Etykiety

środa, 26 stycznia 2022

Agnieszka Stążka-Gawrysiak "Self-Regulation. Nie ma niegrzecznych dzieci"


Nauka rozumienia emocji i panowania nad tymi negatywnymi nie jest łatwym zadaniem, co sprawia, że wielu dorosłych nadal ma z nimi problem i męczy się ze swoją agresją przelewając ją na innych, a to przekłada się na złe relacje społeczne i problemy z prawem. A gdybyśmy mieli łatwy sposób do zgłębienia tych ważnych umiejętności, możliwość zapanowania nad nimi? I mamy. Wystarczy tylko nieco inna perspektywa, przyjrzenie się powodom dziecięcych złości, frustracji, zaakceptowanie ich i wyjście im naprzeciw. Ważne jest tu też obserwowanie siebie, ładowanie własnych baterii. O tym w swojej książce pisze Agnieszka Stążka-Gawrysiak.
„Self-Regulation” to przede wszystkim książka o tym jak działać, kiedy negatywne emocje przejmują kontrolę. Do tego mamy całe mnóstwo wskazówek dla rodziców, w których głównym przesłaniem jest to, że nie ma niegrzecznych dzieci. Są tylko zmęczone, głodne, znudzone, przestraszona itd. Wszystko oczywiście zależy od sytuacji i naszym zadaniem jest obserwowanie swoich pociech, tłumaczenie im, dlaczego odczuwają określone emocje i w jaki sposób mogą nad nimi panować.
W opowieściach ważne jest też ładowanie baterii przez rodziców, bo zmęczeni są mniej spostrzegawczy i stają się złymi (krzyczącymi) wzorcami. Autorka w opowieściach pokazuje dzieciom, że rodzice też mają prawo do zmęczenia, choroby. Opowieści przeplatane są wskazówkami dla rodziców, praktycznym omówieniem, pomysłami na przepracowanie huśtawek nastroju.
Publikacja powstała w oparciu o wiedzę zdobytą podczas szkoleń prowadzonych przez prof. Stuarta Shankera, który opracował prostą metodę panowania nad stresem, dostrzegania źródeł złych zachowań. Dowiadujemy się z niej, że stresory, które powodują ubytek "paliwa" (energii) wywołują napięcie: 1) biologiczne w postaci głodu, bólu, ostrego światła, hałasu, 2) emocji przez skrajności odczuć, 3) poznawcze wynikające z niezrozumienia słów, schematów obowiązujących w określonych sytuacjach, negatywnego myślenia o sobie i innych, 4) społeczne wynikające z kontaktów z nowo poznanymi osobami, przebywania w grupie, wystąpień publicznych, 5) okołospołecznych wynikających z konfliktów, bycia świadkiem przemocy lub silnych emocji innych osób.
Autorka wielokrotnie podkreśla to, że kilkuletnie dzieci mają ograniczone umiejętności samoregulacji, dlatego potrzebują wsparcia dorosłych, aby zrozumieć własne potrzeby, sposób reagowania na braki i możliwość opanowania ich, powracania do równowagi. Mamy tu piękną zasadę, która staje się coraz bardziej popularna: złe emocje są wyciszane, dziecko uczy się panowania nad nimi, a nie wyżywania, dawania upustu (badania naukowe pokazały, że takie podejście powodowało do wzrostu agresji i destrukcyjnych emocji). Autorka uświadamia czytelników, że mózg człowieka rozwija się przez całe dzieciństwo i okres nastoletni, kora przedczołowa osiąga zaś pełną dojrzałość dopiero u osoby w wieku około 25 lat i dopiero wtedy człowiek powinien posiadać rozwiniętą samokontrolę oraz umiejętność wczucia się w czyjąś perspektywę. Agnieszka Stążka-Gawrysiak daje też wskazówki, po jaką literaturę sięgnąć, aby zgłębić temat.
Najważniejsze dla dzieci są tu życiowe opowiadania, czyli historie, które są bliskie młodym słuchaczom opowieści. Każda z nich porusza inny problem i pozwala na przedyskutowanie z dzieckiem jego zachowania, ale – jak zaznacza autorka – to możliwe jest dopiero na chłodno, czyli po naładowaniu „paliwka” i gotowości na rozmowę o swoich emocjach. Dorośli mogą lepiej zrozumieć, dlaczego dzieci postępują w ten, a nie inny sposób.
Proste dziecięce przygody z powrotu z przedszkola, odwiedzin krewnych, zabaw na placu zabaw, chodzenia do przedszkola, małych i dużych wypadków wzbogacone są nielicznymi prostymi ilustracjami. Są to przede wszystkim opowieści do słuchania. Bardzo dobrze zszyte kartki oprawiono w solidną oprawę, dzięki czemu lektura jest trwała i estetyczna. Po tę książkę powinien sięgnąć każdy, a nie tylko osoby mające dzieci i borykające się z problemem ich emocji. Jest tu wiele wskazówek także dla dorosłych. Zdecydowanie polecam.








wtorek, 25 stycznia 2022

Aneta Grabowska "Przedszkole pani Matyldy"


Przedszkole to takie miejsce, w którym dzieci uczą się wielu ważnych rzeczy, nabywają cennych umiejętności, wśród których zdolność porozumiewania się, kompromisu, wyznaczania granic, dbania o swój własny czas są mają duże znaczenie. Im poświęcone są kolejne tomy z serii „Przedszkole pani Matyldy” zawierające ciekawe historie, bardzo życiowe i bliskie dzieciom przygody oraz sporo słownictwa poszerzającego słownik dzieci. Młodzi czytelnicy uczą się nazywać emocje, asertywności, empatii i komunikowania otoczeniu swoich potrzeb.
Przedszkolna grupa pani Matyldy jest nieduża. Chodzi do niej tylko ośmioro dzieci, dzięki czemu przedszkolanka ma dla nich dużo czasu, każdemu może poświęcić uwagę, nawiązać bliskie relacje, ale też dzieciom łatwiej się dogadywać, mniej jest konfliktów oraz więcej zrozumienia wśród rówieśników. Każde dziecko jest tu inne jedne lubią spódniczki, kolor różowy, inne preferują spodenki, jedne kochają lalki, inne mają swoje misie, resoraki, jedne mają sporo czasu po przedszkolu, a inne mają całkowicie zabudowany grafik, jedne lubią praktyczne prezenty, a inne takie, które są ładne lub mogą wykorzystać do ozdobienia czegoś, jedne nie zwracają uwagi na temperaturę, a inne są zmarzlakami. Każdy jest tu inny, ale też przeżywają te same emocje, uświadamiają sobie te same rzeczy. Każdy tom ma przesłanie. Czasami wyzwaniem są związki frazeologiczne, innym razem emocje lub poznawanie swoich praw. Cierpliwa i spostrzegawcza pani Matylda wszystko dzieciom tłumaczy, wprowadza rodzinną atmosferę, dzięki czemu także rodzice mogą skorzystać z jej doświadczenia.
W tomie „Zosia i złote serce” przedszkolaki miały problem ze związkami frazeologicznymi, ponieważ odczytywały je dosłownie. Przy okazji poznawania nowych zwrotów pani Matylda zabiera dzieci na wycieczkę do stadniny koni.

„Ignaś i wielkie emocje” to opowieść o pikniku rodzinnym. Takie wydarzenia zawsze wiążą się z wieloma uczuciami. Niektóre są do przewidzenia, a inne powstają z powodu frustracji, braku wpływu na możliwość zdecydowania za siebie, a czasami nadgorliwego ingerowania rodziców w relacje między dziećmi. Pani Matylda zawsze przychodzi z pomocą i każdego traktuje z szacunkiem. To dzięki niej dorośli odkryją, że nie zawsze ich pociechy muszą się dzielić swoimi rzeczami, a czasami można się podzielić czymś w ramach zabawy lub konkursu.

„Kacper i prawa dzieci” zabiera nas w świat tego, co dzieci mogą. Całą przygodę otwiera prawo do przezywania emocji. Przedszkolaki odkryją, że każdy jest inny i może nieco inaczej odczuwać różne sprawy, odmiennie na nie reagować. Do tego zrozumieją, że mają prawo do wolnego czasu, decydowania o tym, na co mają ochotę, mieć inne spojrzenie na różne sprawy, lubić inne rzeczy, dbania o własną granicę intymności.
Każdy tom to pouczająca lektura. W opowieść wpleciono słowniczek pani Matyldy pomagający poznać trudne słowa, zrozumieć zawiłe zagadnienia. Całość wzbogacona w piękne, proste ilustracje. Bardzo dobrze zszyte kartki i solidna okładka sprawiają, że lektura jest trwała i estetyczna, a do tego ma podręczny format. Niedługie rozdziały pozwolą dzieciom zgłębić kolejne ważne zagadnienia. Cała opowieść jest sielankowa z bardzo życzliwą i miłą przedszkolanką posiadającą niezwykły dar zjednywania sobie ludzi raz rozwiązywania konfliktów. Do tego do każdego podchodzi indywidualnie, dba o emocje. Bardzo podoba mi się to, że język opowieści nie jest infantylny. Mamy tu naprawdę bogate słownictwo.











sobota, 22 stycznia 2022

Emocjonalna harówa



Opieka nad dzieckiem z autyzmem to przede wszystkim emocjonalna harówa. Nie tylko trzeba potrafić wyciszyć negatywne emocje, które uruchamia w nas zachowanie dziecka, ale przede wszystkim głaskanie otoczenia, aby – nie daj Boże – się obraziło. Zwłaszcza, kiedy dziecko chodzi do przedszkola lub szkoły publicznej, bo z jednej strony musisz grzecznie wyjaśnić zachowanie dziecka, bronić go, ale robić tak, aby nie urazić kogoś wytykając mu to, że chyba jednak na tych studiach spał. I spał też kilka kolejnych lat, kiedy po raz kolejny tłumaczyło się to samo, kiedy objaśniało się opinię poradni pedagogicznej i kiedy przekonywało się, że terapia w placówce jest niezbędna i zakichanym obowiązkiem urzędników zarządzających tą placówką jest postarać się o taką terapię. Głaskanie ludzi jest też niezbędne w przestrzeni publicznej, bo przecież wielu ludzi bawi lub razi to, że dziecko leży na chodniku i drze się. Razi też, kiedy dziecko radośnie bawi się w kałuży, raczkuje po trawie i jeśli jesteś nadwrażliwą matką to będziesz grzecznie stała i tłumaczyła po raz kolejny, że dziecko wcale nie jest niegrzeczne tylko szuka bodźców. Jeśli jesteś posłuszną matką to nie będziesz zbyt często pojawiać się w przestrzeni publicznej, aby tego naszego biednego i wrażliwego społeczeństwa nie razić innym zachowaniem dziecka, bo przecież trzeba się słuchać „co ludzie powiedzą”. Powiem Wam jedno: nie warto tego robić z bardzo ważnego powodu: nasze dzieci wychodząc do ludzi (parku, na zakupy, przychodni itd.) uczą się funkcjonowania w społeczeństwie. Lepiej lub gorzej, ale zdobywają większą wiedzę o świecie niż te zamknięte w domach. One wchodzą do sklepu i potrafią wskazać, na co mają ochotę, a to niesamowicie ważne w terapii. One uczą się, że lodówka nie zapełnia się sama, że są miejsca, w których różne produkty można kupić, uczą się zasad bezpieczeństwa na ulicy, czyli wiedzą, kiedy i dlaczego trzeba iść jezdnią, w jaki sposób, dlaczego trzeba maszerować chodnikiem i uważać z przejściem na drugą stronę. Do tego ćwiczą mięśnie, rozwijają umiejętność orientacji w terenie, pracują nad pozbyciem się fobii społecznej.
Wyzwolenie się z bycia posłuszną matką daje wyzwolenie, swobodę, poczucie, że robisz to, co uważasz za słuszne, a nie to, co ktoś Ci nakazał jako słuszne. Uczysz się, że nie musisz za każdym razem przepraszać za zachowanie dziecka. Wystarczy, że powiesz mu, w jaki sposób się nie postępuje. Uczysz się też stawać w obronie dziecka, bo wiesz, że to, co sobie inni pomyślą jest nieistotne. Ważniejsze jest to, aby dziecko było bezpieczne i szczęśliwe. Uczysz się, że na głupie odzywki masz prawo odpowiedzieć mądrze („mam pralkę”, „to tylko ubranie”, „umyje się”, „ja też jadłam brudną marchewkę i żyję”, „a pani dziecko bawiło się w piaskownicy z kocimi odchodami”). Matki dzieci z autyzmem muszą nauczyć się, że mają prawo do szczęścia i nietłumaczenia się z wszystkiego na każdym kroku. Nie muszą ciągle powtarzać, dlaczego ich 10-letnia pociecha jeździ w wózku chociaż ma sprawne nogi. Może zadać pytanie: „A dlaczego nie dziwisz się, że chodzi skoro czasami jeździ w wózku?”, „Naprawdę myślisz, że wózek pcha się z lenistwa/ wygody?”. Przede wszystkim matka dziecka z autyzmem ma prawo być miła, kiedy jest do tego powód i być niemiła, kiedy ktoś ją atakuje. Nie musi nikogo na siłę głaskać, próbować się przypodobać i ciągle grać rolę osoby, która będzie otoczeniu pomagała uporać się z emocjami, jakie wywołuje kontakt z dzieckiem z autyzmem. A już na pewno nie musi z uśmiechem brać na siebie rolę terapeutki osób permanentnie wkurzonych każdego dnia na cały świat, bo wystarczy, że ona musi dbać o własne emocje i ich porządkowanie, aby mogła pomóc dziecku w dążeniu do samodzielności, bo ta droga wymaga anielskiej cierpliwości, skupienia się na tym, że wcale nie musi pędzić, aby wyręczyć dziecko za każdym razem, kiedy ono piśnie lub będzie pokazywało jak bardzo jest bezradne. Ona musi mieć pokład energii do godzinnego ubierania rajstopek przez dziecko, kwadransowego siłowania się z butami bez myśli, że koniecznie musi wyręczyć, bo „co ludzie powiedzą”, że dziecko jęczy lub przydeptuje te buty.
Do tego uczysz dziecko, że wcale nie musi postępować tak jak sobie wszyscy dookoła życzą, bo to, co chcą wszyscy nie zawsze musi być dobre. Uczysz, że jego emocje są ważniejsze od gadania przypadkowej osoby, której ktoś nie wychował i przez to musi ranić innych pouczaniem, że "niegrzeczne dzieci się leje, bo oni byli lani i wyrośli na dobrych ludzi". Jeśli mają potrzebę ranienia to nie wyrośli na dobrych ludzi tylko na bijących słowami.
Przekaż 1% podatku
W formularzu PIT wpisz numer:
KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%” podaj:
25068 Sikorska Aleksandra
Szanowni Darczyńcy, prosimy o zaznaczenie w zeznaniu podatkowym pola „Wyrażam zgodę”.

czwartek, 20 stycznia 2022

Nasze codzienne wyprawy na Księżyc ;)





Wychodzenie na spacer zimą jest jak wyprawa na Księżyc. Nawet pojazd musi przejść kontrolę (bo może być mokry, kołderka może być do
wymiany na cieplejszą lub czystszą, koc musi być odpowiednio przymocowany, trzeba sprawdzić czy ma się zapasowe ubrania, zapasowy koc, drążek do sięgania rzeczy, które Ola z rozmachu rzuci do rowu lub gdziekolwiek, gdzie nie chcielibyśmy wchodzić. Trzeba zapakować zapas prowiantu, kilka par rękawiczek, torebki na psie odchody, torby na zakupy, chusteczki, dokumenty. Później sprawdzanie temperatury, zastanawianie się, w czym dziecku nie będzie za zimno i za gorąco. Bywa to wyzwaniem, bo Ola ma inny sposób spacerowania niż ja. Do tego zmarzlakiem jest i w tym, w czym mi gorąco jej zwyczajnie zimno. Dziś zakładała rajstopki, spodnie, spodnie, bluzeczkę, bluzkę, golf i kurtkę. Ponad 30 minut Oli gimnastyki. Wyszłyśmy o 9:30. Przeszłyśmy kawałek i jak się rozwiało to myślałam, że nas porwie. Mówię:
-Ola, wrócisz do domu. Mama sama pójdzie wszystko załatwić.
-Nie.
-Wrócę za godzinkę.
-Nie.
-Będziesz mogła coś z babcią upiec, ugotować, bajkę ci włączy.
-Nie.
Od początku ferii mamy etap pilnowania mnie.
Na szczęście powiało, powiało i przestało, a później było w czym zostawiać świeże ślady. I byłyśmy pierwsze w odciskaniu butów na śniegu ;)
Przypominam o 1%
W formularzu PIT wpisz numer:
KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%” podaj:
25068 Sikorska Aleksandra

środa, 19 stycznia 2022

Julia Donaldson "Zagubiona małpka" il. Axel Scheffler


Zdarzyło się Waszym dzieciom zagubić? Może w nowym miejscu przez chwilę poczuły dezorientację? A może czują lęk separacyjny? Boją się rozstania w przedszkolu? Nie chcą zostawać z nikim innym poza mamą? Niechętnie oddalają się od rodziców? Do nich skierowana jest zabawka opowieść pt. „Zagubiona małpka”. Wykreowana przez Julię Donaldson skacząca z drzewa na drzewo i dobrze bawiąca się bohaterka w końcu zauważa, że w jej pobliżu nie ma mamy. Czuje strach i zaczyna szukać rodzicielki. Przestraszonej małpce z pomocą przychodzi motyl, któremu mała małpka opisuje swoją mamę. Niestety pomocnik nie do końca wie, w jaki sposób powinna wyglądać mama tego maleństwa, bo kierując się swoimi doświadczeniami zakłada, że rodzice różnią się od swojego potomstwa i w niczym ich nie przypominają. Kolejne wskazówki małpki prowadzą od słonia, przez węża, po papugę. Żaden z tych zwierzaków nie jest poszukiwaną mamą. Kiedy już udaje się motylowi znaleźć zwierzę wyglądające tak samo okazuje się, że i to nie jest mama. Oczywiście mała bohaterka w końcu trafi do swojej rodzicielki.
„Zagubiona małpka” to zabawna rymowanka bazująca na zaprzeczeniach i wyszukiwaniu cech podobnych u innych zwierząt. To uświadamia czytelników, że czasami możemy mieć inne wyobrażenie na tematy, bo bazujemy na własnych doświadczeniach i spostrzeżeniach. Moja córka jest zachwycona tą książką. Lektura zdecydowanie zachęca do mówienia. Można wydawać odgłosy zwierząt, nazywać je, a starsi czytelnicy czytać rymowankę. Poszczególne ilustracje zwierząt są piękne i skutecznie przykuwają wzrok małych czytelników.
Książkę tę z powodzeniem można wykorzystać jako czytankę terapeutyczną. I to zarówno do ćwiczeń logopedycznych, jak i zabawy psychologicznej, rozmowy uświadamiającej dziecku, że może nie widzieć mamy, ale ona zawsze pojawia się po całym dniu zabaw i przygód. Myślę, że będzie to świetne wprowadzenie do rozstania w przedszkolu.
Piękne ilustracje autorstwa Axela Schefflera, śliskie strony i solidna okładka oraz bardzo dobrze zszyte kartki sprawiają, że lektura jest estetyczna i trwała. Zdecydowanie polecam







Julia Donaldson "Gruffalo" il. Axel Scheffler


Rozumem i sprytem można zdziałać więcej niż mięśniami – o tym przekonuje nas mała bohaterka książki Juli Donaldson „Gruffalo”. Mysz jest jednym z tych zwierząt, na które z każdej strony czyhają różne niebezpieczeństwa. Zwłaszcza, kiedy musi samotnie przemierzać przez las. Na szczęście ma w sobie dużo sprytu i potrafi wyprowadzić w pole nawet najsprytniejsze i najmądrzejsze zwierzęta. Mała bohaterka spotyka lisa, sowę i węża. Wszystkie akurat szukają czegoś do jedzenia i najchętniej zjadłyby gryzonia. Mysz natomiast tłumaczy, że niestety nie może udać się z nimi na posiłek, bo właśnie czeka na Gruffalo, który je takie zwierzęta jak oni. Każdy nagle zaczyna się spieszyć, uciekać. Najzabawniejsze jest to, że nasza mała bohaterka wymyśliła sobie tego stwora, ale ku jej zaskoczeniu spotyka także i jego. Pechowo okazuje się, że i Gruffalo jest głodny. W jaki sposób jego uda się jej przekonać do tego, że nie warto jej jeść? Przekonajcie się sami sięgając po książkę. Zapewniam Was, że uśmiejecie się razem ze swoimi dziećmi.
„Gruffalo” to opowieść o tym, że czasami warto skłamać, aby uchronić siebie. Autorka przekonuje, że nie każdemu napotkanemu można ufać, bo zaproszenia niektórych mogą źle się dla nas skończyć. I wcale wówczas nie trzeba mieć wyrzutów jeśli za mocno pofantazjujemy. Liczy się osiągnięty cel, czyli ocalona skóra.
Opowieść wzbogacono ilustracjami Axela Schefflera. W jego wizji straszny stwór jest naprawdę straszny i warto przed czytaniem pokazać dziecku ilustrację, aby przekonać się, czy się nie boi, czy już jest na tyle dorosłe emocjonalnie, że chętnie wsłucha się w tekst. U nas o dziwo lektura od razu chwyciła, chociaż obawiałam się paszczy stwora i reakcji córki na nią. Jak widać czytane ostatnio lektury i oglądane filmy o dobrych potworach zrobiły swoje i zamiast strachu było zainteresowanie i dużo śmiechu. Świetne tłumaczenie autorstwa Michała Rusinka sprawia, że lektura jest bardzo przyjemna.
Jest to ciekawa opowieść o strachu, sile wyobraźni, sprycie, o tym, że kłamstwo czasami jest potrzebne i udowadnia, że nie zawsze siła mięśni ma znaczenie, bo silniejszego można przechytrzyć. Młody czytelnik uświadamia sobie, że czasami dobry fortel może sprawić, że będzie inaczej postrzegany w otoczeniu. Lektura może być też punktem wyjścia do rozmów o manipulacji, tworzeniu wizerunku, niedopowiedzeniach. Zdecydowanie polecam.








Raz lepiej, raz gorzej, a czasami nawet cudownie




Tragedia nad tragediami. A wszystko przeze mnie, bo Ola ostatnio jeść nie chciała, więc pilnowałam, żeby chociaż piła. A ona pić nie chciała, więc cwana wylała wodę do wózka. Wózek mokry, ale ja się wczoraj nie zorientowałam, że mokry. Dziś przygotowuję do wyjścia, patrzę mokry. Mówię, że nie idziemy na spacer, bo wózek mokry (Ola koniecznie chciała pojeździć i odpocząć na świeżym powietrzu, kupić coś, na co ma ochotę). Życie uratował mi stos książek...
Tłumaczenie, że musimy godzinkę poczekać, aż wszystko wyschnie wywołało taką furię, że tylko zabawka książka o małpkach była w stanie powstrzymać kataklizm. Elementy z wózka wyschły, zapakowałam Olkę, pokazała, że mam jechać do marketu z insektem w logo. Chciała jeszcze do innego sklepu obok, ale tak się skupiła na tym, że chce rybkę i pizze, i że tata już do piekarnika wstawia, więc trzeba się spieszyć, że przeszła jej ochota na kupowanie kolejnego zestawu do samodzielnego składania. Postanowiła złożyć to, co ma. Całą drogę powrotną mnie poganiała, bo przecież pizza czeka. A ile śmiechu było przy tym. Gdyby ktoś mi powiedział, że 2 h temu był kataklizm to bym nie uwierzyła. Ale doświadczyłam, więc wiem, że był. Siedzę, piję kawę i niedowierzam. A przecież mam to na co dzień. A jak ktoś, kto tylko widuje roześmianą Olkę może wierzyć, że bywa bardzo trudno?
Przypominam: pamiętajcie o Oli w czasie wypełniania PIT-ów.
W formularzu PIT wpisz numer:
KRS 0000037904
W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%” podaj:
25068 Sikorska Aleksandra

niedziela, 16 stycznia 2022

Katarzyna Wojciechowska "Jękołak"


Każde dziecko w swoim życiu miewa taki dzień, w którym cała aktywność ogranicza się do jęczenia. Wstaje rano i jęczy zamiast się ubierać i korzystać z toalety, przy śniadaniu marudzi, wymyśla, wybrzydza, droga do przedszkola to męka. Z powrotną nie jest lepiej. Mimo, że kochamy mamy ochotę schować się i nie pokazywać albo uciec gdzieś daleko. Z kim zostawimy swoją jęczącą pociechę? Wiemy, że to z powodu zmęczenia, gorszego samopoczucia, pogody, która daje się w kość, a czasami zwyczajnie z powodu nieudanych relacji z koleżankami i kolegami. Marzy nam się koniec jęków i normalna rozmowa o tym, w jaki sposób możemy pomóc. Ale bez noszenia kilkulatka na rękach i wyręczania go i spełniania każdego życzenia. Rozmowa, która pomoże naładować akumulatory, a nie jęki powodujące spięcie. Warto wtedy sięgnąć po książkę „Jękołak” Katarzyny Wojciechowskiej. Jeśli tytuł skojarzył Wam się z wilkołakiem to jesteście na dobrym tropie, bo ten tajemniczy stwór też jest nietypowy i chyba ma w sobie coś z takiej magicznej istoty.
Mikołaja kolejny dzień zaczął się fatalnie. Nic mu się nie podobało i dawał odczuć to marudzeniem. Zamiast mówić na wszystko reaguje jęczeniem. Wydawało się, że po porannym marudzeniu po południu nie będzie śladu. Ku zaskoczeniu mamy i siostry niestety było inaczej: a to buta Mikołaj nie potrafił sobie zapiąć, a to miał problem z rolą w zabawie w chowanego, a to nogi go bolały i chciał być niesiony, a to bucik poszybował za daleko. Wszystko, co chce wymusza jękami, marudzeniem i płaczem. Mama i jego siostra Amelka mają już dość. Każdy pomysł kończy się protestem. Nawet w zabawie w chowanego musi zdecydować, kto będzie szukał. Niestety ta aktywność w parku kończy się zniknięciem chłopca. Szukają wszyscy: sąsiedzi, mama, siostra, a jego nigdzie nie ma. Zmęczona i przestraszona siostra też zaczyna jęczeć i płakać, a wtedy dzieje się coś zadziwiającego: zostaje porwana tak szybko, że nikt nie był w stanie tego zauważyć. Zniknęła niesiona przez Jękołaka zamieszkującego wysoki budynek z bardzo wysokim stropem. W środku znajdują się ogromne organy, których częścią ma stać się jęcząca Amelka, która szybko odkrywa, gdzie jest jej brat. Jękołak jest zachwycony odgłosami, które wydają z siebie dzieci. Sprytna dziewczynka jednak znajduje rozwiązanie z trudnej sytuacji i odkrywa, w jaki sposób uwolnić brata. Jak tego dokona? Co uda jej się jeszcze zrobić? Tego dowiecie się sięgając z dziećmi po książkę.
Młodzi czytelnicy dowiedzą się, dlaczego warto szukać innych rozwiązań i nie warto rozpędzać się z narzekaniem. Główne przesłanie tej opowieści to zachęta do tego, aby mniej narzekać, mniej marudzić, pozwolić sobie na pozytywne emocje. Opowieść pobudza dziecięcą wyobraźnie. Mamy tu i grozę i odrobinę magii, ale też ważne przesłanie: nasza pogoda ducha, pozytywne nastawienie, radość może uratować nie tylko nas, ale także innych ludzi, których możemy zarazić swoimi pozytywnymi emocjami. Uważam, że może być to ciekawa lektura terapeutyczna dla dzieci i dorosłych. Autorka uświadamia czytelników, że czasami warto coś zmienić w swoim postępowaniu, aby uwolnić się od Jękołaka.
Całość dopełniają piękne ilustracje stworzone przez Szkoły Rysunku i Malarstwa Katarzyny Wojciechowskiej. Duży format, bardzo dobrze zszyte strony oraz solidna oprawa sprawiają, że książka jest estetyczna i trwała.
Zdecydowanie polecam!







sobota, 15 stycznia 2022

Anna Barczyk-Mews "Alter ego" - cytaty


„Uświadomiłam sobie, że jeśli chcę zmiany, to muszę zacząć od siebie. Uwierzyłam, że zasługuję na wszystko co najlepsze, zasługuję, żeby być najważniejszą osobą w czyimś życiu, w życiu mężczyzny”.
„Gdy ja wkraczam do akcji, szatan bierze urlop, żeby nie kłócić się o wpływy”.
„Można być dobrym wśród złych albo złym wśród dobrych i cała trudność polega na tym, żeby odkryć z kim ma się do czynienia”.
„Jak to jest, że dla człowieka najbardziej niebezpieczny jest drugi człowiek?”.
„Nigdy nie pozwól się poniżać. Jak ktoś kocha, to nie krzywdzi. Nie usprawiedliwiaj złych zachowań, ale doceniaj dobre”.
„Słowa czy gesty to coś krótkotrwałego, żyją tak długo, jak je słyszysz lub czujesz, po chwili stają się tylko wspomnieniem”.
„Możesz zatrzymać kogoś przy sobie na siłę, ale gdy będzie się czuł zniewolony nigdy nie będzie z tobą szczęśliwy i zamiast myśleć o tobie, będzie myślał o ucieczce”.
„Mówią, że cierpienie uszlachetnia, że nadaje życiu sens. Nie wierz w to. Życie jest zbyt krótkie, żeby dręczyć siebie i innych. Pamiętaj, że musisz wybrać tak, żebyś była szczęśliwa, nie krzywdząc innych”.
„Byłam pewna, że będę cierpiała, ale paradoksalnie robiłam to właśnie dla siebie, dokonując takiego wyboru, dbałam o to, żeby nie przegrać po raz kolejny”.
„Nie kalkuluj i nie szacuj strat, jeśli kochasz i jesteś kochana, to już wygrałaś. Miłość odmienia, więc nie bój się uwierzyć, że ktoś kogo kochasz będzie lepszy”.
„Nawet gdy ci się wydaje, że to już koniec, zawsze warto czekać na coś dobrego, przełom nie pociąg, zjawi się nieoczekiwanie”.
„Gdy masz pewność, że Twoje uczucia nikogo nie krzywdzą, kochaj, jakby od tego zależało Twoje życie."


Prosto o "nowym ładzie"


Widzę po postach znajomych, że rozgryzanie nowego ładu sprawia im duże trudności. Ja mam duże szczęście, że jestem wszechstronnie uzdolniona. Także matematycznie, więc pięknie w skrócie wyjaśnię Wam nowe zasady rozliczania. Zapewniam Was, że są dziecinnie proste, a ich prostota polega na tym, że powstał on z troski o tych najbardziej potrzebujących i biednych. U mnie w rodzinie takich osób nie ma. Jesteśmy szczęśliwie klasą średnią, która po prostu za dużo wydaje na leczenie i terapię, ale przecież to nie jest istotne. Ważny jest dochód. Przejdźmy do konkretów.

Jeśli zarabiasz do 3 185 zł brutto, nie płacisz podatku, tylko 9% składkę na służbę zdrowia (czyli 9% podatek nazywający się składką na służbę zdrowia). Jeśli tak to jesteś w gronie tych osób, którym obecnie wszyscy zazdroszczą, bo każdy chciałby teraz zarabiać brutto maksymalnie 3 185 zł. Jeśli będziesz zarabiać złotówkę więcej to niestety dostaniesz dużo mniej na rękę niż osoba zarabiająca tę złotówkę mniej i jeszcze wpadniesz w system trudniejszego rozliczania, więc nie proś więc pracodawcy o podwyżkę jak nie chcesz komplikować sobie życia. W tej grupie jednak też są haczyki, bo składka zdrowotna miesięcznie nie może być niższa, niż 270 zł. Jeśli zarabiasz 1000 zł brutto, to zapłacisz aż 27% podatku (nazwanego składką zdrowotną), czyli więcej, niż klasa średnia. A co z tymi, którzy zarabiają 270 zł miesięcznie? Może lepszym rozwiązaniem będzie zapisanie się do PUP-u i udanie do MOPS-u, żeby mieć z czego żyć? Jeśli jednak postanowicie mimo wszystko pracować to pocieszcie się tym, że będziecie mogli leczyć się za darmo, czyli czekać w wielomiesięcznych kolejkach do specjalistów, bo jest ich mniej dzięki politykom, którzy młodym lekarzom powiedzieli „Wyjeżdżajcie” (przypomnę, że byli to politycy z PiS-u).
Jeśli zarabiasz w przedziale 3 186 - 5 700 zł miesięcznie nadal masz się, czym cieszyć, bo wchodzisz w próg podatkowy 9% (składkę zdrowotną)+17% (podatek dochodowy), czyli w rzeczywistości koło 26%. (nie do końca wiadomo czy sumują, czy najpierw składka zdrowotna, a później podatek dochodowy, czy może odwrotnie, ale to się okaże w najbliższym czasie). Oczywiście jest to podatek tylko od tego, co zarobiłeś ponad 30 tys.. Ale, żeby faktycznie tak było to powinieneś złożyć u pracodawcy PIT-2, bo jak tego nie zrobisz, policzą Ci podatek 26% już od kwoty, jaką zarobiłeś w sumie w 2022.
Możesz pocieszyć się, że gorzej od Ciebie mają ci. którzy zarabiają w przedziale 5 701 - 11 141 zł brutto, czyli grupa pogardliwie nazywana klasą średnią (wszędzie na świecie dobrze być klasą średnią, ale nie w Polsce). Te osoby mogą starać się o ulgę wyliczaną zgodnie z bardzo prostym wzorem:
(A × 6,68% - 380,50 zł) : 0,17, dla A wynoszącego co najmniej 5 701 zł i nieprzekraczającego kwoty 8 549 zł,
Lub
(A × (7,35%) + 819,08 zł) : 0,17, dla A wyższego od 8 549 zł i nieprzekraczającego kwoty 11 141 zł.
Proste no nie?
Najgorzej masz, jeśli zarabiasz nieco poniżej 5 701 zł miesięcznie i weźmiesz ulgę dla klasy średniej, a nie dorobisz choćby złotówki do rocznej kwoty 68 412 zł to będziesz musiał tę ulgę zwracać. Wtedy pozostanie zmusić szefa do podwyżki. Choćby o tę złotówkę, więc nie masz się, co zastanawiać tylko pędzić do szefa po podwyżkę. Gorzej jak sam dla siebie jesteś szefem i nie wiesz czy uda Ci się wyrobić na zakręcie. Wtedy może uratować Cię kredyt dla firm. Albo i nie, bo tu też coraz więcej problemów, żebyś nie był rozrzutnym pracodawcą.
W końcu nadeszły czasy, kiedy nikt już nie będzie zazdrościł tym, którzy miesięcznie zarabiają ponad 11 141 zł. Jeśli zarabiasz mniej to nie proś i nie przyjmuj podwyżki. Jeśli pracodawca Ci ją zaproponuje to znak, że Cię nie lubi i nie ceni, bo dla Ciebie lepiej będzie stracić pracę niż, żebyś najpierw miał dostać ulgę dla klasy średniej, a potem przekroczył próg choćby o grosz. Jeśli zostaniesz zmuszony do przyjęcia podwyżki to zwolnij się, gdy Twój roczny dochód osiągnie 68 412 zł. Możesz też wziąć bardzo długi bezpłatny urlop.
Jeśli zarabiasz miesięcznie ponad 11 141 zł to w oczach rządu jesteś cwanym burżujem i złodziejem, dlatego należy Ci się podatek w postaci 9%+32%, czyli jakieś 41% ((jak poprzednio wpierw 9%, a od tego co zostanie jeszcze 32% lub na odwrót lub przez sumowanie). Jeśli nie należysz do burżujów wykształciuchów to nie zrozumiesz tego, że jest on w trosce o to, aby Ci nie odbiło z nadmiaru pieniędzy i żebyś nie miał oszczędności lub zabezpieczenia dla dzieci. Jeśli chcesz być prawdziwym patriotą jak znani populiści promujący i w kółko gadający o patriotyzmie to powinieneś swoje zarobki przenieść do podatkowych rajów). Masz jeszcze inne wyjście: praca na czarno, ale i to jest już dobrze kontrolowane, więc jeśli chcesz płacić mały podatek to musisz pilnować, aby Twoje dochody nie przekraczały miesięcznie 3 186 zł, bo wtedy zapłacisz tylko 9% składki zdrowotnej.
Jeśli dochody masz z kilku źródeł sprawa nieco się komplikuje, ale zapewniam Was, że jest prosta jak drut kolczasty na granicy z Białorusią.. Jeśli prowadzisz firmę to naprawdę Ci współczuję, ale możesz się pocieszyć, że mogło być gorzej i jak przetrwaliśmy PRL to i z Nowym Ładem damy sobie radę.
Mam nadzieję, że teraz już wiecie, co i jak z podatkami i zostanie Wam dużo pieniędzy na książki, póki jeszcze nas na nie stać, bo nie wiadomo, ile będzie warte (ile za to będzie można kupić) 100 zł pod koniec roku. Społeczeństwo będzie jak te dwie sowy: chudzi to oczywiście ludzie nie będący przy władzy.