Etykiety

środa, 2 listopada 2016

„Poznajemy literki. Na wsi”



http://www.awm.waw.pl/1172,Poznajemy-literki--Na-wsi-
Dorastanie ma swoje plusy i minusy: dziecko staje się coraz samodzielniejsze, ale jednocześnie ciągle wymaga naszego wsparcie, pokazywania, że świat jest bardzo interesujący. Pójście do przedszkola wiąże się z wejściem dziecka w schemat przyswajania wiedzy. Warto przed tą przygodą wprowadzić naszą pociechę w świat przyszłych obowiązków, ale przez zabawę, pokazanie, jak bardzo przyjemne może być zdobywanie nowych umiejętności. Jedną z ważniejszych jest pisanie i czytanie. Poznawanie liter, a później umiejętność ich wykorzystania to proces długotrwały i wymagający sporego zaangażowania zarówno dzieci, jak i rodziców. Warto do niego odpowiednio się przygotować. Niedawno pisałam o książeczkach z Wydawnictwa AWM pomagających w takiej nauce. Dziś będzie krótko o tym, dlaczego taka nauka jest ważna i dokładniej o jednym z ćwiczeń dla przedszkolaków oraz uczniów.
Badanie pokazują, że ręczne pisanie jest ważne w rozwijaniu umiejętności formułowania myśli i budowaniu logicznych wypowiedzi, a do tego poprawia koncentrację, rozwija twórcze podejście do problemów i pozwala trenować pamięć, a z czasem umiejętność aktywnego słuchania, weryfikowania informacji ważnych. Nauka pisania jest ważnym elementem w terapii dyslektyków, autyków i wielu dysfunkcji, które dzięki licznym, interesującym ćwiczeniom możemy minimalizować. W czasie pisania dziecko nie tylko musi odpowiednio chwycić długopis i odpowiednio napiąć mięśnie, ale i wykonać określone ruchy wymagające użycia określonych partii mózgu odpowiedzialnych za percepcję wzrokową, zdolności motoryczne, koordynację, orientację przestrzenną, abstrakcyjne myślenie. Dr Karin James pokazał, że pisanie ręczne ma sporą przewagę nad pisaniem na komputerze, ponieważ jest bardziej wymagające dla mózgu, czyli lepiej go ćwiczy. Ważnym obszarem ćwiczonym w czasie pisania jest ośrodek Broki odpowiadający również za umiejętności mówienie, łączenia samogłosek i głosek, łączenia je w wyrazy, a wyrazy w zdania, za formułowanie płynnych wypowiedzi, przez co nauka pisania staje się bardzo ważnym elementem edukacji oraz terapii nie tylko u dzieci.
Większość dzieci jednak trudno zachęcić do pisania. Kolejne ćwiczenia wydają im się mozolne, a kaligrafowanie nudnym zajęciem, nieprzyjemną koniecznością związaną z chodzeniem do szkoły. Co zrobić, aby to zmienić? Przede wszystkim w wieku przedszkolnym musimy razem z dzieckiem ćwiczyć ręce, dłonie, palce. Dobrze rozbudowane mięśnie sprawią, że dziecko w czasie pisania nie będzie się tak szybko męczyło. I tu z pomocą nie przyjdzie nam technologia tylko proste materiały jak różnorodne masy, plastelina, kartki, pisaki, kredki i wszystko, z czym dziecko w czasie ćwiczeń będzie musiało ćwiczyć napięcie mięśni w dłoniach oraz nacisk. Z tego powodu warto po narzędzia do pisania i rysowania sięgać jak najwcześniej. Wychodząc naprzeciw potrzebom rodziców niektórzy producenci stworzyli nietoksyczne kredki i plastelinę, którą mogą bawić się już roczne dzieci (oczywiście pod nadzorem rodziców).
Zaangażowanie dziecka w naukę ściśle związane jest z atrakcyjnością dostarczanych mu materiałów. O ile roczne dziecko będzie świetnie bawić się rysując kreski, robiąc kropki, bazgrając po kartkach, kartonach, zeszytach i innych podsuwanych (a nawet chronionych) powierzchniach to dwulatek i starsze dzieci mają już większe wymagania. Można wtedy sięgnąć po materiały, które wzbudzą zainteresowanie. Do takich należą książeczki z niewielką ilością ćwiczeń, naklejkami, interesującymi ćwiczeniami. Jedną z nich jest „Poznajemy literki. Na wsi”. Na wewnętrznej stronie okładki znajdziemy litery, do których trzeba dopasować ilustracje (naklejki). Zabawę z każda litera można zacząć właśnie od naklejenie obrazka, przeczytania informacji znajdującej się na stronie z określoną literą, a następnie przez niedługie ćwiczenia pomagające nabrać wprawy, a nie męczące. Linijka dużej i małej litery oraz związanego z nią słowa sprawi, że przedszkolak chętnie będzie sięgał po tę publikację. Piękne ilustracje, śliskie strony sprawiają, że ćwiczenia z powodzeniem mogą stać się czytanką pozwalającą zdobyć sporo wiedzy o zwierzętach, roślinach oraz technologii.
Poza nauka pisania dzięki tej książeczce dziecko ćwiczy spostrzegawczość, rozwija słownictwo, wzbogaca swoją wiedzę, ćwiczy koncentrację. Różnorodność zadań, piękna strona graficzna sprawiają, że jest ona atrakcyjna dla dzieci.


Iwona Brylińska "Nasze przedszkole. Piotrek umie się dzielić" il. Marta Drapiewska



http://bonito.pl/k-90559299-nasze-przedszkole-piotrek-umie-sie-dzielic
Iwona Brylińska, Nasze przedszkole. Piotrek umie się dzielić, il. Marta Drapiewska, Warszawa „Wilga” 2016
Przedszkole to miejsce interesującej zabawy, pełne możliwości oraz kompanów do realizowania pomysłów. Bywają jednak takie sytuacje, że dzieci nie chcą się dzielić. Nigdy nie dzieje się to bez przyczyny: jedne boja się, że stracą ulubioną zabawkę, inne nie pozwalają włączać się do zabawy w odpowiedzi na wcześniejsze zachowanie rówieśników. Warto dzieciom wiele rzeczy wytłumaczyć i pozwolić im samodzielnie rozwiązywać konflikty. Książka Iwony Brylińskiej „Nasze przedszkole. Piotrek umie się dzielić” jest właśnie o problemach związanych z nieumiejętnością uczestniczenia w zabawie.
Piotrek i Olek dogadują się bez słów. Wszystkie realizowane pomysły są opracowywane przez nich. Każdy dba, aby kolega dobrze czuł się w czasie zabawy. Tym razem budują znakomity tor wyścigowy. Świetną zabawę przerywa im Janek. Chłopcy nie godzą się na jego towarzystwo w zabawie. Pani przedszkolanka nie zmusza Piotrka i Olka, aby pozwolili bawić się Jankowi. Wyjaśnia jednej o drugiej stronie konfliktu dlaczego warto się dzielić. Pozostający z boku Janek obserwuje zabawę chłopców oraz dołączenie do zabawy dwóch innych kolegów. Dzięki podpowiedzi pani udaje mu się do nich dołączyć. Teraz wszyscy są radośni i cieszą się wspólnymi pomysłami.
Umiejętność współpracy, dzielenia, akceptowania pomysłów jest bardzo trudną zdolnością, nad którą musimy pracować całe życie. Odpowiednie wzorce, możliwość samodzielnego rozwiązywania konfliktów bez używania przemocy fizycznej i słownej owocuje po latach. Złośliwy chłopiec bardzo szybko odkrywa, że niczego nie zdziała terroryzując kolegów i egoistycznie zagarniając swoje i przedszkolne zabawki. Opowieść będzie bardzo pouczająca dla dzieci, które mają problem z nawiązaniem przyjaznych relacji z otoczeniem, nie potrafią się dzielić, nie akceptują kolegów i koleżanek. Książka Iwony Brylińskiej jest przemyślana i pokazuje młodych czytelnikom pozytywne wzorce zachowania.
Całość wzbogacono pięknymi, prostymi ilustracjami Marty Drapiewskiej. Dzięki prostocie i użyciu ciepłych kolorów oraz pokazanie dziecięcego świata lektura przyciąga młodych czytelników. Całość bardzo dobrze zszyto, oprawiono w solidną oprawę, dzięki czemu jest to książka trwałą. Śliskie strony, piękne kolory, ilustracje na cała stronę, duża czcionka oraz niewielka ilość tekstu na stronie pozwalają na przyciągnięcie uwagi małych czytelników.
Czytanie o problemach bardzo bliskich dzieciom jest bardzo ważnym elementem wychowawczym. Pozwala na budowanie autorytetu, zachęca do rozmów z opiekunami lub rodzicami, rozwija więzi bliskości oraz pomaga w kształtowaniu właściwych postaw, od których często zależy sukces naszych dzieci. Zrozumienie i możliwość podzielenia się punktem widzenia dziecka sprawia, że zaczynamy lepiej rozumieć ich intencje i mniej radykalnie osądzać tylko razem szukać rozwiązania wielu konfliktów, które nawet w najmniejszej (nawet, kiedy w zabawie uczestniczy dwoje dzieci) grupie powstają. Jeśli nie ma możliwości uniknięcia ich to warto nauczyć podopiecznych inteligentnego rozwiązywania takich konfliktów.
Lekturę polecam wszystkim przedszkolakom. Wzorce zaprezentowane w opowieści przydadzą się zarówno tym potrafiącym się dzielić i bawić z innymi, jak i tym, dla których zabawa to realizacja ich własnego planu.




Iwona Banach "Maski zła"



http://www.szaragodzina.pl/index.php?mact=News,cntnt01,detail,0&cntnt01articleid=208&cntnt01returnid=18
Iwona Banach, Maski zła, Katowice „Szara Godzina” 2016
„Miasteczko było małe i jak wszystkie miasteczka na zachodzie Polski – dwoiste w swojej naturze. Było z tych i z tamtych czasów. Trochę polskie i mocno niemieckie. Zbudowane wokół rynku, pełne starych kamienic i kamieniczek, ładnych i pięknie zaprojektowanych, ale i pełne gierkowskich klocków, byle jak zbudowanych bloków, źle wytyczonych ulic i dróg. Było też dwoiste po ludzku, bo każdy był trochę stąd i trochę stamtąd, czyli z miejsca, gdzie urodzili się jego dziadkowie, rodzice lub on sam”.
Małe, spokojne miasteczko, w którym wszyscy wszystkich znają, wszystko o wszystkich wiedzą staje się miejscem dziwnych zbrodni: giną kobiety. Jak to możliwe?
„Ten ktoś musiał być przyjezdny, obcy. Bo skąd się wziął morderca w Zawiszynie? Tu, gdzie wszyscy się znali od lat… Od dziecka. Od złej i od dobrej strony. Tutaj? W miasteczku? Niemożliwe. Skoro on był nietutejszy, a ona nie grzeszyła świętością, to wszystko w porządku. Prawda?
Każde wydarzenie można jakoś zrozumieć i poukładać w odpowiednie równania, z których niezbicie wyniknie, że porządek nie został zachwiany. Mnie to nie dotyczy, myśli większość”.
Trzy morderstwa zmuszają wrocławską policję do włączenia się do śledztwa. Zagadkę chce też rozwiązać młoda, rządna sukcesu, miejscowa dziennikarka, która w całej historii widzi szansę dla siebie. Nie zawaha się wykorzystać młodego policjanta mającego do niej słabość, a wszystko po to, aby zostać zauważoną, odnieść sukces i w końcu wyprowadzić się z domu matki, z którą ma bardzo dziwne relacje. Przymusowy współpracownik młodej łowczyni sensacji także ma konkurencję do awansu. Jest nią młoda policjantka dostrzegająca nierówne (związane z płcią) traktowanie przez przełożonego próbującego utrudnić śledztwo, którego wszystkie ścieżki prowadzą do zagadkowego Instytutu działającego w mieścinie na początku kapitalizmu. Co takiego wydarzyło się w osnutym tajemnicą miejscu przetrzymywania dzieci? Co było przyczyną pożaru dwadzieścia lat wcześniej? Jakie traumatyczne wydarzenia pozostały w snach dawnych podopiecznych? Dlaczego dzieci trafiały poza granice Polski? Przekonajcie się sami.
„Maski zła” to interesująca i wciągająca powieść rozgrywająca się na dwóch płaszczyznach: przeszłość miesza się tu z teraźniejszością, świat dziecięcy ze światem dorosłych, dobro ze złem. Czasami trudno rozróżnić co jest czym. W spokojnym miasteczku dorośli noszą piętno eksperymentów, jakich dokonywano na nich w dzieciństwie. Chłodny instytut z nieczułym personelem wydaje się miejscem wyjętym z horrorów: dzieci uwięzione za kratami, zażywające dziwne lekarstwa, poddawane tresurze, praniu mózgów, przez co żadne z nich nie pamięta przeszłości, a każde pragnie wyjaśnić własne krwawe sny. Kupienie go przez młodą Francuzkę wywołuje wielkie zdziwienie, sprawia, że w mieście zaczyna wrzeć od plotek, które zachęcają dawne pracownice do opowiadania o pracy w tym miejscu. Kiedy jednak do miasta przyjeżdża wrocławski policjant wszyscy milkną i starają się sprowadzić jego uwagę na inne tory. Zakończenie ciągu dziwnych wydarzeń naprawdę zaskakuje.
Powieść Iwony Banach polecam miłośnikom horrorów i kryminałów.