Etykiety

czwartek, 23 lutego 2023

Olivier Gay, Fabrice Tarrin "Asteriks: Imperium smoka"

„Asteriks” jest jedną z kultowych serii francuskich komiksów wymyśloną w 1959 roku przez scenarzystę Renégo Goscinnego (twórca humorystycznych książek o Mikołajku) oraz rysownika Alberta Uderzo. Ich współpraca już od pierwszego albumu obfitowała w sukcesy. „Przygody Gala Asteriksa” wydano w nakładzie 6 tysięcy egzemplarzy i rozszedł się jak ciepłe bułeczki. Każdy kolejny był większy. Wznowienia ukazują się w milionach albumów. Do tego bohaterzy komiksów Goscinnego i Uderzo stali się gośćmi kin, a wszystko dzięki zabiegom rysownika, który w 1974 otworzył studio filmów animowanych Idefix tworzącym filmy o Asteriksie i Obeliksie oraz Lucky Lucku.
Galowie są postaciami kultowymi i regularnie powracają do odbiorców w kolejnych przygodach oraz odsłonach. Czasami w formie komiksu, a czasami ilustrowanej opowieści, filmu czy serialu. Dziś ten drugi wariant podróży z wojownikami zmagającymi się z Juliuszem Cezarem. Nawiązuje on do piątego aktorskiego filmu z serii, czyli opowieści o podróży na Daleki Wschód, aby przy pomocy siły uzyskanej dzięki magicznemu wywarowi uratować chińską cesarzową. Premiera filmu „Asteriksa i Obeliksa: Imperium smoka” to dobry pretekst, aby sięgnąć po albumy z przygodami bohaterów oraz zapoznać się z najnowszą historią pokazującą wyprawę w egzotyczne miejsce.
Album w formie opowiadania stworzony na podstawie filmu zabiera nas w świat Orientu w roku 50 p.n.e. Dowiemy się, że cała Galia (poza jedną osadą) podbita jest przez Rzymian. Przyjrzymy się Asteriksowi i Obeliksowi oraz ich dyskusji na temat zdrowego tryby życia. Kiedy wracają z przechadzki po lesie do wioski przyjeżdża Kupidemais z chińską księżniczką Fu Yi i jej służącą. Dowiemy się, że w Chinach zdradziecki książę Deng Tsin Qin próbuje dokonać zamachu stanu. Podbija on kolejne tereny i więzi cesarzową. Ucieczka do galijskiej wioski jest ostatnią deską ratunku. Asteriks i Obeliks ze swojej siły znani sią nawet w Szanghaju. Równolegle dowiemy się, że Juliusz Cezar jest mniej znany niż sportowiec i z tego powodu Kleopatra postanawia się z nim rozstać. Ku uciesze władcy cesarstwa dostaje on prośbę wsparcia Deng Tsin Qina. Zamierza wsławić się pomagając tyranowi. Jeszcze nie wie, że przyjdzie mu się spotkać z odwiecznymi wrogami w imperium smoka. Kolejne zwycięstwa sprawiają, że jest coraz bardziej dumny z siebie. Z kolei Asteriks i Obeliks stopniowo dążą do uwolnienia cesarzowej oraz wsparcia w odzyskaniu ziem.
Nowe przygody galijskich bohaterów to wynik współpracy kontynuatorów. Mamy tu proste i ciekawe przygody oraz kolejne starcia na linii Galowie-Rzymianie, prosty humor, znana kreska oraz ciekawe problemy.
Wielkim plusem nowego albumu jest to, że jest to ilustrowane opowiadanie, dzięki czemu łatwiej jest czytać je młodszym czytelnikom. Jest też mały minus: czcionka dla rodziców mogłaby być większa. Oczywiście jej rozmiar nie sprawia problemu, kiedy czyta się samemu, dla siebie, ale gdy dziecko chce widzieć ilustracje, a dorosły czyta tekst to jest on oddalony na tyle, że lektura staje się męcząca w przyciemnionym świetle, dlatego zalecam czytanie tylko przy dobrym oświetleniu. Gdyby litery były większe o dwa punkty to byłoby to łatwiejsze. W niektórych miejscach zdecydowanie postawiłabym też na białe litery. Na cały album może dwie strony w przygaszonym świetle były problematyczne.







środa, 22 lutego 2023

Seria "Tryb czytania"


Na nowo powracam z kultowym Minecraftem, czyli tematyką, która już od ponad dziesięciu lat mnie zadziwia, bo sama gra będąca inspiracją wielu książek jest prosta. Zbyt prosta by mogła zachwycać ludzi żyjących w świecie pędu do doskonalenia grafiki. W czasach, w których gry wyglądały jak filmy akcji serca graczy podbiły proste kształty. A kiedy już do tego doszło i rozbudowano światy powstały filmy i książki przenoszące czytelników w świat przygód wykreowanych bohaterów. Każdego miesiąca podsuwam Wam kolejne serie, kolejne tomy. Dziś przyszedł czas na „Tryb czytania” wydawany przez HarperKids. Wchodzi ona w skład większej serii (jak łatwo się domyślić) zatytułowanej „Minecraft”, w której znajdziemy podręczniki użytkownika, komiksy, magazyny, powieści dla dzieci. Dzisiejsze lektury skierowane są do przedszkolaków i uczniów nauczania początkowego. Pierwszym trzeba czytać, drudzy znęceni ciekawymi treściami sami będą wchodzić w świat przygód inspirowanych grą. Dobrze, kiedy jest to ich ulubiona.
Poza ciekawymi historiami znajdziemy tu pytania do tekstu, zabawę w wyszukiwanie słów, sprawdzenie, na jakim poziomie czytelnik rozumie czytany tekst oraz wyjaśnienie nowych słów, dzięki czemu z jednej strony dbamy o poziom koncentracji, a z drugiej możemy poszerzyć słownictwo oraz kształtować rozumienie poszczególnych scen i umiejętność usytuowania ich w całości. Niby takie niepozorne czytanki, ale mają w sobie naprawdę duży potencjał, dlatego jako filolożka jestem wielka miłośniczką tej serii. Oczywiście nie zaniedbano też mojej etycznej wrażliwości. Bohaterzy spotykają się ze złem (bo ono nadal jednak w świecie istnieje), ale ograniczają się do obrony. Jeśli coś ich nie atakuje to zostawiają to w spokoju. I to dobry wzorzec.
„Moby w świecie podstawowym” to ciepła opowieść o poszukiwaniu zwierzaka, którym można się zaopiekować. Brich ma oswojonego wilka Chapsa, z którym może się bawić i odpoczywać. Emmy też chciałaby mieć takiego zwierzęcego przyjaciela. Z tego powodu wyruszają razem na poszukiwania. Zwierzak musi być przyjazny, nie groźny i musi być świetnym kompanem przygód. W czasie poszukiwań odwiedzają różne miejsca, przeżywają mniej lub bardziej groźne przygody. Wchodzimy w świat różnorodnych mobów: pszczół, pająków, istoty morskie. Po długiej podróży w końcu znajdują zwierzaka odpowiedniego dla Emmy i dzięki temu mogą wrócić do domu. Zakończona powodzeniem misja uświadamia młodym czytelnikom, że nie każde zwierzę sprawdzi się jako pupil. Do tego pokazuje, że ważna jest delikatność.
„Górskie wyzwanie” zabiera nas do środowiska najwyższej góry w okolicy. Piękna pogoda zachęca bohaterów do spędzania czasu na świeżym powietrzu i wędrówek. Tym razem Emmy wpada na pomysł poważnej wyprawy. Muszą się spieszyć, aby zdążyć przed zmrokiem i mieć szansę schowania się wrogimi mobami. Wędrówka wymaga odpowiednich przygotowań. Zdobywają surowce, tworzą narzędzia i ruszają w obfitującą w wyzwania drogę. Muszą stawić czoło zoombie, szkieletm i creeperom. W końcu udaje im się dotrzeć do celu i z wysokiej góry spojrzeć na rozległy Świat Podstawowy.
„Ucieczka z Netheru” otwiera spacer do lasu i zabawa z oswojonym wilkiem. Rzucanie patyka kończy się zniknięciem aportującego zwierzaka. W czasie poszukiwań Emmy i Brich znajdują portal, którym dostają się do Netheru. Tajemniczy świat okazuje się pełen niebezpieczeństw. Ścigani przez groźne moby bohaterzy muszą znaleźć portal, którym będą mogli wrócić do swojego świata.
„Podniebna przygoda” to opowieść o marzeniach i naprawianiu posiadanego sprzętu. W świecie gry jednak nie wystarczy ruszyć na poszukiwanie określonych elementów czy kupić potrzebne części. Tu trzeba pokonać swoje słabości, zmierzyć się z lękami. Do tego samo pragnienie latania powstaje w czasie skoków na łóżku, a później trampolinie. Emmy i Brich muszą pokonać senność by wywołać fandom pozwalający na naprawienie potrzebnego sprzętu. Aby pokonać zmęczenie wyprawiają się pod ziemię, gdzie walczą z wrogimi mobami.
Wszystkie publikacje uświadamiają młodym czytelnikom jak niesamowicie ważna jest współpraca, spostrzegawczość i planowanie. Każdy z przyjaciół ma inne cechy, odmienne umiejętności. Do tego (dla mnie to istotna rzecz) pomysłodawczynią wypraw w tych tomach jest Emmy. To ona zachęca do stawianie sobie nowych wyzwań, zachęca do działania i jest żądna przygód. Do tego mamy tu naprawdę niewiele tekstu, prostą czcionkę (bez szeryfów), co jest istotne w przypadku dyslektyków i osób mających słabą koncentrację, autyków, bo dzięki temu mogą lepiej skupić się na tekście, a nie odszyfrowaniu słów.
„Tryb czytania” to seria, która z pewnością przyciągną uwagę młodego gracza Minecrafta, a to będzie pierwszym krokiem nie tylko do ćwiczenia tej cennej umiejętności, ale i do wejścia w świat książek. Proste historie gwarantują dobrą zabawę początkującym czytelnikom i młodym słuchaczom.










"3 bajeczki przed snem. My Little Pony"


Czytanie przed snem to nie tylko sposób na wyciszenie i uśpienie dziecka, ale też pretekst do ważnych rozmów pozwalających lepiej poznać dylematy naszych pociech. Do tego tak spędzany czas pozwala budować więź, rozwijać wyobraźnię, tworzyć poczucie bezpieczeństwa oraz poszerzać zainteresowania. To świetny moment, aby sięgnąć po książki z bohaterami bliskimi naszym pociechom. Wydawnictwo Harperkids ma trzy takie serie, które przyjdą rodzicom z pomocą: „Bajki 5 minut przed snem”, „3 bajeczki przed snem” i „Bajeczki na dzień dobry”. Są to książeczki wydane w solidnej, twardej oprawie z zaokrąglonymi rogami. W przypadku „3 bajeczek przed snem” dodatkową atrakcją jest świecąca w ciemności okładka. Dla każdego kilkulatka będzie to sporym urozmaiceniem, kiedy po skończonej lekturze i zgaszeniu światła będzie mógł zobaczyć magiczny świat baśni na okładce ulubionej książki. Wśród publikacji znajdziemy opowieści o Misiu Paddingtonie, Muminkach, Tomku i przyjaciołach, Bingu, Smerfach, Kot-o-ciakach i Kucykach Pony. Mamy za sobą lekturę wszystkich i każda w jakiś sposób nas przyciąga, kusi. Moja córka najłatwiej wchodzi w świat zwierzęcych opowieści, w których może zobaczyć swoją codzienność i nauczyć się ważnych rzeczy. Uwielbiamy książki, w których autorzy przemycają pozytywne wzorce, pokazują jak pięknie możemy się różnić i współpracować ze sobą, dbać o otoczenie, dzielić się. Do tego rodzice też mogą wyciągnąć z nich cenną lekcję. Nasze wielkie zróżnicowanie pięknie pokazują lektury z serii „3 bajeczki przed snem”, ponieważ bez pokazywania ludzkich cech wyglądu możemy zobaczyć charaktery, zachowania w określonych sytuacjach, przepracować problemy z różnymi wyzwaniami naszych pociech, a do tego wejść w świat fantazji, rozwijania kreatywności, koncentracji, rozbudowywania języka. Upersonifikowane postacie mające odmienne temperamenty pomagają oswajać się z innymi spojrzeniami na określony problem, uświadamiają, że nie wszyscy musimy chcieć tego samego, że każdy człowiek może mieć inne zdanie i upodobania. Nawet, kiedy oparte są na tej samej bazie wiedzy. Najlepiej, kiedy postacie nie są stereotypowe. I tak właśnie jest w przypadku bohaterów serii. Do tego te publikacje pozwalają rozwinąć ważny rytuał wieczornego czytania pozwalający na wyciszenie się, skupienie. Dziecko musi przysiąść, położyć się, wsłuchać, zrelaksować, a to ułatwia zasypianie. Podzielenie się wątpliwościami to dobry sposób na oczyszczenie głowy z nadmiaru myśli. Historie mogą zachęcić młodych czytelników do przedyskutowania trudnych dla nich tematów.
Tom „My Little Pony” zbiera nas w świat relacji między bohaterami. Mamy tu opowieść o kucykach, które tak są zajęte własnymi sprawami, że nie mają sił na spędzenie ze sobą czasu. Każde codziennie mknie do swoich obowiązków i zaniedbuje przyjaciół. Odkryją, że pielęgnowanie relacji z innymi jest ważne. Kolejna historia zabiera nas w świat podejrzeń, pomówień i oskarżeń. Jednemu z kucyków giną okulary przeciwsłoneczne i z tego powodu przeprowadza śledztwo. Każdy jest tu podejrzany i musi się wytłumaczyć ze swoich czynów oraz komplementów. Okaże się, że rzeczy po prostu trzeba odkładać na swoje miejsce, bo może się to źle skończyć. Ostatnia opowieść pozwala poruszyć problem dzielenia się z innymi swoimi umiejętnościami, uczenia, dopingowania. Młodzi czytelnicy dowiedzą się, że czasami warto poświęcić innym czas, uwagę oraz cierpliwie wspierać w rozwijaniu, bo dzięki temu dostaniemy lepszą pomoc.
Książka wprowadzają dzieci w świat dobrych relacji społecznych, miłości, zrozumienia, otwartości, pomocy. Nie ma tu bezsensownego oskarżania się, przemocy, ale współpraca i eksperymentowanie oraz nauka.
Publikacja ma piękne ilustracje, niewielką ilość tekstu, średniej wielkości litery, dzięki czemu dziecko chętnie będzie sięgało po lekturę. Opowieści napisano prostym językiem dostosowanym do najmłodszych czytelników. Krótkie, bogato ilustrowane teksty zachęcą dzieci do samodzielnego czytania, a duża czcionka nie sprawi trudności nawet początkującym czytelnikom. Dobrze zszyte strony oprawiono w solidne, świecącą w ciemnościach okładkę.
W przypadku przedszkolaków duże znaczenie ma trwałość publikacji i w przypadku tych lektur możemy być pewni, że książka nie powygina nam się w torebce czy plecaku. Oczywiście już nie ma kartonowych stron, ale dzieci mogą potraktować to jako wyzwanie, żeby nie zaginać i nie rozrywać stron. W końcu są już dużymi i odpowiedzialnymi czytelnikami.












Opowiem Wam bajkę o zbiegach okoliczności

Dziś opowiem Wam bajkę o zbiegach okoliczności. Możecie mi wierzyć lub nie, ale czasami te zbiegi okoliczności nie są zbiegami okoliczności. To dokładnie zaplanowane działania niektórych ludzi. Jak bardzo są one zaplanowane widzi się dopiero z perspektywy czasu oraz doświadczeń. Żeby to wszystko zebrać w całość trzeba po prostu kolejne rzeczy doświadczyć i poskładać je w całość. Dobrze czasami zauważyć takie rzeczy, dobrze się nimi podzielić, bo czasami gra toczy się o wysoką stawkę.
Przed świętami w pewnym markecie zagadała do mnie osoba, którą znam z widzenia. Opowiedziała, że w pewnej placówce oświatowej jest wredna matka (wiecie, że mi się czerwone światełko zawsze zapala na takie określenia?), która posyła do placówki krzyczące dziecko i co mogą zrobić pracownicy z tym dzieckiem. Powiedziałam w locie, że nauczyć się pracować z tym dzieckiem.
Minął jakiś czas i w sumie o tej zaczepce zapomniałam, ale zdarzyło się tak, że i ja wylądowałam w poczekalni u lekarza, była kolejka i zagadała do mnie kolejna osoba opowiadająca o wrednej matce i trudnym dziecku. Opowiedziałam jak ja to widzę z perspektywy własnych doświadczeń i uświadomiłam, że jak ktoś ma problem z poradzeniem sobie z dzieckiem to w Lesznie jest fundacja prowadząca kursy doszkalające. Innym razem podobną rozmowę z jeszcze inną osobą przeprowadziłam w lesie. Teksty te same: biedne nauczycielki po nocach spać nie mogą, bo wredna matka przyprowadza krzyczące dziecko. Jakiś miesiąc później napisała do mnie osoba, która chciała się spotkać, aby pomóc komuś. Okazało się, że dalej chodzi o tę sprawę: „jak pozbyć się dziecka z placówki oświatowej”. I w końcu dowiedziałam się o jaką wredną matkę chodzi. Porozmawiałam z tą matką, bo znam ją od lat i na miano wrednej nigdy nie zapracowała. Raczej mało asertywnej. I to właśnie sprawiło, że nie traktują jej poważnie, bo jak masz niepełnosprawne dziecko i nie jesteś twarda to Cię nie ma. Zapoznałam się z jej dokumentacją i dowiedziałam się, że ma przyznanego nauczyciela wspomagającego tylko na 2 h dziennie. Zgodnie z przepisami powinna dostać na cały pobyt dziecka w placówce, ale oczywiście lepiej kłamać, opowiadać, że matka wredna, zabraniać jej przyprowadzania dziecka do placówki na dłużej niż 2 h, zasłaniać się przepisami, decyzjami władz gminy i urabiać rodziców, żeby chcieli pozbyć się dziecka. Placówka, w której pracownicy mają obowiązek mieć wiedzę, empatię i nie kłamać od grudnia robią coś, co w innej placówce robiono ze mną: społeczną nagonkę na matkę, która śmiała swoje niepełnosprawne dziecko posłać do przedszkola integracyjnego. I to osoby, które głoszą hasełka ochrony życia poczętego, bo każde cenne. Tak, cenne, ale do czasu, kiedy nie muszą się nim zajmować nawet dwie godziny dziennie w pracy.
A na czym polegało urabianie rodziców? Przede wszystkim słyszeli, że nie da się z ich dziećmi pracować jak tamto dziecko przychodzi do placówki, że stają się przez nie agresywne, mówią brzydkie słowa (cud: od niemówiącego dziecka nauczyły się brzydkich słów), że dziecko załatwia potrzeby na dywan i wszystkie dzieci muszą się w tych brudach bawić (tak trudno zaprowadzić do toalety w ciągu tych 2 h?), nie ma w ogóle kontaktu z tym dzieckiem, a matce nie chce się dziecka niczego uczyć, nie chce współpracować z nauczycielami, jest niemiła.
A teraz jeszcze lepsza rzecz: po zbadaniu całej sprawy okazało się, że w każdej grupie w danej placówce oświatowej jest dokładnie jedno takie dziecko, każdego matka jest wredna, każde dostało na 1-3 h dziennie nauczyciela wspomagającego i osoby zarządzające placówką okłamują rodziców, że nie ma pieniędzy na pełny wymiar. I to wszystko przy 9,5 krotnej subwencji z ministerstwa dla dzieci z autyzmem… Taki zbieg okoliczności, że to dzieci w jednej placówce oświatowej. Taki zbieg okoliczności, że pracuje z nimi tylko jedna osoba tylko w różnych godzinach, taki zbieg okoliczności, że nie wiadomo, co się dzieje z suwbencją, którą placówka dostaje na te dzieci, skoro tylko jedna osoba zatrudniona do pomocy, a dzieci jest kilkoro. Taki zbieg okoliczności, że gdyby w przypadku pełnosprawnych dzieci zrobiono taki przekręt to zainteresowałaby się tym telewizja, bo przecież nikt, by się nie zgodził na to, żeby placówka brała pieniądze za cały wymiar godzin, a całe grupy dzieci były w niej po 1-3 h (w zależności od grupy). I taki zbieg okoliczności, że w innych placówkach nie jest lepiej, bo regularnie muszę pomagać rodzicom w pisaniu wniosków o przyznanie nauczycieli wspomagających w pełnym wymiarze godzin (załatwienie tego jest zakichanym obowiązkiem dyrekcji), w interesie placówek leży poinformowanie rodziców, w jaki sposób mogą pomóc swojemu dziecku, wskazać drogę, aby było lepiej dla dziecka.
Zamiast tego robione są podchody, w których są akcje z narracją „to dziecko powinno wylądować w placówce dla ułomków” (tylko jedna osoba, z którą rozmawiałam nie określiła tak dzieci ze szczególnymi potrzebami).
A jak to wygląda w kontekście prawa oświatowego?
-placówka ma obowiązek przyjąć dziecko na minimum 5 h dziennie;
-placówka ma obowiązek przyjąć na tyle godzin, na ile rodzice potrzebują;
-w pełnym wymiarze godzin zapewnić nauczyciela wspomagającego;
-zapewnić terapię (ponieważ przepisy nie określają maksymalnej ilości czasu można to zrobić w naprawdę dużym wymiarze);
-do pracy z dziećmi z autyzmem nie przyjmuje się ludzi z ulicy tylko osoby po studiach z odpowiednią specjalizacją;
-grupy integracyjne mają mniej dzieci, a nie dorzuca się do dużych grup jeszcze jednego dzieciaka na zasadzie „bo przecież on ma swojego nauczyciela to niech sobie radzi”;
-każde dziecko trzeba szanować i dawać taką samą szansę.
I tak właśnie o wszystko muszą kopać się rodzice dzieci z niepełnosprawnością. To kopanie zaczyna się od wczesnych lat, bo przecież łatwo jest być rodzicem dziecka wymagającego większego zaangażowania.
Z perspektywy takich doświadczeń nie posłałabym już nigdy w życiu dziecka do placówki integracyjnej. Są placówki specjalistyczne, posiadające empatycznych i zaangażowanych pracowników, którym dzieci z większymi potrzebami nie przeszkadzają, dyrekcję, która nie czuje potrzeby okłamywania rodziców. Problem polega na tym, że w takim mieście jak moje nie ma takiej placówki i dzieci muszą dojeżdżać. A to też budzi wątpliwości. Pojawia się lęk o to jak sobie to wrażliwe na bodźce dziecko poradzi z dowożeniem autobusem, czy opiekunowie w pojeździe dadzą radę, jak będzie wyglądał dzień w placówce. Ja się z tym zmierzyłam. Było strasznie trudne, ale cieszę się, że dałam radę i nie zamknęłam dziecka w domu na edukacji domowej.
Jeśli słyszycie, że w waszym otoczeniu jest wredna matka to w większości przypadków właśnie chodzi o matki dzieci z autyzmem… Zbieg okoliczności?

wtorek, 21 lutego 2023

Bajeczki na dzień dobry: "Bing" i "Smerfy"


Baśnie i opowieści towarzyszą nam przez cały dzień, a nie tylko przed snem. Należymy do tej grupy czytelników, którzy po serie „przed snem” sięgają przez cały dzień, ale bardzo ucieszyło nas to, że powstała całkiem nowa seria. Tym razem zatytułowana „Bajeczki na dzień dobry”, dzięki czemu sugerująca dzieciom, że dzień można rozpocząć od czytania. Muszę przyznać, że były one pierwszymi publikacjami, po które córka sięgnęła z wielkiej paki nowości, a wszystko przez to, że mamy tu znanych jej bohaterów i troszkę dłuższe opowieści o nich. Do tego duża czcionka i piękne ilustracje sprawiają, że mali czytelnicy chętnie po nie sięgają. Ponad to mamy dość mały rozmiar, bo kwadrat o 19-centymetrowych bokach, przez co bez problemu mieszczą się w torebce lub dziecięcym plecaku, co jest ważne na początku sezonu dłuższych pobytów na świeżym powietrzu. Każda publikacja na 72 stronach zawiera trzy opowieści pozwalające na poruszenie ważnych tematów. Do tego są one wolne od genderu. Nawet Tomek i przyjaciele zawiera takie opowieści, które pozwolą obejść płciowe wzorce kulturowe. Paddington z reguły nie porusza tego typu tematów jak społeczne role kulturowe tylko skupia się na relacjach między ludźmi, uczeniu się nowych rzeczy. Podobnie jest w przypadku Maszy i Niedźwiedzia, Smerfów i Binga. Właśnie z tymi bohaterami możemy spotkać się sięgając po książeczki z tej serii. W każdej z nich położono nacisk na wyciąganie wniosków z błędów, cierpliwe dążenie do celu, empatię oraz otwarcie na nowe doświadczenia, a także odpowiedzialność. Opowieści są tu zróżnicowane i pozwalają na pokazanie tych samych problemów z różnych perspektyw oraz w kontekście innych doświadczeń bohaterów.
W publikacji o „Bingu” znajdziemy historię wyprawy nad morze. Niestety awaria autobusu sprawia, że króliczek i jego przyjaciele muszą zmienić plany. Bing odkryje, że zabawa w autobusie to też ciekawe doświadczenie i nie zawsze trzeba mieć to, co się zaplanuje. Zamiast zamartwiania warto cieszyć się tym, co się ma, korzystać z innych możliwości. Druga opowieść jest o uczeniu się nowych umiejętności, nieumyślnym psuciu zabawek oraz szukaniu nowych zastosowań dla nich. Bing ma okazję odkryć, że każdy ma nieco inne umiejętności i trzeba z tego korzystać, aby próbować nowych rzeczy i miło spędzać czas. Z kolei zabawa z piłką uświadomi króliczkowi i jego przyjaciołom, że w czasie gry trzeba być uważnym. Po raz kolejny wróci tu też temat rozwijania kolejnych zdolności, nabierania wprawy.
„Smerfy” zabiorą nas w świat rodzicielstwa, odpowiedzialności, eksperymentów oraz przyjaźni. Tom otwiera opowieść o Smerfie, który poczuł instynkt ojcowski. A wszystko przez znalezione jajo, które w czasie wysiadywania narobi w wiosce sporo zamieszania. Uświadomi też młodym czytelnikom, że czasami trzeba umieć pożegnać się ze zwierzętami, którymi się opiekujemy. Zwłaszcza, kiedy są dzikie i tylko tymczasowo potrzebują naszego wsparcia. Druga historia wprowadza nas w problem dyrygowania, strofowania i stawiania siebie ponad zasady pod pretekstem dbania o ich przestrzeganie. Z kolei ostatnia opowieść to przygoda uświadamiająca młodym czytelnikom czym naprawdę jest przyjaźń, w jaki sposób o nią dbać.