wtorek, 31 grudnia 2013

złe czasy


W naszej prasie istnieje wspaniała tendencja (i nie ma w tym stwierdzeniu nic z cynizmu) do krytykowania. Negatywnie ocenia się funkcjonowanie gospodarki, poczynania polityków, system oświaty, postępy Polaków w dziedzinie nauki. Już nawet nie pamiętam, kiedy czytałam pozytywną opinię na którąkolwiek z dziedzin. Gospodarka funkcjonuje źle, ponieważ zamykane są zakłady, upadają firmy, zwalnia się ludzi, zagraniczni inwestorzy nie pompują tu swoich pieniędzy, a jedynie wykorzystują niemal darmową siłę roboczą, która bez tego byłaby bezpłatna dla krajowego biznesu. Politycy posyłający dzieci wcześniej do szkół, wydłużający wiek emerytalny są źli, a zapomina się, że połowa młodych Polaków (do 30 roku życia) nie ma pracy, a jedna czwarta pracuje na umowy śmieciowe, z których emerytur nie będzie, więc tragedia przedłużenia wieku emerytalnego ich nie dosięgnie. Do tego wszystkiego mamy kiepski system oświaty kształcący masy tumanów, przez co istnienie prawdziwych intelektualnych elit staje się niemożliwe. Naukowcy też się nie popisuję. Wynajdują od czasu do czasu urządzenia o takim zaawansowaniu technicznym, że Japończycy bez wahania kupują patenty, ponieważ nas – Polaków na wdrażanie innowacji nie stać, ponieważ mamy odpływ gotówki do suwerena (Watykanu).

Te narzekania bardzo mnie cieszą. Świadczą one o żywotności intelektualnej społeczeństwa. My ciągle myślimy, chcemy się uczyć i widzimy swoje słabości. Wiemy, że zmiany i prestiż wymaga ciężkiej pracy. Nasze elity wiedzą, że jeszcze muszą sporo się nauczyć od innych. I co z tego, że nie starcza im życia. Kolejny mały kroczek przekazują potomności, której również wpajają niezadowolenie i krytycyzm. Szukanie ideału jest czynne i męczące. To zbytnie zadowolenie z siebie, zbyt dobre statystyki, wiara w moc narodu sprawiała, że one upadały. Nam to nie grozi. Jesteśmy nienasyceni ekonomicznie i intelektualnie. Narzekamy na wszystko, co mamy i czego nie mamy. Tego narzekactwa brakuje mi w wizji poprzedniej Polski –Polski Ludowej. Wszyscy byli zadowoleni, wykonywali po 200% normy, a życie toczyło się wokół braków, bo to nie w sobie widzieliśmy błędy, ale w otoczeniu, konkurencji z Zachodu.
Chwała nam niezadowolonym, bo jak mówi Ortega: „Owe czasy pełni to czasy sytości i samozadowolenia; a nawet, jak to było w wieku XIX, arcysamozadowolenia. Ale teraz wiemy już, że owe wieki, tak z siebie zadowolone, tak udane, są w gruncie rzeczy martwe. Autentyczna pełnia życia to nie pełne sytości zadowolenie, sukces, poczucie osiągnięcia szczytu. Już Cervantes powiedział, że «droga zawsze jest lepsza od zajazdu». Czasy, w których spełniły się ludzkie dążenia, w których ideały przybrały realny kształt, to czasy, w których się do niczego nie dąży, w których wyschły źródła pożądań. Innymi słowy, cała ta pełnia to w rzeczywistości koniec. Bywają epoki, które nie umiejąc odrodzić czy ożywić swych dążeń umierają z sytości i zadowoleni, tak jak umiera szczęśliwy truteń po weselnym locie”[1]. Nam owa sytość nie grozi. My w nowych podręcznikach z wkładaną w nie wiedzą specjalistyczną widzimy zło i cofanie intelektualne, przez które dzieci i młodzież nie jest w stanie sprostać wymaganiom egzaminów. Nieodpowiednie kształcenie i sprawdzanie wiedzy przez testy również kształceni w poprzednim systemie wypadają mizernie. Do tego jesteśmy coraz bardziej leniwymi i mniej wymagającymi czytelnikami zabawiającymi się „tańcami z gwiazdami”. Co nas bawiło dawniej? Czy była to sztuka wysokich lotów, intelektualistyczne książki wymagające pracy intelektualnej czytelnika? Nie sądzę. Nasz problem polega nie na braku własnej ciekawości i uczenia się, ale na zalewie informacji. Nauki tak szybko ewoluują, wiedza poszerza się tak szybko, że przeciętny człowiek może tylko poczytać o osiągnięciach. To, co dawniej umiały i wymyślały elity (np. różniczki, całki itp.) dziś uczą się licealiści, którzy bez dostępu do technologii byliby inwalidami społecznymi.


[1] José Ortega y Gasset, Bunt mas, tł. Piotr Niklewicz, Warszawa 1997, s. 29.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

rocznice

zarzucasz mi
że dat nie pamiętam
z braku sentymentu
i wiekuistej ignorancji bliźniego

nie lubię rocznic świadczących
o przemijalności wieczności
okrągłych dat
sterczących w kalendarzu
w nieodpowiednich miejscach
jak obelisk
zasłaniające
nieostrą codzienność

rocznicę obchodzę
- jak zbędne pomniki
niewkomponowane w krajobraz-
z daleka

ja nie muszę
nudnie pamiętać
o czczeniu przeszłości
wyciąganiu trupów z szaf
otwieram okno teraźniejszości
niech świeży wieje wiatr

predyspozycje do bycia matką/ojcem?

Kiedyś na zajęciach poruszyłam kwestię ojcostwa i macierzyństwa. Większość ludzi jest skłonna twierdzić, że kobieta posiada inne predyspozycje jeśli chodzi o wychowanie. Jest w ich rozumieniu widoczny tradycyjny obraz roli kobiety i mężczyzny. Swój punkt widzenia uzasadniają niezwykłym związkiem, jaki wytwarza się między matką i dzieckiem. Jeśli jednak tak by było to na pewno nie istniało by zjawisko wyrodnych matek traktujących dzieci jak zbędny balast. Niejednokrotnie to one podejmują bezmyślną decyzję o oddaniu własnego dziecka pod opiekę zupełnie obcych ludzi (ja osobiście bałabym się powierzyć swoje dziecko-jeśli bym miała- jakiejś opiekunce, której praktycznie nie znam). Z obserwacji relacji dziecko-matka, dziecko-ojciec jestem skłonna twierdzić, że nie istnieje coś takiego jak naturalna predyspozycja ze względu na płeć. Być może wytwarza się związek między matką a dzieckiem podczas noszenia go w jej łonie, ale z czasem on zanika, a u niektórych nawet się nie pojawia.
Rozmawiałam z wieloma osobami na temat rodzicielstwa, obserwowałam znajomych jak bardzo zmieniali się pod wpływem pojawienia się nowej istoty, za którą są odpowiedzialni i zauważyłam, że stosunek do dziecka nie zależy od płci, ale od wartości, które zostały im wpojone i ich predyspozycji społecznych, emocjonalnych.

wychowanie=odpowiedzialność za rozwój intelektualno-emocjonalny

Czasami kobiety potrzebują mniej lub więcej czasu by dorosnąć do macierzyństwa. Innym razem to macierzyństwo zaskakuje je z nienacka. Ale czy aby na pewno? Jedno, do czego jestem całkowicie przekonana to, to że mężczyzna nigdy nie jest w stanie całkowicie zabezpieczyć się przed ojcostwem, jeśli kobieta pragnie dziecka i nie liczy się z jego zdaniem. Nie wierzę natomiast w sytuacje, kiedy to kobieta jest nagle zaskakiwana niechcianą ciążą.
Żyjemy w epoce całkowitego uświadomienia i nie wierzę w hasła: „Bo nie wiedziałam, jak się zabezpieczyć, bo nie wiedziałam, co robię". Wszędobylskie reklamy i informacje w mediach nie pozwalają młodej kobiecie żyć w nieświadomości dotyczącej istnienia środków antykoncepcyjnych.
Naiwne wydają mi się również usprawiedliwienia: „Bo moja wiara nie pozwala mi na stosowanie tego typu zabezpieczenia". Skoro jakaś religia nie pozwala na takie praktyki, to zastrzega również, że zbliżenie dwojga ludzi jest przywilejem ludzi, będących w związku małżeńskim.
Czy w takim razie istnieje coś takiego, jak niechciana ciąża? Jeśli kobieta świadomie nie zabezpiecza się i kocha się ze swoim partnerem to, czy nie jest to -mniej lub bardziej-świadome dążenie do posiadania potomstwa?
A może to po prostu świadczy o braku dojrzałości tej osoby? Braku odpowiedzialności?
Ja zawsze bałam się konsekwencji wypływających z przyjścia na świat nowego życia. Dzięki pracy wiedziałam, jak wielki trud trzeba włożyć w wychowanie. Byłam świadoma, że to od rodzica w znacznym stopniu zależy rozwój pociechy.
Ze zdziwieniem- i niejednokrotnie zszokowana-obserwowałam ludzi spędzających czas z dziećmi na placu zabaw. Po zachowaniu opiekunów i podopiecznych można było doskonale poznać, czy dziecko było wyczekiwane czy po prostu „zdarzyło się". Jednak bez względu na to w ich relacjach było sporo miłości, troski.
Pewnego dnia na plac zabaw przyszła młoda kobieta z chłopcem (około czteroletnim), który od razu wdał się w bójkę z innymi dziećmi. Po pięciu minutach już ich nie było. Od codziennie spotykanych matek dowiedziałam się, że ta kobieta nigdy nie bywa z dzieckiem na placu zabaw, że jedynym miejscem, gdzie on przebywa na świeżym powietrzu, jest balkon.
Ten samotnie wychowywany chłopiec nie miał okazji nauczyć się reguł obowiązujących we wspólnej zabawie.
Matka, która powinna być najbliższą osobą, która powinna dbać o jak najlepszy rozwój, stała się powodem jego późniejszych problemów w relacjach z ludźmi.

Descartes: Każdy ma dość rozumu

„Rozsądek jest rzeczą najsprawiedliwiej rozdzieloną na świecie: każdy bowiem mniema, iż jest weń tak dobrze zaopatrzony, że nawet ci, których najtrudniej zadowolić w innych sprawach, nie zwykli pożądać go więcej, niż go posiadają. Nie jest prawdopodobne, by wszyscy popełniali co do tego błąd, świadczy to raczej o tym, że zdolność poprawnego sądzenia i odróżniania prawdy od fałszu, którą właśnie nazywamy rozsądkiem lub rozumem , jest z natury swojej jednakowa u wszystkich ludzi; tak więc różnorodność naszych mniemań nie pochodzi stąd tylko, że prowadzimy nasze myśli rozmaitymi drogami, a także, że nie bierzemy pod uwagę tych samych przedmiotów. Albowiem nie dość jest mieć umysł zdatny, najważniejszym jest to, aby używać go właściwie".
René Descartes, Rozprawa o metodzie właściwego kierowania rozumem i poszukiwania prawdy w naukach, tł. Wanda Wojciechowska, Warszawa 1970, s. 2.

Teoriopoznawcze aspekty sporu o uniwersalia

Teoriopoznawcze aspekty sporu o uniwersalia
Drogi dojścia do pojęcia bytu warunkują jego dalszą charakterystykę semantyczną. Ważne jest określenie jednoznaczności, wieloznaczności (trzeba wykluczyć, ponieważ nie nadawałaby się do określenia czegokolwiek) czy analogiczności pojęcia.
Abstrakcja, oparta na eliminowaniu określonych cech lub ich uogólnianiu, prowadzą do jednoznacznego rozumienia pojęcia bytu lub do ujmowania go w ramach analogii atrybucji (wprowadzona przez Arystotelesa). Prowadzi ona do dookreślania pojęć.
„Analogia atrybucji zakłada istnienie analogatu głównego, pierwszorzędnego do którego odnoszą się - analogicznie! - analogaty poboczne (drugorzędne)"[1].
np. „zdrowie"
analogat główny - zdrowy człowiek
analogaty poboczne - to, co czyni zdrowym (zdrowe lekarstwo, zdrowa cera, zdrowe powietrze itd.)
„byt"
analogat główny - substancja (byt samoistny i samodzielny)
analogaty poboczne - przypadłości, z których każda czerpie swą bytowość z substancji
„Analogia atrybucji nadaje się w szczególności do jednoznacznego pojęcia bytu, a więc takiego, jakie przyjmował Jan Duns Szkot. ››Byt‹‹ jest pojęciem, które wypowiada się o każdym bycie, o wszystkim, co istnieje"[2].
Nie ma realnej różnicy między istotą a istnieniem, więc nie ma powodu przyjmowania analogii bytu, która nie jest analogią atrybucji, lecz proporcjonalności.
„Konieczność Jednoznaczności pojęcia bytu Duns Szkot  uzasadniał m. in. potrzebą aparatury pojęciowej, która pozwalałaby mówić prawdziwie zarówno o bytach stworzonych, jak i o Bogu"[3].
Pojęcie analogiczne nie wystarcza, ponieważ daje nam wiele różnych pojęć, niszcząc przez to ich jednoznaczność.
Analogia proporcjonalności uwzględnia egzystencjalną stronę bytu. „W przypadku przeniesienia analogii proporcjonalności na poziom bytu jako bytu, owymi własnościami wspólnymi (analogami) będą własności transcendentalne, takie jak istnienie, jedność, dobro, piękno itp"[4].
Analogia bytowa określa „proporcjonalność" aktu istnienia do istoty bytu, którego jest istnieniem.



[1] Władysław Stróżewski, Ontologia, Kraków 2004, s. 65.
[2] Tamże.
[3] Tamże.
[4] Tamże, s. 66.

niedziela, 29 grudnia 2013

Friedrich Ludwig Gottlob Frege - problem statusu twierdzeń arytmetyki

Frege, rozważając problem analityczności w kontekście pytania o status twierdzeń arytmetyki, podważał poglądy:
-Kanta (prawdy arytmetyczne są syntetyczne a priori),
-Milla (prawdy arytmetyczne są indukcyjne, tj. syntetyczne a posteriori)
Pozostała tylko możliwość, że prawdy arytmetyczne są analityczne i aprioryczne.
Frege  stwierdził, że kategoria analitycznych a posteriori  może być wyeliminowana. Podziały sądów na aprioryczne i aposterioryczn oraz syntetyczne i analityczne dotyczą nie  treści sądów tylko sposobu ich uzasadniania. Gdzie nie ma sposobu uzasadniania sądów tam brakuje tego podziału.
Frege uważa, że taki podział sądów wiąże się z tym, w jaki sposób rozumieli kategorie sądów różni autorzy (również Kant). Jest to jednak niezgodne z rozumieniem „analityczności"  przez Kanta, który odnosił je do treści, a nie do ich uzasadnienia. Frege nie zgadzał się z Kantem, że zdania analityczne rozszerzają wiedzę. Pojęcie zdania analitycznego u Fegego nie sprowadza się tylko do kwestii zakresu (ma szerszy zakres niż u Kanta).
Frege utożsamiał uzasadnienie w matematyce z dowodem (dowodzone zdanie wynika z założeń pierwotnych).
„Zdanie będzie syntetyczne, gdy dowodu nie da się przeprowadzić bez odwołania się do praw nie będących czysto logicznymi i należącymi do jakiejś nauki szczegółowej"[1].
Prawda aposterioryczna wymaga, aby dowód odwołał się do faktów (niedowodliwych prawd szczegółowych, określających cechy przedmiotu).
Prawda aprioryczna polega na odwołaniu się wyłącznie do praw ogólnych, które nie potrzebują dowodu.
Frege uważa, że wszelkie prawdy arytmetyczne można logicznie wywieść z samych definicji. Z kolei geometria potrzebuje właściwych sobie aksjomatów niesprzecznych logicznie ze sobą wzajemnie. Logiczne wywodzenie wiąże się z analitycznym statusem twierdzeń arytmetyki.
Frege przeciwstawia arytmetykę (analityczna, aposterioryczna) - geometrii (syntetyczna, aprioryczna). Jego zdaniem podstawowe prawa arytmetyki da się rozciągnąć na wszystko, co da się pomyśleć.
Zdanie analityczne (wg Fregego)-to zdanie dowodliwe wyłącznie na podstawie praz logiki i definicji.
Frege oparł redukcję arytmetyki do logiki na definicji liczby naturalnej za pomocą pojęć zbioru i należenia do zbioru (potraktowane jako stałe logiczne).
Konstrukcja definicji zdania analitycznego zakłada analityczność samej logiki, którą Frege rozumiał też jako system twierdzeń. Tezy logiki kreują analityczność, co nie oznacza, że same są analityczne. Nie jest jasne, dlaczego analityczność ma polegać na do prawd apriorycznych.
Logicyzm zakłada jednorodność logiki i arytmetyki z punktu widzenia podziału zdań  na analityczne i syntetyczne.


[1] Jan Woleński, Matematyka a epistemologia, Warszawa 1993, s. 130.

oprac. na podstawie:
Jan Woleński, Matematyka a epistemologia, Warszawa 1993, s. 129-132

Wiedza pewna i oczywista

Wiedza pewna i oczywista (psychologizm i fenomenologia, epistemologiczna charakterystyka spostrzeżeń zewnętrznych i wewnętrznych)
Poznanie aktu psychicznego wiąże się ze stapianiem świadomości z przedmiotem świadomości. Niezawodna kontrola spostrzeżenia jest możliwa wtedy, gdy jesteśmy w stanie porównywać treść przedstawienia z rzeczywistym przedmiotem. Niemożliwe jest to w przypadku przedmiotów zewnętrznych, ponieważ mamy do czynienia z ich przedstawieniami.  Błędem jest porównanie treści przedstawienia z pewnym bytem rzeczywistym. Porównanie treści przedstawienia pewnego bytu jest możliwe dzięki temu, że jest przez nas poznawalny.
Według Überwega spostrzeżenie wewnętrzne nie zawdzięcza swojej pewności treści przedstawienia z rzeczywistą naturą przedmiotu. Spostrzeżenie aktu psychicznego wiąże się z porównaniem tego aktu z innymi aktami. Rzeczywisty akt poznania zostaje spostrzegany i poznawany takim, jakim rzeczywiści jest, ponieważ całość obejmuje go w jego rzeczywistej postaci. Überweg zapomina, że włączenie przedmiotów do rzeczywistości jednak nie jest równoznaczne z ich poznaniem. Überweg zarzucał Anzelmowi, że w swym ontologicznym argumencie miesza bycie pomyślanym z rzeczywistym bytem. Są to błędne próby uzasadnienia niezawodności spostrzeżenia wewnętrznego, którego słuszność jest cechą oczywistą.
Nie trzeba usprawiedliwiać naszego zaufania do wewnętrznego spostrzeżenia. Potrzebna jest teoria na temat stosunku spostrzeżenia do jego przedmiotu, godząca się z bezpośrednią oczywistością tego spostrzeżenia. Teoria taka jest nie możliwa, ponieważ spostrzeżenie i przedmiot rozkładają na dwa różne aspekty psychiczne, gdzie jeden byłby skutkiem drugiego.
„Poznanie pewnego rzeczywistego przedmiotu nie może być z tym przedmiotem połączone ściślej niż przedstawienie, skoro przedstawienie służy za podstawę poznania"[1].
Przyjęcie założenia, że każdemu aktowi psychicznemu towarzyszy odnoszące się do niego poznanie towarzyszy trudność, że: „Każde poznanie jest sądem, a każdy sąd (...) polega na przyznaniu albo odmówieniu jakiegoś orzecznika pewnemu podmiotowi"[2].
Aby akt poznania wewnętrznego był spostrzegany musi istnieć akt psychiczny.
„(...) sąd spostrzegania wewnętrznego nie polega na powiązaniu jakiegoś aktu psychicznego jako podmiotu z istnieniem jako orzecznikiem, lecz na prostym uznaniu fenomenu psychicznego, przedstawionego w świadomości wewnętrznej"[3].
Podczas świadomych zjawisk psychicznych intensywność przedstawienia towarzyszącego pewnemu aktowi regularnie wzrasta i maleje wraz z intensywnością tego aktu. Towarzyszącego przedstawiania brak jeśli zanika sam akt.
Sądy o wewnętrznym poznaniu posiadają dwojaką intensywność:
-intensywność, przysługującą przedstawieniom;
-siła związana z przekonaniem, z jakim wydaje się sąd.
Zmalenie jednej z intensywności do zera powoduje, że sąd już nie istnieje. Intensywność zanika, kiedy przedmiot przestaje istnieć, dlatego niemożliwe jest, aby aktowi psychicznemu miało brakować towarzyszącego poznania.
Miara poznania towarzysząca aktowi psychicznemu związanego z poznaniem nie jest funkcją intensywności tego aktu. Wzrost lub spadek przekonania nie ma wpływu na intensywność przekonania z jaką go poznajemy. Przy poznaniu wewnętrznym posiadamy pełnię przekonania, jaka cechuje poznanie bezpośrednio oczywiste.
Z każdym aktem psychicznym wiąże się podwójna świadomość wewnętrzna: przedstawienie odnoszące się do aktu i sąd (spostrzeżenie, będące poznaniem aktu)


[1] Franz Brentano, Psychologia z empirycznego punktu widzenia, wstęp, tł., przypisy Włodzimierz Galewicz, Warszawa 1999, s. 203.
[2] Tamże, s. 204.
[3] Tamże, s. 205.

Źródło: Franz Brentano, Psychologia z empirycznego punktu widzenia, wstęp, tł., przypisy Włodzimierz Galewicz, Warszawa 1999.

Poznanie wg Emmanuela Lévinasa

Emmanuel Lévinas, Całość i nieskończoność. Esej o zewnętrzności, tł. Małgorzata Kowalska, wstęp Barbara Skarga, Warszawa 1998.
 „Stan wojny zawiesza moralność; z instytucji i wiecznych zobowiązań zrywa wieczność, a tym samym unieważnia bezwarunkowe imperatywy, stwierdzając ich tymczasowość. Z góry rzuca cień na ludzkie działania. Wojna nie jest tylko próbą - najpoważniejszą - jakiej poddawana jest moralność. Wojna moralność ośmiesza. Sztuka przewidywania i wygrywania wojny wszystkimi sposobami - polityka - jawi się wówczas jako jedyny właściwy sposób używania rozumu. Polityka przeciwstawia się moralności tak, jak filozofia - naiwności"[1].
Byt poznaniu filozoficznemu jawi się jako wojna.
 „Doświadczenie siły jest doświadczeniem rzeczywistości. Ale przemoc polega nie tyle na ranieniu i unicestwianiu, co na rozrywaniu osobowej ciągłości, na zmuszaniu osób do tego, by grały role, w których się nie odnajdują, by zdradzały nie tylko swoje zobowiązania, ale także samą swoją substancję, by popełniały czyny, które niszczą wszelką możliwość czynu. Wojna nowoczesna, jak zresztą każda wojna, posługuje się bronią, która obraca się przeciwko temu, kto jej używa. Ustanawia porządek, wobec którego nikt nie może się zdystansować. Wojna nie ujawnia zewnętrzności i Innego jako Innego, niszczy tylko Toż-Samego"[2].
„Świadomość moralna może znieść szydercze spojrzenie polityki tylko pod warunkiem, że pewność pokoju jest silniejsza niż oczywistość wojny. Takiej pewności nie może dać zwykła gra antytez. Pokój imperiów, które wyrosły z wojny, opiera się na wojnie. Nie zwraca zagubionym bytom ich utraconej tożsamości. Prawdziwy pokój wymaga źródłowej i oryginalnej relacji z bytem"[3].
Filozofowie pokoju zwykli szukać w rozumie, a nie w eschatologii, która może nieść mesjanistyczny pokój, ale jest łatwo zastępowana ontologią wojny. Moralność opierają na polityce.
„Natomiast eschatologię, subiektywne i arbitralne ubóstwienie przyszłości, owoc nieoczywistego objawienia związany z wiarą, lokują po stronie Mniemania"[4].
„Eschatologia ustanawia relację z bytem ponad całością lub historią , a nie tylko ponad przeszłością i teraźniejszością"[5].
Eschatologia obejmuje historię jako całość i przywraca każdej chwili jej pełne znaczenie.
„Poddając osądowi historię jako całość, pozostaje na zewnątrz wojen, które wyznaczają koniec historii, eschatologia przywraca każdej chwili pełne znaczenie - to, które miała ona w tej właśnie chwili: wszystkie sprawy są wystarczająco dojrzałe, by można je od razu osądzić. Ważny jest nie sąd ostateczny, ale osąd wszystkich chwil w czasie, w którym sądzimy żywych"[6].
Według Hegla byty mają swoją tożsamość przed wiecznością, przed końcem wieczności. Istnieją w relacji, ale tylko dzięki sobie, a nie dzięki całości.
„Idea Bytu wykraczającego poza historię umożliwia pojęcie bytów poszczególnych jako jednocześnie włączonych  w Byt i osobowych, powołanych do tego, by odpowiadać na swoim procesie, a więc już dorosłych, to znaczy zdolnych do mówienia, a nie tylko używających swoich warg anonimowej mowie historii. Pokój powstaje właśnie dzięki tej zdolności do mówienia. Wizja eschatologiczna rozrywa totalność wojen i imperiów, w których się nie mówi"[7].
Eschatologia nie opiera się na opinii objawionych w religiach pozytywnych, lecz samych jej możliwości.
„Doświadczenie moralne nie wypływa z tej wizji - ono tę wizję spełnia (consomme); etyka jest optyką"[8].
 „Stosunek z niedoskonałością nie daje się wyrazić w terminach doświadczenia, albowiem nieskończoność przekracza myśl, która o niej myśli. Właśnie w tym przekraczaniu wytwarza się samo jej nieskończenie"[9].
Relacje z nieskończonością trzeba wypowiedzieć w innych terminach niż kategorie obiektywnego doświadczenia.
 „Ale jeżeli doświadczenie znaczy właśnie relację z absolutnie innym - to znaczy z tym, co zawsze przekracza myśl - relacja z nieskończonością stanowi jedyne doświadczenie we właściwym sensie"[10].
Inny znajduje się poza nami. Jest poza naszym umysłem. Możemy poznać go przez doświadczenie go. Doświadczanie i odkrywanie innego wiąże się z wojną. Nasza moralność zostaje zamazana przez zetknięcie się z innym.
„Wreszcie, wizja eschatologiczna nie przeciwstawia się doświadczeniu całości w imię osobistego egoizmu ani nawet w imię zbawienia osoby. Moralność wychodząca od czystego subiektywizmu Ja zostaje zanegowana przez wojnę, przez całość, jaką wojna odsłania i przez obiektywne konieczności. Obiektywizmowi wojny przeciwstawiamy szczególną subiektywność wizji eschatologicznej"[11].
Idea nieskończoności uwalnia od osądu historii, a daje możliwość, czy wręcz wzywa do sądzenia w każdej chwili.
Wydarzenie i urzeczywistnienie oznacza zaistnienie bytu oraz wydobycie na jaw, ukazanie (tak jak aktor urzeczywistnia swoją rolę na scenie).
„Nieskończona rzeczywistość wydarza się w nierozdzielnym związku z ideą nieskończoności, gdyż właśnie w dysproporcji między ideą nieskończoności a nieskończonością, której jest ona ideą, urzeczywistnia się owo przekraczanie granic. Idea nieskończoności jest sposobem bycia - nieskończeniem (l'infinition) nieskończoności. Nie jest tak, że nieskończoność jest, a dopiero następnie się objawia. Jej  nieskończone bycie (son infinition) urzeczywistnia się jako objawienie, jako zaszczepianie się idei we mnie".[12]
Urzeczywistnia się w swojej identyczności
Filozofowie często postrzegali myślenie jako akt, który byłby grą świateł.
„Akt myślenia - myślenie jako akt - poprzedzałby myślenie myślące akt, czyli uzyskujący samowiedzę. Pojęcie aktu z istoty obejmuje przemoc, przemoc przechodniości lub bezpośredniości (de la transitivité), która nie przysługuje transcendencji myślenia zamkniętego w sobie pomimo wszystkich jego przygód, albowiem są to koniec końców przygody czysto imaginacyjne, przez które myśl przebiega jak Ulisses po to, by w końcu wrócić do siebie. Przemoc aktu polega na wybuchaniu Bytu poza myślą, która zamierza go w sobie zawrzeć, na cudzie idei Nieskończoności"[13].
 „Idea Nieskończoności, która nie jest przedmiotem Nieskończoności, oznacza aktowość samą. Myślenie teoretyczne, wiedza i krytyka, którym przeciwstawia się aktywność praktyczną, opierają się na tej samej podstawie. Idea Nieskończoności, nie będąca przedstawieniem Nieskończoności, jest wspólnym źródłem działania i teorii.
Świadomość nie polega więc na adekwatnym przedstawieniu bytu, na dążeniu do pełnej jasności, w której taka adekwacja zachodzi, ale na wychodzeniu poza tę grę świateł - poza tę fenomenologię - i na urzeczywistnieniu wydarzeń, których ostateczne znaczenie nie polega - inaczej niż sądził Heidegger - na odsłanianiu"[14].
Filozofia odkrywa znaczenia wydarzeń, ale nie jest to jej przeznaczeniem
„Relacja między Toż-samym i Innym nie zawsze sprowadza się do poznania Innego przez Toż-Samego, ani nawet do objawienia się Innego przed Toż-Samym, co już jest czymś zasadniczo różnym od odsłonięcia"[15].
Nie zawsze przez relację poznajemy świat.
 „Okazuje się jednak, że pojęcie ujmowane bezpośrednio przez myśl, która je określa, jest osadzone w horyzontach, jakich myśl owa w swej naiwności nawet nie podejrzewa, choć to właśnie te horyzonty nadają jej sens - oto istota nauczania Husserla".
„Liczy się idea przekraczania obiektywizującej myśli przez zapomniane doświadczenie, z którego myśl ta żyje"[16].
Rozbicie formalnej struktury myślenia na wydarzenia stanowi dedukcję konieczną, ale nie analityczną.
 „Dążenie do radykalnej zewnętrzności, nazwanej metafizyczną, szacunek dla tej metafizycznej zewnętrzności, której nade wszystko należy ››pozwolić być‹‹ - ustanawia prawdę"[17].
 „Etyka już sama przez się jest pewną ››optyką‹‹. Nie ogranicza się do przygotowania terenu dla myślenia teoretycznego, które miałoby monopol na transcendencję. Tradycyjna opozycja między teorią i praktyką zniknie, jeśli wyjdziemy od metafizycznej transcendencji, w której zawiązuje się relacja z absolutnie innym - czyli prawda - i której królewską drogą jest właśnie etyka"[18].


[1]  s. 3
[2]  s. 4
[3]  s. 4
[4] s. 5
[5]  s. 6
[6] s. 6.
[7]  s. 7
[8]  s. 7.
[9]  s. 8
[10]  s. 9
[11]  s. 9
[12]  s. 10-11
[13]  s. 11-12
[14]  s. 13
[15]  s. 13
[16]  s. 14
[17]  s. 14-15
[18]  s. 15

Od filozofii pierwszej do ontologii

Prote philosophia to termin wprowadzony przez Arystotelesa. W Metafizyce określa on przedmiot i zadania tej dyscypliny: powinna być ona nauką ogólną, rozważać problematykę bytu jako takiego, badać jego ostateczne przyczyny. Pisze on w swojej Metafizyce: Jest taka wiedza, która rozważa byt jako byt oraz to, co przysługuje mu w sposób istotny. I nie utożsamia się ona z żadną z tak zwanych nauk szczegółowych. Żadna bowiem inna nauka poza nią nie rozpatruje w ogólności bytu jako bytu, lecz wyodrębniając jakąś jego dziedzinę, rozważa to, co przysługuje mu w danym aspekcie, jak to jest na przykład w bytach matematycznych. Skoro też szukamy zasad i przyczyn ostatecznych, jasne, że muszą to być zasady i przyczyny pewnej rzeczywistości jako takiej. Jeżeli więc również ci, którzy poszukiwali elementów rzeczy, tych właśnie pierwszych zasad poszukiwali, to konieczne, żeby i elementy konstytuujące byt nie były elementami w sensie przygodnym, lecz elementami bytu jako takiego. A przeto i nam pierwszymi przyczynami bytu jako bytu zająć się trzeba[1].
Arystoteles pisząc o najważniejszej nauce zaznacza, że jest to zależne od tego, co było pierwotne w świecie. Jeśli nie ma innej substancji niż wywodzące się z natury to pierwszą nauką powinna być fizyka. Jeśli ponad to istnieje jakaś substancja  nieruchoma, to jest ona wcześniejsza. Pierwsza filozofia szuka odpowiedzi na pytania dotyczące natury Bytu, sposobu jego istnienia oraz cech jakimi się odznacza. Arystoteles w ten sposób  wyjaśnił także stosunek filozofii pierwszej do fizyki, będącej najogólniejszą teorią bytu materialnego. Nie ogranicza się ona tutaj jedynie do badania świata materialnego. Jej zadaniem jest dotarcie do przyczyn ostatecznych, które są boskie.
U Arystotelesa jest to nauka bliska teologii, gdzie najwyższą przyczyną jest Bóg. Z tego powodu też postrzega ją jako naukę najwznioślejszą, a wiedza dotycząca jej należy do najbardziej nieuchwytnych, ponieważ jest boska.
Takie postrzeganie filozofii pierwszej obecne jest u średniowiecznych scholastyków, ponieważ posiada podstawowy charakter wobec innych nauk, które z niej czerpią swe ostateczne przesłanki (Arystotelesowska koncepcja nauki jako hierarchii wyjaśnień; rola sylogistyki). Bardzo ważnym aspektem okazuje się tu przedmiot, czyli pierwsze przyczyny, a zwłaszcza Bóg.
Filozofia pierwsza na początku zajmowała się najbardziej zasadniczą zasadą, podstawą, pierwszą zasadą, pierwszą przyczyną-arche. Arystoteles i średniowieczni scholastycy skupili się na Bycie  jako Bycie. Pojawiają się wówczas pytania o to, co naprawdę istnieje. Dla materialistów podstawa badań to materia, a dla spirytualistów-byty duchowe. Platon jako Byt postrzegał Idee, Spinoza-Substancja Nieskończona, będąca przyczyną samej siebie.
Od czasów Kartezjusza jej przedmiotem staje się świadomość, będąca bytem poznawalnym w sposób najpewniejszy. Kolejne przemiany w sposobie myślenia, postrzegania świata, prób organizacji badań wysunęły wniosek o przydatności badań nad językiem, który według Wittgensteina odwzorowuje świat i sposób postrzegania go w różnych kulturach, a przez to determinuje poznanie.
Mimo upływu czasu człowiek nadal stawia sobie pytania o pierwsze przyczyny i przy wykorzystaniu najnowszej techniki oraz wyników badań próbuje odpowiedzieć na pytania o początek świata, sposoby jego istnienia, postrzegania. Fizycy na podstawie obserwacji wszechświata, który ciągle rozrasta się przez nowe odkrycia, formują kolejne tezy na temat początków i tego co nastąpi. Niestety na razie hipotezy o wielkich wybuchach pozostają nieudowodnione. Nie jesteśmy też w stanie wyjaśnić wielu zjawisk, które działają wbrew ogólnym prawom.
O pierwszeństwie filozofii pierwszej stanowi sposób i rezultat poznania (wiedza pewna i wykluczająca wszelką wątpliwość ). U Platona powstaje ona przez kontakt z Ideami, Arystoteles odwołuje się do pierwszych zasad, Leibniz sprowadza wszystkie prawa rozumowe przez zasadę racji do zasady tożsamości. Dla Kartezjusza istotna pozostaje jasność i wyraźność, Husserl stawia na bezpośrednie doświadczenie, a Bergson na intuicję, będącą przeciwieństwem analizy naukowej.
Z czasem przestano identyfikować filozofię pierwszą z ontologią. Husserl postrzegał ją jako fenomenologię, zawierająca podstawy kolejno wyłaniających się z niej nauk. Zdaniem Kanta uzasadnia ona istnienie późniejszych filozofii czyli wyłaniania się poszczególnych nauk.
Filozofia pierwsza, jako nauka nadrzędna, zajmuje się ę założeniami przyjmowanymi przez inne nauki, które nie analizują podstaw swoich badań ze względu na brak odpowiednich narzędzi w ramach danej dziedziny. Wszystkie ona przyjmują istnienie przedmiotu swoich badań, ale nie interesują się problematyką jego istnienia. Starając się pokazać najważniejsze w danym przedmiocie nie odpowiadają na pytanie o istotę i wartość badanego fenomenu.
Mimo tych ważnych pytań, na jakie pierwsza filozofia szuka odpowiedzi, nie jest ona przez wszystkich uważana za naukę spełniającą warunki naukowości.
Bibliografia:
Kazimierz Ajdukiewicz, Zagadnienia i kierunki filozofii, Warszawa 1983.
Enrico Berti, Wprowadzenie do metafizyki, Warszawa 2002.
Zdzisław Cackowski, Główne zagadnienia i kierunki filozofii, Warszawa 1977.
Tadeusz Czeżowski, O metafizyce, jej kierunkach i zagadnieniach, Toruń 1948.
Nicolai Hartmann, O podstawach ontologii, Toruń 1994.
Martin Heidegger, Wprowadzenie do metafizyki, Warszawa 2000.
Michał Hempoliński, Filozofia współczesna (część II), Warszawa 1989.
Michał Hempoliński (red.), Ontologia. Antologia tekstów filozoficznych, Wrocław 1994.
Jacek Juliusz Jadacki, Spór o granice istnienia, Warszawa 2001.
Władysław Krajewski, Ontologia, Warszawa 1959.
Mieczysław Albert Krąpiec, Metafizyka. Zarys teorii bytu, Lublin 1978.
Józef Lipiec, Ontologia świata realnego, Warszawa 1979.
Antoni B. Stępień, Wprowadzenie do metafizyki, Kraków 1964.
Władysław Stróżewski, Ontologia, Kraków 2003.
Andrzej Leszek Zachariasz, Istnienie. Jego momenty i absolut, Rzeszów 2004.


[1] Arystoteles, Metafizyka,  http://ptta.pl/index.php?id=teksty_klasyczne_ks4

Etyczny charakter drogi poznania na podstawie metafory jaskini Platona

Etyczny charakter drogi poznania na podstawie metafory jaskini Platona (Państwo, VII ks.)

Platon w VII księdze Państwa opowiada o jaskini zamieszkałej przez ludzi zakutych w kajdany. Fragment ten najlepiej prezentuje poglądy filozofa dotyczące Idei i możliwości prawdziwego poznania. Ta wieloznaczna wizja przez wieki poddawana licznym interpretacjom często prowadziła do wniosków, że byty rzeczywiste są tylko odbiciem bytów idealnych.
Platon ukazuje naszej wyobraźni ludzi od dziecięcych lat zakutych w kajdany w ciemniej i głębokiej jaskini. Nie mając możliwości poruszania się widzą tylko to, co znajduje się przed nimi, więc nawet nie są w stanie dostrzec towarzyszy swojej niedoli. Ich wzrok, skierowany ma skalną ścianę, dostrzega tylko cienie:
Do groty prowadzi od góry wejście zwrócone ku światłu, szerokie na całą szerokość jaskini [...]. Z góry i z daleka pada na nich światło ognia, który się pali za ich plecami, a pomiędzy ogniem i ludźmi przykutymi biegnie górą ścieżka, wzdłuż której widzisz murek zbudowany równolegle do niej, podobnie jak u kuglarzy przed publicznością stoi przepierzenie, nad którym oni pokazują swoje sztuczki.[1]
Każdego dnia ludzie wędrujący ścieżką wzdłuż murku niosą różne przedmioty, których cienie pojawiają się na ścianie. Rozmowy prowadzone między niosącymi niesie echo, przez co ludziom przykutym wydaje się, że to właśnie owe cienie prowadzą dyskusje. Z obserwacji prowadzonych przez uwięzionych i ich dyskusji o cieniach wyrosła rywalizacja o to, kto je lepiej pozna. Osoba będąca w tym specjalistą zyskuje wśród przykutych szacunek i uznanie.
Zdarza się tak, że czasami jeden z więźniów może zostać oswobodzony z kajdan i ma możliwość wyjścia z jaskini, aby lepiej poznać świat. Ze względu na przyzwyczajenie wzroku do mroku, wyzwolony po ujrzeniu światła odczuwa ból. Potrzebuje on czasu, aby przyzwyczaić oczy do światła dziennego. Musi on na początku poznawać cienie, odbicia, a z czasem same przedmioty, aż do poznania otaczającego go świata, co będzie niezmierne trudne ze względu na wcześniejsze życie w jaskini.
Po powrocie takiej osoby do jaskini ma ona możliwość podzielenia się z towarzyszami dawnej niedoli nabytą wiedzą o realnym świecie. Przekazanie swoich doświadczeń staje się trudne nie tylko ze względu na potrzebę przyzwyczajenia wzroku do dawnych warunków, ale także trudności w nawiązaniu wspólnego języka z zakutymi w kajdany. Do tego czasu pozostanie pozna grą na rozpoznanie cieni i stanie się obiektem żartów i drwin oraz wzbudzi przekonanie, że nie warto wychodzić na zewnątrz, ponieważ stamtąd powraca się z zepsutym wzrokiem:
I gdyby ich ktoś próbował wyzwalać i podprowadzać wyżej, to gdyby tylko mogli chwycić coś w garść i zabić, na pewno by go zabili[2].
Co może symbolizować ta platońska opowiastka? Jaskinia zapewne to symbol naszego świata, rzeczywistości odbieranej przez nas zmysłowo. Nasze poznanie ograniczają kajdany, czyli  zmysły. Cienie idei są zmienne i szybko przemijają, co utrudnia nam zdobycie wiedzy:
Musimy spostrzegać zmysłami, a zmysły dają nam tylko pozory rzeczy a nie rzeczy same. Jesteśmy jakby przykuci do naszych oczu i uszu i skazani na przezywanie widziadeł zmysłowych od urodzenia Aż do śmierci. Kto się ogranicza do spostrzeżeń zmysłowych i opartych na nich mniemań, jest jak więzień w jaskini, który by nigdy nie mógł głowy odwrócić i patrzeć.[3]
Grupa uwięzionych ludzi symbolizuje nasze ludzkie poznanie. Mimo upływu czasu i znacznemu postępowi naukowemu oraz technicznemu nadal jesteśmy uzależnieni o naszych zmysłów, ponieważ one pozwalają nam sprawinie poruszać się w otaczającym nas świecie.
Wędrowcy niosący różne przedmioty symbolizują  różnych nauczycieli, autorytety, ludzi, mających wpływ na nasze myśli i sposób działania. Oni odpowiadają za to, że żyjemy w świecie iluzji, ponieważ pozwalają nam zobaczyć tylko cienie.
Próba wyjścia z jaskini to zmierzanie do lepszego odkrycia prawdy na temat otaczającej nas rzeczywistości i pogłębiania naszej wiedzy. Nie da się jednak do niej łatwo dojść, a później przekonać do tej wiedzy innych.
Witwicki w swoim omówieniu „Państwa" Platona zauważa, że zdolność do myślenia jasnego ma w zalążku każdy człowiek. Tylko trzebają kształcić od najmłodszych lat, wpływając na całą duszę. Nie tylko na intelekt , ale na charakter tak samo.[4]
Nie wszyscy jednak chcą się wysilać, ponieważ jesteśmy niewolnikami przyzwyczajenia i stereotypów. Nasze próby odkrywania świata są pobieżne i niedokładne ze względu na strach przed nowością i niechęć wobec wysiłku. Musimy jednak pogodzić się z naszymi słabościami, ograniczeniami, związanymi z posiadaniem ciała i możliwością poznania zmysłowego. Ku doskonalszej wiedzy może nas prowadzić nasza lepsza cząstka, czyli dusza, pragnąca „Dobra".
Pogodzenie cielesności i duchowości człowieka pozwala na zerwanie z iluzją i odkrycie otaczającej rzeczywistości:
Tak samo, jak oko nie mogło się z ciemności obrócić ku światłu inaczej, jak tylko wraz z całym ciałem, tak samo całą duszą trzeba się odwrócić od świata zjawisk, które powstają i giną, aż dusza potrafi patrzeć na byt rzeczywisty i jego pierwiastek najjaśniejszy i potrafi to widzenie wytrzymać.[5]
Musimy „uwolnić" nasz umysł trzymany w ryzach zmysłów. Nasza droga poznania powinna wyglądać, jak ta z platońskiej jaskini, czyli być działaniem wzwyż do poznania istoty świata.
Odkrycie wartości u Platona wiąże się z wielkim wysiłkiem, cierpieniem, a droga ku temu ma charakter wstępujący, czyli dążenia ku światłu będącemu na górze ciemnej jaskini, aż ostatecznie całkowite wyjście z mroku.
Wśród rzeczy realnych na pewno ujrzymy nie tylko przedmioty, ale również wartości takie jak dobro czy sprawiedliwość. Na początku, oślepieni ich jasnością, nie dojrzymy niczego. Z czasem, kiedy nasz wzrok się przyzwyczai do nowych warunków będziemy mogli się uczyć się wszystkiego. Nasze poznanie jednak, z powodu wcześniejszego życia, nie będzie pełne, ponieważ dopiero odkryjemy, w jaki sposób odkrywać nową rzeczywistość, w której właśnie się znaleźliśmy.


[1] Platon, Państwo, przeł. Władysław Witwicki, wyd. Antyk, Kęty 1997, s. 220.
[2] Tamże s. 224
[3] Władysław Witwicki, Objaśnienia do księgi siódmej [w:] Platon, Państwo, [tłum. Władysław Witwicki], wyd. Alfa, Warszawa 1994, t.2, s.244
[4] Tamże s. 246.
[5] Platon, s. 225.

Filozofia-skostniała nauka czy nietypowe umiejętności?

Dzięki licznym mediom jesteśmy okupowani wszędobylską atakującą nas zewsząd szczątkową wiedzą. Kolejne informacje napadają nas znienacka i tak szybko, jak się pojawiły znikają, by zrobić miejsce kilku kolejnym. Współczesną naukę można porównać do reakcji atomowej-niewielka ilość informacji potrafi rozrastać się do niesamowicie wielkich form.
Człowiek może nieco zgubić się w tej kulturze szczątkowej informacji, mieć problem z porządkowaniem -a teraz bardziej, niż kiedykolwiek musimy segregować wiedzę tak, jak to robi się ze śmieciami. Do odpowiednich pojemników wkładamy odpowiednie odpady. Niektóre nadają się do przetworzenia, a inne trzeba po prostu wyrzucić na śmietnik, na którym od czasu do czasu ktoś znowu po nią sięgnie, odnowi ją i zacznie używać.
Ten chaos budzący uczucie zagrożenia i strachu potrzebuje racjonalnego podejścia oraz myślenia, analizy docierających treści. Filozofia jest właśnie taką nauką, która pomoże zapanować nad nieładem, a jednocześnie przypomni najważniejsze pytania i zweryfikuje dotychczasowy stan wiedzy.
Obecnie często zapominamy, że z tej nauki-jeśli ogół zajmujący się wszystkim (a co za tym idzie-niczym) można nazwać nauką we współczesnym tego słowa znaczeniu. Obecnie za nauki uchodzą tylko poważne dziedziny typu: matematyka, fizyka, chemia, informatyka i tym podobne, mające swoje metody badawcze i określony zakres badań.
Nauki humanistyczne ze względu na niezbyt precyzyjne lub brak jakichkolwiek narzędzi traktowane są często z przymrużeniem oka. Jednak powinny być to dla nas dziedziny najważniejsze, ponieważ jeśli nie znamy siebie to nie możemy odkrywać świata, ze względu na brak wiedzy na temat naszych ograniczeń poznawczych.
Filozofia należy do tych nauk, które zajmowały się człowiekiem, i jego miejscem w świecie oraz możliwościami poznawczymi. To z niej wyłoniły się nauki szczegółowe i ze względu na ich istnienie często zapominamy o przydatności filozofii w świecie współczesnych badań. Nauki szczegółowe mają już wyznaczone, wytyczone narzędzia poznania i nie zadają sobie trudu zadawanie pytań o metody docierania do prawdy. Tu w grę właśnie wkracza filozofia, mająca weryfikować te metody.
Oczywiste jednak jest, że początkowe lata studiów to zwykłe pochłanianie dużych ilości materiału. A jak to wygląda w przypadku filozofii? Na pewno dane będzie nam poznanie najważniejszych myśli wielkich uczonych, filozofów. Jednak nie o to w tym kierunku chodzi.
Filozofia to przede wszystkim wyrabianie ciągłego krytycznego-w sensie analitycznym-myślenia. Pozwala rozwinąć umiejętności retoryczne, analizę nauki oraz daje podstawę do rozwoju zainteresowań w naukach szczegółowych.
Jednak nikt z nas nie idzie na studia dla samej pasji. Chcemy nasze umiejętności potwierdzić posiadanym dyplomem, dlatego nie powinien być to wybór przypadkowy, ponieważ łatwiej przychodzi nam poszerzanie wiedzy na temat, który w jakiś sposób przyciąga nas.
Dla mnie studia te są uzupełnieniem wiedzy humanistycznej, możliwością nabycia dodatkowych umiejętności, a przede wszystkim twórczego myślenia. Większość kierunków kładzie nacisk na powielanie wiedzy-co oczywiście w granicach rozsądku jest dobre-na filozofii znajdziemy jednak możliwość naszego rozwoju analitycznego rozumowania i twórczego podejścia do wielu problemów, co niewątpliwie jest przydatne na rynku pracy.