Etykiety

sobota, 24 września 2022

Węgiel oddany

-Pani, nawet nie wie, pani, co się dzieje - zagadał do mnie znajomy miłośnik PiS-u.
-Co takiego?
-Węgla nie ma.
-A to wiem - chwalę się, bo chodzę, pytam i nie ma ekogroszku.
-A ma pani kupiony na zimę?
-Kupiony na zimę to jeszcze nie, ale mam kilka worków z ubiegłego sezonu. Tylko one w wodzie stały jak nam w czasie ulewy dom zalało i średnio chce się pali. Jak już się rozpali to dymi, śmierdzi, a wysuszyć nie ma jak, bo wilgotno. Chciałam kupić nowy i nie ma, więc wiem, że nie ma.
-A widzi pani, co to się porobiło. Wszystko przez Merkelową.
-Dlaczego przez nią?
-Zmanipulowała Tuska i on zrobił wszystko, żeby węgla nie było i drogi był. Gdyby nie PiS to nie byłoby nas stać na węgiel.
-Ale jakie stać jak go nie ma?
-Nie ma, nie ma, bo Szwabom wszystko oddał. Nawet drewno wywozi z Polski.
-Nie rozumiem. W jaki sposób on mógł coś Niemcom dać. Przecież on nawet nie jest w rządzie.
-Pani to nic nie rozumie.
#opowiemwambajkę #miłośnikpisu #węgiel #tusk

Kamila Mitek "Życie last minute"


„Usilne starania, by podążać za oczekiwaniami innych, tylko nas unieszczęśliwiają. Sprawiają, że stale czujemy presję, by zdarzyło się dokładnie to, co powinno, a nie to, czego naprawdę chcemy. A przecież nie na tym polega życie”.
Skupiając się na pracy i aktywności często zapominamy, że życie jest niesamowicie ulotne. Żyjemy bolączkami, pretensjami, żalem i złością wobec tego, co spotyka nas ze strony bliskich. Zamiast szczerze rozmawiać odgrywamy role. Prędzej czy później pojawia się czas olśnienia, że tak nie da się trwać. Czasami może być za późno na zmiany. A co jeśli mielibyśmy ostatnie chwile na zmiany? Nad tym przyjdzie zastanowić się bohaterkom książki Kamili Mitek „Życie last minute”. Pisarka zabiera nas do świata Izabeli i Adrianny, córki i matki. Obie wydają się mieć ułożone życie, dobrą codzienność jednak przychodzi w ich życiu taki czas, że w ich życiu pojawi się wiele zawirowań. Każda będzie chciała w jakiś sposób zmienić swoją codzienność i odkryje, że ich los rządzi się własnymi prawami, że nie da się wszystkiego zaplanować i przewidzieć.
„Wszystko, co się dzieje, ma znaczenie, choć nie od razu je dostrzegamy. Gdy po czasie elementy układanki wskakują na swoje miejsca, okazuje się, że patrzymy na obraz, którego się nie spodziewaliśmy, lecz który jest kompletny. Dokładnie taki, jaki miał być”.
Cała opowieść zaczyna się od poznania Izy, która właśnie robi zakupy w markecie, planuje obiad i ma dziwne zawroty głowy. Złe samopoczucie i dekoncentracje zrzuca na przemęczenie i przepracowanie. Spotkanie z dawnym znajomym sprawia, że zaczyna nieco uważniej przyglądać się swojej codzienności. Dostrzega, że jest wykorzystywana przez brata, który żyje marzeniami i wielkimi planami. Wymarzone mieszkanie, na które ciężko pracuje przestało być oazą spokoju i miejscem pozwalającym na wytchnienie. Zamiast tego z powodu wprowadzenia się do niej brata ma ciągle bałagan, konieczność zapełniania lodówki. Jest zła, sfrustrowana, ale nie potrafi postawić granicy. Jakby tego było mało pewnego dnia w domu zastaje też matkę, która oznajmia, że się wprowadziła, bo sprzedała własne mieszkanie.
„Każdy kolejny dzień można interpretować jako porażkę lub sukces – wszystko zależy od nastawienia. Te gorsze uczą pokory, te lepsze dają nadzieję”.
Iza należy do osób pracowitych, obowiązkowych i pedantycznych. Wszystko, co robi musi być dokładnie zaplanowane i dopracowane. To sprawia, że dawno przestała sobie pozwalać na spontaniczność w relacjach damsko-męskich. Zwłaszcza, że ostatni jej związek ze starszym i pozornie dojrzalszym mężczyzną skończył się katastrofą. Skupiona na przeżywaniu przeszłości nie potrafi żyć teraźniejszością. Dopiero pojawienie się w jej domu matki, jej zrzucenie maski, opowiedzenie prawdy o życiu, a także codzienne wyzwania sprawiają, że bohaterka przestaje mieć czas na rozczulanie się nad sobą i tym, co było. Zostanie zmuszona do łapania chwil. Zwłaszcza, że trafi do szpitala z dziwnymi objawami. Czy zwolnienie i pozwolenie sobie na przeżywaniu tego, co doświadcza pomoże jej na zmianę w życiu? Czy jej bliscy odnajdą w życiu to, czego szukają? Czy rodzina Izy stawi czoła przeciwnościom?
„Kiedy kochamy, życzymy innym życia w spokoju. Nie chcemy, by nasi bliscy zadręczali się poczuciem winy. Pragniemy dla nich duchowej równowagi. Wybaczenie to fundament miłości”.
Kamila Mitek zabiera nas do świata bardzo prawdopodobnego. Wykreowani przez nią bohaterzy są wyraziści i bardzo różnorodni. Poddawani różnorodnym próbom oraz wyzwaniom muszą dokonać ważnych życiowych wyborów. Pokazanie wydarzeń z perspektywy dwóch kobiet (matki i córki) pozwala na spojrzenie na wiele rzeczy dystansem. Autorka zabiera nas do świata, w którym rodzina potrafi nieźle namieszać w życiu, niesamowicie wkurzyć, ale też należy do tych, na których można liczyć. Zwłaszcza, kiedy pojawiają się symptomy choroby. Poważny i smutny temat przepleciony jest dużą dawką humoru, podkreślone są inne wydarzenia, przez co książkę czyta się przyjemnie i nie przytłacza. Autorka umiejętnie buduje fabułę: raz owo napięcie rośnie w bohaterkach, raz opada rozładowywane przez żarty, spostrzeżenia czy miłe wspomnienia. Tak jest też na początku powieści, kiedy wkurzona Iza wchodzi do swojego wymarzonego mieszkania, w którym zamiast ciszy i porządku zastaje wielki nieład. Pobrudzone szafki, walające się rzeczy sprawiają, że jest zła i ma ochotę zmusić brata do wyprowadzki. Jej emocje wyciszają wspomnienia z dzieciństwa, obrazy zafascynowanego muzyką nastolatka. Takie spojrzenie na niego sprawia, że jest w stanie zaakceptować wiele przewinień. Podobnie jest z niespodziewanym wprowadzeniem się matki. Początkową złość zastępuje refleksją i zaangażowaniem. Bohaterki dają się porwać emocjom, ale też potrafią zdystansować do negatywnych odczuć i uczą się cieszyć z życia, poszukują inspiracji, nowych znajomości.
„Czasem lepiej nie wracać do przeszłości i zachować z niej tylko drogocenne, niczym nieskalane wspomnienia, które dodają nam sił w trudnych momentach”.





Sherri Duskey Rinker i AG Ford "Na placu budowy dzień robót drogowych"


Po serię książek o placu budowy Sherri Duskey Rinker sięgnęłam ze sceptycyzmem. Wiedziałam, że będzie podobała się innym dzieciom, ale nie do końca byłam przekonana, że przypadnie mojej zafascynowanej zwierzakami córce. To jednak nie jej klimaty. A mimo tego stały się one w naszym domu hitem pozwalającym pokazać wiele spraw. Seria książek o placu budowy to ciekawy materiał pozwalający poruszyć z dziećmi wiele ważnych tematów. Pojawia się tu problem zasypiania, tolerancji, wartości i znaczenia każdego członka społeczeństwa, a także konieczności pożegnania się z zepsutymi rzeczami, pracy nad różnymi projektami. Do tego razem z pojazdami przygotowywałyśmy się do snu i świąt. Każda z publikacji przemyca cenną naukę: jesteśmy różni, mamy odmienne talenty, inne marzenia i pragnienia, a to sprawia, że możemy wzajemnie się uzupełniać i pomagać sobie. Życie mieszkańców placu budowy toczy się wokół wypełniania swoich zadań, realizowania wspólnego celu. To, że każdy ma inne zdolności pozwoli go łatwo zrealizować. Nie byłoby to możliwe, gdyby wszyscy byli tacy sami. Każdego dnia wszystkie maszyny budzą się, kiedy rozpoczyna się dzień, zapoznają się z planem i biorą się za pracę. Nie są to czynności chaotyczne, bo każdy doskonale wie, w czym jest najlepszy i z kim pracuje najskuteczniej, w jakich zajęciach jest specjalistą i nie wtrąca się do obszaru, na którym się nie zna. Piękne nieprawdaż? Takie pokazanie, że wcale nie musimy być najlepsi we wszystkim pomaga przypomnieć sobie, że wcale nie musimy ze sobą rywalizować, bo więcej osiągniemy współpracą i wzajemnym wsparciem. Wystarczy, że będziemy dobrzy w jednej rzeczy i będziemy doskonalić nasz talent. Niepozorne książeczki będą nie tylko doskonałą czytanką dla małych miłośników maszyn i podglądania placów budowy, ale przede wszystkim opowieścią terapeutyczną dla dzieci, które nie wierzą we własne możliwości, uważają, że zadania je przerastają i nie potrafią nawiązywać współpracy, są przekonane, że koniecznie muszą być dobre we wszystkim i mają problem z pożegnaniem się z rzeczami, które już nie nadają się do wykorzystania. Obserwując bohaterów dowiadujemy się też, że ważny jest efekt, trzymanie się planu i podziału zadań, a nie pośpiech, bo to pozwala na dobrą pracę. Jest to też seria resocjalizacyjna dla dzieciaków wyśmiewających innych tylko dlatego, że są inne. Dzięki niej możemy pokazać jak niesamowicie potrzebna jest różnorodność.

Poza tą mało oczywistą funkcją opowieść spełnia taką bardziej oczywistą: wprowadza w świat prac maszyn. Dzieci poznają nazwy i funkcje bohaterów i tym sposobem wzbogacają swoje słownictwo, poszerzają wiedzę o świecie. Warto zachęcić swoje pociechy do zakupu różnorodnych pojazdów i odgrywaniu zadań takich jak w książce: rysowanie planów budowy oraz wykorzystanie kolejnych maszyn do realizacji zadania.
Codzienne zajęcia mogą też urozmaicić kolorowanki z pojazdami, rysowanie ich i odrysowywanie. Szczególnie to ostatnie zadanie powinno przypaść przedszkolakom do gustu. Musimy tyko zaopatrzyć się w duże ilości papieru śniadaniowego i kalkę. Warto też spróbować zbudować bohaterów opowieści z opakowań. „Rety! Ktoś nowy na placu budowy” pozwalała oswoić nam się z innością, zmianami, „Snów kolorowych, placu budowy” pokazywał jak, że noc to ważna pora, która pozwala nabrać sił na kolejny dzień. „Wieczór gwiazdkowy na placu budowy” pokazuje, że każdy ma inne potrzeby i marzenia. „Mistrz kieszonkowy z placu budowy” uświadamia, że każdy jest ważny i może odegrać kluczową rolę. „Dzień rozbiórkowy na placu budowy” to z kolei przygoda związana z burzeniem, segregacją materiałów, uświadamianiem, że nawet przedmioty, z których nie możemy już korzystać w pewnym stopniu się przydają. Widzimy maszyny uwijające się, zaangażowane w swoje zadania i świadome, że o każdy drobiazg trzeba zadbać, dokładnie posprzątać, bo to pomoże przygotować plac do dalszej pracy. Do tego ważne jest dbanie o inne gatunki.

„Na placu budowy dzień robót drogowych” to opowieść o budowie bardzo potrzebnej i wygodnej drogi, która będzie dużo lepsza niż poprzednie, bo będzie ekspresowa. Tradycyjnie na początku lektury pojazdy udają się na miejsce pracy, gdzie poznają plany, dowiadują się, jakie czekają je zadania, a później każdy zabiera się do pracy. Nie ma tu leni i obiboków, nie ma mądralińskich znających się na wszystkim i oceniających. Każdy robi to, co do jego obowiązków należy, a te są związane z umiejętnościami pojazdów i dlatego wywrotka czy brumka przewożą towary, a nie ubijają nawierzchnię, cysterna spryskuje pylące podłoże, a nie spycha ziemię. Każdy jest tu ekspertem od zadań specjalnych we własnej dziedzinie, każdej zadanie jest bardzo ważne. Nie ma tu bohaterów, których praca jest mniej istotna. I to jest bardzo piękne w tej serii, bo pozwala uświadomić, młodym czytelnikom jak niesamowicie ważny jest wkład każdego w większe projekty.

Każda opowieść posiada piękne, dwustronicowe ilustracje Toma Lichtenhelda (w pierwszym tomie) i A.G. Forda (w pozostałych). Piękne kolory, prosta kreska i personifikacja bohaterów sprawia, że stają się oni bliżsi młodym czytelnikom. Na każdej stronie znajdziemy niewielką ilość tekstu bogatego w treści, dzięki czemu dzieci nie będą się nudziły. Joanna Wajs pięknie przenosi nasze pociechy w świat stworzony przez Sherri Duskey Rinker. Warto zamówić wszystkie części, bo każda wniesie cenne pouczenie i stanie się pretekstem do rozmów. Polecam.










piątek, 23 września 2022

Natalia Nowak-Lewandowska "Talerz pełen składników"


Czy raz na zawsze można uzyskać stabilizację i szczęście? A co, jeśli się okaże, że to, co mamy nie jest tym, czego chcemy? Czy i ile rzeczy możemy w życiu zmienić? Czy możemy uzależniać swoje życie od innych? Czy myślenie osobie jest egoizmem? Czy sukces polega na całkowitej dyspozycji w pracy? Z takimi pytaniami zmierzą się bohaterki książki Natalii Nowak-Lewandowskiej
 „Talerz pełen składników”.
Wchodząc do książki najpierw poznajemy każdą bohaterkę osobno. Przyglądamy się ich codzienności, borykaniu z trudami życia, zmaganiu z emocjami. Łączy je tylko to, że są w tym samym wieku. Nie znają się, nie mają ze sobą w sumie nic wspólnego. Każda z nich zabiera nas w inną historię, widzimy jak bardzo się różnią: bezdzietna zdradzona żona, matka Polka i singielka.
Pierwszą poznajemy Dorotę, która po zdradzie męża, jego przeprowadzce do kochanki jest rozbita. Całe swoje życie poświęciła ukochanemu, z którym dużo pracowała z sukcesem prowadząc wspólną firmę. Teraz straciła wszystko: pracę, męża i czuje się jak obiekt wymieniony na młodszy model. Zapada się w sobie, rozpacza, traci siły do życia. Mamy ochotę podejść do niej i nią potrząsnąć, powiedzieć, że „tego kwiata jest pół świata”. Ona jednak woli znikać, spać, unikać ludzi i tylko interwencja przyjaciółki sprawia, że daje się namówić na wyjście z domu.
Z kolei Julia ma kochającą rodzinę: trójkę dzieci i męża. Niestety też jest ze wszystkim sama. Pracuje i jeszcze samodzielnie zajmuje się domem oraz pociechami, bo jej mąż buja w obłokach, ucieka w książki, wymiguje się pracą. Kobieta nie może liczyć w żaden sposób na jego wsparcie. Zamiast tego ma całe mnóstwo obowiązków, które powinni wypełniać razem. W zamian nie może liczyć na nic. Nawet na życzenia urodzinowe i pamięć. Za to ma w pakiecie uszczypliwości teściowej.
Trzecią postacią jest przebojowa Iwona będąca samotną kobietą sukcesu. Brak stałego partnera to jej wybór. Czuje się z tym dobrze. Wie, że wcale nie musi być matką i żoną. Robi, co chce i z kim chce. Do tego ma świetną sytuację materialną. Tak troszkę ku rozpaczy tych mężczyzn, którzy uważają, że kobieta bez mężczyzny sobie nie poradzi. Ona sobie radzi. I to świetnie. Jednak, kiedy przygląda się swojemu życiu dostrzega, że daje się wykorzystywać w pracy, daje się manipulować wizją stania się współwłaścicielką firmy. Czy jednak tego chce?
Przełom w życiu bohaterek następuje w dniu czterdziestych urodzin. Robiony przez nie bilans życia wypada bardzo różnie. Jedno jest pewne: każda z nich pragnie zmian, jakiegoś powiewu świeżości, oderwania od rutyny, dużej dawki motywacji. Każda z odmiennych powodów zapisuje się na kurs, na którym mają okazję się poznać, podzielić się swoimi doświadczeniami, wesprzeć się, stworzyć prawdziwą babską drużynę.
Natalia Nowak-Lewandowska pokazuje czytelnikom, że na zmiany i rozwój nigdy nie jest za późno, a prawdziwych przyjaciół możemy spotkać w każdym wieku. To, że nie chodziliśmy z nimi do szkoły nie sprawia, że będzie to gorsza relacja. Może nawet i lepsza, bo wiemy, czego oczekujemy i co sami możemy z siebie dać. Bohaterki będą dla siebie bardzo dobrą grupą wsparcia, dzięki czemu łatwiej zmierzą się w przeciwnościami losu, wyzwaniami oraz pozwolą sobie na skupienie się na sobie, zdystansowanie do dotychczasowego życia. Różne historie pozwolą uświadomić nam, że każda z nas jest uwikłana w społeczne manipulacje i to od nas zależy, czy zechcemy nieco się od nich uwolnić, zrzucić z siebie nadmiar obowiązków. Dostaniemy też różne przykładny na to, w jaki sposób można to zrobić, bo nie każde rozwiązanie jest dla wszystkich. Natalia Nowak-Lewandowska uświadamia nas, że dążenie do równości i szczęścia zaczyna się od naszego nastawienia i działania. Mamy też okazję zobaczyć, że każdy życiorys obciążony jest różnymi wyzwaniami i ciężarami, które same na siebie wzięłyśmy. Uświadomimy sobie, że poluzowanie, zwolnienie, pozwolenie, aby inni mogli też wypełniać obowiązki sprawi, że zyskamy czas na to, co dla nas ważne i na chwilę wytchnienia. A najważniejsze jest to, że na takie zmiany nigdy nie jest za późno. Może i otoczenie będzie w szoku, może i będzie trzeba stoczyć kilka bitew o nowe podziały obowiązków, w szybszym tempie nauczyć samodzielności, ale gra jest tego warta.
Pisarka świetnie wykreowała bohaterów. Nie mamy tu nijakich postaci, które nic nie wnoszą w fabułę. Każdy jest tu inny, wyrazisty i wypełnia akcję. Do tego jest to publikacja pełna przemyśleń bohaterek mierzących się z różnymi dylematami i patrzącymi na obecne życie z dystansem osób, które wiedzą, jakie popełniły błędy. Dostrzegamy też jak bardzo krzywdzimy się ciągłym umartwianiem, przerabianiem w kółko tych samych problemów i udawaniem przed innymi, że wszystko jest w porządku. Mimo tego doskonale zdają sobie sprawę, że muszą się wspierać, że nowa znajomość jest z jednej strony odskocznią od codzienności, a z drugiej daje pewność, że mają na kogo liczyć.





środa, 21 września 2022

Aneta Krasińska "Nauczycielka z getta. Wciąż pod wiatr"


Książki z tematyką wojny i gettem zwykle kojarzą nam się z Warszawą. Zapominamy, że każde większe miasto miało swoje getto. Żydów przesiedlano, skupiano w jednym miejscu, a później wykorzystywano jako praktycznie darmową siłę roboczą. Praca za małe racje żywnościowe i przydziały opału, które nie starczały do ugotowania posiłków oraz zakwaterowanie po kilka rodzin w jednym pokoju była codziennością dla osób znajdujących się pod okupacją. W gettach te warunki były jeszcze gorsze.

Aneta Krasińska zabiera swoich czytelników do Łodzi i pozwala na poznanie tamtejszych warunków. Oczywiście powieść jest fikcją, ale opartą na źródłach. Pisarka świetnie wykreowała różnorodnych bohaterów, ich osobowości. Główną postacią uczyniła Laurę, która jest nauczycielką. Szczerze mówiąc od jakiegoś czasu mam wrażenie, że trafia do mnie sporo książek, w których głównych pojawiają się osoby wykonujące ten zawód. W końcu to niezwykłe zajęcie dla niezwykłych ludzi. Zwłaszcza, kiedy traktowany jest jako misja, możliwość przemieniania świata, zaszczepiania w młodych określonych postaw. Z tego punktu widzenia nauczyciel to nie tylko zawód. Przez dziesiątki lat był zajęciem z misją. Ludzie kochający dzieci, pragnący w młodych pokoleniach rozwinąć miłość do nauki i ojczyzny angażowali się społecznie. Cierpliwość, pomysłowość i pozytywne nastawienie do świata to często cechy osób zajmujących się nauczaniem. Nawet najtrudniejsze czasy nie zniechęciły ich do działania. Wojna zawsze była dla nich czasem największej próby, ale też możliwością sprawdzenia się, odkrycia znaczenia ich zajęcia, pokazania, że nawet w świecie terroru możliwa jest namiastka uwagi poświęconej drugiemu człowiekowi. To wtedy zasłynęły takie postacie jak Janusz Korczak, które dla dzieci były w stanie zrobić wiele. Oderwanie od okrutnych realiów, dawanie poczucia bezpieczeństwa tym najmłodszym, najbardziej bezbronnym było dla nich sensem życia. I tak jest też w przypadku głównej bohaterki powieści Anety Krasińskiej „Nauczycielka z getta”.

Do pierwszego tomu wchodzimy tuż przed wybuchem wojny. Ludzie mają czas na plany, marzenia i zaangażowanie w codzienność. Laura Kozłowska jest dwudziestotrzyletnią nauczycielką, która zaręczyła się z Dawidem Lewiatanem, synem jednego z profesorów. Ostatni wakacyjny wieczór 1939 roku mija na spotkaniu rodzin młodych, snuciu wielkich planów i podglądania niecierpliwości zakochanych, którzy chcą jak najszybciej być razem. Dowiadujemy się, że młody żyd gotowy jest przejść na katolicyzm, aby być z ukochaną. Widzimy zwyczajną scenę dwojga zakochanych, wchodzimy w świat ówczesnych konwenansów. Poranek następnego dnia wywraca wszystkim życie do góry nogami. Młoda nauczycielka w szkole dowiaduje się o wojnie. Odwołane lekcje, czas oczekiwania, pierwsze bombardowanie, ucieczki z miasta, irracjonalny powrót, wyprawy po jedzenie na wieś – to wszystko staje się zaskakującą codziennością, w której każdego dnia bohaterzy doświadczają coraz większej przemocy, strachu. Początkowy brak wiary w wojnę zmienia się w niedowierzanie w zło, z jakim ona się wiąże. Rewizje, przesiedlenia, brak jedzenia, bieda, zakaz opuszczania miasta, rozstrzelania, tworzenie getta i zakaz zawierania ślubów oraz uczestniczenia w obrządkach religijnych stają się codziennością. W takich realiach młodzi potajemnie ślubują sobie wierność i miłość. I niby Dawid jest bezpieczny, bo został ochrzczony, ale jego bliscy nadal pozostają przy judaizmie. Najpierw znika jego ojciec. Później reszta rodziny trafia do getta. Jednak pewnego dnia i on znika, by trafić do wyznaczonego przez Niemców miejsca. Zdesperowana Laura jest gotowa na wszystko, żeby być ze swoim mężem. Dopiero tam zrozumie, czym jest bezmiar wojennego okrucieństwa, zobaczy jak wiele granic przekroczyli okupanci. W tych trudnych warunkach zamierza zrobić dla tych, którzy są najbardziej bezbronni, czyli dzieci.
Laura Kozłowska to bohaterka harda i realizująca swoje plany. Niektóre z nich są tak absurdalne i zaskakujące, że aż wydają się nierealne. Za każdym razem, kiedy logika podpowiadała mi, że jej przedsięwzięcie się nie uda i jest zbyt szalone przypominałam sobie najdziwniejsze rzeczy, które robiła prababcia w czasie wojny. Z tej perspektywy powieść niesamowicie realna. Nawet ta wyprawa na wieś po jedzenie z dziecięcym wózkiem przyczepionym do roweru perspektywy wspomnień moich bliskich jest bardzo prawdziwa. Desperacja, brak innego wyjścia, sprawiają, że ludzie działają instynktownie, napędzani głodem i emocjami gotowi są na wiele. I właśnie to sprawia, że bohaterka gotowa jest też zamieszkać w getcie. Byle blisko osoby, którą kocha, jedynego bliskiego, którego ma.
Dzięki przeniesieniu akcji do getta możemy lepiej zobaczyć jak wiele zła doświadczają dzieci. To właśnie im Laura postanawia dać namiastkę normalności i przez nie doświadcza bliskości śmierci. Widzimy zabiegi Niemców dążących do zabicia w żydach nadziei i przejawów wrażliwości na potrzeby innych. Bezmiar przemocy, próba uchronienia się przed nią, dbanie tylko o siebie staje się coraz częstszą reakcją świadków przemocy.
Drugi tom zatytułowany „Wciąż pod wiatr” otwiera przeprowadzka bohaterki do mieszkania Szymona Szulca, z którym pracuje. Zamieszkanie z nim ma uchronić ją i nastoletnich szwagrów przez niemiłymi współlokatorami podkradającymi jedzenie. Trudne warunki sprawiają, że Laura jest wdzięczna za możliwość zmiany swojego otoczenia. Wydawałoby się, że w nowym miejscu czekają na jej bliskich tylko dobre rzeczy (jeśli tak można powiedzieć o wojennych realiach) wynikające ze zmiany pracy nastolatków na lżejszą. Szybko jednak okazuje się, że mężczyźni w każdym wieku potrzebni są do budowy płotu mającego być ogrodzeniem obozu resocjalizacyjnego dla sierot. To w nim pozbawione rodzicielskiej opieki dzieci zostaną poddane najcięższym próbom. Do tego obserwujemy zmagania mieszkańców z poczuciem straty, przesiedleniami, ciągłymi brakami towarów, wielkim głodem, drącymi się ubraniami oraz mrozem wkradającym się pod ubrania. Laura wystawiona jest na wiele prób. Od tego jak na nie zareaguje często będzie zależał los całej rodziny. Czy istnieją dobre wybory w świecie pełnym zła? Czy ludzie nadal potrafią się wspierać i doceniać? Czy uda jej się zdobyć informacje o bliskich?
Laura po raz kolejny jest postacią, która ma poczucie misji. Wie, że od jej zabiegów, starań, zaangażowania wiele zależy. Każdego dnia postępuje tak, aby wesprzeć krewnych męża. Dostrzega, że to nadal w pewnym sensie dzieci wymagające opieki i pilnowania chociaż przez okupantów traktowani są jak tania siła robocza. W drugim tomie nie zabraknie też tematu załamania nerwowego, próby samobójczej. Zobaczymy po raz kolejny jakie podziały stworzyli Niemcy.
Aneta Krasińska snuje bardzo realistyczną opowieść, w której widzimy rozstrzelania, bicie, terror i wielki głód. Od początku widoczna jest też kategoryzacja ludzi na tych stanowiących zagrożenie (naukowców), niepotrzebnych (wykształconych, ale nieznających języka niemieckiego), przydatnych (znających język niemiecki) i podludzi (żydów i każdego, kto im pomaga). Z jednej strony widzimy dramat ludzi zamkniętych w getcie, ich bezsilność, a z drugiej stajemy się świadkami umacniania się miłości.





Julia Quinn "Bridgertonowie. Magia pocałunku"


Seria Bridgertonowie to romans historyczny, czyli taki, który ubiera się w szaty z przeszłości, ale pozostawia wielkie pole do popisu dla autora, pozwala jego fantazji popłynąć i tylko przez elementy etykiety oraz wydarzeń historycznych osadzony jest w określonych czasach. Poza lekkimi nawiązaniami do historii cały schemat sprawia, że opowieść może być osadzona w jakichkolwiek realiach. Tu akurat wykorzystano epokę romantyzmu, otoczenie z popularnych romansów z epoki. Po tym rodzaju literatury też nie oczekujemy literatury wysokich lotów. To ciekawa rozrywka. Kostium z przeszłości sprawia, że nabiera ona znamion egzotyczności. Julia Quinn dobrze czuje ten gatunek. Wie, że napięcie buduje się wprowadzając w życie bohaterów zamieszanie związane z dylematami dotyczącymi wyboru ukochanej osoby. Rzucenie na szalę powinności oraz honoru sprawia, że czytelnik z jednej strony przenosi się do akcji przypominającej historie znane z książek Jane Austen, a z drugiej ma dużo współczesnych realiów. Opowieści te skutecznie podbiły serca czytelniczek. I tak jest też w przypadku przygód wykreowanych przez Julię Quinn, która dobrze włada słowem. Mamy tu bogaty język. Spotkałam się z twierdzeniem, że to taki Grey ubrany w kostium historyczny. Nic z tych rzeczy. E.L. James posługuje się naprawdę prostym językiem przypominającym pisaninę licealistki fantazjującej o poznaniu bogacza, który ją uwiedzie. Tu mamy bogatsze słownictwo i dylematy aktualne dla epoki, ale pisarka faktów historycznych się nie trzyma. Zresztą nie takie jest jej zadanie, bo romans to romans, a nie monografia naukowa.

Wydani pod pseudonimem Bridgertonowie znani są już od 20 lat. Nie do wszystkich książki dotarły, nie każdego oczarowały. Ich popularność wzrosła po ekranizacji w postaci serialu Netflixa. Razem z rosnącą ilością widzów wzrastało zainteresowanie książkami. To mi troszkę przypomniało sytuacji książki „Mary Poppins”, która stopniowo traciła popularność i ekranizacja sprawiła, że na nowo czytelnicy zainteresowali się nią i powstały nowe wydania. Tak jest i tu. Na fali tych wznowień, większej ilości tłumaczeń historia wykreowana przez Julię Quinn trafiła i do mnie. Jeśli znacie serial to mogę Was zapewnić, że w czasie lektury także będziecie dobrze się bawić, bo w kolejnych tomach akcja toczy się nieco inaczej, niektóre wątki są inne.

W pierwszym tomie, „Mój książę”, znajdziemy historię Daphne i Simona. Ich znajomość rozwija się powoli. Do tego na drodze do szczęścia staje konkurent oraz przeszłość. Bohaterzy odkryją też, że proste oceny oraz uwielbienie tłumu jest bardzo zmienne.
Drugi tom zatytułowany „Ktoś mnie pokochał” zawiera opowieść o Anthonym i jego poszukiwaniach kandydatki na żonę. Najstarszy z rodu Bridgertonów po śmierci ojca nosi na sobie ciężar odpowiedzialności za bliskich. Początek XIX wieku to czasy, kiedy kobiety zależne są od ojców, mężów i braci. Nie mogą podejmować samodzielnych decyzji i nie mogą za siebie odpowiadać. Z tego powodu ten obowiązek spoczywa na najstarszym z braci. Mający szczególną więź z ojcem nastolatek bardzo przeżył utratę rodzica. Autorka serwuje nam obraz bliskości ojca z synem, wspólnego spędzania czasu, nauki, poczucia ważności i miłości. Śmierć ukochanego ojca wywraca życie chłopaka do który nogami. Do tego miał obraz rodziny kochającej się. Jego rodzice pobrali się z miłości i przez to matka po śmierci ukochanego męża rozpacza. Anthony w pewien sposób jest przekonany, że jego czeka podobny los, czyli przedwczesna śmierć. Odkłada znalezienie żony. Do tego nie zamierza żenić się z miłości, aby małżonka nie cierpiała. W jego wizji małżeństwo ma być tylko czystą formalnością, potrzebną do zapewnienia ciągłości rodu. Kiedy jego poszukiwania żony wydają się nie odnosić powodzenia poznaje przepiękną uroczą Edwinę i jej irytującą starszą „siostrę” Kate uchodzącą za stara pannę i po śmierci rodziców wychowywaną przez Mary jak jej córka, ale żyjąca w cieniu młodszej. Wdzięczność za dom i rodzinę sprawiają, że kobieta gotowa jest wydać przyrodnią siostrę za najgodniejszego mężczyznę, jaki zwróci uwagę Edwiny. Okazuje się, że jest to Anthony, który wydaje się odwzajemniać uczucia. Cieszący się złą sławą najstarszy z Bridgertonów zdaniem Kate jest ostatnim kandydatem, którego należałoby brać pod uwagę. Cała sytuacja komplikuje się, kiedy w grę zaczynają wchodzić emocje i pożądanie hulaki i starej panny.

„Propozycja dżentelmena” opowieść o Benedicie Bridgertonie, czyli najbardziej rozchwytywanym kawalerze, którego serce skradła tajemnicza dama, którą poznał na balu maskowym. Tajemnicza piękność wkradła się do jego myśli i niepostrzeżenie wyślizgnęła się w balu. Okazuje się, że bez przyczyny to zrobiła. Macocha zakazała jej pokazywania się na balu. Nie przypuszczała jednak, że Benedict Bridgerton się w niej zakocha i będzie taki uparty. Problem polega na tym, że panienka jest nieślubną i nigdy nie uznaną przez hrabiego córką. Żyje dostatnio, ale nie może cieszyć się przywilejami członków rodów. Czy Benediktowi uda się ją odnaleźć? Jak podejdzie do wielu przeszkód stojących im na drodze?
„Miłosne tajemnice” przybliżają nam postać Colina Bridgertona, który wiele podróżuje i nie potrafi dostrzec, że znana mu od dziecka Penelopa Featherington jest nie tylko najlepszą przyjaciółką Eeloise, ale także i zakochaną w nim kobietą. To uczucie trwa już od wielu lat. Przyjaciółki mają już po dwadzieścia osiem lat i już najwyższy czas, żeby wyszły za mąż. Penelopa odkrywa tajemnicę Colina, przez którą zaczyna wątpić, że udało jej się go dobrze poznać. Czy to zniszczy relacje między nimi? Czy można zakochać się w kimś, kogo codziennie ma się na wyciągnięcie ręki?

Główną bohaterką tomu „Oświadczyny” jest dwudziestoośmioletnia Eloise Bridgerton, która nieco inne podejście do małżeństwa i uważa, że nie powinno być priorytetem w życiu kobiety. Chce w życiu robić ważniejsze rzeczy, dlatego nie zachwycała się przystojnymi kawalerami. Chciała poślubić kogoś, z kim będzie czuła duchowe porozumienie, ko będzie miał to coś, co ją poruszy i zauroczy. Dowiadujemy się, że umiera daleka kuzynka bohaterki. Od złożenia kondolencji wdowcowi zaczyna się ciekawa znajomość z  Sir Phillipem Cranem przekonanym, że nowa znajoma nie wyszła za mąż z powodu braku urody. Ona z ciekawości jedzie do niego, żeby się przekonać, kim jest intrygujący mężczyzna. Co z tego wyniknie?
„Grzesznik nawrócony” zabiera nas do świata Franceski i Michaela. Młody mężczyzna poznaje ukochaną w najbardziej tragicznym dla niego momencie, bo na przedślubnej kolacji. Jest nią oczarowany i odkrywa, że się zakochał od pierwszego wejrzenia. Pech chciał, że urocza dama stała się żoną jego stryjecznego brata, z którym się wychowywał i zawsze miał bliskie i bardzo dobre relacje. To właśnie dzięki temu jest częstym gościem w domu Johna i Franceski Stirlingów. Do tego Michael jest „ubogim krewnym” jej męża. Mija kolejny rok. Młodzi planują kolejną rocznicę, a młody kawaler nadal uchodzi za hulakę podbijającym kobiece serca. Robi to jednak z rozwagą. Ma swoje zasady. Wydawałoby się, że już na zawsze tak pozostanie: ona będzie mężatką, a on hulaką. Jednak jeden wieczór przewraca życie tej dwójki: on staje się bogaty, a ona wolna. I niby nic nie stoi na drodze do stworzenia związku, ale czy będzie on możliwy z kobietą, która uważa go tylko za dobrego przyjaciela?
Przyszedł czas na ostatni ślub panienki Bridgerton. Tym razem w tomie „Magia pocałunku” śledzimy losy najmłodszej z córek Hiacynty. Jej znajomość z Garethem St. Clairem będzie pięknie rozkwitać. Nim jednak do tego dojdzie poznamy go bliżej, dowiemy się jak wyglądało jego dzieciństwo oraz młodzieńcze lata. Dowiemy się, dlaczego ojciec go nienawidzi i pragnie zrobić wszystko, aby zostawić synowi same długi oraz zmusić go do ślubu z upośledzoną znajomą. Cieszący się złą sławą młodzieniec o dziwo okazuje się wrażliwcem, który nie jest w stanie zgodzić się na związek, z kimś kto umysłowo pozostaje dzieckiem. I to nie dlatego, że niemiałby z kim dyskutować, ale dlatego, że uważa, że pożycie małżeńskie dla panienki byłoby traumatyczne, bo emocjonalnie i intelektualnie przypomina dziecko, a nie dorosłą kobietę. Do tego poznajemy przeszłość, która wywróci dotychczasowe życie młodzieńca. Jedyna osoba, na której może polegać to mieszkająca w Londynie babcia mająca dziwaczne upodobania i potrafiąca wypowiadać szokujące opinie. To właśnie za sprawą lady Danbury Hiacynta będzie miała okazję poznać tego legendarnego hulakę. Mało tego: okaże się on jedynym mężczyzną niepojącym się jej inteligencji.
„Magia pocałunku” to tom obfitujący w intrygi i tajemnice. Jakby tych codziennych, związanych z życiem bohaterów było mało pojawią się też napisane po włosku pamiętniki będące jedynym spadkiem po przodkach (przynajmniej w oczach ojca Garetcha St. Claira). Autorka po raz kolejny świetnie snuje opowieść rozwijającego się uczucia. Czy miłość zwycięży?
Książki Julii Quinn cechuje lekki sposób pisania, swobodne posługiwanie się językiem, umiejętne budowanie napięcia, zwroty akcji wprowadzane w odpowiednim miejscu. Autorka doskonale wie, w jaki sposób zbudowane są romanse i wykorzystuje to snując intrygę. Znajdziemy tu humorystyczne przekomarzanki między głównymi bohaterami i wyraźną wzajemną fascynację oraz delikatny zarys tego, w jaki sposób mężczyźni traktowali kobiety w XIX wieku.
Pisarka z wprawą podsuwa czytelnikowi rozterki bohaterów, pokazuje ich wewnętrzne obawy i zmagania bohaterów. Nim uda się im odkryć prawdziwą miłość muszą zmierzyć się z własnymi lękami i szczerze odpowiedzieć sobie, czego tak naprawdę pragną.
Opowieść – jak na romans przystało – jest dość przewidywalna, ale bardzo przyjemnie i szybko się ją czyta. Spora dawka humoru, trafnych spostrzeżeń i sporo emocji związanych z kibicowaniem parze sprawiają, że opowieść wciąga. „Brigdertonowie” to seria, która spodoba się miłośnikom romansów.





wtorek, 20 września 2022

Anna M. Brengos "Scenariusz z życia"


Wydaje nam się, że możemy panować nad swoim życiem, że wszystko leży w naszych rękach i nie może stać się nic zaskakującego. Niestety mamy niewielki wpływ na to, co się dzieje. Nawet jeśli mamy pozornie nudną i poukładaną codzienność, o której myślimy, że tylko śmierć może ją wywrócić do góry nogami. Zbyt często to, co mamy uważamy za pewnik. I tak jest też w przypadku Marty, która ma już dorosłą córkę, wnuka, jest uwielbianą szkolną pedagożką oraz od lat ma tego samego męża. Jej życie toczy się wokół pracy, zajmowania się wnukiem, domem oraz dogadzaniu mężowi. Wszyscy są na pierwszym planie. Swoje potrzeby zepchnęła na dalszy plan. Dopiero zderzenie ze zdradą sprawia, że zauważa jak bardzo w każdej strefie życia dawała się wykorzystać.

Do powieści Anny M. Brengos „Scenariusz z życia” wchodzimy, kiedy bohaterka w okolicach teatru Roma dostrzega męża z dużo młodszą kochanką. Porażona tym widokiem Marta jest rozżalona, czuje, że całe jej życie legło w gruzach. Nie może jednak się nad sobą rozczulać, bo ma całe mnóstwo zajęć. W trudnej chwili znajduje wsparcie w przyjaciółce, która pomaga jej się pozbierać i zabiera na spotkanie, na którym Marta usłyszy, że musi w końcu zacząć żyć.
„- To znaczy, że mogę zrobić wszystko? - szepnęłam ze zdumieniem.
- Co tylko chcesz - potwierdził mistrz. - Ale pamiętaj, nie próbuj, po prostu rób”.
Wzięte do serca postanowienia stają się początkiem licznych przemian, eksperymentów, stawiania granic, odkrywania umiejętności asertywności, a także odkrywania prawdziwego oblicza bliskich. Spojrzenie z boku, z dystansu sprawia, że bohaterka dostrzega jak bardzo jej życie kręciło się wokół potrzeb innych ludzi. Nawet wygląd uzależniła od upodobań męża. Do tego nadskakiwała mu prasując koszule, dostarczając określonych skarpet, gotując ulubione obiadki, a nawet pilnując wizyt u specjalistów i dawkowania leków. Pierwsza metamorfoza to przede wszystkim wizyta u fryzjerki i w końcu dobranie najkorzystniejszej dla niej fryzury. Jednak to dopiero początek wielkich zmian w życiu Marty, która bardzo szybko postanawia, że o Bogusia powinna dbać ta, która korzysta z jego czułości, której ona już nie pamięta.
Pisarka pokazuje nam stopniową przemianę bohaterki: od żalu, rozpaczy, przez uświadomienie sobie, że musi zacząć żyć samodzielnie i myśleć o sobie po wzięcie swojego losu we własne ręce i spróbowanie nowych rzeczy. Mimo trudnego tematu, jakim jest zdrada i rozstanie mamy tu optymistyczną opowieść o wychodzeniu z kokonu, przemyślenia nad tym jak wyglądało jej życie, jakie ma marzenia, realizowaniem pragnień. Marta odkrywa w sobie pokłady energii i odwagi do próbowania nowych rzeczy. Początkowo widzimy bohaterkę skupioną na potrzebach innych i spychającą swoje zdanie, styl na szary koniec. Dopiero odkrycie zdrady wywołuje w niej bunt. Dostrzega, że mąż miał absurdalne wymagania, szef dokłada jej zajęć, a córka wykorzystuje do ciągłej opieki nad wnukiem. Poczucie bycia oszukaną sprawia, że Marta już nie chce tkwić w niesatysfakcjonującej relacji, w której ona jest jedyną osobą odpowiedzialną za domowy budżet i naprawy oraz sprzątanie i gotowanie. Uświadamia sobie, że wcale nie musi dbać o wiarołomnego męża. Baa, dorasta nawet do tego, żeby pomóc mu w podjęciu decyzji o wyprowadzce. Spakowanie jego rzeczy i wystawienie ich za drzwi to dopiero początek dużo większych zmian, wśród których będzie stanie się gwiazdą. W jaki sposób to osiągnie? Czego dowie się o bliskich po rozstaniu z wiarołomnym mężem?
„Scenariusz z życia” to pełna humoru opowieść o zdradzonej przykładnej żonie. Widzimy w książce zderzenie dwóch światów: bohaterki i najbliższych, którzy nie doceniają jej codziennego zaangażowania i zawsze traktują jak pewnik. Zarówno mąż jak i córka okazują się roszczeniowi. Oboje potrafią tylko brać. A czy któreś z nich zastanowiło się choć przez moment czego od życia chce Marta?  Pierwszoosobowa narracja i nieszablonowe dialogi, żywy język (strona czynna) sprawiają, że przez książkę mknie się. Do tego pisarka podsuwa nam ciekawe zwroty akcji i pouczające zakończenie. Po raz kolejny jestem zachwycona książką Anny M. Brengos.





poniedziałek, 19 września 2022

Rob Harrell "Batpig. Tom 2: Świnka wysokich lotów"


Świnie to zwierzęta kojarzące nam się z jedzeniem (ach te schabiki i szyneczki), ale też gapowatością, otyłością (gruby jak świnia), brakiem kultury (zachował się jak świnia), problemami z higieną osobistą (śmierdzisz jak świnia), cwaniactwem polityków (dopaść jak świnia koryta), brakiem ogłady (jeść jak świnia), wielkim lamentem (kwiczeć jak zarzynana świnia), pijaństwem (pijany jak świnia), szkodliwością (leźć jak świnia w ogród), brakiem powodzenia (mieć branie jak świnia w żydowskim domu), szkodzeniem komuś (podkładanie świni), niszczeniem (ryć jak świnia) i wiele, wiele innych. Jednym z powiedzeń jest stwierdzenie „zobaczysz to jak świnia niebo”. Wszystkie te określenia odwołują się do pozorów lub budowy anatomicznej. Ostatnie powiedzenie to wykorzystanie wiedzy na temat budowy kręgosłupa i świadomości, że uniemożliwia on podnoszenie głowy ku niebu i stąd przeświadczenie, że to zwierzę nie zobaczy nigdy nieba. Używane jest do podkreślenie niemożliwości dokonania pewnych rzeczy. I właśnie tego związku frazeologicznego użył autor
 (a raczej tłumacz) w pierwszym tomie. Drugi także opiera się na zabawie językiem. Tym razem mamy „Świnkę wysokich lotów”.

„Batpig. Zobaczyła świnka niebo” to komiks o przeciętnym prosiaku, uczniu klasy szóstej, który uwielbia kanapki, świn-colę, swoich przyjaciół (nietoperzycę Gryzeldę i karpia Karola), błotne kąpiele i gry na konsoli. Pewnego dnia Grześka Podlaskiego (jestem ciekawa, na ile tłumaczka inspirowała się skojarzeniami z nazwami producentów wędlin) odruchowo gryzie przyjaciółka, która okazuje się radioaktywne i z tego powodu z bohaterem zaczynają dziać się dziwne rzeczy: zyskuje moce, o których nawet mu się nie śniło i może być uosobieniem ulubionych komiksowych bohaterów. Grzesiek postanawia wziąć przykład z Wieprzowego Mściciela i zwalczać zło w Wielkim Mieście. Aby zachować anonimowość staje się Batpigiem w śmiesznym przebraniu z lateksu. Musi też odkryć i opanować swoje moce. Szukanie kostiumu, rozwijanie umiejętności nie są łatwe, ale jeszcze trudniejsze jest ukrywanie ich. Zwłaszcza, kiedy w pobliżu znajdzie się wścibski nielubiany młodszy kuzyn i Karol, który nie potrafi dochować żadnej tajemnicy. Superszpieg, jakim jest przyjaciel Grześka nie da się długo zwodzić. Baa, tajemnica może podzielić przyjaciół i podsycić chęć zemsty.
Wyzwań też będzie sporo: od oduczenia ludzi używania rynsztokowego języka po unieszkodliwienie napadających, a czasami nawet trafią się wielcy złoczyńcy dewastujący miasto. A wszystko z powodu jednej wielkiej tajemnicy i nieufności oraz pochodzenia.

"Batpig. Świnka wysokich lotów” to kolejna odsłona świńskich przygód. Tym razem Grześka męczą koszmary. Każdej nocy budzi się o określonej godzinie. Do tego w szkole zaczynają dziać się dziwne rzeczy: lekcje trwają zadziwiająco długo. Zdecydowanie dłużej niż zawsze, bo nawet nauczyciel traci siły i zniechęca się do omawiania tematu. Nasz świński bohater musi wkroczyć do akcji i odkryć, kto jest odpowiedzialny za spowolnienie czasu. W jaki sposób uda mu się pokonać złoczyńcę? Skąd wziął się nielubiący uczniów bohater? W jaki sposób koledzy Grześka pomogą mu się zmienić?
Druga przygoda związana jest z inwazją obcych. Dwaj kosmici nudzą się w czasie lotu. Jeden z nich stwierdza, że tęskni za dawnymi dobrymi czasami, kiedy to porywali mieszkańców planet i mieszali im w głowach. Postanawiają urozmaicić sobie czas i zabawić się kosztem istot zamieszkujących najbliższą planetę. Pada na Ziemię. Eksperyment zaczynają od zesłania deszczu przepoconych skarpet. Później poznają lęki losowo wybranego Ziemianina (pada na Karola) i tworzą potwora, który ma przestraszyć wszystkich. Batpig musi stawić czoło dziwnej istocie. Jak sobie poradzi wykorzystując do tego czas? Jakie ukryte talenty odkryje w sobie Grzesiek?
Rob Harrell w swoim komiksie przypominającym „Kapitana Majtasa”, „Super kota” i „Dognama” porusza wiele ważnych tematów: mamy tu zazdrość, złość, chęć odwetu, problem z gadulstwem, dotrzymywaniem tajemnic, ośmieszaniem, nękaniem. Autor wszystkie te złe rzeczy potępia i pokazuje, że nawet najbardziej wkurzający kuzyn może być dobrym kompanem, a przyjaciół trzeba doceniać.
W pierwszym tomie znajdziemy trzy opowieści: walka z gigantycznym jaszczurem, nauka nabierania wody w usta przez karpia Karola i ratowanie świata przed złolką Rzeźniczką, która chce zniszczyć fabrykę biszkoptów i wszystko zapasztecikować, zmienić w przetwórnię mięsa.
Drugi tom zawiera dwie przygody: jedną krótszą, drugą dłuższą. Mamy tu walk z panem tik takiem oraz kosmitami, czyli stałymi motywami wielu opowieści o superbohaterach. W każdej przyjaciele muszą wykazać się pomysłowością, wspierać Batpiga, a sam superbohater ma okazję odkrywać kolejne swoje moce, pokonywać własne słabości, ćwiczyć pomysłowość.
Prosta akcja, która z jednej strony pozwala na klipy z superbohaterów, a z drugiej pozwala na pokazanie siły przyjaźni oraz znaczenia dbania o dobre relacje, zwalczanie zła i spora dawka sugestii, nawiązań do innych dzieł sprawiają, że jest to komiks, który może być czytany przez każdego.
Bardzo podobało mi się pokazanie złoli w takim dziecięcym ujęciu: posługujący się „łaciną kibelkową” (pojawiają się takie słowa jak gówniany, kupa), chcących wystrzelić w kosmos superbohatera, odkryć jego tożsamość oraz produkować określone rzeczy, spowalniających czas, aby dzieci męczyły się w szkole na lekcji matematyki oraz zsyłanie deszczu spoconych skarpet. W kontekście Rzeźniczki mamy jasny komunikat, że dla niektórych świnie to źródło różnych mięs. Z kolei opowieść o woźnym pozwala uczniom zrozumieć, że trzeba dbać o otoczenie.
Ilustracje tu są bardzo proste. Nie ma też zabawy w nadmierne rozrysowanie tła. On często uznawane jest tu za nieistotne, co uwidacznia się w tym, że rysownik skupia się na bohaterach, ich relacjach, emocjach. Pojawiające się rzadko tło pozwala na osadzenie ich w konkretnym miejscu. Mamy tu też dużą różnorodność kolorów i spore litery. Tom czyta się bardzo szybko. Uważam, że to lektura dla uczniów nauczania początkowego i może jeszcze tak do piątych klas. Miłośnikom komiksów Dava Pinkey’a na pewno się spodoba.








niedziela, 18 września 2022

Laurent Dufreney i Miss Prickly "Koń by się uśmiał! Tom 1: Ale jazda!"


Egmont po raz kolejny podsuwa młodym czytelnikom znanych na świecie komiksowych autorów. Laurent Dufreney znany jest z „Les cochons dingues”
 i „Zoé Super”. Z kolei ilustratorka, Miss Prickly (Isabelle Mandrou), słynie z takich cykli jak „Mortelle Adèle”, „Animal Jack” oraz „Les cochons dingues”. Cykl „À cheval!” składa się z 9 zeszytów. W polskiej wersji mamy tytuł cyklu „Koń by się uśmiał” i wstępnie będą trzy albumy. Za to obszerniejsze, bo zawierające trzy zeszyty. W pierwszym znajdziemy oryginalne: Ale jazda, Co koń wskoczy i Co za tupet!
Akcja toczy się wokół humorystycznego pokazywania tego, co dzieje się w szkółce jeździeckiej z perspektywy jej mieszkańców, czyli koni i kucyków. Ich oczyma (a raczej narratora, który jest potrafi zrozumieć ich mowę) przyglądamy się codzienności. Do komiksu wchodzimy w czasie  spotkania z kolejnymi nowicjuszami. Opisy początkowo wydają się idealnie pasować do końskich bohaterów. Szybko jednak odkrywamy, że to ocena ludzi opisywanych przez obserwujących ich konie. Bohaterzy doskonale zdają sobie sprawę z naiwności i słabości początkujących jeźdźców i perfidnie to wykorzystują. Lubią też nabierać siebie nawzajem. Do tego każdy posiadający kopyta bohater ma wyrazisty charakter, szereg cech, które można by było przypisać ludziom. Ironiczne komentarze i przekomarzanie się bohaterów z uczniami oraz ze sobą prowadzi do szeregu zabawnych sytuacji napędzających życie w stajni.
Tom składa się z krótkich scenek podsuwających kolejny problem, z którym wszyscy należący do szkółki jeździeckiej muszą się mierzyć. Od początku widzimy akcję z rosnącym napięciem. Do tego mamy wrażenie, że zwierzęcy bohaterzy rozkręcają się w swojej pomysłowości. Znajdziemy tu takie ciekawe osobowości jak kucyk Klejnot i jego kompan Napoleon. Mamy też wiecznie zaspanego i zmęczonego Śpiocha, przewrażliwionego Cykora, piękną i niezdarną Bell ulegającą kontuzjom, szalonego Flasha z ADHD, kowbojskiego Kolta, wiecznie brudnego Brudaska i ciągle głodnego Łasucha. Oczywiście to nie wszystkie gwiazdy wykreowanego przez autorów zwierzyńca.
Bohaterzy są to zdecydowanie sarkastycznymi i często złośliwymi zwierzakami, ale ich sposób komunikowania się, wymiany poglądów sprawia, że czujemy się zauroczeni. Nawet jeśli widzimy jaki złośliwy mają stosunek do otoczenia, w jaki sposób komentują to, co się wokół nich dzieje. Stajemy się obserwatorami starć między ludźmi i zwierzętami oraz uświadamiamy sobie jak bardzo czworonożni towarzysze potrafią zakpić z opiekunów czy uczniów. Zdecydowanie trafnie wyłapują wszelkie absurdy codzienności i przywary ludzi, z którymi mają kontakt. Różnorodność ich charakterów i temperamentów świetnie napędza akcję i bardzo często jest siłą napędową większości żartów sytuacyjnych.
Autorzy zabierają nas do świata szkółki jeździeckiej, w której codzienność toczy się wokół sprzątania w boksach, karmienia, ujeżdżania koni, szczotkowania ich, zabierania na spacery, leczenia ich, lekcji jazdy, przygotowaniach do zawodów. Widzimy ludzi oczami koni, obserwujemy ich zabawne zachowania i starcia z zapędami zwierzaków, a czasami niespodzianki wynikające z nieświadomości, czego należy unikać. Konie tu kopią, gryzą, przygniatają do ściany. Widzimy jak zwierzęta potrafią żywo reagować na ludzkie zachowania, a nawet nastawienie. Są jak plotkary, które muszą każdą rzecz omówić, dowiedzieć się jak inni to postrzegają. Czasami bywają gapowate i nieporadne. Do tego wśród tych czworonogów mamy zadziwiające zachowania, ciekawe osobowości. Ludzie są tu zaledwie tłem do tego, co najważniejsze, czyli pokazania realiów szkółki, w której tak naprawdę rządzą konie.
Świetne rysunki będące na pograniczu klasycznych, anime i karykatury, ale z naciskiem na prostotę doskonale uwypuklają wady i zalety bohaterów. Mamy tu pojawiające się i znikające tło, w którym raz lepiej raz gorzej dopracowano szczegóły (zależy czy są one istotne). Żywe kolory, prosta kreska, podkreślenie ruchu czarnymi kreskami nadaje większości scen dynamizm. Do tego pokazywanie bohaterów z różnych perspektyw pozwala na piękne wyciągnięcie paradoksalnych zachowań. Cartoonowa grafika świetnie się tu sprawdza. Ludzcy bohaterzy mają w sobie coś z postaci anime: duże oczy, okrągłe głowy, które tylko dzieciństwie są nieproporcjonalnie za duże. Z wiekiem bohaterów ta cecha zanika.







Michel Rodrigue, Benouit du Peloux "Turbogalop. Tom 2"


Macie dość przesłodzonych opowieści o stadninach i jeźdźcach? Razi Was idealizowanie pracy z końmi, pokazywanie wszystkiego przez różowe okulary i przytulaśnego niczym pluszaki? Patrzycie na opowieści o młodych amazonkach jak na zdjęcia w czasopismach? To mam coś dla Was! Sporą dawkę brutalnych realiów doprawionych humorem, bo nawet najbardziej zaskakujące i niemiłe dla bohaterów wydarzania potrafią rozśmieszyć. A może nawet pozwolą spojrzeć na swoje otoczenie z innej perspektywy, zastanowić się nad pracą i panującymi w niej zasadami. I wcale nie musi być ona związana z końmi. Ważne są pewne typy zachowań jak gwiazdorzenie, zapominalstwo, zrzucanie na innych swoich obowiązków, naiwność i wiele innych są uniwersalne i mogą być pokazane przez pryzmat pracy w stadninie, czyli dość specyficznym środowisku.

„Turbogalop” to komiks o Monice prowadzącej hodowlę koni. Jej praca wymaga elastyczności, wytrwałości, zarządzania ludźmi, rozwiązywania konfliktów oraz umiejętności podziału zadań i czasami zaufaniu innym. Jej prawą ręką jest stajenny Albert. Końmi zajmują się też dwie dziewczyny, Madzia i Celina, które kochają się w synu właścicielki stajni i z tego powodu ciągle pakują się w kłopoty. Romeo, do którego wzdychają to zapatrzony w siebie narcyz uwielbiający wyręczać się innymi i wykorzystujący swoje powodzenie. Do tego kilka koni stanowi stałą ekipę opowieści. W tym dziwnym otoczeniu czasami pojawiają się ludzie spoza stajni, przez co czasami oni, a czasami pracownicy przeżywają szok kulturowy w czasie kontaktu. Mamy tu całe mnóstwo zabawnych opowieści o zachowaniach koni, ludzi i innych zwierząt. Pojawiają się problemy z gryzącymi owadami, uczniami szkoły jeździeckiej, dżokerami, właścicielami koni chcącymi wygrać zawody, weterynarzami, osobami dbającymi o pielęgnację zwierząt. Każda interakcja to całe mnóstwo śmiesznych konsekwencji i zadziwiających odkryć.

Du PeLoux i Rodrigue zabierają nas do świata stadniny, w którym codzienność toczy się wokół sprzątania w boksach, karmienia, ujeżdżania koni, szczotkowania ich, zabierania na spacery, przygotowywania na sprzedaż i wyścigi. Widzimy jak zwierzęta potrafią żywo reagować na ludzkie zachowania, a nawet nastawienie. Do tego wśród tych czworonogów mamy zadziwiające zachowania, ciekawe osobowości. Ludzie stanowią tu jakby tło pozwalające pokazać jak wygląda życie w stajniach z całym bagażem najbardziej zaskakujących wydarzeń oraz postaw. I to zarówno wśród zwierząt, jak i ludzi.
Pierwszy album „Turbogalopu” to doskonałe wprowadzenie do humorystycznej serii, w której zobaczymy życie w stadninie bez lukrowania, przesładzania i wymuskania. Mamy tu po prostu brutalne życie z całym mnóstwem wyzwań, zderzeń interesów. Troszkę to przypomina serię „Kamila i konie” autorstwa Mesange Lili, Turconi Stefano, ale mamy nieco bardziej dojrzałych bohaterów i przez to pojawiają się też wątki miłosne.
Drugi tom to świetna kontynuacja przygód. Bohaterzy zabierają nas w świat swojej codzienności pełnej paradoksów i niespodzianek. Zobaczymy kolejne przygody ze szkoły jazdy konnej, zawodów, a nawet pojawią się wątki świąteczne. Obserwujemy starcia charakterów  zarówno między ludźmi jak i zwierzętami oraz podglądamy sny pracowników stajni. Humorystyczne zwroty akcji sprawiają, że każdą scenkę pochłania się w zawrotnym tempie.
Albumy nie zawierają jednej opowieści z określonym początkiem i końcem. Mamy tu jednostronicowe scenki, które czasami bazują na zmianie perspektywy w danym momencie, a czasami są kilkoma minutami podglądania życia bohaterów. Tematem przewodnim jest tu pokazanie trudów i wyzwań związanych z pracą z końmi. Widzimy, że te szlachetne zwierzęta to nie tylko świetni kompani przejażdżek, ale też wymagający podopieczni, których trzeba czyścić, karmić, leczyć, mieć cierpliwość do ich humorów i pomysłów oraz psot. Każda scenka jest prosta i bazuje na humorystycznej poincie. To wcale nie odpiera owym opowieściom powagi, bo po śmiechu przyjdzie i czas na refleksję jak to wygląda w naszym życiu. Czy my jak bohaterzy przekarmiamy nasze pupile? A może czujemy, że oni nami rządzą i czasami mamy ich po dziurki w nosie? A może uważamy, że robią nam obciach swoim zachowaniem? A może nasze relacje w szkole lub pracy wyglądają jak osób pracujących w stadninie? Może dajemy wykorzystać się przystojniakowi lub szkolnej piękności? Może skupiany swoją uwagę na osobach, które nas nie szanują? Świetny komiks do poruszenia z młodymi czytelnikami ważnych tematów. Prawdziwa kopalnia postaw etycznych.
Świetne rysunki przypominające karykatury doskonale uwypuklają wady i zalety bohaterów. Mamy tu pojawiające się i znikające tło, w którym raz lepiej raz gorzej dopracowano szczegóły (zależy czy są one istotne). Żywe kolory, prosta kreska, podkreślenie ruchu czarnymi kreskami nadaje większości scen dynamizm. Do tego pokazywanie bohaterów z różnych perspektyw pozwala na piękne wyciągnięcie paradoksalnych zachowań. Typowa cartoonowa grafika świetnie się tu sprawdza.