poniedziałek, 18 lipca 2016

misja specjalna słonia

Ola kilka tygodni temu przypadkowo wysłała w misję badawczą słonia (słonie, lwy i tygrysy to ulubione zwierzęta). Pech chciał, że dziura, do której swojego kochanego (jednego z wielu) zwierzaka wysłała była za głęboka i za wąska, abym mogła jej tego słonia wyjąć. Płacz był niesamowity. Łzy płynęły strużkami, bo przecież słoń tam z głodu padnie, bo będzie mu smutno, bo umrze z zimna. Tłumaczyłam i tłumaczyłam, że będziemy go codziennie odwiedzać, że będziemy z nim codziennie rozmawiać, żeby nie czuł się samotny, będziemy mu wodę przynosić. Udało mi się nakłonić Olę do zostawienia kochanego słonia w dziurze. Po drodze do domu łzy ciekły i nie pomogła nawet akcja: "chodźmy do sklepu i zobaczmy czy słoń tam się przed nami nie schował". Kupiłyśmy nowego słonia, a Ola następnego dnia prowadziła mnie z powrotem do pechowej dziury. Nazbierała listków, wzięła bidon z herbatką, ciasteczka, nasionka, lornetkę, latarkę, nowego słonia i po słoniowemu pokazała swojemu kochanemu słoniowi, nowego kochanego słonia, porozmawiała z nim, napoiła, nakarmiła, podświetliła latarkę i nim zdążyłam zareagować wysłała słoniowi tę malutką latarkę (3 zł/sztuka).
Mimo, że w domu mamy nowego słonia, nowe zwierzaki od cioci Agnieszki, to Ola codziennie odwiedza swojego pechowego słonia i go karmi, rozmawia z nim. Nie byłyśmy u niego tylko jak nas zalało, ale Ola stała przy drzwiach, pokazywała, że chce iść i mówiła "tu tu tuuu". Teraz słoń przez miesiąc będzie bez naszego towarzystwa. Ciekawe czy po powrocie do Góry będzie o nim pamiętała.
Do tej pory tłumaczyłam Oli, że on nie chce wyjść, bo się świetnie bawi w zakładanie nowej cywilizacji i jest tam bardzo szczęśliwy. W dole chodzą robale i się z nimi bawi, uczy ich tego, czego Ola jego nauczyła. Dzięki temu nie ma płaczu tylko radosne podkarmianie słonia (a raczej robali).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz