Etykiety

czwartek, 2 grudnia 2021

"Kosmos jest super! 101 faktów, o których trzeba wiedzieć"


Pewnie już zauważyliście, że książki pełne ciekawostek cieszą się w naszym domu dużym powodzeniem. Powód jest prosty: córka bardzo lubi dowiadywać się nowych rzeczy o świecie. Sama nie potrafi zadawać pytań, więc bazuje na tym, co podsuwają jej autorzy. A na tych zdecydowanie można polegać, bo każda książka popularnonaukowa to kolejne nowości, ale też utrwalanie zdobytej wiedzy tylko w innej formie, odmiennej odsłonie oraz możliwość przekonania, że to już się wie. Uwielbiam, kiedy w czasie lektury Ola kiwa głową i mówi „uhm” lub „tak” świadczące o tym, że pamięta takie informacje. W przypadku takich lektur zawsze zaskoczeniem jest dla mnie to jak wiele z czytania pozostaje w jej głowie. I właśnie z tego powodu sięgamy po kolejne i kolejne książki, bo właśnie w ten sposób mogę przybliżyć jej wiedzę, którą powinna posiadać. I tym sposobem naszą kolejną lekturą stała się książka „Kosmos jest super! 101 faktów, o których trzeba wiedzieć” wydanej przez Wydawnictwo Jedność.
Na początek poznajemy tu nasze najbliższe otoczenie, czy Układ Słoneczny, zobaczymy, w jaki sposób działa pole magnetyczne naszej gwiazdy, jak szybko poruszamy się w czasie ruchu obrotowego i kołowego Ziemi. Nie zabraknie porównania wielkości planet, poznanie ich temperatur, teorii na temat powstania Księżyca, informacji o planetoidach,  a także planecie chroniącej Ziemię przez niebezpiecznymi kometami. Pojawia się tez temat życia pozaziemskiego, funkcjonowania naszego ciała, zapachu Układu Słonecznego, mutacji DNA pod wpływem podróży w kosmos, wpływu przebywania na orbicie okołoziemskiej na czas, poziomu obecnej technologii. Przy okazji poznamy ważnych programistów, dzięki którym loty w kosmos były możliwe. Dowiemy się też o pomnikach pozostawionych w kosmosie, próbie nawiązania kontaktu z kosmitami, problemów wynikających z jedzeniem w kosmosie, strachu przed chorobami przywożonymi z takich dalekich podróży, sposobach oglądania początków powstawania Wszechświata. Pojawią się też zwierzęta wysyłane na misje, problem zdobywania informacji o teraźniejszym stanie kosmosu, sposoby narodzin gwiazd. Dużo informacji? A to nawet nie połowa!
Każdemu tematowi poświęcono dwie sąsiadujące strony, ale jeśli myślicie, że publikacja ma 202 strony to niestety nie, ponieważ niektóre cyfry pominięto z bardzo prostego powodu: na podwójnej stronie pod jednym hasłem kryły się dwa fakty, bo drugi wynikał z pierwszego. I w ten sposób niby zniknęło nam parę faktów, ale jednocześnie dobrze schowały się przy innych.
Plusem tej publikacji jest to, że nie trzeba czytać jej całej ani też w przewidzianej przez autorów i wydawcę kolejności. Można sięgać po nią na wyrywki, czytać tylko jeden dymek z informacją, ale zapewniam Was, że są one tak podane, że naprawdę trudno będzie się oderwać, bo tu nie ma nudnej nauki (zresztą nauka nie jest nudna) tylko naprawdę ciekawe informacje podane w przystępny i interesujący sposób. Do tego całość wzbogacona licznymi zdjęciami i rysunkami, które oddziałują na wyobraźnię czytelnika. Uważam, że to publikacja nie tylko dla dzieci i młodzieży, ale dla każdego, kto chce rozpocząć przygodę z Kosmosem i potrzebuje przypomnieć sobie całe mnóstwo podstawowych informacji ze szkoły bez sięgania po nudne podręczniki. Solidna oprawa, śliskie strony oraz dobrze zszyte kartki dopełniają całość i dzięki temu książka jest trwała i estetyczna. Zdecydowanie polecam.









środa, 1 grudnia 2021

Gabriella Mitrov "Konie. Mój pierwszy podręcznik"


Konie to majestatyczne zwierzęta, które od jakiegoś czasu towarzyszą naszemu życiu. A wszystko za sprawą hipoterapii. Razem z terapią przyszedł czas na szereg lektur wprowadzających nas w świat tych pomocników. Jedną z takich publikacji jest właśnie książka „Konie. Mój pierwszy podręcznik” autorstwa Gabielli Mitrov. Wydany przez Wydawnictwo Jedność poradnik to pewnego rodzaju kompromis między czytanką, a ćwiczeniami i pamiętnikiem oraz zbiorem podstawowych informacji o zwierzętach. Dzięki pustym miejscom nasze pociechy mogą utrwalać własne wspomnienia, ale nie tylko one mogą sięgnąć po tę książkę. Uważam, że jest to świetny wstęp dla każdego, kto właśnie zaczął swoją przygodę z jeździectwem. Tu znajdzie naprawdę cenne informacje pozwalające lepiej odnaleźć się w stajni.
Na początku poznamy budowę konia. Niby każdy wie jak on wygląda, ale czy potrafimy nazwać poszczególne części jego ciała? To już niekoniecznie. Z pomocą przyjdzie nam książka, w której mamy fachowe słownictwo. Dalej poznamy sprzęt dla konia i jeźdźca. Kiedy już zdobędziemy te podstawowe informacje poznamy role jakie pełnią te zwierzęta w ludzkim życiu, hierarchię obowiązującą w stadzie, typy koni, a także zasady bezpiecznego zachowania, umaszczenie, sposoby nawiązywania więzi. Znajdują się tu też informacje o zmysłach, na których polega koń, ulubionych pokarmach, diecie, smakołykach, którymi można nagradzać swojego zwierzaka oraz cenna wiedza na temat roślin przed którymi należy je chronić. Są tu też ciekawostki o zachowaniach, poruszaniu się, sposobach ochrony kopyt i stawów, pielęgnacji, osobowości oraz rolach, jakie pełnią w ludzkim świecie. Dowiadujemy się, że konie też miewają lepsze i gorsze dni, jednych lubią bardziej innych mnie. Miłośnicy dostaną wskazówki, w jakich popularnych filmach znajdą konie. Do tego są tu też dokładnie opisane ćwiczenia, czyli wszystko to, co robi się w czasie nauki jazdy konnej i hipoterapii. Autorka zachęca do pomagania w stajni. Pokazuje, że jeździectwo to nie tylko ujeżdżanie konia, ale też całokształt zabiegów, nawiązywanie relacji ze zwierzęciem, poszerzanie własnych umiejętności trzymania się w siodle, panowania nad koniem, aby w końcu móc wyruszyć z nim w teren, na zawody lub pokazy. Odkryjemy też, że istnieje coś takiego jak końska i jeździecka moda.
Śliskie strony pełne rysunków i zdjęć doskonale przyciągają dziecięcą uwagę. Do tego dobrze zszyte kartki oprawione w solidną, kartonową okładkę sprawiają, że publikacja jest estetyczna i trwała. Prosty, przystępny i jednocześnie fachowy język sprawi, że każdy czytelnik zdobędzie podstawową wiedzę zawiązaną z końmi. Będzie to też ciekawa zachęta do ćwiczeń. Zdecydowanie polecam.







Gigant Poleca: Tom CCXXXIII (233) "Polowanie na Mikiego"


Chyba nie ma osoby, która nie zna Myszki Miki, Kaczora Donalda i całej ekipy psotnych siostrzeńców, wujka Sknerusa, Diodaka i innych postaci zamieszkujących Kaczogród. Obserwując dzieci znajomych mogę pokusić się o uogólnienie, że każde w pewnym momencie przeżywa fazę fascynacji tymi postaciami. To zainteresowanie warto wykorzystać w zachęcaniu dziecka do czytania. Zwłaszcza, że bohaterów tych można spotkać w serii komiksów „Gigant poleca”, „Mamut” i „Megagiga”. Najnowszy numer pierwszego czasopisma zatytułowany „Polowanie na Mikiego” zabiera nas w świat fatalnych wydarzeń. Miki staje się ofiarą manipulacji przestępców pragnących zawładnąć światem, Kaczor Donald kreacji świata Dziobasa i wplątania go w rowerową wyprawę, Sknerus natomiast stanie się ofiarą własnych poszukiwań niezawodnej i stałej waluty, w której mógłby płacić bez śledzenia kursów. Diodak zostanie poddany nowym wyzwaniom, bo w jego wynalazkach będzie liczyła się nie tylko przydatność, ale i design, a z nim może być wiele problemu. Nie zabraknie tu też druida, który będzie nękał współczesnych. Dlaczego poszukiwanie dobrej piłki jest dla niego ważne musicie przekonać się sami.
Na ponad 200 stronach komiksowej przygody znajdziemy jedenaście historii, w których spotkamy wszystkich znanych bohaterów: Kaczora Donalda, jego Siostrzeńców, Myszkę Miki, Sknerusa, Diodaka, Daisy, Dziobasa i wielu innych, bez których w Kaczogrodzie byłoby nudno. Tom otwiera opisana na okładce przygoda Mikiego. Mysz ma dziwne sny i podejrzewa, że postać spotykana w nich ma duże znaczenie. Dzięki pomocy Siostrzeńców Kaczora Donalda, którzy jak na skautów przystało zawsze są pomocni będzie mógł odkryć prawdę i odnaleźć złoczyńcę. Co z tego wyniknie?
Szybko okaże, że nie tylko Miki poddawany jest próbom. Donald niestety został kurierem i jego życie z tego powodu stało się koszmarem, ale na własnej skórze przekona się, że są większe tragedie. Choćby taka jak wplątanie w niebezpieczne zadanie przez Sknerusa, który gotowy jest poświęcić wszystko dla zdobycia ważnego dla jego inwestycji kawałka ziemi. Zwłaszcza, że to nie on będzie musiał się trudzić. Jeśli Kaczor uważał, że praca kuriera jest trudna to na ekstremalnej rowerowej wyprawie szybko zmieni zdanie. Dziobas natomiast sprowadzi na niego wiele nieszczęść. Na końcu oczywiście przewidział nagrodę za trudy, ale nasz kaczy bohater to przecież pechowiec, więc sami domyślacie się, że przejdzie mu ona obok dzioba. Komu trafi się skarb?
Komiksowe opowieści to kilkustronowe przygody znanych bohaterów. Przygody bohaterów są bardzo różnorodne. Jedne poruszają tematy wpływu technologii, inne pokazują relacje między bohaterami, skupiają się na naszym nastawianiu do życia, nowych wyzwań, wadach i zaletach. Nie zabraknie też spojrzenia na to jak przedmioty kształtują nasze podejście do wielu spraw. Przerysowane sylwetki to doskonałe studium wyśmiewające ludzkie wady, a jednocześnie świetna zabawa dla wszystkich tych, którzy dadzą porwać się przygodom mieszkańców Kaczogrodu.
"Gigant Poleca" to jedno z tych serii komiksowych czasopism, które dostarczą dużą dawkę rozrywki za niewielką cenę.  Do tego ilość stron nie przerażą żadnego czytelnika. A wszystko dzięki temu, że kolejne przygody nie są długie i nie są powiązane w całość. Można czytać je wybiórczo. Znana kreska zdecydowanie skutecznie przyciąga uwagę młodych czytelników. Polecam.

#gigantpoleca #polowanienamikiego #egmontpolska #komiks #egmont #światkomiksu #dladzieci #dladorosłych #cosnapolce #bookstagram








Dominika Czerniak-Chojnacka "Orkiestra"


Nic tak skutecznie nie przyciąga dziecięcej uwagi jak instrumenty. Przedmioty wydające z siebie dźwięki mają w sobie coś z magii i to sprawia, że żaden maluch nie może przejść obok nich obojętnie. To można wykorzystać zarówno do poszerzenia osobistego słownika, czyli zasobu znanych dziecku słów oraz do ćwiczenia mowy. Onomatopeje wprowadzają maluchy w świat sylab, powtarzania, naśladowania. Tu z pomocą przyjdzie nam bardzo prosta, a zarazem w pewien sposób zaczarowująca i zdecydowanie zaskakująca dla maluchów publikacja wydana przez Wydawnictwo Albus. „Orkiestra” Dominiki Czerniak-Chojnackiej jest z grupy tych czytanek, których ilustracje nie giną po przewróceniu kolejnej strony, ponieważ tu mamy harmonijkę z kartonowych stron. Każda nowa karta to nowe postaci dołączające do znanych. Mały czytelnik widzi miasto, przez które maszeruje grupka ludzi z instrumentami.
Na początku (czyli na stronie tytułowej) znajdziemy dyrygentkę (tamburmajorkę). Za nią maszeruje mażoretka, później klarnecistka itd. Itd. Poza dźwiękami poznamy też odgłosy otoczenia. Samochody trąbią, fryzjer obcina włosy, samolot leci na niebie, fotograf uwiecznia scenę, gołębie gruchają, wróble ćwierkają. W mieście, przez które maszerują grający znajdziemy domy, fontannę, koty, psy, bociany, kominiarzy. W tle dzieje się wiele ciekawych rzeczy: dzieci jedzą lody, są smutne, kiedy coś im wypadnie, jeżdżą na rowerach, a nawet latają statki kosmiczne, bo troszkę fantazji przecież nie zaszkodzi. Do tego napotkani ludzie są bardzo różnorodni. Są młodzi i starzy, pełnosprawni i niepełnosprawni, a nawet superbohaterowie śmigający uratować świat. Wszystko, co napotykamy wydaje dźwięki i może być pretekstem do naśladowania, a tym samym do ćwiczenia umiejętności mówienia.
Ilustracje są bardzo proste i po pierwszym przejrzeniu skupiamy się głównie na głównym planie. Dopiero kolejne lektury uświadamiają nam wielki potencjał, pozwalają odkryć i zrozumieć otaczający nas świat. Dzieci poznają nazwy instrumentów, ale nie tylko, bo poza nimi na ilustracjach jest dużo innych przedmiotów. Dzięki formie leporello kształtujemy naukę łączenia wcześniejszych wydarzeń pokazanych w książce w całość. Śledzenie tego, co dzieje się w mieście pomoże rozwinąć koncentrację. Bliskie dziecku otoczenie będzie pretekstem do wyszukiwania przedmiotów, które same spotykają na spacerze, czyli ćwiczenia pamięci.
Do książki warto sobie wydrukować karty z instrumentami. Po rozłożeniu kart i stron można bawić się z dzieckiem w dopasowywanie instrumentów do ilustracji. To pomoże w ćwiczeniu dopasowywania, umiejętności globalnego myślenia oraz ćwiczeniu koncentracji. Takie ćwiczenie zaczynamy od dwóch stron: 2 instrumenty na stronach i 2 karty. Jeśli nasza pociecha radzi sobie z tym bez problemu dołączamy kolejne dwa instrumenty z sąsiadujących stron. Wystarczy tylko rozłożyć strony.
Warto też razem z publikacją rozejrzeć się, jakie dźwięki są w waszym otoczeniu, odtworzyć dźwięki instrumentów (Internet to błogosławieństwo i kopalnia pomocy). Zdecydowanie polecam.








wtorek, 30 listopada 2021

Erzsi Sándor "Cóż innego mogłabyś zrobić, Matko!"


Pisanie o niepełnosprawności, doświadczeniach rodzica niepełnosprawnego dziecka nie jest łatwe. Trzeba uchwycić obrazy, przypomnieć sobie bolesne chwile, czasami momenty zmagania się z własnymi słabościami, wątpliwościami, obnażyć swoje emocje, a do tego zrobić to w taki sposób, żeby nie było śmiesznie. Często na niepełnosprawność patrzymy jak na coś oczywistego, zastanego, wynik patologicznych związków. A co jeśli dwójka zdrowych, wykształconych rodziców ma takie dziecko? Wtedy na pewno z matką jest coś nie tak. Jak pokazać innym swoje zmagania? Nie jest to łatwe. Wielu autorów nie radzi sobie z tym tematem.
Narodziny planowanego i wyczekiwanego dziecka to czas oczekiwania i radości. Nikt nie przewiduje narodzin chorego potomstwa, a jednak niektórym trafia się taki los na życiowej loterii. Pierwsze dni to oswajanie się, obserwowanie noworodka. Nawet wtedy, kiedy jest okazem zdrowia pojawiają się wątpliwości, pytania. O takich doświadczeniach opowiada Erzsi Sandor w książce „Cóż innego mogłabyś zrobić, Matko!”. U niej jednak wątpliwości mają swoje podstawy. Dokładne obserwacje matki wychwytują coś dziwnego w synu: ma ciemne oczy. Tak ciemne, jakby nie miały tęczówki. Później okazuje się, że faktycznie tak jest. Diagnoza poważnej choroby zmienia życie całej rodziny. Zaczynają się liczne badania i poszukiwanie możliwości uzdrowienia dziecka. Szybko okazuje się, że mottem przewodnim stanie się „przede wszystkim nie szkodzić”, bo jakiekolwiek interwencje w postaci operacji mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Jedno jest pewne: bez specjalistów się nie obędzie. Ich życie zaczyna toczyć się wokół wizyt, badań, obserwacji, poszukiwań dobrych rozwiązań.
„Fachowa wiedza to potęga, nie zaszkodzi niekiedy uchylić przed nią czoła”.
Autorka opowiada o swoich osobistych doświadczeniach. Dzieli się z czytelnikami różnymi fazami żałoby po zdrowym dziecku, rozwijania akceptacji nowej sytuacji, nauki działania, ale też wprowadzania dziecka w świat. Dająca sporo swobody synowi będzie uchodziła za tą dziwną, a czasami wręcz wyrodną. Dziennikarka mówi w swojej publikacji o rzeczach, które w wychowaniu syna ją zaskakiwały.
„Nie możemy żyć jak w bańce tylko dlatego, aby ułatwić mu życie. Na dodatek jest to na dłuższą metę nie do wykonania”.
Mierzenie się ze światem, kiedy niewiele się widzi i z dnia na dzień wzrok jest coraz słabszy nie jest łatwe. Poza rodziną są grupy rówieśników i oceniających dorosłych: tych, którzy wiedzą lepiej i z tego powodu potrafią krzywdząco oceniać. Mamy tu świat radości, ale też niepewności, zmagania się z przeciwnościami losu. Zwyczajne choroby przez perspektywę niepełnosprawności to tylko takie tam małe niedogodności. Nawet w obliczu walki rodzina Sandor nie wyzbywa się optymizmu i humoru. I to właśnie czuć, kiedy czyta się jej wspomnienia.
„Nauczyliśmy się doceniać dni powszednie. Zwykłe tygodnie, miesiące, kiedy nic nadzwyczajnego się nie działo. Byliśmy wdzięczni, że nasze dziecko nie ma dolegliwości, że nic go nie boli”.
Autorka opisując codzienność często jest dosadna, ironiczna. Bywa też matką walczącą, drapieżną gotową stanąć w obronie własnej pociechy, ale też nie chroni syna przed świadomością swojej niepełnosprawności. Tomas posiada wiedzę o swoich brakach, uczy się o nich mówić prosto i otwarcie, bez nadmiaru emocji, a mimo tego traktowany jest przez rówieśników inaczej.
„To, że małe dzieci dobrze tolerują inność, gdy już się z nią oswoją, okazało się mitem. Tomi stał się obiektem licznych drwin i wcale nie ułatwiało sprawy to, że tak naprawdę mali chłopcy wręcz boją się pomyśleć o ślepocie. Za plecami przedszkolanek robili mu różne przykrości. Doskonale wiedzieli, że źle postępują, ale przyjemne poczucie przynależności do grupy brało górę”.
Świadomość granic swoich możliwości jest tu bardzo ważna. Zmusza do szukania innych dróg, dążenia do samodzielności.
„Uważałam, że upiększanie rzeczywistości i tuszowanie prawdy tylko pogłębi problem”.
Książka ta jest opowieścią o matce dopingującej, stojącej z boku i spoglądającej na syna z niepokojem. Wie jednak, że największym błędem jaki mogłaby popełnić byłoby skrycie syna pod bezpiecznym kloszem. Nie buduje wokół niego aury ochrony, wyręczania. Wręcz przeciwnie. Ma się uczyć kolejnych nowych rzeczy, aby kiedyś mógł stać się samodzielny.
„Nie wtrącałam się do wszystkiego, starałam się mu nie przeszkadzać. Gdyby ciągle słyszał, że musi na siebie uważać, i gdyby wszyscy obchodzili się z nim jak z jajkiem, to przywykłby do tego. Wręcz by tego oczekiwał. Nie chciałam podporządkowywać całego naszego życia wyłącznie jego potrzebom. Chciałam – to mało powiedziane – pragnęłam, aby odnalazł swoje miejsce w dobrze funkcjonującej rodzinie, która nie utrudnia mu życia. I której on również nie utrudnia życia, przynajmniej nie w takim stopniu, w jakim czynił to dotychczas. Nie chciałam się jeszcze bardziej poświęcać i nie mogłam tego wymagać od innych”.
„Cóż innego mogłabyś zrobić, Matko!” to opowieść o nie robieniu z siebie męczennicy, bohaterki, kobiety poświęcającej się dla niepełnosprawnego dziecka. Mamy tu piękną postawę braku zatracania się w opiece nad dzieckiem. Oczywiście jest miłość, czułość, bezpieczeństwo, zapewnianie wszystkiego, co potrzebne do bezpiecznego rozwoju, ale bez nadmiaru chuchania, ale za to z myśleniem o tym, aby był jak najbardziej samodzielny.
„Poświęcenie się dla kogoś jest wdzięczną rolą. Potrafi wypełnić każdy dzień życia, a nawet nadać mu sens. Wiedziałam, że jeśli moim jedynym celem stanie się opieka nad biednym, bezradnym, niewidomym dzieckiem, to z pewnością unieszczęśliwię dwie osoby. Siebie, bo zrezygnują ze swojego życia, i Tomiego, ponieważ nie pozwolę mu żyć jego życiem”.
Bycie rodzicem niepełnosprawnego dziecka to też możliwość dostrzeżenia większej ilości innych dzieci z diagnozami. Erzsi Sandor przybliża nam też inne niepełnosprawności, z którymi zetknęła się w różnorodnych placówkach. Widziane okiem matki ociemniałego syna mogą zaskakiwać czytelników, którzy mają zdrowe dzieci.




Franciszek Szczęsny "Zakazana miłość"


Do świata książki Franciszka Szczęsnego „Zakazana miłość” trafiłam przypadkowo. Chciałam sięgnąć po książkę kogoś, kogo jeszcze nie znam, nie mam wyrobionego zdania na temat jego dorobku i przez to nie mam żadnych uprzedzeń. Po przeczytaniu pierwszych stron zostałam porwana przez nurt historii, z którą mierzyli się bohaterzy. Po odłożeniu książki pozostał niedosyt. Niby wiem jak skończyły się losy bohaterów, ale chętnie czytałabym dalej. Do tego pozostał we mnie zachwyt nad otwartością pisarza, pokazaniem zawiłych kwestii społecznych, poruszeniem wielu tematów, które często traktowane są jako tabu, uzmysłowieniem, że wojny zaczynają się od słów wykluczenia, a później podsycane są stereotypami i zabobonami. Brak wiedzy to najczęstszy powód przemocy.
Poznajemy rodzinę Xaviera Kossa. Mieszkający w Berlinie Polacy przeprowadzają się do Wolnego Miasta Gdańsk, aby odmienić swój los. Zwłaszcza, że kryzys i inflacja każdemu dawała się we znaki. Nowe miasto to nowe możliwości, ale też i wyzwania. Rodzice Marty imają się różnych zajęć. Jednym z wielu jest przygrywanie przechodniom, osobom odwiedzającym kawiarnie czy na weselach. Marta korzysta z umiejętności nabytych w Berlinie i jest towarzyszką ojcowskich występów. Zdobywanie pieniędzy w ten sposób jednak nie jest łatwe, bo poza grą trzeba jeszcze umieć poprosić o pieniądze. Ten duet zdecydowanie tego nie potrafi. Na ich drodze pojawia się sympatyczny i przedsiębiorczy Maks. W trójkę łatwiej działać.
Codzienny kontakt, bliskość przeradzają się w miłość. Marta i Maks zakochują się. Początkowo ich uczucie jest nieśmiałe. Ukrywają się ze swoją miłością. Jednak przychodzi taki czas, że w końcu chcą założyć rodzinę. Okazuje się, że nie będzie to takie łatwe, bo mimo całej sympatii jaką jej ojciec żywi do jej ukochanego nie pozwoli na ślub z żydem. Także krewni Maksa nie skaczą z radości na wieść o zauroczeniu katoliczką. Zacznie sią nagonka na młodych z dwóch stron. Im bardziej zagorzali i religijni ludzie tym większe prześladowanie kochających się. Rosnące podziały społeczne, wzrastający antysemityzm nie pomoże młodym. Xavier Koss zabierze córkę z dala od miasta, aby wybiła sobie z głowy fatalne zauroczenie. Czas jednak pokaże, że prawdziwej miłości nic nie jest w stanie zniszczyć. Młodzi będą się szukać i próbować skontaktować ze sobą, a później wbrew otoczeniu wezmą ślub. I kiedy wydaje nam się, że już wszystko powinno być dobrze, bo ich wspólnemu życiu już nic nie stoi na przeszkodzie wybucha wojna, która ma pociągnąć za sobą miliony istnień i doprowadzić do eksterminacji żydów. Jak Marta z Maksem poradzą sobie z tym wyzwaniem musicie przekonać się sami. O całym rozstaniu można powiedzieć, że uratował on im życie, bo gdyby nie wyjazd na prowincję to nie mieliby nawet minimalnych szans przetrwania w czasie wojny. Jak wykorzystają ten dar od losu? Przekonajcie się sami sięgając po książkę.
„Zakazana miłość” to rewelacyjna powieść historyczna przybliżająca czytelnikowi realia życia osób żyjących wówczas na Pomorzu. Widzimy zmiany rządów, stajemy się świadkami propagandy, przemocy, uprzedzeń, powtarzanych zabobonów, ale też poznajemy życie flisaków, czyli zawodu, który dziś kojarzy się z bardzo odległymi czasami i przez to egzotycznemu. Franciszek Szczęsny bardzo umiejętnie porusza kwestie starć między grupami społecznymi, działania nacisku rodzin i społeczności. Do tego poruszono problem przemocy w rodzinie, alkoholizmu, emancypacji, walczenia ze stereotypami. Małe społeczności są tymi, które najbardziej kontrolują swoich członków. Tu nic nie może się ukryć. A jednak jak bardzo się chce to można wiele zataić.
„Zakazana miłość” to przede wszystkim przybliżenie historii naszego kraju w najbardziej gloryfikowanym czasie. Widzimy zmiany, jakie zachodzą po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, obserwujemy stopniowe zatargi rosnące między Niemcami i Polakami oraz wykluczanie ze społeczności każdego, kto nie jest chrześcijaninem. Poza losami bohaterów mamy tu bardzo precyzyjnie nakreślone tło historyczne, odarcie wielu mitów z kłamstwa. Franciszek Szczęsny uzmysławia czytelnikom, że życie w powojennej Polsce (zarówno po wielkiej wojnie jak i II wojnie światowej) wcale nie było piękne, a ludzie nie mogli cieszyć się wolnością, bo na każdym kroku czyhała cenzura dosięgająca także naukowców. A teraz jeszcze najlepsza rzecz dla miłośników literatury faktu: książka powstała w oparciu o prawdziwą historię miłości. Marta mieszkająca w okolicach Kartuz mieszkała naprawdę. Był też Maks, ale tego autor nie zdążył poznać. Za to mógł wczuć się w jego skórę zgłębiając historię jego trudnego, ale jednocześnie szczęśliwego życia, bo nie ma większego szczęścia od miłości gotowej znieść każdą przeciwność losu. Jeśli czytaliście „Jaśminową sagę” Anny Sakowicz i lubicie taki klimat to i ta książka Wam się spodoba. Ja jestem zachwycona. Muszą przyznać, że wejście w świat utrwalony przez Franciszka Szczęsnego bardzo miło mnie zaskoczyło. Jego język jest precyzyjny, opisy trafne, spostrzeżenia celne. Wiele w tych obrazach możemy dostrzec rzeczy nam bliskich. Książka bardzo dobrze dopracowana. Czytelnik znajdzie liczne odesłania do źródeł, z których korzystał autor zabierający nas w świat mu bliski, czyli na Kaszuby.









poniedziałek, 29 listopada 2021

Pomadki


Rękawiczki jak rękawiczki: gubią się, ale to sezonowa zmora. Całoroczną zmorą są ginące pomadki. Z tego powodu kupuję takie w miarę tanie i dobre. No dobra: najtańsze, ale dobre.
Gubią mi się z dwóch powodów: wkładam do kieszeni różnych kurtek, torebki, na biurku zostawiam, do szuflady przy biurku, do torebki na wózku. I niby wszędzie jedna, a kiedy potrzebna to żadnej nie mogę znaleźć, albo znajduję puste opakowanie, bo mi dziecko namiętnie je wyjada. Był taki czas, że liczyłam na to, że jej to przejdzie. A gdzie tam.
Ostatnio zauważyłam u córki fascynację kosmetykami. Niby tylko idzie do toalety, a wychodzi z podmalowanym okiem. I to tak podmalowanym, że panda mogłaby się przy niej schować.
A co Wam podbierają Wasze pociechy.

Natasza Socha "(Nie)młodość"


Obok książek Nataszy Sochy nie potrafię przejść obojętnie. Każda z nich pełna jest humoru, życiowych paradoksów oraz wyzwań. Bohaterzy to zwyczajne osoby, które mogłyby mieszkać po sąsiedzku, a nawet być nami, bo z jednej strony pełni są wad, nieudolni, a z drugiej niepowtarzalni, fascynujący. I tak jest też w przypadku dwóch skrajnie innych kobiet zabierających nas do swojego świata. Marta ma trzydzieści lat i jeszcze do niedawna wydawało jej się, że życie stoi przed nią otworem. Zmieniło się to, kiedy jej wspólniczka oznajmiła, że wyjeżdża do Wiednia, aby tam założyć rodzinę. Wtedy do Marty dociera, że dała się oszukać jak dziecko i wcale nie jest wspólniczką salonu urody. Praktycznie z dnia na dzień zostaje bez pracy, bo nie ma gdzie przyjmować klientek. Na samodzielne wynajęcie lokalu też jej nie stać.
„Jak się okazało, równie dobrze mogłam zaufać głodnemu lwu i wsadzić mu rękę do paszczy. Albo pogłaskać po ogonie skorpiona, licząc na zrozumienie. Ludzie są gorsi od zwierząt, bo nieprzewidywalni. Głodny lew na pewno Cię zje, a skorpion ukąsi. Człowiek pogłaszcze po głowie, przytuli, a potem kopnie w dupę, choć to przecież sprzeczne z tym ,co zrobił wcześniej”.
Drugą bohaterką jest wiekowa Klarysa, która przez całe życie dbała o to, aby ćwiczyć pamięć, zdrowo się odżywiać, a mimo tego dopada ją demencja. Fakt ten dociera do niej, kiedy na skrzyżowaniu zapomina, gdzie chciała jechać samochodem i odkrywa, że w lodówce trzyma cukier. Wnuk zapewnia jej opiekę, ale do czasu otrzymania stypendium. Czy będzie dla niego kulą u nogi i nie pozwoli ma realizowanie marzeń, czy podda się i zamieszka w luksusowym domu „spokojnej starości”, który paradoksalnie nosi nazwę Hebe (starogrecka bogini młodości).
„Czasem sobie ich obserwuję. Siadam z boku i patrzę na te pomarszczone twarze i spowolnione ruchy. Wiem, że też kiedyś taka będę, ale ta przypadłość wydaje mi się odległa”.
Martę i Klarysę pozornie nie łączy nic. Jedna jest młoda, żywiołowa, ma przed sobą całą masę błędów do popełnienia, a druga już jest na skraju życia. Los krzyżuje ich drogi w Hebe, gdzie każda odmieni życie nie tylko drugiej, ale też całkowicie odmieni spokojny dom opieki. Zderzenie młodości ze starością przynosi zaskakujące wnioski: młodych i starych łączy więcej niż sami chcą to dostrzec.
„Fatalnie, że życia nie można sobie zaplanować, a potem tylko odhaczać poszczególnych punktów. I cieszyć się, że wszystko przebiega zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami. Nie wiem, czy istnieje na świecie chociaż jeden człowiek, któremu się to udało. Prawie każdy dostaje w prezencie jakieś idiotyczne niespodzianki, jakieś absurdalne zachwiania rzeczywistości, po których nagle wszystko staje na głowie. Dlaczego we wtorek masz pracę, a w piątek jesteś bezrobotna? Dlaczego w sobotę masz faceta, a w poniedziałek dowiadujesz się, że nie byłaś tą jedyną, drugą, ani trzecią też nie, tylko po prostu przerywnikiem? Dlaczego w maju jesteś szczęśliwa, a już na początku czerwca masz myśli samobójcze? Czy właśnie na tym musi polegać osławiona równowaga w przyrodzie? Na ciągłym balansowaniu między oczekiwaniami a rzeczywistością”.
Życie zaskakuje bohaterki. Czasem dobrze czasem źle tylko nigdy nie wiemy, co jest czym dopóki nie minie dużo czasu, nie poznamy innych ludzi, nie spróbujemy nowych rzeczy. Zmiany czasami są potrzebne. Nawet te złe, aby kiedyś w życiu mogło być dobrze.
„Czas ma to do siebie, że w ogóle nie przejmuje się naszymi pragnieniami”.
„(Nie) młodość. Czy kobiecość ma termin ważności” Nataszy Sochy to pouczająca i poruszająca lektura pokazująca nam, że mamy więcej wspólnego z innymi ludźmi niż przypuszczamy. Wiek, płeć, orientacja, kolor skóry to tylko sukienki, w które jesteśmy ubrani. Każdego z nas dotyka masa przykrych niespodzianek. Jedyne co możemy zrobić to sprawić, aby w ostateczności były one pozytywne.
Pisarka o błędach młodości i rozgoryczeniu starości pisze z humorem. Spostrzeżenia bohaterów często są trafne, dowcipne i dosadne.
„To nie wiek decyduje o tym, kto jest wredną świnią, tylko osobowość”.



niedziela, 28 listopada 2021

Hervé Debaene "Szachy. Wszystko, co trzeba wiedzieć o grze starej jak świat"


Szachy uchodzą za grę królewską (Szachy Jana Kochanowskiego). Za jej korzenie uznawane są Indie i Persja skąd przywędrowała do Europy. Do Polski przywędrowała ze wschodu, zachody i południa. Każdemu zapożyczeniu towarzyszyło także ulepszanie gry. Już w renesansie pojawiły się pierwsze podręczniki gry. Od XIX wieku istnieją światowe zawody w tej grze. Początek XX wieku to czas powstania Międzynarodowej Federacji Szachowej, a w drugiej połowie XX wieku można było już zagrać w nią na komputerze, a później przez Internet z kimkolwiek na świecie. Szachy zdecydowanie wróciły do łask i cieszą się coraz większym zainteresowaniem.
Jeśli marzycie o nauce gry to zapraszam Was do przyjrzenia się książce „Szachy. Wszystko, co trzeba wiedzieć o grze starej jak świat” Hervé Debaene. Muszę przyznać, że jest to udany debiut autora i ilustratora, który jest świetnym przykładem na to, co można robić po filozofii: co dusza zapragnie, a umysł wymyśli.
A co znajdziemy w książce? Wszelkie informacje niezbędne do nauki gry. Nim jednak do nich przejdziemy zostaniemy zabrani w egzotyczną podróż do średniowiecza, w którym przetrwać mogą tylko silni, odważni i sprytni. Najlepiej, kiedy ma się te wszystkie cechy na raz, bo w świecie królów, królowych i licznych wojen będzie potrzebne. W jaki sposób w czasach, w których o książki było trudno i niewiele osób potrafiło czytać ćwiczono umysł? Wykorzystywano do tego właśnie szachy. Dziś także należy do gier cieszących się tą dobrą sławą. Do tego łączy ona pokolenia.
Przyglądanie się szachom zaczniemy od planszy, na której rozgrywa się walka. Dowiemy się skąd wziął się pomysł na pierwszą składaną planszę i co wyróżnia szachy pośród innych gier. Kiedy już poznamy otoczkę przyjdzie czas na przyglądanie się kolejnym figurom. Tu mamy całe mnóstwo opisów ruchów, ćwiczenia szachowe, a następnie ich najlepsze rozwiązania, taktyki. Przy okazji poznawania figur autor podsuwa nam wiele ciekawostek z historii monarchii, dzięki czemu dowiadujemy się o rządach królowych, znaczeniu różnych urzędów czy uzbrojeniu.
Całość uzupełniają piękne ilustracje, które zdecydowanie przyciągają wzrok, sprawiają, że pod postacią pionków widzimy bohaterów średniowiecznych dworów oraz mamy wrażenie, że akcja ozywa. Pionki wydają się mieć osobowość i role społeczne. Bardzo dobrze zszyte strony i solidna oprawa dopełniają całość. Bardzo podoba mi się kolorystyka tej książki. Jest w niej coś królewskiego.
Zdecydowanie polecam.








sobota, 27 listopada 2021

Małe przebłyski

Wryło mnie dziś na spacerze. Serio. Idziemy i Olka jak zawsze sobie śpiewa, zbiera liście, łobuzuje. Dziś z żółwiem i wiewiórką wybrała się, aby kupić potrzebne składniki na bigos i gołąbki oraz zrobić najważniejszą sprawę: sprawdzić, czy nie ma dostawy swojaków w Biedrze.
Maszerowała ładnie i równo, czyli bez wieszania mi się na ręce, czekała, kiedy po psie sprzątałam, nie próbowała wyskakiwać na pustą jezdnię. Była skupiona. Jak zwykle miała powtarzać mówione przeze mnie wyrazy. Była "gla"(mgła), "licie", kot, pies. W pewnym momencie Ola mówi:
-Stój.
Aż mnie wryło, bo zawsze jak chciała siadać to popiskiwała, a dziś tak pięknie. A później powiedziała:
-Sedzeć.
No to usiadła, odpoczęła. Nawet nie wiecie jak taka komunikacja niesamowicie ułatwia opiekę i pracę z dzieckiem.
A tak było na hipoterapii :) Wszystkim, którzy nas wspierają dziękujemy.