Etykiety

piątek, 29 listopada 2019

Niespieszność, czyli przepis na radość życia

Przy dziecku z autyzmem trzeba być niezwykle dobrze poukładanym i jednocześnie elastycznym oraz otwartym na jakiekolwiek komunikaty, dlatego przyjęłam postawę niespieszenia się przy dziecku. Wszystko można zrobić z dzieckiem bez pośpiechu. Można nastawić pranie (włączanie pralki swego czasu było tak dobrą zabawą, że Ola specjalnie brudziła misie i wkładała je do pralki, żeby móc prać), myć podłogi (bosze, kałuże w domu to rewelacyjna sprawa i szkoda, że nasze panele na podłodze nie podzielały tego zdania), a mycie okien to już w ogóle zabawa na maxa. Zwłaszcza, kiedy można psikać płynem szybę i ma na sobie białą piankę do starcia. Mycie naczyń? No problem: wkładamy do zmywarki (teraz już wyrosła z układania, ale miała fazę na układanie naczyń). Do tego wycieranie kurzów i rysowanie wzorków (wierzcie mi, że przy prowincjonalnym powietrzu jest, co wycierać 2x w tygodniu i da się rysować na tym wzorki paluszkami). Dziecko rysuje paluszkami, później ściera i jedzie dalej z tym rysowaniem, a ja tylko poprawiam ponownie przecierając szmatką. I tak sobie niespiesznie żyjemy ucząc się samodzielności.
Dziś Ola obudziła się późno, bo o 6:30 (zwykle 4:00-5:00). Spokojnie zjadła śniadanie, które przygotowała sobie sama: ja mówiłam, co ma po kolei zrobić, a ona sobie sypała i mieszała. Nawet kawę nasypała mi do kubka (jak ja po tej kawie zawału dziś nie dostanę to będzie rewelacyjnie, bo nasypała od serca). Później stwierdziła, że nie chce jeszcze iść do przedszkola, że chce posiedzieć ze mną i porozmawiać. Więc siedziałyśmy i monologizowałam o tym jak bardzo ją kocham, jak jest wspaniała i jak bardzo mi się podoba, że tak samodzielnie te płatki śniadaniowe nasypała, mleka nalała, arbuza pokroiła, psa nakarmiła, o kota zadbała. Posłuchałyśmy też głośno muzyki, bo Ola miała ochotę na swoją ulubioną piosenkę. A później z dobrym humorem poszła do przedszkola.

wtorek, 26 listopada 2019

Joe Flood "Rekiny. Najlepsi myśliwi w przyrodzie"

Joe Flood, Rekiny. Najlepsi myśliwi w przyrodzie, wstęp David Shiffman, tł. Monika Gajdzińska, Warszawa „Nasza Księgarnia” 2019
Nic tak skutecznie nie przyciąga dziecięcej i młodzieżowej uwagi jak komiksy. Jak wykorzystać ten fakt do przemycania informacji naukowych? Wydawnictwo Nasza Księgarnia ma na to sposób: przetłumaczyło bardzo popularną serię „Science Comics”, w której możemy znaleźć opowieści o dinozaurach, rekinach, zjawiskach cieplarnianych, wodzie, kotach, drapaczach chmur, niedźwiedziach polarnych, robotach, psach, chorobach, maszynach latających, nietoperzach, rafach koralowych i wielu, wielu innych. Tematyka jest szeroka i różnorodna. Każdy tom napisany przez specjalistę w danej dziedzinie oraz konsultowany z naukowcami, dlatego mamy pewność, że nasze pociechy będą miały do czynienia z wiedzą, a nie uprzedzeniami czy przekonaniami. Do tej pory na rynku polskim pojawiły się dwa tomy: „Dinozaury. Skamieliny i pióra” oraz „Rekiny. Najlepsi myśliwi w przyrodzie”. Oba tomy łączy przekonanie o niebezpieczeństwie i agresji opisanych zwierząt. Dinozaury najczęściej kojarzą się z tyranozaurem, a rekiny z żarłaczem białym i często zapominamy, że jest wiele gatunków zbyt małych i za bardzo nastawionych na tryb życia niezagrażający nikomu. O ile w przypadku prehistorycznych gadów jest nam to łatwo przyjąć do wiadomości to chrzęstnoszkieletowe ryby jednak nadal wywołują w nas skojarzenie z żarłaczami i filmami grozy. A jaka jest prawda? O tym dowiecie się z książek.
Z tomu poświęconego dinozaurom dowiemy się, że fascynacja nimi trwa od kilku wieków. Wcześniej gigantyczne kości znajdywane w różnych miejscach pozwalały na snucie niezwykłych opowieści o olbrzymach, gigantach, smokach. Nim zajęto się nimi naukowo powstało wiele legend i mitów wyjaśniających ich pochodzenie, wpływ na ludzkie życie i wyginięcie. Przypisywano im różne cechy. W kulturze zachodniej były uosobieniem zła zwalczanego przez świętych. Kości dawały duże pole do manewru wszystkim pragnącym zaimponować fantazją i wiedzą. Dopiero XVIII-XIX wiek dały początki naukowemu podejściu do tematu i narodzeniu się geologii, za której prekursora uważa się Williama Smitha, autora pierwszej geologicznej mapy Anglii. Epoka romantyzmu to nie do końca czas odchodzenia od nauki, ale poszerzanie współpracy z ludźmi, korzystanie z ich odkryć, czego przykładem może być intensywna praca Mary Anning z naukowcami. Niewykształcona kobieta z biednej rodziny bardzo szybko poszerzała wiedzę na temat prehistorycznych zwierząt i pomagała w poszukiwaniach skamielin. Właśnie o takich ciekawostkach możemy dowiedzieć się z książki „Dinozaury. Skamieliny i pióra” MK Reeda z ilustracjami Joe’a Flooda.
Autorzy zabierają nas w świat dinozaurów przenosząc o wiele milionów lat w przeszłość. Na pierwszych stronach widzimy maszerujące stada, pływające olbrzymy, latające pterodaktyle, prowadzące intensywne życie toczące się wokół zdobywania pokarmu i walki o przetrwanie. Tajemnicze zniknięcie i odkrycie skamielin w starożytności dało początki mitom, a później opowieściom o świętych oraz rycerzach. Dowiemy się również, w jaki po raz pierwszy zainteresowano się nimi naukowo i w jaki sposób zainteresowano się tym, co kryje w sobie ziemia. Ten temat staje się pretekstem do opowiedzenia w jaki sposób niektóre kości przetrwały miliony lat, a inne nie.
Nie zabraknie też tematu powstawania nazewnictwa prehistorycznych zwierząt. To staje się pretekstem do opowiedzenia o tym, czym jest geologia, paleontologia, koprolity oraz podzielenia się informacją możliwości znalezienia konkursu na nazwę do odkrytego dinozaura. Śledzenie kolejnych etapów odkryć naukowców pomaga zrozumieć, że nauka to ciągłe poszukiwanie i nie ma wiedzy niepodważalnej. Młodzi czytelnicy z komiksu dowiedzą się o naukowych sporach oraz ciągłej ewolucji teorii dotyczących dinozaurów. Nie zabraknie też informacji o tym, jakie żyjące zwierzęta są spokrewnione z właścicielami skamieniałych kości oraz w jaki sposób po miednicy ocenia się ich pokrewieństwo. Ponad to znajdziemy w niej wiedzę na temat dawnego położenia lądów, sposobu oznaczania skał, oceniania wieku skamielin.
W opowieści o dinozaurach zawarto również informacje o wkładzie kobiet w naukę. Poza niewykształconą Mary Anning posiadającą rozległą wiedzę oraz niezwykły zmysł obserwacji znalazło się też miejsce dla Migmom Talbot z kolegium Mount Hohyoke, która była pierwszą naukowczynią zajmującą się dinozaurami. Na końcu publikacji zawarto aktualny stan wiedzy o dawnych zwierzętach, sposobach przechowywania kości, badaniach dotyczących mórz.
Z tomu „Rekiny. Najlepsi myśliwi w przyrodzie” dowiemy się o uprzedzeniach krążących wokół tych niezwykłych ryb oraz jak przekładają się one na rosnące zagrożenie dla gatunku. Poznamy niesamowitą różnorodność tych zwierząt: od maleństw mieszczących się w dłoni człowieka po prehistoryczne giganty. Te ostatnie będą pretekstem do pokazania nam po raz kolejny dinozaurów, ponieważ początki życia rekinów sięgają właśnie czasów, kiedy na Ziemi królowały wielkie gady. Cenna będzie też wiedza na temat tego, dlaczego tak niewiele szczątek po nich zostało oraz jaki wpływ ma budowa ciała na zwrotność i szybkość zwierzęcia. Pojawią się też przeglądy najbardziej interesujących przedstawicieli, ich diety, wyglądu, sposobu poruszania się, polowania oraz środowiska, w którym żyją. Pokazanie różnic między przedstawicielami gromady kręgowców wodnych oraz sposobu funkcjonowania ciała pozwala na lepsze poznanie. Bardzo interesujące są opisy układu krwionośnego i pokarmowego, mięśni, budowy chrząstki oraz sposobów rozmnażania się, a także znaczenie i różnorodność budowy szczęki. W książce znajdziemy taż sporo informacji na temat początków złej sławy tych morskich drapieżników i wiedzę na temat tego, dlaczego nie są najgroźniejsze. Pojawią się też takie nazwiska jak Peter Benchley (autor powieści „Szczęki”) czy Bethany Hamilton (surferce, która po utracie ręki w czasie spotkania z rekinem wróciła na deskę) oraz powieść „Moby Dick” Hermana Melville'a. Joe Flood zabiera nas w wyprawę zarówno po wiedzy naukowej jak i kulturowych obrazach wpływających na nasze przekonanie dotyczące tych drapieżnych ryb.
„Dinozaury. Skamieliny i pióra” i „Rekiny. Najlepsi myśliwi” to niepozorne lektury pełne ilustracji. Wejście w ich treści zaskakuje czytelnika ogromem przekazywanych informacji nieograniczających się do zamieszczenia ilustracji przybliżających nam wygląd zwierząt, opisu jego funkcji, ale zawierająca sporą dawkę informacji o tym, z jakimi problemami mieli naukowcy, w jaki sposób rywalizowali ze sobą, a także pokazaniem jak bardzo kobiety - mimo dyskryminacji – były zaangażowane w naukową pracę.
Całość barwna, pełna przyciągających wzrok ilustracji, niedługich informacji zachęcających do lepszego poznawania. Bardzo dobrze zszyte strony oprawiono w solidną okładkę, dzięki czemu książka jest estetyczna i trwała.
Osobiście jestem zachwycona książkami. Myślę, że lektura będzie przydatna w edukacji przedszkolaków oraz uczniów szkoły podstawowej. Zdecydowanie polecam.



poniedziałek, 25 listopada 2019

Obraz 359 (płótno 24x30; f. akrylowe)


Agnieszka Tyszka "Zosia z ulicy Kociej. Na wygnaniu" il. Agata Raczyńska


Agnieszka Tyszka, Zosia z ulicy Kociej. Na wygnaniu, il. Agata Raczyńska, Warszawa „Nasza Księgarnia” 2019
Powoli wchodzimy w świąteczny klimat i przybywa nam tematycznych lektur. Jednak z sentymentem wracamy też do tych wakacyjnych, pachnących słońcem, ciepłych. A powód mam ku temu dobry: jakoś tak się złożyło, że teraz dopiero piszę o naszych wakacyjnych lekturach. I wiecie co? Dobrze jest wrócić do tych letnich miesięcy, pomyśleć o cieple, przygodach, wyzwaniach. Zwłaszcza z takimi książkami jak „Zosia z ulicy Kociej. Na wygnaniu” Agnieszki Tyszki.
Cała przygoda zaczyna się w Dniu Kobiet, który wywrócił życie starszych i młodszych kobiet mieszkających przy ulicy Kociej. W ramach robienia prezentu tata oficjalnie informuje wszystkich o rozbudowie i przebudowie domu. Dzięki temu każdy będzie miał troszkę więcej przestrzeni dla siebie, a to jest potrzebne, ponieważ przez te kilka lat rodzina rozrosła się nie tylko o nowych członków, ale i o zwierzyniec. Każdemu już powoli zaczyna przeszkadzać ciasnota, ale w dobrym towarzystwie da się ją znieść, chociaż wolałoby się czasami mieć choć troszkę spokoju. Z tego powodu każde z dzieci ma swój kąt w ogrodzie.
Z remontem oczywiście trzeba poczekać do wakacji, aby nie przeszkadzał on dzieciom w nauce. Kiedy już nadejdą letnie miesiące wszyscy pakują się i jadą do pałacu dziadka Dyzia, a tata pozostaje na polu bitwy, czyli ma się zająć remontem. Mama bardzo szybko ewakuuje się od dziadka do babci, ponieważ przeszkadza jej lekceważący stosunek ojca do jej diety. Za to na jej miejsce przyjeżdża ciocia z synami. Wakacje na prowincji, na której nie ma zasięgu (odcięcie od Internetu i telefonów), ale są duchy będzie obfitowało w zaskakujące wydarzenia. Pisarka tradycyjnie przemyci sporo interesujących informacji o Marii Kunitz, znanej polskiej astronomce nazywanej „polską Palas”. Pojawi się też polski Hogwart (czyli Zamek Czocha).
Od pierwszej części serii książek „Zosia z ulicy Kociej” w życiu bohaterów zaszło wiele zmian. Jedno, co się nie zmieniło to wielka dawka humoru, pozytywne spojrzenie na świat, ciągłe zdobywanie kolejnych doświadczeń i specyficzna rodzina, w której tata-psycholog uczy dzieci jak bezkonfliktowo rozwiązywać problemy, a mama bywa dziwna, zaskakująca, a czasami za bardzo przewrażliwiona. Agnieszka Tyszka pokazuje nam świat z perspektywy nastoletniej Zosi, która powoli zaczyna dojrzewać i przez to miewa problemy z hormonami, wybuchami złości (o czym sama pisze, ale takich sytuacji nie opowiada), ale przyjazne środowisko sprawia, że praktycznie nie mamy do czynienia z buntem. Za to mamy sporą dawkę rodzinnej miłości, akceptacji i zrozumienia.
Książka napisana bardzo przystępnie. Spore dawki humoru, dobrego nastawienia do życia, dziecięcego spojrzenia na świat, naiwnego relacjonowania wydarzeń sprawiają, że kolejne przygody mają też spory urok dla dorosłych i świetnie zastąpią lekką prozę dla dorosłych, a do tego pozwolą zmienić nastawienie do świata, rozbudzą empatię, poprawią nastrój. To wszystko sprawia, że zawsze wyczekuję kolejnych części, by móc je czytać z córką.
W książce poznamy różne typy osobowości i nie tylko dorośli bywają tu specyficzni. Także dzieci mają swoje zainteresowania, sposób zdobywania i dzielenia się wiedzą. Obok rozrywkowych, nudzących się, poszukujących inspiracji, przekręcających wyrazy, łatwo poddających się manipulacjom dorosłych znajdą się i małe mole książkowe, które nie wyobrażają sobie wakacji bez zabrania na nie grubego tomu do czytania oraz łatwego dostępu do biblioteki.
Całość wzbogacona licznymi interesującymi i estetycznymi ilustracjami Agaty Raczyńskiej sprawia, że po lekturę mogą sięgną i młodsze dzieci z rodzicami. Możliwość skupienia wzroku na obrazku przypominającym szkic z zeszytu-pamiętnika sprawia, że zapiski stają się bardziej realne dla małych czytelników.
„Zosia z ulicy Kociej. Na wygnaniu” to nie tylko świetna lektura na lato dla dziewczynek, ale dla każdego, kto potrzebuje poprawić sobie nastrój, radośniej spojrzeć na świat. Opisane sytuacje będą świetnym materiałem do dyskusji na lekcjach etyki lub w czasie rodzinnych dyskusji z pociechami.
Bogactwo tematów, interesujące opowieści sprawiają, że „Zosia z ulicy Kociej” ciągle nawiedza nasz dom. Kolejne przygody dziewczynki, jej specyficzny sposób patrzenia na świat dorosłych oraz spora dawka humoru zapewniają nam świetną rozrywkę. Niezwykła umiejętność uchwycenia wymyślonej chwili sprawia wrażenie prawdziwości historii mieszkańców z ulicy Kociej.