Etykiety

czwartek, 21 maja 2020

Andy Griffiths "117-piętrowy domek na drzewie"il. Terry Denton




Domek na drzewie to swoisty azyl i królestwo dzieci. Miejsce, do którego mogą uciec przed światem dorosłych i pobujać w obłokach, a do tego wszystko, co tam się dzieje ma posmak przygody, dlatego jest on czymś, o czym marzy niemal każde dziecko. Do tego blisko z niego do chmur, które można jeść jak lody. W takim miejscu można przeżywać wspaniałe chwile, mieć więcej swobody i unikać kontroli rodziców. To taki osobisty dziecięcy raj pozwalający na ucieczkę w świat fantazji, na który nie każdy może sobie pozwolić. Za to każdy może się tam przenieść swoją wyobraźnią i przeżyć niezwykłe przygody z książkowymi bohaterami.
W naszym domu seria książek Andyego Griffithsa i Terry’ego Dentona o niezwykłym (bo mającym niesamowicie wiele pięter i atrakcji) domku na drzewie cieszy się dużym powodzeniem i po przeczytaniu kolejnego tomu wyczekujemy nowych, w których zostaniemy wrzuceni w wir wydarzeń. Kolejne części pozwoliły nam na przeżycie niesamowitych przygód i uczestniczenie w niezwykłych pomysłach bohaterów. Od pierwszego tomu książki te stały się jedną z naszych ulubionych książek dla młodych czytelników. Wszystko przez szybką i niezobowiązującą, a do tego pokręconą akcję oraz licznym ilustracjom (zapełniają chyba więcej miejsca niż sam tekst). To sprawia, że początkowi czytelnicy (7-10 latki) nie nudzą się, czyta im się bardzo szybko, a do tego porusza tematy bliskie nie tylko dzieciom.
Domek na drzewie to obiekt westchnień wielu dzieci, a czasami i ich rodziców. Pozwala na sielską zabawę, beztroskę i rozwijanie wyobraźni. Niektórzy budowali lub budują skomplikowane tunele, szałasy, rysowali zawiłe plany, które nie zawsze można było wprowadzić w życie, ale z nostalgią do nich wracają. Opowieść jest też dla wszystkich miłośników techniki (tej we wspaniałym domku książkowych bohaterów nie zabraknie) i ma rozbudzić ich zainteresowanie fantazjowaniem, rozwijaniem wyobraźni, oderwania się od technologii.
Serię zaczyna tom nazwany „13- piętrowy domek na drzewie”, w którym tytułowa budowla w porównaniu do naszych dziecięcych planów wydaje nam się nierealnie wielkim wieżowcem z niesamowitymi urządzeniami. Dzięki temu Andy i Terry nigdy się nie nudzą. Wodze ich fantazji nie mają granic. Wymyślają kolejne niezwykłe miejsca, które umieszczają w swoim azylu. Miejsce i prawa fizyki nie ograniczają ich twórczego podejścia. Kolejne tomy mają w tytule o 13 pięter więcej: 26, 39, 52, 65, 78, 91, 104 i 117. Życie bohaterów toczy się tam beztrosko. Oczywiście zawsze do czasu, kiedy wydawca przypomina o kolejnym terminie oddania książki do druku. Nagle okazuje się, że już nie mają tak wiele czasu jak im się wydawało, ale jedynie całą dobę, a w takim czasie trudno cokolwiek mądrego napisać, zwłaszcza, kiedy spędzało się cały rok na zabawie i rozbudowaniu domku. Kiedy już nie mają pomysłów, co oddać wydawcy stwierdzają, że opis zajęć oraz rysunki uzupełniające go doskonale się sprawdzą. Na szczęście ilość przygód na dobę jest tak duża, że opisując jeden dzień mogą oddać wydawcy satysfakcjonujący maszynopis. Podobnie jest w przypadku kolejnych tomów.
Z czasem jednak bohaterowie postanawiają zrobić coś, dzięki czemu nigdy, ale to nigdy nie będą musieli zawracać sobie głowy pisaniem. Terry na trzydziestym dziewiątym piętrze konstruuje niezwykłą maszynę, którą nazywa „Dawno, dawno temu”. Jej zadanie polega na pisaniu interesujących, zabawnych książek wg wymyślonych przez nich wzorców. Andy na samą myśl o czekającym ich odpoczynku, licznych zabawach bardzo się cieszy. Wspólnie ustawiają parametry, których ma się trzymać maszyna i cieszą się wolnym czasem. Po zmianie zdania odkrywają jak wielkim niebezpieczeństwem jest oddanie pracy w ręce maszyny. Muszą zmierzyć się z upartą maszyną-perfekcjonistką, która nie chce oddać w ich ręce swojej pracy i pozwolić im na tworzenie.
W „52-piętrowym domku na drzewie” akcja toczy się wokół motywów zaczerpniętego z różnych baśni i opowieści SF. Śpiący i znikający bohaterzy są wielką zagadką dla Terrego i Andyego. Akcja „65-piętrowego domku na drzewie” porusza problem zdobywania pozwolenia na otwarcie kolejnych powstałych już pięter domku. Inspektor budowlany informuje ich, że bez tego pozwolenia w ciągu 10 minut domek będzie zburzony. Po szczęśliwie zakończonej serii klęsk z inspektorem budowlanym i mrówkami w roli głównej w szóstym tomie, w którym akcja toczy się w 78-piętrowym domku bohaterzy mają kłopoty na własne życzenie. Ich życie utrudnia mechaniczny sędzia i wydawałoby się, że w kolejnej odsłonie już nic złego nie może spotkać naszych bohaterów, a tu jak na złość prześladuje ich fatum lub zbyt wielka ufność wobec ludzi i brak asertywności.
Siódmy tom jak zwykle zaczyna się bardzo spokojnie od opisów nowych pięter, pokazania, w jaki sposób Andy i Terry spędzają wolny czas, a także próbują rozwikłać zagadki nowych przedmiotów pojawiających się na jednym z pięter. Wielki czerwony przycisk nieznanego pochodzenia wiedzie ich do wróżki madame Wiewszystko odpowiadającej swoim gościom na zadane pytania rymowankami. Tam dowiadują się, że będą mieli wielkie problemy z dziećmi. To ich oczywiście zaskakuje, ponieważ nie mają dzieci, ale… bardzo szybko zadzwoni ich wydawca przypominający o terminie oddania kolejnego tomu i przy okazji podrzucający trójkę swoich wnuków pod opiekę. Opieka nad maluchami okaże się nie tylko kłopotliwa, ale i bardzo niebezpieczna, a do tego bohaterzy odkryją w swoim domku tajne przejście do innego wymiaru oraz staną się ofiarami wysysaczki wiedzy. Po raz kolejny bohaterów uratuje ich przyjaciółka. Do tego okaże się, że dzieci w obliczu niebezpieczeństwa i bezradności swoich opiekunów zachowują się wyjątkowo poważnie. Akcja jak zwykle pędzi i nie pozostawia ani chwili na nudę, a do tego liczne ilustracje sprawiają, że młodzi czytelnicy nie mogą się oderwać od przygód bohaterów.
104-piętrowy domek rozbudowany jest o sklep Skąpego Szczypana WSZYSTKO ZA DWA DOLARY, salon Szczupaka Szpanera WSZYSTKO ZA DWA MILIONY DOLARÓW, piętro głupich kapeluszy, niekończące się schody, sto niedźwiedzi, łąkę pełną kaczeńców, ptaszeńców i pomyleńców, pokój głębokich rozważań oraz Żartopis 2000™.
I w końcu pojawił się „117-piętrowy domek na drzewie”. Tym razem Terry zamierza zamienić się z Andym rolami i napisać książkę, którą dotychczasowy narrator zilustruje. Czy ilustrator może być też dobrym opowiadaczem? Terry dowodzi, że tak. W końcu w historii książek pełno jest takich, które napisały i zilustrowały te same osoby, więc nic nie stoi na przeszkodzie. Andy nie jest tego taki pewny. Zwłaszcza, że wie jak dużą odpowiedzialnością jest wymyślanie fabuły. Ich spór tradycyjnie przerywa wydawca, dla którego nie jest ważne, który z bohaterów napisze książkę. Ważne, aby była wieczorem na biurku. I tym sposobem Terry dostaje pozwolenie na snucie swojej dziwnej opowieści. Jest tak dziwna, że do akcji musi wkroczyć narralicja, czyli policja pilnująca, aby opowieść była prawidłowo napisana. Andy i Terry już dawno byli na celowniku narralicji, której nie podobała się nielogiczna fabuła, dziwne zwroty akcji i masa absurdalnych miejsc. Bohaterzy nie zamierzają się tak łatwo poddać i w ten sposób powstaje kolejny tom z wydarzeniami, w które zostanie wciągnięta narralicja.
Autorzy z wielką swobodą pozwalają wyobraźni budować kolejne pomysły. Akcja jest tu tworzona na zasadzie wzajemnie wprawiających się w ruch trybików prowadzących do zakończenia, w którym bohaterowie deklarują stworzenie jeszcze kolejnych 13 pięter (kolejna książka w drodze), czyli po przeczytaniu „117-piętrowego domku na drzewie” musimy wypatrywać kolejnych przygód w jeszcze większym domku przypominającym swoimi rozmiarami wieżowiec.
Mam wrażenie, że z każdym tomem autorzy serwują swoim czytelnikom nie tylko coraz większą dawkę absurdalności i humoru, który pewnie trudno będzie zrozumieć wielu dorosłym czytelnikom, ale i coraz więcej przemycają systemów filozoficznych ukrytych pod płaszczykiem zabawnych historii, nauki oraz wątków z literatury. Tym razem zabiorą nas do światów równoległych, zmuszą do zadania pytania o kres wiedzy, sens katalogowania przedmiotów, tożsamość oraz będziemy mogli użyć drzwi i kropek różnorodnych rozmiarów przejście z „Opowieści z Narnii” czy „Alicji w Krainie Czarów”. Razem z bohaterami trafimy na niezwykłą bezludną wyspę oraz na pole z kapustą.
Serię polecam uczniom szkoły podstawowej. Szybka akcja, doskonale pasujące do tego ilustracje sprawiają, że książka staje się doskonałą rozrywka w czasie podróży.









Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza