wtorek, 29 października 2013

zapach zabawek

Jak już poszłam totalnie w stronę w wspomnień to zaserwuję jeszcze jedno (a co mi szkodzi od czasu do czasu uzewnętrznić się?).
Powróćmy po raz kolejny do wątpliwie-atrakcyjnych półek sklepowych. W dziale spożywczym-ocet, w dziale zabawkowym-? Czy istniał dział z zabawkami? Nie wiem. Pewnie tak. Kiedy sięgam pamięcią do tamtych czasów zupełnie tego nie widzę. Musiał być. Przecież mieliśmy zabawki.
Jakie były nasze zabawki? Moje były proste, ascetyczne.
Latem dziadek zawsze brał trociny od stolarza. Często były wśród nich kawałki, skrawki drewna. Dzięki temu miałam wspaniałą kolekcje drewnianych klocków, z których budowałam swoje wymarzone budowle. To były moje przyszłe domy, a ja miałam być architektem...
Niesamowite wrażenie na mnie robiły zabawki „kupne", czyli nie uszyte, nie poskręcane przez dziadków. Taką pierwszą „gotową" zabawką, która zachwyciła mnie i zaaprobowała na dobre kilka godzin była „matrioszka".
Jeszcze dziś doskonale pamiętam gładkie drewno w środku i grubą warstwę śliskiej farby na zewnątrz. Była jak zaczarowana. Rozkładałam i składałam kolejne jej części na wąskiej szafce u babci koleżanki. Wszystko pachniało starym, suchym drewnem.
Teraz czasami szukam zapachu dawnych zabawek. Szukam go w meblach, nowych sprzętach, ale są one za bardzo plastikowe, by mogły pachnieć...

o czym marzą dzieci?

Moje dzieciństwo było sielskie. Czasy „komuny", wolnego życia. Nikt wówczas nie odmierzał czasu, bo i po co? Każdy miał -bardziej lub mniej sensowną-pracę, z którą dostał wystarczającą ilość pieniędzy, by utrzymać rodzinę i jeszcze na alkohol starczało...
Dzieciństwo w czasach „komuny" może nie było takie kolorowe i urozmaicone, jak teraz. Miało jednak swój urok: raz dziennie bajka, na którą i tak się nie zdążało, ponieważ zabawa na podwórzu zawsze była ciekawsza, mniej zabawek, ale za to jaka wyobraźnia, jakie zabawy z rówieśnikami.
Robienie zakupów było wyjątkowo nudną rozrywką, a wręcz przykrym obowiązkiem. Czasami trzeba było poczekać z babcią w kolejce za wełną na wymarzony sweterek, który później babcia nam robiła.
Rodzice byli zajęci pracą, ale ta praca zawsze była mniej absorbująca od współczesnej. Wówczas ludzie spędzali w niej po osiem godzin. Teraz jest ona głównym życiem młodego pokolenia, które poświęca na nią dziesięć godzin na dobę, a jeśli są wolni to również weekendy.
Ale wracając do przykrych rzeczy z tamtego okresu, czyli zakupów, trwały one długo, mało było towaru, więc każdy brał, co było, nikt nie wybrzydzał, nikt nie był lepszy od innych. Komuna-równość-była wszechobecna. Wszystkie bloki, sklepy, szkoły, uczelnie były tak samo szare.
Wszystkie półki sklepowe zapełniały te same równo ustawione rządki octu i nic więcej... Może stąd ten mój wstręt do octu i zakupów?
Współczesne dzieciństwo gubi się pośród kreskówkami i pełnymi półkami. Współczesne dzieciństwo ma chory wzrok, mało się rusza, cierpi na nadwagę i ogłupienie, mimo sprecyzowanych pragnień, wykreowanych przez sprytnych dorosłych, wiedzących, jak dostać się do kieszeni innych dorosłych.
Ja będąc małą dziewczynką zasypiałam błogo, spokojnie, zmęczona całym dniem spędzonym na zabawie i pracy na świeżym powietrzu.
Współczesne dzieciństwo śni koszmarami pełnymi bohaterów z kreskówek i gigantycznych zabawek.
Jaki prezent będzie dla niego najwspanialszy? Całodobowe zakupy w sklepie z zabawkami i ciągle włączoną telewizją, zapijaną kolejną colą...

strach i szaleństwo broni nuklearnej wg Iaso Hashimoto

Japoński artysta, Iaso Hashimoto, stworzył piękną i zarazem straszną ekspozycję ukazującą mapę świata, na której możemy zobaczyć 2053 eksplozji nuklearnych od roku 1945 (test w pobliżu Los Alamos) do 1998 (próby nuklearne w Pakistanie). Artysta pozwala nam domniemać wykonanie dwóch testów jądrowych w Korei Północnej.

Komunikacja medialna - zagrożenia i szanse na przykładzie Ameryki.

Marek Tokarz pisze: Komunikowanie się jest koniecznością[1]. Był to istotny czynnik, który umożliwił ludziom przetrwać. Nie da się bowiem przetrwać bez współdziałania, a nie można współdziałać bez porozumiewania się[2].
Mimo, że komunikacja dotyczy wszystkich, nawet najprostszych organizmów, i jest procesem bardzo starym, to ciągle wiemy bardzo mało o jej mechanizmach, aspektach na nie wpływających.
Czym zatem jest komunikacja? Marek Tokarz stwierdza, że jest to wymiana komunikatów (informacji). Komunikaty produkujemy więc po to, żeby komuś przekazać jakąś myśl[3]. Aby się porozumiewać ludzie muszą ubierać swoje myśli w słowa, będące w ten sposób materialną namiastką myśli. Przekaz jest możliwy dlatego, że słowa są znakami, czyli oznaczają coś różnego od nich samych[4]. Dalej czytamy: Znak to abstrakcja, powiązana realnym światem konwencjonalną relacją oznaczenia[5].
Komunikaty zatem są układami znaków (słów, gestów, sygnałów świetlnych, elektrycznych, dźwiękowych itd.). Do odczytania znaczenia potrzebne są kompetencje komunikacyjne, które nabywamy w procesie uspołeczniania (socjalizacji). Amerykański socjolog, Anthony Giddens wyjaśnia: Proces, w którym dzieci lub inni nowi członkowie społeczeństwa uczą się, jak w tym społeczeństwie żyć, nazywa się socjalizacją. Socjalizacja jest podstawowym kanałem przekazu kulturowego poprzez czasy i pokolenia[6]. Dalej pisze:
W procesie socjalizacji jednostki poznają role społeczne - społecznie określone oczekiwania, które ma do spełnienia osoba zajmująca dana pozycję społeczną[7].
Wróćmy komunikacji. W procesie komunikacji musi istnieć nadawca (osoba tworząca komunikat) i odbiorca (odbierający komunikat). W komunikacji personalnej jest to konkretna osoba. Komunikacja medialna rozmywa już tę „konkretność". Nasz komunikat trafia wówczas do wielu przypadkowych osób. Również nadawca nie zawsze jest źródłem wypowiedzi, np. kiedy media cytują wypowiedzi „autorytetów". W tym przypadku autor i nadawca komunikatu mogą być (i często są) dwoma różnymi osobami, które posiadają różna cele, przez, co komunikat często ulega deformacji, interpretacji.
W każdych warunkach komunikat posiada stałe cechy. Pewnym jest, że musi on najpierw powstać, czyli autor jest najczęściej ogniwem cyklu komunikacyjnego. Następnie musi być wysłowiony i odebrany. Znaki składające się na komunikat pochodzą zazwyczaj z rozmaitych skonwencjonalizowanych i spójnych systemów znaków, zwanych  kodami; kody najbardziej wyrafinowane i rozbudowane nazywamy językami[8].
Właściwe odczytanie znaków zależy od umiejętności nadawcy i odbiorcy, a także okoliczności zewnętrznych (kontekstu wypowiedzi). W procesie komunikacji bardzo ważne są następujące składniki: wiedza odbiorcy o języku i otaczającym świecie; fizyczna charakterystyka okoliczności, w których odbywa się dany akt komunikacyjny; informacja zawarta w poprzednich wypowiedziach wszystkich uczestników tego aktu[9].
Postęp techniczny znacznie wpłynął na możliwości komunikacyjne ludzi. Dzięki zacieraniu się barier porozumienie ma być o wiele łatwiejsze i lepiej odczytane. To stwarza możliwość przemiany ziemi (czy nawet kosmosu) w globalną wioskę. Anthony Giddens pisze: Obrazy, idee, dobra i style rozprzestrzeniają się szybciej niż kiedykolwiek przedtem. Handel, nowe technologie informacyjne, międzynarodowe media i globalna migracja pospołu przyczyniają się do swobodnego przenikania treści kulturowych przez granice państw[10].
Rozszerzenie pola edukacji, zmiany w sposobie komunikowania przyczyniły się do zmian społecznych. Na myślenie i sposób postrzegania świata przez zwyczajnych ludzi mają wpływ ludzie nauki, informatorzy, komentatorzy. To zresztą te same czynniki, które zadecydowały o zjawisku globalizacji, zwłaszcza rozumianym jako możliwości łatwych operacji kapitałowych, a zatem i gospodarczo-produkcyjnych w dowolnym miejscu globu ziemskiego[11].
W związku z tymi przemianami literatura przyniosła nam wiele wizji upadku kultury i wolności. Znajdujemy je m. in. w książce Orwella 1984. Ta bliska ówczesnym przepowiednia odciągnęła uwagę od wizji z Nowego wspaniałego świata Aldousa Huxleya. Przyszłość zarysowana w obu dziełach tylko pozornie jest podobna. Orwell ostrzega przed zniewoleniem z zewnątrz, natomiast Huxley przekonuje, że do pozbawienia ludzi autonomii niepotrzebny jest Wielki Brat. Jego wizja to ludzie kochający przemoc i technologię, które pozbawią ich zdolności myślenia.
Orwell bał się tych, którzy zakażą wydawania książek, a Huxley tego, że taki zakaz będzie niepotrzebny, bo zabraknie ludzi czytających. Nadmiar i forma informacji może sprawić, że staniemy się bierni i egoistyczni. Orwell obawiał się, że zniszczy nas to, czego nienawidzimy, Huxley zaś-że to, co uwielbiamy[12].
Różne miasta w dziejach historii emanowały duchem amerykanizmu, stając się centrami kultury, rozrywki czy polityki. W XVIII wieku Boston, który doprowadził do wyzwolenia od rządów Brytyjskich; w XIX wieku Nowy Jork, na początku XX wieku Chicago będące symbolem przemysłowej prężności i dynamiki. Dziś takim miastem jest Las Vegas w Nevadzie będące metaforą narodowego charakteru Amerykanów. To miasto całkowicie poświęcono idei i kultury rozrywki. Polityka, religia, programy informacyjne, sport, oświata, handel przekształcono w przyjemne dodatki do show-biznessu.
Neil Postmann uważa Stany Zjednoczone za kraj będący o krok od zabawienia się na śmierć. Prezydentami tego kraju stają się dawne gwiazdy filmu, telewizji. Prezydent musi się ładnie prezentować, zabawiać tłumy.
Z tego jak ważny jest w społeczeństwie wygląd doskonale zdają sobie sprawę dziennikarze-prezenterzy telewizyjni, którzy więcej czasu poświęcają urodzie niż rzetelnemu przygotowaniu. Amerykanie doskonale zdają sobie sprawę, że ekonomia jest bardziej sztuką prezentacji niż nauką.
Nawet religia stała się tu bardziej rozrywką. Bóg mylony jest z NBC. Sposób, w jaki czujemy się zobowiązani do prowadzenia rozmów o prawdach, ideach, wywrze możliwie najsilniejszy wpływ na to, jakie idee zdołamy trafnie wyrazić, a te staja się istotną treścią kultury. Prymitywne środki przekazu (np. znaki dymne) ograniczały możliwość przekazywania skomplikowanej myśli filozoficznej. Nie tylko to ma teraz znaczenie w możliwości przekazywania idei. Amerykanie oceniają potencjalnych przywódców, wyrazicieli idei po wyglądzie. Jeśli spełniają oni wymogi estetyczne wówczas mogą zaprezentować społeczeństwu swoje poglądy. Nikt nie chce słuchać ludzi, którzy mają do przekazania wielkie prawdy, ale są otyli lub łysi. Taka zależność powstała w skutek rozpowszechnienia się telewizji. Za pomocą książek czy fal radiowych niemożliwym było ocenianie wyraziciela idei na podstawie wyglądu. W telewizji dyskurs powstaje przez wyobraźnię wzrokową. Medium to przekazuje rozmowę w formie obrazów, a nie słów. Forma telewizji działa na szkodę dla jej treści.
Nacisk na dbanie o wygląd zdaniem Marka Ziółkowskiego ujawnia różnice społeczne i możliwości jakie niesie za sobą posiadanie odpowiednich środków na inwestycje we własne ciało. Pisze on:
Powstaje  obecnie coraz większy rozziew pomiędzy teoretycznymi możliwościami technologicznymi dokonywania interwencji a możliwościami ekonomicznymi jednostek i całych społeczeństw. Wiele zabiegów jest dostępnych tylko dla tych, którzy, mają pieniądze (niekiedy olbrzymie pieniądze - vide kolejne operacje plastyczne rozjaśniania skóry Michaela Jacksona). Jest to jeden z dylematów współczesnej medycyny - teoretycznie liczne zabiegi lecznicze są już możliwe, ale ekonomicznie mało kogo na nie stać i to niezależnie od sposobu finansowania usług medycznych w danym społeczeństwie (indywidualnie przez zamożne jednostki, czy też jako świadczenie społeczne z budżetu państwa)[13]. Marek Ziółkowski podkreśla, że na niektóre zabiegi, przekształcenia fizyczne mogą sobie pozwolić tylko najbogatsi.
Media z tego punktu widzenia wydają się wielkim zagrożeniem, które ingeruje w życie osobiste ludzi. Z drugiej strony przekaz informacji byłby niemożliwy w świecie pozbawionym mediów. Wszelkie katastrofy istniały od zawsze. Jednak dopiero rozwój mediów-począwszy od telegrafu po telewizję- dał możliwość szybkiego rozprzestrzeniania się informacji. Wiadomości dnia stały się wymysłem technologicznym. Ukazują świat pełen okrucieństwa.
Ta wszędobylska obecność telewizji osłabia wartość druku, co prowadzi do przekształcenia zawartości treściowej polityki, religii, oświaty i wszystkiego, co obejmuje interes publiczny. Neil Postman za Marshallem McLuhanem powtarza, że środek przekazu jest przekazem (Medium is the massage). Jest on wierny naukom tego brytyjskiego profesora wypowiadającego się w tradycji Orwella i Huxleya, uważający, że najlepszym sposobem wniknięcia w kulturę jest zwrócenie uwagi na jej instrumenty konserwacji.
Neil Postman zauważa, że już w Biblii można znaleźć zapowiedź wpływu form mediów na kulturę. Dekalog zabrania Izraelitom sporządzania jakichkolwiek wizerunków tego, co jest na świecie, co można odebrać jako nakaz dążenia ku twórczemu myśleniu.
Neil Postman ukazuje zależność kultury od sposobu komunikowania się. Jego zdaniem ludzie myślący obrazami okazują się tu niezdolni do myślenia i rozumienia świata wyrażanego za pomocą pojęć abstrakcyjnych. Słowo wymaga najwyższej dyscypliny abstrakcyjnego myślenia.
Współcześnie nasza kultura przekształca się ze słowocentrycznej w obrazocentryczną. Wpływ na takie kształtowanie się kultury maja środki przekazu.
Najważniejszym medium w komunikowaniu się jest mowa podtrzymująca i definiująca człowieczeństwo. Różnorodność struktur językowych ma wpływ na to, co nazywamy „światopoglądem".

Kultura, będąca wytworem mowy, odtwarzana przez obrazy-od hieroglifów po telewizję-staje się kulturą środka przekazu. Przekazy przypominają metafory działające przez dyskretne, ale sugestywne skojarzenia w celu przeforsowania szczególnych definicji rzeczywistości.
Lewis Munford w swojej książce Technika a cywilizacja wskazuje jak w trakcie procesu rozwoju techniki zaczęliśmy lekceważyć słońce i pory roku, podporządkowując swoje życie zegarowi. W świecie stworzonym przez sekundy i minuty autorytet natury uległ degradacji. Również wynalazek druku w niezwykły sposób ukształtował naszą kulturę. Umożliwił on nie tylko usłyszenie, ale i zobaczenie czyjejś wypowiedzi.
Już Platon pojmował, że pismo stanie się początkiem filozofii. Słowo pisane odtwarza przeszłość w teraźniejszości dając całkowity dostęp do dawnych myśli. Pismo jest jakby rozmową z nikim a jednocześnie z każdym. Odtwarza ono umysł jako tablicę, na której spisane jest doświadczenie.
Kolejne wynalazki (np. okulary, mikroskop, badania nad genami) nie tylko pozwalały udoskonalać świat, ale i wprowadziły przekonanie o naprawialności ludzkiej anatomii.
Pogląd o mediach doskonale odzwierciedla Postman pisząc:
A nasze języki są naszymi mediami. Nasze media są naszymi metaforami. Nasze metafory tworzą treść kultury[14].
Zarówno telewizja jak i druk, zdaniem Postmana, mają na swym koncie chłam. W przypadku telewizji ten chłam nikomu nie zagraża. Wartości kultury nie mierzy się jej wydajnością produkcji jałowego banału, ale tym, co sama uważa za doniosłe.
Telewizja, tak jak prasa drukarska, jest filozofią retoryki. Aby o niej rozmawiać trzeba mówić o epistemologii będącą dziedziną złożona i mało klarowną, zajmującą się pochodzeniem natury i wiedzy. Każdy środek komunikacji (medium) posiada rezonans (metaforę), która może wyjść poza jego kontekst.
Kultury posługują się ustnym przekazem, opartym na przypowieściach, przysłowiach oraz metaforą medialną- materiał drukowany, ale wiara w siłę mowy (sądy, uczelnie). Upadek epistemologii opartej na druku i rozkwit epistemologii wyrastającej z telewizji ma poważne konsekwencje dla życia publicznego, gdyż z każdą chwilą stajemy się głupsi.
Wyrażenia prawdy szły za kulturami przekazu: ustnego, pisemnego, drukowanego i telewizyjnego. W kulturze przekazu ustnego inteligencja jest często kojarzona ze zdolnością do aforystyki, to znaczy z talentem do wymyślania zwięzłych, dających się powszechnie przytaczać porzekadeł[15]. Wielką wagę przywiązywano tu do zapamiętywania. Ludzki umysł musiał funkcjonować jak biblioteka. W kulturze druku pamięciowe zapamiętanie nie jest już tak ważne. Narzuca on ludziom szczególne wymagania: bezruch, skupienie, inteligencje, odpowiednią wiedzę. Inteligencja oznacza, że człowiek może się poruszać swobodnie i bez pomocy obrazków w dziedzinie pojęć i uogólnień[16].
Zmiany w środkach przekazu nie powodują zmiany w strukturze ludzkich umysłów czy w ich zdolnościach poznawczych. Zmiany w środowisku symboli przypominają zmiany w środowisku naturalnym: w obu przypadkach zachodzą one z początku stopniowo i addytywnie, a następnie, nagle, osiągana jest, jak zwykli mówić fizycy, masa krytyczna[17]. Postman porównuje zmiany do zanieczyszczonej toksycznie rzeki, w której giną ryby, ale można jeszcze po niej pływać łodzią i wygląda tak samo.
Żyjemy w kulturze, w której obraz świata, idee i epistemologię tworzy telewizja. Nawet prasa, komputer, dający złudzenie słowa pisanego, prezentują wszystko w sposób telewizyjny.
Amerykanie XVIII i XIX zaangażowali się sprawę druku, jak żadna inna społeczność. Najważniejsze książki z jakimi tu przybywano to Biblia i Opisy Nowej Anglii kapitana Johna Smitha. Każdy pastor otrzymywał pieniądze na założenie religijnej biblioteki. W XVII i XVIII wieku Ameryka była największym skupiskiem piśmiennych mężczyzn na świecie. Protestanci za Lutrem podzielali pogląd, że pismo jest największym i niezwykłym aktem łaski Boga, przez co starannie studiowali Biblię.
Drukowane książki wyzwoliły człowieka spod bezpośredniej władzy bezpośredniego otoczenia i lokalnych stosunków. Nauka stawała się równoznaczna z wiedza książkową. Amerykanie mieli dostęp do prasy i literatury angielskiej. Książki stały się powszechne, a czytelnictwo nie przysługiwało elicie intelektualnej, lecz szerszym masom.
W XIX wieku kultura Ameryki całkowicie opierała się na słowie drukowanym. Autorzy książek cieszyli się równie wielkim powodzeniem, co współczesne gwiazdy telewizji. Powstawały również liczne Ruchy Towarzystw Dyskusyjnych, upowszechniające wiedzę, wspierające szkoły elementarne, tworzące biblioteki i zakładające sale wykładowe. Popularne były prelegencie słynnych uczonych i pisarzy. Zmęczeni robotnicy po pracy spędzali czas na czytaniu i nauce.
Jednak druk posiada też wady. Przez prasę drukarską zanikła potrzeba śpiewania, opowiadania, poezja epicka i związana z tym zaduma.
W XVII-XIX wieku kandydaci i późniejsi politycy przyzwyczajeni byli do oratorskich wystąpień przed większą publicznością. Popisy oratorskie powszechne były nie tylko na jarmarkach. Udział w oracjach brały również kobiety. Tłumy żywo reagowały na mowy, stawały się częścią przemówień. Zdania, którymi posługiwali się mówcy były długie i niejednokrotnie zawiłe. Debaty mówców były niemalże prozą wziętą z zadrukowanych stron. Niezwykłym jest fakt, że audytorium potrafiło bez problemu przetworzyć długie, skomplikowane zdania, wypowiadane przez prelegentów w ich popisach krasomówczych.
Słowa jako takie same w sobie nie mają żadnych atutów, nawet jeśli są wypowiedziane, chyba że robi się to z nadzwyczaj poetyckim talentem. Wielu uczonych zauważyło, że czytanie wpływa na nasze usposobienie, sprzyja racjonalności, sekwencyjny, wnioskotwórczy charakter wspiera analityczne zarządzanie wiedzą. Podążanie ścieżką myśli wymaga zdolności do klasyfikowania, wyciągania wniosków i rozumowania. Nie włącza się tu emocji, czytelnik w przeciwieństwie nie wiwatuje tylko analizuje przedstawione mu poglądy.
W kulturze zdominowanej przez druk dyskurs społeczny nabiera uporządkowanego układu faktów i idei. W XVIII i XIX wieku w Stanach popularne były spory między ruchami i poglądami religijnymi. Kościoły w Ameryce stworzyły podwaliny naszego systemu szkolnictwa wyższego[18].
Różnice dyskursu między ludźmi żyjącymi w kulturze druku i kulturze opartej na telewizji polegają na rzetelności, wykształceniu i zdolności do prowadzenia debaty przez pierwszych.
Pierwsze reklamy, ogłoszenia to głównie słowa. W XIX wieku na ten teren wtargnęła ilustracja i fotografia. Słowa można było poddawać krytyce prawdziwości. Reklama wizualna stała się głęboka psychologią i estetyką, a nie sztuka racjonalną.
Postacie publiczne do końca XIX wieku znane były z napisanych przez nich tekstów. Współcześnie znamy te osoby z telewizji lub fotografii, a często nie znamy ani jednego ich słowa. Czytanie stanowiło dawniej element świętości i nie była to czynność przypadkowa. Musiały być spełnione odpowiednie warunki, by mogło zaistnieć, m.in. odpowiednie oświetlenie. Z przemijającym XIX Epoka Opisu zaczęła przeradzać się w Epokę Show-Businessu.
Dopóki nie powstały media, Ameryka była krajem regionów o wolnym, zależnym od pociągów, przepływie informacji. Pierwszym medium dzięki, któremu informacje zostały przyspieszone to telegraf Samuela Finleya Brees'a Morse'a, wykorzystujący prąd. Zmusił on mieszkańców poszczególnych regionów do nawiązania dyskursu. Informacja stała się towarem, który można kupić i sprzedać, niezależnie od jej przydatności czy znaczenia. Wiadomości pojawiające się w nowej prasie były sensacyjne, najczęściej wiążące się z seksem i zbrodnią. Takie informacje lokalne zaczęto przekazywać za pomocą telegrafu. Społeczeństwo zaczęło tonąć w morzu informacji, z których zaledwie niewielka cząstka mogła być użyteczna.
Dzisiejsze informacje są obojętne, skłaniają do rozmowy, ale nie wnoszą nic w życie. W kulturze ustnej i druku ważnym czynnikiem była ważność, przydatność informacji. Nie mamy zbyt wielkich możliwości wyrażenia swoich poglądów. Wcześniej większość ludzi miała poczucie możliwości kontrolowania niektórych wydarzeń swego życia. Informacje docierające do nich posiadały wartość działania. Obecnie wszystko zaczęło się sprawą wszystkich. Otrzymujemy informacje nieodpowiadające na nasze pytania. Telegraf pozbawił społeczny dyskurs spójności. Powołał do istnienia świat rozbitego czasu i rozproszonej uwagi(...)[19].
Książki były doskonałym pojemnikiem do gromadzenia spokojnego badania i uporządkowanego analizowania informacji i idei. Natomiast telegraf  nadaje się do przekazywania błyskawicznych informacji, które zastępowane są kolejnymi, bardziej aktualnymi. Tempo z jakim one docierają uniemożliwia jakąkolwiek refleksję czy ocenę. Dla telegrafu inteligencja polegała na znajomości wielu faktów, a nie na wiedzy o nich[20].

Kolejny wynalazek to fotografia Luisa Daguerre'a, która umożliwiała odtworzenie rzeczywistości. Miała dać ona wizualne świadectwo temu, o czym mówiła prasa. William Henry Fox Talbot opracował możliwość robienia odbitek, co stało się źródłem fotografii masowej. Nadana przez Johna Herschela nazwa „fotografia" sprawiła, że zaczęto o niej mówić jak o „języku". Jest ona uchwycić tylko cząstkę świata. Posiada ona zdolność do wyrywania chwil z ich kontekstów i zestawiania zdarzeń, które nie mają z sobą żadnego logicznego czy historycznego związku.
Wszystkie oderwane od siebie fakty, informacje wykorzystywane są w rozrywce. Nowe media-telegraf, radio, telewizja-powołały do życia świat zabawy kolejnymi wydarzeniami pojawiającymi się na chwilę. Nie wymaga się od niego logiki czy spójności. Jest to świat zabawny. Cały nasz świat toczy się wokół ogólnodostępnej telewizji. Wszelkie tematy i sprawy maja w niej odzwierciedlenie. Telewizja stała się ponadmedialnym źródłem informacji. To z niej czerpiemy informacje o książkach, filmach, wynalazkach. Przemawiając głosem rozrywki proponuje chaos i banał.
 (...) technologia jest po prostu maszyną. Medium jest społecznym i intelektualnym środowiskiem wytwarzanym przez maszynę[21]. Amerykańska telewizja jest pięknym widowiskiem. Różnorodność tematyczna i wymóg niewielkiej sprawności intelektualnej oraz zaspokajanie sfery uczuciowej potrafią doskonale zabawić każdego. Sama już nie jest rozrywką tylko uczyniła z rozrywki naturalny format, w którym przedstawia wszelkie doznania. Wszelka tematyka przedstawiona jest tu jako rozrywka. Tragedie prezentowane są jako coś, co nie jest powodem do łez.
Sposób w jaki telewizja prezentuje świat staje się wzorem do jego przedstawiania. Ludzie już nie są ze sobą, nie rozmawiają tylko wzajemnie się rozweselają. Rozrywka przeniesiona została nie tylko do kościołów, ale i do szkół. Nasza kultura przesunęła się w kierunku show-businessu.
„No, a teraz" powszechne w telewizyjnych i radiowych audycjach informacyjnych stworzyło szczególnego rodzaju spójnik, który rozdziela wszystko od wszystkiego. Prezenter chce przez to powiedzieć, że myśleliśmy wystarczająco długo o poprzedniej sprawie (około czterdziestu pięciu sekund), że nie musimy być tym chorobliwie długo zajęci (powiedzmy- przez dziewięćdziesiąt sekund) i ze teraz powinniśmy skierować swą uwagę na inny fragment informacji lub kolejną reklamę[22].
Ten nowy zwrot jest owocem związku telegrafu z fotografią. Pokazuje on nam wiadomości pokawałkowane i wyzbyte wewnętrznej powagi, czyli potraktowane jako czysta rozrywka. Programy informacyjne podają niepełne informacje o wydarzeniach, o których zazwyczaj już coś wiemy[23].
Prezenter czy prezenterka musi nie tylko ładnie wyglądać, ale również sprawiać wrażenie profesjonalności i wiarygodności. Wszystkiemu w telewizji towarzyszy muzyka, która zapewnia wszelkim informacjom wrażenie rozrywkowości. Powstanie idealnego wizerunku przyczyniło się do zmian stosunku do własnego ciała. Coraz popularniejsze stają się operacje plastyczne, mające na celu stworzenie naszego wizerunku takiego, jaki jest bliski naszemu ideałowi. Tę zależność zabawy własnym ciałem i mediów podkreśla polski socjolog, Marek Ziółkowski: Popularność zabiegów estetycznych zwiększyło oddziaływanie mediów; telewizyjne reklamy dość skutecznie tworzą iluzję, że przekształcenia zewnętrznego wyglądu są nie tylko możliwe, ale i wręcz niezbędne dla życiowego sukcesu, zdobycia pracy, przyjaciół i powodzenia[24].
Dalej pisze: Przekształcenia cech naturalnych są czasami czysto funkcjonalnymi zabiegami. Częściej jednak przenoszą one dodatkowe znaczenia, stając się elementem społecznej komunikacji, manifestacją przynależności do określonych grup czy oznaką uznawania pewnego systemu wartości. Mogą one być elementem ostentacyjnej konsumpcji pragnącej wyróżnić się finansowej elity (wielokrotne operacje kosmetyczne), ledwo tolerowanym dziwactwem czy oznakami przynależności do rozmaitych grup alternatywnych, kontr- czy subkulturowych (tatuaże, przyrost mięśni dzięki treningom w siłowni) zalecanymi zabiegami uzyskującymi status oczywistego w danym społeczeństwie czy  grupie standardu (depilacja), świadczeniami państwa na rzecz wszystkich obywateli bądź nawet obowiązkiem, za niewywiązanie się z którego grozi kara (obowiązkowe szczepienia)[25].
Media, przez swoją wszechobecność, w znacznym stopniu kreują nasze kanony piękna. Jak podkreśla Ziółkowski, są to też kanony piękna naszego ciała, które przez manipulację nim staje się elementem komunikacji. Już nie tylko o stroju możemy decydować, ale również o naszej cielesności. Ziółkowski pisze dalej:
Interwencja we własne ciało staje się w dużej mierze elementem społecznej komunikacji i gry interakcyjnej, sztuki stwarzania i kontrolowania wrażeń, ukrywania i odsłaniania stygmatów. Niektóre z owych cech zmienić można na stałe, inne (jak widoczny dla obserwatora kolor już nie tylko włosów, ale i oczu)zmieniane mogą być jedynie tymczasowo. Ingerencja polega wtedy nie na jednorazowym przeobrażaniu cechy w zasadzie stałej, ale na kontroli i sterowaniu przez siebie sytuacyjnym ujmowaniu cechy zmiennej[26].
Wróćmy jednak do problemu wiadomości. Robert MacNeil daje wskazówki jak maja wyglądać wzorcowe wiadomości. Jego zdaniem należy ciągle dbać o zachowanie krótkiej formy, nienadużywanie niczyjej uwagi i dostarczanie nieustających impulsów przez różnorodność, działanie, oryginalność i ruch. Każdej informacji nie należy poświęcać więcej niż kilka sekund.
Przez ciągłe wciąganie przez telewizję do zabawy Amerykanie są najbardziej zabawowym i najmniej poinformowanym narodem zachodniego świata. Współczesny Amerykanin na każdy temat posiada kilka opinii, które trafniej byłoby nazwać emocjami, co tłumaczyłoby się faktem ich zmienności z tygodnia na tydzień, na co wskazują sondaże.
Wynikiem natłoku informacji jest totalna dezinformacja, której źródłem jest niewłaściwe umieszczenie informacji w kontekście, oderwanie, pozbawienie jej znaczenia lub powierzchowna, tworząca złudzenie wiedzy o czymś. Jest to efektem rozrywkowej formy wiadomości telewizyjnych. Tracimy przez to poczucie, co znaczy być dobrze poinformowanym. Sprawy nudne nie przyciągają uwagi publiczności. Coraz mniej ludzi interesuje się polityką. Nie dostrzegają sprzeczności w poglądach polityków, gdyż ta wymaga, aby stwierdzenia i wydarzenia były postrzegane jako wzajemnie ze sobą powiązane aspekty nieprzerwanego i spójnego kontekstu. Po zniesieniu czy rozczłonkowaniu kontekstu sprzeczność znika. Rozrywkowość informacji coraz bardziej przenika do prasy. Teraz już każdy akapit może stanowić kolejną informację.
Różnego rodzaju wyznania sięgają po telewizję jako środek przyciągania wiernych. Czynią to swobodnie, frywolnie obracając zwykłe życie w zabawę. W tych licznych programach zaciera się poczucie wartości. Telewizja woli nastroje pojednawcze. W programach atakuje się jedynie tych, którzy albo są mniejszością oglądających albo w ogóle nie sięgają po telewizję (np. świeccy humaniści).
Religia w telewizji przedstawiana jest w formie rozrywki. Zanika tu obrządek , dogmat, tradycja, teologia i duchowa transcendencja. Kaznodzieje nie potrafią pogodzić się z tym, że nie wszystkie rodzaje dyskursu da się przenieść z jednego środka przekazu na drugi.
Jednak nie wszystko, co zostało stworzone, nie wszystkie dogmaty, myśli da się przekształcić w telewizję. To, co zostaje przystosowane do warunków telewizyjnych służyło czemuś innemu i nie zawsze udaje mu się zachować swą dawną istotę.
Billy Graham dostrzegł, że telewizja jest najpotężniejszym narzędziem komunikacji, jakie kiedykolwiek wynalazł człowiek.
Inny sposób przekazu daje inne przesłanie, a co za tym idzie, odmienne jest społeczne i psychologiczne znaczenie tego przesłania. Telewizja nie pozwala na przeżywanie autentycznych religijnych uniesień. W tych warunkach każda przestrzeń może stać się miejscem kultu religijnego, który dawniej miał miejsce w kościołach. Musi być jedynie spełniony warunek kontemplacji, ciszy, modlitwy, skupienia, czego brakuje w programach telewizyjnych.
Ekran telewizyjny jest niezwykle podatny na psychologie etyki świeckiej, związany z reklamami i rozrywką, że trudno stworzyć tu na nowo ramę religijnych wydarzeń. Cała otoczka tych programów jest wyjątkowo świecka. Pełno w nich reklam, zapowiedzi innych rozrywek, możliwości przełączenia na inny program.
Same zabiegi marketingowe, manipulowanie tłumem, dalekie jest od jakiegokolwiek sacrum. Telewizyjni kaznodzieje ofiarują ludziom to czego oni pragną. Ci z dawnych czasów dawali tłumom to czego potrzebowały. Wszystko, co było w obrządkach religijnych miało swoje źródło czysto rytualne, duchowe. W telewizji ważna jest estetyka. Tu religia musi być widowiskowa. Moim zdaniem nie jest to do końca prawda. Wiele niezwykłych widowisk, rozrywek, które fundował, ciągle kontynuując wspaniałą tradycję przepychu, przerysowania, bez problemu możemy znaleźć w Hiszpanii, niegdyś kraju niezwykle katolickiego. Już od początków zawładnięcia całego półwyspu przez wyznawców Chrystusa i zmieszanie, tej surowej niegdyś kultury, z wyuzdanym przepychem jaki cechował kulturę iberyjskich Arabów stało się źródłem rozrywkowej religii, czego Postman nie dostrzega.
Jego zdaniem telewizja zajmuje nasze serca osobistościami, a nie wprowadzaniem do serc pojęć abstrakcyjnych. Nabożeństwa religijne przemodelowywane są pod kątem przystosowania ich do wymagań telewizyjnych.
Polityka przez telewizję stała się show-businessem. Nie ma tu jasnych zasad. Wszystko jest na sprzedaż. Dokonuje się tego przez reklamę, będącą najbardziej rozpowszechnioną i najsilniejszą formą komunikacji, wysyłaną za pośrednictwem elektrycznej wtyczki. Jej wszędobylskość zniszczyła dyskurs polityczny. Reklama obrazkowa, z jaka mamy kontakt, wytwarza emocjonalny urok, zamiast być świadectwem prawdy, podstawą do konsumenckiej decyzji.
Reklamy mówią o lękach, marzeniach, upodobaniach odbiorców, a nie o produkcie. Nie pokazuje nam, co dobrego jest w produkcie, ale co złego w kupujących. Dobra reklama nie tylko jest skrótowa i zawiera siłę uczuciową, ale również jest jednoznacznie dydaktyczna. Jest przypowieścią o problemie, który można łatwo i zabawnie rozwiązać.
Obecnie politycy, aby się sprzedać, eksponują się w programach rozrywkowych. Postman za historykiem Carlem Schorsky głosi, że współczesny umysł zobojętniał na historię, ponieważ ta stała się dla niego obojętna. Dawniej polityka stosowała represje wobec niewygodnych faktów. Obecnie zanikają one wśród milionów informacji. W świecie druku informacja była niezwykle ważna i mogła prowadzić do zmiany światopoglądu, ustroju. Polityczny dyskurs dążący w stronę żartu dla wszystkich tyranów jest niezwykle korzystny. Nie muszą się oni wówczas martwić o cenzurę, bo wszystko, co nie byłoby zabawne nie interesowałaby nikogo.
Wszyscy socjologowie są zgodni, że młoda jednostka jest kształtowana przez społeczeństwo, najbliższych. Dopiero w wieku dorosłości może podejmować samodzielne decyzje[27]. Ważnym elementem, od którego zależy kształt społeczeństwa, jest socjalizacja dzieci. Daje ona dorosłym możliwość mniej lub bardziej świadomego przekazywania własnego systemu wartości[28].
1969 rok-pierwsza emisja Ulicy Sezamkowej. W świadomości Amerykanów pojawiła się myśl, że dzieci można uczyć przez reklamę, programy telewizyjne. Zwolniło to rodziców z obowiązku uczenia. Program ten stał się odpowiednim wstępem dzieci w kulturę uwielbiania rozrywki. Autor zarzuca tego typu edukacji to, że wymaga skupienia na obrazach, niemożności zadawania pytań, brak wzajemnych oddziaływań (prywatna przestrzeń, własny wybór, gdzie zabawa jest celem samym w sobie. Szkoła kształtuje umiejętności językowe, rozwija zainteresowania, kształtuje umiejętność współdziałania, rozumienia norm społecznych, zabawa jest środkiem wiodącym do celu. John Dewey zauważył, że w szkole człowiek uczy się, w jaki sposób można się uczyć, jak zdobywać wiedzę.
Wiedzę z programów telewizyjnych można czerpać w każdym momencie i w każdym miejscu. Nie ma ocen i wymogów edukacyjnych. Każda informacja ma być przyswojona. Nie podaje się możliwości istnienia wątpliwości.  Nie toleruje się tu opisu. Telewizja przyjmuje formę gawędy prowadzonej za pomocą dynamicznych obrazów wspieranych muzyką.
Najnowsze badania pokazują, że oprócz spania telewizja jest najulubieńszą metodą spędzania wolnego czasu.  Z kolei badania nad efektywnością uczenia się potwierdziły, że telewizja ma niezwykły wpływ. Nic tak dobrze nie wpływa na szybkość uczenia się jak udramatyzowana forma przedstawionego materiału. Zachęca się do integrowania trzech mediów (radio, telewizja, komputer) w proces nauczania czy prezentacji multimedialnej.
Jest jednak spore niebezpieczeństwo wynikające z tego typu edukacji. Wiedza zdobyta przez telewizję będzie pokawałkowana, konkretna, niewnioskotwórcza, natomiast ta przyswojona przez czytanie może bardziej wiązać się z wiedzą nagromadzoną wcześniej, co prowadzi do wyciągania wniosków. Wszystko dąży w kierunku przekonania, że wiedza może być przekazywana za pomocą rozrywki, że może się nią stać.
Duch kultury może zanikać przez stawanie się więzieniem lub przekształcanie się w burleskę. Współczesny świat jest skażony wieloma kulturami-więzieniami, które opisywał Orwell. Huxley wskazuje na to jak w epoce zaawansowanej technologii duchowego spustoszenia możemy się spodziewać ze strony wroga o uśmiechniętej twarzy. Nie potrzebni stają się strażnicy, granice. W sytuacji, kiedy życie kulturowe staje się rozrywką, życie publiczne grą, polityka zabawą, możliwość śmierci kultury staje się nieuchronna.
Świat Orwellowski łatwiej rozpoznać i stawić mu czoło niż w przypadku świata Huxleyowskiego, ponieważ nikt nie jest w stanie stawić czoła morzu przyjemności. Kolejne wynalazki odgrywały większą rewolucje kulturową niż jakiekolwiek rządy. Zmieniały światopogląd, ideologie. Żadne medium nie jest niebezpieczne jeśli jego użytkownicy, odbiorcy są świadomi na czym polega jego niebezpieczeństwo.
Szkoły powinny uczyć interpretowania symboli kultury. Obecnie zadanie to powinno polegać na nabywaniu umiejętności dystansowania się od form informacji. Powinniśmy nauczyć się rozumieć politykę i epistemologię mediów. Problem współczesnych polega nie na tym, że śmieją się zamiast myśleć, ale na tym, ze nie wiedzą z czego się śmieją, ani dlaczego przestali myśleć.
Poważną kwestią do rozstrzygnięcia jest również dostępność pornografii. Socjologowie, pedagodzy i psycholodzy badają, jaki wpływ wywiera ona na kształt społeczeństwa oraz relacje jednostek znajdujących się w nim.
Tomasz Szlendak pisze: Dawno minęły już czasy, kiedy to porno-publikacje nabyć można było wyłącznie za ciężkimi kotarami seks-shopów[29]. Podkreśla również, że obecnie pornografia jest czymś powszechnie dostępnym i burzy świat tabu. Powszechny dostęp do Internetu daje niesamowite możliwości dostępu do rozpowszechnianych tam materiałów pornograficznych. Praktycznie nie istnieją ograniczenia wiekowe dotyczące dostępu do treści przeznaczonych dla dorosłych. Dzieci i młodzież nie muszą już starać się zdobyć materiałów przeznaczonych dla letnich, ponieważ na brak możliwości weryfikacji wieku nie ma możliwości blokowanie takich treści przed nieletnimi.
Szlendak pisze: W ramach sieciowej kultury bezwstydu przeszliśmy od normy porno-intymności i specyficznej subkultury do normy ekspozycji, sieciowego ekshibicjonizmu, podglądactwa i potężnej diaspory mas buszujących po serwerach z seksem. To, co było niegdyś ››inne‹‹ i zakazane, dzisiaj stało się (niemal) estetycznym kanonem i czymś zupełnie zwyczajnym. W kulturze konsumpcyjnej, która pozwoliła porno-przemysłowi na osiąganie ogromnych zysków, zapanował estetyczny i etyczny terror porno-image'u i porno-stylu. Ten specyficzny dyktat pornografii w błyskotliwym tempie przekształca przez swą wszechobecność i nachalność kolorowy świat konsumeryzmu i przełamuje dotychczasowy sposób postrzegania zachowań dewiacyjnych[30].
Tomasz Szlendak zauważa również, że Hugh Heffner założyciel „Playboy'a" pod koniec lat sześćdziesiątych zaczął wydawać swoje czasopismo, przez co jako pierwszy wprowadza seks na główna ulicę. Ciągle rozwijające się media poszerzyły możliwości rozprzestrzeniania materiałów pornograficznych. Medialne oswojenie kultury z nagością doprowadziło w konsekwencji do ekspansji pornografii, co było szczególnie zauważalne w momencie wprowadzenia na rynek kasety VHS z możliwością odtwarzania jej domowym w zaciszu[31]".
Szlendak podkreśla również to, że aktorzy i aktorki porno stali się gwiazdami, których śledzone jest też życie osobiste. Kulisy porno-produkcji, to kreowanie miłości fizycznej przez przerywanie zdjęć w celu poprawek[32]. Zmiana świata wartości przez media sprawiła, że to, co dawniej było zakryte, zabronione, uważane za tabu, teraz staje się coraz bardziej odkryte i wręcz pożądane. Paradoksem jest to, że niektóre aktorki po zakończeniu kariery porno przechodzą do normalnej produkcji filmowej.
To, że telewizja i inne współczesne media kształtują nas i nasz światopogląd nie ulega wątpliwości. Nikt nie odważy się przeciwstawić twierdzeniom na temat formowania moralności przez media. Szybkość z jaką rozprzestrzenia się informacja, kultura jest niezwykle zaskakująca. Ludzie wydaja się nie mieć już żadnych ograniczeń czasoprzestrzennych. Informacje i ich cywilizacja docierają do najodleglejszych zakątków świata, jeśli takie jeszcze istnieją. Ziemia staje się globalną wioską, którą przepowiadał McLuhan. Możemy także dostrzec zanik tożsamości narodowych czy plemiennych.
Jednak czy cały ten proces jest aż tak wielkim zagrożeniem? Powszechna edukacja, niekiedy i tak kończąca się analfabetyzmem z powodu nieumiejętności zrozumienia przeczytanych treści, a więc braku formowania świata abstrakcyjnego, mimo wszystko dała wiele współczesnym czasom.
Możemy zacząć od podstawowych potrzeb ludzkich czyli od dbania o ciało. Wszechobecne informacje, napór mediów, masowe podporządkowywanie się wzorcom daje nam lepsze dbanie o higienę, odżywianie, świadomość zdrowego spędzania wolnego czasu.
Postman upiera się przy tym jakoby Amerykanie przed czasami telewizji i telegrafu byli bardziej wykształceni. Moim zdaniem odsetek ludzi, którzy posługiwali się umysłem nie dla rozrywki lecz w celach poznawczych jest ciągle ten sam.
Dla Postmana telewizja jest jeszcze całkiem młodziutkim medium. Internet ogólnodostępny jeszcze nie istnieje, przepływ informacji opiera się głównie o to, co ludzie zobaczą lub usłyszą w radiu i telewizji.
Można by powiedzieć, że współczesne czasy niosą coraz większe zagrożenia. Internet, do którego ma dostęp każdy, jest źródłem jeszcze bardziej poszczątkowanej wiedzy, przepływającej z jednego końca Ziemi na jej drugi koniec.
Telefonia i komputery dały nam niezwykłą możliwość wglądu w cały świat i poznawania ludzi innych krajów bez potrzeby podróżowania.
Każde nowe media niosą z sobą tyle samo szans, co i zagrożeń. To od człowieka zależy, jak wykorzysta kolejną „zabawkę", która daje niezwykłe możliwości kształcenia, jeśli tylko potrafimy selekcjonować płynące zewsząd informacje. Tego ma nas właśnie uczyć szkoła.
Postman czuje też zagrożenie, a może i nawet upadek współczesnego szkolnictwa. Dla niego nauka nie może być przyjemna. Świat oparty na zabawie jest światem zmierzającym ku upadkowi. Z mojego pedagogicznego punktu widzenia odpowiednio wykorzystane media są wsparciem w procesie edukacji. Trzeba je jedynie umiejętnie dawkować i przygotować. Sama niejednokrotnie wykorzystałam wszelkie możliwe środki przekazu, aby wspomóc rozwój i wzbudzić zainteresowanie dzieci.
Z własnego doświadczenia wiem, że nauka jeśli jest przyjemna, jeśli wiąże się z pozytywnymi bodźcami staje się nie tylko ciekawszą, łatwiejszą, ale bardziej przyciąga. Większość ludzi jest wzrokowcami, znaczna część jeszcze słuchowcami, ruchowcami. Zaangażowanie wszystkich tych predyspozycji daje niezwykłe efekty.
Współczesny świat oferuje nam wiele możliwości kształcenia. To od nas samych zależy czy chcemy się rozwijać czy wolimy biernie poddawać się manipulacji przez informacje.
Kolejny problem pojawia się przy kształtowaniu poglądów, poczuciu smaku, wrażliwości na sztukę, która bardzo się zmieniła-a może tylko zatoczyła koło-przez wieki. Coraz mniej refleksji pojawia się nad obrazami napotykanymi, ponieważ jest ich nadmiar. Niejednokrotnie bilbordy, plakaty reklamowe stają się dziełami sztuki. Dostrzegamy w nich artyzm twórcy. Natłok obrazów powoduje, że wszystkie odbierane są jako jeden z wielu.
Ten problem doskonale ujawnia również Kurt Vonnegut w książce Losy gorsze od śmierci w swojej metaforze „I już, i już, i już"[33]. Autor doskonale obrazuje podejście współczesnych ludzi do kolejnych dzieł sztuki, która wydaje się drażnić ludzi, jeśli wymaga od nich jakiegokolwiek skupienia, dłuższej uwagi. Amerykanie w tym ujęciu pokazani są jako ludzie pędzący na wrotkach przez Luwr. Sam nawet wydaje się rozumieć i pochwalać tę postawę, ponieważ niejednokrotnie zachwycamy się czymś, co sztuka nie jest. Sam przyznaje się do wystaw fotografii, grafiki, które miał tylko dlatego że jest sławny. Nie liczyła się tu jakość obrazów tylko wyrobione nazwisko.
Vonnegut, tak jak i Postman, dostrzega, że współczesna sztuka ukształtowana jest przez to czego oczekuje społeczeństwo. Malarze, graficy zmuszeni zostają do tworzenia takich obrazów, na jakie jest popyt. Prawdziwa sztuka powstaje w samotności. Tak też powinno się ją odbierać.
Z drugiej strony pojawia się problem oceny dobrego i złego dzieła. Tylko po obejrzeniu, przeczytaniu, wysłuchaniu naprawdę dużej ilości jesteśmy w stanie ocenić, czy coś jest wartościowe czy też nie. Z drugiej strony znowu pojawia się natłok wszelkich tworów przed czym przestrzega nas Postman- świat informacji bezużytecznej, bo oderwanej od kontekstu, świat informacji bezrefleksyjnej, bo następującej po sobie, poszczątkowanej. Przyznaje też, że dawniej siła pisanego słowa była większa.[34]
U Vonneguta pojawia się również niezwykła, ale realna wizja przyszłości pełnej wynalazków ułatwiających ludziom życie, ale jednocześnie cofających ich pod względem rozwoju emocjonalnego. Człowiek w tej cywilizacji postępu ma dostęp do wszelkich informacji, ale czy będzie umiał z tego korzystać? Nie koniecznie. Na pewno nie zawładnie wszechwładną Naturą, która w mgnieniu oka może wszystko zniszczyć. Nie pomoże tu szybka komunikacja i wszelkiego rodzaju wynalazki.[35]
Jednocześnie jest przeciwny wszelkim wizjom, w których świat dąży ku nieuchronnej zagładzie. Dowodzi nawet, że cywilizacja się rozwija, staje się bardziej humanitarna. W jego młodości linczowano Murzynów, dyskryminowano Żydów. Jego zdaniem dostęp do informacji pozwala na większą tolerancję. Już dawniej głoszono poglądy, że kraj upada, bo młodzi nie mają obowiązku czytania wielkich myślicieli, którzy byli zwolennikami niewolnictwa, posłuszeństwa kobiet i dzieci.[36]
Kolejnym zagrożeniem niesionym przez media (co często podkreśla w swoich książkach Wojciech Burszta) jest „makdonalizacja" społeczeństw, czyli ujednolicanie kultury przez media. To jednak nie do końca zgadza się z obserwacjami socjologów. Giddens w tej sprawie pisze: Jednakże większość społeczeństw uprzemysłowionych staje się coraz bardziej zróżnicowana kulturowo, czyli wielokulturowa[37].
Owa wielokulturowość jest kształtowana przez subkultury, o których Giddens pisze: Pojęcie subkultur nie odnosi się jedynie do grup etnicznych i językowych w obrębie większego społeczeństwa. Dotyczy ono wszelkich grup ludności, które odróżniają się od reszty społeczeństwa swoim wzorem kulturowym[38].
Bibliografia:
  • 1. Anthony Giddens, Socjologia, tł. Alina Szulżycka, Warszawa 2004.
  • 2. Ireneusz Krzemiński, Socjologiczne przemiany współczesnego świata, [w:] Socjologia a przemiany współczesnego świata, pod red. Ireneusza Krzemińskiego, Warszawa 2004.
  • 3. Kurt Vonnegut, Losy gorsze od śmierci, tł. Jan Rybicki, Warszawa 1994.
  • 4. Magdalena Tomaszewska, Melting pot proszę!, [w:] Ekran, mit, rzeczywistość, pod red. Wojciecha J. Burszty, Warszawa 2003.
  • 5. Marek Tokarz, Argumentacja, perswazja, manipulacja, Gdańsk 2006.
  • 6. Marek Ziółkowski, Dziedziczenie i wybór, [w:] Socjologia a przemiany współczesnego świata, pod red. Ireneusza Krzemińskiego, Warszawa 2004.
  • 7. Neil Postman, Zabawić się na śmierć. Dyskurs publiczny wepoce show-buisnessu, przeł. Lech Niedzielski, wstęp Maciej Mrozowski, Warszawa 2002.
  • 8. Tomasz Szlendak, O rozmywaniu granic w świecie porno-suflerów. Moralność w dobie późnonowoczesnej, [w:] Socjologia a przemiany współczesnego świata, pod red. Ireneusza Krzemińskiego, Warszawa 2004.


[1] Marek Tokarz, Argumentacja, perswazja, manipulacja, Gdańsk 2006, s. 11.
[2] Marek Tokarz, Argumentacja, perswazja, manipulacja, Gdańsk 2006, s. 11.
[3] Marek Tokarz, Argumentacja, perswazja, manipulacja, Gdańsk 2006, s. 12.
[4] Marek Tokarz, Argumentacja, perswazja, manipulacja, Gdańsk 2006, s. 12.
[5] Marek Tokarz, Argumentacja, perswazja, manipulacja, Gdańsk 2006, s. 12.
[6] Anthony Giddens, Socjologia, tł. Alina Szulżycka, Warszawa 2004, s. 49
[7] Anthony Giddens, Socjologia, tł. Alina Szulżycka, Warszawa 2004, s. 51.
[8] Marek Tokarz, Argumentacja, perswazja, manipulacja, Gdańsk 2006, s. 14.
[9] Marek Tokarz, Argumentacja, perswazja, manipulacja, Gdańsk 2006, s. 15.
[10] Anthony Giddens, Socjologia, tł. Alina Szulżycka, Warszawa 2004, s. 85.
[11] Ireneusz Krzemiński, Socjologiczne przemiany współczesnego świata, [w:] Socjologia a przemiany współczesnego świata, pod red. Ireneusza Krzemińskiego, Warszawa 2004, s. 18.
[12]Neil Postman, Zabawić się na śmierć. Dyskurs publiczny w epoce show-buisnessu, przeł. Lech Niedzielski, wstęp Maciej Mrozowski, Warszawa 2002, s. 16.
[13] Marek Ziółkowski, Dziedziczenie i wybór, [w:] Socjologia a przemiany współczesnego świata, pod red. Ireneusza Krzemińskiego, Warszawa 2004, s. 122.
[14]  Neil Postman, Zabawić się na śmierć. Dyskurs publiczny w epoce show-buisnessu, przeł. Lech Niedzielski, wstęp Maciej Mrozowski, Warszawa 2002, s, s. 35.
[15] Neil Postman, Zabawić się na śmierć. Dyskurs publiczny w epoce show-buisnessu, przeł. Lech Niedzielski, wstęp Maciej Mrozowski, Warszawa 2002, s, s. 47.
[16] Neil Postman, Zabawić się na śmierć. Dyskurs publiczny w epoce show-buisnessu, przeł. Lech Niedzielski, wstęp Maciej Mrozowski, Warszawa 2002, s, s. 49.
[17] Neil Postman, Zabawić się na śmierć. Dyskurs publiczny w epoce show-buisnessu, przeł. Lech Niedzielski, wstęp Maciej Mrozowski, Warszawa 2002, s, s. 51.
[18] Neil Postman, Zabawić się na śmierć. Dyskurs publiczny w epoce show-buisnessu, przeł. Lech Niedzielski, wstęp Maciej Mrozowski, Warszawa 2002, s, s. 88.
[19] Neil Postman, Zabawić się na śmierć. Dyskurs publiczny w epoce show-buisnessu, przeł. Lech Niedzielski, wstęp Maciej Mrozowski, Warszawa 2002, s 108.
[20] Neil Postman, Zabawić się na śmierć. Dyskurs publiczny w epoce show-buisnessu, przeł. Lech Niedzielski, wstęp Maciej Mrozowski, Warszawa 2002, s 109.
[21] Neil Postman, Zabawić się na śmierć. Dyskurs publiczny w epoce show-buisnessu, przeł. Lech Niedzielski, wstęp Maciej Mrozowski, Warszawa 2002, s 127.
[22], Neil Postman, Zabawić się na śmierć. Dyskurs publiczny w epoce show-buisnessu, przeł. Lech Niedzielski, wstęp Maciej Mrozowski, Warszawa 2002, s. 146.
[23] Magdalena Tomaszewska, Melting pot proszę!, [w:] Ekran, mit, rzeczywistość, pod red. Wojciecha J. Burszty, Warszawa 2003, s. 33.
[24] Marek Ziółkowski, Dziedziczenie i wybór, [w:] Socjologia a przemiany współczesnego świata, pod red. Ireneusza Krzemińskiego, Warszawa 2004, s. 121.
[25] Marek Ziółkowski, Dziedziczenie i wybór, [w:] Socjologia a przemiany współczesnego świata, pod red. Ireneusza Krzemińskiego, Warszawa 2004, s. 121-122.
[26] Marek Ziółkowski, Dziedziczenie i wybór, [w:] Socjologia a przemiany współczesnego świata, pod red. Ireneusza Krzemińskiego, Warszawa 2004, s. 122.
[27] Marek Ziółkowski, Dziedziczenie i wybór, [w:] Socjologia a przemiany współczesnego świata, pod red. Ireneusza Krzemińskiego, Warszawa 2004, s.125-127.
[28] Marek Ziółkowski, Dziedziczenie i wybór, [w:] Socjologia a przemiany współczesnego świata, pod red. Ireneusza Krzemińskiego, Warszawa 2004, s. 128.
[29] Tomasz Szlendak, O rozmywaniu granic w świecie porno-suflerów. Moralność w dobie późnonowoczesnej, [w:] Socjologia a przemiany współczesnego świata, pod red. Ireneusza Krzemińskiego, Warszawa 2004, s 188.
[30] Tomasz Szlendak, O rozmywaniu granic w świecie porno-suflerów. Moralność w dobie późnonowoczesnej, [w:] Socjologia a przemiany współczesnego świata, pod red. Ireneusza Krzemińskiego, Warszawa 2004, s 188
[31] Tomasz Szlendak, O rozmywaniu granic w świecie porno-suflerów. Moralność w dobie późnonowoczesnej, [w:] Socjologia a przemiany współczesnego świata, pod red. Ireneusza Krzemińskiego, Warszawa 2004, s. 189.
[32] Tomasz Szlendak, O rozmywaniu granic w świecie porno-suflerów. Moralność w dobie późnonowoczesnej, [w:] Socjologia a przemiany współczesnego świata, pod red. Ireneusza Krzemińskiego, Warszawa 2004, s. 198-199.
[33] Kurt Vonnegut, Losy gorsze od śmierci, tł. Jan Rybicki, Warszawa 1994, s. 41.
[34] Kurt Vonnegut, Losy gorsze od śmierci, tł. Jan Rybicki, Warszawa 1994, s. 70.
[35]  Kurt Vonnegut, Losy gorsze od śmierci, tł. Jan Rybicki, Warszawa 1994,. 129.
[36]  Kurt Vonnegut, Losy gorsze od śmierci, tł. Jan Rybicki, Warszawa 1994,. 130.
[37] Anthony Giddens, Socjologia, tł. Alina Szulżycka, Warszawa 2004, s 47-48.
[38] Anthony Giddens, Socjologia, tł. Alina Szulżycka, Warszawa 2004, s. 48.