środa, 10 lutego 2016

Agnieszka Jelonek-Lisowska "Babidło"

Agnieszka Jelonek-Lisowska, Babidło, Szczecin "Fundacja Literatury imienia Henryka Berezy" 2015
"Babidło" pokazuje czytelnikowi świat uwikłania się w społeczne role kobiety. Rozdarcie między marzeniami, pragnieniami, próbami ich spełnienia a obowiązkami, w które mniej lub bardziej wpychają je ich partnerzy. Subtelna krytyka, dobór słów pozwalający zepchnąć kobiety i ograniczyć do roli matek i żon sprawiają, że stają się one więźniami rodzinnego świata. Bywają jednak chwile, kiedy zaczynają walczyć o siebie, swoją odrębność, śmiało stawiają kroki w nowej pracy i angażują w projekty. Ich działania spotykają się z oporem partnerów zadających pytanie "Nie możesz jeszcze poczekać?", a kiedy próba pracy wypada pozytywnie, kiedy kobieta oczekuje gratulacji i wsparcia słyszy: "Zostaniesz już teraz w domu, prawda?".
W "Babidle" zobaczymy świat z kobiecej perspektywy przygniecenia codziennością, nadzieją na zmiany. Całość robi wrażenie bardzo lekkiej i jednocześnie niesamowicie realnej prozy. Język graniczy z poetyckością i ociera się o drapieżność, brutalność. Kreślona codzienność nie jest łatwa. Na drodze do szczęścia stoją bieda, szarość, konwenanse, które można porzucić tylko w tropikach. Choroby dzieci zamykają kobiety w szpitalach i domach, skutecznie odciągają od pracy, w której te więźniarki domowych układów mogą odkryć, że one wcale nie muszą robić wszystkiego same, że ich mężowie też mają ręce i nogi zdolne do prasowania koszul, jak kolega z pracy, że - niezdarnie, bo niezdarnie - mogą przygotować posiłek dla całej rodziny, zająć się dziećmi, że podział domowych obowiązków pozwoli im na wytchnienie i samospełnienie.
Agnieszka Jelonek-Lisowska zabiera czytelników w świat kobiecych załamań, natrętnych myśli i lęków o najbliższych. Bohaterka "Babidła" to kobieta nadwrażliwa, czująca świat całą sobą, chcąca uwolnić się od swoich lęków, przytłaczającej roli, marząca o pięknej miłości, podróżach, karierze, których zostaje pozbawiona po wtłoczeniu w rolę matki ograniczającą miłość fizyczną do cichego i pospiesznego zbliżenia w ciemności i ciszy nocnej. W lekturze tej znajdziemy wszystkie tematy poruszane przez feministki pokazujące jak bardzo my - kobiety godzimy się na codzienną dyskryminację przez całkowitą realizację tylko roli matki i żony oraz porzucenie własnej kariery. "Babidło" wydaje się krzyczeć: "Równouprawnienie zaczyna się w domu". Bohaterka niepotrafiąca wyobrazić sobie męża wykonującego prace domowe staje się więźniem swoich przekonań, które przy minimalnych zmianach krzyczą do niej: "Ja bym zrobiła to lepiej" i zmuszają do wyręczania. Dopiero świadomość, że można inaczej pozwala wyzwolić bohaterkę z tej pułapki pedantyczności.
Książkę polecam osobą lubiącym prozę pokazującą kobiecy świat z jego szarzyznami.
 

Dominik Flaszyński "Gratuluję! Wygrał pan w Loto!"

http://fundacja-berezy.org/ksiazki-fundacji/gratuluje-wygral-pan-w-loto/
Dominik Flaszyński, Gratuluję! Wygrał pan w Loto!, Szczecin "Fundacja Literatury imienia Henryka Berezy" 2015
Przekleństwem pierwowzoru Józefa K. z książki "Gratuluję! Wygrał pan w Loto!" był system totalitarny, w którym każdego obywatela kontrolowano, prowadzono obszerne akta i stawiano zarzuty w taki sposób, że skazany nie był pewny o co zostaje oskarżony. Franz Kafka zabierał swoich czytelników w podróż po zawiłych labiryntach Pragi. Dominik Flaszyński tworzy nieco odmienną wersję Józefa K. - bardziej współczesną. Wygrana staje się dla bohatera takim przekleństwem jak więzienie dla pierwowzoru: zaczyna popadać w manie prześladowczą, czuje się kontrolowany, obserwowany, prześladowany. Szczęśliwy kupon sprawia, że przestaje logicznie myśleć i działać.
Poza zmianą codziennych zachowań Józef udaje się w podróż po swojej podświadomości. Może rozwinąć swoje marzenia, do jego świadomości wkradają się jego pragnienia, a wszystko to sprawia, że zaczyna patrzeć na otoczenie zupełnie inaczej. Sny oraz zbyt intensywne skupianie się na karteczce sprawiają, że spokojny, punktualny, dokładny pracownik biurowy staje się nieobowiązkowy i zagubiony w swojej codzienności. Nie jest to jednak zmiana na lepsze. Bohater każdego dnia musi zmierzać się z rosnącymi fobiami, które utrudniają mu codzienne funkcjonowanie. Z ekscentrycznego sąsiada staje się jeszcze większym dziwolągiem przyciągającym uwagę.
"Gratuluję! Wygrał pan w Loto" to świetnie napisana powieść o ludzkich fobiach, problemach z nawiązaniem relacji z otoczeniem, biedzie, szarej codzienności, problemach ludzi młodych, braku perspektyw, poczuciu bezsensowności pracy. Szara codzienność ograniczona do pracy sprawia, że bohater rezygnuje z realizacji swoich marzeń o byciu pisarzem, domu z daleka od miejskiego zgiełku. Konieczność zarabiania na podstawowe potrzeby sprawiają, że jego życie ogranicza się do biura i odziedziczonej po babci kawalerki, której remont był na jego urzędniczą pensję zbyt drogi i wymagał zaciągnięcia kredytu. Wygrana daje nadzieję na ucieczkę od szarzyzny, na wędrówkę w świat swoich marzeń, przez co pilnowanie kuponu staje się wielką misją.
Lekturę polecam każdemu, kto lubi dobrą literaturę w klimatach Franza Kafki i innych klasyków potrafiących w bardzo subtelny sposób uchwycić paradoksy naszego życia.
 

wtorek, 9 lutego 2016

Joanna Kruszewska w Białymstoku


wiosna w doniczce




Kwiatek z płatków kosmetycznych (sklejonych klejem do klejenia puzzli i książek) pomalowany farbkami.
Bociany również z płatków kosmetycznych.

"Ta sama Europa? Inna literatura? Współczesna proza europejska" pod red. Justyny Czechowskiej i Anny Kramek-Klickiej


Ta sama Europa? Inna literatura? Współczesna proza europejska, pod red. Justyny Czechowskiej i Anny Kramek-Klickiej, Szczecin, Bezrzecze " Forma. Fundacja na Rzecz Badań Literackich" 2010
Europa wydaje nam się kulturowo dość jednolita. Jednak, kiedy przyjrzymy się dorobkowi jej mieszkańców można dostrzec spore różnice. Widać je również w literaturze, która nie tylko odzwierciedla temperamenty, ale odmienne spojrzenie na świat, wyraża pragnienia, pokazuje strefy rozczarowań, zniechęcenia, przemiany polityczne. Autorzy zbioru artykułów "Ta sama Europa? Inna literatura? Współczesna proza europejska" pokazują nam jak różnorodne wydarzenia kształtowały style literackie oraz przekaz, który możemy odnaleźć w głównych nurtach określonych krajów: Dani, Bułgarii, Polski, Irlandii, Rumuni, Niemiec, Norwegii, Węgier, Austrii Portugalii, Białorusi, Szwecji, Szwajcarii. Autorzy skupiają się na jednym dominującym w określonej literaturze motywie. Całość pozwala czytelnikowi dostrzec motywy powtarzające się i pokazywane w różny sposób motywy. Pisarze szukają odpowiedzi o tożsamość, poczucie wspólnoty, przynależność, wpływ zmiany polityki na przeciętnego człowieka, ważność mitu dziecięcego.
Publikacja jest zbiorem referatów, które wygłoszono w czasie konferencji w Instytucie Cervantesa i Instytucie Goethego. Poza pracami naukowymi w zbiorze znajdziemy fragmenty literatury omawianej w pierwszej części, dzięki czemu czytelnik będzie mógł wejść w światy tworzone przez twórców z poszczególnych krajów, będzie mógł dostrzec ich koloryt. Na końcu publikacji znajdziemy noty dotyczące zarówno autorów tekstów naukowych, jak i literackich. Całość stanowi interesujący zbiór pozwalający czytelnikowi lepiej poznać współczesną prozę.
Książkę polecam specjalistom zajmującym się badaniami nad literaturą. Może być to również interesujący przewodnik dla osób, które szukają nowych doświadczeń literackich lub pragną uporządkować swoją wiedzę na temat przeczytanych książek.

nowi koledzy

Moja właścicielka zachowuje się bardzo dziwnie: nie biega. Jak można nie biegać? Podszedłem do łóżka, popatrzyłem na nią i nic. Szturchnąłem nosem. I nic. Siedziała ze świecącą deską, stukała, a pani z drugą deską i dużo mówiła. Ona to nazywa czytaniem. Wziąłem delikatnie w zęby stopę właścicielki i wtedy poskutkowało. Zaśmiała się! Zacząłem podskakiwać. Przednimi łapami wskoczyłem na łóżko i znowu delikatnie zaczepiłem zębami i szturchałem łapami. Zrobiłbym to mocniej. Na pewno by pomogło, ale pani nie pozwala. W końcu moja właścicielka odłożyła deskę i zaczęła szarpać mnie za uczy. Odbiegałem, żeby się uwolnić i podbiegałem, żeby znowu mogła mnie chwycić. To zachęciło ją do łapania mnie za sierść. Skorzystałem z okazji, że chwyciła mnie mocniej i targnąłem. Wylądowała na moim grzbiecie. Przestraszyłem się i uciekłem. Za chwilę wróciłem zobaczyć czy będzie chciała się ze mną bawić. Przyniosłem jej nawet w zębach swoją wielką piłkę, którą dostałem od pani.
Właścicielka zaczęła chodzić tak jak ja i szczekać. Troszkę jej zazdrościłem, bo mi nie pozwalają hałasować. Bawiliśmy się w gonienie królika. Właścicielka trzymała w łapie zabawkę, a ja próbowałem jej ją odebrać. Jak już mi się udawało słyszałem:
-Tutuś, zostaw. Podrzesz.
No to zostawiłem. Rozejrzałem się i moją uwagę przykuła wielka miękka szmata. Pomyślałem, że to będzie idealna zabawka i się nie myliłem. Bawiliśmy się w przeciąganie. W końcu usłyszałem ulubione słowa pani:
-No, dzieciaki, zbierajcie się na spacer. Jest piękna pogoda. Troszkę się dotlenimy.
Wzięła właścicielkę na łóżko, ubrała, wystawiła wózek, włożyła tam moją kochaną towarzyszkę zabaw, przyczepiła do pojazdu smycz i ruszyliśmy. 
Kiedy idę przy wózku muszę bardzo uważać, żeby iść równo. Starałem się z całych sił, ale zobaczyłem pieska dużo mniejszego ode mnie i zapomniałem o staraniu. Dziwnym trafem pani mnie nie upomniała tylko szliśmy w kierunku białej kulki. Był taki włochaty jak ja. A do tego dziwnie piszczał. Kiedy pani wzięła go na ręce i posadziła mojej właścicielce na kolanach chciałem do niego dołączyć. On może siedzieć, a ja nie? Okazało się, że jej kolana skurczyły się tak bardzo, że od razu spadłem, a ten mały ciągle siedział, merdał ogonkiem, a właścicielka wydawała dźwięki, które pani nazywa śmiechem. Później to ja się śmiałem, ale tak normalnie po psiemu, bo pies wylądował obok mnie na trawniku. Obwąchałem go całego. I nawet nie szczekał i nie gryzł jak inne małe psy, a nawet powiedział, że może zostać moim kolegą.
Kiedy odeszliśmy wpakowałem się przednimi łapami do wózka i wąchałem, wąchałem. Chciałem nacieszyć się zapachem nowego kolegi. Właścicielka też się cieszyła. Miała piękny uśmiech. Myślałem, że szczęśliwszy nie mogę być.
-Kotek - powiedziała pani.
Zacząłem uważniej się rozglądać. pani odeszła od wózka, a ja nie mogłem wytrzymać i chciałem szybko do niej podbiec. Wózek jechał za mną.
-Tutek, siad - powiedziała pani patrząc na mnie poważnym wzrokiem.
Cóż mi pozostało. Usiadłem, podniosłem błagalnie prawą łapkę. Później lewą i zobaczyłem panią wychodzącą zza krzaków z szarym kotkiem! Położyła do mojej właścicielce na kolanach, a on się rozmruczał i nawet nie przeszkadzało mu, że go nosem trącam i liżę. Zacząłem szczekać:
-Weźmy go do domu, weźmy.
-Tutuś, nie szczekaj, bo wystraszysz kotka - powiedziała pani, która pomagała mojej właścicielce dotykać kotka - on na pewno ma już właścicieli, bo ma obrożę na pchły, jest oswojony i nie boi się psów.
A to psów trzeba się bać? - zdziwiłem się, ale nic nie powiedziałem, bo i tak nikt by nie zrozumiał. Mimo tego i tak był to najpiękniejszy spacer.

Karolina Turek "Nauczycielka przedszkola. Pomiędzy pasją a zagubieniem"

http://blizejprzedszkola.pl/wydawnictwo/?162,nauczycielka-przedszkola-pomiedzy-pasja-a-zagubieniem
Karolina Turek, Nauczycielka przedszkola. Pomiędzy pasją a zagubieniem, Kraków "CEBP" 2015
Karolina Turek pokazuje nam, że bycie przedszkolanką to praca pełna wyzwań, ale i niosąca wiele radości. Nic tak bardzo nie cieszy bohaterek jak uśmiechy dzieci, z którymi pracują. "Nauczycielka przedszkola" pokazuje nam z jakimi problemami borykają się pracownicy tej placówki oświatowej. Z jednej strony mają kontakt z dziećmi nieradzącymi sobie z emocjami i wymaganiami dorosłych, z drugiej z rodzicami, którzy używają dzieci jako narzędzi do spełniania własnych marzeń lub jako narzędzia walki w procedurach rozwodowych. Nie zabraknie tu także dzieci z różnymi dysfunkcjami. Zadaniem nauczycielki jest pomoc podopiecznym w radzeniu sobie ze swoją odmiennością. Autorka pozwala rodzicom i nauczycielom lepiej zrozumieć jak ważna jest ich wzajemna współpraca i szacunek.
"Nauczycielka przedszkola" to dość nietypowa książka o pracy w przedszkolu. Nie jest to poradnik pokazujący jak pracować z dziećmi, jak współpracować z rodzicami, jakie powinny być relacje nauczycieli z dyrekcją, a mimo tego znajdziemy w niej wiele wzorców i przypadków. Powieść pozwala nam zobaczyć przedszkolny świat z różnych perspektyw. Zamiast rad znajdziemy tu konkretne przypadki i znane z życia problemy oraz przekonanie, że w życiu dzieci przedszkole pełni bardzo ważną rolę. Możliwość uczenia się w gronie rówieśników, nawiązywanie przyjaźni pozwala dziecku odkrywać siebie i innych ludzi na bezpiecznym gruncie. Dodatkowe zajęcia dla dzieci i rodziców pozwalają zacieśnić więzy.
Książkę polecam wszystkim rodzicom dzieci, które mają uczęszczać do jakiejkolwiek placówki oświatowej oraz nauczycielom. Wszyscy znajdą w niej wiele wskazówek. Lektura pozwoli na wzajemne zrozumienie.