czwartek, 24 lipca 2014

Wiadomości ASP nr 65

http://www.wiadomosciasp.pl/new/
Sześćdziesiąty piąty numer „Wiadomości ASP” (kwiecień 2014) jest skierowany do kandydatów na studia. Czasopismo zamiera opis możliwości kształcenia na uczelni i poza nią oraz zachęca do intensywnych działań, które pomogą kandydatom znaleźć pracę, o którą w obecnych warunkach jest trudno. Znajdziemy tam wskazówki, gdzie student może poszerzać swoje umiejętności oraz zainteresowania, w jaki sposób może kształtować swój wizerunek, aby pracodawcy właśnie z nim chcieli współpracować.
Jeśli chodzi o wybór kierunków to jest on bardzo szeroki i daje spore możliwości manewru oraz przekwalifikowania, jeśli stwierdzimy, że jednak wybrany kierunek nie pokrywa się z naszą wizją zarobkowego zajęcia. Sztuka i jej tworzenie jest wielką pasją, która nie zawsze przyniesie nam wielkie pieniądze i o tym otwarcie mówią osoby wypowiadające się dla czasopisma. Jest to jedyny szczery głos wśród nachalnie zapraszających kandydatów na studia na uczelni. W szkołach biznesu takiego nie usłyszymy. Tam sukces leje się szerokim korytem, a tu szerokimi pomysłami i pomocą wykładowców.
Poza papierową wersją czasopismo oferuje jeszcze szereg artykułów dostępnych za darmo na jego stronach. Oferta jest naprawdę szeroka i daje możliwość osobom z małych miast oraz wsi delikatnie wejść w klimat artystycznego światka.
Ten numer to doskonały i prosty sposób na zapoznanie się z ofertą uczelni oraz miasta z długą tradycją akademicką oraz kulturową. Polecam osobom, które chcą studiować kierunki od rzeźby przez konserwację po grafikę.

środa, 23 lipca 2014

Układanka pamięciowa

Układanka pamięciowa to zabawka, która teoretycznie służy do ćwiczenia pamięci, ale my się nie ograniczamy do zaleceń producenta. Jestem przecież „kreatywną” matką –Polką i wyznaczniki pomysłodawców mało mnie zwykle interesują, dlatego zabawki często wykorzystujemy na wiele sposobów, aby nam więcej służyły.
Pierwsza zabawa polega na rozłożeniu elementów tak, by było widać wszystkie obrazki. Dziecko pokazuje palcem (niektóre dzieci tego same nie robią i trzeba je nauczyć), a rodzic mówi, co jest na klocku. Kiedy już się dobrze zapoznamy z obrazkami i ich nazwami my mówimy, co dziecko ma nam pokazać, a dziecko wskazuje. Kolejny etap pojawia się, gdy dziecko już mówi: my pokazujemy palcem, a dziecko mówi, co to jest.
Druga zabawa to układanie w pary. Wszystkie elementy są rozłożone by było widać obrazki i dobieramy pary.
Trzecia zabawa jest taka jak przewidział producent, czyli zakrywany obrazki (przewracamy na stronę bez nich) i dziecko odkrywa kolejne i próbuje dopasować w pary. Jak się nie udaje to zakrywa i drugie dziecko ma szansę odnaleźć pasujący element.
Czwarta zabawa to „pociąg”: rodzic układa w odpowiedniej kolejności. Każde dziecku zrobić to samo, a następnie przestawia kilka elementów i dziecko ma zrobić to samo. Trzeba pamiętać, że zaczynamy od małej ilości „kart” i „ruchów”, które będziemy zwiększać z rozwojem dziecka.
Ja w dzieciństwie bawiłam się podobną zabawką, ale była papierowa i miała zdecydowanie więcej elementów. Ta jest twarda i bezpieczna dla dzieci. Drewniane karty są bardzo atrakcyjne wizualnie i posiadają drewniane pudełko z zamykaną pokrywką, co na pewno ucieszy rodzica sprzątającego zabawki.
Układanka pamięciowa Goki na pewno może być wykorzystana już przez kilkunastu miesięczne maluchy. Jest to doskonała zabawka do terapii i nauki.
http://kidy.pl/aktywnosc/zabawki/ukladanki_i_gry/goki_drewniane_memo_obrazki

puzzlowe przebieranki

Nauka dopasowywania elementów jest bardzo ważna dla dzieci od kilku miesięcy. Im wcześniej dziecko nabędzie tę umiejętność tym wcześniej będzie mogło wchodzić w samodzielne wykonywanie wielu czynności. Opanowanie umiejętności motorycznych jest też ważna w nauce mówienia. Bardzo dobrym pomysłem jest łączenie układanek z ubrankami. Dziecko uczy się nie tylko dopasowywać, ale też poszczególnych części garderoby. Na rynku zabawek jest wiele takich. My mamy misia – chłopca do ubierania. Drewniane pudełko, którego zamknięcie ma wydrążony kształt misia, zawiera kilka główek, korpusów i nóg. Dziecko musi dopasować elementy stroju do siebie i dać dowolną główkę z przedstawionymi emocjami. Zimą miś w stroju kąpielowym może być smutny, ponieważ mu za zimno, a latem w kurtce i szaliku… Możliwości istnieje wiele.

Te układanki są dla dzieci, które już opanowały chwytanie elementów układanek z wypustkami.

„Play me” oferuje jeszcze inne kombinacje: dwa misie, misie rodzice z dzieckiem, miś dziewczynka. Ja troszkę żałuję, że nie mamy dwóch misiów, ponieważ to troszkę utrudnia układanie, a moja córka już jest na tyle duża, że jeden miś to zdecydowanie za mało, ale czasami jeszcze daje się namówić na rozkładanie elementów i ich dopasowywanie.
Wielkim plusem tej zabawki jest drawniany pojemniczek na elementy, dzięki czemu nie muszę ich po spkończonej zabawie ciągle szukać pod łóżkiem tylko chowany do pudełka i odkładamy na regał.

drewniane owoce i warzywa

http://www.bigjigstoys.pl/cooking-wooden-toys/siatka-owocow-13-sztuk.html
Drewniane zabawki nie tylko mają swój urok i cieszą oko rodzica, ale mają coś, czego nie mają plastikowe: odpowiedni ciężar. To jest ważne przy owocach i warzywach wykorzystywanych do dziecięcego gotowania. Trudno zważyć plastikowego pomidora na zabawkowej czy nawet prawdziwej wadze. Drewniany już pokaże wartość, co zwiększy pole do popisów edukacyjnych rodziców. Poza tym jest zdecydowanie trwalszy. Plastikowy przypadkowo „uśmierciłam” nogą, a drewniany jest za twardy. Przy zakupie tego rodzaju zabawek należy pamiętać, że farba musi być trwała. Odpryskująca może zaszkodzić dziecku. Moja córka często próbuje „zjadać” zabawki udające owoce i warzywa: wkłada do buzi i liże. Do tego nie stroni przed rzucaniem wszelkich zabawek. Na wielu się zawiedliśmy, z innych jesteśmy bardzo zadowoleni.
http://www.bigjigstoys.pl/siatka-warzyw-17-sztuk.html
Do gustu przypadły nam drewniane owoce i warzywa firmy bigjigs toys. Poza drewnianą podstawą mają materialne wykończenie (w przypadku kukurydzy czy marchewki), co wzbogaca doznania dziecka i sprawia, że staje się ona atrakcyjniejsza. Takimi zabawkami można bawić się w sklep, gotowanie, segregowanie (na owoce i warzywa lub takie same). Testujemy je już od jesieni ubiegłego roku i muszę przyznać, że nie tylko nie uległy uszkodzeniom, ale też i zainteresowanie nie maleje. Firma deklaruje, że są to zabawki dla dzieci od trzeciego roku życia, ale u nas pojawiły się zdecydowanie wcześniej. Elementy są tak duże, że nawet gdyby dziecko chciało je połknąć czy w całości włożyć do buzi to nie da rady.
Niestety nie mamy jeszcze wszystkich owoców i warzyw, ale powoli uzupełniamy naszą cudowną kolekcję. Marzą nam się jeszcze inne drewniane zabawki udające produkty spożywcze. Na razie odkładamy pieniążki do skarbonki.

Adam Skwierczyński "Mesjasz"

http://zaczytani.pl/ksiazka/mesjasz,druk
Adam Skwierczyński, Mesjasz, Gdynia „novae res” 2014
Spiskowa teoria dziejów po raz kolejny została ładnie opowiedziana. Szare eminencje sterują światem i poganiają leniwe masy, by na czele państwa postawiły przywódcę, który pozwoli im zrealizować własne cele, a są one nietypowe: za pomocą zbrodni o dużym zasięgu doprowadzić do wyniesienia Żydów. Wszystko zaczyna się od Ariela Hartmana, który nie chce by jego naród kojarzono z brudem, smrodem, ubóstwem i upadkiem, ponieważ od wieków wiadomo, że są narodem wybranym, więc muszą rządzić innymi rasami, tak jak zwierzętami. Jego pragnienie rośnie i zmusza go do zgromadzenia drużyny siedmiu wpływowych znajomych, którzy mogą pomóc w realizacji. Żaden jednak nie chce na ten cel wyłożyć pieniędzy, żaden nie chce, by biedne masy przybyły do Ameryki, która jest ziemią obiecaną dla zaradnych. Postanawiają wspierać polityka o najbardziej antysemickich poglądach, a gdy ta wrogość do Żydów chwilowo w nim przygasa to sami ją wzniecają przez manipulację ludźmi oraz prasą. Są prawie jak bogowie: czuwają nad krokami ludzi, tylko ci ludzie nie bardzo chcą się słuchać i nim dojdzie do upragnionej wojny minie ponad dziesięć lat, a na obozy wyniszczające wstydliwy element muszą poczekać jeszcze troszkę. Kiedy miliony Żydów znajdą się w nich podeślą wzory na substancje trujące, aby unicestwiać pasożyty. Rasa panów ma być silna, a Niemcy mają stać się jedynie doskonałym narzędziem do osiągnięcia celu. Najdziwniejsze jest to, że pociągającymi za sznureczki interesów są Żydzi, którzy pragną śmierci swoich bliźnich, by nie kojarzono ich z biedotą, jakiej w Europie pełno. Cel – jak wiemy z historii – udało się osiągnąć, a że metody potępiono obwiniono nimi naiwnego Adolfa Hitlera, który tylko chciał zjednoczyć państwo, a zmuszono go do marszu poza wymarzone granice.
Pomysł na książkę znakomity. Gorzej z realizacją. Nie znaczy to, że książka jest kiepska. Bardzie nadaje się na sztukę niż na powieść, ponieważ o wydarzeniach dowiadujemy się z dialogów bohaterów. Jest na tyle sceniczna, że wszystko dzieje się prawie w jednym miejscy (z wyjątkiem rozdziałów ze Stanleyem Brandtem). Czytając książkę cały czas prześladowało mnie poczucie podobności do „Ceny” Waldemara Łysiaka, która wg autora pierwotnie miała być sztuką, ale ostatecznie wydał, jako powieść. I to jest wielki minus tych książek: są przegadane. Nie znajdziemy tam opisów przyrody (no, może nieliczne), niepotrzebnych opisów otoczenia (tylko tyle ile zawarto by w didaskaliach). Tak samo jak książkę Łysiaka czy nawet powieści Umberto Eco (zwłaszcza „Wahadło Foucaulta”) „Mesjasza” czyta się dość trudno. Wymaga ona dużego skupienie i chęci poznania dalszej manipulacji dziejami. Jest to książka zdecydowanie dla cierpliwych czytelników, którzy mają dość schematycznych książek z zakochanymi bohaterkami, których losy ulegają wielu zmianom, by szczęśliwie połączyć się z ukochanym. To jest opowieść o siedmiu Żydach, ich skąpstwie, manipulacji, przebiegłości i braku skrupułów. Wszelkie teorie o masonerii, Żydach urabiających ludzi, by osiągnąć swój cel mają tu swoje – co prawda fikcyjne (kto nam zagwarantuje, że tak nie było?) – potwierdzenie.
Z takim pomysłem na książkę jeszcze się nie spotkałam. Nowe spojrzenie na oklepane i na nowo odgrzewane tematy dotyczące niemieckiej historii. Mnie bardzo interesuje, jak na tę książkę zareagują Żydzi i Niemcy. Może zostaną przetłumaczone i wywołają prawdziwą burzę w dyskusji nad historią, może zmuszą kogoś do odmiennych poszukiwań w materiałach, akie pozostawiła nam historia. Można się na nią wkurzać lub zachwycać. Na pewno nie można przejść obok niej obojętnie. U mnie walczą dwa odczucia: pomysł genialny, a wykonanie i dopracowanie pod kątem poprawności języka pozostawia wiele do życzenia.