Etykiety

środa, 11 grudnia 2019

Kolejne zwierzaki w domu

Fifi jest miłośniczką zwierząt wszelkich. Przynosi do domu różne stworzenia. A to pająka giganta, a to jakiegoś żuczka (i nawet chitynowy pancerzyk nie groźny), a to do maskotki się przytuli. Lub do mnie. Po prostu na swój koci sposób kocha zwierzęta. Jedne jeść, inne drapać, a jeszcze inne używać jak koca. Ja zaliczam się do wszystkich kategorii: przeżuwa mój ogon podcinając mi włosy, drapie, kiedy nudzi jej się to przeżuwanie, a kiedy ma ochotę poleżeć na kimś i nasza ludzkość nie leży to śpi na mnie, bo doszła do wniosku, że tak jest bardziej miękko i cieplej niż na kocu lub łóżku. Wolę się wtedy nie ruszać, bo mogę dostać pazurami po uszach.
Taka bliskość i uwielbienie do przynoszenia stwarza też problemy w postaci przemycania zwierząt w sierści. Fifi jako wojowniczka przeganiająca wszelkie koty z naszego otoczenia (oj jej terytorium sięga do kilku placów wokół domu, więc ma, co gonić) i przygarniania od nich pcheł. Z tej okazji i ja nabyłem ten niechciany przychówek. W ramach walki z insektami pani wykąpała mnie kilka razu w szamponie na zwierzęta, kupiła obrożę, a do tego kropelki. To niestety nie pomagało, bo główna sprawczyni nadal przynosiła. I dziś Fifi oficjalnie dostała swoją osobista obrożę na pchły. Nie była jakoś specjalnie zadowolona, ale szybko się przyzwyczaiła.

Jolanta Marcolla "Strachy Rysia"


Jolanta Marcolla, Strachy Rysia, il. Jolanta Marcolla, Warszawa „Jedyne Takie” 2019
Stare mądre powiedzenie głosi „strach ma wielkie oczy”. I wcale nie chodzi tu o to, że ma on oczy jak spodki czy nawet pokrywki od garów, ale że często boimy się na wyrost, że przerastają nas rzeczy małe, niepozorne i – z perspektywy innych – niegroźne. Musimy być otwarci i uczyć się swojego otoczenia, pokonywać lęki, czyli zwyczajnie nie tkwić w swoim przekonaniu o złu zjawisk, rzeczy czy otoczenia. I tu aż nasuwa się kolejne powiedzenie ukute przez Senekę „Błądzić jest rzeczą ludzką, trwać w błędzie – głupotą”[1]. Właśnie o takim błądzeniu i strachu jest książka Jolanty Marcolli „Strachy Rysia”. Całość kończy się uświadomieniem sobie, że warto pokonywać swoje lęki i poznawać świat. Całość utrzymana w klimacie niezwykłej przygody będącej wyprawą do parku, która okazała się inna niż wcześniejsze spacery.
„Ten niezwykły dzień rozpoczął się całkiem zwyczajnie i nic nie wskazywało na to, żeby coś szczególnego mogło się wydarzyć, a jednak…
Kiedy znaleźliśmy się z bratem w parku, spotkało nas coś niespotykanego, a właściwie to my spotkaliśmy to coś…
Chcecie wiedzieć, co to było?”. Chcecie? No, to sięgnijcie o książkę. Jeśli jeszcze nie jesteście przekonani to zapraszam na opowieść o tej niezwykłej lekturze opowiadającej o niezwykłej przygodzie z niespotykanym bohaterem, który przekonał się, że jego strach ma wielkie rzeczy i dobrze jest odkryć, że to, czego się boimy wcale nie jest takie straszne.
Niezwykłe przygody mają to do siebie, że zawsze nas zaskakują i uczą czegoś nowego o nas samych i naszym otoczeniu. Poznajemy wówczas granice własnej tolerancji, odwagi, pokonujemy lęki, zawieramy interesujące znajomości oraz uczymy się nowych rzeczy na temat otoczenia, które zaskakuje nas nieznanymi do tej pory zjawiskami lub istotami. Prawdziwie niezwykła przygoda zawiera wszystkie te elementy, chociaż każdy z nas wie, że równie dobrze codzienność może być taką wielką przygodą z niespotykanymi rzeczami i przygodami.
Jolanta Marcolla w „Strachach Rysia” łączy codzienność z niezwykłością. Jak na niezwykłą przygodę przystało opowieść zaczyna się prosto, czyli od codziennej zwyczajności, jaką jest spacer z młodszym bratem do parku. Nie pierwszy i nie ostatni. Jednak tym razem dzieci spotykają tam coś wielkiego, niespotykanego, przysłaniającego swoim cieniem niebo. Takie duże coś sprawiło, że zrobiło się ciemno. I to nie z powodu nastania nocy czy zakrycia słońca chmurami, ale przez niespotykanie wielki cień. Najdziwniejsze było to, że ów cień stworzyła dziwna góra przykryta kołdrami. Później okaże się, że jest nią olbrzymi Rysiu, wielki stwór nieprzypominający dzieciom niczego, co do tej pory widziały. Schowany przed otoczeniem w końcu wyłania się z ukrycia, ponieważ jest mu zdecydowanie za ciepło. Szybko dowiadujemy się, że schował się tam, ponieważ boi się ptaków, czyli zwierząt dużo mniejszych od niego, a do tego nie mających ani kłów, ani pazurów, czy czegokolwiek, czym mogłyby go zranić. Mało tego: zamiast olbrzyma wolą jeść kanapki. Irracjonalny strach sprawił, że ten dziwny olbrzym zawędrował do parku, gdzie chciał się przed nimi schować. Niestety tu także było pełno ptaków. Schowany pod kołdrami czekał i czekał. Na co? Może na naszych bohaterów, którzy go nakarmią i uświadomią, że nie wszystko jest takie, jakim nam się wydaje, a niektórych lęków warto się pozbyć, by szybko wrócić do mamy lub na nią samą. Jedno jest pewne: Rysio to pojętna i otwarta bestia i tylko trzeba spróbować zrozumieć jego lęki oraz pokazać mu, że to, czego się boi nie jest takie straszne. Brzmi znajomo? Pewnie. Nasze dzieci też boją się różnych rzeczy. Jedne wody, inne słońca, jeszcze inne ptaków, psów (tu strach przed obcymi psami całkowicie popieram), kotów, żółwi, chomików, myszy, głośne dźwięki, nadmiar zapachów (tak, tego też można się bać), ciemności i wielu, wielu innych rzeczy. Naszym zadaniem jest oswajanie dziecka z otoczeniem, pokazywanie mu, że to, czego się bało wcale nie jest takie straszne. „Strachy Rysia” to opowieść, która bardzo pomoże nam w pokazywaniu jak rzeczy, których dziecko się boi mogą być postrzegane przez innych. I właśnie z tego powodu jest to świetna książka terapeutyczna, po którą powinny sięgnąć wszystkie dzieci i ich rodzice oraz terapeuci.
Całość wzbogacona w piękne proste ilustracje sprawiające, że dzieci w czasie lektury mają, na czym się skupić. Solidna oprawa i dobrze zszyte strony pomagają przetrwać książce trudne chwile z dzieckiem. Do tego dołączona do niej płyta będzie świetnym uzupełnieniem w czasie nauki czytania lub chęci słuchania lektury. My jesteśmy na etapie nauki czytania i zadaniem córki jest pokazywać paluszkiem, które słowa są czytane. To pomaga mi kontrolować jej postępy w czytaniu, co jest dość trudne ze względu na to, że jeszcze nie mówi (autyzm). Takie wykorzystanie płyt i książek pozwala rodzicom oraz nauczycielom śledzić rozwijanie umiejętności skupienia oraz znajomości wyglądu wyrazów, więc świetnie sprawdza się jako materiał terapeutyczny. Myślę też, że warto wykorzystać płytę do sprawdzenia czy nasz przedszkolak lub uczeń potrafią skupić się na opowiadanej historii. Ćwiczenie polega na tym, że dziecko wysłuchuje raz płyty, a później musi opowiedzieć, co zapamiętało. Po każdym wysłuchaniu powinno potrafić opowiedzieć o większej ilości szczegółów. Oczywiście płyta świetnie sprawdzi się, kiedy rodzic przeczytał już książkę kilkanaście razy, a dziecko powtarza: „Jeszcze raz przeczytaj”. Wtedy można sobie włączyć, zapętlić i błogo przysypiać razem z pociechą.
Zdecydowanie polecam!



[1] "Errare humanum est, in errore perservare stultum”.



wtorek, 10 grudnia 2019

"Pleograf" 3/2019 Polskie kino kobiet

Serdecznie zapraszamy do lektury nowego numeru czasopisma „Pleograf. Kwartalnik Akademii Polskiego Filmu” (3/2019), poświęconego polskiemu kinu kobiet: http://akademiapolskiegofilmu.pl/pl/historia-polskiego-filmu/pleograf/polskie-kino-kobiet/18

W numerze znajdą Państwo tekst Magdaleny Podsiadło o wątkach ekokrytycznych w twórczości polskich reżyserek, artykuł Katarzyny Taras o sztuce operatorskiej Joanny Dylewskiej, sylwetkę Zofii Ołdak pióra Karola Jachymka, refleksję Pawła Bilińskiego o Historii niemoralnej Barbary Sass i szkic Małgorzaty Radkiewicz o twórczości video Anny Baumgart. Ponadto w numerze felieton Klary Cykorz o zabawie lalkami i reżyserkach kina dziecięcego w dziale „Z perspektywy” oraz wyjątkowo aż dwa wywiady: Zofia Krawiec rozmawia z Renatą Czarnkowską-Listoś o inicjatywie Kobiety Filmu, a Ewa Szponar z Bartoszem Bielenią o jego roli w filmie Boże ciało Jana Komasy (2019). Numer jak zwykle wieńczy recenzja – Karol Jachymek wczytuje się w wyróżnioną Nagrodą im. Bolesława Michałka książkę Justyny Jaworskiej „Piękne widoki, panowie, stąd macie”. O kinie polskiego sockonsumpcjonizmu.
Przypominamy, że już w ten czwartek (12.12) o godzinie 18:00 w sali Mała Czarna Kina Iluzjon odbędzie się spotkanie promocyjne numeru, w którym wezmą udział reżyserka Anna Jadowska, autorki tekstów Magdalena Podsiadło i Małgorzata Radkiewicz oraz nasza redaktorka Matylda Szewczyk. Przed dyskusją pokażemy film Anny Jadowskiej „Dzikie róże”. Darmowe wejściówki do odebrania w kasie kina Iluzjon.
Szczegóły: https://www.facebook.com/events/796588464145905/

Finisaż wystawy Aleksandry Sikorskiej

W dniu 25 listopada br. w Ośrodku Kultury, Sportu i Aktywności Lokalnej w Miejskiej Górce odbył się finisaż wystawy Oli Sikorskiej z Góry. Przez trzy tygodnie w pomieszczeniach biblioteki oraz korytarzu OKSiAL można było oglądać obrazy wykonane przez 8 letnią autystyczną artystkę, dla której malarstwo jest jedną z form terapii.
Zakończeniem wystawy zatytułowanej „Między palcami a ciszą” było spotkanie z Dominikiem Sikorskim, tatą małej malarki oraz Anną Lisowiec, poetką, która napisała tomik wierszy inspirując się twórczością Oli.
„Autyzm to bardzo szerokie pojęcie. Składa się na nie kilkaset lub nawet kilka tysięcy różnych zaburzeń. One mogą się wzajemnie przenikać i tworzyć różnego rodzaju implikacje. Nie ma dwóch takich samych autystyków”. Generalnie chodzi o to, że ich zmysły inaczej odbierają różnego rodzaju bodźce – wyjaśniał Dominik Sikorski.
Tata Oli opowiadał, jak przez te kilka lat przebiegała terapia córki. Mówił o problemach ,z którymi muszą zmagać się na co dzień rodzice chorych na autyzm dzieci.
Finisaż wystawy był również okazją do prezentacji tomiku poezji Anny Lisowiec. Na tomik złożyło się ponad 30 wierszy oraz 30 obrazów młodej malarki, które były inspirację do ich pisania.
Spotkanie cieszyło się dużym zainteresowaniem. Słuchaczami byli zarówno dorośli jak i młodzież. Na zakończenie dyrektor OKSiAL Marek Stach podziękowała za udział w spotkaniu i wręczył Dominikowi Sikorskiemu upominek dla młodej artystki.





Wystawa Oli prac z Miliczu

Przypominamy, że już jutro w Miliczu odbędzie się Festiwal Talentów z okazji Dnia Osób z Niepełnosprawnością, któremu towarzyszyć będzie wystawa obrazów Ol.

Obraz 357 (płótno 24x30; f. akrylowe)


poniedziałek, 9 grudnia 2019

Janusz Lasgórski "Piętno Pielgrzyma. Tom 3: Banici"


Janusz Lasgórski, Piętno Pielgrzyma. Tom 3: Banici, Inowrocław „Javiko” 2019
„W czasach ekspansji technologii mediów nie istnieje inna prawda poza tą, którą sam sobie stworzysz”.
Od niewinnego śledzenia za pomocą Internetu i wszelkiego monitoringu w przestrzeni publicznej oraz prywatnej do całkowitej kontroli każdego człowieka dzieli nas zadziwiająco mały krok. Era portali społecznościowych i rosnąca ilość kamer „dla naszego bezpieczeństwa” może stać się początkiem globalnego więzienia stworzonego przez państwa i korporacje. Zwłaszcza przez te drugie, dla których każde podległe i pożyteczne życie to zysk. Inni zostaną poza marginesem. Bez środków do życia i lekarstw. Zbędni, wykluczeni, a przecież nadal chcący żyć.
„Przyuczanie nas, młodych, do bezkrytycznej aprobaty ustalonego porządku, wpojenie wiary w rzetelność władzy sądowniczej i niepodważalne opinie autorytetów jest warunkiem niezbędnym do zachowania pozycji oligarchów. To klucz do stabilności całego systemu”.
Wyzbywanie się możliwości wolnego myślenia i indoktrynacja to coś, co uświadamiamy sobie w kontakcie z mediami społecznościowymi. Programy kontrolujące docierające do nas informacje, uświadamia nas, że może być jeszcze gorzej: każdy nasz krok może być śledzony i oceniany. Ciągły dostęp do sieci, kontrolowanie wpisów znajomych, zamykanie się w klatkach (bańkach) światopoglądowych wspierających bogatych może doprowadzić do całkowitej zależności od grupy wielkich posiadaczy: od edukacji, przez pracę po zakończenie istnienia w systemie. Co się dzieje z jednostkami w świecie całkowitego zniewolenia i zależności od korporacji mających własne wojsko i sterującymi państwami? Przedsmak dają nam różne totalitaryzmy, ale one mogą być tylko dziecinną zabawą w obliczu tego, co może nastąpić, kiedy postęp technologiczny będzie minimalnie większy od obecnego. Wizje mogą być różne, ale każda pokazuje tragizm jednostki: zniewolenie i całkowita zależność życia od kaprysów kilku osób.
fot. Janusz Lasgórski
"Jesteś obserwowany...I cóż w tym dziwnego? Wszyscy i wszędzie kogoś obserwują!"
Janusz Lasgórski zabiera nas do świata całkowitej kontroli za pomocą komunikatorów, satelitów, dronów oraz informacji. Nawet w czasie niewinnej wyprawy w góry trzeba mieć urządzenie pozwalające na lokalizację i dokładny opis jednostek. Inaczej możemy być potraktowani jako groźne obiekty lub zwierzyna. Manipulacja zwykłymi ludźmi, kontrolowanie ich przekonań w czasie identycznej edukacji, namawianie na wszczepianie sobie ulepszaczy mózgu oraz zmieniający się klimat sprawiają, że wartościowa i ceniona jest wyłącznie praca inżynierów traktowanych jak marionetki, które w razie potrzeby można eliminować, a w najlepszym przypadku umieszczać w więzieniach i zsyłać do prac na przygotowywanym do kolonizacji Marsie.
„-(…) Mamy cieszyć się tym, co nam ofiarują? Tylko papu, kaku, i lulu?! O, przepraszam, zapomniałam o możliwości płodzenia dzieci i udziału w nieustających darmowych igrzyskach dla mas. Cóż za zniewalająca łaskawość ze strony naszej władzy!
Wzniosła oczy ku niebu w bezgranicznym uniesieniu i uśmiechnęła się szyderczo.
-I pomyśleć, że wszystko to dają nam bezinteresownie, w trosce o nasze dobro… Aby tylko nadmiar czasu wolnego nie zmusił nas do wyczerpującego, samodzielnego myślenia, zadawania pytań i żądania odpowiedzi. Już sama możliwość zaspokajania zachcianek naszej ukochanej władzy powinna być wyłącznym i bezdyskusyjnym celem istnienia podludzi , nie wspominając o dostąpieniu zaszczytu służenia lepszej rasie Wybranych”.
Jakikolwiek przejaw nieposłuszeństwa, a nawet bycie świadkiem niewygodnych faktów traktowane jest jako atak na ludzkość i staje się powodem do prześladowania, odwrócenia się najbliższych. Co takiego zobaczył Maks, że musiał trafić do więzienia i w jaki sposób Kleo udało się go uwolnić, aby szukać schronienia w rezerwacie. Ucieczka nie jest łatwa. Ich tropem podążają psy i satelitarne szperacze. Uciekinierzy przemierzają dżunglę. Otaczający ich świat jest niebezpieczny. Śmierć czyha wszędzie: i ze strony przyrody i ze strony ścigających. Kiedy są u kresu wytrzymałości na ich drodze staje dziwny „wojownik”, czyli Ander Sandor unieszkodliwiający uciekinierów i dbający o ich zdrowie. Wydaje się, że życie Maksa i Kleo będzie już nudne, ale bezpieczne i ograniczające się do poznawania jaskiń, w których zamieszkali na ich trop wyrusza korporacja wysyłająca różnorodne maszyny śledzące i bojowe mające zlikwidować cel. I tak właśnie wkraczamy w świat wykreowany przez Janusza Lasgórskiego w „Piętnie Pielgrzyma”.
"Może zechcemy w końcu użyć własnego rozumu, a nasze uszy i oczy skierować na bezpośredni odbiór dostępnego nam świata. Czy jesteśmy do tego zdolni, to już zupełnie inna bajka".
W pierwszym tomie zatytułowanym „Zbuntowani” wchodzimy w świat całkowitej kontroli i niemożności podejmowania samodzielnych decyzji. Korporacja wie lepiej. Ucieczka z więzienia sprawia, że Maks i Kleo stają się wykluczonymi. Ścigani przez zrobotyzowane wojska eliminujące laserami każdą zbuntowaną jednostkę ukrywają się w górach. Po ostrzelaniu miejsca ich pobytu przestają istnieć w światowych bazach osób żyjących, czyli stają się kimś kogo dla całego świata nie ma i przez urządzenia mogą być potraktowani jak zwierzyna do odstrzału. Ku ich zaskoczeniu odkrywają, że nie są jedyni. Wyjęci spod prawa, ale doskonale radzący sobie i zamożni Zbuntowani należą do bardzo dobrze działającej organizacji komunikującej się w taki sposób, że żadna technologia nie jest w stanie wykryć łącza.
„(…) Subiektywne opinie świadków, a szczególnie ofiar, nigdy nie będą dostatecznie wiarygodne w porównaniu z rejestrami nieomylnych maszyn. Nie jesteśmy doskonali, a nasze zmysły podpowiadają nam tylko, jak odnaleźć kojący sens w chaosie informacji i przy tym nie oszaleć. Potrzeba zmienia postrzeganie. Tę ułomność umysłu udowodnił najlichszy prawnik.
-A ekspertyzy?
-Nie mają znaczenia, bo tam, gdzie wkracza człowiek, ważne są jedynie interpretacje tych, którzy dzierżą władzę”.
„Piętno Pielgrzyma. Zbuntowani” to kilka opowieści łączących się w całość dzięki postaci Andera Sandora – tajemniczego dzikusa posiadającego najnowocześniejszy sprzęt i doskonale radzącego sobie z technologią, a do tego zadziwiająco długowiecznego. Początkowa duża odległość miejsc akcji od siebie nie jest przeszkodą do szybkiej komunikacji za pomocą dziwnego urządzenia ago i Su. Uwolnienie od medialnej manipulacji może być dla wszystkich przyjemnym szokiem.
Poza wartką akcją wokół ucieczki i pościgu pojawi się też kilka bardzo umiejętnie napisanych wątków miłosnych. Z każdą stroną napięcie seksualne między bohaterami rośnie. Janusz Lasgórski w tej kwestii nie podaje kawy na ławę. Każe cierpliwie czekać i obserwować. W tomie drugim ta kwestia wygląda bardzo podobnie, ale relacje są już nieco bardziej zaawansowane i skomplikowane.
Interesującym wątkiem jest nakreślenie związków bohaterów z tajemniczą cywilizacją Inków, których osiągnięcia można zobaczyć w korytarzach jaskini i siłą genów poznać dzięki bohaterom ocierającym się o śmierć. Niezwykłe umiejętności wybranych przez Su sprawiają, że mają oni szansę na dotarcie do prawdziwych informacji zamiast tych podsyłanych przez korporacje. Prawda wyzwala w nich chęć posiadania wolności, za którą muszą zapłacić wysoką cenę. Co kryje się za ich związkiem z cywilizacją Inków? Tego dowiedzą się w tomie trzecim.
„Władza jest po to, żeby zdobyć więcej władzy. To doskonały środek znieczulania rozumu, który uzależnia mocniej niż twarde narkotyki, nie niszcząc muskulatury ani podrobów ćpuna. Jest celem i środkiem, i to jej główna zaleta… Tworzy zamknięty krąg, nieskończony sens istnienia”.
Tom pierwszy kończy tajemnicze spotkanie członków rady nadzorczej korporacji Exodus. Pokazane zostają ciemne interesy i bezwzględność machiny, na czele której stoi Foks, mistrz tworzenia pozorów, co przyczyniło się do zdobycia przez niego nawet Pokojowej Nagrody Nobla. Spotkanie „elity” pozwala wejść nam w świat walki o władzę, całkowitą kontrolę ludzkości.
„To informacja jest władzą” – takie hasło wydaje się przyświecać wszystkim częściom „Piętna Pielgrzyma”, którego trzeci tom właśnie trafił do czytelników. Każdy poprzedni jest uzupełnieniem pierwszego i rozwinięciem kolejnych wątków. „Naznaczona” ściśle związana jest z tomem pierwszym, a „Banici” odwołują się zarówno do pierwszego jak i do drugiego, dlatego każdą część trzeba czytać znając poprzednie. Snuta przez Janusza Lasgórskiego opowieść pełna jest emocji, rosnącego napięcia, kolejnych tajemnic do rozwikłania. Maks i Kleo szybko odkrywają, że tajemnicza grupa Zbuntowanych/ Dzikusów/ Wampirów jest dużo większa niż można, by przypuszczać. Sieć ich kontaktów jest zadziwiająco rozległa, a umiejętność ukrywania się przed maszynami szpiegującymi oraz zasób dostępnych technologii wprawia w zdumienie. Poznani w pierwszej części bohaterzy mogą coraz lepiej odkrywać świat, w którym żyją i dotrzeć do ukrytych przed przeciętnymi ludźmi informacjami. Obnażanie manipulacji tworzy przerażającą wizję świata.
Ucieczka Maksa i Kleo z pułapki w bombardowanych jaskiniach pełna jest nieoczekiwanych niespodzianek i niebezpieczeństw będących próbą ich osobowości i prowadzących do odkrycia nowej społeczności ludzi wyrzuconych poza globalne społeczeństwo kontrolowane przez majętnych nadludzi. Pogardliwie nazywani przez korporacje Dzicy w rzeczywistości są dobrze zorganizowanymi Zbuntowanymi gotowymi bronić swojej wolności i możliwości korzystania z własnego umysłu w świecie, w którym kładzie się nacisk na technologiczne ulepszacze prowadzące do zmiany w marionetki.
Kolejny tom dostarczy czytelnikom nowych wrażeń, niezwykłych wizji, w których prędzej czy później dojdzie do starcia dobra (zbuntowanych) ze złem (kontrolującymi korporacjami). Opisy kontroli, całkowitej władzy nad ludźmi i ich losem, wpływanie na podejmowane decyzje niewiele różni się od tego, co doświadczamy. Bezsilność mas i nagonka medialna na tych, którzy pragną żyć inaczej pozwala utrzymać władzę posiadaczom. Nadludzie karmiący rzesze ludzi medialną papką oraz zapewniający minimum egzystencjalne, a wszystko w myśl zasady „chleba i igrzysk”. Takie podejście wywołuje w Zbuntowanych bunt i odwrót od idei dawania ludziom czegokolwiek za darmo i rozleniwiania ludzkiego umysłu.
„Naznaczona”, a następnie „Banici” ideologicznie doskonale uzupełnia „Zbuntowanych” i pokazuje, że w każdej sytuacji jest miejsce na wyrwanie się z systemu całkowitej kontroli. W przeciwieństwie do wcześniejszego tomu mamy tu mniej rozważań filozoficznych i więcej wydarzeń, przez co akcja przyspiesza. Z każdą stroną napięcie rośnie. Również wątki miłosne nabierają rozpędu. Do tego duże znaczenie nabiera tajemnicze Su będące czymś w rodzaju wszechwiedzącego alter ego człowieka, dzięki czemu osobie współpracującej z nim łatwiej uniknąć zagrożeń oraz rozwijać swobodę myślenia. Bohaterzy walczą tu z nadchodzącą i wielopokoleniowo zapracowaną apokalipsą Ziemi oraz poszukiwania nowych terenów do kolonizacji. Prezes korporacji Eksodus, Foks, staje się tu kimś na wzór dawnych kolonizatorów: jego podboje nie znają ceny. Liczy się tylko efekt, zysk i całkowita kontrola, którą będzie mógł sprawować na Marsie. To wymaga szybkiego zaludniania. Jak szybko znaleźć „ochotników”? Pokusić ich wizjami posiadania skrawka własnej przestrzeni oraz wyłapać dzikich, aby przetransportować ich na kolonizowaną planetę. I właśnie o takim zaludnianiu nowych terenów jest tom trzeci. Wprost z resztek lasu tropikalnego bohaterzy trafią na Mars. Jedni siłą (złapani), inni dobrowolnie (w pogoni za schwytanymi). Mars zaskoczy ich nie tylko swoim wyglądem, ale też istniejącym tam życiem i wewnętrznymi podziałami. Do tego zaczną się tam dziać dziwne rzeczy ze sprzętem oraz odkryjemy przerażające eksperymenty.
Opowieść Janusza Jasgórskiego wymaga obycia czytelniczego i dużego skupienia. Niewprawiony czytelnik szybko porzuci powieść, a oczytany i obeznany w różnych doktrynach społecznych będzie miał przyjemną ucztę czytelniczą zachęcającą do refleksji nad wolnością, uzależnieniami, koniecznością odbioru napływających informacji i trudności ich weryfikowania, a także granicami kontroli jednostki i eksperymentowania na niej, czyli wszystkim, co jest nam znane. Bohaterzy uświadamiają nam, że technologie można wykorzystać dla dobra ludzkości, ale też można kontrolować nią każdy ruch jednostek, aby pozbawić je wolności. Ludzie pod ciągłym okiem czujnych dronów szpiegowskich kontrolują swoje zachowania tak, aby nie budzić podejrzeń. Świat rządzony przez korporacje wygląda jak zlepek krajów totalitarnych, w których niewiele w życiu zależy od żyjących w nim ludzi. Ciąga niepewność, namawianie do „udoskonalanie” siebie przez wszczepiania różnorodnych chipów i pogarda wobec tych, których na takie udoskonalenia nie stać.
Kolejne tomy to opowieść o pochodzie ku wolności oraz walce o przetrwanie. Na czele wykluczonych stanie Naznaczona, która ma pokierować buntem. Stawka w wojnie jest duża: całkowita kontrola lub wyzwolenie ludzkości. Czy w świecie technologii możliwa jest wolność?
Całość napisana bardzo obrazowym i bogatym językiem, którym można by opisać zamorskie wyprawy sprzed wieków, a tu doskonale sprawdza się jako sposób narracji, snucia niezwykłej opowieści o przyszłości.
Kolejne tomy to udane kontynuacje tomu pierwszego. Można nawet pokusić się, że o stwierdzenie, że widać w nim ewolucję umiejętności przyciągania uwagi czytelnika. Pisarz w coraz większą wprawą zabiera nas do swojego niezwykłego świata powieści, który jednocześnie jest głęboko osadzony w naszych realiach. Pierwszy tom na tle drugiego jest bardzo dobrym wprowadzeniem w szybko rozwijającą się akcję. Podobnie jest w trzecim, w którym autor jeszcze bardziej puścił wodze fantazji i pozwala nam odbyć podróż po Marsie i skrywających wiele tajemnic jaskiniach. Poza wciągającą akcją przemyci nam też sporo prawd o życiu i naszej mocy sprawczej, jaką jest dążenie do wyznaczonego celu.
"Twoje życie będzie takie, jakim uczynią je twoje myśli".
O ile motywem przewodnim dwóch wcześniejszych tomów była walka o wolność tu do tego głównego tematu dołącza problem emocji oraz podejmowania ważnych życiowych wyborów.
"Największy kłopot z ludźmi jest wtedy, kiedy w oparciu o strzępki informacji uzyskane przypadkiem z różnych źródeł tworzą swoją własną prawdę i na jej podstawie podejmują ważne decyzje".
Nowe odkrycia to też pretekst do popatrzenia na problem śmiertelności i długowieczności, co sprawia, że opowieść staje się pewnego rodzaju powieścią filozoficzną skłaniającą czytelnika do zadania sobie ważnych pytań, poszukiwanie drogi, popatrzenie na wiele spraw z innej perspektywy.
„Wszyscy ludzie robią to samo od wieków z wielu powodów. Od zawsze, na różne sposoby, chcieli przechytrzyć śmierć. Dlatego właśnie wynaleźli religię. W ten sposób stali się nieśmiertelni. Teraz z kolei wydaje im się, że odrzucenie ciała rozwiązuje wszelkie problemy. Zjawy to urzeczywistnienie tych pragnień, to ich nowa religia. Znowu postanowili udawać, że śmierć biologiczna to furtka do prawdziwego życia”.
„Ludzie powinni umierać tylko wtedy, gdy niespodziewane trzęsienie ziemi otworzy przepaść pod ich nogami, wybuch wulkanu zasypie lawiną piroklastyczną albo uderzy w nich asteroida, ostatecznie, gdy z własnej głupoty dadzą się pożreć dzikim bestiom”.
„(…) to przecież właśnie pamięć doświadczeń, pamięć nieprzerwanej ciągłości istnienia czyni nas inteligentną rasą. Nasza pamięć to my!”.
„Zapomnienie zabija”.
„Piętno Pielgrzyma” to interesująca, wciągająca i wymagająca skupienia lektura. Zdecydowanie polecam miłośnikom s-f, ale i osoby lubiące historie miłosne znajdą tu coś dla siebie. Wielkim plusem książki jest sposób prowadzenia fabuły. Stopniowe odkrywanie istotnych elementów razem z bohaterami pozwala na współudział w ucieczce i walce o prawdę oraz wyzwolenie. W książce zaskakujące jest to, że nie znajdziemy w niej wulgaryzmów czy opisów aktów zbliżeń, dzięki czemu mogą czytać ją młodsi czytelnicy. Poruszenie wielu społecznie ważnych kwestii może być punktem wyjścia do refleksji nad otaczającym nas światem i kierunkiem rozwoju.
Pisarz umiejętnie buduje świat, który za parę lat może stać się realny. Wszechobecna kontrola dzięki postępowi technologii sprawia, że ludzie przestają być samodzielnie myślącymi jednostkami, a stają się jedynie marionetkami w rękach tych, którzy mają dostęp do wiedzy i informacji podsuwanych przez korporacje, czyli niepełnej. Do tego znajdziemy tu obraz społeczeństwa, w którym kapitalizm decyduje o każdym aspekcie życia: od oceny czy komuś należy się mieszkanie, jedzenie, możliwość życia czy powinien być wyeliminowany. Janusz Lasgórski skłania czytelnika do zadawania sobie pytań o wartości, którymi się w życiu kierujemy i systemy, którym kultywujemy, zmusza do zastanowienia się, co zrobilibyśmy, kiedy system wykluczyłby nas z dostępu do zasobów. Uważam, że to pouczająca lektura dostarczająca świetnej rozrywki.