wielogodzinne sprzątanie. Będą też nocne wyprawy po ciasto czekoladowe, czyli rodzinne podjadanie. Ponad to koncertowanie, bezgraniczna miłość, zmiany priorytetów, nietypowe współprace, ciągłe doskonalenie umiejętności, kultywowanie zwyczajów, a także przeżywanie pierwszych miłości.
W najnowszym tomie autor porwie nas w wir kolejnych domowych przygód. Będzie walka z kretem, kolejne podstępy pozwalające wykąpać psa, przebiegłość Ptysia zdobywającego kolejne porcje smakołyków, wyprawy na basen, budowanie samolotów, próbowanie nowych foteli, nauka nowych umiejętności, zabawy w Dziki Zachód, eksperymentowanie z nowymi sprzętami, a nawet międzynarodowa komunikacja między psami oraz pilnowanie, aby ważne części do samochodu nie zniknęły. Poznamy wiele zadziwiających schowków na kości oraz dowiemy się, jakie nieszczęścia mogą sprowadzić na dom inspektorzy podatkowi i psy, które chcą pokazać jak bardzo są grzeczne. Do tego tata Ptysia będzie sporo majsterkował i skutecznie unikał domowych obowiązków.  Wszystko w znanej, bardzo krótkiej, bo stronicowej, formie.
Ze względu na czas, kiedy komiksy powstawały mamy tu dość Genderowy model rodziny: mama Ptysia wykonuje wszystkie domowe obowiązki i zapobiega wielu katastrofom wynikającym z pomysłów syna i jego zwierząt. Rola ojca skupia się na zarabianiu pieniędzy. Jako wychowawca i opiekun syna zdecydowanie się nie sprawdza, bo jego pomysły kończą się porażkami. Życie rodzinne nie pozostaje bez wpływu na jego pracę. W otoczeniu Ptysia nie zabraknie też antypatycznej starszej sąsiadki będącej wdową po pułkowniku i mieszkającą z nieznośnym kotem. Od czasu do czasu w opowieściach pojawia się też szef taty, najlepszy przyjaciel, z którym nasz młody bohater czasami się droczy i ukochana.
Wielkim plusem tych tomów jest to, że zawierają one niedługie humorystyczne historyjki, od których trudno się oderwać. Myślę, że spodoba się Wam i Waszym dzieciom. U nas w domu komiksy te cieszą się sporym powodzeniem. Zdecydowanie polecam.
Zapraszam na stronę wydawcy

 















"Dobranocki na Gwiazdkę"


Czas mknie jak szalony. Nim się obejrzymy będą święta. A do nich warto się dobrze przygotować, wprowadzić dzieci w ich klimat, przypomnieć sobie czas swojego dzieciństwa i radość z zapachu choinki, skrzypiącego pod butami śniegu i upragnionych prezentów. O niektóre rzeczy może być trudno, bo od kilku lat zimna puchowa pierzynka nas omija. Śnieg to nie wszystko. Święta wymagają otoczki w postaci kolęd, oczekiwania w czasie roratów, robienia ozdób i świątecznych opowieści z mnóstwem cudów, intensywnych zapachów pomarańczy, goździków, cynamonu rozsypywanych po kątach przez elfy, dźwięków dzwonków przy saniach lub wypraw na łono natury. Najlepiej do świerkowego lasu. Jak pomóc dzieciom poczuć atmosferę świąt? Przede wszystkim sięgając po odpowiednie lektury. W naszym domu taką książką jest praca zbiorowa pt. „Dobranocki na Gwiazdkę”, w której znajdziemy jedenaście opowieści różnych autorów. Każdy utwór jest inny: różnią się nie tylko stylem i fabułą, ale i długością. Niektóre opowieści są na kilkanaście stron, a inne na kilka. Wszystkie łączy tematyka i ilustratorka, Ewa Beniak-Haremska, przenosząca nas w świat oprószony śniegiem, zaczarowany niezwykłością chwili. Proste, nieco rozmywające się ilustracje z dużą ilością barw kojarzących nam się ze świętami. Jest tu sporo bieli, granatu (noc i śnieg), żółci, czerwieni, zieleni (ozdoby świąteczne), brązu (potrawy), a wszystko to zaczarowuje i skutecznie przyciąga wzrok młodych czytelników.
Wśród bohaterów znajdziemy dziewczynki buntowniczki robiące wszystko inaczej niż każe im otoczenie. Można, by powiedzieć, że są niegrzeczne. Ale czy na pewno? Czasami odmienne postępowanie to większa empatia, otwarcie się na innych, odejście od utartych rozwiązań na rzecz lepszych. I tak jest właśnie w jej przypadku: zamiast czekać na prezent od Mikołaja sama robi mu podarunek, ponieważ wie, że będzie mu miło, że ktoś nie tylko oczekuje od niego darów, ale jest w stanie dać coś od siebie. Poznamy myszkę Florentynkę kierującą się głosem serca i dzięki temu spędzającą święta w miłym towarzystwie. Nie zabraknie też akcentów tragicznych: do przygotowującego się do świąt domu trafia karp Cyprian, będący pomocnikiem Aniołka i dzięki uwolnieniu będzie mógł spełniać swoje zadania. Będzie też dziewczynka wyruszająca nocą do lasu w poszukiwaniu swojej lalki i spotykającą rodzinę biednych i głodnych wilków. Będą też zbójnicy porywający Mikołaja, ponieważ nikt nie robi tak pysznych naleśników jak on. Choinki będą przybierały różne kształty: jedne będą pachniały lasem, inne będą ze skarpet. Pojawi się też biblijny motyw pasterzy nawiedzanych przez anioła, a do wigilijnego stołu często zasiądą niespodziewani goście. Do tego Mikołaj będzie musiał przeprowadzić śledztwo w sprawie zaginionych listów od dzieci. Autorzy pokarzą dzieciom, w jaki sposób mogą zadbać o to, aby sprawić innym przyjemność, spędzić ze sobą jak najmilsze chwile, pokazać, że bliscy są dla nas ważni.
Jedne opowieści są bardzo realistyczne, inne sięgają po motywy znane z baśni i przez to sporo w nich magii, nierealnych wydarzeń i niezwykłych bohaterów, dzięki którym ten niezwykły czas w roku staje się jeszcze bardziej niesamowity.
Obszerną lekturę z dobrze zszytymi stronami oprawiono w solidną okładkę. Tekst jest tak rozmieszczony, aby młody czytelnik nie nudził się w czasie lektury i mógł skupić się na ilustracji przenoszącej w świat opowieści.
Myślę, że ta lektura to idealny prezent na mikołajki, ponieważ nie tylko pomoże nam zbudować świąteczny klimat, ale zachęci dzieci do empatii.
Kolejną lekturą, która umili Wam oczekiwanie i pomoże dzieciom wejść w klimat świąt, poznać lepiej obyczaje, zdobyć cenną wiedzę o różnorodnych kulturach jest książka „Idą święta. O Bożym Narodzeniu, Mikołaju i tradycjach świątecznych na świecie” Moniki Utnik-Strugały z ilustracjami Ewy Poklewskiej-Koziełło. Autorka wyjaśnia nam skąd wzięła się taka a nie inna data świąt, jak w różnych krajach wygląda przygotowanie do świąt, skąd wziął się zwyczaj jarmarków. Do tego dowiemy się sporo o różnorodnych pochodach, przedstawieniach, przebojach, roślinach, ogniskach, olbrzymich choinkach, wierzeniach, prezentach i wielu, wielu innych ciekawostkach związanych z tym świętem.
Czytanie „Dobranocek na Gwiazdkę” oraz „Idą święta” warto wzbogacić zabawami z klimatycznymi puzzlami „Magiczne święta”. Z młodszymi czytelnikami warto również sięgnąć po "Wieczór gwiazdkowy na placu budowy". Polecam.














Maciej Jasiński "Krasnolud Nap. Żeni się tylko osiem razy. Tom 4" il. Krzysztof Trystuła


Krasnolud Nap to postać wykreowana przy współpracy Macieja Jasińskiego (scenariusz) i Krzysztofa Trystuły (ilustracje). Autorzy mają też na swoim wspólnym koncie komiks „Uczeń Heweliusza” nagrodzony w konkursie z okazji obchodów Roku Jana Heweliusza. „Krasnolud Nap” także powstał na konkurs. Tym razem imienia Janusza Christy i otrzymali wyróżnienie za realizację „w duchu Janusza Christy”, czyli bliskie twórcy „Kajka i Kokosza”.
Akcja serii rozgrywa się w realiach przypominających średniowiecze, czyli w klimacie znanym nam z książek fantasy. Do bohaterów należy księżniczka Klara, Rodricka (syn niani księżniczki), lord Darton (czarny charakter planujący stworzyć miksturę dającą władzę nad całym światem), rycerz Bodor i Krasnolud Nap. Z każdym albumem ilość bohaterów wzrasta, akcja się rozwija. A wszystko zaczyna się od przybycia Bodora z klatką, w której znajduje się Krasnolud Nap. Ten więzień bardzo ucieszył lorda Dartona, ponieważ krasnolud jest ostatnim składnikiem, którego brakuje w jego magicznej miksturze. Na szczęście naszemu bohaterowi udaje się uciec. W lesie spotyka Klarę i Rodricka obiecyjących pomoc w powrocie w rodzinne strony. Wyruszają nazajutrz i bardzo szybko okazuje się, że nie będzie to łatwa wędrówka. Jakby tego było mało za nimi wyrusza król z rycerzami, czarnoksiężnik ze sługa i gadający pies. Akcję urozmaicają ciągle wprowadzane niezwykłe postaci i wydarzenia pełne zabawnych sytuacji. Maciej Jasiński świetnie bazuje na humorze sytuacyjnym. Wszystko wzbogaca dopracowana oprawa graficzna. Krzysztof Trystuła stworzył dynamiczne postacie, na rozbudowanym tle, w którym nie brakuje niezwykłej fauny i flory.
Każdy album ma temat przewodni.
Wspomniany pierwszy tom zatytułowano „Smocza Kraina”. Tytułowy bohater pochodzi z magicznej krainy, do której dorośli nie mają wstępu i zazwyczaj nie zapuszcza się w rejony ludzi, ale niestety okoliczności zmusiły go do postąpienia wbrew tej zasadzie. Jego umiejętności przysporzyły mu po drodze tak samo wielu przyjaciół, co i wrogów. Wśród nich jest złowieszczy lord czarnej magii potrzebujący krasnoluda do niecnych celów. W czasie ucieczki Nap trafił na dwójkę dzieci: księżniczkę Klarę oraz towarzysza jej zabaw – Rodricka. Mali bohaterowie pomagają Napowi w powrocie do domu, ponieważ jego nieobecność może wywołać straszne skutki. Razem ze smokiem mającym demencję ruszają do magicznej krainy. Próbują złapać ich fajtłapowaci złoczyńcy. Wszyscy przeżywają niezwykłe, a czasami zabawne przygody prowadzące do dość dziwnego zakończenia. Kontynuację zdarzeń znajdziemy w tomie drugim „Krasnolud Nap. Diamenty są bezpieczne”. Jak sam tytuł wskazuje będziemy mieli tu do czynienia ze skarbem, a tam gdzie pojawiają się kosztowności nie brakuje również niebezpieczeństw.  Po raz kolejny tom otwierają niepozorne wydarzenia. Maciej Jasiński i Krzysztof Trystuła w drugim tomie zabierają nas do przydrożnej karczmy cieszącej się coraz większym powodzeniem, przez co nawet sam król musi czekać na wolne miejsce. Lokal prezentuje się elegancko. Mamy na scenie, na której artysta występuje z psem eleganckie bordowe i purpurowe zasłony oraz dywanik pod kolor. Do tego zapewne złote (żółte) naczynia, wizerunek króla na ścianie, wygodne siedziska. Akcja zaczyna się dość leniwie od powitania władcy, jako niezwykłego gościa. Razem z królewną Klarą i jej towarzyszem zabaw do magicznej krainy na Górę Tysiąca Wiatrów odebrać krasnoluda Napa nazajutrz kończącego roczną służbę za księcia.
W tym czasie krasnolud ciągle uwija się w czasie opieki nad smokami w żłobku. Kiedy kończy pracę wpada w poślizg na tym, czym beknęło małe nakarmione smoczątko. Pech chciał, że drzwi do podziemi były otwarte i krasnolud Nap spada do podziemi, a tam gubiąc drogę staje się świadkiem obrabowania królewskiego skarbca. Rusza w drogę jako pasażer na gapę latającego okrętu, którym ucieka włamywacz. I od tego momentu zaczynają się kłopoty wszystkich bohaterów: Nap trafia między złoczyńców pragnących przejąć władzę, a jego przyjaciele zostają pojmani jako znajomi podejrzanego o kradzież krasnoluda. Na szczęście logiczne pytania księżniczki sprawiają, że król zaczyna wątpić w swoje pierwsze podejrzenie. Wielki Skarbnik upewnia go, że nie mógł tego dokonać ktoś, kto nie zna szyfru, a Nap go nie znał. Dzięki temu bohaterzy zostają uwolnieni i ruszają w pogoń za latającym statkiem, którego wywąchał towarzyszący im pies. W tym czasie Nap wpada z deszczu pod rynnę: jest brany za nowicjusza w bandzie złoczyńców i zostaje zagoniony do pracy w kuźni produkującej broń na zbliżającą się wojnę. Tam jednak długo nie zagrzeje miejsca, ponieważ po całym dniu wyczerpującej pracy ze smokami i zajęcia przy miechu sprawiają, że zasypia, doprowadza do wypadku i zostaje wrzucony w szczelinę… Ku jego radości znajduje skarb. Pozostaje pytanie, w jaki sposób go wynieść i nie dać się schwytać renegatom?
W trzecim tomie, „Śmiech nadejdzie jutro”, Krasnolud Nap z gadającym psem Azą może cieszyć się zdobytym bogactwem. Ich idylla nie trwa długo, ponieważ z więzienia wychodzą dwaj ścigający ich zbóje (Dartor i Bodor) chcący przerobić krasnoluda na magiczny eliksir. Uciekający bohaterzy trafią w morskie odmęty, na bardzo suchą pustynię, a nawet do wnętrza wulkanu. 
Do czwartego tomu wprowadza nas kolejna odsłona sklerozy poznanego wcześniej smoka. Tym razem zapomniał o ślubie z ukochaną. Na szczęście na drodze spotyka krasnala mającego magiczną miksturę, która pozwoli mu się uporać z problemem. W końcu może wziąć ślub. Pół roku później zaprasza Krasnoluda Nap z towarzyszami, aby przedstawić mu swoją rodzinę, czyli gromadkę dzieci. Poznajemy także innych bohaterów mających rodzinne problemy. Na szczęście jest ktoś, kto pomoże je rozwiązać.
W każdym tomie Krasnolud Nap nie szuka kłopotów, ale one i tak go znajdą, a wszystko przez pechowy zbieg okoliczności i własną ciekawskość, a czasami chęć doświadczenia czegoś nowego, rozwinięcia nowych umiejętności. W komiksie znajdziemy wiele motywów znanych z baśni i legend. Maciej Jasiński z wprawą sięga po literaturę i przerabia ją tworząc kolejną wersję wydarzeń.
Nieco karykaturalne rysunki Krzysztofa Trystuły z charakterystyczną kreską nadają całej opowieści magiczny wymiar. Zostajemy przeniesieni w otoczenie znane starszym czytelnikom z powieści fantasy. W kolejnych ujęciach widać dynamikę. Żywe, intensywne barwy sprawiają, że komiks skutecznie przyciąga uwagę młodych czytelników. Zdecydowanie polecam.











poniedziałek, 23 listopada 2020

Maciej Kur "Lil i Put. Zawodowi bumelanci. Tom 4" il. Piotr Bednarczyk


Maciej Kur podbił nasze serca swoją baśnią „Sylwia Sylwester jest niecałopełnista”. Zabrał nas w świat magii i pokazania z nieco innej strony niepełnosprawności oraz możliwości radzenia sobie z nią. W tej książce najlepiej widać przemycane przez scenopisarza wartości. Jego komiksy przesycone są magią, różnorodnością. Każdy bohater jest inny, niezwykły i każdy w pewien sposób boryka się z próbą akceptacji siebie. „Lil i Put” to seria komiksów o małoludach powstała przy współpracy z Piotrem Bednarczykiem. Komiks został stworzony na konkurs imienia Janusza Christy.
Bohaterami serii są dwa małoludy przywodzące na myśl Tolkienowskich hobbitów: chudszy i rudy Lil i grubszy, ciemnowłosy Put. Stworki te podróżują po fantastycznym Neverlandzie, przypominającym ni to Śródziemie, ni to Narnię. W przeciwieństwie do bohaterów książek Tolkiena i Lewisa dwaj bohaterzy nie mają żadnej misji. Ich życie toczy się wokół ciągłego poszukiwania czegoś do jedzenia i przy okazji pakowania się w kłopoty. W komiksie znajdziemy wiele nawiązań do klasyki fantastyki. Poza wspomnianym „Hobbitem”, „Władcą Pierścieni” oraz „Opowieściami z Narnii” można łatwo dostrzec nawiązania do ,,Podróży Guliwera'' Jonathana Swifta. Zwłaszcza, że imiona głównych bohaterów przywodzą na myśl liliputów – słynnej rasy ludzików pojawiających się także w Hobbicie'' J. R. R. Tolkiena. Do tego bohaterzy wyglądem przypominają: mają bose, owłosione stopy i lubią dużo jeść. Są tu też entowie, dostarczający oleistych owoców, skonfliktowane między sobą krasnoludy i elfy. Do tego pojawia się tu także bohaterka książek A. Sapkowskiego, Miksja – elfka studiująca magię ma białe włosy co upodabnia ją do Cirilli. Do tego sporo tu bohaterów z mitologii. Im lepiej czytelnik zna inne utwory tym więcej nawiązań znajdzie. Maciej Kur z wprawą operuje symbolami i postaciami tworząc zabawne i jednocześnie pouczające scenki.
Twórcom udało się wykreować niepowtarzalny świat pełen tego, co znamy z fantasy. Dzięki specyficznemu poczuciu humoru jest to jednak nieco inne uniwersum od tych kojarzących nam się z klasyką gatunku, a wszystko przez wzbogacenie tych stylizowanych na antyczno-średniowieczne klimaty czasach znajdziemy pełno postmodernictycznych elementów, przez co już w pierwszym tomie centaury grały w piłkę kopytną. Drugi tom porusza kwestie ewolucjonizmu (powiew Jaredem Diamondem) oraz zła wynikającego z bycia zbyt skrupulatnym „urzędnikiem” (lekkie nawiązanie do Hannah Arndt). W „Czarującej pannie młodej” znajdziemy gospodę „Matczyna kukułka” przypominającą ośrodek z „Lotu nad kukułczym gniazdem”, a jeden z pacjentów świadomy jest swojej komiksowości. Taki komiksowy Hilary Putnam. Całość dopełniają świetnie wykreowane postacie drugoplanowe z dobrze zarysowanymi osobowościami, wśród których wiodą prym Miksja i Iskier. W czwartym tomie sporo jest nawiązań to literatury średniowiecznej, motywu dance macabre i pokazanie go z nieco innej - oczywiście humorystycznej, ociekającej o Disney’owskie paradoksy – perspektywy. Do tego komiksy o Lilu i Pucie zawierają rysunki i opisy fantastycznych stworów, dzięki czemu będą bardzo dobrym wprowadzeniem do tego typu gatunku. Pojawią się w nim takie istoty jak bazyliszki, śmierć, utopce, minotaury, mumie, chochliki, trolle, elfy i wiele innych. Do tego tom „Zawodowi bumelanci” otwiera nawiązanie do Karola Marksa i ruchu, który powstał pod jego wpływem. Świętopełk to prawdziwy rewolucjonista pragnący zmian, ale jest nierozumiany. Aby przeżyć trzeba kombinować. I bohaterzy robią to z wprawą. Czasami jednak dają się naciągnąć jak dzieci i obiecują opiekować się tajemniczą portmonetką z trzynastoma potępionymi duszami. Jak się domyślacie nie obędzie się bez pościgu. Bohaterzy zahaczą o dom późnej starości, spróbują schować się na polu. Nie zabraknie też wątku miłości, małomiasteczkowości i młodzieńczych błędów.
Piąty tom, czyli najnowszy zatytułowany „Parada przypałków” otwiera znużenie bohaterów intensywnym życiem. Put zaczyna zastanawiać się, czy mógł osiągnąć coś więcej. Lil oczywiście nie może siedzieć bezczynnie i zabiera się do podniesienia adrenaliny u przyjaciela. Przyjaciele szybko odkryją, że podgrzać atmosferę i przysporzyć kłopotów może również wzbogacenie się, a przepisy bywają absurdalne. Wyjście z niejednej opresji bywa łatwiejsze niż nam się wydaje. Czasami wystarczy troszkę życzliwości, szacunku, a innym razem śpiew lub brak kontaktu wzrokowego. Najlepiej jednak nie kusić losu, bo może się okazać, że nawet najlepsza wróżka nie ma lekarstwa na nabytą w czasie przygód chorobę. Nie zabraknie też rodeo w wersji magicznej czy mistrzów koncentracji. Pojawią się też magiczne przedmioty, tajemnicze skarby, niezwykłe roboty. Nasi bohaterzy odkryją też wciągającą siłę książek.
W każdym tomie główna akcja toczy się tu wokół tytułowych bohaterów, których szybkie wymówienie imion powoduje skojarzenie z postaciami z „Podróży Guliwera” Jonathana Swifta będącej połączeniem satyry na ludzką naturę z parodią popularnych w tamtym okresie „powieści podróżniczych”. W „Lilu i Picie” znajdziemy te same elementy doprawione współczesnymi motywami, przetworzonymi symbolami.
Przewijającym się problem Lila i Puta jest ich wieczne nieposiadanie pieniędzy, przez co zmuszeni są do ciągłego targowania się, pakowania w tarapaty i szukania możliwości szybkiego zarobienia dużych pieniędzy. Z tego powodu próbują różnych sposobów zarobku. Niestety każda próba wzbogacenia sprowadza na nich kłopoty. A kiedy udaje im się zdobyć dużo pieniędzy marzą o pozbyciu się ich, bo ich życie traci sens i brakuje w nim napięcia.
Komiks pełen jest takiego alegorycznego uchwycenia naszych codziennych paradoksów, z których możemy uwolnić się tylko dzięki świadomości ich istnienia i dobrej woli. Tej niestety często brakuje, tak jak bohaterom.
„Lil i Put” to świetna seria komiksów dla dzieci i młodzieży. Doskonały materiał do wykorzystania na lekcjach etyki.