Etykiety

piątek, 17 lipca 2026

Żałoba


Żałoba to temat, o którym jest za mało wiadomości. Oczywiście pojawia się w kontekście straty kogoś bliskiego, ale rzadko w kontekście pełnosprawności, a przecież temat dotyczy ponad 10% populacji naszego kraju, czyli bardzo dużo. Jeśli umiera ktoś bliski ludzie potrafią wykazać się empatią. Kiedy pojawia się diagnoza (która jedynie nazywa problem) zaczyna się kopanie ze systemem, urzędami, brakiem świadomości społecznej. Każda próba edukacji kończy się najeżaniem się otoczenia, które wie lepiej i "przecież zawsze tak robili i było ok".
Nim pojawia się żałoba jest wyparcie. Szczególnie, kiedy dziecko rodzi się zdrowe (10 w skali AGPAR u Oli). Wszelkie symptomy zakłamuje się, aby zaczarować rzeczywistość w myśl zasady, że myśli mogą uzdrawiać (największy bullshit). Później przeżywa się stratę dziecka zdrowego. Kiedy umiera dziecko jesteś ty i emocje, z którymi musisz sobie poradzić. Kiedy pojawia się poważna choroba jest rodzic z emocjami, którymi nie ma czasu się zająć, bo musi walczyć z wiatrakami, bo nawet zwyczajne rzeczy, które dzieci pełnosprawne dostają bez problemu w przypadku tych z niepełnosprawnością stają się nie do osiągnięcia (to, że coś się prawnie należy nie znaczy, że dostaje się to bez walki).
Kiedy w końcu przychodzi zgoda i jest zwyczajna codzienność związana z terapią, leczeniem, reakcjami ludzi są chwile "przejść": z przedszkola do szkoły, z podstawowej do średniej. Wtedy pojawiają się myśli jak wiele rzeczy nasze dziecko omija i trzeba pamiętać o tym, że ciągle jeszcze wiele dobrych przeżyć, kroków ku samodzielności jesteśmy w stanie zapewnić. Zamiast skupiać się na wyścigu, kto pierwszy i kto lepiej dobiegnie do mety zmienia się perspektywa i priorytety. Pojawia się myślenie o tym, aby ten bieg był jak najbardziej przyjemny.

Rosalie Ham "Projektantka (reż. Jocelyn Moorhouse)


Od czasu do czasu wraca temat hejtu wśród młodzieży i pojawia się wzdychanie, że kiedyś tego nie było. A ja pamiętam świat, w którym ta przemoc była i z którą musiałam sobie radzić na swój sposób. Uciekałam w książki, bo tam mogłam zobaczyć świat bohaterów, którzy mimo przeszkód poradzili sobie w życiu, osiągnęli wiele.
„Projektantka” Rosalie Ham należy do jednych z tych historii. Mamy tam australijską prowincję bardzo podobną do tej, w której mieszkałam w czasie pierwszej lektury w 2000 roku. Miasteczko Dungatar naznaczone wieloletnimi konfliktami, plotkami i tajemnicami czeka wielka rewolucja, kiedy po latach wraca do niego Tilly Dunnage, utalentowana krawcowa i projektantka z doświadczeniem zdobytym w świecie wielkiej mody. Jej pojawienie mąci prowincjonalny spokój opierający się na odwracaniu wzroku od przemocy.
Rosalie Ham przenosi nas do świata mrocznego i jednocześnie groteskowego. Postaci są przerysowane, przygnębiające i z całą masą swoich dziwactw, a mimo tego tworzących spójną masę, z której nie warto się wyróżniać, bo każde odchylenie od normy jest surowo karane. Traumy pozostają na lata i przekazywane są kolejnym pokoleniom. Tilly chce przerwać to domino pokoleniowego ciężaru i jednocześnie zrozumieć, dlaczego w dzieciństwie została nazwana morderczynią i ukarana izolacją od matki.
Mamy tu fascynujące obrazy ludzi pokaleczonych i raniących, zamkniętych w przeświadczeniu swojej lepszości wynikającej z bycia przeciętnym. Osoby wyróżniające się atakowane są słownie i fizycznie oraz izolowane społecznie.

W 2015 roku Jocelyn Moorhouse, austarlijska reżyserka (znana z Skrawki życia, Druhny na medal, Bezpaństwowcy) przeniosła tę historię na ekrany. W dorosłą Tinny wcieliła się Kate Winslet. Pierwsze kadry filmu niezapomniane, bo są niczym przesuwająca się na ekranie tkanina pełna wzorów, które okazują się australijskim pejzażem. Samo miasteczko bardziej przypomina jedną wielką ruderę, w której czasami nadgorliwi obkładają dywany gazetami, aby się nie niszczyły od butów.
Polecam Wam zarówno książkę i film.

A Wy jakie książki i ekranizacje mi polecacie?