czwartek, 14 czerwca 2018

Seria "Dziewczyny kodują"

Genderowo programowanie to męskie zajęcie. Kobiety-programistki udowadniają, że i one rewelacyjnie radzą sobie z problemami powstającymi w czasie pracy programisty oraz posiadają niezbędne umiejętności. Przez kulturowe spojrzenie na zawody jest ich dużo mniej niż mężczyzn. Z tego powodu powstała interesująca i pouczająca seria „Dziewczyny kodują” Stacii Deutsch. Na rynku wydawniczym pojawiły się już dwa tomy: „Kod przyjaźni” oraz „Przyjaciółki rządzą”, z których dowiemy się podstaw programowania oraz wielu bardzo ważnych społecznie rzeczy.
„Kod przyjaźni” dzięki wykorzystaniu prostej historii wprowadza czytelników w podstawowe pojęcia ważne w programowaniu oraz rozwija w czytelniczkach poczucie własnej wartości. Pokazując przygody dziewczyn rozwiązujących problemy oraz samodzielnie tworzących aplikację przekonuje, że każdy z nas może to robić, ponieważ programowanie jest dziecinnie proste. Wymaga tylko znajomości zasad, umiejętności jasnego komunikowania poleceń i świadomości jakie kroki trzeba wykonać kolejno.
„Kod przyjaźni” to opowieść o szóstoklasistce Lucy biorącej udział w dodatkowych zajęciach z kodowania. Ma nadzieję bardzo szybko nauczyć się programować. Ku jej zdziwieniu na pierwszych zajęciach nawet nie włączają komputerów, a o programowaniu już nie ma, co wspominać. Mało tego: robią kanapki. Dlaczego takie praktyczne i obrazowe zajęcie jest ważne przekonajcie się sami.
Po pierwszych rozczarowujących zajęciach bohaterka traci nadzieję na stworzenie aplikacji przypominającej choremu na raka wujkowi o konieczności zażycia lekarstwa. Do tego dziewczynka zaczyna otrzymywać dziwne liściki zawierające tajemnicze polecenia, które pozornie wydają się niczego nie wnosić w umiejętności Lucy. Dziewczyna jednak bardzo szybko odkrywa, co się pod tymi zadaniami kryje.
„Kod przyjaźni” to lektura nie tylko o programowaniu. Pojawi się tu przyjaźń, zawiść, rywalizacja, poczucie odrzucenia. Bohaterka z powodu niedomówień , braku jasnej komunikacji znajduje się w różnych, nieprzyjemnych sytuacjach. Szybko odkrywa, że jasne wyrażanie myśli pomaga nie tylko w programowaniu, ale i polepsza stosunki z ludźmi. Z tej perspektywy nauka programowania staje się też doskonałym kursem psychologicznym.
Lucy z niepewnej siebie szóstoklasistki pragnącej dorównać swoim wzorcom staje się bohaterką świadomą własnej wartości oraz umiejętności. Klub kodowania pozwala jej na rozwijanie wielu talentów, wśród których umiejętność prawidłowego formułowania pytań jest jedną z ważniejszych.
W lekturze nie zabraknie też pozytywnych wzorców rodzinnych. Bliskie i przyjazne relacje z rodzicami oraz z wujkiem i przekomarzanie się ze starszym bratem wybierającym się na studia. Do tego dochodzi niezwykła ostać pani Clark, która nie jest nudną nauczycielką odbębniającą pracę, ale potrafi zafascynować uczniów swoimi niezwykłymi opowieściami i rozbudzać wyobraźnię młodych słuchaczy. Kobieta staje się dla wielu dziewczyn wzorem: chcą tak jak ona uczyć się czegoś niezwykłego, panować nad sprzętami i podróżować. Innym wzorcem dla Lucy jest mama – programistka. Nie tylko ona ma jednego z rodziców zajmującego się programowaniem.
Wszystko, co jest wartościowe, wymaga czasu.
Czytelnicy „Kodu przyjaźni” dowiedzą się, że poza umiejętnościami technicznymi ważne są również relacje międzyludzkie, nad którymi trzeba dużo pracować i poświęcić im sporo uwagi. Dzięki dobrym stosunkom, życzliwości i otwartości bohaterzy są w stanie dużo więcej zrobić i nauczyć się. Autorka pokazuje, że wymiana doświadczenia pozwala na szybsze rozwiązywanie problemów, a co za tym idzie i naukę nowych rzeczy. W ciągu tygodnia dziewczynki samodzielnie zdobywają podstawową wiedzę, wejdą w świat pojęć programowania.
Tom drugi, „Przyjaciółki rządzą” to opowieść o znanych nam bohaterkach, ale na plan pierwszy wysuwa się Sophie, którą poznajemy na treningach piłki nożnej. Jest asystentką managera drużyny (o kilka lat starszego chłopaka). Dzięki współpracy robią zawodnikom zdjęcia oraz filmy, które mogą później wrzucić na stronę o drużynie. Bardzo mi się spodobało to, że uczniowie robią tu wszystko, a nauczyciel tylko nadzoruje ich pracę. Dzięki temu mogą nauczyć się wielu przydatnych rzeczy. Ponad to nie zabraknie tu mobilizacji oraz zachęcania do konsekwencji. Wychowanie w stylu: „ee, jak ci się znudzi to za tydzień spróbujesz czegoś nowego” nie wchodzi tu w rachubę. Podobnie jest w domu: starsze rodzeństwo opiekuje się młodszym, pomaga rodzicom utrzymać ład w domu, a dopiero później ma czas na swoje przyjemności. I tak jest właśnie w domu Sophie, najstarszej z trójki rodzeństwa, które nie jest typowe, ponieważ jedna z sióstr ma ZA (zespół Aspergera, czyli spektrum autyzmu), przez co opieka nad nią wymaga odpowiedniego podejścia. Nasza bohaterka świetnie radzi sobie z fobiami swojej siostry. Czasami lepiej niż zniecierpliwieni i spieszący się do pracy rodzice. Lola żyje w nieco innym świecie: potrzebuje większego spokoju, czasami izolacji i nie lubi obcych. Jednak Sophie widzi ją przez pryzmat jej talentów. Dostrzega, że jej siostra jest bystra i świetnie rysuje. Jednak to nie opieka nad Lolą sprawia wszystkim najwięcej trudności tylko nad buntującą się kilkuletnią Pearl, która jako dziewczynka bardzo ciekawa świata po całym dniu zabawy chce przeżywać podobne przygody w łóżku. Najlepiej w stroju, w którym świetnie się bawiła. I za nic na świecie nie da się ją namówić na założenie piżamy. Znacie to prawda? Sophie jednak świetnie sobie radzi i z tą trudnością.
Książka wprowadza nas w świat przygotowań do hakatonu, czyli maratonu programowania. Całodniowe zawody mają nauczyć uczestników współpracy, wymiany doświadczeniami oraz sprawdzić umiejętności przez zaprogramowanie robota potrafiącego przejść labirynt. Trudne nie? Zwłaszcza na początku drogi programowania. Bohaterzy udowadniają nam, że przeszkody tkwią tylko w naszych umysłach. Jeśli znamy podstawy programowania, wiemy w jakim języku napisać komendy i wiemy, jakie elementy wyposażenia będą nam potrzebne to uporamy się z tym. Z tego powodu Lucy, Sophia, Erin, Maya i Leila biorą udział w tym wydarzeniu.
Początkowo skład drużyny jest mniejszy, ale po pierwszym spotkaniu i odkryciu, że ich koleżanka nie może wziąć udziału w hakatonie, ponieważ członkowie jej drużyny wyjeżdżają na weekend zapraszają ją do swojej i okazuje się to bardzo dobrym posunięciem, ponieważ zyskują kolejnego członka posiadającego sporą wiedzę.
Równolegle do przygotowań do zawodów toczy się akcja w domu. Soph bardzo chce, aby rodzice przyszli na bardzo ważne dla niej wydarzenie. Niestety okazuje się, że nie tylko nie mogą przyjść, ale też bardzo potrzebują, aby ona właśnie w tym czasie zajęła się swoim młodszym rodzeństwem i posprzątała dom… Wizja udziału w zawodach rozpływa się. Im bliżej do hakatonu tym mniejsze szanse na udział. Jakby tego było mało cała drużyna może być zdyskwalifikowana, ponieważ nie można zmieniać składu. Dziewczyny doskonale radzą sobie i z tymi przeszkodami. Pokazują, że pomysłowość połączona ze współpracą dają niesamowite efekty, a do tego uczą, że nie ma takiej rzeczy, która usprawiedliwiałaby naszą bierność.
Seria „Dziewczyny kodują” jest ważna z kilku powodów. Do najważniejszych należą obalanie mitów na temat dziewczęcych zainteresowań, obalają stereotyp dziewczynki zainteresowanej lalkami, gotowaniem. Tu uczennice posiadają takie umiejętności, ale wcale nie przeszkadzają one w rozwijaniu zdolności technicznych tylko pozwalają rozwiązywać problemy społeczne. Pisarka pokazuje, że lepiej mieć dobre stosunki ze znajomymi. Zobaczymy też dzieci i nastolatków odpowiedzialnych za własne życie i świadomie podejmujących odpowiedzialne decyzje. Ponad to książka delikatnie wprowadza w sposób programowego myślenia, przez co stanie się też dobrą lekturą dla starszych osób chcących nauczyć się programowania. Zdecydowanie polecam wszystkim uczniom szkoły podstawowej. Dzięki prostej, interesującej akcji, żywemu i prostemu językowi książkę doskonale czyta się na głos i chętnie słuchają jej również przedszkolaki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz