Etykiety

środa, 18 września 2019

KONKURS: "Ludzie potrafią latać"

KONKURS na facebooku!
Do wygrania antologia radosnych opowiadań "Ludzie potrafią latać"
Aby wziąć udział w konkursie należy opowiedzieć o swoich szczęśliwych i radosnych sytuacjach, w których czuliście się jakbyście latali.
Zasady:
Tradycyjnie wybieram taką odpowiedź, która najbardziej mi się spodoba. Do zwycięzcy trafi zbiór radosnych opowiadań "Ludzie potrafią latać"
Wysyłka nagrody wyłącznie na terenie kraju. Dane osobowe będą wykorzystane tylko i wyłącznie do przesłania książki przez kuriera.
Konkurs trwa do 22 września do północy. Następnego dnia pod tym postem napiszę, do kogo trafia książka.
Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Novae Res i to ono prześle zwycięzcy nagrodę, więc książka będzie nowa, pachnąca farbą.
Zapraszam również na strony pisarzy:
Agnieszka Lingas-Łoniewska Pisarka Małgorzata Warda - autorka Alicja Sinicka - strona autorska Magda Knedler Anna Szafrańska - autorka Anna Kasiuk- strona autorska Jolanta Kosowska Daniel Koziarski - strona autorska Daniel Radziejewski - Autor Rafał Cichowski

Obraz 118 (płótno 24x30, f. akrylowe)


Spotkanie autorskie: Anna Kasiuk

„Ciebie szukam” (Wydawnictwo Czwarta Strona) to tytuł najnowszej powieści Anny Kasiuk. Tym razem autorka opisuje losy Marty, która całe życie poświęciła rodzinie. Gdy po wielu latach odchodzi od męża, dla którego liczy się tylko alkohol, musi poukładać je na nowo i sama zadbać o przyszłość nastoletniej córki. Kolejne randki tylko utwierdzają kobietę w przekonaniu, że na świecie nie ma już mężczyzn zainteresowanych prawdziwym uczuciem. Na dodatek w rodzinne strony wraca siostra, z którą Marta nie rozmawiała od wielu lat. Czy nudne życie w prowincjonalnym miasteczku może się odmienić?
empik (Aleja Jana Pawła II 82, Warszawa)
19 września godz. 18:00-20:00

wtorek, 17 września 2019

KONKURS: "Zgromadzenia" Joanny Jarczyk

KONKURS na facebooku!
Do wygrania dwa tomy "Zgromadzenia" Joanna Jarczyk

Aby wziąć udział w konkursie należy opowiedzieć o tym, jakie macie sprawdzone sposoby na szerzenie dobra.

Zasady:
Tradycyjnie wybieram taką odpowiedź, która najbardziej mi się spodoba. Do zwycięzcy trafią dwa tomy "Zgromadzenia" Joanny Jarczyk
Wysyłka nagrody wyłącznie na terenie kraju. Dane osobowe będą wykorzystane tylko i wyłącznie do przesłania książki przez kuriera.
Konkurs trwa do 22 września do północy. Następnego dnia pod tym postem napiszę, do kogo trafia książka.
Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Novae Res i to ono prześle zwycięzcy nagrodę, więc książka będzie nowa, pachnąca farbą.

poniedziałek, 16 września 2019

KONKURS: "Dni naszego życia" Małgorzaty Mikos

Zapraszam na facebooka.
Do wygrania dwa tomy "Dni naszego życia" Małgorzata Mikos​

Aby wziąć udział w konkursie należy opowiedzieć o przyjaźni lub znajomości, która zmieniła Wasze życie.

Zasady:
Tradycyjnie wybieram taką odpowiedź, która najbardziej mi się spodoba. Do zwycięzcy trafią dwa tomy "Dni naszego życia" Małgorzaty Mikos.
Wysyłka nagrody wyłącznie na terenie kraju. Dane osobowe będą wykorzystane tylko i wyłącznie do przesłania książki przez kuriera.
Konkurs trwa do 22 września do północy. Następnego dnia pod tym postem napiszę, do kogo trafia książka.
Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Novae Res​ i to ono prześle zwycięzcy nagrodę, więc książka będzie nowa, pachnąca farbą.

Obraz 119 (płótno 24x30, f. akrylowe)


piątek, 13 września 2019

Paweł Tański "Okolicznik północnych pól"


Paweł Tański, Okolicznik północnych pól, Szczecin, Bezrzecze „Forma” 2019
Granica między przeszłością i teraźniejszością nie jest jasna. Każde „teraz” szybko zmienia się w przeszłość, która nie wiadomo, gdzie się zaczyna, gdzie przebiega jaj granica między chwila obecną, a minioną. Owo rozdzielenie naznacza przemijające i trafiające na strychy, do piwnic, na śmietniki, na cele charytatywne rzeczy oraz odchodzenie ludzi. Przedmioty i ludzie trafiający do pamięci jako przechowalni po tym, co minęło  zostają zrównane. Krzesła, marynarka, guziki, czasopisma, sterty kaset magnetofonowych, płyty winylowe, zeszyty z nutami, pęki kluczy, schody i wiele innych przedmiotów zapamiętanych z powodu sentymentu kształtującego  wspomnienia, zmuszającego do wypowiadania uogólnień. To wszystko spięte w pamięci, powracające w formie obrazów przepełnionych dźwiękami i zapachami sprawia, że możemy odbyć sentymentalną wędrówkę do tego, co minione i na nowo przyjrzeć się scenom zabierającym nas do czasów dzieciństwa, dorastania i dojrzałości nasączonej przeszłością, znakami minionych dni, kształtujących teraźniejszość. „Okolicznik północnych pól” przepełniają opisy doznawania codzienności, która ze względu - a może dzięki – nadawcy i wyobraźni odbiorcy żyje.
W wierszach poeta szafuje nawiązaniami do innych twórców, wierszy, wydarzeń tworzących płynący strumień przeszłości, w której rozgraniczenia za pomocą dat nie są istotne. Ważny jest całokształt, uogólnienie codziennych zachowań, doznań, których odkrywanie przez strumień świadomości sprawia wrażenie chaotycznego i jednocześnie zaczarowanego czy zaklętego gdzieś na północnych polach. I to zaklinanie właśnie jest bardzo typowe w twórczości Pawła Tańskiego. Czasami magiczny krąg tworzą cyfry jak siódemka w tomie „Spod siódmego żebra”, inny razem kształt jak w tomie „Kreska” lub materia jak w „Glinnie”. Każda sprawia, że świat zostaje uchwycony w pewną formę sprawiającą wrażenie magicznego wyłaniania się ze szczęścia i prostoty. Dekonstruowanie znaczeń sprawia, że te tytułowe symbole, przedmioty i miejsca nabierają nowego znaczenia, przez co czasami trzeba się wyzwalać spod ich mocy. Każdy tom poezji Pawła Tańskiego sprawia wrażenie swoistej autobiografii, w której każdy element jest niezbędnym składnikiem całości kształtującej podmiot liryczny żyjący pomiędzy bliskimi, którzy obdarzają go cząstką siebie jak marynarkami noszonymi z powodu różnych okazji.
Ważnym narzędziem tworzenia czy odtwarzania świata, który ze względu na swoje przemijanie jest nieuchwytny jest tu metafora, co podkreślają nakładające się na siebie obrazy, przeskakujące obrazy składające się na Kosmos wierszy. Każdy przedmiot wart jest tu uwagi, opisania, opowiedzenia. Żywiołowość, młodość, witalność, siła zderzenia, spotkania i doznania – wszystko to obecne jest w każdym utworze wchodzącym w skład tomu „Okolicznik północnych pól” i z tego powodu przyjemnie się je czyta, ale trudniej o nich pisać, bo to, co najważniejsze (czyli obrazy i odczucia) staje się w pewnym sensie nieuchwytne, za szybko mijające. Żadna chwila nie daje człowiekowi wytchnienia, w żadnej nie może poleżeć i rozkoszować się, bo w każdej świat pędzi w nieokreślonym kierunku. Czas mija tu szybko, jest jedną chwilą, „wczoraj, przedwczoraj,/rok temu” – chwile przelatują ludziom przez życie niepostrzeżenie. Upływ czasu mierzymy w ilości przedmiotów, które przestały być zdatne do użytku, „doszlusowała do pozostałych, których już nie mam”. A podmiot liryczny ciągle wydaje się być ten sam, niezmienny, trwający, ale czy na pewno skoro jest bogatszy o bagaż doświadczeń?
Ważne są tu także kolory, wrażenia wzrokowe i dotykowe, emocje powstające w oczekiwaniu lub kontakcie ze światem, ponieważ tomik wierszy pełen wrażeń, opowieść o drażnieniu nimi zmysłów. Miękkość, delikatność, dzwonienie, pobrzękiwanie, dźwięki melodii, oddechu psa, jasne i wyraziste kolory, kontrasty wpisane w doświadczenia podmiotu lirycznego pobudzają wyobraźnię czytelnika. Jak w każdej książce Pawła Tańskiego świat tu jest nie tylko pełen barw i cieni rzucanych przez przeszkody stające na drodze światłu, ale i dźwięków, które wyłaniają się wraz z kolorami przedmiotów oraz zapachów pojawiającego się z barwami.
Kolejna rozpoznawalna cecha utworów poety to wiersze o długiej frazie, noszące cechy opowieści fabularnych, porywają obrazami, zderzeniami znaczeń, których jest tu tak wiele, że łatwiej je czytać niż o ich mówić. Już od pierwszego wersu przebija z nich przekonanie, że najcenniejsze są rzeczy bezcenne, że umiejętność cieszenia się drobiazgami pozwala wyzwolić się z materializmu i konsumpcjonizmu. A później wchodzimy w gąszcz znaczeń, symboli, gier słów, labirynty pełne metafor poruszających sprawy nam bliskie i świetnie oddając poszczątkowanie naszego życia, chaos i rozproszenie symboli, napływających doznań, odbieranych informacji. I ten miły w odbiorze natłok, do którego już przywykliśmy, bo towarzyszy nam na co dzień sprawia, że tak trudno uchwycić te wielotematyczne wiersze i ich zestawienie w tomiku. W poezji Pawła Tańskiego przemieszczamy się między obrazami, pojęciami, kształtami, odczuciami, liniami, barwami, kontrastami i nawarstwiającymi widokami bogatymi w dźwięki i zapachy. Mamy tu radość z chwili, której nie da się kupić, zawołania do elementów przyrody zestawionej z towarami, elementami miasta, ludzkim światem. Jeszcze jedna cecha utrudniająca opowiadanie o nich to ich tomikowa interseksualność: są plątaniną prowadzącą od jednego do drugiego, nawiązującą do wcześniejszych motywów i obrazów, którym towarzyszy bogactwo dźwięków: od śpiewów ptaków, przez miejski gwar, odgłosy tłuczonego szkła, obijających się rur, buchającej pary, tłuczonych garnków. Wszystko to z przesuwającymi się obrazami zmienia się i narasta, przemija. Szybkie przechodzenie od konkretnych znaczeń do ulotnych sprawia, że stajemy się odbiorcami tego wszystkiego, co Paweł Tański uchwycił z naszego szybkiego życia, pędzącej codzienności, ale gdy mamy o niej opowiedzieć czujemy, że jest to zadanie bardzo trudne, bo tego, co znajdziemy w jego książkach nie da się streścić. Można jedynie opowiedzieć o własnych emocjach, odczuciach, które pozostawia nam ta bardzo konkretna i mocno osadzona w naszym życiu poezja przemycająca nam wycinki konkretnych wydarzeń czy widoków, namacalnej rzeczywistości bogatej w kontrasty bardzo szybko następujące po sobie, co sprawia wrażenie, że w życiu czas nie jest tak ważny jak wrażenia i przeżycia, że to za czym często pędzimy jest bardzo nieuchwytne i niewarte naszej uwagi, bo jest wiele rzeczy, które mogą dać nam więcej szczęścia i doznań. Pozostaje tylko podzielenie się fragmentami, które pozwolą odkryć i pokazać urok tej twórczości:
„forty stoją jak stały, oddzielone dawno nieużywanymi
torami, polem, jezdnią, płotem z drutem kolczastym, kawałkiem ziemi,
znowu wysokim płotem. po forcie biegnie sarenka, patrzy, patrzy, zawraca,
znika za wojskowymi budynkami, w lesie wojskowego terenu,

tu niedawno jeszcze stacjonowała jednostka radzieckich junaków;
teraz stacjonuje nieczynny fort”.
„forty”, s.10
W wierszach Pawła Tańskiego przesuwają się obrazy z przeszłości i teraźniejszości. Wędruje swobodnie za skojarzeniami i obrazami, w których trudna przeszłość łączy się z idyllicznością i sprawia, że człowiek do niej tęskni.
„kiedy rodzi się lato,
gdy schną noce, nadpływa miasto i wyskakuje z zarośli”
„kiedy rodzi się pies, gdy schną podłogi”, s. 15
Znakiem rozpoznawalnym poezji Tańskiego jest też jego płynne przechodzenie od tytułu do wiersza. Często wydają się współgrającą całością. Poniżej celowo wydzieliłam tytuł cudzysłowem, aby pokazać, jak pięknie tworzy całość z resztą utworu:
„dziewczyna z pokąsanym prawym udem”
„wchodzi po schodach do zapadniętych policzkach pomieszczeń
policzonych od pierwszego do pierwszego na nadzieję na dziewczyńskie
wypady do hippisowskich komun dawnych palców kołder wietrzonych

na polnych balkonach wierzy z deski powrotne rozgrzane przesmyki
poduszek”. (s. 16)
czy
„korytarze pełne punktów”
„stoisk z różnymi produktami, idziesz i wąchasz świat przedmiotów,
dotykasz nosem jak pies trawę, jak chmura pyłów cenowych obniżek (…)”. (s. 18)
Paweł Tański tworząc obrazy zabiera nas w świat scenek, w których widzimy chłopców strojących gitary, dziewczynkę zgłębiającą tajniki chemii w szopie, wędrującego z wilczycą mężczyzny, wędrującego marynarza, dudniących klatek, pobrzękujących kluczy, wspinających się ludzi, wonnych wiosennych kwiatów, kobiet ćwiczących etiudy, śpiących psów, zapach zbieranych owoców i glinianych domów i wielu, wielu innych przesuwających się przed oczami w czasie lektury.
„w tej osadzie znalazłem swoje miejsce, uciekam tu z portowego miasta,
kiedy tylko mogę. las robi mi zdjęcia, chowa do dziupli, podrzuca
winylowe płyty i podsuwa pomysły na drogi przez los. widzisz,
pojemniki na mąkę są pełne, to dobrze wróży na przyszłość. ptak
stukał i stukał w szybę, chciał się chwilę ogrzać i polecieć dalej,
muzyka w nocy, naprawiłem słuchawki, chodzę sobie po domu,
deski schną, noszę w oku źdźbło”.
„słupski młyn”, s. 31.
W tomiku znajdziemy to, co w innych: swoisty sposób szafowania nawiązaniami do innych twórców, wierszy, wydarzeń tworzących płynący strumień teraźniejszości, w której rozgraniczenia za pomocą dat nie są istotne. Ważny jest całokształt, uogólnienie codziennych zachowań, bogactwo doznań, których odkrywanie przez strumień świadomości sprawia wrażenie chaotycznego i jednocześnie zaczarowanego czy zaklętego sprawiającego, że teraźniejszość staje się tu jeszcze mniej uchwytna. Całość sprawia wrażenie swoistej autobiografii, w której każdy element jest niezbędnym składnikiem całości kształtującej podmiot liryczny żyjący pomiędzy przyrodą, przedmiotami i bliskimi, którzy obdarzają go cząstką siebie jak marynarkami noszonymi z powodu różnych okazji i przemijające jak kolejne telefony komórkowe, lakiery do włosów, ciasteczka, o których pamięć wiedzie do innych wspomnień i odczuć.



czwartek, 12 września 2019

Biedni licealiści i większe ZUS-y, czyli o liberałach

Gdzie byli obrońcy uciśnionych licealistów latach 2000-2004, kiedy musiałam być na 7:00 na przystanku, aby na 8:00 dojechać do szkoły, a później nawet jeśli jednego dnia miałam lekcje do 13:30 to i tak musiałam wracać autobusem o 15:30, a kiedy miałam, 7 lekcji musiałam wracać autobusem o 16:30, ponieważ ze szkoły na przystanek było 15-30 minut (w zależności od życzliwości kierowców) na piechotę i trzeba było czekać na mrozie? Autobus jechał koło 30 minut, 10 minut na piechotę do domu i bardzo często byłam w domu po 17:00. Miewałam też 9 lekcji, a byłam ostatnim rocznikiem 8 klasy, więc szkoła powinna mieć pustki, ale problem polega na tym, że dyrektorzy wolą dać nauczycielom nadgodziny niż zatrudnić kolejnych. Nigdy (przez dojazdy) nie miałam szansy na uczestniczenie w zajęciach dodatkowych, ponieważ kolejny autobus był o 19:00... Byłabym w domu prawie o 20:00, a przecież trzeba było nauczyć się materiału z lekcji, odrobić zadania, pomóc mamie i dziadkom w pracach gospodarskich, a następnego dnia wstać o 6:00, żeby o 7:00 wsiąść do autobusu.
Problem z uczniami szkół średnich istnieje nie od dziś.
Chaos w szkołach też. Na razie żadna partia nie wysunęła sensownych rozwiązań, żadna nie przejęła się tym jak i czy uczniowie mają możliwość dojeżdżania do szkół. Uważają, że ten problem na rozwiązać wolny rynek. Jeśli małe miejscowości nie będą miały sensownej komunikacji publicznej to ludzie będą izolowani, bo nie każdy może, nie każdego stać na samochód. A mówienie "to powinni sobie kupić" jest jak mówienie "jak będziesz więcej pracował to więcej zarobisz", a jednocześnie urządzanie wielkiej afery, że najniższe krajowe mają być podniesione. Liberałowie, a może wystarczy więcej pracować i będzie Was stać na te większe ZUS-y i prywatne szkoły, żeby Wasze dzieci nie musiały cisnąć się z dziećmi biednych ludzi? Mam nadzieję, że wiecie, że to nie jest rozwiązanie problemów tylko tworzenie podziałów

środa, 11 września 2019

Bogusław Kierc "Jatentamten"


Bogusław Kierc, Jatentamten, Szczecin, Bezrzecze „Forma” 2017
Książki Bogusława Kierca są erudycyjne. Autor od swojego czytelnika w pewnym sensie wymaga oczytania, otwartości na skojarzenia, reinterpretacje oraz dekonstrukcję. Cechuje je też wychodzenie naprzeciw siebie, przeglądanie się w sobie, traktowania Ja jako Innego. To najlepiej widoczne jest w eseju „Notesprospera”, w którym przygotowywanie do roli to ciągłe szukanie i gubienie siebie, wyzwalanie się z siebie, ale też dawanie siebie postaci, w którą się wciela.
„Karawadżje” to z kolei interesująca podróż przez świat skojarzeń artysty wokół dzieł innego artysty. Bogusław Kierc krążąc z zafascynowaniem wokół prac Caravaggia w pewien sposób przegląda się w nich. Rzymski malarz staje się pretekstem do opowiedzenia o literaturze, filozofii, dekonstrukcji znanych motywów i tematów, podzielenia się hermeneutycznym spojrzeniem na wycinki kultury. „Karawadżje” jest tu spotkaniem poety – krytyka z malarstwem rzymskiego artysty i wielowiekową naleciałością, której obok licznych naukowych prac, analiz ekspertów nie brakuje filmu, współczesnych naśladowców upraszczających formy. Na spotkanie to warto wybrać się z reprodukcjami, sięgać po książki, słowniki.
A jeszcze wcześniej do czytelników trafiła „Cię-mność”, czyli prawdziwa bomba. W zbiorze tym człowiek staje naprzeciw świata: ludzi, rzeczy, własnych uczuć, wyobrażeń, w którym błądzi wśród zagranych przez siebie ról, bo życie to teatr, a ludzie są aktorami (Shakespeare) podobnymi do trzciny na wietrze, ale trzcina myśląca (Pascal). Właśnie ów proces myślowy każe człowiekowi stanąć naprzeciw Siebie i Innego (Buber). Jednocześnie pojawia się zwątpienie w realność odczuć i postrzegania siebie oraz swoich myśli. Z minuty na minutę patrzymy na tę samą rzecz odmiennie, tak jakbyśmy wszystko było tylko złudzeniem, jak w filmie „Otwórz oczy” reż. Amaenabara. To przywodzi też na myśl szaleńczą wizję Putmana z mózgami w słoikach, które drażnione przez naukowca tworzą kolejne uczucia i postrzegania. Czy nasz świat nie jest takim niesamowitym korowodem? Jest nim na pewno świat narratora „Cię-mności” – książki z tytułem kojarzącym się z ciemnością i z filozofią dialogu, w której miarą kontaktu jest nawiązanie nici kontaktu z Innym. Najprostszym narzędziem spełniającym właśnie tę funkcję kontaktu jest język, którego formy mogą obierać różnorodne kształty. Przekaz nie ma w sobie ograniczeń, a jednocześnie nie jest w stanie przekazać i odebrać całości postrzegania świata czy wręcz ogranicza owo postrzegania (Sapir i Whorf). W tym ograniczeniu daje nam szerokie pole manewru tworzenia świata za pomocą kompozycji czy metody przekazu. Podobnie jest też z „Bazgrołami”, o których napiszę niedługo.
Cechą wspólną twórczości Bogusława Kierca jest nagromadzenie wątków, symboli, idei. Poeta, aktor, eseista traktuje czytelnika jak równego sobie i tym sposobem wymaga od niego, że będzie równie wrażliwy, oczytany, wykształcony. „Jatentamten” – zbiór pozornie lekki, nieco erotyczny zabiera czytelnika w podróż niezwykłą, wymagającą skupienia, otwartości, wiedzy. Strumień świadomości jakim częstuje nas Bogusław Kierc pozwala delektować się rozmydleniami biegnącymi od wiersza do wiersza, od myśli do myśli, przez rzeźbę po literaturę (także tę religijną).I tym sposobem mamy tu do czynienia z substancją bardzo delikatną, bo z jednej strony poeta zabiera swoich odbiorców w świat religijno-psychiczny, a z drugiej homoseksualnego erotyzmu, z jednej strony mamy zmyślanie rzeczywistości, wypełnianie luk powstałych przez minimalny opis (konfabulacja), a z drugiej skłonność do pokazywania transseksualizmu, homoseksualizmu (inklinacja). Czytając wszystkie książki Bogusława Kierca mamy wrażenie, że wchodzimy w świat erotyki zakazanej, ale z drugiej strony pięknej i czystej. Dopiero po wczytaniu się w tekst trafia do nas to, że jest to zachwycanie się sobą, niewinne podglądanie siebie-młodego przez siebie-starego pragnącego bliskości tego pierwszego:
„(…) i nawet we śnie, kiedy niebieska pościel
unosiła się z nami, a my w tej pościeli,
niby w niebie i niby w stanie nieważkości,

leżeliśmy naprzeciw siebie i się śmiałeś
ze mnie, że tak patrzę, jakbym cię wśród ludzi
innych nigdy nie widział (…)”
„Sumienie”, s. 9
Pragnienie młodości, tęsknota za minionym – wszystko to ubrane w kunsztowne wiersze, w których doskonale wyczuwalna jest wieloletnia praca z utworami, w których rytm i rym jest ważny. Przy czym w „Jatentamten” są one łamane w zaskakujących miejscach, co sprawia, że ma się wrażenie, że kończy się pewna myśl i wypadałoby postawić kropkę, ale poeta jeszcze dopowiada, przenosi myśli, pozwala im płynąć w formie dystychu, tercyny czy sonetu. I tu znowu zaskakuje dbałość o liczbę sylab: jedenasto- i trzynastozgłoskowiec: z jednej stronny dość barokowe, a z drugiej pachnące takimi współcześniejszymi poetami jak Leśmian. I ta subtelna homoseksualna erotyka łączona z religijną z ekstazą sprawiają, że Bogusław Kierc umiejętnie buduje obrazy i wywołuje emocje w czytelniku:
„Grzmiał Anioł Pański. Słyszałem trzeszczenia
przęseł sklepienia nad dzwonem – to było
niczym skrzypienie łóżka pod ciałami

wczepionych w siebie”.
„Adoracja”, s.21
Seksualność i duchowość to nieodłączne elementy ludzkiego życia tak jakby sacrum i profanum nie mogło się rozłączyć i istnieć oddzielnie. Kierc bawiąc się dosłownością daje w pewien sposób do zrozumienia, że życie to całość: młodość-starość, erotyczność-duchowość istniejące tu nie tylko obok siebie, ale też przenikające się, „wpychające się” w ciało.
„(…) a chętniej bym się z siebie w nie-mnie przeniósł
(nie, żeby poczuć się piękniej i młodziej),

gdy jeszcze sam się sobie podobałem,
nie wiedząc, że się podoba sam sobie
tamten, co swoim zwierciadlanym ciałem
zetknął się z moim, gdy już do mnie dobiegł”.
„Nieprzyzwoite”, s 10
A dalej:
„Przez ciało moje (czy już twoje) się dobijam
do siebie, który w ciebie wtula się na brzegu
morza pochłanianego przez przeczyste niebo

sprzed półwiecza i prawie nie rozróżniam, czyja
nagość do nieba niemal niebieskiego przylega,
a czyja się odciska w piachu;
(…) być niczym obiekt
latający Skądinąd  a najpewniej – gołe
istnienie, co się cieszy gołością bez wstydu”.
„Przez ciało”, s 13
Wiersze Bogusława Kierca to też zapis doświadczeń, doznań, utrwalanie chwil. O doznaniach znad morza pisze:
„Nad gołym całe gołe
niebo się wdało w dołek

wykopany przez niego
prawie przy samym brzegu

morza, żeby odbite
wpływało z wodą i te

błyskotki się w łaskotki
przemieniły; kto pod kim
w dołku nie było jasne.
Błysnąłem, no to gasnę”.
„Wniebowzięty”, s. 14
I takim zapisem jest też wiersz „Goreje”, w którym poeta dzieli się z czytelnikiem doświadczeniem z czytelnikiem swoim pobytem w szpitalu po zawale. Mimo tak ważnych i poważnych tematów znajdziemy w jego wierszach to, co napędzało też i eseje: duża dawka autoironii, dystansu do siebie i świata, brak patosu.