Etykiety

wtorek, 24 maja 2022

Monika Filipina "Opowiem ci, mamo, co robi moje ciało"


Pierwsze kroki czytelnicze to przede wszystkim przyglądanie się ilustracjom, które muszą być dostosowane do upodobań młodego czytelnika. W naszym domu najlepiej sprawdziły się dwie serie „Rok w” oraz „Opowiem ci, mamo”. Obie wprowadzają młodych czytelników w tajniki otaczającego nas świata, bazują na małej ilości tekstu oraz bogactwie ilustracji, przy czym pierwsza seria zawiera jeszcze małe czytanki adresowane dla najmłodszych. Pozwala ona też oswoić się ze zmianami pór roku, poznać zwierzęta, przyswoić sobie ważne w danym miesiącu wydarzenia, a druga zabiera w określone światy. Każdy z szesnastu tomów zaliczających się do serii „Opowiem ci, mamo” poświęcono innemu wycinkowi rzeczywistości, dzięki czemu będziemy mogli poszerzać dziecięce zainteresowania oraz dostarczyć pierwszych lektur pozwalających na odkrywanie świata, zgłębianie wiedzy przydatnej na przyrodzie i biologii, a także w życiu. Wśród tomów znajdziemy zarówno te poświęcone zwierzętom (koty, psy, pszczoły, żaby, mrówki, pająki, konie), narzędziom, kołom oraz pojazdom (statki, samoloty, samochody, pociągi) oraz prehistorycznym zwierzętom (dinozaurom), a nawet dorosłym i własnemu ciału. W planach jest już publikacja o psotnych stworach, aby oswoić dzieci z „potworami”
Cała seria swój sukces zawdzięcza interesującym i atrakcyjnym dla dzieci ilustracjom, których niesamowite bogactwo staje się dla młodych czytelników inspiracją do tworzenia własnych rysunków oraz opowieści. Lektury zachęcają do opowiadania, snucia zawiłych opowieści o przygodach pojawiających się w nich bohaterów, dzięki czemu pomogą w ćwiczeniu umiejętności językowych. Wielkim plusem lektur z tej serii jest solidna oprawa. Kartonowe strony bardzo dobrze sklejone sprawiają, że mogą po nią sięgnąć już dzieci siedzące i będą z niej korzystać przez kilka lat. Zwłaszcza, że zawartą w nich wiedzę czytelnicy wykorzystają w przedszkolu i szkole. Uważam, że „Opowiem ci, mamo” to seria bardzo interesująca i polecam wszystkim dzieciom od drugiego do szóstego roku życia. My zawsze wyczekujemy kolejnych tomów, dzięki którym będziemy mogły dowiedzieć się wielu ciekawostek i zniknąć w czasie przeglądania bogatych ilustracji, stworzyć interesujące zabawki, wykorzystać posiadane plastikowe figurki, które wcielą się w bohaterów książek.
Monika Filipina zabrała nas w podróż ciele człowieka. Tom „Opowiem ci, mamo, co robi moje ciało” to lektura pozwalająca na pokazanie dzieciom skomplikowanych mechanizmów naszego ciała w prosty sposób. Wydawnictwo Nasza Księgarnia oczywiście już opublikowało jedną publikację o tej tematyce. Jest to książka Nikoli Kucharskiej „Jak to działa? Ciało człowieka”, ale jest ona skierowana do uczniów i może starszych przedszkolaków. Publikacja Moniki Filipiny zdecydowanie adresowana jest dla młodszych czytelników. Zwłaszcza, że tekstu tu niewiele, ilustracje pobudzające wyobraźnię i takie, które każdy przedszkolak powinien wiedzieć.
Co w niej znajdziemy? Przede wszystkim możemy przyjrzeć się różnorodności kształtów, sprawdzić, czy dziecko wie, kiedy określona osoba jest w ciąży, a kiedy przy kości. Dzięki bardzo uproszczonej ilustracji dzieci będą mogły zrozumieć, czym różnią się chłopcy od dziewczynek, a do tego mają zabawę związaną z poszukiwaniem różnic na obrazkach. Dalej znajdziemy spojrzenie na rodzinę przy stole i opowieść o tym, że ciało człowieka zmienia się przez całe życie. Przy okazji pojawi się kilka ćwiczeń: liczenie, wyszukiwanie przedmiotów. Następne strony pozwalają nam spojrzeć na ciało i poznać kolejne podstawowe elementy: najpierw te widoczne gołym okiem, a później to, co kryje się wewnątrz: trochę informacji o kościach, mięśniach, położeniu serca, płuc, mózgu, wątroby, żołądka, jelit. Kolejna rozkładówka to wizyta w przedszkolu. Tu mamy naprawdę duże pole do popisu: bogata w szczegóły ilustracja pozwala na wiele ćwiczeń z wyszukiwaniem, uświadamianie sobie różnic, dostrzeżenie różnych aktywności, pomysłów na zabawy. Znajdziemy tu też informację o pracy mózgu. Dalej wchodzimy w świat sprawności fizycznej, sposobu dbania o nią, obserwowania działania układu oddechowego. Od niego przechodzimy do układu krążenia, przy którym poruszono problem odpowiedniej diety. Kolejne strony pozwolą na wyprawę labiryntem i przy okazji podsunięcie garści informacji o jelitach. Dalej mamy szkielet i zabawę w wyszukiwanie tych kości, które do człowieka nie należą. Następne rozkładówki przenoszą nas do parku, na wieś, przedszkola i dziecięcej sypialni. Na tych stronach wchodzimy w świat emocji, chorób, sposobów chronienia się przed bakteriami i wirusami. Nie zabraknie też informacji o wizytach o okulisty, dentysty, pobycie w szpitalu, robieniu prześwietlenia. Wszystko podsumowano rozkładówką ze ścieżką zdrowia pokazującą, jakie elementy w ciągu dnia są ważne.
Książka autorstwa Moniki Filipiny to z jednej strony naprawdę solidna dawka wiedzy o ciele, a z drugiej pozwala młodym czytelnikom na oswojenie się z wizytami, ćwiczeniami, chodzeniem do przedszkola. Pokazanie ciała z wielu perspektyw pozwala na bardzo szerokie wykorzystanie: zarówno przed wizytą u dentysty, jak i w czasie doboru aktywności oraz uświadamiania dzieciom znaczenia odpowiedniej diety.
Całość jak zwykle interesująca i pozostawiająca spore pole manewru zarówno dla dzieci jak i dla rodziców. Warto w zabawie z dziećmi wykorzystać pomoce pozwalające lepiej poznać różne części ciała człowieka. Będziemy mogli wówczas zaobserwować umiejętność zapamiętywania, przenoszenia wiedzy do zabawy i pomożemy w utrwalaniu zdobytych informacji. Do sprawdzenia niektórych rzeczy wystarczy zwykła zabawa z lalkami.
„Opowiem ci, mamo…” to seria solidnych książek grubymi stronami oraz z licznymi ilustracjami, które przybliżają dzieciom świat. Ciekawe maluchy śledzą w nich zmiany w otoczeniu. Książki te są doskonałą lekturą przed spacerami, podczas podróży czy po spacerze, ale też w poczekalni do specjalistów. Pozwoli rodzicom przygotować swoje pociechy do uważnego patrzenia na otoczenie. Zwykle w książkach dla dzieci tekst jest niezbędny dla ilustracji. Tu mamy tak cudowną sytuację, że zawarty tekst nie przytłacza i można go pominąć w pracy z młodszymi maluchami, których uwagę przyciągają jedynie ilustracje, o których koniecznie trzeba sobie opowiedzieć. Podczas lektury dzieci ćwiczą swoja spostrzegawczość, koncentrację, nabywają umiejętności językowych i manualnych.










poniedziałek, 23 maja 2022

Latające jedzenie

Ola ma ostatnio problem z mówieniem, co chciałaby zjeść. Faza pączkowo-pomidorowa minęła. Przez jeden dzień był apetyt na spaghetti, jeden dzień pizzę i jesteśmy w czarnej dziurze, bo nie mówi, co chce, a nie mówi, że czegoś jeść nie chce, więc moje wysiłki wyglądają tak, że robię pełno małych porcji różnych rzeczy i daję jej do wybierania. Ola "próbuje" wszystkiego po kolei.
Rano dostała zestaw jedzenia, a ja poszłam do kuchni zrobić kawę. Wracam z kuchni, a dookoła jej stołu pełno jedzenia.
-Olu, dlaczego jedzenie leży na podłodze?
-Kot jeść.
-Kot chce jeść?
-Tak.
-Ale widzisz, że on nie chce, bo tylko wącha.
-Pies jeść.
Psu dwa razy nie trzeba było powtarzać. Skoro jeść to jeść. Posprzątał wszystko...
Tak jak dzieci bawią się piaskiem w udawanie, że jedzą Ola tak robi z jedzeniem. Niby przykłada do ust, ale odrzuca na bok. Pomysły na posiłki mi się skończyły i czekam na jej olśnienie.
A jak tam Wasze przeboje z jedzeniem?

Joris Chamblain i Lucile Thibaudier "Enola i niezwykłe zwierzęta. Tom 2"


Po przeczytaniu pierwszego tomu komiksu „Enola i niezwykłe zwierzęta” wiedziałyśmy, że sięgniemy po kolejny. Córka bardzo utożsamiła się z tą bohaterką. I nie tylko jej się ten komiks podoba. Jest tak uroczy, że przypada do gustu młodym czytelnikom bez względu na płeć. Wykreowana przez Jorisa Chamblaina i Lucile Thibaudier postać jest przebojowa, posiada ogromną wiedzę i ciągle się uczy, obserwuje niezwykłe zwierzęta. Komik bazuje na legendach, ale też na świadomości, że świat zwierząt bywa bardziej zaskakujący niż możemy sobie to wyobrazić, ponieważ wielu z gatunków ciągle nie poznaliśmy i bardzo wiele nie podejrzewamy o istnienie. Pojawiają się w legendach, obecne są jako rzeźby, które zaczynają nam przeszkadzać dopiero, kiedy wokół nich zaczyna dziać się coś dziwnego. Wtedy uświadamiamy sobie ich istnienie i możemy odkryć prawdziwą naturę. I tak właśnie jest w cyklu komiksów „Enola i niezwykłe zwierzęta”. W polskim wydaniu w każdym tomie znajdziemy dwie opowieści. W pierwszym zawarto opowieść o gargulcu i jednorożcach. Drugi tom zawiera zabiera nas w kolejną przygodę po świecie legend. Tym razem udamy się w głębiny i na najwyższe góry świata, czyli w trzecim poznamy krakena, a w czwartym yeti.
„Niesforny gargulec” to opowieść dziwnym zachowaniu rzeźby i poszukiwaniu przyczyn jego złośliwości. Spotykamy się z gargulcen znajdującym się kościelnym gzymsie przy fasadzie kościoła. To sprawia, że zachowanie gargulca zmieniającego ustawienie staje się kłopotliwe, bo w czasie deszczu wylewa on wodę na ludzi wychodzących z budynku. Kolejna uroczystość kończy się zalaniem osób opuszczających świątynię. Tym razem był to ślub i chyba to przelało czarę goryczy księdza, który postanawia zniszczyć kłopotliwy posąg. Dzwonnik jednak broni rzeźby i obiecuje znaleźć rozwiązanie, znaleźć kogoś, kto dowie się dlaczego gargulec zachowuje się dziwnie. Wie, że zwierzęta (nawet te rzeźbione) mają swoje powody do określonych zachowań. Trzeba znaleźć przyczynę. Wie, że specjalistką od tego jest Enola, weterynarka pracująca w muzeum z profesorem Archibaldem. Dziewczyna zajmuje się pomocą niezwykłym zwierzętom znanym z baśni i legend i obecnym w naszym toczeniu w postaci rzeźb lub skrywać się w niedostępnych dla ludzi miejscach. Wbrew pozorom kamienne prace są bardziej żywe niż przypuszczamy. Do tego mogą chorować, mieć kłopoty emocjonalne, zmagać się z wpływem różnych roślin. Każde dziwne zachowanie niezwykłych zwierząt ma swoją przyczynę.
„Na ratunek jednorożcom” zabiera nas do niezwykłej krainy w której ludzie i jednorożce żyją obok siebie. Każdy na swoim terytorium. Opowieść otwierają beztroskie zabawy dzieci nad wodą. Przekraczające granicę ustaloną między magiczną i zwykłą strefą dzieci są zaatakowane przez jednorożce. Mściwi dorośli chcący chronić swoje pociechy postanawiają zrobić porządek z magicznymi stworzeniami. Aby zapobiec katastrofie wezwano Enolę. Ta jednak zastaje chore młode jednorożce. Do tego drzewa rosnące w okolicy tracą magiczne moce, a to właśnie one zapewniały utrzymanie ludziom tworzącym z nich niezwykłe przedmioty. Co będzie przyczyną niezwykłych zachowań i choroby? Odpowiedź może okazać się bardziej banalna niż moglibyśmy przypuszczać.
Te dwie opowieści oprawiono w solidną, tekturową okładkę i bardzo dobrze zszyto strony, dzięki czemu komiks jest trwały i estetyczny oraz łatwiej ustawić go na półce. Ilustracje są piękne, barwne, delikatne i zdecydowanie przyciągające uwagę czytelników. Proste rysunki Lucili Thibaudier sprawiają, że mamy poczucie magiczności i jednocześnie ciepłego klimatu.
„Polowanie na krakena” otwiera atak zwierzaka na statek. Później przenosimy się do muzeum, w którym Enola pracuje z profesorem. Właśnie trwa sezon migracji smoków, kiedy docierają do nich wieści o dziwnym zachowaniu podwodnego zwierzaka. Dziewczyna podejmuje wyzwanie i płynie, aby zbadać krakena. Nim go znajdzie odkryje, że zezłoszczeni rybacy wynajęli pirata, który za odpowiednią opłatę jest gotowy uśmiercić zwierzę. Nasza bohaterka dysponuje nowoczesnym sprzętem badawczym, ale on niestety nie pokazuje, z jakim problemem boryka się podwodny stwór. Odkryje jednak, że rozwiązanie jest bardziej banalne niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Do czego krakenowi potrzebne były maszty dowiecie się sięgając po komiks.
„Zaginiony yeti” pozwala nam na przeniesienie się w Himalaje. To tam u podnóża znajduje się ważny klasztor, w którym czczony jest ten legendarny stwór. Mnisi nie tylko w niego wierzą. Opiekują się nim, wiedzą gdzie mieszka i otrzymują od niego ochronę. Ostatnio jednak coś się zmieniło. Yeti nie zjada wszystkiego, co dostanie, a tygrysy śnieżne zrobiły się zuchwałe. Enola wędruje do jaskini z młodym mnichem. Po drodze spotykają kłusowników chcących wzbogacić się na schwytaniu człowieka lodu. Ekspedycja ratunkowa młodej weterynarki odkrywa, że skrzywdzenie yeti może być łatwe i muszą wymyślić sposób ma uratowanie go oraz zapewnienie opieki. Zobaczymy tu piękną, międzypokoleniową współpracę.
„Enola i niezwykle zwierzęta” to ciekawy cykl pozwalający poruszyć ważne tematy. Dowiemy się, że czasami czyny niektórych nie są spowodowane ich złośliwością, ale tęsknotą. Atak może być wywołany troską o bezpieczeństwo, a innym razem problemami z higieną. Do tego odkryjemy, że nawet największe bestie mają takie chwile w swoim życiu, że są bezbronne i potrzebują wsparcia otoczenia.
Joris Chamblain, najbardziej znany ze swojej serii „Pamiętniki Wisienki” oraz kontynuacji „Pamiętniki Wisienki i Walentyna” pozwalających wprowadzić dzieci w trudny świat dziecięcych i młodzieżowych wyzwań oraz emocji. Tu mamy podobnie. Magiczny świat to tylko płaszczyk czy też przebranie pozwalające poruszyć wiele ważnych tematów, które z powodzeniach można wykorzystać na lekcjach etyki.
Enola kocha swoje zajęcie i szuka nieszablonowych rozwiązań, potrafi być kreatywna i dobrze obserwuje otoczenie, a do tego potrafi naprawdę szybko działać oraz jest otwarta na podpowiedzi. Nawet te wychodzące z pyszczka kota. O ile w pierwszej opowieści widzimy ją tylko w akcji w miasteczku (odebranie korespondencji to naprawdę za krótki urywek w muzealnym otoczeniu) to w drugiej widzimy ją już pracującą nad fryzurą i uczącą posąg mający rośliny na głowie, że trzeba myć głowę, bo inaczej pojawiają się pasożyty wywołujące swędzenie. W trzecim komiksie zainteresowana jest emocjonalnym podejściem profesora do jego gości, a w czwartym możemy zobaczyć, że potrafi nie tylko pracować, ale także świętować. Widzimy tu ciepłą i wrażliwą na każde cierpienie bohaterkę, która łatwo nawiązuje nowe znajomości.










Laura Dave "O jedno cię proszę"


Przy książce Izabeli Grabdy „Zmarnowany rozsądek” wspominałam Wam, że u mnie klęska urodzaju, bo ostatnio po jakąkolwiek opowieść sięgnę (niedługo napiszę o innych) to pojawia się motyw zaskoczenia i odkrywania prawdziwego oblicza człowieka, z którym żyło się kilka lat, a wydawałoby się, że członkowie rodziny już niczym nie mogą nas zaskoczyć. A czy to nie na tym właśnie polega odkrywanie zdrady i innych tajemnic? Właśnie to zdzieranie masek zwykle związane jest z podwójnym życiem i druga partnerką, o której w przypływie zapracowania żona nie wie. Laura Dave zabiera nas w nieco inne klimaty. „O jedno cię proszę” to historia z drugim dnem, zniknięciem i podążaniem śladem tropów wspomnień. Nie jest to łatwe, kiedy partner wie, że musi ukryć się dobrze, bo ścigają go służby, ponieważ wplątany jest w aferę związaną ze zbyt wczesnym wejściem firmy na giełdę i naciągnięciem akcjonariuszy.
Opowieść zaczyna się prosto i troszkę zaskakująco: ot Hannah otwiera drzwi nastolatce. Dzieli się swoimi spostrzeżeniami i refleksjami na temat tego jak zwykle do bliskich docierają informacje o zaginięciu lub stracie bliskich. U niej zamiast policji, wojska czy innych służb pojawia się dziewczynka z listem od Owena, który prosi o opiekę nad jego córką. Bohaterka chce wierzyć, że to nieprawda, że za kilka godzin zjawi się on w domu. Kolejne wiadomości w mediach utwierdzają ją w tym, że jednak szybko nie zobaczy ukochanego. Do tego pasierbica także dostaje list i torbę pełną pieniędzy. Bohaterka odkrywa jak niewiele wiedziała o swoim życiowym partnerze. Jest śledzona, odwiedzana przez kolejnych funkcjonariuszy i szuka pomocy u przyjaciół Owena. Okazuje się, że nikt nie chce udzielić jej wsparcia. Wszyscy uważają ją za winną tego, że stracili pieniądze na oprogramowaniu, które pisała firma zatrudniająca jej ukochanego. Teraźniejszość przeplatają tu wspomnienia oraz rozmowami z osobami, które także mają całe mnóstwo rzeczy do ukrycia i z tego powodu nie chcą się narażać. Dowiadujemy się jak wyglądało dzieciństwo Hannah, czym się zajmuje, jakie były okoliczności ich poznania, jak przebiegały relacje z jego dorastającą córką.
Bohaterka pozostawiona sama z pasierbicą zaczyna szukać wyjaśnień, dlaczego ich stabilne życie nagle się zawaliło. Odkrywa zaskakujące rzeczy o pracy Owena i zaczyna sobie przypominać, że z jakiś powodów unikał on wyjazdów do Austin, które pozostało w pamięci jego córki. Czy wędrując tropami wspomnień nastolatki będzie mogła odkryć prawdę? Kim tak naprawdę jest kochający ojciec i mąż? Czy uda im się stawić czoło oskarżeniom?
„O jedno cię proszę” to opowieść o odkrywaniu masek, poszukiwaniu korzeni, zaskoczeniu przez bliskich, nawiązywaniu relacji z pasierbicą, ale też pojawia się problem rodzicielstwa, umiejętności godzenia się na dorastanie dziecka. Akcja niby płynie wolno, wydaje się, że stopniowo zanurzamy się w świat bohaterów, ale tak naprawdę gna i z każdą stroną przynosi zaskakujące fakty, wśród których to, że Owen podawał się za kogoś innego niż był będzie zaledwie ziarenkiem na olbrzymiej górze niedomówień i tajemnic.
Mamy tu pięknie wykreowane starcie dwóch bohaterek: z jednej strony macocha traktująca nastolatkę po koleżeńsku, ale z roztaczaniem opieki i typową nastolatkę, którą jest wiecznie obrażona Bailey atakująca osobę mającą w pewien sposób zastąpić jej matkę. Hannah późno poznała Owena. Nie ma własnych dzieci. Do związków też się nie paliła. Po doświadczeniach z dzieciństwa czekała na prawdziwą miłość i pewność, że nigdy nie będzie porzucona. Los z niej zadrwił. Spełniająca się w pracy stolarskiej kobieta nie należy do tych, które stroją się i malują. Samo zainteresowanie Owena nią zaskoczyło ją, ale szybko stali się zgranym duetem, w którym każdy realizował się we własnym zawodzie. Ze zniknięciem męża to złudzenie powoli znika. Jest przekonana o niewinności partnera, ale rozmowy z innymi przekonują ją, że może brzmieć niewiarygodnie. Zwłaszcza, że nie panikuje tylko stopniowo planuje przyszłość, w której na pierwszym miejscu będzie stało chronienie Bailey.
Laura Dave powoli wprowadza nas w świat bohaterek. Pozwala na poznawanie teraźniejszości i przeszłości. Stopniowo odkrywamy różne aspekty ich życia, podążamy za ich wspomnieniami i to one sprawiają, że w takiej, a nie innej kolejności możemy odkryć różne tajemnice. Niektóre wydarzenia dopiero z perspektywy zniknięcia stają się wskazówkami. Widzimy jak bohaterka analizuje różne zachowania partnera i zaczyna z tych elementów układać obraz, który ją zaskakuje.








Spotkanie autorskie z Anną Frajlich

 


Anna Frajlich „Przeszczep/Powroty” / Czwartki Literackie „13 Muz” / Szczeciński Przegląd Literacki „Forma”, edycja 78

Spotkanie z Anną Frajlich w ramach premiery i promocji 1. i 2. tomu wierszy zebranych: „Przeszczep” i „Powroty”.
Prowadzenie: Piotr Michałowski
„Przeszczep”
1. tom wierszy zebranych zawiera niepublikowane w żadnej książce wiersze młodzieńcze oraz tomy: „Aby wiatr namalować”, „Tylko ziemia”, „Indian Summer”.
„Powroty”
2. tom wierszy zebranych zawiera tomy: „Który las”, „Ogrodem i ogrodzeniem”, „W słońcu listopada”, „Znów szuka mnie wiatr”.
Obie książki z posłowiami Wojciecha Ligęzy
Książki wydane w kooperacji z Polskim Funduszem Wydawniczym w Kanadzie.
Anna Frajlich - poetka, prozaiczka, literaturoznawczyni, doktor slawistyki. W 1969 r. wyemigrowała z Polski. Mieszka w Nowym Jorku. W latach 1982-2015 wykładała język polski oraz polską literaturę na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku. Laureatka Nagrody Fundacji Kościelskich (1980), Nagrody Fundacji Władysława i Nelly Turzańskich (2003), Nagrody Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie za całokształt twórczości (2015). Odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej (2002). Uhonorowana tytułem Ambasadora Szczecina (2008) oraz Wybitnego Polaka w USA w dziedzinie kultury (2017). Wydała tomy wierszy: „Aby wiatr namalować” (1978, 2016), „Tylko ziemia” (1979, 2016), „Indian Summer” (1982, 2018), „Który las” (1986, 2018), „Ogrodem i ogrodzeniem” (1993), „Jeszcze w drodze” (1994), „W słońcu listopada” (2000), „Znów szuka mnie wiatr” (2001, wersja francuska - „Le vent, à nouveau me cherche”, 2003, 2012), „Łodzią jest i jest przystanią” (Forma 2013), „W pośpiechu rzeka płynie” (DK „13 Muz” / Forma 2020); arkusz poetycki: „Drzewo za oknem” (1990); wybory wierszy: „Between Dawn and the Wind” („Pomiędzy świtem i wiatrem”, 1991, 2006), „Oceano tra di noi” („Ocean między nami”, 2018); zbiór opowiadań: „Laboratorium” (Forma 2010, 2018); zbiór esejów: „Czesław Miłosz. Lekcje” (Forma 2011) oraz monografię: „The Legacy Of Ancient Rome In The Russian Silver Age” (2007) obrazującą dziedzictwo starożytnego Rzymu w srebrnym wieku rosyjskiej poezji.
Miejsce: Sala Kominkowa
Wstęp wolny
Aby wziąć udział w wydarzeniu prosimy o zapoznanie się z regulaminem. Dokumenty są dostępne na naszej stronie www.13muz.eu. Dziękujemy uprzejmie!

Beata Zdziarska "Dolina tajemnic" - cytaty


„Moja nieżyjąca już babcia często powtarzała, że przeszłość lubi do nas powracać w momentach zupełnie niespodziewanych, kiedy wydaje nam się, że pozamykaliśmy na cztery spusty drzwi tego, co już było, i jesteśmy pewni, że nic nam nie grozi. Wtedy właśnie staje w progu jak nieproszony gość, z którym za bardzo nie wiadomo, co zrobić. Kurtuazyjnie wpuścić do środka i porozmawiać, czy po prostu wypchnąć i starannie przekręcić klucz w zamku na wypadek, gdyby zechciał zjawić się ponownie?”

„Redukcja etatów. Pojęcie pojemne niczym mikołajowy wór z prezentami. Można weń włożyć wszystko, przykryć nim każdy powód, przyczynę, pretekst”.

„Jak widzisz, ludzie się zmieniają, chociaż nie przychodzi im to łatwo. Jesteśmy bardziej skamieniali, niżby nam się mogło wydawać. Najczęściej to sytuacje wymuszają na nas metamorfozę postaw i zachować”.

„Jakkolwiek banalnie i nudno to zabrzmi, musimy trzymać się tego, co pozostaje w zasięgu naszych możliwości. Bywa i tak, że trzeba pożegnać się z tym, co jeszcze niedawno było naszą rzeczywistością”.

„Z życiem to trochę jak z poplątanym kłębkiem nici. Najważniejsze to znaleźć początkowy kawałek, od którego wszystko się zaczyna. Potem trzeba pociągnąć i już jakoś idzie”.

„Życie składa się z wielu przystanków, nie wiesz, ile jest ci ich przeznaczonych, i co na nich czeka”.

„Każdy ma swoje tajemnice. Siedzą w nas poupychane po kątach. Jedne wciskamy na sam spód, w najbardziej niedostępne miejsca, niektóre po czasie dopuszczamy do wyjścia”.

„Nie wierzę już słowom. Słowa straciły wartość, nie można im ufać. Zdewaluowały się, zapomniały o uczciwości, honorze, szczerości. Ludzie szastają słowami na lewo i prawo, nie ponosząc za nie żadnej odpowiedzialności”.

„Świat jest piękny i ma dużo zaoferowania, o ile człowiek jest na niego otwarty – odparłam. – Warto czasem wychylić głowę poza swój zaścianek”.

„Wiele rzeczy nam się tylko wydaje. Taki już ten nasz świat jest, więcej pozorów niż pewników. Rzeczywistość nie stanowi prostego odbicia naszych wyobrażeń i pragnień”.
„Oczy mówią więcej, niż byśmy chcieli. Są jak otwarta scena naszej duszy. Uważny odbiorca potrafi wiele dostrzec, wiele odczytać. Oczy potrafią zaintrygować, zaniepokoić – powiedział z uśmiechem”.

„Każdy ma prawo do spieprzenia sobie życia na własne życzenie”.


Izabela Grabda "Zmarnowany rozsądek"


Ostatnio u mnie klęska urodzaju opowieści o odkrywaniu drugiej natury osób, z którymi żyje się od kilku lat i planuje się spędzić całe życie, czyli naprawdę życiowych historii, bo zwykle to jest powodem do zaskoczenia, że małżeństwo się rozpada. W codzienności niby nie można dostrzec zmian, bo towarzysz życia jest taki jak zawsze: dużo pracuje, ma swoje plany i ambicje. A później przychodzi zaskoczenie w postaci nagle zaplanowanego wyjazdu. I tu pojawia się ważny problem: dostosować się do oczekiwań męża czy podążać własną ścieżką? Dlaczego to on nie może dostosować się do jej wyobrażenia o idealnym życiu? Jedna rozmowa może zrujnować całą wizję przyszłości. Co kryje się za zakrętami? Która ścieżka będzie tą właściwą? Właśnie z takimi dylematami ma do czynienia bohaterka książki „Zmarnowany rozsądek” Izabeli Grabdy.
„Wiesz, że światło wydobywa z twoich tęczówek kilka odcieni czekolady? Masz tam trochę gorzkiej, trochę mlecznej i ciut czerni, ale też kojarzącej się z czymś słodkim…”
Kiedy poznajemy Aleksandrę ja ułożone życie. Jest szczęśliwą mężatką i właścicielką dobrze prosperującego zakładu fryzjerskiego. Ze względu n zobowiązania finansowe, które musiała podjąć na rozkręcenie biznesu dużo pracuje. Jej mąż Michał także sporo czasu spędza w pracy. To sprawia, że wzajemnie się rozumieją i akceptują. W ich związku jeszcze nie ma dzieci, bo zawsze było za wcześnie, więc i nieporozumienia związane z pomocą odpadają.
„Stała teraz w pokoju, w którym miała zamieszkać, i czuła płynące po policzkach łzy. Wystarczyła jedna kolacja, żeby jej udane życie legło w gruzach, a człowiek, z którym wydawało się, że operuje na unikatowym poziomie porozumienia, pokazał prawdziwą twarz. Dostrzegła w końcu, czego przez tyle lat starała się nie widzieć”.
Pewnego dnia klientem Oli jest Marcel Braun, słynny pisarz, który zachwyca się profesjonalizmem fryzjerki i jej aksamitnym głosem. Jego fantazje związane ze słuchaniem mowy właścicieli OliFryz sprawiają, że szuka pretekstu na dłuższą rozmowę z nią. W tym czasie Aleksandra dowiaduje się, że ma się spakować, bo za tydzień wylatuje do Stanów, gdzie Michał będzie pracował na kierowniczym stanowisku, a ona ma postarać się skończyć studia, bo wstydzi się żony wykonującej rzemieślniczy zawód. Postawiona między samodzielną działalnością, a całkowitą zależnością od męża bohaterka ma problem z podjęciem decyzji. Z pomocą przychodzi jej zauroczony jej głosem pisarz. Kobieta stopniowo będzie poznawała prawdę o mężu. Odkryje też jak bardzo jej życie pełne było kłamstw, złudzeń i uświadomi sobie jak bardzo tkwiła w przemocy. Wsparcie w trudnej chwili sprawia, że kobieta dla Marcela gotowa jest zrobić wszystko.
„Nie mogła sobie pozwolić na zakochanie się w facecie, który będzie tylko epizodem w jej życiu. Praktycznie zwykłym interesem. Ten człowiek miał konkretne poglądy i styl życia, w którym nie było miejsca na miłość ani normalny związek”.
Ola wchodzi z pisarzem w zadziwiającą relację. Doskonale zdaje sobie sprawę, że nie ma, co liczyć na związek. Sama zresztą nie ma ochoty na poszukiwanie miłosnych przygód. Jednak zobowiązanie sprawia, że wchodzi w świat dziwnych relacji, które mogą sprawić, że życie dwojga samotnych ludzi może ulec przewróceniu do góry nogami. Zwłaszcza, kiedy trzeba wywiązać się z obietnicy danej babci. Jak bohaterzy poradzą sobie z odgrywaniem ról musicie przekonać się sami.
„Nikt z nas nie wie, co szykuje nam los. Pewnych wydarzeń nie ominiemy, dlatego nie ma sensu zamartwiać się na zapas. Skąd wiesz, co cię jeszcze spotka?”.
Izabela Grabda snuje wciągającą opowieść pokazującą bardzo zróżnicowanych bohaterów pochodzących z różnych środowisk. Mamy tu zwykłe pracownice, właścicielkę zakładu, ale też pojawia się światek pisarski, afery, intrygi, romanse, szukanie inspiracji, wykorzystywanie różnych chwytów do promocji książek. Opowieść wciąga od pierwszej strony, a samo zakończenie naprawdę zaskakuje i sprawiło, że poczułam niedosyt. Czekam na kolejny tom. Jestem ciekawa, jakimi ścieżkami pisarka poprowadzi bohaterów.
Bardzo spodobało mi się to, że Izabela Grabda pokazuje problem wielu małżeństw i związków. Widzimy jak jedna strona narzuca różne rzeczy drugiej, mamy obraz małżeństwa, które niby jest małżeństwem, ale każde samo odpowiada za własne finanse, bo to pozwala zatuszować wiele spraw, a mimo tego jedna ze stron robi wszystko, żeby tę drugą całkowicie uzależnić od siebie, a jeśli postawione przez niego warunki doprowadzą do rozwodu to w taki sposób, aby ona poczuła się winna. Ola po tych doświadczeniach wydaje się mądrzejsza i już wie, na co zwracać uwagę. Czy jednak da się nauczyć rozsądku i nauczyć na błędach? Dokąd zaprowadzi ją ufność w dobre intencje? Co kryje się za zainteresowaniem Marcela, który zmienia kobiety jak rękawiczki i nie sypia z jedną dwa razy, bo zawsze może mieć tuzin innych?
„W życiu nie liczy się biżuteria, tylko osoba, która ją nosi. To człowiek nadaje blasku klejnotom, nie odwrotnie”.
„Zmarnowany rozsądek” to opowieść o tym jak bardzo inne osoby zmieniają nasze życie. Historia Oli to taka troszkę opowieść o biednej dziewczynie, która ma okazje zobaczyć jak żyją bogaci, otrzeć się o ten światek. Do tego widzimy jak bardzo pewne decyzje wywracają życie ludzi do góry nogami. Izabela Grabda pokazuje jak wiele problemów rozwiązuje posiadanie pieniędzy, ale też mówi, że na niektóre rzeczy nie ma wpływu stan konta. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzą emocje ścierające się z przyzwyczajeniami i wizjami przyszłości oraz planami. Jak los zadrwi z bohaterów?
Autorka „Zmarnowanego rozsądku” z wprawą snuje pozornie lekką opowieść, ale przy okazji porusza ważne tematy. Pojawia się motyw zdrady, oszustwa, ukrywania intencji, zapatrzenie w partnera życiowego, choroby, śmierci, traumy. Są tu szowinistyczni dorośli chłopcy, którzy nie potrafią kochać i szanować, są i mizoginii, którzy uważają, że ich plany są najlepsze, a nawet pojawia się problem gwałtu. Do tego mamy tu umniejszanie zasług, pokazanie umniejszania wartości osobom wykonującym rzemieślnicze zawody, będące specjalistami w tym, co robią. Wszystko bardzo realistyczne, dzięki czemu pozwalające na przyjrzenie się codzienności z boku, zdystansowanie do niej, pokazanie innych rozwiązań, pozwalających na uwolnienie się z sieci nieporozumień.


Mordy

Jeśli posiadam wiedzę, aby komuś pomóc merytorycznie to pomagam. Ostatnio jednak zauważyłam, że mam naprawdę duże dylematy moralne, kiedy mam pomóc, a ktoś mnie zagaduje, że "nie może już patrzeć na mordę Tuska". W takich momentach wiem, że propaganda TVPis naprawdę zrobiła rewelacyjną robotę. I nie ma we mnie zgody na przyjmowanie tej propagandy. Pomijam wiarę polityczną takich osób, bo niech sobie wierzą, w co chcą. Dla mnie jest sposób mówienia o innych osobach. Mordy mają zwierzęta. Nie wpadłabym na pomysł, żeby powiedzieć o którymś polityku, że nie mogę patrzeć na jego mordę.
Zaskakujące jest to, że kiedy schodzę na kwestie merytoryczne i próbuję znaleźć jej źródło zwykle mam hasełka kradli. Kiedy podaję konkretne przekręty i przez to narażanie państwa na utratę majątku przez obecną władzę to zostaję częstowana "Może i kradną, ale chociaż się tym dzielą". Nie wiem, czy w obliczu inflacji, której naprawdę nie da się aż w takim stopniu usprawiedliwić wojną u sąsiadów można cieszyć się z owego dzielenia. Zwłaszcza, kiedy ma się obrazy z początków rządów i doskonale pamięta się, w jaki sposób potraktowali protestujących niepełnosprawnych.
Będę pamiętała, że osoby mające zusowskie orzeczenia, w których jest zapis, że wymagają opieki drugiej osoby nie dostały obiecanych 500+, bo nie leżą i dodatkowe komisje uznały je za samodzielne, będę pamiętała zasłanianie kotarami, ale najbardziej pamiętam w czasie starania się o miejsce w szpitalu, zapisanie do specjalistów i wykupowaniu leków, sprowadzaniu ich spoza Polski, wykupowaniu środków higienicznych. Doskonale pamiętam też, kto przypisał świadczenie pielęgnacyjne do najniższej krajowej. I nie był to PiS.
Nie obchodzą mnie cudze wiary polityczne, ale mam dylematy moralne, bo te wiary uderzają w moje dziecko, odcinają od pomocy (zamykanie szkół, zamykanie przychodni i specjalistów, podwyżki cen, przymus rodzenia w razie gwałtu, bo trudno będzie udowodnić, że niekomunikująca osoba wyraziła sprzeciw).
Nie ma we mnie zgody na to, aby Polską rządziły osoby, które odbierają komuś godność i na żadne takie partie nie głosuję. Jestem jak dbający o swój majątek pracodawca: patrzę na ręce politykom zamiast w nich wierzyć i nie muszę głosować na Tuska, żeby nie zgadzać się na odbieranie mu podmiotowości.
Najbardziej wkurza mnie to, że bez względu na rządy kolejne afery i aferki są zamiatane pod dywan. Nic się nie stało, ludzie nadal w nich wierzą.

sobota, 21 maja 2022

Seria "Bajeczki na dzień dobry": "Przygody Misia Paddingtona" i "Tomek i przyjaciele"


Baśnie i opowieści towarzyszą nam przez cały dzień, a nie tylko przed snem. Należymy do tej grupy czytelników, którzy po serie „przed snem” sięgają przez cały dzień, ale bardzo ucieszyło nas to, że powstała całkiem nowa seria. Tym razem zatytułowana „Bajeczki na dzień dobry”, dzięki czemu sugerująca dzieciom, że dzień można rozpocząć od czytania. Muszę przyznać, że były one pierwszymi publikacjami, po które córka sięgnęła z wielkiej paki nowości, a wszystko przez to, że mamy tu znanych jej bohaterów i troszkę dłuższe opowieści o nich. Do tego duża czcionka i piękne ilustracje sprawiają, że mali czytelnicy chętnie po nie sięgają. Ponad to mamy dość mały rozmiar, bo kwadrat o 19-centymetrowych bokach, przez co bez problemu mieszczą się w torebce lub dziecięcym plecaku, co jest ważne na początku sezonu dłuższych pobytów na świeżym powietrzu. Każda publikacja na 72 stronach zawiera trzy opowieści pozwalające na poruszenie ważnych tematów. Do tego są one wolne od genderu. Nawet Tomek i przyjaciele zawiera takie opowieści, które pozwolą obejść płciowe wzorce kulturowe. Paddington z reguły nie porusza tego typu tematów jak społeczne role kulturowe tylko skupia się na relacjach między ludźmi, uczeniu się nowych rzeczy.

„Przygody Misia Paddingtona. Bajeczki na dzień dobry” Jona Fostera i  Jamesa Lamonta z kadrami z serialu animowanego stworzonymi dla StudioCanal zabierają młodych czytelników w świat trzech chyba najbardziej znanych przygód: problem braku weny twórczej u pani Brown, która musi przygotować obraz na wystawę, wyzwanie, jakim jest opieka nad rannym gołębiem i przygotowanie dla rodziny Dnia Naleśnika, kiedy pani Bird ma chore ręce. Paddington odkryje, że czasami wena może kryć się w zaskakujących chwilach, a największym wyzwaniem nie jest opieka tylko umiejętność wypuszczenia podopiecznego w świat, aby mógł cieszyć się z samodzielności. W książce znalazły się opowiadania napisane na podstawie odcinków uwielbianego przez maluchy serialu: „Paddington i obraz”, „Paddington i gołąbek” oraz „Paddington i naleśniki”.

„Tomek i przyjaciele. Bajeczki na dzień dobry” zawierają trzy nowe, niepublikowane wcześniej opowieści stworzone na podstawie najnowszych odcinków serialu Tomek i przyjaciele: „Kana zwalnia”, „Słowo Tomka” oraz „Ważna misja”. Dzięki awarii i Tomkowi Kana będzie miała okazję zwolnić i zobaczyć, co ją omija, kiedy szybko mknie po torach. Elektryczna kolejka będzie miała okazję podziwiać uroki wsi. Zobaczy różne zwierzęta i odkryje przyjemność spoglądania na okolicę ze wzniesienia. Tomek z kolei będzie poddany próbie, w czasie której będzie musiał określić, co jest dla niego ważniejsze: wygranie wyścigu czy dotrzymanie słowa. Do tego nie zabraknie uświadamiania, że czasami nawet najmniejsze elementy mają niesamowicie wielkie znaczenie. Tomek może się dwoić i troić, ale jeśli nie zdąży z małą rzeczą na czas to misja lotu w kosmos może się nie udać. Beata Żmichowska pięknie opowiedziała przygody bohaterów kolejnych odcinków serialu animowanego. Oryginalne ilustracje przygotowane przez Mattel dopełniają całość.















AKADEMIA MĄDREGO DZIECKA. POZNAJ UCZUCIA I EMOCJE: "Czasami się martwię" i "Czasami się złoszczę"


Z każdym rokiem jesteśmy bieglejsi w doświadczaniu, rozpoznawaniu i umiejętności radzenia sobie z emocjami. Potrafimy stawić czoło coraz bardziej wymagającym wyzwaniom, ale nigdy nie będziemy mistrzami, bo emocje to obszar, nad którym trzeba pracować całe życie. Im wcześniej zaczniemy wprowadzać dzieci w tę sferę tym łatwiej będzie nam i naszym pociechom, bo to, że nie potrafią one nazwać własnych odczuć wcale nie znaczy, że nie odczuwają ich. Za to brak świadomości tego, co się dzieje prowadzi do huśtawek nastrojów zamiast rozmowy i szukania rozwiązań. Warto też pamiętać, że mają one wielki wpływ na każdy obszar naszego życia.
Można powiedzieć, że z emocjami jest jak z wiedzą: nigdy nie wiemy i nie potrafimy wystarczająco dużo i zawsze jest jakiś obszar, nad którym musimy popracować, który sprawia, że jakoś tam nie radzimy sobie z tym, co nas spotyka. Od uporządkowania tej sfery zależy to jakie będziemy mieli osiągnięcia w innych dziedzinach, ponieważ to, co czujemy bardzo wpływa na nasze umiejętności nawiązywania relacji, uczenia się oraz inspirowania innymi. Człowiek nie rodzi się w kulturowej próżni i musi umieć radzić sobie z wszystkimi aspektami kultury, które sprawiają, że jest pewnego rodzaju jej ofiarą. Starcia z innymi, zderzenia interesów i potrzeb prowadzą do różnorodnych problemów i złych odczuć. Świadomość znaczenia emocji, praca nad nimi musi zacząć się od nas – rodziców i opiekunów. Nikt nas do tego nie może zmusić, dlatego powinniśmy sięgać po publikacje pozwalające zrozumieć różnorodne odczucia. Uporządkowanie własnego świata uczuć stanie się świetną bazą wyjściową do pracy nad dziecięcymi zachowaniami.
Rozmowy z dzieckiem o emocjach nie są proste. Przede wszystkim trzeba przed nimi uporządkować własne uczucia i reakcje na nie, poukładać własny świat, zadać sobie wiele pytań o to, na jakim życiu nam zależy, na jakich odczuciach i sposobach reakcji na nie, czyli zaprogramować siebie na sytuacje trudne, aby pomóc także dziecku nazywać odczucia i nauczyć się reagować na sytuacje niekomfortowe psychicznie. Większość ze stresujących sytuacji jesteśmy w stanie wskazać, opisać i przewidzieć, dlatego warto popracować nad tym jak się pod ich wpływem zachowujemy. Nie jest to zadanie trudne, ale wymagające odpowiedniego wsparcia. Możemy skorzystać z pomocy psychologa lub sięgnąć po odpowiednie lektury, które pokażą nam krok po kroku, co zrobić. Do tego własna praca w tym obszarze sprawi, że będziemy wsparciem dla własnych dzieci i pomożemy rozwinąć im bardzo niedocenianą inteligencję emocjonalną. Rynek wydawniczy oferuje rodzicom naprawdę szeroki wybór. Publikacje dostosowane są do różnego wieku rozwoju dziecka. Pozwalają nam na uczenie rozpoznawania emocji u innych na podstawie mimiki twarzy, pokazują w jaki sposób odczuwamy określoną emocję. Starsi czytelnicy odkryją całe bogactwo sytuacji i będą mogli omówić, przepracować trudne sytuacje, aby nie narażać siebie na złe konsekwencje. Regularnie przeglądam nowości o tej tematyce i zawsze coś ciekawego wybieram.
Tym razem moją uwagę przykuły publikacje z „Akademii Mądrego Dziecka”, czyli nowoczesnej serii edukacyjnej opracowana przez specjalistów zwracających uwagę na wartości, jakie lektury przemycają. Znajdziemy w niej kilkanaście podserii pozwalających na dobranie lektury do wieku oraz celów. Mamy tu publikacje dla niemowlaków, przedszkolaków i starszych dzieci. Dużą wagę w tej postawiono tu na rozwijanie myślenia logicznego, wyobraźni, poszerzania słownictwa, naukę wartości społecznych i oswajanie z emocjami. Lektury te są interaktywne. Bardzo dużo zawiera przyciągające dziecięcą uwagę okienka i ruchome elementy, a także zachęca do wykonywania określonych ćwiczeń, dzięki czemu czytanie nie jest tylko i wyłącznie słuchaniem tego, co czytają opiekunowie.
W „Akademii mądrego Dziecka” pojawiła się nowa seria” książeczek „Poznaj uczucia i emocje” pomagająca zrozumieć dziecku emocje i uczucia, które odczuwa. Stopniowo przechodzimy przez różnorodne objawy, odczucia, poznajemy kontekst, wyobrażenia i sposoby radzenia sobie z danymi uczuciami, a także cenne wskazówki dla rodziców.
Do młodych czytelników trafiły tomy: „Lubię być miły”, „Kiedy czuję radość”, Czasami się złoszczę” i „Czasami się martwię”. Wszystkie są kartonowe, solidne i zawierają piękne ilustracje Marie Paruit. Tłumaczone przez Adriannę Zabrzewską z prac zbiorowych teksty są dostosowane do młodych czytelników i bardzo obrazowe, a zawarte na końcu wskazówki dr Janet Rose będą cennymi wskazówkami dla rodziców . Mamy tu wiele porównań na to, w jaki sposób ciało reaguje na emocje oraz pozwala zrozumieć, co znaczy określone uczucie. W publikacjach pojawia się też motyw relacji z innymi. Dziś opowiem Wam o „Czasami się złoszczę” i „Czasami się martwię”, bo to najbardziej problematyczne emocje potrafiące utrudnić wiele zabaw oraz zniechęcić do zawierania znajomości i nauki.
“Czasami się złoszczę” pokazuje czytelnikom, czym jest złość i jak sobie z nią radzić. Dzieci poznają sytuacje, które mogą wywoływać to uczucie to pozwala im lepiej zrozumieć reakcję swoją i rówieśników. Młodzi czytelnicy dostają też wskazówki, w jaki sposób mogą się z tą emocją uporać, jakie są sposoby wyciszenia. Na jednej z ostatnich stron znajduje się ruchomy suwak, który dziecko może przesuwać by rozładować negatywne emocje. Pozwoli on na opisanie odczucia.
Z kolei „Czasami się martwię” pokazuje czym jest zmartwienie i jak je oswoić oraz dlaczego czasami to uczucie rośnie jak kwiatek i przybywa tematów, które sprawiają, że nie możemy się skupić na innych zadaniach. Tu także młodzi czytelnicy dowiedzą się, w jaki sposób będą mogli uporać się z tym uczuciem, a także opowiedzieć jak wielkie jest to uczucie.
Niewielka ilość tekstu, świetnie opracowane ilustracje i dobrze rozmieszczone okienka sprawiają, że lektury trafiają do dziecięcej wyobraźni.