niedziela, 9 kwietnia 2017

Elżbieta Ceglarek: dwie tradycje świąteczne

Odkąd pamiętam, w moim domu, niezależnie jakie święta były obchodzone zawsze splatały się dwie tradycje, także te wielkanocne. A to dlatego, że moi rodzice pochodzą z różnych stron Polski i tak jak w ich domach rodzinnych obchodzono święta Wielkanocne, tak i oni  celebrowali je u siebie. Starali się  przekazać nam zwyczaje, które panowały w ich domach podczas Wielkanocy. A ja i mój brat w takiej wspólnej tradycji wyrastaliśmy, a później przekazaliśmy ją dalej. Tak więc było trochę po lubelsku i trochę po góralsku. Te tradycje znajdowały miejsce w przyszykowywanych potrawach wielkanocnych, ale nie tylko. Całe święta były tymi tradycjami przesiąknięte na wskroś.
Święta wielkanocne to zawsze była wielka uroczystość. Zaczynaliśmy je od postu i mszy świętej.  W sobotę święciliśmy pokarmy. Najpierw przyszykowywaliśmy koszyk na święconkę. Zajmowała się tym nasza mama. Ja z bratem, jako dzieci zawsze malowaliśmy jajka. I zawsze choć nie były to jakieś arcydzieła święciliśmy je wraz z innymi potrawami. Do święconki wkładaliśmy też chleb, masło, szynkę, kiełbasę, ciasto, sól, pieprz, chrzan i obowiązkowo placek z serem i cukrowego baranka.
Po  przyjściu z kościoła składaliśmy sobie życzenia i spożywaliśmy wspólne śniadanie. Nie przychodził do nas zajączek z prezentami, gdyż niestety nie mieściło się to w naszej tradycji. Za to rodzice, którzy wiecznie pracowali mieli w święta dla nas mnóstwo czasu i to chyba było najwspanialsze i najcenniejsze. Te wspólne chwile pamiętam do dziś. Czasami przyjeżdżała do nas rodzina, więc dzieciaków wówczas nie brakowało. Zwłaszcza w lany poniedziałek dokazywaliśmy tyle ile było można, a było można dużo, bo rodzice nie trzymali nas pod kloszem. Woda lała się strumieniami, a potem przeważnie odchorowywaliśmy te nasze „kąpiele” w zimnej wodzie, ale to nie było ważne.
Święta kojarzą mi się również z tym, że zarówno tata jak i mama opowiadali nam bardzo dużo o swoich świętach, z dzieciństwa, które choć ciekawe,  nie były tak beztroskie jak nasze. Uświadomiłam sobie to znacznie później. Zawsze starałam sobie wyobrazić te ich święta, ich beztroski świat, który przecież wcale taki beztroski nie był, a i bywało tak, że jeszcze długo potem o nich myślałam.
Potem gdy założyłam własną rodzinę, też starałam się zawsze, by moja córka rosła w tradycji  Świąt Wielkanocnych. Nie wiem jak ona to postrzegała, gdyż prawdę mówiąc nigdy z nią o tym nie rozmawiałam. Do tej pory staramy się Wielkanoc spędzać razem.  Kiedy córka była mała obowiązkowo w Wielkanoc odwiedzaliśmy moich rodziców, a ona swoich dziadków, by też poczuć jak to było dawniej i jest obecnie. Razem malowałyśmy jajka i przygotowałyśmy koszyczek. Bardzo to lubiła, bo jest i była duszą artystyczną. Robiła koszyczek dużo piękniejszy niż ja. Potrafiła też pięknie przybrać stół. Miała ciekawe pomysły, potrafiła wszystko pięknie oprawić i ozdobić.  Poczucie piękna nigdy jej nie opuszcza.
Obecnie święta spędzamy  razem, to znaczy z moimi rodzicami, z moją córką i jej mężem, a  czasami  z bratem i jego rodziną. Ludzi jest bardzo dużo, więc i pracy nie mało. Nikt nie narzeka. Każdy przywozi to co ma. Jedzenia jest zawsze aż nadto. Święta obchodzimy w różnych domach, wcześniej się umawiamy, gdzie je spędzimy. Zawsze jest bardzo przyjemnie i radośnie. Ale czy jest tak pięknie jak kiedyś, tego nie potrafię ocenić. Magii świąt z lat dzieciństwa na pewno nie da się do niczego porównać, ale na pewno jest dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz