Etykiety

czwartek, 15 sierpnia 2019

Jak urzędnicy utrudniają życie niepełnosprawnym dzieciom?

#dziecko #niepełnosprawne #w #przedszkolu
Na ipecie zostaliśmy poinformowani, że Oli zabierana jest terapia, więc się wkurzyliśmy i napisaliśmy wniosek o zwiększenie liczby godzin terapii w przedszkolu i zwiększenie godzin pobytu w grupie przedszkolnej z 5 do 6. Naczelnik Oświaty zaprosiła nas na rozmowę, aby z dyrektorką przedszkola objaśnić nam, że Ola nie może być 6 h w grupie przedszkolnej, bo nie starczyłoby na nią pieniędzy, które dostaje z ministerstwa (9,5 krotna subwencja niż w przypadku dzieci bez takiej diagnozy, jaką ma Ola, czyli tu system ma się świetnie i PiS jednak zadbał, do tego przeznaczone wyłącznie na dziecko i jego potrzeby, a nie wchodzące do ogólnej puli do wykorzystania).
Sprawdziliśmy, jakie dofinansowanie jest z gminy na jedno dziecko. Okazało się, że 45% i wyliczyliśmy sobie, że śmiało powinno starczać na 8 h Oli pobytu w przedszkolu. W między czasie parę oburzonych matek, których dzieci też są niepełnosprawne zaczepiło mnie, aby mi powiedzieć jaka to jestem wredna i jak w ogóle śmiem coś chcieć, że to nie prawda, że niepełnosprawne dzieci nie mogą być dłużej niż 5 h. Okazało się, że faktycznie mogą, ale tylko te bez orzeczenia o nauczaniu specjalnym (czyli mające nauczycielki wspomagające). Porozmawiałam z Olą. Ola stwierdziła, że chce się więcej bawić z dziećmi i złożyłam deklarację, że Ola od września będzie chodziła na 8 h. Dziś dostałam odpowiedź, że w procesie rekrutacji deklarowałam, że chcę na 5 h. Za każdym razem, kiedy wpisywałam większą ilość godzin pouczano mnie: "Ola absolutnie nie może chodzić na więcej godzin, bo żadne dziecko niepełnosprawne nie chodzi na więcej. Takie są przepisy". A na początku nawet nie podniesiono tego argumentu, że wcześniej coś deklarowałam tylko "Ola będzie dzieckiem deficytowym dla jednostki". A co? Jednostka państwowa ma zarabiać? Jeśli zarabiać to musimy wszystkie urzędy pozamykać, bo są dla społeczeństwa deficytowe.
Jesienią na wycieczkę też nie mogły jechać dzieci z orzeczeniem o kształceniu specjalnym i dopiero, kiedy narobiłam wokół tego szumu mogły. Przy okazji usłyszałam: "Przez panią inne dzieci nie będą miały warsztatów, ponieważ musieliśmy zapłacić za dodatkowe dzieci w teatrze". Od pracowników teatru (kochani, może i mieszkam w dziurze, ale nadal utrzymuję znajomości ze studiów) wiem, że wszystkie niepełnosprawne dzieci weszły za darmo..
Jeszcze lepszy kwiatek w urzędzie (w związku ze staraniem się o zdobycie informacji o finansowaniu):
-Pani mnie nagrywa?
-Nie, ale zgodnie z prawem mogę nagrywać urzędnika w czasie wykonywania czynności służbowych.
-Nie może pani.
-Mogę.
-Ale musi mnie pani poinformować i ja muszę się zgodzić.
-Nie muszę informować, a pan nie musi się zgadzać.
-Ale kultura tego wymaga.
-Jest na to przepis?
Dziś zostałam poproszona o złożenie nowej deklaracji godzin pobytu dziecka w przedszkolu (nagle można składać nową deklarację). Mam czekać. Do kiedy? Nie wiadomo, bo to gmina podejmuje decyzję. Teraz się zastanawiam: gmina, czyli pani burmistrz czy naczelnik oświaty?
I taka ciekawostka: w przedszkolu jest 11 dzieci z orzeczeniem o niepełnosprawności. Na żadne z dzieci nie prowadzono zbiórki. Za to prowadzono kilka zbiórek w ciągu roku (w tym ze dwie na syna wicedyrektorki). Dlaczego przedszkole nie wspiera niepełnosprawne dzieci chodzące do jej placówki tylko dzieci (a raczej już młodzież) spoza placówki?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza