Etykiety

poniedziałek, 17 czerwca 2024

Izabela Mikrut "Maluch w przedszkolu" il. Artur Nowicki


Oswajanie z przedszkolem to przede wszystkim pokazywanie dziecku, jakie atrakcje tam na nie będą czekały. Warto zrobić to wcześniej, czyli zacząć już teraz przygotowania do wrześniowych obowiązków, atrakcji i zabawy, ale przede wszystkim pozytywnego rozstawania się z rodzicami. Wakacje to najlepszy czas na lektury i opowieści o przedszkolu oraz odwiedziny przyszłego miejsca uczęszczania. Warto dowiedzieć się od dyrekcji czy można korzystać z boiska przedszkolnego w czasie nieobecności dzieci z grup przedszkolnych. My mieliśmy dużo szczęścia i nie było z tym problemu. Do tego warto sięgnąć po odpowiednie lektury pokazujące, że przedszkole to niezwykłe miejsce. Najlepiej nie mówić dziecku: „Będziesz od września chodzić do przedszkola” tylko powiedzieć: „Jak będziesz starsze to możesz iść do przedszkola” i wtedy snuć opowieści o zabawach. Przedszkole powinno być w nich ciepłym miejscem z miłymi paniami, nowymi zabawami i dziećmi. Ponad to zachęcam do traktowania przedszkola jako nagrodę: jeśli nauczysz się korzystać z nocniczka, ubierać samodzielnie itd. to poślę cię do przedszkola, w którym będzie dużo świetnych zabawek, dzieci chcących się z tobą bawić. W takim spojrzeniu dziecko zaczyna marzyć o przedszkolu, które z jednej strony zawsze będzie straszne (rozstanie z rodziną), a z drugiej fascynujące i sprawiające wrażenie dorosłości, samodzielności. Całość warto wspomagać odpowiednimi lekturami. A tych na rynku wydawniczym jest sporo. My uwielbiamy lektury wydane przez Wydawnictwo Nasza Księgarnia: „Feluś i Gucio idą do przedszkola” Katarzyny Kozłowskiej, „Rok w przedszkolu” Przemysława Liputa oraz „Maluch w przedszkolu” Izabeli Mikrut i Artura Nowickiego. Książki te wprowadzą dzieci w nieznany świat. Pokażą, że przedszkole to miejsce interesującej zabawy, pełne możliwości oraz kompanów do realizowania pomysłów. O dwóch pierwszych kilka razy Wam opowiadałam, dlatego dziś zapraszam na spotkanie z „Maluchem” (pod tym pojęciem kryje się kultowy Fiat 126 p).
Malutki samochód jest uroczy i pięknie upersonifikowany: niby pojazd, ale jego codzienność przypomina tę znaną ludziom. I takie czekają też na niego atrakcje. Ze względu na to, że jest Maluchem musi chodzić do przedszkola, które bardzo lubi, ponieważ zapewnia ono całe mnóstwo zabaw, atrakcji, możliwości kontaktu z rówieśnikami oraz spora kolekcja zabawek. „Maluch w przedszkolu” to opowieść o tym jak wygląda dzień w takim miejscu. Jest tu pora na śniadanie, zabawy, naukę, leżakowanie, spacery i inne atrakcje. Widzimy malucha zajętego przez cały dzień. Czas spędzony z rówieśnikami płynie bardzo szybko, a każda strona podsuwa nową atrakcję i zajęcia. Chodzące do przedszkola pojazdy pieką ciasteczka, gotują, czytają bajki, uczą się piosenek, chodzą na spacery, bawią się w sali i na placu zabaw, aby w czasie odpoczynku śnić o kolejnych przygodach. Nauka jest tu pokazana w formie ciekawej zabawy. Nie ma czasu na nudę. W przedszkolu samochodowym znajdzie wiele atrakcji.
"Maluch w przedszkolu" to wierszowana bajeczka zapraszająca młodych czytelników zarówno do świata samochodów jak i do placówki oświatowej. Pięknie połączono tu zainteresowanie pojazdami w tematyką oswajania z edukacją przedszkolną. W ten sposób małym miłośnikom aut łatwiej będzie pokazać, że przedszkole jest ciekawym i przyjaznym miejscem, w którym znajdą całe mnóstwo atrakcji, zabaw z rówieśnikami i to sprawi, że będą chcieli przebywać w nim cały dzień, ale przecież trzeba też wrócić do domy, aby pobyć z bliskimi. Wyjście z przedszkola po całodniowej zabawie też nie będzie problemem, bo w końcu następnego dnia tu wrócą i znowu będą mogli się świetnie bawić z rówieśnikami.
"Maluch w przedszkolu" to piękna i prosta historia wzbogacona pięknymi ilustracjami. Dla dorosłych ta publikacja będzie takim sentymentalnym powrotem do przeszłości, możliwością podzielenia się opowieściami o „Maluchu”, a dla dziecka ciekawą historią o samochodzie. Zastosowana personifikacja świetnie wprowadza do świata dzieci. Ilustracje są tu żywych, wyrazistych, ale nie jaskrawych kolorach. Do tego mimo bogactwa przedmiotów pokazywanych na rozkładówkach jest tu ład i dzięki Młodzi czytelnicy poza czytaniem mogą bawić się w odszukiwanie na obrazkach danych przedmiotów. Rymowanka autorstwa Izabeli Mikrut jest przyjemna, łatwa w odbiorze i bardzo szybko się ją zapamiętuje. Do tego słowo „Maluch” może być odbierane, małe dziecko o pozytywnym zabarwieniu.
Izabelę Mikrut znana jest z prostych, wpadających w ucho rymowanek dla dzieci. W jej publikacjach pojawiają się narzędzie, traktor, konie, przedmioty codziennego użytku. Ma też na koncie sporo adaptacji filmowych opowieści. Wszystko w wersji bardzo lekkiej, przyjemnej w odbiorze. Z kolei Artura Nowickiego pewnie kojarzycie z książek z serii „Opowiem ci, mamo” oraz „Rok na placu budowy”. Tematyka wszystkich krąży wokół pojazdów, bo są opowieści i zajęciach pojazdów, dwukołowych pojazdach, pociągach, statkach, samolotach, autach. Każda z tych publikacji przybliżała sposób wykorzystania określonych pojazdów do różnych zajęć. Maluch bawiący się jak przedszkolak bardzo dobrze wpisuje się w tę tematykę.
Zapraszam na stronę wydawcy









piątek, 14 czerwca 2024

Nicola Edwards "Dzieci świata takie jak Ty. Akademia Mądrego Dziecka. Chcę wiedzieć więcej!" il. Andrea Stegmaier


Temat różnorodności bardzo często powraca w książkach z Wydawnictwa Harperkids w serii Akademia Mądrego Dziecka. Znajdziemy tam publikacje pozwalające na podróże w czasie i przestrzeni oraz dokładniejsze przyglądanie się otoczeniu. Zobaczymy jak wielkie znaczenie ma otwartość i umiejętność szukania inspiracji w różnych kulturach oraz formach. Oswajanie z innością pozwala na rozwijanie tolerancji. I taka jest też kolejna nowość z podserii „
Chcę wiedzieć więcej” zabierająca nas do świata dzieci z różnych stron świata. Młodzi czytelnicy dzięki tej publikacji, że życie ludzi determinuje miejsce zamieszkania, lokalne środowisko, dostępność środków, kultura, ukształtowanie terenu.

Publikację otwiera powitanie, w którym właśnie o tych czynnikach kształtujących różnice autorka wspomina. Uświadamia też czytelników, że inność jest fascynująca i pozwala na poszerzania wiedzy oraz doświadczeń, jeśli tylko się na nią otworzymy. Kolejne rozdziały zabierają nas w różne obszary życia. Przyglądamy się domom, zaglądamy do kuchni, przyglądamy się jak wyglądają rodziny, poznajemy jadłospisy, zobaczymy ulubione potrawy i dania narodowe, zobaczymy, w jaki sposób można się witać i opowiadać o odczuciach. Nie zabraknie tematu zwierząt domowych, leczenia chorób, odpoczywania i spania.
Każda strona zawiera wiele ciekawostek z różnych stron świata. Niedługi tekst dopełniają ilustracje pozwalające na lepsze wyobrażenie sobie miejsc, w których żyją bohaterzy. Już na początku owe różnice są bardzo widoczne: domy przyjmują różne formy. Do tego mieszkańcy wykorzystują ukształtowanie terenu, aby wykorzystywać przyrodę lub chronić się przed warunkami atmosferycznymi. Pojawiają się mongolskie Jutry bez okien, ale z dziurą w dachu, andaluzyjskie domy w skale, w których panuje temperatura około 18 stopni Celcjusza, aby można było się skryć przed upałami, koreańskie domy z papierowymi drzwiami przesuwnymi. Są też domy na wodzie: jedne w formie budowli na palach, a inne na łodziach. Podobnie zróżnicowane są wnętrza. Ta różnorodność pojawia się też w przypadku tworzenia nazwisk, wskazywania stopni pokrewieństwa.
Takie pokazywanie różnorodnych elementów codzienności pozwala z oswajaniem się z tym, że każdy może być inny i przez to interesujący. Autorka świetnie podsyca ciekawość czytelników, pokazuje, że niektóre codzienne rzeczy są w innych regionach fascynujące (np. jak wędrówka kolejką górską do szkoły). Do tego pisarka podsuwa nam podstawowe zwroty w różnych językach oraz zachowania uchodzące za kulturalne, kiedy u nas traktowane są jako niegrzeczne. Ten nacisk na zróżnicowanie kulturowe, pokazanie, że jest ona wytworem ludzi pomaga na zdystansowanie się do wyuczonych zachowań i otwarcie na odmienność. „Dzieci świata takie jak Ty” uczy, że dzięki różnicom świat jest ciekawszy, a tolerancja pozwala na odkrywaniu nowych rzeczy i kultur.
Bogato ilustrowana przez Andreę Stegmaier książka pozwoli dzieciom dowiedzieć się jak żyją ich rówieśnicy w wybranych krajach, Przekonają się, że znane elementy codzienności mogą w różnych miejscach wyglądać nieco inaczej.
„Dzieci świata takie jak Ty” to kolejna propozycja serii "Chcę wiedzieć! Akademia Mądrego Dziecka", skierowanej do starszych przedszkolaków i najmłodszych uczniów. Publikacja wprowadza czytelników w świat różnorodności, pozwala na wędrowanie palcem po mapie, podglądanie innych kultur, ich zabawy i wierzeń.
Całość dopełniają piękne ilustracje Andrei Stegmaier. Mamy tu piękne, barwne i niesamowicie różnorodne postacie. Każdy jest inny, odgrywa odmienną rolę i cieszy się z ważnych wydarzeń. Zobaczymy ludzi w czasie zwyczajnych zajęć i zabawy, co pozwoli nam uświadomić, że mają oni podobne pragnienia do naszych: chcą być z bliskimi i czerpać z tego radość. Publikacja należy do cyklu „Chcę wiedzieć!” w Akademii Mądrego Dziecka wydawanej przez HarperKids i wprowadzającego młodych czytelników w świat wiedzy, pozwalającego w lekkiej, zabawowej formie zdobyć sporo informacji o świecie oraz przygotować do życia w różnorodnych społecznościach.
Książka napisana w taki sposób, że śmiało można po nią sięgnąć z przedszkolakami, a poziom wiedzy zawarty w niej to zdecydowanie czwarta klasa szkoły podstawowej. Mamy tu pięknie pokazane różnorodne ludy, ich sposoby na przetrwanie, dietę, budynki, twórczość. Taka niedługa publikacja pozwala młodym czytelnikom uświadomić to jak pięknie się różnimy, że każda kultura, a nawet każda rodzina ma swoje nawyki.
Całość dopełniają cudne, proste ilustracje. Nie ma tu nakreślania ciemną kreską konturów, dzięki czemu ilustracje są bardziej delikatne i możemy zobaczyć więcej szczegółów. Bardzo dobry papier i dobrze zszyte kartki oprawione w solidną, kartonową okładkę dopełniają całość. Zdecydowanie polecam.

















czwartek, 13 czerwca 2024

Berenika Kołomycka "Malutki Lisek i Wielki Dzik. Tom 9: Niezwykłość"


Osoby wyróżniające się często traktowane są z nieufnością i wykluczane. Skupienie się na podobnych cechach prowadzi do rozwijania nietolerancji i ksenofobii oraz nieumiejętności korzystania z talentów innych osób. Warto pokazywać swoim dzieciom, że różnorodność jest piękna, uświadamiających, że każdy jest wyjątkowy i to jest w nas najcenniejsze. Takie podejście pozwoli na rozwijanie ważnych postaw. Z jednej strony tolerancji, a z drugiej samoakceptacji i miłości do siebie, co przełoży się na lepsze relacje z innymi, bo nie będą one obciążone dążeniem do ciągłego dostosowywania się do otoczenia. O tym, jakim darem jest niepowtarzalność jest najnowszy komiks Bereniki Kołomyckiej „Niezwykłość” z cyklu „Malutki Lisek i Wielki Dzik”.

Jestem wielką miłośniczką twórczości Bereniki Kołomyckiej. Dla mnie jej komiksy są bardzo artystyczne i filozoficzne. Mamy w nich wiele problemów etycznych. Autorka z wprawą sięga po tematy społeczne i na plan pierwszy wysuwa przyjaźń, która jest pomimo wielu różnic. Wielki Dzik i Malutki Lisek to bohaterzy skrajnie odmienni: jeden duży, drugi mały, jeden powolny, drugi nadaktywny, jeden uważny, drugi roztrzepany. Wymieniać można długo, bo różnic jest wiele i w każdym tomie dostrzegamy kolejne. Główne przesłanie płynące z cyklu to pokazywanie, że przyjaźń nie zna granic, nie kieruje się uprzedzeniami, jest ponad podziałami. Także tymi gatunkowymi i rasowymi. Prawdziwa przyjaźń to taka, w której możemy dzielić z bliską nam osobą radości i smutki, przeżywać przygody, uczyć się świata oraz lepiej poznawać siebie, dostrzegać jak bardzo uprzedzenia mogą nas determinować. Druga osoba może pokazać nam świat z nieco innej strony. Zdecydowanie widoczna odmienność pomaga zrozumieć, że różnice nie są tak istotne. Ważniejsze jest to, co my dajemy innym, a inni nam. Do czytelników trafiło już dziewięć albumów. Każdy porusza ważne tematy. Pojawia się w nich problem przywiązania, poczucia samotności, nieodpowiednich znajomych, plotek, uprzedzeń, smutku, radości, poszukiwania przygód, odkrywania świata, szukania życiowych wyzwań, ciągłego poszukiwania swojego miejsca w świecie, ulotności życia, budowania relacji społecznych, pomagania sobie, odpoczynku, doceniania i dostrzegania cudzej pracy i talentu, a także gestów wynikających z miłości oraz akceptacji. Zwierzęcy bohaterzy będący przedstawicielami różnych typów osobowości mierzą się z bardzo ludzkimi uczuciami i wyzwaniami, żyją w pięknym, harmonijnym społeczeństwie. Każdy z albumów podzielony jest na części z tematem przewodnim. Historie napędzają różne sposoby ujęcia głównego wątku.
„Niezwykłość” to opowieść o tym jak wspaniale jest się różnić, że nie każdy naszą niepowtarzalność dostrzeże i doceni. Malutki Lisek i Wielki Dzik bawią się w chowanego. Dzik potrafi dobrze się schować, a Lis w czasie poszukiwań robi sporo zamieszania. Często niszczy otoczenie, przysparza dużej ilości pracy innym zwierzętom oraz brudzi ich futerko. Jedną z jego ofiar jest myszka, która zyskuje żółte nieregularne plamki na futerku. Reakcje zwierząt na jej wygląd są nieodpowiednie. Zobaczymy, że wykorzystanie innego wyglądu do wyśmiewania jest złe. Na szczęście mysz znajduje zwierzę, które doceni jej plamki. Po tej przygodzie Lis postanawia się zmienić. Udawanie kogoś, kim nie jest okaże się bardzo denerwujące dla otoczenia.
„Malutki Lisek i Wielki Dzik” to piękny, bardzo filozoficzny komiks dla dzieci. Historia lisa i dzika pozwala na opowiedzeniu dzieciom o ciągle rosnących pragnieniach, dążeniach do zdobycia czegoś niedoścignionego, szukania odpowiedniej przyjaźni i kiedy już wydaje się, że bohaterowie będą zadowoleni okazuje się, że szukają dalej lub ich relacja zostaje wystawiona na próbę. Dopiero weryfikacja uprzedzeń i przekonań przynosi refleksję: nie wszystko jest takie jak nam się wydaje. Autorka pozbywa się moralizowania. Ograniczenie się do opowiedzenia przygód dwóch zwierzaków będących przyjaciółmi razem pokonującymi wszelkie przeszkody, cieszącymi się życiem wydaje się podkreślać, że ważne są relacje z innymi. Ci inni mogą nam towarzyszyć we wszystkich przygodach, ale mogą też jak foki opuszczać i wędrować własną drogą. Do tego przekonają się, że w relacji z innymi dobrze być sobą. Nawet jeśli czasami niechcący jesteśmy niczym niszczycielski huragan to i tak wprowadzamy piękne urozmaicenie do naszego otoczenia.
Graficznie komiks zachwyca młodych czytelników. Berenika Kołomycka wykorzystała niepowtarzalność obrazów malowanych akwarelami. Dzięki temu ilustracje są miękkie, magiczne, bardzo dobrze oddają nastrój bohaterów, mają specyficzny klimat i bardzo dobrze przyciągają uwagę najmłodszych. Delikatność i miękkość wywołana pociągnięciami pędzla i ciepło barw są doskonałym dopełnieniem opowiedzianej historii. Autorka pozbywa się moralizowania. Ograniczenie się do opowiedzenia przygód dwóch zwierzaków będących przyjaciółmi razem pokonującymi wszelkie przeszkody, cieszącymi się życiem wydaje się podkreślać, że ważne są relacje z innymi. Ich przyjaźń to także rozmowy o przeszłości, refleksja nad tym, co ich spotykało, dzielenie się odczuciem jak ważna jest dla nich istniejąca między nimi przyjaźń. Podkreślają to opowieściami o wcześniejszych nieudanych relacjach, w których byli nieważni, niedostrzegani i nikt po nich nawet nie tylko nie tęsknił, ale też nie zauważył, że go opuścili. Do tego bohaterzy poddają się autorefleksji: zauważają, kiedy czynią lub myślą źle oraz starają się to naprawić. Myślę, że cała seria to piękna i pouczająca opowieść do czytelnika w każdym wieku. Młodsi znajdą tu interesujące przygody dwójki przyjaciół, dostaną opowieść o tym, że niektóre znajomości po prostu się kończą i taki jest bieg rzeczy, że czasami trzeba coś w życiu zmienić, aby móc poznać przyjaciela na całe życie lub zapewnić sobie bezpieczniejsze życie, a kiedy już znajdziemy taką pokrewną duszę to musimy dbać o relacje z nią, bo przyjaźń nie bierze się z powietrza tylko jest wynikiem ciężkiej pracy nad własnym charakterem.
Dużym plusem jest autonomiczność każdego tomu, dzięki czemu można je czytać zarówno razem, po kolei, jak i wybiórczo lub sięgnąć po tematykę najbardziej nas interesującą. W każdym znajdziemy tematy warte do poruszenia z naszymi pociechami. Zdecydowanie polecam całą serię.
Zapraszam na stronę wydawcy








Lars Henrik Eriksen "Wynalazca. Tom 2: Tajemnica złomiarza"


Dzieci nie uczą się postępować przez słuchanie naszych zakazów i nakazów. One postępują tak jak dorośli w ich otoczeniu. Każde dziecko szuka wzorców. Mówienie, tłumaczenie i pouczanie na niewiele się zdają, kiedy my postępujemy inaczej. Do tego często mogą nas zaskoczyć doborem autorytetów. Nie zawsze naśladują osoby, które chcielibyśmy, aby naśladowały. Cykl „Wynalazca” Larsa Henrika Eriksena” jest właśnie o takim wzorowaniu się na autorytecie. To, gdzie nasza pociecha znajdzie sobie wzór do naśladowania zależy od nas, naszych relacji z dzieckiem oraz otoczenia, w którym żyje. Kobalt z komiksu ma dużo szczęścia, ponieważ ma kochającą mamę i dziadka uważanego przez lokalną społeczność za nieszkodliwego dziwaka, ponieważ bada otoczenie, wymyśla nowe rzeczy i ulepsza świat wynalazkami oraz dba o kondycję. Wnuk stara się naśladować wyspowego wynalazcę.

Pierwszy tom był pięknym wprowadzeniem do świata Kobalta. Do komiksu wprowadza nas kolejny wschód słońca, piękne, sielskie widoki. Wyspa wydaje się cudownym miejscem. W tej idyllicznej atmosferze Kobalt konstruuje kolejną maszynę mającą ułatwić pracę mamie. Nim ją podaruje konsultuje się z dziadkiem, którego odwiedza przed szkołą. Wtedy też może zobaczyć kolejne wspaniałe wynalazki dziadka i udać się na fantastyczną wycieczkę.
Akcja dzieje się na dalekiej wyspie Mata-Mata, na której życie ludzi toczy się wokół żółwi. Zobaczymy jak bardzo te zwierzęta są wykorzystywane do różnych prac. Do tego każdy uczeń musi mieć swojego zwierzaka i ciągle się nim opiekować, nawiązywać więź. Żółwie na wyspie są niezwykłe, ponieważ zrzucają skorupy tak jak wąż skórę. To sprawia, że ludziom zostają do dyspozycji mniejsze i większe pancerze do wykorzystania. I w ten sposób bez krzywdzenia zwierząt pozyskiwany jest materiał do wielu rzeczy. Także budowy domów. Codzienność mieszkańców toczy się wokół rolnictwa i rybołówstwa. Spokojną egzystencję przerywa tragiczny wypadek. Zabawa dwójki dzieciaków kończy się tragicznie.
Kobalt Kogg pragnący zostać wynalazcą tak jak dziadek nie zachowuje wystarczającej ostrożności i bez nadzoru dziadka używa niebezpiecznego urządzenia. Zobaczymy tu jak szybko ludność pozbywa się ze swojej wyspy kogoś, kto jest inny, ma odmienne zainteresowania i nie podporządkowuje się społecznym regułom. Mimo, że to od niego zależy to, że mieszkańcy wyspy mogą cieszyć się wieloma udogodnieniami.
W drugim tomie młody bohater jest już doświadczonym wynalazcą, który po stracie nóg w wypadku pozwolił mu na ponowne wstanie z nóg. Widzimy tu bohatera ruszającego na poszukiwania dziadka, z którym czuje silną więź. Bardzo szybko przekonuje się, że świat jest brutalny. Nikt za darmo nie nakarmi i nie zapewni noclegu. Spanie pod gołym niebem oraz głodowanie staje się częścią męczącej wędrówki. Zbieg okoliczności krzyżuje jego drogę z posłańcami, w których pojeździe psuje się silnik. Dzięki nim będzie mógł szybciej dotrzeć do Basary oraz wejść do nietypowego miasta, w którym nie ma miejsca na litość i sentymenty. Każdy przyjeżdżający i osiedlający się jest traktowany jak maszynka do zarabiania pieniędzy. Miasto na pustyni to wielopiętrowa konstrukcja przywodząca na myśl mityczną wieżę Babel. Miasto pełne kramów z towarami i usługami wydaje się nigdy nie zasypiać. Mimo dokładnej kontroli biurokratów kryje w sobie wiele tajemnic. Jedną z nich jest tajemniczy złomiarz posiadający świetny system pozwalający na szpiegowanie wszystkich mieszkańców miasta, dlatego zawsze jest dobrze zorientowany w tym, co dzieje się w mieście. Do tego ma swoje plany związane z przejęciem władzy nad Basarą. Do wprowadzenia ich w życie potrzebuje współpracy Kobalta.
W drugim tomie młody bohater zderza się z brutalnym światem, w którym nie ma miejsca na empatię i sentymenty. Do tego każdy ma swoje interesy, ale mimo tego ludzie potrafią wypracować sposób zarządzania relacjami tak, aby była przestrzeń dla każdego. Wchodzimy tu w zawiłe i często mroczne labirynty Basary, którego mieszkańcy są przepracowani, brakuje rąk do pracy oraz jest zapotrzebowanie na nowe technologie. Umiejętność wykorzystania tego daje Kobaltowi szansę na zdobycie zlecenia. Pomysłowość i pracowitość jednak nie wystarczą do zapewnienia sobie uznania. Młody bohater przekona się, że trzeba jeszcze uważnie dobierać współpracowników. Drugi tom to opowieść o przyjaźni, ale też o oszustwach, manipulacji i dążeniu do przejęcia władzy.
„Wynalazca” to opowieść o marzeniach, celu, ale też niepełnosprawności pokazanej bez bolączki. Utrata sprawności przez Kobalta traktowana jest jako wyzwanie, któremu trzeba stawić czoło. Do tego w pierwszym tomie widzimy Linneę, której twarz po wypadku naznaczona jest bliznami. To jednak nie one są tu problemem, ale zacietrzewienie osób starszych, którzy znaleźli pretekst do usunięcia dziwaka ze swojej społeczności. Po latach Kobalt postanawia odnaleźć dziadka. Ten cel napędza akcję w drugim tomie. W nim także nie brakuje osób, które są niepełnosprawne, ale są samodzielne i aktywne zawodowo.
Cykl „Wynalazca” to fantastyczna powieść komiksowa o wyznaczaniu sobie celów, marzeniach, przekraczaniu granic i mierzeniu się z trudami codzienności oraz dążeniu do celu, a także więziach, przyjaźni, współpracy. Ciekawą fabułę dopełniają piękne ilustracje. Zwłaszcza, kiedy obserwujemy krajobraz zobaczymy cudowne, rajskie widoki. Ekspresję młodego bohatera podkreśla ciągłe pokazywanie go w ruchu: biegnie, chowa coś, konstruuje, szybko je, aby nie tracić czasu. Otaczają go piękne pola, na których pracują ludzie, a tuż obok mamy morze z całym bogactwem ryb łowionych przy pomocy żółwi. W drugim tomie zobaczymy piętrzące się półki, liczne schody, ścieżki, kramy. Piętrząca się konstrukcja świetnie została ujęta. W pierwszym tomie pojawił się też wątek edukacji szkolnej i przy okazji zobaczymy, że wolny umysł Kobalta jest tu wprowadzany w schematy i powinności, za którymi młody wynalazca nie nadąża. Podobne niedostosowanie obserwujemy w zderzeniu z kapitalizmem w drugim tomie. Całość ciekawa, dynamiczna, świetnie wprowadzająca do cyklu.
Zapraszam na stronę wydawcy














środa, 12 czerwca 2024

Judith Peignen "Czarownica Zora. Tom 1: Czarownica idzie do szkoły" il. Ariane Delrieu


Obowiązek szkolny to jeden z tych poważnych tematów, który po ponad 20 latach wywołuje u mnie gęsią skórkę. Moje najgorsze koszmary to właśnie te z powrotem do szkoły i całym mnóstwem wyzwań z tym związanych. Skończone studia nie uleczyły mnie z traum, więc bardzo rozumiem bohaterów, którzy unikają edukacji, nie chcą chodzić do szkoły, mierzą się tam z prześladowaniami, różnymi formami przemocy czasami nieświadomie nakręcanymi przez teksty czy postawy nauczycieli. Właśnie z tego powodu „Czarownica Zora” Judith Peignen i Ariane Delrieu mnie urzekła. A jak dodamy to tego fantastyczną szatę graficzną to mamy cudowną ucztę dla umysłu czytelnika. W obliczu tak pięknie wydanego komiksu zawsze wzdycham, że to niesprawiedliwe, że w czasie mojego dzieciństwa nie było tak pięknie wydanych komiksów. Twarda oprawa, bardzo dobrej jakości papier i rewelacyjne ilustracje wydające się tchnąć magią. Świetnie dobrana kolorystyka zdecydowanie podkreśla akcję toczącą się wokół tytułowej bohaterki. A kim ona jest? Czarownicą. Ale nie taką starą, znaną z baśni. Zora jest nastolatką i dopiero wszystkiego się uczy, powoli dorasta, ma swoją wizję świata, w której rozwija swoje zdolności czarowania. Niestety dorośli mają wobec niej inne plany. Posyłają ją do szkoły.

Do komiksu wprowadza nas panorama miasta. Zerkamy na paryskie budynki i na jednym z nich dostrzegamy ogród. Przeskok zabiera nas do zalesionego zakątka. Jest to malownicze miejsce przywodzące na myśl las i jego ciszę, a nie gwarne i tłoczne centrum stolicy Francji. Urocza chatka z zimowym ogrodem oraz drzewa, nad którymi krążą kruki (ptaki kojarzące się z magią i tajemnicą). Spośród grządek z kwiatami wyłaniają się wkomponowane w krajobraz kominy. Dookoła drzew krążą duszki. Przyroda wydaje się tu być wybujała. Kolejny kadr to spotkanie z Zorą czepiającą się zwisających z drzew pnączy. Stajemy się świadkami pogoni starej wiedźmy za nastolatką i przy okazji lepiej poznajemy otoczenie. Zobaczymy wnętrze domu pięknie wkomponowane w drzewo.
Sama akcja jest dość prosta:  kruczowłosa i niesforna Zora Silvestrus jest czarownicą, której nie podoba się pomysł dorosłych. Dziewczyna jako pierwsza ma pójść do zwyczajnej szkoły zamiast pod opieką babci uczyć się magii. Strach i przekonanie o nudzie wzbudzają niechęć. Zora jednak nie jest w stanie przewidzieć zachowania rówieśników. Pozbawiona przez babcię zdolności magicznych jest bezbronna. Do tego wystrojona w strój vintage rodzi zdziwienie. Skojarzenia jej imienia i nazwiska przez nauczyciela od przyrody z pająkiem to kolejny pretekst do kpin. Zora bardzo szybko odkryje, że szkoła to pole bitwy, na którym trzeba być bardzo uważnym.
W tle pojawia się nowa przyjaźń, uczenie się nowych rzeczy, misje rodziców, prześladowania czarownic, konieczność dostosowania się do nowych realiów, nudna nauka, odkrywanie jak mogą wyglądać współczesne czarownice oraz pierwsza miłość. Do tego czytelnicy zobaczą, że w przypadku osoby wykluczonej każdy pretekst jest dobry do szykan, dlatego nie warto ich słuchać. Za to więcej uwagi powinniśmy skupiać na osobach nam życzliwych. Pierwszy tom niesie cenną lekcję i zapowiada ciekawą opowieść podsuwającą sporo problemów etycznych.
Komiks zamyka „Magiczna Księga Zory” zawierająca cenne informacje historyczne o miejscach przedstawionych w komiksie, wydarzeniach, talizmanach, rytuałach, magicznych roślinach i zwierzętach. Autorki przemycają sporo kulturowych ciekawostek. Całość rewelacyjna.