Etykiety

czwartek, 6 maja 2021

Marta Maruszczak "Wirus w koronie, bakteria w kapsule, czyli wyprawa do mikroświata" il. Artur Gulewicz


Jak bardzo zadziwiający i zaskakujący jest świat możemy przekonać się nie tylko oglądając zwierzęta, ale też poszerzając wiedzę o mikroświecie, którego znamy niewielki wycinek. Marta Maruszczak po raz kolejny zabiera nas w tajniki naszego otoczenia. Wcześniejsze jej publikacje pozwalały na proste wytłumaczenie, skąd się biorą dzieci, w jaki sposób powstają różnorodne dźwięki w naszym ciele oraz w jaki sposób funkcjonują zmysły. Tym razem zabiera nas na spacer, na którym poznamy wirusy i bakterie. Na początku lektury dowiemy się, na czym polega różnica między tymi dwoma elementami mikroświata, dlaczego jedne żyją, a inne nie oraz w jaki sposób ich obecność wpływa na nas. Następnie dokładniej przyjrzymy się wirusom, ich sposobom działania, nazwom poszczególnych typów oraz elementów. Znajdziemy też informacje na temat tego, co łączy wirusy atakujące organizmy żywe z wirusem komputerowym. Pojawiają się podstawowe informacje na temat działań chroniących przed tymi małymi, złośliwymi drobinami. Dalej wejdziemy w zadziwiający świat odporności. Autorka w prosty i obrazowy sposób pokazała, w jaki sposób nasze ciało chroni się przed intruzami oraz w jaki sposób próbują one ciągle atakować nasz organizm. Podstawowe informacje dotyczące limfocytów, nabywania odporności pozwolą zrozumieć znaczenie szczepień. Znajdziemy też sporo informacji na temat tego, w jaki sposób dbać o odporność. Marta Maruszczak pokazuje, jakie znaczenie ma odpowiednia dieta oraz regularne ćwiczenia, przebywanie na świeżym powietrzu, unikanie osób chorych. Dalej wchodzimy w podstawowe informacje dotyczące tego, w jaki sposób nasze ciało reaguje na infekcję. Pojawią się też pojęcia mutacji, replikacji, by następnie płynnie przejść do wyjaśnienia, dlaczego wiele chorób powraca, mimo tego, że już je przechorowaliśmy. Pięknie zobrazowano, w jaki sposób przemieszczają się wirusy, kogo atakują i czy rośliny są od nich wolne. Sporo miejsca poświęcono koronowirusowi, przenoszeniu chorób ze zwierząt na ludzi oraz środkom bezpieczeństwa, różnicom między epidemią, a pandemią.
Po dokładnym zapoznaniu się z wirusami przechodzimy do świata bakterii. Zobaczymy ich bardzo zróżnicowane budowy, wpływ na ludzki organizm, uświadomimy sobie, w jaki sposób wpływają na warunki atmosferyczne i w jaki sposób pomagają oczyścić powietrze, usunąć śmieci, produkować zdrową żywność, ale też szkodzić przez wywoływanie chorób.
Marta Maruszczak z wielką wprawą oprowadza nas po świecie mikroorganizmów, tłumaczy ich działanie, obecność, sposoby wykorzystania ich i chronienia się przed złośliwymi. Do każdego tematu podano wiele ciekawostek i pokazano jak w prosty sposób możemy zadbać o swoją odporność. Zawarta wiedza interesująca, przemyślana, barwna, a do tego z dużą ilością informacji, które przydają się dziecku nie tylko na lekcjach przyrody czy biologii. Solidna oprawa, bardzo dobrze zszyte strony i bardzo sugestywne ilustracje Artura Gulewicza dopełniają całość. Warto sięgnąć po tę książkę. Zachęcam Was również do czytania innych książek Marty Maruszczak, ponieważ każda z nich zawiera dużą dawkę wiedzy przybliżonej młodym czytelnikom w bardzo prosty sposób.






Jeff Kinney "Dziennik cwaniaczka. Zupełne dno"


Jeśli wydaje Wam się, że cokolwiek, za co się zabierzecie jest totalną klapą po możecie być pewni, że są tacy, którzy wręcz przyciągają nieszczęścia. Do takich „szczęściarzy” należy rodzina Heffleyów. Jeśli zaplanują sobie pobyt w tropikach to możemy mieć pewność, że to będą najbardziej katastrofalne wakacje. Święta? I tu jest wiele do zepsucie. O zimach i podróżach oraz szkole nawet nie ma, co wspominać, bo jeśli człowiek w domu jest w stanie zrobić tak totalną demolkę, że musi zamieszać u mamy/teściowej/babci, aby doprowadzono dom do ładu to możemy być pewni, że cokolwiek zrobią poza domem będzie jeszcze bardziej niebezpieczne i ściągnie na nich wielkie kłopoty. W końcu na im większą ilość kontaktów z ludźmi się wystawią tym porażki bardziej urozmaicone. Każde działanie Heffleyów kończyły się katastrofą, do której prowadzi coś jakby pasmo samonapędzających się nieszczęść. Można powiedzieć, że po tylu latach bohaterzy powinni sobie zdawać już sprawę, że mają nie podejmować nowych wyzwań, bo wszystko zawsze kończy się wielką klapą i ogromnymi kosztami. Oni jednak są niereformowalni. Jeśli za długo żyją spokojnie to odnosi się wrażenie, że ich ten spokój uwiera.
Poprzedni tom, czyli „Totalna demolka” zaczął się bardzo niewinnie, bo od domowych porządków, wyrzucania zbędnych rzeczy, robienia miejsca w szafach, wspomnieniach przedmiotów, które wykonało się w przedszkolu, zabawek, które już dawno przestały działać, czy nieodpakowanych prezentów. Takie akcje jak najbardziej są potrzebne, ale rodzina Heffleyów powinna wiedzieć, że to też nie dla nich, bo w czasie sprzątania czyha na nas bardzo dużo niebezpieczeństw, np. garażówka w wykonaniu Grega i jego łeb do interesów.
Kiedy już zaczyna się wyciszać okazuje się, że zmarła ciotka, a to przyczyni się do wywrócenia życia całej rodzinie, która bardzo szybko dochodzi do wniosku, że lepiej byłoby nie dostawać żadnego spadku, bo z tym tylko same kłopoty. Zwłaszcza, kiedy pieniądze chce się rozsądnie wydać na poprawienie swoich warunków bytowych z naciskiem na remont. I znowu w Franku Heffleyu włącza się jakaś dziwna potrzeba wychowania z syna twardziela, a to kolejny krok do katastrofy, której rezultaty możemy podziwiać w tomie „Zupełne dno”. Zdemolowany remontem dom zmusza bohaterów do zamieszkania u babci. Nie jest to szczyt ich marzeń, bo lądują w piwnicy. Wszystko chyba przez to, że goszcząca ich kobieta zdaje sobie sprawę, jakie spustoszenie mogą siać. W ciasnej piwnicy muszą gnieździć się po kilka godzin dziennie. Do tego nie ma w niej toalety czy kuchni. Jest tylko przestrzeń do spania. Zmęczeni warunkami mieszkaniowymi i brakiem budżetu na lepsze z radością przyjmują wiadomość o tym, że mają zabrać z podjazdu drugiej babci kampera należącego do wujka. Taki pojazd daje duże możliwości. Zwłaszcza, że są wakacje i można spokojnie ruszyć w świat. Gorzej, kiedy jest się Heffleyami i takie słowo jak spokój w ich słowniku nie istnieje. Możecie być pewni, że wakacyjny wyjazd będzie pasmem nieszczęść.
We wszystkich tomach „Dziennika cwaniaczka” akcja mknie niczym pociąg pośpieszny (oczywiście nie w Polsce), a wydarzenia nieuchronnie następują po sobie niczym w dominie: jeden przewrócony klocuszek powoduje prawdziwą lawinę zdarzeń, które jedynie może zatrzymać przewrócenie się wszystkich.
Całość napisano w formie dziennika wzbogaconego ilustracjami autora. W poszczególnych akapitach pierwszoosobowy narrator (Greg) przeskakuje z tematu na temat, co sprawia, że lektura jest bardzo interesująca i wciągająca. Zdania w stronie czynnej, duża dawka humoru – to wszystko sprawia, że kolejny tom „Dziennika cwaniaczka” wciąga od pierwszych stron i po przeczytaniu jednej części nie sposób nie sięgnąć po kolejne, dlatego zdecydowanie polecam wszystkim młodym czytelnikom, którzy uważa, że książki są nudne. Tu nie ma czasu na znudzenie. Akcja galopuje, do tego kolejne wydarzenia okraszone prostym humorem sytuacyjnym sprawiają, że lektura zdecydowanie poprawia humor.
Fabuła każdego tomu zawsze ma temat przewodni. Raz są nim wakacje, innym razem święta, nauka w gimnazjum, relacje z rodzeństwem, twarde wychowanie, dojrzewanie, konsekwencje złych czynów, pierwsze związki, rodzinne wyprawy czy kult przeszłości rodziców. Niedługie nakładające się na siebie scenki wprowadzające kolejne elementy napięcia i kończące się zabawnym rozwiązaniem sprawiają, że lekturę czyta się bardzo szybko i z zainteresowaniem. Aby dodatkowo urozmaicić czytanie w książce nie zabraknie elementów komiksowych, dzięki czemu sięgają po nią również młodzi przeciwnicy spędzania wolnego czasu z książką. Naszpikowanie dużą dawką humoru skutecznie zachęca dzieci do czytania.
"Dziennik cwaniaczka" to lektura doskonała dla wszystkich uczniów. Niewinna fabuła kryje w sobie wiele prawd, nad którymi można rodzinnie dyskutować, a do tego rozbawi zarówno dzieci, jak i dorosłych, a opornych czytelników zachęci do czytania. Książka ma tak duże powodzenie, że powstają kolejne tomy, wznowienia, tłumaczenia, a nawet filmy o przygodach pechowego Grega. Zdecydowanie polecam wszystkim, którzy szukają pomysłu na zimową lekturę dla swoich pociech.







sobota, 1 maja 2021

Christopher Lynch "Lęk u dzieci ze spektrum autyzmu. Praktyczne porady dla rodziców"


Lęk to jedna z tych emocji, która pozwalała ludzkości przetrwać. To właśnie poczucie strachu sprawiało, że człowiek schodził z drogi drapieżnikom, opracowywał metody polowania i obrony. Poczucie zagrożenia motywowało do ulepszania zastanych narzędzi. Dzięki tej emocji organizm stawał się bardziej czujny i wytrzymały. To sprawiało, że mógł on szybciej reagować, sprawniej działać i przetrwać. Z tej perspektywy lęk to uczucie pozytywne, bo motywujące, sprawiające, że ludzie zbierali wszystkie swoje siły do działania, dzięki czemu gatunek mógł przetrwać. Z drugiej strony jest to uczucie nieprzyjemne, wywołujące napięcie, wytężające wszystkie zmysły i skłaniający do przewidywania niebezpieczeństw. Przez lęk zaczynamy odczuwać niepokój i napięcie. I nie ma w tym nic złego, jeśli tylko zdarza się sporadycznie. Współczesny świat nie stwarza takiego zagrożenia życia, z jakim przed wiekami mieli do czynienia nasi przodkowie. Mimo tego reakcje lękowe nie zniknęły, ale sygnalizują o fałszywych niebezpieczeństwach, czyli istniejących tylko w naszej wyobraźni. Długo utrzymujące się poczucie zagrożenia prowadzi do złego samopoczucia i szeregu negatywnych zachowań. Lęk jest jedną z tych emocji, która ciągle towarzyszy osobom ze spektrum autyzmu, ponieważ jest on reakcją na nowe rzeczy lub znane, ale stresujące sytuacje. Uczycie to zdecydowanie częściej występuje u dzieci z autyzmem niż u innych i ma ono znaczący wpływ na zachowanie oraz destrukcyjne działania osoby odczuwającej go, dlatego niesamowicie ważna jest praca nad nim. Lęk nasilony powoduje dystres, który paraliżuje i sprawia, że osoba przeżywająca go nie jest w stanie zapanować nad reakcjami swojego ciała. Może u niej występować kołatanie serca, drżenie rąk, pocenie się, mdłości, zawroty oraz bóle głowy i prowadzi do zamartwiania się. To właśnie sprawiło, że postanowiłam zgłębić temat.
Autor na początku publikacji wprowadza czytelników w problem, aby mogli zrozumieć jego wagę. Dalej wchodzimy w obszar rozpoznawania symptomów lęku. Christopher Lynch podkreśla, że wiele autyków nie jest w stanie wskazać, co wywołuje w nich określone uczucia. Dzieje się to z dwóch powodów: barier językowych oraz przez uogólnianie, rozciąganie emocji na inne obszary. Do tego lęk obezwładnia tak szybko, że nawet osoby mówiące mogą mieć problem z zakomunikowaniem odczuwania go. Autor wskazuje, w jaki sposób odkryć to u dziecka tę krzywdzącą go emocję. Kiedy już uzyskamy pewność możemy zidentyfikować obszary, które przyczyniają się do odczuwania negatywnych emocji. Badacz wyjaśnia znaczenie dokładnego wskazania przyczyn lęku oraz wskazuje najważniejszych źródeł, ponieważ to pomoże w lepszej pomocy. Znajdziemy tu wyjaśnienie, dlaczego dany obszar jest ważny, a następnie wskazówki, w jaki sposób pracować, aby je wspierać. Lynch wskazuje pięć podejrzanych, czyli obszarów, które przyczyniają się do odczuwania lęku: sztywność, wrażliwość sensoryczna, wyzwania społeczne, bariery komunikacyjne i frustracja wykonywanym zadaniem. Następnie wchodzimy w obszar typowania najważniejszych czynników wywołujących strach i metod pracy. Każdemu obszarowi poświęcono osobny rozdział i wskazano, w jaki sposób wspierać osobę z autyzmem i wprowadzić w obszar reagowania ciała oraz sposobów relaksu, aby z czasem potrafiła samodzielnie panować nad emocjami, oswojenie z wyzwalaczami od lęku. Christopher Lynch wskazuje kilka prostych strategii pozwalającej na uwolnienie się od strachu, zdenerwowania. Nie są to wyszukane ćwiczenia tylko dokładnie omówione zasady prostej relaksacji. Następnie wchodzimy w obszar pięciu „podejrzanych” - czyli stref, w których może pojawić się lęk - w szkole.
Autor krok po kroku w bardzo prosty wprowadza nas w obszar negatywnych emocji i pokazuje, w jaki sposób je wykrywać, definiować, odkrywać przyczyny oraz pracować. Kładzie nacisk na znaczenie samoświadomości osób z autyzmem, ich wiedzy o szkodliwych skutkach stresu, świadomości, że sami mogą pomóc sobie. Pojawia się tam też problem znaczenia religii, jako elementu terapii. Terapeuta wskazuje tylko pozytywne strony wynikające z uczestnictwa w obrządkach, przynależności do grupy społecznej, modlitwie jako środka relaksującego oraz motywującego do uczenia się. Zapomina jednak, że może wyć to obszar, w którym wierzący mogą zetknąć się z lękiem wokół wykreowanych wizji świata.
Uważam, że warto sięgnąć po tę publikację, ponieważ pozwoli ona zrozumieć znaczenie lęku oraz niesamowicie szeroki wachlarz zachowań osób odczuwających go, a przez to łatwiej zidentyfikować, znaleźć źródło i pomóc.



piątek, 30 kwietnia 2021

"Pudełko pełne zabawy. Zwierzęta"


 

Spostrzegawczość, umiejętność wyciągania wniosków i wyobraźnia to niesamowicie ważne umiejętności. Można ćwiczyć je przez czytanie i zabawy z puzzlami. Jedno i drugie zajęcie łączy to, że z posiadanych elementów, wskazówek trzeba ułożyć całość. Praca z puzzlami pozwala na ćwiczenie planowania działań, umiejętność projektowania, wyciągania wniosków, analizowania posiadanego materiału, zdolność połączenia go w całość. Pozornie czytanie i układanie puzzli niewiele łączy. Kiedy jednak zastanowimy się nad mechanizmami działającymi w jednym i drugim przypadku dojdziemy do wniosku, że punktów wspólnych jest dużo więcej niż podejrzewaliśmy, ponieważ tekst to też pewnego rodzaju elementy, które musimy połączyć z wiedzą i ze sobą nawzajem. Takie hermeneutyczne podejście sprawia, że tekst zyskuje większy stopień nasycenia, kiedy potrafimy dostrzec w nim szersze pole tematów. W przypadku puzzli ta umiejętność dostrzegania i obejmowania jako całości bardziej skomplikowanych wzorów przekłada się też na ilość elementów. Dobrze jest łączyć i przeplatać te dwie aktywności.
Wydawnictwo HarperKids wyszło naprzeciw potrzebom poszerzania pola analizy dostarczając kilkuletnim odbiorcom „Pudełko pełne zabawy”. Znajdziemy w nim osiem układanek składających się z pasków przypominających drewniane szpatułki. Tu jednak są to solidne, kolorowe, tekturowe, dwustronne paski , które pozwolą rodzicom na stopniowanie poziomu trudności oraz śledzenie postępów. W zestawie znajdziemy też książeczkę. Jest to cieka, zeszytowa publikacja, w której znajdują się wierszyki ze zwierzętami z puzzli. Każdy wzbogacony o ilustrację, która pomoże początkującym w układaniu.
Zabawę na początku można zacząć od oswajania z bohaterami tekstu, czytania o nich, pokazywania ilustracji. Następnie wprowadzamy jeden zestaw do ułożenia. Tak naprawdę da on dziecku szesnaście wzorów, ponieważ są to paski dwustronne. Na początku możemy swojej pociesze ułatwić pracę i przygotować puzzle tak, aby widziało wszystkie elementy wzoru, a z czasem po prostu wymieszać, aby sama musiała obracać i szukać. Z czasem dołączamy kolejne zestawy aż nasze dziecko nie będzie miało problemu z ułożeniem każdego obrazka. Puzzle zawierają pewnego rodzaju tekturową matrycę ułatwiającą pracę i sprawiającą, że przy niewprawnych jeszcze rękach ilustracja nie będzie się rozjeżdżała.
A teraz opowiem Wam o czytance, która jest dodatkiem do zestawu. Są to proste rymowanki Zbigniewa Dmitrocy, pisarza słynącego z ciepłego pokazywania świata. Tak jest i tutaj. Poznajemy cechy zwierząt, a do tego wchodzimy w obszar literatury. Oczytani czytelnicy dostrzegą, do jakich tekstów nawiązuje autor. Plusem tych utworów jest przemycanie podstawowej wiedzy o bohaterach. Dowiemy się, że słoń jest olbrzymi, a niedźwiedź lubi jeść jajka, jabłka, miód, ryby i grzyby, że przed krokodylem trzeba uciekać, że lis poluje nocą, że zebra żywi się trawą i w czasie suszy szuka nowych pastwisk i tak dalej. Niedługie rymowanki zaskakują sporą dawką informacji. Nie ma nich nic z infantylności, personifikacji bohaterów tylko pokazanie dziecku świata, ale w taki sposób, że w umyśle młodego czytelnika powstają obrazy głównych zainteresowań i cech zwierząt.
Całość prezentuje się bardzo interesująco i świetnie przyciąga dziecięcą uwagę. Zdecydowanie polecam wszystkim dzieciom.
















środa, 28 kwietnia 2021

Małgorzata Korzeniowska "Dom zapomnienia" il. Agata Korzeniowska



Życie to szereg trudnych doświadczeń, ścierania się z Innym, wchodzenia w jego obszary, ranienia się w zderzeniu z odmiennym obrazem świata oraz oczekiwaniami. Z wiekiem obrastamy w skorupkę, czy wręcz pancerz z kolcami mogącymi ranić innych, jeszcze miękkich, wrażliwych, nieuodpornionych na złe doświadczenia, toksyczne relacje. A one mogą być naprawdę różnorodne. Często zadajemy rany nieświadomie. Czasami skrajne warunki mogą doprowadzić do podobnych rezultatów. I to pięknie pokazuje w swojej książce „Dom zapomnienia” Małgorzata Korzeniowska.
Pisarka zabiera nas w świat Krzysia z rodziny dysfunkcyjnej. Jego ojciec wybrał łatwiejszą ścieżkę i opuścił rodzinę, aby założyć nową, niby lepszą, bardziej uszczęśliwiającą go. Jego była żona i mama Krzysia zostaje z trudnymi emocjami wynikającymi z konieczności poradzenia sobie z poczuciem zdrady, opuszczenia, zawodu oraz koniecznością zaopiekowania się, wychowania nieletniego syna. Swoją złość i frustracje musi pogodzić z koniecznością zadbania, aby jedynak nie stracił kontaktu z ojcem. Nie jest to zadanie łatwe. Jej trudna sytuacja sprawia, że od czasu do czasu sięga po alkohol. Niemająca żadnego wykształcenia poza szkołą średnią kobieta pracuje ciężko i na kilku etatach, aby zapewnić lepszy los dziecku. Krzyś jednak pozostaje z poczuciem żalu, ocenianiem matki i kontakcie, kiedy ona po ciężkim dniu pracy ucieka w alkohol. Złe relacje sprawiają, że desperacko dąży do tego, aby wyidealizowany ojciec się nim zajął. Szybko okazuje się, że dla chłopaka nie ma miejsca w nowym domu. Krzyś szuka oderwania od trudnej rzeczywistości. Ucieka do wyimaginowanego świata. Jest on odzwierciedleniem jego osobowości oraz zainteresowań. Prosty, szary, wręcz geometryczny i z pomiętymi ścianami z papieru. W stworzonym w myślach miejscu spędza coraz więcej czasu. On pozwala mu przetrwać trudne chwile.
W wyimaginowany świat ucieka też Hania, będąca całkowitym przeciwieństwem Krzysia. Jej rodzina jest pełna. Ma młodszego brata, dobrze zarabiających rodziców, którzy dbają o jej wykształcenie i bardzo dokładnie zapełniają jej grafik. Nacisk na dyscyplinę i odejście od artystycznej swobody nastąpił po wypadku, który zdarzył się kilka lat wcześniej. Pochłonięta tworzeniem dziewczynka nie dostrzegła zaginięcia pozostawionego pod jej opieką młodszego brata. Po odnalezieniu chłopiec stał się oczkiem w głowie rodziców, którzy uważali, że trzeba mu wynagrodzić krzywdy. Hania natomiast miała nauczyć się dyscypliny i odpowiedzialności bez możliwości doświadczania dzieciństwa. Odcięta od rodzicielskiego ciepła ma też zakaz do zabaw z bratem, aby nie narażać go na kolejne nieszczęście. Przytłoczona odrzuceniem i trudnymi emocjami bliskich ucieka do świata myśli. Jest on barwny, zawiły. Zupełnie inny niż świat Krzysia, a jednak w pewnym momencie następuje zderzenie, a nawet przenikanie się tych światów. Ogranicza się ono jednak do możliwości zobaczenia innych osób znajdujących się w tym tajemniczym miejscu, a nie dostrzeżenia ich światów będących odzwierciedleniem osobowości.
„Dom zapomnienia” to specyficzne miejsce wymykające się zwykłemu poznaniu. Bycie w nim jest doświadczeniem transcendentnym, odbiegającym od rzeczywistości. Sprawia też, że z jednej strony bohaterzy istnieją w realnym świecie, funkcjonują na zmniejszonych obrotach, wyłączają się myślowo, aby przewędrować zawiłymi labiryntami istniejącymi w ich umysłach. A tam dzieją się rzeczy zadziwiające, bo dochodzi do dziwnego połączenia w świecie myśli, czy raczej wyobraźni. Wchodzimy w niezrozumiały wymiar pozwalający na ucieczkę i jednocześnie stwarzającego możliwość połączenia z innymi, którzy przeżywają podobne emocje, osobami nam bliskimi. Ten dziwny świat stanie się miejscem kluczowej akcji. Od decyzji podjętych w nim będzie zależał dalszy los.
Akcja książki dzieje się dwuwymiarowo. Z jednej strony mamy codzienność bohaterów, ich zwyczajne problemy, skomplikowane relacje z dorosłymi, a z drugiej ten zaskakujący świat ucieczki, w którym pojawiają się także inne osoby oraz dziwne ślepe postacie. Kim są wyłączeni wędrowcy? Dlaczego tak wygląda ich trwanie? Dokąd zaprowadzi Hanię i Krzysia odwiedzanie miejsca umysłowej ucieczki.
„Dom zapomnienia” jest w pewnego rodzaju ucieczką w siebie, odcinaniem się od tego, co dzieje się dookoła nas, bo wydarzenia, w których uczestniczą bohaterzy jest niesamowicie trudne pełne przeszkód, wyzwań, trudnych emocji.
„Dom zapomnienia” to udany debiut Małgorzaty Korzeniowskiej. Pisarka zabiera nas w świat problemów rodzinnych. Nie są one opisane w prosty sposób tylko utkane z obrazów, które pięknie pozwalają zrozumieć sytuację i emocje bohaterów. Wykreowany przez pisarkę świat jest niczym kraina z „Alicji w Krainie Czarów”. Z tą różnicą, że wyobraźnia nie dostarcza gadających zwierząt, ale pozwala na otarcie się o światy innych uciekinierów. Widzimy, że to, co realne istnieje równolegle do tego, co wyobrażone, że myśli mogą ludzi łączyć nawet, jeśli nie mieli okazji poznać się w realnym świecie.
Publikację wzbogacono wymownymi ilustracjami Agaty Korzeniowskiej. Jej grafiki pozwalają na przeniesienie się do stworzonego przez bohaterów świata, poczucia klimatu całej opowieści. Kolorystyka podkreśla emocje towarzyszące wydarzeniom.
Książka Małgorzaty Korzeniowskiej jest piękną przestrogą dla młodych czytelników, ale też wskazówka dla rodziców jak niesamowicie ważne jest dbanie o relacje z dzieckiem, delikatne wprowadzanie go do świata, aby pod wpływem ciężaru nie musiał uciekać w świat wyobraźni, narkotyków, do wirtualnej rzeczywistości. Zdecydowanie polecam.
Książkę można kupić od pisarki.






wtorek, 27 kwietnia 2021

Katarzyna Kołodziej "Opowiem ci, mamo, co robią myszy"



Oswajanie z książkami nie jest zadaniem łatwym. Najnowsze media oferują naprawdę bogaty wybór rozrywek. W jaki sposób w młodym czytelniku rozwinąć potrzebę sięgania po uchodzącą za archaiczną rozrywkę? Przede wszystkim trzeba zacząć wcześnie. Do tego trzeba mieć świadomość, że pierwsze kroki czytelnicze to przyglądanie się ilustracjom. Książki muszą być dostosowane do upodobań młodego czytelnika. W naszym domu najlepiej sprawdziły się dwie serie „Rok w” oraz „Opowiem ci, mamo”. Obie wprowadzają nasze pociechy w tajniki otaczającego nas świata, bazują na małej ilości tekstu oraz bogactwie ilustracji. Pierwsza seria pozwala oswoić się ze zmianami pór roku, poznać zwierzęta, przyswoić sobie ważne w danym miesiącu wydarzenia, a druga zabiera w określone światy. Każdy z szesnastu tomów zaliczających się do serii „Opowiem ci, mamo” poświęcono innemu wycinkowi rzeczywistości, dzięki czemu będziemy mogli poszerzać dziecięce zainteresowania oraz dostarczyć pierwszych lektur pozwalających na odkrywanie świata, zgłębianie wiedzy przydatnej na przyrodzie i biologii, a także w życiu. Wśród tomów znajdziemy zarówno te poświęcone zwierzętom (koty, psy, pszczoły, żaby, mrówki, pająki, konie,myszy), narzędziom, kołom oraz pojazdom (statki, samoloty, samochody, pociągi) oraz prehistorycznym zwierzętom (dinozaurom), a nawet dorosłym.
Cała seria swój sukces zawdzięcza interesującym i atrakcyjnym dla dzieci ilustracjom, których niesamowite bogactwo staje się dla młodych czytelników inspiracją do tworzenia własnych rysunków oraz opowieści. Lektura zachęca do snucia historii o przygodach pojawiających się w nich bohaterów, dzięki czemu pomogą w ćwiczeniu umiejętności językowych oraz rozwiną zmysł obserwacji. Ponad to pozwolą w ćwiczeniu koncentracji, spostrzegawczości, a także pomogą w nauce liczenia. Wielkim plusem lektur z tej serii jest solidna oprawa. Kartonowe strony bardzo dobrze sklejone sprawiają, że mogą po nią sięgnąć już dzieci siedzące i będą z niej korzystać przez kilka lat. Uważam, że „Opowiem ci, mamo” to seria bardzo interesująca i polecam wszystkim dzieciom od drugiego do szóstego roku życia. My zawsze wyczekujemy kolejnych tomów, dzięki którym będziemy mogły dowiedzieć się wielu ciekawostek i zniknąć w czasie przeglądania bogatych ilustracji, stworzyć interesujące zabawki, wykorzystać posiadane plastikowe figurki, które wcielą się w bohaterów książek.
Dziś zabieram Was w świat myszy. Katarzyna Kołodziej pięknie oddaje ich charakter, pokazuje żywotność, ale też zróżnicowanie charakterów. Do tego dzięki zabiegowi antropomorfizacji stają się nieco baśniowe i przez to bliższe człowiekowi. Można powiedzieć, że lektura pozwoli na oswojenie z tymi gryzoniami. Już na okładce sporo się dzieje. Otrzymujemy wrażenie odwiedzenia szkoły czy przedszkola. Myszy rysują po ścianach, uczą się poszczególnych części ciała, bazgrzą literki, rysunki kotów, portrety kolegów. Po otwarciu książki widzimy zaskakującą scenkę: związany kot jest obiektem badań oraz artystycznej inspiracji. Myszy badają odruchy swojego więźnia, mierzą części ciała, malują portrety, robią zdjęcia, oglądają przez teleskop, ale też nie zapominają o humanitarnym traktowaniu, dlatego karmią go przez słomkę. Kolejne strony pozwalają nam poznać mysią rodzinę (drzewo genealogiczne i pretekst do tego, aby wykonać takie drzewo dla własnej rodziny). Poznajemy imiona bohaterów, ich charakterystyczne cechy, zainteresowania, relacje. Dale udajemy się do pracowni rysowniczki. Pochłonięta pracą autorka pogubiła lub myszy jej podkradły różne rzeczy i trzeba je odnaleźć. Czwarta rozkładówka pozwala nam wejść do mysiej norki, a tam dużo pokoi i pokoików, urządzeń ułatwiających funkcjonowanie w tak rozbudowanym domu. Znajdziemy wannę z filiżanki, toaletę z łupiny orzecha, są sofy, łóżka, hamaki. Zajrzymy do spiżarni, kuchni, pokoju nauki i pomożemy znaleźć ukryte na rysunku przedmioty. Następnie udamy się do szkoły, którą chce też podejrzeć dżdżownica, której trzeba będzie trzeba pomóc dotrzeć labiryntem korytarzy do klas. A tam małe myszki uczą się matematyki, poznają związki frazeologiczne („biedny jak mysz kościelna”). Kolejne strony to regały w spiżarni, w której trzeba znaleźć nadgryzione zapasy, porównać rysunki. Siódma ilustracja zabiera naszych uczniów w plener, gdzie zdobywają wiedzę o zwierzętach, których powinni się strzec. Po nauce przychodzi czas na zabawę i mysi koncert, wyścigi, wesołe miasteczko, zabawy nad jeziorem, świętowanie z nietoperzami przy ognisku, by zakończyć dzień w łóżkach, by móc śnić o podróżach w kosmos, możliwości policzenia gwiazd.
Całość jak zwykle interesująca i pozostawiająca spore pole manewru zarówno dla dzieci jak i dla rodziców. Warto w zabawie z dziećmi wykorzystać zabawki reprezentujące bohaterów. Będziemy mogli wówczas zaobserwować umiejętność zapamiętywania, przenoszenia wiedzy do zabawy i pomożemy w utrwalaniu zdobytych informacji.
„Opowiem ci, mamo…” to seria solidnych książek grubymi stronami oraz z licznymi ilustracjami, które przybliżają dzieciom świat. Ciekawe maluchy śledzą w nich zmiany w otoczeniu, które uchwycone w określonym momencie nie rozprasza maluchów w pędzie za jednym zwierzątkiem. Książki te są doskonałą lekturą. Pozwoli rodzicom przygotować swoje pociechy do uważnego patrzenia na otoczenie. Zwykle w książkach dla dzieci tekst jest niezbędny dla ilustracji. Tu mamy tak cudowną sytuację, że wierszyki są nieważne. Uwagę przyciągają jedynie ilustracje, o których koniecznie trzeba sobie opowiedzieć. Podczas lektury dzieci ćwiczą swoja spostrzegawczość, nabywają umiejętności językowych i manualnych. Zdecydowanie polecam.











Sandro Natalini "Jesteśmy rodziną"

 


Rodzina to temat łatwy i zarazem trudny, bo niby intuicyjnie wiemy, co to takiego, ale kiedy zaczynamy się zastanawiać kto i kiedy ją tworzy to okazuje się, że poza rodzicami i dzieckiem mogą być różnorodne konfiguracje. Do tego nie zawsze biologiczni rodzice są rodziną. Czym więc jest rodzina? – to pytanie zadaje sobie wielu badaczy społeczeństw. Na potrzeby nauki powstały różnorodne terminy: diada, rodzina nuklearna i wiele innych. One pozwalają doprecyzować opisanie relacji społecznych i wyjść od ideału do życia, które zaskakuje nas różnymi nieprzewidywalnymi wydarzeniami, o których nie chcą wiedzieć osoby wpatrzone we wpisany w patriarchalne społeczeństwo wzorce niewiele mające wspólnego z rzeczywistością, ale za to skutecznie wykluczające tych, którzy z różnych przyczyn nie mogą się w nie wpisać. Objaśnianie, czym jest rodzina nie jest łatwe. Zwłaszcza w przypadku dzieci. A jednak można to zrobić. I to zadziwiająco prosto, zaskakująco trafnie, bo czymże innym jest rodzina jak nie osobami, które dzielą z nami radości i smutki, na których możemy polegać i którzy mogą liczyć na nasze wsparcie? W świat rodziny opartej na relacjach zabiera nas Sandro Natalini w książce „Jesteśmy rodziną”. Absolwent projektowania graficznego oraz doktor biologii, aby opowiedzieć o rodzinie zabiera nas w świat zwierząt.
W pojęcie rodziny pięknie wprowadza dzieci wyjaśnienie: „Tym, co łączy rodzinę, nie są więzy krwi. To szacunek i miłość, z którymi towarzyszymy w ich życiowych wyborach”. Takie spojrzenie na najmniejszą grupę społeczną sprawia, że zaczynamy postrzegać ją przez pryzmat zaangażowania, aktywności, czyli nie wystarczy po prostu być spokrewnionym. Trzeba umieć o bliską osobę zawalczyć, wesprzeć, być aktywnym uczestnikiem grupy społecznej. Piękne spojrzenie kładące nacisk na znaczenie relacji międzyludzkich, a pomijających wszystko to, co pozornie łączy ludzi.
Autor zauważa, że rodziny mogą być duże i małe, mogą w niej być osoby o przeciwnych charakterach, odmiennym wyglądzie, innym stopniu bliskości. Do tego rodzina czasami robi dla wspólnego dobra wiele rzeczy, a czasami tylko leniuchuje, podróżuje lub bywa domatorami. Do tego niektórzy mogą być adoptowani, mieć dwie mamusie, dwóch tatusiów. Ważne, aby w relacjach była akceptacja, miłość, bliskość, wsparcie, zabawa, wspólne realizowanie celów, radzenie sobie z trudnymi emocjami, kłótniami i gniewem. Cała opowieść bardzo ciepła i obrazowa. Zwierzęta wykorzystane do pokazania relacji doskonale działają na dziecięcą wyobraźnię i pozwalają wiele wytłumaczyć, pokazać skomplikowane związki oraz znaczenie tworzonych więzi. To one grają tu najważniejszą rolę.
Piękne ilustracje autora są doskonałym materiałem pozwalającym na dziecięce opowieści o bohaterach. Niewielka ilość tekstu pozwala na przemyślenie i przedyskutowanie, gdzie we własnej rodzinie możemy dostrzec takie powiązania. Do tego bardzo dobrze wprowadza nas w świat emocji, pokazuje, że kłótnie i złość nie sprawiają, że rodzina nagle przestaje istnieć. Autor kładzie nacisk na niesamowitą różnorodność. Wykorzystanie zwierząt do zaprezentowania tego sprawia, że prezentowane więzi stają się bardziej zrozumiałe dla młodych czytelników, pozwalają na otwartość i poczucie, że w rodzinie wszystko jest możliwe.
Solidna oprawa i bardzo dobrze zszyte strony dopełniają całość. Bardzo mała ilość tekstu, średniej wielkości czcionka sprawiają, że dzieci chętnie sięgają po publikację i samodzielnie czytają. Piękne ilustracje skutecznie przyciągają dziecięcą uwagę. Zdecydowanie polecam.