Etykiety

niedziela, 19 lipca 2026

"Ministranci" reż. Piotra Domalewskiego

 

Fundamentalizm wiąże się z małą wiedzą o świecie, czyli brakiem świadomości istnienia różnych kolorów. Rzeczywistość dla takich ludzi jest czarno-biała, a to sprawia, że w obliczu nieidealnego świata pojawia się bunt oraz chęć zmian opartej na moralności Kalego (my możemy robić źle, ale inni nie). O takim zjawisku jest film „Ministranci” reż. Piotra Domalewskiego.
Twórcy filmu zapraszają nas do świata specyficznego, bo toczącego się na przeciętnej polskiej prowincji, czyli mamy biedę, uzależnienia, katolicyzm i troszkę bogactwa. Wyróżniający się inteligencją chłopcy są religijni, ale zastany świat ich rozczarowuje. Kroplą, która przelewa czarę goryczy jest przegrana w konkursie, ponieważ nieodpowiednio się prezentowali (ewidentnie zawody ustawione pod przeciwną drużynę).
Obok złości pojawia się chęć naprawiania świata. I tu chłopcy wznoszą się na wyżyny swoich możliwości: zakładają podsłuch w konfesjonale, aby dowiedzieć się, kto potrzebuje pomocy, a kto kary za przewinienia. Niewinna zabawa przeradza się w walkę zagrażającą życiu. Napędzani poczuciem „bycia lepszymi” i przekonaniem o nieomylności wydają się zmieniać swoją małą ojczyznę na lepsze. Szybko przekonują się, że świat jest dużo bardziej skomplikowany.
Domalewski w „Ministrantach” podsuwa ogrom problemów etycznych: od zmagania się z uzależnieniem, bycia odpowiedzialnym rodzicem, odpowiedzialnością społeczną, pomocą sąsiedzką po rolę Kościoła katolickiego w małych społecznościach. Twórca uświadamia nam jak bardzo wpływamy na istnienie różnorodnych mechanizmów, których ofiarami możemy się stać. Życie społeczne nie jest proste. Jest ogrom frustracji, biedy, przemocy, ale też pojawia się nadzieja.
Scena, która mnie najbardziej poruszyła to obraz przemocy wobec chłopaka z niepełnosprawnością. W szkole integracyjnej traktowany jest on bardzo źle. Chuligani wymyślają dla niego zadania, aby nagrać i udostępnić w sieci filmiki. Bardzo się cieszę, że Domalewski dostrzegł tę bolączkę, z którą nasze społeczeństwo nie chce sobie poradzić, przekazując z pokolenia na pokolenie nienawiść do osób odbiegających od normy.
„Ministranci” to poruszający i bardzo współczesny obraz młodzieży, która chce się wyrwać z małego miasta, aby coś osiągnąć, ale też sfrustrowanej tym, że nie wszystkim będzie to dane. Poczucie uwięzienia w byle jakiej codzienności to dominująca emocja w codzienności jednego z bohaterów. Domalewski nie moralizuje, ale uświadamia, że zmienianie świata każdy musi zacząć od siebie.

"Pragnienie" reż. Teresa Simone

 


Romans to pułapka wciągająca całą rodzinę. Niewinny flirt może przerodzić się w ludzką tragedię, która niczym czarna dziura pochłania relacje z bliskimi: nie ma się czasu na dzieci, małżonka, przyjaciół. O tym jest najnowszy film „Pragnienie” reż. Teresy Simone.
Mroczne i niepokojące obrazy z basenu nocą otwierają wstrząsającą historię o ludzkich słabościach, błędach i wikłaniu w nią innych. Widok na płytki, widok na sufit, wzburzona woda, ciało unoszące się na wodzie, ślady krwi i narastający nastrój zagrożenia przerwany groteskowym dialogiem słuchanym przez imigrantkę uczącą się języka w czasie sprzątania. Odnalezienie zwłok staje się pretekstem do przyjrzenia się rodzinie Lucero (Ludwika Paleta), prawniczce mającej pozornie idealne życie rodzinne.
Dwudziestoletni jubileusz związku z Fernando (José María Yazpik) to wystawne przyjęcie utwierdzające w przekonaniu o sile i mocnych więzach łączących członków rodziny. Nie ma tu miejsca na kłótnie, nieporozumienia. Jest siła, miłość i wsparcie. Niezwykle nudna rodzina, w której wszyscy są jak jeden organizm. Pożądanie małżonków zastąpiła codzienna rutyna. W idyllicznej codzienności pojawia się rysa: kobieta wdaje się w romans z dużo młodszym trenerem pływania. Namiętność kwitnie, kochankowie się spotykają, a w tle pojawia się niespełniona miłość córki Lucero do kochanka matki. Akcja się wikła i wiemy jak się skończy.
„Pragnienie” to na początku film o poukładanym życiu odartym z ryzyka, a przez to nudnym. To sprawia, że kobieta szybko ulega młodemu, przystojnemu trenerowi i nieświadomie wciąga w tę relację całą rodzinę. Reżyserka podsuwa nam opowieść o pożądaniu, konsekwencjach i cenie, jaką trzeba zapłacić za utratę kontroli. Dostajemy wstrząsającą historię patologicznych relacji, przerysowanie skutków, uświadomienie widzowi, że żadne działanie człowieka nie dzieje się w próżni. Zawsze w nasze wybory wciągamy bliskich. Nawet, jeśli robimy wszystko, aby było inaczej.
Oglądaliście? Podobało Wam się?

 






piątek, 17 lipca 2026

Żałoba


Żałoba to temat, o którym jest za mało wiadomości. Oczywiście pojawia się w kontekście straty kogoś bliskiego, ale rzadko w kontekście pełnosprawności, a przecież temat dotyczy ponad 10% populacji naszego kraju, czyli bardzo dużo. Jeśli umiera ktoś bliski ludzie potrafią wykazać się empatią. Kiedy pojawia się diagnoza (która jedynie nazywa problem) zaczyna się kopanie ze systemem, urzędami, brakiem świadomości społecznej. Każda próba edukacji kończy się najeżaniem się otoczenia, które wie lepiej i "przecież zawsze tak robili i było ok".
Nim pojawia się żałoba jest wyparcie. Szczególnie, kiedy dziecko rodzi się zdrowe (10 w skali AGPAR u Oli). Wszelkie symptomy zakłamuje się, aby zaczarować rzeczywistość w myśl zasady, że myśli mogą uzdrawiać (największy bullshit). Później przeżywa się stratę dziecka zdrowego. Kiedy umiera dziecko jesteś ty i emocje, z którymi musisz sobie poradzić. Kiedy pojawia się poważna choroba jest rodzic z emocjami, którymi nie ma czasu się zająć, bo musi walczyć z wiatrakami, bo nawet zwyczajne rzeczy, które dzieci pełnosprawne dostają bez problemu w przypadku tych z niepełnosprawnością stają się nie do osiągnięcia (to, że coś się prawnie należy nie znaczy, że dostaje się to bez walki).
Kiedy w końcu przychodzi zgoda i jest zwyczajna codzienność związana z terapią, leczeniem, reakcjami ludzi są chwile "przejść": z przedszkola do szkoły, z podstawowej do średniej. Wtedy pojawiają się myśli jak wiele rzeczy nasze dziecko omija i trzeba pamiętać o tym, że ciągle jeszcze wiele dobrych przeżyć, kroków ku samodzielności jesteśmy w stanie zapewnić. Zamiast skupiać się na wyścigu, kto pierwszy i kto lepiej dobiegnie do mety zmienia się perspektywa i priorytety. Pojawia się myślenie o tym, aby ten bieg był jak najbardziej przyjemny.

Rosalie Ham "Projektantka (reż. Jocelyn Moorhouse)


Od czasu do czasu wraca temat hejtu wśród młodzieży i pojawia się wzdychanie, że kiedyś tego nie było. A ja pamiętam świat, w którym ta przemoc była i z którą musiałam sobie radzić na swój sposób. Uciekałam w książki, bo tam mogłam zobaczyć świat bohaterów, którzy mimo przeszkód poradzili sobie w życiu, osiągnęli wiele.
„Projektantka” Rosalie Ham należy do jednych z tych historii. Mamy tam australijską prowincję bardzo podobną do tej, w której mieszkałam w czasie pierwszej lektury w 2000 roku. Miasteczko Dungatar naznaczone wieloletnimi konfliktami, plotkami i tajemnicami czeka wielka rewolucja, kiedy po latach wraca do niego Tilly Dunnage, utalentowana krawcowa i projektantka z doświadczeniem zdobytym w świecie wielkiej mody. Jej pojawienie mąci prowincjonalny spokój opierający się na odwracaniu wzroku od przemocy.
Rosalie Ham przenosi nas do świata mrocznego i jednocześnie groteskowego. Postaci są przerysowane, przygnębiające i z całą masą swoich dziwactw, a mimo tego tworzących spójną masę, z której nie warto się wyróżniać, bo każde odchylenie od normy jest surowo karane. Traumy pozostają na lata i przekazywane są kolejnym pokoleniom. Tilly chce przerwać to domino pokoleniowego ciężaru i jednocześnie zrozumieć, dlaczego w dzieciństwie została nazwana morderczynią i ukarana izolacją od matki.
Mamy tu fascynujące obrazy ludzi pokaleczonych i raniących, zamkniętych w przeświadczeniu swojej lepszości wynikającej z bycia przeciętnym. Osoby wyróżniające się atakowane są słownie i fizycznie oraz izolowane społecznie.

W 2015 roku Jocelyn Moorhouse, austarlijska reżyserka (znana z Skrawki życia, Druhny na medal, Bezpaństwowcy) przeniosła tę historię na ekrany. W dorosłą Tinny wcieliła się Kate Winslet. Pierwsze kadry filmu niezapomniane, bo są niczym przesuwająca się na ekranie tkanina pełna wzorów, które okazują się australijskim pejzażem. Samo miasteczko bardziej przypomina jedną wielką ruderę, w której czasami nadgorliwi obkładają dywany gazetami, aby się nie niszczyły od butów.
Polecam Wam zarówno książkę i film.

A Wy jakie książki i ekranizacje mi polecacie?