Etykiety

czwartek, 8 sierpnia 2024

Krzysztof Konopka "Hedvigis"


Jadwiga Andegaweńska, królowa Polski często kojarzona jest z postacią pomnikową, bardzo poważną. Często zapominamy, że w czasie przybycia do naszego kraju była jeszcze dzieckiem. Jej krótkie życie (25 lat) wypełniła pracowitość. Mająca piastowskie korzenie (Władysław Łokietek był pradziadkiem) władczyni została świetnie przygotowana do rządzenia. Ludwik Węgierski okazał się w tamtych czasach bardzo postępowym władcą, który z braku synów rozsądnie do rządzenia przygotował córki. Poznawanie dziejów młodziutkiej Jadwigi koronowanej na króla Polski (pełnoprawnego władcę) to uświadamianie sobie jak wówczas wyglądał świat, jakimi sprawami żyli ludzie, co ich motywowało do działania. Na rynku wydawniczym znajdziemy sporo różnorodnych książek prezentujących nam jej sylwetkę. Jedne ocierają się o skandal, inne czynią z niej postać sztywną. Krzysztof Konopka w trylogii „Hedvigis” zachowuje umiar i nie dawkuje nam ani jednego, ani drugiego obrazu. Mamy tu ciekawie opowiedziany życiorys najmłodszej córki Ludwika Węgierskiego i Elżbiety Bośniaczki. Opowieść przeplatają dzieje Marii Andegaweńskiej (2-3 lata starszej siostry).
Na początku pierwszego tomu przenosimy się do 1382 roku. Właśnie umarł Ludwik Węgierski, a jego żona uświadamia sobie, że przez całe życie była odsuwana od władzy i niewiele wie o rządzeniu. Przeżywająca żałobę królowa musi zawalczyć o władzę dla córek. Młodziutka Maria ma być wysłana do Krakowa, a Jadwiga pozostać na Węgrzech. Analiza stosunków ludzi mieszkających w królestwach skłania ją do podjęcia innej decyzji. Elżbieta zostaje zaskoczona przez rycerstwo, które w czasie zjazdu w Radomsku podejmuje decyzję, że dochowają hołdu wierności jednej z następczyń pod warunkiem że na stałe zamieszka w małżonkiem w Polsce. Obserwujemy zmagania, walkę o tron, manipulacje, a ze wspomnień bohaterów wyłania się obraz przeszłości zestawiony z trudną teraźniejszością. Widzimy, z jak wielu przeszkodom muszą one stawić czoła, aby móc sprawować władzę. Są tu współprace, zaangażowanie, wyznaczanie sobie celów i zdrady. Obserwujemy grę pozorów książąt, interesy możnych.
Drugi tom otwiera niepewność i oczekiwanie na kandydata na małżonka wybranego przez szlachtę. Młodziutka Jadwiga boi się, że Władysław Jagiełło będzie taki jak w opowieściach, czyli potężny i zarośnięty jak niedźwiedź. Poza tymi niepokojami musi naprawiać bardzo wiele w królestwie i idzie jej to bardzo dobrze. Jednocześnie bardzo tęskni za pierwotnym narzeczonym, czyli księciem Wilhelmem, z którym się wychowywała. Obserwujemy intrygi toczące się wokół królowej, zabiegi i przejęcie tronu, spiski tych, którzy są przekonani, że to oni powinni sprawować władzę. Nie zabraknie też losów Marii, która na Węgrzech mierzy się z trudną sytuacją. Przez zamach stanu traci władzę i staje się więźniarką w pałacu. Obie siostry muszą stawić czoła intrygom i spiskom. Coraz częściej w tle pojawiają się Krzyżacy i ich reakcje na sytuację polityczną w Królestwie.
Trzeci tom otwiera rok 1389. Krzysztof Konopka pokazuje tu bardzo ludzkie twarze władców. Jadwiga zmaga się z pomówieniami, Władysław daje sobą manipulować. Rozwaga młodziutkiej królowej jednak prowadzi do zakończenia sporów w ich osobistym życiu i obrania wspólnego frontu w polityce. Wypracowanie kompromisu nie jest łatwe. Dookoła dzieje się wiele, ponieważ królewska para ma wokół siebie osoby nieżyczliwe, ale na szczęście mogą liczyć na wsparcie tych, którzy popierają ich działania. W tle nie brakuje też Marii i jej zmagań w walce o władzę. Tom zamyka śmierć Jadwigi.
W opowieści o królowej Polski Krzysztof Konopka sięgnął po najnowsze koncepcje przekonujące, że Jadwiga była świetnie wykształcona i przygotowana do wprowadzania zmian w kraju, w którym przyszło jej rządzić. Do tego życie osobiste miała szczęśliwe i spokojne, bo Jagiełło był dla niej raczej postacią ojcowską i wspierającą jej działania. Obserwujemy, z jak wieloma uprzedzeniami musiały walczyć wówczas kobiety, jak wielkie znaczenie miały rządy Jadwigi. Znajdziemy tu znane legendy, poznamy ludzi ważnych w hierarchii kościelnej, książąt ubiegających się o władzę, intelektualistów, osoby z najbliższego otoczenia dworu. Zobaczymy, w jaki sposób władczyni wspierała rozwój nauki, szpitali, klasztorów. Mamy tu kobietę, która była też dzielną przywódczynią wojsk.
„Hedvigis” Krzysztofa Konopki jest ciekawą lekturą pozwalającą na przeniesienie się w czasie, uświadomienie, jakimi sprawami żyli ludzie, z czym musieli się zmagać. Autor bardzo dobrze oddaje ówczesny stosunek do kobiet i ich miejsca w społeczeństwie.
Zapraszam na stronę wydawcy






Zdzisław Lipiński "Krople"


Poezja to taki rodzaj twórczości, który zabiera nas w kosmosy znaczeń. Im bardziej minimalistyczna tym obrazy intensywniej nasycone. Świat wypełnia czytelnik przez wprowadzenie własnego doświadczenia w miejsca puste. A tych między paroma wyrazami jest dużo. Od wiedzy, przeżyć i skojarzeń odbiorcy zależy, ile potrafi wyciągnąć z kilku słów, którymi dzieli się z nim poeta. Lektura wierszy to czynność bardzo intymna, dotykająca duszy, skłaniająca do zatrzymania się, wejścia w labirynt kultury i gęsto podsuwanych skojarzeń. Z takim czytaniem mamy do czynienia w „Kroplach” Zdzisława Lipińskiego.
Tom otwiera bardzo sugestywny wiersz podsuwający skojarzenie poety na życie. Jest to obraz człowieka dojrzałego, pogodzonego z tym, że nie wszystko jest doskonałe. Przebija z niego radość, z tego, że życie jest jakie jest i się zdarzyło:
„zdarzyło nam się życie
szyte nie na wyrost
i nie na miarę
jakie takie” (***, s. 7).
Utwór jest pewnego rodzaju wstępem do tego, co dalej, bo każda strona jest tu migawką z konkretnej chwili. Podmiot liryczny jest osobą doceniającą fenomen każdego doświadczenia. Nie ma tu rzeczy mniej lub bardziej ważnej. Doświadczenia profanum prowadzą do sacrum:
„w kropli
wieczności

szukam
tożsamości
Boga” (***S. 9).
Każde doświadczenie kształtuje. Wszystko składa się na ludzką egzystencję utkaną z chwil. Tom jest czymś w rodzaju podsuwania nam poszczególnych stop-klatek z życia. Podmiot liryczny pokazuje, że wszystko wpłynęło na jego obecne „ja”, czyli osoby potrafiącej szeroko spojrzeć na własne miejsce w świecie. Niedoskonałości są tu doskonale piękne, przemawiają do wyobraźni. Każdy element otoczenia ma swój cel. Nawet ośnieżone kasztanowce mogą być czymś więcej niż tylko uśpionym drzewem. Ożywają dzięki krukom, dla których są lądowiskiem. Opisy składające się z kilku słów czasami wprost, a czasami subtelnie sugerują czerpanie z różnych źródeł kultury. Mamy tu nawiązania do różnych filozofii, religii, ale też i mitologii. Wszystko to splecione ze sobą i bardzo często zasugerowane wrażeniami podmiotu lirycznego.
„mój drogi panie Remarque

tu na północy bez zmian
życie toczy się po swojemu

w niepokoju zadrapań
wspinamy się po codziennej
wieży Babel

tylko wiatr deszcz i czas
nic sobie z tego nie robią

po deszczu ptaki na gałęziach brzozy
strącają ze skrzydeł nadmiar wilgoci” (***, s. 43)
Z jednej strony w wierszy tym pojawia się epistolarny zwrot do Ericha Paula Remarque’a oraz nawiązanie do jego pierwszej, bardzo ważnej powieści, którą z powodu obnażania brutalności wolny naziści umieścili na wykazie ksiąg zakazanych. Opowieść o „niepokoju zadrapań” można przyrównać do codziennych wyzwań, które są dla nas wielką próbą. Zwłaszcza, że są one w czasie wspinania się każdego dnia. Ten obraz trudu przywodzi na myśl mit o Syzyfie. Wizja kary połączona z biblijną wieżą Babel będącą ostrzeżeniem przed ludzkimi ambicjami pozwala na uświadomienie sobie jak wielki ciężar przyjmujemy na siebie wyznaczając sobie nierealne cele. Na tle naszego trudu dążenia do czegoś przyroda wydaje się zaskakująco stała, obojętna. Tylko ona jest zdolna do stoicyzmu, nierobienia sobie nic ze zmian, które ciągle zachodzą.
Poezja Zdzisława Lipińskiego przypomina ideogramy, czyli użycie prostych skojarzeń mających różne znaczenie w odmiennych kontekstach. Poeta wychodzi tu od życia, kropel, otoczenia pełnego kolorów, zapachów, dźwięków, zaznaczania bliskości do kosmosu, który nie ma początku i końca. Cisza i spokój są tu jasne lub ciemne, objawiają się delikatnym pulsowaniem, czekaniem na niebo, oddychającą ziemią, nieograniczoną przestrzenią. Proste obrazy pełne są dźwięków. Pokazuje, czym jest dla niego życie społeczne, jak ważne jest wytchnienie od codziennych kontaktów, samotność, która pozwoli na powrót. Równowaga między wytchnieniem a zaangażowaniem, pozwalającym na uważność w kontakcie ze światem.
Wiele utworów jest tak krótkich, że przywodzą na myśl aforyzmy. W każdym znalazłam nawiązanie do różnych filozofii. Mamy tu świat jako dobrze działający mechanizm zegara, cywilizację, która niszczy i szkodzi, ale jest nam potrzebna, umiejętność cieszenia się chwilami zmieszana z dystansem wobec prób. Jest też świadomość swoich słabości i niewielkiej wiedzy, zmienności otoczenia, tkania losu oraz traktowania innych tak jak siebie. Wiersze są niczym kolaż podsuwający różnorodne idee wynikające z doświadczeń.
Całość podsumowuje wymowny wiersz:
„pokazałem już wszystkie krople
pora zakończyć ten wernisaż

wino nietknięte galeria pusta
zamiast przemów oratorium
ciszy

po białym obrusie wędruje pająk” (***, s. 58).
Każdy utwór (kropla) jest elementem kolażu. Są one ważne w „wernisażu” życia, czyli tym, co je ukształtowało. Z kolei pająk może przywodzić na myśl Mojrę tkającą życie. Jego wędrówka trwa po białym obrusie (przestrzeni do zagospodarowania).
„Krople” Zdzisława Lipińskiego to tom delikatny, subtelny, a jednocześnie bardzo bogaty. Jest to piękna, poruszająca wyobraźnię poezja.
Zapraszam na stronę wydawcy


























środa, 7 sierpnia 2024

Marta Sak "Jak żyć dobrze będąć DDA. Co zrobić, gdy życie się źle zaczęło?"


„Faktem jest, że nie da się zmienić przeszłości ani pochodzenia rodziny. Bo owszem — jeżeli to czytasz, to jedną z opisujących cię charakterystyk zawsze będzie »dorosła osoba, która pochodzi z rodziny dysfunkcyjnej/z problemem uzależnień«. Trudności, które obecnie z tego powodu przeżywasz, nie muszą mieć jednak nieodwracalnego, destrukcyjnego wpływu na twoje życie. Dzięki odpowiedniej pracy nad sobą można je przekształcić w chwalebne rany bojowe. Takie rany czasem będą swędzieć lub pobolewać, ale ty będziesz już wiedzieć, czy je posmarować".
Jestem DDA (dorosłe dziecko alkoholika) i przez to też DDD (dorosłe dziecko z rodziny dysfunkcyjnej). Często spotykam się z twierdzeniami, że takie osoby funkcjonują w określony sposób, mają problemy z relacjami z ludźmi, nie potrafią wyznaczać sobie celu, powielają wzorce rodziców, nie przestrzegają norm społecznych. Zawsze zastanawiało mnie, czy taki konstrukt faktycznie istnieje i czy ma wpływ na mnie. O ile gorsza sytuacja finansowa na start daje widoczne efekty i łączy się z wymogiem intensywniejszej pracy, większej samodzielności, zamyka wiele dróg to brak emocjonalnego wsparcia nie jest widoczny i staje się czymś w rodzaju niewidzialnego balastu, który trzeba dźwigać dopóki nie pozwolimy sobie na zrzucenie go, nie przemeblujemy mentalności. Po książkę „Jak żyć dobrze, będąc DDA” Marty Sak sięgnęłam, aby lepiej zgłębić ten temat, zastanowić się, czy i w jaki sposób bagaż z dzieciństwa może mieć na mnie wpływ, nad czym muszę popracować, aby żyło mi się lepiej.
Na początku publikacji autorka przygląda się terminologii i podsuwa wiele wątpliwości, wśród których są badania na temat samospełniających się przepowiedni, czyli wpływie oczekiwań na nasze wybory i życie. I chyba dużo w tym prawdy. Przynajmniej tak to wygląda z mojego punktu widzenia, czyli osoby, która nie uważała się, że alkoholizm rodzica miał na mnie wpływ poza kwestiami finansowymi, ale i z tym sobie poradziłam. Być może z powodu wielkiej niewiedzy. Czy jednak jestem wolna od tego, co dostałam na start?
„[...] człowiek jest istotą społeczną już od chwili narodzin, a jego doświadczenia z wczesnych lat życia kształtują jego postrzeganie rzeczywistości, w tym postrzeganie samego siebie. Nasze życie nie zawsze dobrze się zaczyna, ale każdy z nas ma wpływ na siebie, swój sposób myślenia i podejmowane przez siebie decyzję. Każdy z nas może wieść życie warte przeżycia, niezależnie od tego, jakie dramaty spotkały nas w przeszłości i z jakimi trudnościami oraz ograniczeniami mierzymy się obecnie".
Książka Marty Sak to przede wszystkim poradnik ze wskazówkami, w jaki sposób uporać się z tym, co dostaliśmy na start. I nie musi to być wyłącznie alkoholizm, ale każdy rodzaj dysfunkcji w rodzinie. Autorka pokazuje, że dramaty nie mogą nas determinować. Możemy się od nich uwalniać, wyzwalać i prowadzić całkowicie inne życie niż nasi rodzice. Ważne, abyśmy dobrze poznali siebie, zobaczyli, nad którymi elementami w życiu musimy popracować i to zrobili. Książka ma nam w tym pomóc.
Krok po kroku autorka pokazuje, w jaki sposób przyglądać się różnym obszarom swojego życia, w jaki sposób pracować nad zmianami, jak zmienić swoje nastawienie oraz działania, aby uzyskać pozytywny wpływ na własne życie, abyśmy nie przekazywali traum własnym dzieciom. Zobaczymy jak niesamowicie wielki wpływ na naszą codzienność mają opinie, jakie słyszymy w dzieciństwie. Jak bardzo negatywne słowa kierowane do dzieci odbijają się na ich psychice i odbierają im możliwość rozwinięcia skrzydeł, niszczą zapał, sprawiają, są przekonani o nieuniknionej porażce. Nie zabraknie tu też tematu umiejętności stawianie granic, asertywności, lęków, fobii.
Publikacja składa się z sześciu rozdziałów. Pięć z nich zawiera ćwiczenia pozwalające na lepsze siebie, ocenę funkcjonowania w różnych obszarach życia. Ostatni rozdział jest podsumowujący. W nim poznamy różne nurty psychoterapii z wyjaśnieniem, czego możemy się po nich spodziewać. To pomoże nam w doborze specjalisty oraz przygotuje do wspólnej pracy. Nie zabraknie tu też wskazówek, po jaką literaturę fachową warto sięgnąć. Książka zachęca do pracy nad sobą. Bardzo podobało mi się to, że nie ma tu wskazania uniwersalnej drogi, którą wszyscy powinni podążać. Autorka zauważa, że dobrze jest też pracować indywidualnie ze specjalistycznymi lekturami, poradnikami. Warunkiem indywidualnej pracy oraz sięgania po pomoc specjalisty jest szczerość wobec siebie, otwarcie się na znalezienie obszarów do naprawienia oraz przekonanie, że wszystko da się naprawić.
„Jak żyć dobrze, będąc DDA” zdecydowanie nie jest lekturą na jeden dzień.  To książka, z którą należy spokojnie pracować, dostosować do własnego rytmu przetrawiania ważnych problemów. Nie musimy być DDA, aby poszukiwać obszarów do przepracowania i ta lektura w tym pomoże. Uważam, że tytuł troszkę ogranicza grono odbiorców, bo tak naprawdę jest ono dużo szersze. Marta Sak zrobiła świetną robotę i poruszyła w swojej publikacji najważniejsze problemy, pokazała, z czym zmagają się osoby z trudnym dzieciństwem. I wcale nie musi to być alkoholizm. Może być źle przeżyta żałoba po rodzicu.




wtorek, 6 sierpnia 2024

Izabela Skrzypiec-Dagnan "Własną drogą"


Jedną z głupszych rzeczy, jaką można zrobić to powiedzieć zakochanym, czy mogą spotykać się z kochaną osobą i dlaczego akurat z nią nie powinni planować przyszłości. Punktowanie wad, wytykanie korzeni, stereotypowe doszukiwanie się powielania rodzinnych wzorców wcale nie sprawi, że uczucie zniknie. Raczej skończy się tym, że będzie miało się słabszy kontakt z własnym dzieckiem, więź zacznie zanikać, bo zabraknie rozmów, szczerości i poczucia akceptacji. Dorastający człowiek potrzebuje wsparcie, świadomości, że w razie popełnienia błędów jesteśmy tuż obok. To pozwala na większą otwartość, daje szansą na rozsądniejsze postępowanie młodych ludzi, bo będą mieli świadomość, że nigdy nie będą ocenieni, strofowani. Sami będą wyciągać wnioski. Może później niż byśmy tego chcieli, ale za to będą miały szansę. Narzucanie własnego zdania zwykle kończy się szamotaniem dwóch stron, ciągłym zastanawianiem jak by to było, gdyby nie posłuchali się rodziców, jak by to było żyć z kochaną wówczas osobą, jak potoczyłoby się życie, gdyby rodzice wspierali zamiast ograniczać. Z takim problemem mierzy się Melania z książki Izabeli Skrzypiec-Dagnan „Własną drogą”.
Opowieść otwiera wyznanie narzeczonego bohaterki. Wieloletni partner przyznaje się do zakochania we współpracownicy. Niby Rafałowi zależy na związku i nie wyjawia szczegółów zdrady, ale jednak Melania czuje, że ten związek już nie ma szans. Ona już nigdy mu nie zaufa, będzie podejrzliwa. Miota się między tym, co czuje, a tym co podpowiada jej rozum. Decyzja nie jest łatwa. Zwłaszcza, że planowali razem przyszłość. Wspólne mieszkanie nie ułatwia sprawy, dlatego postanawia ruszyć w pełną wrażeń oraz przygód drogę, w czasie której nauczy się innego patrzenia na siebie i doświadczania świata. Bierze motocykl i jedzie przed siebie, aż pewnego dnia nawigacja zaprowadza ją na skraj drogi, a pojazd odmawia posłuszeństwa. Do tego do najbliższej osady jest spory kawał drogi i pada deszcz, ale ku swojemu zaskoczeniu spotyka tu swoją pierwszą miłość. Ma zostać tylko na jedną noc, by przeczekać trudne warunki. Czy tyle wystarczy, aby wyjaśnić dawne nieporozumienia, przetrawić traumy, poukładać życie.
Izabela Skrzypiec-Dagnan serwuje nam pouczającą historię, w której na pierwszym planie mamy dwoje ludzi. Łączyła ich pierwsza młodzieńcza miłość. Moim zdaniem dużo pouczających rzeczy dzieje się jednak w tle. Mamy tam opowieść o rodzicach, nieudanych relacjach, przeżywaniu żałoby, braku potrzeby spotykania się z chorym rodzicem, którego widok wywołuje cierpienie, ale też brak wsparcia w odpowiednim w czasie dorastania sprawił, że nie ma silnej więzi. Po tamtych czasach pozostał dystans i nieufność. Do tego pisarka podsuwa nam obrazy rodziny patologicznej, czyli z przelewającym się alkoholem, krzykami, licznym potomstwem, które próbuje uciekać z toksycznego środowiska w zainteresowania. Pisarka pokazuje nam też uprzedzenia wobec młodzieży pochodzącej z dysfunkcyjnych rodzin. Mamy tu pokutujące przekonanie, że wybiorą taką samą drogę jak ich rodzica, a po latach widzimy, że jednak można inaczej, że doświadczenia z dzieciństwa mogą być cenną lekcją tego, w jaki sposób nie budować relacji z innymi ludźmi, jak bardzo używki mogą być zdradliwe.
Głównymi bohaterami są tu Melania i Piotr. Oboje pogubieni w swoim życiu, oboje tęskniący za tym, co było między nimi kilkanaście lat wcześniej. Między nimi pozostają tajemnice, niedopowiedzenia oraz doświadczenie tajemnicy, która ich na zawsze rozdzieliła. Mają czas na wyjaśnienie wielu spraw z przeszłości, ponowne poznanie się. Ale czy to wystarczy, aby wrócić do siebie? I co z ich obecnymi relacjami i związkami? Życie bohaterów nie jest łatwe. Do tego oboje bardzo się zmienili przez lata, obrali inne drogi niż planowali. Nie ma tu prostych rozwiązań.
Narracja jest tu prowadzona w dwóch stylach. W jej opowieści mamy pierwszoosobową relację, dzięki czemu poznajemy jej reakcje, uczucia, doświadczenia i wspomnienia. Dużo tu pięknych opisów, dzielenia się wrażeniami z przeżyć. O nim pisarka opowiada w trzeciej osobie, z lekkim dystansem. Losy obu są bardzo poruszające, pokazują przełamywanie trudności, młodych ludzi mających cele w życiu i konsekwentnie do nich dążących. Do tego nie brakuje im brawury i bezmyślności typowej dla wieku. Uświadamiamy sobie jak wiele mogli zrobić rodzice, żeby uniknąć tragedii.
„Własną drogą” na pierwszy rzut oka wydaje się romansem. Po dokładniejszym przyjrzeniu mamy tu ciekawą obyczajówkę z całym mnóstwem zwyczajnego życia, w którym jest miejsce na choroby, niepełnosprawność, zdradę, depresję, osamotnienie, żałobę, złość , nieodwzajemnioną miłość, niepowodzenia wynikające z losowych zdarzeń. Los nie oszczędza tu żadnego bohatera. Każdy musi mierzyć się z tym, co serwują mu inni ludzie. Patrząc na tę historię uświadamiamy sobie jak bardzo często niewiele od nas zależy. Wiele rzeczy to zbieg okoliczności: czasami złych, a czasami dobrych. Podejmowane przez nas decyzje zawsze mają konsekwencje. Nie ważne, czy będziemy chcieli angażować się w określone rzeczy czy wolimy zostać bierni: zawsze musimy zapłacić za obraną drogę.
Powieść Izabeli Skrzypiec-Dagnan to świetna lektura podsuwająca czytelnikom wiele problemów do przemyślenia, ale nie ma w niej niczego przytłaczającego. Bohaterzy mimo przeciwności losu potrafią cieszyć się życiem. Zdrada bliskiej osoby boli, ale w szerszej perspektywie daje szansę na ułożenie życia na nowo, zrobienia porządku z przeszłością.
Zapraszam na stronę wydawcy






poniedziałek, 5 sierpnia 2024

Paula Uzarek "Kurs opieki nad duszami"


To, ile rzeczy jesteśmy w stanie zrozumieć i dostrzec zależy od naszych umiejętności i wiedzy. Pełny obraz sytuacji daje nam dużą wiedzę o tym, kto stoi w naszym życiu za różnymi wydarzeniami. Otwieranie się na świat i swoje zdolności może wywrócić zwyczajną codzienność do góry nogami, wprowadzić do obszaru wtajemniczenia, postępować w taki sposób, aby jak najlepiej chronić się przed potencjalnym złem. Czasami jednak nadmiar wiedzy i talentu przy zbyt małej ostrożności i niepełnym obrazie sytuacji może ściągnąć na nas wielkie niebezpieczeństwo. I tak jest właśnie w przypadku bohaterki książki „Kurs opieki nad duszami” Pauli Uzarek. Historia ta jest pierwszym tomem cyklu "Rozszczelnienie" i kontynuacją trylogii "Ślady dusz", ale nie trzeba jej znać, aby sięgnąć po tę książkę. Ważne dla akcji wydarzenia są tu przypominane, kiedy mają znaczenie i pozwalają rozeznać się w sytuacji bohaterki, zrozumieć jej emocje. Te nawiązanie jednak są tak ciekawe, że w najbliższym czasie na pewno nadrobię lekturę.
Historię otwiera weryfikacja wniosków grantowych. Amanda będąca urzędniczką dostrzega, że na jednym są błędy, bo oferuje „kurs opieki nad duszami zmarłych”. Czytane przez nią dokumenty zdumiewają, bo okazuje się, że finansowane będą zajęcia kojarzące się z magią. Z przyglądania się dokumentacji oczami Amandy doskonale znającej okolice Wyższej Akademii Nauk przechodzimy do spotkania Sary Jeleniewskiej z Agatą Matulą. Młoda adeptka czarów dowiaduje się od Baby Cmentarnej, że ma prowadzić kurs. Wszystko przez to, że starsza czarownica ma coraz mniej sił i zaczęła odczuwać zbliżającą się śmierć. Sara z weterynarki i gotki zmienia się w jeżdżącą różowym samochodem, mającą różowe dodatki w mieszkaniu nauczycielkę prowadząca kurs w szkole magii w Różanym Lesie. Dzięki swojemu pobytowi w Zaświatach i powrotowi stamtąd ma najlepsze przygotowanie do prowadzenia takich zajęć, ponieważ ma sporą wiedzę. Jak to się przełoży na umiejętności przekazywania jej?
Jej słuchaczami zostają ciekawe osobowości. Znajdziemy wśród nich półdemona, niemagiczną urzędniczkę, która po przejrzeniu dokumentacji postanowiła zgłębić temat, grabarza, wiedźmę i osoba, z którą miała bliskie relacje. Poza nimi spotkamy duchy, magiczne istoty znane ze słowiańskich wierzeń oraz tajemnicza mała myszka podsycająca ciekawość Sary. Przy tak zróżnicowanej grupie nie ma czasu na nudę. Zwłaszcza, kiedy wokół Sary zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Nocami nie może spać z powodu czyjejś obecności w domu, na terenie szkoły grasują słabe demony gotowe do ataku. Do tego podziemie szkoły oraz pobliski las skrywają wiele sekretów. Razem z bohaterką stopniowo wchodzimy do świata magii, oswajamy ją, poznajemy wiele istot. Nie zabraknie też informacji o zabiegach ochronnych oraz przenikaniu do świata ludzi istot z Zaświatów. Czy dowiemy się komu zależy na chaosie? Co grozi Sarze?
„Tak naprawdę gdziekolwiek pójdziesz, byty cię wyczuwają. Lgną”
Główna bohaterka jest postacią zagubioną i w pewien sposób pozostawioną samą sobie. Niby ma dookoła pełno osób i demonów, którzy jej towarzyszą w trudnych chwilach, ale wiedzę o magii musi zdobywać na własną rękę i na ślepo, co często kończy się wpadaniem w różnorodne tarapaty. Poszukiwania mogą zapędzić ją w ślepe uliczki, a bliscy być wystawieni na niebezpieczeństwo. Zaintrygowana tajemnicami i zagadkami działa impulsywnie i lekkomyślnie, ale potrafi też postępować ostrożnie i uważnie, co pozwala jej na wyjście z tarapatów obronną ręką. Akcję napędzają też skomplikowane relacje z osobami pracującymi w Wyższej Akademii Nauk, na których tle wypada naprawdę ciekawie i sympatycznie.
Ważną postacią w książce jest też Meinard, demono-człowiek uczący o demonach i jednocześnie czuwający nad bezpieczeństwem nowej pracownicy. Razem z Bazylim (rektorem) posiada wiele sekretów, które Sara będzie starała się poznać zwłaszcza, że jest zaintrygowana ich wzajemną nieufnością. Na pierwszy rzut oka stwarzają oni wrażenie sztywniaków, ale z czasem okaże, że to być może wina ich wiek i innych czynników, a kiedy trzeba potrafią się bawić i zaskakiwać. Trójkąt Sara-Bazyli -Meinard dodają akcji pikanterii.
„Kurs opieki nad duszami” Pauli Uzarek czyta się szybko. Opowieść wciąga od pierwszych stron, kiedy pojawia się element zaintrygowania dziwnym wnioskiem. Zakończenie zdecydowanie zaskakuje i sprawia, że już chciałoby się sięgnąć po kolejny tom, aby zobaczyć, jaki będzie efekt wydarzeń, rozwiązać tajemnicę jednego z bohaterów, który pojawił się na uczelni. Poza magiczną otoczką mamy tu opowieść o rozstaniu, godzeniu się z decyzjami innych, przemeblowanie życia, walkę z przeciwnościami, żałobę, miłość, przyjaźń, zaufanie, pokazanie jak ważna jest nauka i wsłuchiwanie się w siebie. W akcję wpleciono takie ciekawe motywy jak duszki opiekuńcze, magiczne lustro, labirynty, tajemnicze przejścia. Wzbogacono smakami, zapachami, barwnymi obrazami. Sara intensywnie odbiera świat wszystkimi zmysłami i my te jej doświadczania śledzimy, reakcje na konkretne rzeczy. Towarzyszy nam zapach ziół, kawy, cedru i róż. Dokąd nas ta podróż zawiedzie?
„Wszystkie drogi wyglądają podobnie i w sumie na końcu okazuje się, że prowadzą donikąd”.
Tylko czy na pewno donikąd? A może cel jeszcze nie do końca jest znany i rozumiany? Może historia bohaterki zatoczy koło i będzie musiała do świata, z którego nie powinno się wyjść, bo nikomu się to nie udało?
Paula Uzarek podsuwa czytelnikom bardzo ważną i pouczającą lekturę: osoby wkraczające w dorosłą, samodzielną drogę zobaczą jak niesamowicie ważna jest asertywność, pokazanie bliskim, że nie mogą uzależniać miłości od tego, czy się podporządkują. Dorosłym, a szczególnie rodzicom nastolatków pokazuje, że brak wsparcia to rzucenie dziecka na pożarcie drapieżnemu światu. Historia współczesnych kobiet przeplata się z życiorysem ich babki, która miała zamiłowanie do muzyki oraz ze względu na pozycję społeczną, opinię musiała poślubić kogoś kogo tylko lubiła i kto wydawał się mieć podobne do niej zainteresowania. Pisarka pokazuje jak niesamowicie ważna w życiu kobiet jest niezależność, możliwość dbania o własne finanse, rozwijanie talentu i życie z osobą, którą się kocha. Okazuje się, że mimo upływu lat ciągle jesteśmy ograniczane. Kolaboracja z przemocowym społeczeństwem prowadzi do zrywania relacji i sprawia, że bohaterki pozostają bez wsparcia. Przyjaźń, miłość i siostrzane relacje to wartości, które mogą pomóc nam się wyzwolić, dadzą siłę do walki o siebie i bliskich. Zobaczymy też jak bardzo ważne jest zrozumienie swojej wyjątkowości, odkrywanie talentu, podążanie za nim i nie zastanawianie się czy będzie on dobrze oceniony przez otoczenie.
Paula Uzarek zastosowała tu ciekawą narrację pozwalającą nam na zobaczenie wycinka świata początkującej czarownicy mającej dużą moc. Zastosowanie pierwszoosobowej narracji sprawia, że mamy okazję poznać zarówno odczucia, myśli, jak i intencje bohaterki.  Zakończenie jest wymowne i zdecydowanie niepokojące. Uświadamia, że czasami pozornie niewinnie wyglądające istoty mogą być dla nas bardzo niebezpieczne, przypomina o tym, że pozory mogą nas zwodzić, dlatego należy być uważnym.
„Kurs opieki nad duszami” to świetna, wciągająca lektura. Tchnie z niej energia. Pisarka podsuwa obrazy bohaterki silnej, otwartej na naukę, kształtowanie swojej mocy. Klimat magii podkreślają opowieści o odczuciach związanych z postrzeganiu innych istot, zapachami ziół, zwierzętami zachowującymi się w nietypowy sposób.
Zapraszam na stronę pisarki






niedziela, 4 sierpnia 2024

Magdalena Zarębska "Leonard w domu" il. Artur Nowicki


Nasze przedmioty mogą wiele o nas powiedzieć. Jeszcze więcej, kiedy nie tyko oceniamy to, czym one są i w jaki sposób się z nimi obchodzimy, ale kiedy pozwalamy im na personifikację. W takim świecie funkcjonuje Leonard. Nieświadomego niczego chłopca pokazano z czterech perspektyw: łazienki, przedpokoju, kuchni i pokoju dziecięcego. Te odsłony pomagają nam poznać kilkuletniego miłośnika kąpieli i jego relacje z przedmiotami. Wszystkie rozdziały zaczynają się tak samo
:„W domu nie było nikogo. Cisza i spokój. Rozlegało się tylko miarowe tykanie zegara. Od czasu do czasu wtórowało mu ciche burczenie lodówki. Pozostałe sprzęty, pogrążone we śnie, czekały na powrót domowników”.
Wejście ludzi do świata przedmiotów sprawia, że panująca w mieszkaniu leniwa cisza zmienia się w muzykę pełną odgłosów krzątaniny. Leonard bulgocze w kąpieli, nurkuje, pluska się. Mama go pogania, żeby szybciej kończył pluskanie się. Kiedy nie może się doprosić korek przychodzi jej z pomocą i… Leonard już siedzi w pustej wannie, przez co musi wyskakiwać, wycierać się. Nim jednak będzie kąpiel poznamy łazienkowe zwyczaje chłopca nadmiernie oszczędzającego wodę. Ta dbałość o przyrodę dotyczy tylko i wyłącznie mycia rąk, przez co cierpi na tym ręcznik. Kiedy tata pilnuje czystości jego dłoni mydło chudnie jak na rewelacyjnej diecie.
W przedpokoju po powrocie Leonarda do domu panuje małe zamieszanie: buty przestają stać na swoich miejscach, a kurtki nie mogą sobie spokojnie wisieć, ponieważ chłopiec ciągle zakłóca im spokój pośpiesznie wieszając swoje okrycie, które jak na złość ciągle spada, aż do czasu, kiedy tata podnosi je z podłogi. A wtedy okazuje się, że to wcale nie Leonard jest taki złośliwy tylko zawieszka się urwała i nawet dobre intencje chłopca i jego starania nie pomogły w utrzymaniu porządku.
Z przedpokoju przenosimy się do kuchni, w której trwa trwoga. Po umyciu rąk w łazience Leonard ma pomóc tacie. Chłopiec liczy, że jeśli nie będzie się spieszy to ominą go obowiązki. Naczynia zresztą mają podobne oczekiwania. Niestety tata pozostawia Leonardowi kuchnię do posprzątania. Stojące od rana na stole talerze, kubki i dzbanek są przerażone, ponieważ sprzątanie nieuważnego chłopca zawsze kończy się dla nich źle: ciągle któreś jest obtłuczone. Szybkie i nieostrożne sprzątanie kończy się dla niego pokłuciem i potłuczeniem. Można to jednak zmienić i powoli zająć się bałaganem. Leo ostrożnie bierze każde naczynie i zanosi naczynia do zmywarki. Wielka ostrożność i związana z tym cisza ściągają do kuchni tatę, który obserwuje wszystko z wielkim zaskoczeniem.
W dziecięcym pokoju z niecierpliwością czekają książki. Kiedy ręce są umyte, kurtka powieszona, a naczynia schowane chłopiec może iść do swojego pokoju i tam oddać się przyjemnościom spędzania czasu tak jak lubi: na oglądaniu i czytaniu bajek. Na to właśnie czekają wszystkie książki. Jedna szczególnie się niecierpliwi, ponieważ jest z biblioteki i musi zrobić wszystko, aby Leo po nią sięgną. Inaczej będzie musiał zapłacić za nią karę, a ona nie będzie mogła wrócić do biblioteki i sprawić radość innym dzieciom. Droga do dziecięcych rąk okaże się dość długa i nieco zaskakująca.
Magdalena Zarębska zabiera nas w świat kilkuletniego Leonarda, który stara się słuchać rodziców, ale z realizacją ich próśb bywa różnie: a to kurtka spada z wieszaka, a to rąk nie da się domyć kroplą wody, a to naczynia same nie chcą wskoczyć do zmywarki, a do tego w dziecięcym pokoju piętrzą się różne rzeczy, które mają być pod ręką, przez co stos na nocnym stoliku zaskakująco się powiększa (a któż nie ma w domu takiego stosu książek). Leo jednak bardzo się stara i to jest ważne. I te starania obserwują wszystkie przedmioty znajdujące się w jego domu.
Rodzice są tu osobami, które starają się pokazać jak ważna jest samodzielność: tata nie wyręcza w sprzątaniu, mama nie szuka za syna ulubionej płyty. Do tego pomagają im znajdujące się w mieszkaniu przedmioty, które nie tylko obserwują, ale i włączają wszystkie swoje umiejętności, aby Leo postępował właściwie. Chłopiec o swoje rzeczy musi zadbać sam i nauczyć się samodzielności oraz odpowiedzialności.
„Leonard w domu” wzbogacono interesującymi i wymownymi ilustracjami ożywionego świata przedmiotów, które nie tylko obserwują, ale i potrafią ingerować w ludzki świat. Zobaczymy na nich spokojnie odpoczywające przedmioty na półce w łazience, kotek buntujący się w wannie, mydło zerkające niepewnie na chłopca wycierającego brudne ręce w czysty ręcznik, korek, pumeks, sól do kąpieli i mydło plotkujące na wannie, płyn do kąpieli z przerażeniem zerkający na lejącą się do wanny wodę, płaszcze obserwujące otoczenie, kalosze zdziwione leżącą obok nich kurtką, naczynia przerażone obecnością chłopca w kuchni iw wiele innych doskonale wpisujących się w treść książki. Duża czcionka, niedługie rozdziały oraz niezwykłe rysunki Artura Nowickiego sprawiają, że lekturę czyta się bardzo szybko i przyjemnie.
Książka należy do serii „Czytamy bez mamy” i myślę, że będzie doskonałą lekturą do samodzielnego czytania. Można też z powodzeniem sięgnąć po nią z przedszkolakiem.